Wszystko, co kiedykolwiek czułem, było właściwe (cz.2)
*****
„Zapomnieliście
o czymś?” - zawołałam, kiedy frontowe drzwi się otworzyły.
Fin,
Kirb i Rhonda właśnie wyszli. Film. Rhonda była temu przeciwna i nawet ja nie
byłam tego taka pewna, bo to była komedia romantyczna. Ale z jakiegoś powodu
Fin był nieugięty, że „wyjdą z domu, niech ciotka Dusty się odpręży i rozgości”.
Fin
był dobrym dzieckiem, rozważnym, uważnym, zauważał różne rzeczy, ale nawet jak
na Fina było to dziwne.
I
nie byłam pewna, czy Rhonda potrzebowała iść na komedię romantyczną. Nie sądziłam,
że było dobrą rzeczą przypominanie jej romansu. Minął już ponad miesiąc, a moja
szwagierka wciąż znajdowała się w objęciach żałoby, która nie przemijała. Wzrok
miała zatopiony w sobie. Schudła. I była jeszcze bardziej roztargniona niż
normalnie do tego stopnia, że była prawie zamglona.
Nie
dobrze.
Może
byli w domu, bo Rhonda zakazała im wychodzić w szkolne wieczory po kolacji aż
do centrum handlowego, żeby obejrzeć film, po którym ona i chłopcy wróciliby do
domu dopiero po dziesiątej.
Z
drugiej strony Rhonda nie miała zbyt silnej woli, więc nie mogłam sobie
wyobrazić, że, chociaż było jasne, że nie chciała jechać, byłaby w stanie to
zrobić.
Leżałam
w salonie na kanapie. To była długa trzydniowa podróż, moja i moich dzieci. Fin
miał rację co do jednego, byłam w cholerę umęczona. Musiałam odpocząć i się rozgościć.
I robiłam to z piwem i naprawdę gównianą telewizją.
„Nie,
ty to zrobiłaś. Zapomniałaś zamknąć drzwi”.
Ta
odpowiedź nie nadeszła od Fina, Kirba ani od Rhondy, ale od głębokiego,
znajomego głosu.
Zamarłam,
a potem zerwałam się na równe nogi, odwróciłam się do drzwi i zobaczyłam
stojącego tam Mike’a.
Co
do cholery?
„Co
ty tu robisz?” - zapytałam.
Patrzyłam
ze zdumieniem, jak zrzucał skórzaną kurtkę i rzucał ją na fotel, jakby miał
zostać na chwilę.
Moje
oczy powędrowały z jego kurtki na jego twarz i poczułam, jak się zwęziły.
„Musimy
porozmawiać” – oznajmił.
„Nie,
nie musimy” – odpowiedziałam natychmiast.
„Tak,
musimy” – odparował.
„Wynoś
się” – rozkazałam, po czym cofałam się i robiłam to szybko i instynktownie.
Robiłam to, ponieważ on poruszał się do przodu szybciej i celowo.
W
moją stronę.
Pobiegłam
do tyłu przez pokój, uderzyłam w szafkę, poprawiłam się, a potem uderzyłam
plecami o ścianę na pół sekundy przed uderzeniem Mike’a we mnie. Jego ciało było
tuż przy moim, jego ręka z boku mojej szyi wsunęła się w moje włosy, a jego
drugie ramię owinęło się nisko wokół mojej talii.
Serce
biło mi jak młot pneumatyczny, gdy spojrzałam na niego zszokowana.
„Co
ty robisz?” - wyszło duszno, co mnie wkurzyło.
„Tak
jak powiedziałem, porozmawiamy” - Wyszło to stanowczo, ale miękko i ciepło, z
jego oczami wpatrzonymi prosto w moje, również ciepłymi, ale wyraźnie
zdeterminowanymi.
„Odsuń
się” – zażądałam.
„Nie”.
„Odsuń
się!” - warknęłam.
Przycisnął
mnie do ściany i powtórzył ciche - „Nie”.
„Zwariowałeś?”
– zapytałam, wciskając ręce między nas, żeby go odepchnąć, ale to był błąd.
Duży. Ponieważ jego ramię przesunęło się po moich plecach, a potem zacisnęło
się i uwięziło moje ręce i ramiona między nami.
„Spieprzyłem”
– szepnął.
Przestałam
próbować wyciągnąć ręce spomiędzy nas i spiorunowałam go wzrokiem.
„Tak,
zrobiłeś to”.
„Wiem,
że tak” - wciąż szeptał.
„Cofniesz się?” - warknęłam.
„Nie.
Rozmawiamy”.
„Mike...”
Jego
usta dotknęły moich, a ja znieruchomiałam.
„My...
porozmawiamy” - wyszeptał w moje usta, a ja pozostałam nieruchoma.
Zupełnie
nieruchoma. Oprócz mojego serca, które waliło jak szalone.
Boże,
to było gorące. Był dupkiem najgorszej odmiany, a mimo to był niewiarygodnie gorący.
„Więc
mów” – zachęciłam kąśliwie, starając się zachować panowanie nad sobą, a
jednocześnie ukryć moją reakcję na jego gorący manewr.
Podniósł
głowę o pół cala, co nie było wystarczająco daleko, ale przynajmniej to było
coś i niestety nie byłam w stanie się spierać.
„Moja
przestrzeń w głowie była popieprzona” – zaczął.
„Chyba
to złapałam” – odparłam sarkastycznie.
„Wiem,
Słonko, i przepraszam. Przepraszam, że zaserwowałem ci to gówno. Przepraszam,
że w ogóle to zrobiłem, ale jest mi cholernie przykro, że zrobiłem to po
śmierci Darrina, kiedy byłaś bezbronna”.
„Nie
byłam bezbronna”.
„Cieszę
się, że wiem to teraz, zanim oddałem ci swoje serce, ponieważ spędziłem z tobą
jeden dzień i byłem gotowy, aby zawinąć je w schludną kokardkę i od razu
przekazać” – stwierdził, a ja zamrugałam.
Mike
powtarzał to, co powiedziałam. Powiedziałam to. Właściwie myślałam, że
powiedziałam to dosłownie tak.
A
on zapamiętał każde słowo.
Poczułam
jak moja skóra zaczęła mrowić.
Mike
mówił dalej.
„Byłem
tak nakręcony, by chronić się przed twoimi grami z moim sercem, że zagrałem
twoim”.
Trzymając
się gniewu, powiedziałam cierpko - „Też to złapałam”.
„Wiem”
- wyszeptał, a ja żałowałam, że nie przestał tak szeptać, bo to było słodkie.
To brzmiało ładnie. Brzmiało to tak, jakby miał na myśli swoje słowa w sposób,
który pochodził prosto z duszy. I wszystko to mieszało mi się w głowie.
Chciałabym też, żeby przestał mnie trzymać. Jeszcze żałowałam, że nie mogłam
oderwać oczu od jego intensywności.
„Dobrze,
więc rozmawiamy. Czy możemy to zrobić, kiedy byś mnie nie dotykał?” - częściowo
się poddałam.
„Nie”
- odmówił, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
„Mike,
poważnie, to nie jest fajne”.
„To,
co nie było fajne, to to, że byłem dupkiem, traktowałem cię jak gówno, a potem
pozwoliłem ci odejść ode mnie po tym, jak to zrobiłem, zamiast robić wszystko, co
mogłem, by zatrzymać cię przy sobie i sprawić, żebyś zrozumiała. To się więcej
nie powtórzy”.
„Już
znam odpowiedź na to pytanie, ponieważ wyraźnie masz ochotę naprawiać zło, a i
tak naprawdę masz w dupie to, czego chcę. Ale czy to ma znaczenie, że być może
wolałabym, żebyś nie przebywał w mojej przestrzeni podczas tej małej pogawędki?”
„Jesteś
na mnie wkurzona” – oświadczył.
„Uch,
błąd” – warknęłam – „Jestem na ciebie
bardziej niż wkurzona”.
„Racja,
więc jeśli jesteś bardziej niż wkurzona na kogoś, kto coś dla ciebie znaczy,
możesz zostać zmuszona do zrobienia głupiego gówna. Ja też nie skorzystam z tej
szansy. Więc masz rację. Gówno mnie obchodzi, czego chcesz, więc nie ma
znaczenia, że chcesz przestrzeni, ponieważ jej nie dostajesz”.
Poczułam,
że unoszę brwi i zapytałam - „Mówisz poważnie?”
„Śmiertelnie”
- odpowiedział natychmiast, wyraźnie stwierdzając, że rzeczywiście był
śmiertelnie poważny.
Zacisnęłam
usta.
Mike
spojrzał na moje usta, coś, czego wolałabym, żeby nie robił, i z powrotem na
moje oczy.
„Wystarczy
powiedzieć, że moje małżeństwo nie było udane” — oświadczył.
„Uh…
Myślę, że też to zlałam” - odpowiedziałem.
„Mam
łóżko warte sześć tysięcy dolarów”.
Zamrugałam
z kilku różnych powodów. Po pierwsze, w obecnych okolicznościach dzielenie się
tym było rzeczą dziwną. Po drugie, nawet nie wiedziałam, że były łóżka, które
tyle kosztowały. Trzecim był fakt, że Mike ładnie się ubierał, miał przyzwoity
samochód i z tego, co sobie pozwoliłam przyswoić, wydawało się, że miał całkiem
ładny dom, ale wciąż był gliną.
„Moja
była żona kupiła to łóżko, nie rozmawiając o tym ze mną. Było pełnopłatne i nie
podlegało zwrotowi. Zasady sklepu, który miał też inną politykę, by to ustnie
wyjaśnić przy zakupie, więc wiedziała o tym, kiedy to kupiła. Wiedziała, że nie
możemy tego cofnąć. Pracowałem przez pięć miesięcy na nadgodzinach, żeby spłacić
to łóżko, moi ludzie na posterunku wiedzieli, że to gówno to moje życie,
pozwalali mi je ciągnąć i poświęcali się, żeby je zdobyć”.
Przestał
mówić, a ja nic nie mówiłam. Nie mogłam. To było porąbane. Pięć miesięcy
nadgodzin to dużo czasu, a sześć tysięcy dolarów to dużo pieniędzy do spłacenia.
Pewnie
odpracował sobie tyłek.
Kiedy
nic nie mówiłam, Mike kontynuował.
„Kiedy
się rozwiedliśmy, miała dwieście dwadzieścia osiem par butów. Pięćdziesiąt z
nich kosztowało ponad siedemset dolarów”.
To
dało razem buty za trzydzieści pięć tysięcy dolarów.
Trzydzieści pięć tysięcy dolarów.
Gapiłam
się na niego bez słowa, całkowicie niezdolna do ogarnięcia tego faktu.
Kontynuował
- „Jak je nosisz, nie możesz ich zwrócić. Zanim dowiedziałem się, że je miała,
już je nosiła”.
„O
mój Boże” – wyszeptałam.
„Tak,
chociaż to nie jest bliskie opowiedzenia tego. Pieprzone gówno jest zbliżone do
tego, skoro nawet nie zadrapałem powierzchni tym gównem. Kupowała. Kłamała.
Nauczyła nasze dzieci zasłaniać jej tyłek, czyli innymi słowy, nauczyła je
kłamać. A po tym, jak rzuciła pracę, kiedy się pobraliśmy, nie przepracowała
ani jednego dnia w swoim życiu, dopóki się nie rozwiedliśmy”.
Gapiłam
się i zrobiłam to z rozchylonymi ustami, kompletnie oszołomiona.
Wydała
taką kupę szmalu i nie pracowała?
Mike
nie skończył.
„Ja
z kolei na początku pracowałam na dwóch etatach. Osiemdziesiąt godzin
tygodniowo. Potem zostałem detektywem i nadal musiałem brać tyle nadgodzin, ile
tylko mogłem. Nawet z tym całym gównem, kiedy się rozwiedliśmy, mieliśmy
zadłużenie na karcie kredytowej na dwadzieścia tysięcy dolarów. Jak anulowałem
jedno, a ona składała wniosek o nowe i nie mówiła mi. Zanim się dowiedziałem,
to było maksymalne”.
„To
szaleństwo” – szepnęłam.
„To
Audrey. To było moje życie. Uzależnienie i co z nim związane. Oszustwo i
zdrada. Żyłem tym gównem przez piętnaście lat, Dusty. Więc, Słonko, mam
nadzieję, że rozumiesz, że moja była dobrze mnie nauczyła, żebym nie ufał łatwo”.
Och,
wszystko dobrze rozumiałam. Nie mogłam tego przegapić.
I
to było dla niego do bani. Ogromnie. Co gorsza, chciałam być na niego wkurzona,
ale czułam się źle, że przez to przeszedł. Tak bardzo to było do bani.
Kontynuował.
„Mieliśmy
duży dom, cztery sypialnie, ogromne podwórko, dużo drzew. Audrey do tego też
mnie zmusiła, o wiele za wcześnie, zanim było nas na to stać. Ale kochałem ten
pieprzony dom. Zapracowałem się po pachy na ten dom. Dzieci miały świetne
pokoje. Pies miał gdzie się wybiegać. A teraz mam czterdzieści lat i redukuję.
Zarobiliśmy na sprzedaży, a sędzia rzucił okiem na księgowość i historię jej
pracy i zabrał te dwadzieścia tysięcy z jej połowy domu. Ale mimo to moja
połówka nie ustawiłaby mnie ponownie na takim poziomie i nie pozwoliłaby tak ustawić
moich dzieci. I wiedziałem, jakie życie chcę wieść. Wiedziałem to od dawna.
Pracowałem ciężko i nawet z jej bzdurami, dostałem to i dałem to moim dzieciom.
Ładny dom w dobrej części miasta, gdzie domy są pełne wdzięku, podwórka są
ogromne, a drzewa są stare. Dzieci. Pies. Grille w lecie. Duża choinka w
przednim oknie na Boże Narodzenie. I wszystko to zniknęło. Mój tyłek znajdował
się w okropnej kamienicy bez osobowości i zaczynałem od nowa w wieku
czterdziestu lat”.
„To
jest do bani, Mike” – wyszeptałam niedopowiedzenie, nie mogąc wymyślić słów, by
oddać sprawiedliwość.
„Tak,
to prawda” – odpowiedział natychmiast - „I to mnie naznaczyło. Z nią
wiedziałem, że nie żyję snem, przynajmniej jego częścią, która spała ze mną w
moim łóżku. Ale z resztą, to, co zarobiłem, co zapewniłem moim dzieciom, tak. I
to wszystko odeszło, a zanim będę wystarczająco ustawiony, by dać im to
ponownie, oni odejdą, więc ten sen też zniknie”.
„Przykro
mi” - Wciąż szeptałam i było mi przykro. Naprawdę. To było bardziej niż do bani.
Po prostu nie wiedziałam, jak bardzo bardziej.
„Mnie
też. Było wtedy i nadal jest. Do bani jest tracić marzenia. Ale potem spotkałem
Vi i dotarło do mnie, że mógłbym spróbować drugiej części, mieć kobietę, z którą
chcę spać obok mnie w łóżku, i to też straciłem. Najsłabsze w tym wszystkim
było to, że wiedziałem, że przegram, nawet gdy próbowałem. Ale i tak to
zrobiłem, ponieważ jej obietnica była tak cholernie słodka, że nie mogłem się
powstrzymać. Więc nie zrobiłem tego. Miałem otwarte oczy, grając w gry o jej
serce. I przegrałem. Teraz jest żoną innego mężczyzny i rodzi mu dzieci. I to mnie
ukłuło”.
Wiedziałam,
że tak. Wiedziałam. Ponieważ wiedziałam tylko trochę, a sposób, w jaki to
powiedział, mnie też to ukłuło.
„Mike”
– powiedziałam cicho.
„Tak
więc, zaledwie kilka tygodni temu, znowu byłem tam po pogrzebie przyjaciela,
nagle jestem z kobietą, której obietnica jest tak kurewsko słodka, że sprawia,
że Vi, która jest piękna, zabawna i miła, wydaje się przechodzone resztki. Ale
nie zapomniałem, przez co przeszedłem, ani przez jedną pieprzoną sekundę.
Szukałem każdego możliwego powodu, by udowodnić, że nie jest tym, kim się
zawsze wydawała być. Szukałem jakiegokolwiek powodu, jaki mogłem znaleźć, by
oddalić ją ode mnie. Odwaliłem kawał dobrej roboty i znalazłem je. Były po
prostu zajebiste. Nie wiedziałem, ale były. A żeby się chronić, zachowywałem
się samolubnie, rzuciłem jej je w twarz, zraniłem i zmusiłem do ucieczki ode
mnie”.
Zamknęłam
oczy.
„Spójrz
na mnie, Dusty” – rozkazał.
Otworzyłam
oczy.
„Przez
te tygodnie, każdego dnia, dziesięć razy dziennie powtarzałem sobie to gówno,
które ci powiedziałem i każdego dnia, dziesięć razy dziennie, twoje słowa wracały
do mnie i żałowałem tej całej sceny. Nie żałuję, że poślubiłem za Audrey, bo
dała mi No i Reesee. Nie żałuję, że poznałem Vi, bo to dobra kobieta, wciąż
jest obecna w moim życiu i ją lubię. Spoglądam wstecz na swoje życie i nie
żałuję niczego, co zrobiłem, z wyjątkiem tego sobotniego popołudnia i tego, co
zrobiłem tobie”.
To
było ogromne. Olbrzymie. Przytłaczające.
Wszystko
to było przytłaczające.
„Nie
wiem, co powiedzieć” – wyszeptałam.
„Zła
wiadomość dla ciebie jest taka, że tu nie ma nic do powiedzenia. Masz rację,
jestem tu, by naprawić zło i zrobię to, Aniołku. Powiedziałaś mi, że miałem
swoją ostatnią szansę, ale nie zaakceptowałem tego i nie będę. Jeśli teraz
powiesz mi, że moje wyjaśnienia nie wystarczą i chcesz, żebym odszedł, to nie
pójdę. Nie poddam się. Jedna część mojego życiowego marzenia wciąż jest dla
mnie otwarta, każdy znak, jaki mi daje, krzyczy, że to ona stoi teraz w moich
ramionach, a ja nie będę miał dziewięćdziesięciu lat, patrząc wstecz na swoje
życie i żałując, że się poddałem ten sen”.
Wtedy
zdałam sobie sprawę, że ciężko oddychałam.
I
przez to wydusiłam z siebie - „Mike, nie chcesz dzieci. Ja tak. Nie trochę. Bardzo.
Nie zamierzam…”
Przerwał
mi pytaniem - „Ile?”
Zamrugałam
i zapytałam - „Co?”
„Ile
chcesz mieć dzieci?”
„W
doskonałym świecie, dwoje. Ale wzięłabym jedno”.
„Jak
to się uda, będziemy mieć piękne dzieci”.
Wtedy
zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie oddychałam.
Z
wysiłkiem wydusiłam z siebie - „Mówisz poważnie?”
„Mówiłaś
poważnie, że chcesz mieć dzieci?” - odparł.
Kiwnęłam
głową.
„W
takim razie tak”.
„Ale
jak możesz tak po prostu zmienić zdanie?” - zapytałam.
„Słonko,
uciekłaś ode mnie prawie trzy tygodnie temu. To nie było „tak po prostu”.
Marzenia się nie spełniają ot tak. Trzeba je karmić i utrzymywać przy życiu. A
jeśli dzieci są twoim marzeniem, nie byłoby do bani. Czy chcę być nowym tatą po
czterdziestce? Cholernie nie. Jeśli mogę spełnić moje marzenie, czy jestem
gotów dać mu to, czego potrzebuje? Absolutnie”.
Nie
wiedziałam, co z tym zrobić. Nie mogłam tego nawet przetworzyć.
„Ale
przecież nie chcesz być świeżo upieczonym tatą po czterdziestce” — przypomniałam
mu coś, co mi właśnie wtedy powiedział.
Jego
ramię zacisnęło się, pchnął mnie głębiej w ścianę, a jego głos zniżył się, gdy
powiedział - „Taki jest układ, Aniołku. Ty... uciekłaś... ode mnie. I po raz pierwszy w życiu zasmakowałem żalu. I to nie
bolało, to pieprzenie zabijało. Więc
musisz to wiedzieć. Jeśli chcesz dzieci, dam ci je i zaufaj mi, kochanie, będę
szczęśliwy. Lubię dzieci i, jak powiedziałem, ty i ja stworzymy piękne dzieci.
Nie mogę się przeprowadzić, dopóki Reesee nie pójdzie na studia. Jeśli potem
będziesz chciał być w Teksasie, będę tam. Zanim to nastąpi, znajdziemy jakiś
sposób, żeby sobie z tym poradzić”.
„Mike”
- wyszeptałam - „Znamy się w realnym czasie życia od jednego dnia”.
„Nie,
Dusty. Kocham cię, odkąd skończyłaś dwanaście lat i czytałam twoje pamiętniki, więc
nie możesz zaprzeczyć, że czułaś to samo. Nie byłaś wtedy wystarczająco duża,
aby moje myśli tam powędrowały, ale oboje wiemy, że ta więź zaczęła się wtedy i
oboje wiemy, jak się zmieniła, kiedy zatrzasnęła się mocno w tym pokoju
hotelowym. Nie mówię, że padniemy teraz na podłogę i zaczniemy starać się o
dziecko, i nie proszę cię o rękę. Mówię, że mi na tobie zależy, robię to
głęboko i naprawdę od cholernie długiego czasu. Zbadamy to i mam nadzieję, na
Boga, że przeczucie, które mam, nie jest złe, ponieważ wielokrotnie próbowałem
sprawić, by wydawało się to złe, ale wszystko, co kiedykolwiek czułem, było
właściwe”.
Wpatrywałam
się w jego ciemnobrązowe oczy, które przez cały czas nie opuszczały moich.
Potem
wyszeptałam - „Nie mogę znowu przez przechodzić to, co mi zrobiłeś”.
„Nie
zmuszę cię”.
„Mike...”
Jego
głowa opadła tak, że jego usta były prawie na moich, a jego oczy były tak
blisko, że były wszystkim, co widziałam.
„Nie zmuszę cię”.
Boże,
jego słowa były dudniącym pomrukiem, który poczułam na swojej skórze, gdzie,
przysięgam, czułam, jakby przenikały do mojego krwioobiegu, były ciepłe i
słodkie.
Usłyszałam
dzwonek mojej komórki i moje oczy przeniosły się z Mike’a na jego ramię, bo był
tak blisko, że nie widziałam wokół niego.
„Zostaw
to” – rozkazał, a ja znów spojrzałam na niego.
„Nie
mogę” – powiedziałam łagodnie - „Ronda nie czuje się dobrze. Chłopcy są dziś z
nią w kinie i jeśli…”
Puścił
mnie, ale natychmiast złapał mnie za rękę i zaprowadził do stolika do kawy,
gdzie stał mój telefon.
Oboje
spojrzeliśmy na wyświetlacz.
„Nie
chłopcy” – stwierdził Mike, mamrocząc, ale zobaczyłam, czyje imię było na
wyświetlaczu. Moja klatka piersiowa zadrżała, mój umysł oszalał z wściekłości i,
chociaż nadal trzymałam dłoń w dłoni Mike’a, pochyliłam się, chwyciłam ją i
użyłam kciuka, by odebrać połączenie.
Przyłożyłam
telefon do ucha.
„Jesteś
naćpana, że masz czelność do mnie dzwonić” – powiedziałam do mojej
sukinsyńskiej siostry i poczułam, jak ręka Mike’a zaciska się na mojej, nawet
gdy jego ciało się zbliżyło.
„Miłe”
– syknęła.
„Jeśli
nie dzwonisz, żeby przeprosić za to, co zrobiłaś Rhondzie i jak wkurzyłaś Fina,
nie mam ci nic do powiedzenia” – oznajmiłam.
„Och,
tak. Jestem właścicielem jednej czwartej tej farmy i…” - zaczęła.
„Wykupuję
cię” – oświadczyłam, a Mike zbliżył się jeszcze bardziej.
„Myślisz,
że pozwolę ci się wykupić?” - Debbie zahuczała mi do ucha.
„Tak”
– odpaliłam – „Bo jeśli tego nie zrobisz, będę polować na twoją suczą dupę,
przywiążę cię do krzesła i będę torturowała, dopóki nie podpiszesz na mnie
swojej części farmy”.
Wydobyłam
to, a potem nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa ani usłyszeć odpowiedzi
mojej siostry, bo telefon nagle nie był w mojej dłoni, a był w dłoni Mike’a.
Potem
nie trzymał mojej drugiej ręki, miał mój telefon przy uchu i odszedł trzy
kroki.
„Debbie,
masz Mike’a” - patrzyłam, jak mówił do telefonu. Przerwał, a moje usta otworzyły
się, kiedy powiedział - „Zamknij się i słuchaj mnie. Dusty właśnie wróciła do
domu, więc nie jestem teraz w pełni poinformowany o tym gównie, które się
dzieje, a twoje rozmowy zostają zawieszone. Nie dzwonisz do Dusty, Fina, Kirba
i zdecydowanie nie do Rhondy. Przez dwa tygodnie. Jak zadzwonisz, odpowiesz
przede mną. Łapiesz mnie?” - Przerwał, a potem - „Jestem gliną, gliniarze znają
gliniarzy, a gliniarze, których my znamy, znają innych gliniarzy. Przy swojej pracy
to wiesz. Wiesz też, że nie wkurzasz gliniarza” - Kolejna przerwa, podczas
której wpatrywałam się w niego z wciąż otwartymi ustami i dużymi oczami, a
potem mówił dalej - „Nie, to nie jest groźba. Nie zadzieraj ze mną, nie
zadzieraj z Dusty i absolutnie nie pieprz
się z Rhondą, Finem i Kirbym. To koniec panowania twojego terroru, kobieto.
Skończyło się trzydzieści sekund temu. Sugeruję, żebyś się do tego przyzwyczaiła,
zaczynając od teraz”.
Odsunął
mój telefon od ucha i dotknął kciukiem ekranu.
„Ja…
ja…” – wyjąkałam, ale nie poszłam dalej.
Szyja
Mike’a była zgięta, oczy wpatrzone w mój telefon, jego kciuk poruszał się po
ekranie i wymamrotał z roztargnieniem - „Proszę, powiedz mi, że masz Fina…” - urwał,
jego kciuk w coś uderzył i przyłożył telefon do ucha. Odczekał pięć sekund,
podczas gdy ja patrzyłam, po czym stwierdził - „Finley? Mike Haines. Słuchaj i
nie mów. Ty, twój brat lub twoja matka wkrótce będziecie odbierać telefony od
ciotki Debbie. Skonfiskuj wszystkie telefony, wyłącz je i nie pozwól im ich
odzyskać, dopóki nie uzyskasz zgody ode mnie lub twojej ciotki Dusty. I nawet
po dzisiejszej nocy nie odbieraj telefonu, jeśli dzwoni Debbie. Poinstruuj
swojego brata i matkę, aby zrobili to samo. Twoja ciocia Dusty albo ja
wyjaśnimy to później. Łapiesz mnie?”
Zrobił
pauzę - „Zrób to teraz” - Znowu zrobił pauzę i to trwało dłużej. Potem zapytał
- „Masz je? Dobrze. Miłego filmu”.
Uderzył
kciukiem w ekran i spojrzał na mnie.
Wybuchnęłam
śmiechem i wszystko to było tak cholernie dobre, że robiłam to przez długi
czas.
Kiedy
to ucichło do chichotu, zobaczyłam, że Mike stał tam, gdzie był i obserwował
mnie. Nie uśmiechał się. Po prostu mnie obserwował i robił to z uwagą.
„To
było niesamowite” - powiedziałam mu, każde słowo było tak szczere, jak je
czułam, co oznaczało wiele.
Mike
nie odpowiedział na mój komentarz.
Zamiast
tego wstrząsnął moim światem.
„Przyjęcie
urodzinowe mojej córki jest w tę sobotę. Chcę cię tam. Aby nie wiązać jej
specjalnego dnia ze spotkaniem z nową kobietą jej ojca, chcę, żebyś wyszła
jutro wieczorem na kolację ze mną i moimi dziećmi. Neutralny grunt, więc nie poczują
się najechani, a ty czujesz się bezpiecznie. A jeśli chcesz jej zaimponować,
dam ci jej listę życzeń. Kupisz cokolwiek z tego, a ona będzie cię kochać przez
wieczność, co w tłumaczeniu oznacza co najmniej godzinę”.
Gapiłam
się na niego.
Nie
wiedziałam, jak długo był po rozwodzie, ale najwyraźniej minęło trochę czasu.
Wiedziałam, że od tamtego czasu miał kochanki i to nie nieliczne. Nie
przedstawił swoich dzieci żadnej ze swoich innych kobiet i jeśli to, co mi
powiedział, było prawdą, dotyczyło to też Vi, o której mówił.
Ale
mnie to nie dotyczyło.
Po
wyraźnym koszmarze z żoną, aby się chronić, zaczął grać i niestety, kiedy to robił,
pogrywał ze mną.
Najwyraźniej
skończył z tym. Nie tak jakby skończył, jak nie tak naprawdę zobowiązał się do skończenia
z tym. Jedna rzecz była krystalicznie czysta w przypadku Mike’a Hainesa. Kochał
swoje dzieci, opiekował się nimi i chronił je. Nie było piekielnego sposobu,
żeby przedstawił je kobiecie, której nie traktował poważnie.
„Musisz
być gotowa o szóstej” – kontynuował – „Przyjedziemy tutaj i cię zabierzemy”.
Nadal
się na niego gapiłam, ale nic nie mówiłam.
Więc
podpowiedział - „Dusty, słyszałaś mnie?”
Skinęłam
głową.
„Będziesz
gotowa o szóstej?”
Skinęłam
głową.
Wpatrywał
się w moje oczy.
Jego
głos był łagodniejszy i mniej apodyktyczny, gdy zapytał - „Wybaczasz mi?”
Oblizałam
usta, zanim je złączyłam.
Potem
zrobiłam to, co zawsze. Podjęłam decyzję w locie, opierając się całkowicie na
przeczuciach i poszłam za nią.
Co
oznaczało, że skinęłam głową.
Patrzyłam,
jak jego wysokie, szczupłe ciało się rozluźniło i coś w oglądaniu tego, jak
robił to mężczyzna taki jak Mike, w tym, że mi to pokazał, znaczyło dla mnie
cały świat.
Ponieważ
jego napięcie w oczekiwaniu na moje przebaczenie i w końcu otrzymanie go
znaczyło dla niego wiele.
„Racja,
Słonko” – powiedział łagodnie – „Więc chodź tutaj i mnie pocałuj”.
Boże,
tęskniłam za tym to. Miałam to przez jeden dzień, a tęskniłam za tym, jakbym to
miała przez dziesięciolecia i utraciła na zawsze.
Więc
podeszłam do niego trzy kroki, prosto w jego ramiona i odchyliłam głowę do
tyłu. Stanęłam na palcach, żeby go pocałować, ale nie miałam okazji.
To
dlatego, że jego ramiona mocno mnie obejmowały, a jego usta wpiły się w moje,
Mike mnie pocałował.
I
zrobił to dokładnie.
Moje
ramiona były ciasno owinięte wokół jego szyi i całe moje ciało żyło, kiedy jego
usta przesunęły się po moim policzku do ucha i wyszeptał - „Uczyniłaś mnie
szczęśliwym człowiekiem, Słonko”.
Zamknęłam
oczy i wtuliłam twarz w jego szyję.
„Zapomniałaś,
jak się mówi?” - droczył się, a ja się uśmiechnęłam.
„Nie”
– szepnęłam - „Ale dużo tego”.
„Jest”
- Jego ramiona mnie ścisnęły - „Przyzwyczaisz się”.
Boże,
miałam taką nadzieję. Naprawdę, naprawdę miałam taką nadzieję. Ponieważ nie
skłamałam. Jeśli znowu mnie by skrzywdził, nie przeżyłabym tego. Wszyscy
wcześniejsi mężczyźni (nie żeby było ich milion, ale mimo wszystko), kiedy ich
straciłam, to nie bolało tak bardzo, jak strata jego.
Podniósł
głowę i napotkał mój wzrok.
„Chcę
cię zabrać do łóżka, świętować to intensywnie. Ale zrobienie tego oznaczałoby,
że Rhonda, która zarumieniła się, kiedy wspomniała o rozmowie z twoim bratem w
łóżku, wróciłaby i zastała nas na kanapie lub w innym pokoju, w którym śpisz, a
nie chcę jej tego robić i przypuszczam, że ty też nie”.
To
nie była prawda. Chciałam „świętować to intensywnie”. Ale nie chciałam też
zrobić tego Rhondzie.
„Ja
też nie” – powiedziałam mu.
„Również
nie pójdę” - powiedział mi, a ja rozluźniłam się w jego ramionach, ponieważ nie
chciałam, żeby szedł. Poczuł to i uśmiechnął się delikatnie, więc wiedziałam,
że mu się to podobało - „Więc masz wybór, rozłożyć się przed telewizorem lub
rozmawiać”.
„Czy
rozmawianie będzie głębokie i znaczące?” - zapytałam.
„Jeśli
chcesz, żeby tak było” – odpowiedział.
„Myślę,
że na dziś mam już dość” – poinformowałam go, a on zachichotał.
„W
takim razie może być to rozmowa o niczym” – zaproponował.
„Okej”
- zaakceptowałam.
„Poza
tym, że” – zaczął, a ja się spięłam – „musisz wiedzieć jedną rzecz. Audrey
będzie na przyjęciu urodzinowym Reesee”.
„O
Boże” – wypaliłam, a on się uśmiechnął.
„Nie
ładnie, jesteś słodka, dajesz mi kolejną szansę, a ja wystawiam cię na próbę
ognia w ramach odwetu”.
Mógł
to powtórzyć. Kolacja z dziećmi, a potem przyjęcie urodzinowe córki z udziałem
jego byłej.
„Przynajmniej
powiedz mi, że Vi tam nie będzie” – zażądałam, a jego uśmiech powiększył się.
„Nie,
Vi tam nie będzie”.
„Więc
jestem dobry. Twoja była, poradzę sobie. Jakaś laska, w której się zakochałeś,
uh… nie”.
„Ona
jest zamężna”.
„Mmmm,
nie”.
„Z
dzieckiem”.
„Czy
powiedziałam nie?”
Zaczął
chichotać.
Ale
zatrzymał się nagle, objął mnie ramieniem i ujął w dłoń moją szczękę.
Wstrzymałam
oddech na widok jego oczu.
Ale
on tylko powtórzył - „Uczyniłaś mnie szczęśliwym człowiekiem, Dusty”.
„Dobrze”
– odpowiedziałam cicho.
„Nie,
Aniołku, nie rozumiesz. Od osiemnastu lat nie byłem szczęśliwy, naprawdę
szczęśliwy bez niczego, co by to spieprzyło”.
Gapiłam
się na niego, czując jak moje usta się rozchylały.
„A
dziś wieczorem, dając mi kolejną szansę, uszczęśliwiłaś mnie. Naprawdę jestem szczęśliwy
bez niczego, co by to spieprzyło”.
Poczułam
zatkane gardło i pieczenie w nosie, a słowo było ochrypłe, kiedy powtórzyłam -
„Dobrze”.
Jego
głos był gruby, kiedy odpowiedział - „Tak, jest”.
Wzięłam
drżący oddech.
Potem
zapytałam - „Czy możemy zacząć rozmawiać o niczym, zanim zacznę beczeć?”
Uśmiechnął
się ponownie i wyszeptał - „Tak”.
Na
to wyszeptałam kolejne - „Dobrze”.
Kiedy
to zrobiłam, poprowadził mnie na kanapę. Wyłączył telewizor i zaczęliśmy
rozmawiać o niczym, potem rozmawialiśmy o dziwacznych wybrykach Debbie i, zanim
musiał wrócić do domu, do swoich dzieci, znowu rozmawialiśmy o niczym (z
niewielką domieszką obściskiwania się).
Jak
wszystko, co robiłam z Mike’m, przyszło to naturalnie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję!
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń