środa, 23 listopada 2022

7 - Wszystko (...) było właściwe (cz.2)

 

 Rozdział 7

Wszystko, co kiedykolwiek czułem, było właściwe (cz.2)

*****

„Zapomnieliście o czymś?” - zawołałam, kiedy frontowe drzwi się otworzyły.

Fin, Kirb i Rhonda właśnie wyszli. Film. Rhonda była temu przeciwna i nawet ja nie byłam tego taka pewna, bo to była komedia romantyczna. Ale z jakiegoś powodu Fin był nieugięty, że „wyjdą z domu, niech ciotka Dusty się odpręży i rozgości”.

Fin był dobrym dzieckiem, rozważnym, uważnym, zauważał różne rzeczy, ale nawet jak na Fina było to dziwne.

I nie byłam pewna, czy Rhonda potrzebowała iść na komedię romantyczną. Nie sądziłam, że było dobrą rzeczą przypominanie jej romansu. Minął już ponad miesiąc, a moja szwagierka wciąż znajdowała się w objęciach żałoby, która nie przemijała. Wzrok miała zatopiony w sobie. Schudła. I była jeszcze bardziej roztargniona niż normalnie do tego stopnia, że była prawie zamglona.

Nie dobrze.

Może byli w domu, bo Rhonda zakazała im wychodzić w szkolne wieczory po kolacji aż do centrum handlowego, żeby obejrzeć film, po którym ona i chłopcy wróciliby do domu dopiero po dziesiątej.

Z drugiej strony Rhonda nie miała zbyt silnej woli, więc nie mogłam sobie wyobrazić, że, chociaż było jasne, że nie chciała jechać, byłaby w stanie to zrobić.

Leżałam w salonie na kanapie. To była długa trzydniowa podróż, moja i moich dzieci. Fin miał rację co do jednego, byłam w cholerę umęczona. Musiałam odpocząć i się rozgościć. I robiłam to z piwem i naprawdę gównianą telewizją.

„Nie, ty to zrobiłaś. Zapomniałaś zamknąć drzwi”.

Ta odpowiedź nie nadeszła od Fina, Kirba ani od Rhondy, ale od głębokiego, znajomego głosu.

Zamarłam, a potem zerwałam się na równe nogi, odwróciłam się do drzwi i zobaczyłam stojącego tam Mike’a.

Co do cholery?

„Co ty tu robisz?” - zapytałam.

Patrzyłam ze zdumieniem, jak zrzucał skórzaną kurtkę i rzucał ją na fotel, jakby miał zostać na chwilę.

Moje oczy powędrowały z jego kurtki na jego twarz i poczułam, jak się zwęziły.

„Musimy porozmawiać” – oznajmił.

„Nie, nie musimy” – odpowiedziałam natychmiast.

„Tak, musimy” – odparował.

„Wynoś się” – rozkazałam, po czym cofałam się i robiłam to szybko i instynktownie. Robiłam to, ponieważ on poruszał się do przodu szybciej i celowo.

W moją stronę.

Pobiegłam do tyłu przez pokój, uderzyłam w szafkę, poprawiłam się, a potem uderzyłam plecami o ścianę na pół sekundy przed uderzeniem Mike’a we mnie. Jego ciało było tuż przy moim, jego ręka z boku mojej szyi wsunęła się w moje włosy, a jego drugie ramię owinęło się nisko wokół mojej talii.

Serce biło mi jak młot pneumatyczny, gdy spojrzałam na niego zszokowana.

„Co ty robisz?” - wyszło duszno, co mnie wkurzyło.

„Tak jak powiedziałem, porozmawiamy” - Wyszło to stanowczo, ale miękko i ciepło, z jego oczami wpatrzonymi prosto w moje, również ciepłymi, ale wyraźnie zdeterminowanymi.

„Odsuń się” – zażądałam.

„Nie”.

„Odsuń się!” - warknęłam.

Przycisnął mnie do ściany i powtórzył ciche - „Nie”.

„Zwariowałeś?” – zapytałam, wciskając ręce między nas, żeby go odepchnąć, ale to był błąd. Duży. Ponieważ jego ramię przesunęło się po moich plecach, a potem zacisnęło się i uwięziło moje ręce i ramiona między nami.

„Spieprzyłem” – szepnął.

Przestałam próbować wyciągnąć ręce spomiędzy nas i spiorunowałam go wzrokiem.

„Tak, zrobiłeś to”.

„Wiem, że tak” - wciąż szeptał.

Cofniesz się?” - warknęłam.

„Nie. Rozmawiamy”.

„Mike...”

Jego usta dotknęły moich, a ja znieruchomiałam.

„My... porozmawiamy” - wyszeptał w moje usta, a ja pozostałam nieruchoma.

Zupełnie nieruchoma. Oprócz mojego serca, które waliło jak szalone.

Boże, to było gorące. Był dupkiem najgorszej odmiany, a mimo to był niewiarygodnie gorący.

„Więc mów” – zachęciłam kąśliwie, starając się zachować panowanie nad sobą, a jednocześnie ukryć moją reakcję na jego gorący manewr.

Podniósł głowę o pół cala, co nie było wystarczająco daleko, ale przynajmniej to było coś i niestety nie byłam w stanie się spierać.

„Moja przestrzeń w głowie była popieprzona” – zaczął.

„Chyba to złapałam” – odparłam sarkastycznie.

„Wiem, Słonko, i przepraszam. Przepraszam, że zaserwowałem ci to gówno. Przepraszam, że w ogóle to zrobiłem, ale jest mi cholernie przykro, że zrobiłem to po śmierci Darrina, kiedy byłaś bezbronna”.

„Nie byłam bezbronna”.

„Cieszę się, że wiem to teraz, zanim oddałem ci swoje serce, ponieważ spędziłem z tobą jeden dzień i byłem gotowy, aby zawinąć je w schludną kokardkę i od razu przekazać” – stwierdził, a ja zamrugałam.

Mike powtarzał to, co powiedziałam. Powiedziałam to. Właściwie myślałam, że powiedziałam to dosłownie tak.

A on zapamiętał każde słowo.

Poczułam jak moja skóra zaczęła mrowić.

Mike mówił dalej.

„Byłem tak nakręcony, by chronić się przed twoimi grami z moim sercem, że zagrałem twoim”.

Trzymając się gniewu, powiedziałam cierpko - „Też to złapałam”.

„Wiem” - wyszeptał, a ja żałowałam, że nie przestał tak szeptać, bo to było słodkie. To brzmiało ładnie. Brzmiało to tak, jakby miał na myśli swoje słowa w sposób, który pochodził prosto z duszy. I wszystko to mieszało mi się w głowie. Chciałabym też, żeby przestał mnie trzymać. Jeszcze żałowałam, że nie mogłam oderwać oczu od jego intensywności.

„Dobrze, więc rozmawiamy. Czy możemy to zrobić, kiedy byś mnie nie dotykał?” - częściowo się poddałam.

„Nie” - odmówił, a ja spiorunowałam go wzrokiem.

„Mike, poważnie, to nie jest fajne”.

„To, co nie było fajne, to to, że byłem dupkiem, traktowałem cię jak gówno, a potem pozwoliłem ci odejść ode mnie po tym, jak to zrobiłem, zamiast robić wszystko, co mogłem, by zatrzymać cię przy sobie i sprawić, żebyś zrozumiała. To się więcej nie powtórzy”.

„Już znam odpowiedź na to pytanie, ponieważ wyraźnie masz ochotę naprawiać zło, a i tak naprawdę masz w dupie to, czego chcę. Ale czy to ma znaczenie, że być może wolałabym, żebyś nie przebywał w mojej przestrzeni podczas tej małej pogawędki?”

„Jesteś na mnie wkurzona” – oświadczył.

„Uch, błąd” – warknęłam – „Jestem na ciebie bardziej niż wkurzona”.

„Racja, więc jeśli jesteś bardziej niż wkurzona na kogoś, kto coś dla ciebie znaczy, możesz zostać zmuszona do zrobienia głupiego gówna. Ja też nie skorzystam z tej szansy. Więc masz rację. Gówno mnie obchodzi, czego chcesz, więc nie ma znaczenia, że chcesz przestrzeni, ponieważ jej nie dostajesz”.

Poczułam, że unoszę brwi i zapytałam - „Mówisz poważnie?”

„Śmiertelnie” - odpowiedział natychmiast, wyraźnie stwierdzając, że rzeczywiście był śmiertelnie poważny.

Zacisnęłam usta.

Mike spojrzał na moje usta, coś, czego wolałabym, żeby nie robił, i z powrotem na moje oczy.

„Wystarczy powiedzieć, że moje małżeństwo nie było udane” — oświadczył.

„Uh… Myślę, że też to zlałam” - odpowiedziałem.

„Mam łóżko warte sześć tysięcy dolarów”.

Zamrugałam z kilku różnych powodów. Po pierwsze, w obecnych okolicznościach dzielenie się tym było rzeczą dziwną. Po drugie, nawet nie wiedziałam, że były łóżka, które tyle kosztowały. Trzecim był fakt, że Mike ładnie się ubierał, miał przyzwoity samochód i z tego, co sobie pozwoliłam przyswoić, wydawało się, że miał całkiem ładny dom, ale wciąż był gliną.

„Moja była żona kupiła to łóżko, nie rozmawiając o tym ze mną. Było pełnopłatne i nie podlegało zwrotowi. Zasady sklepu, który miał też inną politykę, by to ustnie wyjaśnić przy zakupie, więc wiedziała o tym, kiedy to kupiła. Wiedziała, że nie możemy tego cofnąć. Pracowałem przez pięć miesięcy na nadgodzinach, żeby spłacić to łóżko, moi ludzie na posterunku wiedzieli, że to gówno to moje życie, pozwalali mi je ciągnąć i poświęcali się, żeby je zdobyć”.

Przestał mówić, a ja nic nie mówiłam. Nie mogłam. To było porąbane. Pięć miesięcy nadgodzin to dużo czasu, a sześć tysięcy dolarów to dużo pieniędzy do spłacenia.

Pewnie odpracował sobie tyłek.

Kiedy nic nie mówiłam, Mike kontynuował.

„Kiedy się rozwiedliśmy, miała dwieście dwadzieścia osiem par butów. Pięćdziesiąt z nich kosztowało ponad siedemset dolarów”.

To dało razem buty za trzydzieści pięć tysięcy dolarów.

Trzydzieści pięć tysięcy dolarów.

Gapiłam się na niego bez słowa, całkowicie niezdolna do ogarnięcia tego faktu.

Kontynuował - „Jak je nosisz, nie możesz ich zwrócić. Zanim dowiedziałem się, że je miała, już je nosiła”.

„O mój Boże” – wyszeptałam.

„Tak, chociaż to nie jest bliskie opowiedzenia tego. Pieprzone gówno jest zbliżone do tego, skoro nawet nie zadrapałem powierzchni tym gównem. Kupowała. Kłamała. Nauczyła nasze dzieci zasłaniać jej tyłek, czyli innymi słowy, nauczyła je kłamać. A po tym, jak rzuciła pracę, kiedy się pobraliśmy, nie przepracowała ani jednego dnia w swoim życiu, dopóki się nie rozwiedliśmy”.

Gapiłam się i zrobiłam to z rozchylonymi ustami, kompletnie oszołomiona.

Wydała taką kupę szmalu i nie pracowała?

Mike nie skończył.

„Ja z kolei na początku pracowałam na dwóch etatach. Osiemdziesiąt godzin tygodniowo. Potem zostałem detektywem i nadal musiałem brać tyle nadgodzin, ile tylko mogłem. Nawet z tym całym gównem, kiedy się rozwiedliśmy, mieliśmy zadłużenie na karcie kredytowej na dwadzieścia tysięcy dolarów. Jak anulowałem jedno, a ona składała wniosek o nowe i nie mówiła mi. Zanim się dowiedziałem, to było maksymalne”.

„To szaleństwo” – szepnęłam.

„To Audrey. To było moje życie. Uzależnienie i co z nim związane. Oszustwo i zdrada. Żyłem tym gównem przez piętnaście lat, Dusty. Więc, Słonko, mam nadzieję, że rozumiesz, że moja była dobrze mnie nauczyła, żebym nie ufał łatwo”.

Och, wszystko dobrze rozumiałam. Nie mogłam tego przegapić.

I to było dla niego do bani. Ogromnie. Co gorsza, chciałam być na niego wkurzona, ale czułam się źle, że przez to przeszedł. Tak bardzo to było do bani.

Kontynuował.

„Mieliśmy duży dom, cztery sypialnie, ogromne podwórko, dużo drzew. Audrey do tego też mnie zmusiła, o wiele za wcześnie, zanim było nas na to stać. Ale kochałem ten pieprzony dom. Zapracowałem się po pachy na ten dom. Dzieci miały świetne pokoje. Pies miał gdzie się wybiegać. A teraz mam czterdzieści lat i redukuję. Zarobiliśmy na sprzedaży, a sędzia rzucił okiem na księgowość i historię jej pracy i zabrał te dwadzieścia tysięcy z jej połowy domu. Ale mimo to moja połówka nie ustawiłaby mnie ponownie na takim poziomie i nie pozwoliłaby tak ustawić moich dzieci. I wiedziałem, jakie życie chcę wieść. Wiedziałem to od dawna. Pracowałem ciężko i nawet z jej bzdurami, dostałem to i dałem to moim dzieciom. Ładny dom w dobrej części miasta, gdzie domy są pełne wdzięku, podwórka są ogromne, a drzewa są stare. Dzieci. Pies. Grille w lecie. Duża choinka w przednim oknie na Boże Narodzenie. I wszystko to zniknęło. Mój tyłek znajdował się w okropnej kamienicy bez osobowości i zaczynałem od nowa w wieku czterdziestu lat”.

„To jest do bani, Mike” – wyszeptałam niedopowiedzenie, nie mogąc wymyślić słów, by oddać sprawiedliwość.

„Tak, to prawda” – odpowiedział natychmiast - „I to mnie naznaczyło. Z nią wiedziałem, że nie żyję snem, przynajmniej jego częścią, która spała ze mną w moim łóżku. Ale z resztą, to, co zarobiłem, co zapewniłem moim dzieciom, tak. I to wszystko odeszło, a zanim będę wystarczająco ustawiony, by dać im to ponownie, oni odejdą, więc ten sen też zniknie”.

„Przykro mi” - Wciąż szeptałam i było mi przykro. Naprawdę. To było bardziej niż do bani. Po prostu nie wiedziałam, jak bardzo bardziej.

„Mnie też. Było wtedy i nadal jest. Do bani jest tracić marzenia. Ale potem spotkałem Vi i dotarło do mnie, że mógłbym spróbować drugiej części, mieć kobietę, z którą chcę spać obok mnie w łóżku, i to też straciłem. Najsłabsze w tym wszystkim było to, że wiedziałem, że przegram, nawet gdy próbowałem. Ale i tak to zrobiłem, ponieważ jej obietnica była tak cholernie słodka, że nie mogłem się powstrzymać. Więc nie zrobiłem tego. Miałem otwarte oczy, grając w gry o jej serce. I przegrałem. Teraz jest żoną innego mężczyzny i rodzi mu dzieci. I to mnie ukłuło”.

Wiedziałam, że tak. Wiedziałam. Ponieważ wiedziałam tylko trochę, a sposób, w jaki to powiedział, mnie też to ukłuło.

„Mike” – powiedziałam cicho.

„Tak więc, zaledwie kilka tygodni temu, znowu byłem tam po pogrzebie przyjaciela, nagle jestem z kobietą, której obietnica jest tak kurewsko słodka, że sprawia, że Vi, która jest piękna, zabawna i miła, wydaje się przechodzone resztki. Ale nie zapomniałem, przez co przeszedłem, ani przez jedną pieprzoną sekundę. Szukałem każdego możliwego powodu, by udowodnić, że nie jest tym, kim się zawsze wydawała być. Szukałem jakiegokolwiek powodu, jaki mogłem znaleźć, by oddalić ją ode mnie. Odwaliłem kawał dobrej roboty i znalazłem je. Były po prostu zajebiste. Nie wiedziałem, ale były. A żeby się chronić, zachowywałem się samolubnie, rzuciłem jej je w twarz, zraniłem i zmusiłem do ucieczki ode mnie”.

Zamknęłam oczy.

„Spójrz na mnie, Dusty” – rozkazał.

Otworzyłam oczy.

„Przez te tygodnie, każdego dnia, dziesięć razy dziennie powtarzałem sobie to gówno, które ci powiedziałem i każdego dnia, dziesięć razy dziennie, twoje słowa wracały do mnie i żałowałem tej całej sceny. Nie żałuję, że poślubiłem za Audrey, bo dała mi No i Reesee. Nie żałuję, że poznałem Vi, bo to dobra kobieta, wciąż jest obecna w moim życiu i ją lubię. Spoglądam wstecz na swoje życie i nie żałuję niczego, co zrobiłem, z wyjątkiem tego sobotniego popołudnia i tego, co zrobiłem tobie”.

To było ogromne. Olbrzymie. Przytłaczające.

Wszystko to było przytłaczające.

„Nie wiem, co powiedzieć” – wyszeptałam.

„Zła wiadomość dla ciebie jest taka, że tu nie ma nic do powiedzenia. Masz rację, jestem tu, by naprawić zło i zrobię to, Aniołku. Powiedziałaś mi, że miałem swoją ostatnią szansę, ale nie zaakceptowałem tego i nie będę. Jeśli teraz powiesz mi, że moje wyjaśnienia nie wystarczą i chcesz, żebym odszedł, to nie pójdę. Nie poddam się. Jedna część mojego życiowego marzenia wciąż jest dla mnie otwarta, każdy znak, jaki mi daje, krzyczy, że to ona stoi teraz w moich ramionach, a ja nie będę miał dziewięćdziesięciu lat, patrząc wstecz na swoje życie i żałując, że się poddałem ten sen”.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że ciężko oddychałam.

I przez to wydusiłam z siebie - „Mike, nie chcesz dzieci. Ja tak. Nie trochę. Bardzo. Nie zamierzam…”

Przerwał mi pytaniem - „Ile?”

Zamrugałam i zapytałam - „Co?”

„Ile chcesz mieć dzieci?”

„W doskonałym świecie, dwoje. Ale wzięłabym jedno”.

„Jak to się uda, będziemy mieć piękne dzieci”.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie oddychałam.

Z wysiłkiem wydusiłam z siebie - „Mówisz poważnie?”

„Mówiłaś poważnie, że chcesz mieć dzieci?” - odparł.

Kiwnęłam głową.

„W takim razie tak”.

„Ale jak możesz tak po prostu zmienić zdanie?” - zapytałam.

„Słonko, uciekłaś ode mnie prawie trzy tygodnie temu. To nie było „tak po prostu”. Marzenia się nie spełniają ot tak. Trzeba je karmić i utrzymywać przy życiu. A jeśli dzieci są twoim marzeniem, nie byłoby do bani. Czy chcę być nowym tatą po czterdziestce? Cholernie nie. Jeśli mogę spełnić moje marzenie, czy jestem gotów dać mu to, czego potrzebuje? Absolutnie”.

Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Nie mogłam tego nawet przetworzyć.

„Ale przecież nie chcesz być świeżo upieczonym tatą po czterdziestce” — przypomniałam mu coś, co mi właśnie wtedy powiedział.

Jego ramię zacisnęło się, pchnął mnie głębiej w ścianę, a jego głos zniżył się, gdy powiedział - „Taki jest układ, Aniołku. Ty... uciekłaś... ode mnie. I po raz pierwszy w życiu zasmakowałem żalu. I to nie bolało, to pieprzenie zabijało. Więc musisz to wiedzieć. Jeśli chcesz dzieci, dam ci je i zaufaj mi, kochanie, będę szczęśliwy. Lubię dzieci i, jak powiedziałem, ty i ja stworzymy piękne dzieci. Nie mogę się przeprowadzić, dopóki Reesee nie pójdzie na studia. Jeśli potem będziesz chciał być w Teksasie, będę tam. Zanim to nastąpi, znajdziemy jakiś sposób, żeby sobie z tym poradzić”.

„Mike” - wyszeptałam - „Znamy się w realnym czasie życia od jednego dnia”.

„Nie, Dusty. Kocham cię, odkąd skończyłaś dwanaście lat i czytałam twoje pamiętniki, więc nie możesz zaprzeczyć, że czułaś to samo. Nie byłaś wtedy wystarczająco duża, aby moje myśli tam powędrowały, ale oboje wiemy, że ta więź zaczęła się wtedy i oboje wiemy, jak się zmieniła, kiedy zatrzasnęła się mocno w tym pokoju hotelowym. Nie mówię, że padniemy teraz na podłogę i zaczniemy starać się o dziecko, i nie proszę cię o rękę. Mówię, że mi na tobie zależy, robię to głęboko i naprawdę od cholernie długiego czasu. Zbadamy to i mam nadzieję, na Boga, że przeczucie, które mam, nie jest złe, ponieważ wielokrotnie próbowałem sprawić, by wydawało się to złe, ale wszystko, co kiedykolwiek czułem, było właściwe”.

Wpatrywałam się w jego ciemnobrązowe oczy, które przez cały czas nie opuszczały moich.

Potem wyszeptałam - „Nie mogę znowu przez przechodzić to, co mi zrobiłeś”.

„Nie zmuszę cię”.

„Mike...”

Jego głowa opadła tak, że jego usta były prawie na moich, a jego oczy były tak blisko, że były wszystkim, co widziałam.

Nie zmuszę cię”.

Boże, jego słowa były dudniącym pomrukiem, który poczułam na swojej skórze, gdzie, przysięgam, czułam, jakby przenikały do mojego krwioobiegu, były ciepłe i słodkie.

Usłyszałam dzwonek mojej komórki i moje oczy przeniosły się z Mike’a na jego ramię, bo był tak blisko, że nie widziałam wokół niego.

„Zostaw to” – rozkazał, a ja znów spojrzałam na niego.

„Nie mogę” – powiedziałam łagodnie - „Ronda nie czuje się dobrze. Chłopcy są dziś z nią w kinie i jeśli…”

Puścił mnie, ale natychmiast złapał mnie za rękę i zaprowadził do stolika do kawy, gdzie stał mój telefon.

Oboje spojrzeliśmy na wyświetlacz.

„Nie chłopcy” – stwierdził Mike, mamrocząc, ale zobaczyłam, czyje imię było na wyświetlaczu. Moja klatka piersiowa zadrżała, mój umysł oszalał z wściekłości i, chociaż nadal trzymałam dłoń w dłoni Mike’a, pochyliłam się, chwyciłam ją i użyłam kciuka, by odebrać połączenie.

Przyłożyłam telefon do ucha.

„Jesteś naćpana, że masz czelność do mnie dzwonić” – powiedziałam do mojej sukinsyńskiej siostry i poczułam, jak ręka Mike’a zaciska się na mojej, nawet gdy jego ciało się zbliżyło.

„Miłe” – syknęła.

„Jeśli nie dzwonisz, żeby przeprosić za to, co zrobiłaś Rhondzie i jak wkurzyłaś Fina, nie mam ci nic do powiedzenia” – oznajmiłam.

„Och, tak. Jestem właścicielem jednej czwartej tej farmy i…” - zaczęła.

„Wykupuję cię” – oświadczyłam, a Mike zbliżył się jeszcze bardziej.

„Myślisz, że pozwolę ci się wykupić?” - Debbie zahuczała mi do ucha.

„Tak” – odpaliłam – „Bo jeśli tego nie zrobisz, będę polować na twoją suczą dupę, przywiążę cię do krzesła i będę torturowała, dopóki nie podpiszesz na mnie swojej części farmy”.

Wydobyłam to, a potem nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa ani usłyszeć odpowiedzi mojej siostry, bo telefon nagle nie był w mojej dłoni, a był w dłoni Mike’a.

Potem nie trzymał mojej drugiej ręki, miał mój telefon przy uchu i odszedł trzy kroki.

„Debbie, masz Mike’a” - patrzyłam, jak mówił do telefonu. Przerwał, a moje usta otworzyły się, kiedy powiedział - „Zamknij się i słuchaj mnie. Dusty właśnie wróciła do domu, więc nie jestem teraz w pełni poinformowany o tym gównie, które się dzieje, a twoje rozmowy zostają zawieszone. Nie dzwonisz do Dusty, Fina, Kirba i zdecydowanie nie do Rhondy. Przez dwa tygodnie. Jak zadzwonisz, odpowiesz przede mną. Łapiesz mnie?” - Przerwał, a potem - „Jestem gliną, gliniarze znają gliniarzy, a gliniarze, których my znamy, znają innych gliniarzy. Przy swojej pracy to wiesz. Wiesz też, że nie wkurzasz gliniarza” - Kolejna przerwa, podczas której wpatrywałam się w niego z wciąż otwartymi ustami i dużymi oczami, a potem mówił dalej - „Nie, to nie jest groźba. Nie zadzieraj ze mną, nie zadzieraj z Dusty i absolutnie nie pieprz się z Rhondą, Finem i Kirbym. To koniec panowania twojego terroru, kobieto. Skończyło się trzydzieści sekund temu. Sugeruję, żebyś się do tego przyzwyczaiła, zaczynając od teraz”.

Odsunął mój telefon od ucha i dotknął kciukiem ekranu.

„Ja… ja…” – wyjąkałam, ale nie poszłam dalej.

Szyja Mike’a była zgięta, oczy wpatrzone w mój telefon, jego kciuk poruszał się po ekranie i wymamrotał z roztargnieniem - „Proszę, powiedz mi, że masz Fina…” - urwał, jego kciuk w coś uderzył i przyłożył telefon do ucha. Odczekał pięć sekund, podczas gdy ja patrzyłam, po czym stwierdził - „Finley? Mike Haines. Słuchaj i nie mów. Ty, twój brat lub twoja matka wkrótce będziecie odbierać telefony od ciotki Debbie. Skonfiskuj wszystkie telefony, wyłącz je i nie pozwól im ich odzyskać, dopóki nie uzyskasz zgody ode mnie lub twojej ciotki Dusty. I nawet po dzisiejszej nocy nie odbieraj telefonu, jeśli dzwoni Debbie. Poinstruuj swojego brata i matkę, aby zrobili to samo. Twoja ciocia Dusty albo ja wyjaśnimy to później. Łapiesz mnie?”

Zrobił pauzę - „Zrób to teraz” - Znowu zrobił pauzę i to trwało dłużej. Potem zapytał - „Masz je? Dobrze. Miłego filmu”.

Uderzył kciukiem w ekran i spojrzał na mnie.

Wybuchnęłam śmiechem i wszystko to było tak cholernie dobre, że robiłam to przez długi czas.

Kiedy to ucichło do chichotu, zobaczyłam, że Mike stał tam, gdzie był i obserwował mnie. Nie uśmiechał się. Po prostu mnie obserwował i robił to z uwagą.

„To było niesamowite” - powiedziałam mu, każde słowo było tak szczere, jak je czułam, co oznaczało wiele.

Mike nie odpowiedział na mój komentarz.

Zamiast tego wstrząsnął moim światem.

„Przyjęcie urodzinowe mojej córki jest w tę sobotę. Chcę cię tam. Aby nie wiązać jej specjalnego dnia ze spotkaniem z nową kobietą jej ojca, chcę, żebyś wyszła jutro wieczorem na kolację ze mną i moimi dziećmi. Neutralny grunt, więc nie poczują się najechani, a ty czujesz się bezpiecznie. A jeśli chcesz jej zaimponować, dam ci jej listę życzeń. Kupisz cokolwiek z tego, a ona będzie cię kochać przez wieczność, co w tłumaczeniu oznacza co najmniej godzinę”.

Gapiłam się na niego.

Nie wiedziałam, jak długo był po rozwodzie, ale najwyraźniej minęło trochę czasu. Wiedziałam, że od tamtego czasu miał kochanki i to nie nieliczne. Nie przedstawił swoich dzieci żadnej ze swoich innych kobiet i jeśli to, co mi powiedział, było prawdą, dotyczyło to też Vi, o której mówił.

Ale mnie to nie dotyczyło.

Po wyraźnym koszmarze z żoną, aby się chronić, zaczął grać i niestety, kiedy to robił, pogrywał ze mną.

Najwyraźniej skończył z tym. Nie tak jakby skończył, jak nie tak naprawdę zobowiązał się do skończenia z tym. Jedna rzecz była krystalicznie czysta w przypadku Mike’a Hainesa. Kochał swoje dzieci, opiekował się nimi i chronił je. Nie było piekielnego sposobu, żeby przedstawił je kobiecie, której nie traktował poważnie.

„Musisz być gotowa o szóstej” – kontynuował – „Przyjedziemy tutaj i cię zabierzemy”.

Nadal się na niego gapiłam, ale nic nie mówiłam.

Więc podpowiedział - „Dusty, słyszałaś mnie?”

Skinęłam głową.

„Będziesz gotowa o szóstej?”

Skinęłam głową.

Wpatrywał się w moje oczy.

Jego głos był łagodniejszy i mniej apodyktyczny, gdy zapytał - „Wybaczasz mi?”

Oblizałam usta, zanim je złączyłam.

Potem zrobiłam to, co zawsze. Podjęłam decyzję w locie, opierając się całkowicie na przeczuciach i poszłam za nią.

Co oznaczało, że skinęłam głową.

Patrzyłam, jak jego wysokie, szczupłe ciało się rozluźniło i coś w oglądaniu tego, jak robił to mężczyzna taki jak Mike, w tym, że mi to pokazał, znaczyło dla mnie cały świat.

Ponieważ jego napięcie w oczekiwaniu na moje przebaczenie i w końcu otrzymanie go znaczyło dla niego wiele.

„Racja, Słonko” – powiedział łagodnie – „Więc chodź tutaj i mnie pocałuj”.

Boże, tęskniłam za tym to. Miałam to przez jeden dzień, a tęskniłam za tym, jakbym to miała przez dziesięciolecia i utraciła na zawsze.

Więc podeszłam do niego trzy kroki, prosto w jego ramiona i odchyliłam głowę do tyłu. Stanęłam na palcach, żeby go pocałować, ale nie miałam okazji.

To dlatego, że jego ramiona mocno mnie obejmowały, a jego usta wpiły się w moje, Mike mnie pocałował.

I zrobił to dokładnie.

Moje ramiona były ciasno owinięte wokół jego szyi i całe moje ciało żyło, kiedy jego usta przesunęły się po moim policzku do ucha i wyszeptał - „Uczyniłaś mnie szczęśliwym człowiekiem, Słonko”.

Zamknęłam oczy i wtuliłam twarz w jego szyję.

„Zapomniałaś, jak się mówi?” - droczył się, a ja się uśmiechnęłam.

„Nie” – szepnęłam - „Ale dużo tego”.

„Jest” - Jego ramiona mnie ścisnęły - „Przyzwyczaisz się”.

Boże, miałam taką nadzieję. Naprawdę, naprawdę miałam taką nadzieję. Ponieważ nie skłamałam. Jeśli znowu mnie by skrzywdził, nie przeżyłabym tego. Wszyscy wcześniejsi mężczyźni (nie żeby było ich milion, ale mimo wszystko), kiedy ich straciłam, to nie bolało tak bardzo, jak strata jego.

Podniósł głowę i napotkał mój wzrok.

„Chcę cię zabrać do łóżka, świętować to intensywnie. Ale zrobienie tego oznaczałoby, że Rhonda, która zarumieniła się, kiedy wspomniała o rozmowie z twoim bratem w łóżku, wróciłaby i zastała nas na kanapie lub w innym pokoju, w którym śpisz, a nie chcę jej tego robić i przypuszczam, że ty też nie”.

To nie była prawda. Chciałam „świętować to intensywnie”. Ale nie chciałam też zrobić tego Rhondzie.

„Ja też nie” – powiedziałam mu.

„Również nie pójdę” - powiedział mi, a ja rozluźniłam się w jego ramionach, ponieważ nie chciałam, żeby szedł. Poczuł to i uśmiechnął się delikatnie, więc wiedziałam, że mu się to podobało - „Więc masz wybór, rozłożyć się przed telewizorem lub rozmawiać”.

„Czy rozmawianie będzie głębokie i znaczące?” - zapytałam.

„Jeśli chcesz, żeby tak było” – odpowiedział.

„Myślę, że na dziś mam już dość” – poinformowałam go, a on zachichotał.

„W takim razie może być to rozmowa o niczym” – zaproponował.

„Okej” - zaakceptowałam.

„Poza tym, że” – zaczął, a ja się spięłam – „musisz wiedzieć jedną rzecz. Audrey będzie na przyjęciu urodzinowym Reesee”.

„O Boże” – wypaliłam, a on się uśmiechnął.

„Nie ładnie, jesteś słodka, dajesz mi kolejną szansę, a ja wystawiam cię na próbę ognia w ramach odwetu”.

Mógł to powtórzyć. Kolacja z dziećmi, a potem przyjęcie urodzinowe córki z udziałem jego byłej.

„Przynajmniej powiedz mi, że Vi tam nie będzie” – zażądałam, a jego uśmiech powiększył się.

„Nie, Vi tam nie będzie”.

„Więc jestem dobry. Twoja była, poradzę sobie. Jakaś laska, w której się zakochałeś, uh… nie”.

„Ona jest zamężna”.

„Mmmm, nie”.

„Z dzieckiem”.

„Czy powiedziałam nie?”

Zaczął chichotać.

Ale zatrzymał się nagle, objął mnie ramieniem i ujął w dłoń moją szczękę.

Wstrzymałam oddech na widok jego oczu.

Ale on tylko powtórzył - „Uczyniłaś mnie szczęśliwym człowiekiem, Dusty”.

„Dobrze” – odpowiedziałam cicho.

„Nie, Aniołku, nie rozumiesz. Od osiemnastu lat nie byłem szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy bez niczego, co by to spieprzyło”.

Gapiłam się na niego, czując jak moje usta się rozchylały.

„A dziś wieczorem, dając mi kolejną szansę, uszczęśliwiłaś mnie. Naprawdę jestem szczęśliwy bez niczego, co by to spieprzyło”.

Poczułam zatkane gardło i pieczenie w nosie, a słowo było ochrypłe, kiedy powtórzyłam - „Dobrze”.

Jego głos był gruby, kiedy odpowiedział - „Tak, jest”.

Wzięłam drżący oddech.

Potem zapytałam - „Czy możemy zacząć rozmawiać o niczym, zanim zacznę beczeć?”

Uśmiechnął się ponownie i wyszeptał - „Tak”.

Na to wyszeptałam kolejne - „Dobrze”.

Kiedy to zrobiłam, poprowadził mnie na kanapę. Wyłączył telewizor i zaczęliśmy rozmawiać o niczym, potem rozmawialiśmy o dziwacznych wybrykach Debbie i, zanim musiał wrócić do domu, do swoich dzieci, znowu rozmawialiśmy o niczym (z niewielką domieszką obściskiwania się).

Jak wszystko, co robiłam z Mike’m, przyszło to naturalnie.

3 komentarze: