niedziela, 13 listopada 2022

4 - Zdmuchnięcie (cz.2)

 

 Rozdział 4

Zdmuchnięcie (cz.2)

*****

„Rivera” – przywitał się Mike.

„Mike, mam wiadomość, której nie będziesz chciał słuchać, bracie”.

Mike kiwnął brodą do Merry’ego, po czym obrócił się na fotelu, wbił wzrok w podłogę i rozkazał - „Mów do mnie”.

„Cóż, dałeś mi zielone światło w niedzielę, więc nie zwlekałem. Przekazałem dobre wieści mojej kobiecie, otrzymałem nagrodę i szczęśliwy, wyszedłem i porozmawiałem z Beau. Uczciwie wobec Chrystusa, myślałem, że mnie złapał. Teraz, jest wtorek rano i jadę z powrotem do miasta z bycia poza domem do domu Dusty. Beau się pokazał”.

„Kurwa” – szepnął Mike.

„Tak” – zgodził się Rivera - „Więc wyciągnąłem tam swój tyłek i doszedłem do wniosku, że skoro on nie słuchał jej ani mnie, nadszedł czas, aby to uczynić oficjalnym. Więc zabrałem ze sobą radiowóz”.

„Dobra decyzja” – mruknął Mike.

„Tak” – powtórzył Rivera - „Ja i moi chłopcy w mundurach postawiliśmy sprawę jasno, że nie jest mile widziany na terenie Dusty, gdy Dusty tam stała, potwierdzając te informacje. Beau wyglądał na niezadowolonego. Podzieliłem się tym, że nie będzie już z tym więcej pogrywania, a gdyby on spróbował tego gówna ponownie, moja rada dla Dusty to wystąpienie o zakaz zbliżania. Ponieważ Dusty stała tam, więc była gotowa natychmiast potwierdzić, że następnym krokiem będzie zakaz zbliżania się. Powiedziałem więc, że to obejmuje nie tylko jego nie zbliżanie się do posiadłości Dusty, ale także do samej Dusty, dzwonienie do niej lub używanie jakiejkolwiek komunikacji elektronicznej, aby ją nachodzić. I znów Beau nie wyglądał na zadowolonego. Ale miał przed sobą poważnie wkurzoną Dusty, a także trzech policjantów. Dostrzegł rozsądek we wsiadaniu do swojego pickupa i odjeżdżaniu”.

„Co mówi twoje przeczucie?” – zapytał Mike, wiedząc dokładnie, co mówiło, po usłyszeniu całego tego gówna.

„Przeczucie mówi mi, że posiadłość Dusty jest poza miastem. Nie poza naszą jurysdykcją, ale nie ma jej w samym mieście, a zatem nie jest tam łatwy dojazd. Więc przeczucie mi mówi, że jak skończymy, zadzwonię do kilku znajomych z szeryfa hrabstwa i ich wciągnę. Między moimi i szeryfami możemy mieć na nią lepszy wzrok. To powiedziawszy, nie ma mowy, że to dwadzieścia cztery, siedem. Wyjechała z miasta i siedzi na dwudziestu akrach, więc nikogo nie ma w pobliżu, i nie jest skłonna zamykać drzwi na klucz, bo na nasze szczęście przestępczość w tych okolicach, zwłaszcza w zakątkach, gdzie mieszka Dusty, nie jest powszechna. Więc powiedziałem jej, żeby zamykała drzwi, w tym w swoim pickupie, kiedy jest w nim i także wtedy, gdy nie śpi i jest w domu. Powiedziałem jej też, żeby ściszyła muzykę, kiedy pracuje, żeby była bardziej świadoma. Dziś rano zakradł się do niej. Była tak pochłonięta tym, co robiła i miała włączoną muzykę, że nie zauważyła, jak nadchodził. To gówno kończy się dzisiaj. Zamienię też słowo z Javierem, który przychodzi kilka razy w miesiącu, by zająć się jej ziemią, i Yolandą, która przychodzi co tydzień, by zająć się jej domem, żeby mieć oczy szeroko otwarte”.

To było dużo, a ponieważ tak było, Mike nie czuł się dobrze.

„Myślisz, że on jest takim dużym problemem?” – zapytał cicho Mike.

„Nie. Ale byłem gliną w Dallas przez dziesięć lat i widziałem gówno, w które ty, będąc również gliną, prawdopodobnie jesteś jednym z nielicznych, którzy by uwierzyli. Zabezpieczenie jest o wiele lepsze niż żałowanie”.

„Rozumiem cię, stary” – wymamrotał Mike, po czym głośniej zapytał - „Jak się czuła, kiedy ją zostawiłeś?”

„Wkurzona jak diabli” – odpowiedział natychmiast Rivera - „Na szczęście jest dzień obozu kondycyjnego, więc może iść z Jerrą i ćwiczyć, robiąc wypady, przysiady i cokolwiek, do cholery, robią”.

Mike zamrugał, zanim zapytał - „Obóz kondycyjny?”

„Nie macie ich tam w stanie Hoosier?”

„Tak, mamy. Tylko, że Dusty nie ma tyłka, który mówiłby, że chodzi na obozy kondycyjne”.

Na szczęście.

„Uch… Jerra też nie. Na szczęście dla ciebie i dla mnie, bracie, wbiliśmy się w cały pakiet. Jest co złapać, a mam na myśli to dosłownie i codziennie dziękuję Bogu za to. Ale pod całą tą miękkością ma moc, co oznacza, że może mocno chwycić. Rozumiesz, co mówię?”

Rozumiał to. W sobotę i niedzielę dostał to kilka razy.

„O, tak” – mruknął.

„Tak, wiem o tym, bracie. Tylko jeden powód, dla którego mężczyzna wdaje się w kobiecy biznes po seksie na pogrzebie, nie wynika z nostalgii za młodszą siostrą swojej byłej dziewczyny, z którą pieprzył się w ramach dobrego Samarytanina, by odwrócić jej myśli od straty”.

Mike zaczął się śmiać. Dusty była szczera do bólu i wyglądało na to, że otaczała się tym samym.

„Jasne” – ciągnął Rivera - „Mam telefony do wykonania, żeby zakryć tyłek, który pukasz”. Muszę iść”.

„Dzięki, Rivera”.

„Powiedziałbym, że nie ma za co, ale myślę, że rozumiesz, że nie robię tego dla ciebie”.

„Rozumiem. Mimo wszystko dziękuję”.

„Wciąż, pączki, bracie”.

„Wypatruj tego”.

„Później”.

„Później”.

Mike wcisnął przycisk w swoim telefonie, odwrócił się z powrotem do biurka, rozejrzał się po okolicy, a okolica biurka patrzyła w zamian i zauważył, że jego partner, Garrett „Merry” Merrick, przyglądał mu się.

„Będziesz mówić?” - Merry popchnął.

Słuchał. Mike nie był zaskoczony. Tak zrobili partnerzy.

Nie udostępnił. Jak dotąd. Z drugiej strony, to był tylko jeden dzień.

Ale Merry był jego partnerem. Więc podzielił się.

„Pamiętasz Dusty Holliday?”

Merry przechylił głowę na bok i powiedział - „Tak. Niejasno”.

„W ten weekend była w mieście na pogrzebie brata”.

Twarz Merry’ego nabrała zrozumienia, nawet gdy jego usta drgnęły i powtórzył, tym razem pytaniem - „Tak?”

„Tak” - to wszystko, co powiedział Mike.

Usta Merry'ego przestały drżeć i zaczęły się uśmiechać.

„Zaliczyłeś?” - zapytał.

Mike spojrzał na niego.

Merry zacisnął usta, zanim je rozluźnił, by wymamrotać - „Zaliczyłeś” - Potem powiedział wprost - „Dobrze dla ciebie, człowieku”.

„Lepiej” – powiedział krótko Mike, a brwi Merry zbiegły się.

„Lepiej?”

„Ta jedyna” – oznajmił Mike, a brwi Merry’ego poszybowały w górę.

„Jedyna?” - zapytał Merry.

„Ta jedyna” – potwierdził Mike.

„W weekend?” - zapytał Merry.

„W weekend” – potwierdził Mike.

„Nie chrzanisz?” - szepnął Merry.

„Absolutnie cholernie nie chrzanię” - odpowiedział Mike.

Merry gwizdnął, po czym uśmiechnął się i powtórzył - „Dobrze dla ciebie, człowieku”.

„O, tak” – mruknął Mike.

Merry skinął głową w stronę telefonu Mike’a - „Ma problemy?”

„Były, który nie czuje się komfortowo z tym tytułem”.

„Kurwa” – mruknął Merry.

„Tak” – odparł Mike - „Ona ma przyjaciela, który jest policjantem. Chroni jej tyłek i melduje”.

„Pogodziła się z tym?”

„To był jej pomysł”.

Merry znów się uśmiechnął - „Przynajmniej tyle jest dobrego”.

„Tak” – powtórzył Mike i chwycił telefon - „Mieli incydent. Muszę do niej zadzwonić, sprawdzić, czy wszystko w porządku, a potem ruszamy w drogę”.

Merry uniósł brodę i odwrócił się do komputera. Mike złapał swój telefon i zadzwonił do Dusty. To był trzeci raz tego dnia. Żadnego z nich nie odebrała. To nie było zaskakujące, bo powiedziała mu dzień wcześniej, że musi się do tego zabrać, żeby przygotować się do pokazu.

Jego połączenie trafiło na pocztę głosową.

Tym razem był zaskoczony, zwłaszcza po tym, jak miała incydent.

Może była na obozie kondycyjnym.

Zostawił wiadomość - „Cześć, Aniołku, to ja. Melduję się. Dzwonił Rivera. Oddzwoń. Daj mi znać, że jesteś okej. Później”.

Nacisnął przycisk rozłączenia i napotkał spojrzenie Merry’ego. Merry nacisnął kilka klawiszy na klawiaturze i Mike odsunął fotel. Chwycił swoją kurtkę i ruszyli w drogę.

*****

Wtorkowe popołudnie…

Telefon Dusty znowu zadzwonił. Beau zdjął go ze stolika do kawy i spojrzał na wyświetlacz.

Mike Dzwoni.

Po raz czwarty tego dnia.

Cóż, pieprzyć Mike’a.

Upuścił komórkę na podłogę, podniósł nogę i uderzył w nią obcasem kowbojskiego buta.

Telefon momentalnie rozpadł się na kawałki.

Kopał kawałki przez salon swojego gównianie wielkiego nowego apartamentu, w którym panował większy bałagan, niż mogła stworzyć Dusty.

Stało się tak, ponieważ nie sprzątał go od czterech miesięcy i nie miał już Yolandy.

Odrywając wzrok od rozrzuconych szczątków telefonu, pokuśtykał do kuchni po piwo.

*****

Środowe popołudnie…

Clarisse była w kuchni po chipsy kukurydziane, kiedy zadzwonił telefon jej taty.

Podskoczyła i spojrzała na niego z poczuciem winy. To dlatego, że było to po szkole. No był u jakiejś dziewczyny, rzekomo się uczył. Jej tata był w pracy. Ona miała odrabiać pracę domową, ale oglądała telewizję. Zostało to powtórzone dziesięć minut temu, kiedy jej tata niespodziewanie wrócił do domu po coś, przyłapał ją na oglądaniu telewizji i przypomniał jej, że powinna odrobić pracę domową.

Jego telefon leżał na blacie. To było dziwne. Poszedł do kuchni po butelkę wody i musiał ją odłożyć i zapomnieć.

Podeszła do niego i zobaczyła na ekranie napis Dusty Dzwoni.

Dusty.

Czy to było imię męskie czy gorącej laski?

Zanim umysł kazał jej to zrobić, zrobiła to, o czym wiedziała, że nie powinna. Zrobiła to, o czym wiedziała, że na to jej tata byłby totalnie wkurzony, bo dzwonił jego telefon służbowy. Zrobiła to, za co by oberwała, gdyby jej tata kiedykolwiek dowiedział się, że to zrobiła.

Z walącym sercem i nagle spoconymi dłońmi wcisnęła przycisk, by odebrać połączenie i przyłożyła telefon do ucha.

„Uch… cześć, umm… telefon taty”.

Spotkało się to z ciszą, a następnie bardzo ładnym, dorosłym kobiecym głosem pytającym - „Clarisse?”

To była gorąca laska.

I znała imię Clarissy.

Clarisse nie wiedziała, co o tym myśleć.

„Uh… tak” – potwierdziła Clarisse.

„Hej Słonko. Tu Dusty. Czy twój tata jest w pobliżu?”

„Och, nie. On, hm… zapomniał telefonu”.

„Och” - wymamrotała kobieta zwana Dusty, po czym powiedziała - „Racja, okej, czy możesz wyświadczyć mi przysługę i powiedzieć mu, że dzwoniłam? Powiedz mu, że zgubiłam komórkę, nigdzie jej nie mogę znaleźć, a jeśli musi zadzwonić, niech zadzwoni do domu lub szopy. Możesz to zrobić?”

„Um… jasne.”

„Dzięki, Clarisse”.

„Uch… nie ma za co”.

„Dobrze, uważaj na siebie. Słyszysz?”

„Um… ty też”.

„Pa Słonko”.

„Do widzenia”.

Clarisse słuchała, jak kobieta o imieniu Dusty rozłączyła się.

Nazywała Clarisse Słonko, tak jak jej tata nazywał ją Słonko. To przyszło łatwo, naturalnie, ale chociaż nawet nigdy jej nie spotkała, brzmiało to dziwnie realnie.

Nie wiedziała również, co o tym myśleć.

Zanim jej umysł nakazał palcom to zrobić, zanim nawet wiedziała, dlaczego to zrobiła, jej kciuk zaczął uderzać w przyciski. Jak każde dziecko urodzone w wieku technologii informatycznej, nie znała telefonu ojca, ale bez zwłoki i wysiłku znalazła to, czego potrzebowała. Potem usunęła rozmowę kobiety o imieniu Dusty z historii swojego ojca.

Oblizała usta i odłożyła telefon na blat, mając nadzieję, że położyła go dokładnie tam, gdzie zostawił go tata i była z tym ostrożna. Zauważał rzeczy. Nie wiedziała, czy to dlatego, że był gliną, czy ojcem.

W rzeczywistości nie miała pojęcia, że to jedno i drugie.

I kiedy tam stała, zaczęła się zastanawiać, dlaczego usunęła historię połączenia kobiety o imieniu Dusty z telefonu swojego taty. Zaczęła żałować, że to zrobiła. Wtedy naprawdę tego żałowała.

Prawie wyskoczyła ze skóry, gdy usłyszała otwierające się drzwi frontowe. Layla, która spędzała czas w kuchni z Clarisse, zastanawiając się, czy Clarisse będzie hojna, rzuciła się do drzwi. Clarisse obróciła się w ich kierunku i zobaczyła wchodzącego tatę z Laylą depczącą mu po piętach.

Uśmiechnął się do niej i powiedział cicho - „Hej, Słonko”.

„Hej, tato”.

„Zostawiłem komórkę” – mruknął i podszedł do blatu, podczas gdy Clarisse patrzyła.

A teraz co miała zrobić? Najpierw odebrała telefon, a jej tata by się tym wkurzył. Potem usunęła połączenie z jego historii i nie wiedziała, dlaczego to zrobiła, więc nie mogła mu tego wyjaśnić. A ponieważ to zrobiła, nie mogła przekazać mu wiadomości od kobiety o imieniu Dusty.

Jej tata złapał swój telefon i odwrócił się do niej.

„Odrabiasz pracę domową?” - zapytał.

„Tylko biorę pokarm dla mózgu” – skłamała.

Uśmiechnął się do niej, zanim chwycił ją ręką za jej głową i szarpnął tak, że uderzyła twarzą w jego klatkę piersiową. Poczuła, jak jego ciało się wyginało, gdy pochylił się i pocałował czubek jej głowy.

Uwielbiała, kiedy to robił. Mama nigdy czegoś takiego nie zrobiła. No ciągle powtarzał Clarisse, że mama kochała ich tak samo jak tata, tylko nie była tak dobra w okazywaniu tego. Clarisse w to nie wierzyła. Jeśli kogoś kochałeś, znalazłeś sposób, aby to okazać, aby osoba, którą kochałeś, wiedziała o tym.

Jej tata puścił ją i zaczął się oddalać, mrucząc - „Wrócę kwadrans po piątej, piąta trzydzieści”.

„Tato” – zawołała.

Zatrzymał się w kuchennych drzwiach i spojrzał na nią.

Nie wiedziała, co powiedzieć. Gdyby powiedziała to, co powinna, wściekłby się. Lubiła, jak jej tata ją kochał, a nie był na nią zły.

„Reesee, kochanie, muszę iść. Masz coś do powiedzenia?” - przyspieszał.

„Uh… co chcesz na kolację?”

Jego głowa przechyliła się na bok, a brwi ściągnęły razem.

„Gotujesz?”

Nienawidziła gotować. No to uwielbiał, ale narobiła bałaganu, który musiała sprzątać, jeśli on gotował, więc nienawidziła też, jak No gotował.

Mimo to, jeśli kogoś kochałeś, znajdowałeś sposoby, aby to okazać, a jej tata ciężko pracował. Wiedziała, że często brał nadgodziny, bo potrzebowali pieniędzy, bo samotnie wychowywał dwójkę dzieci. Ale zawsze to robił. Zanim się rozstali, nie jeden raz słyszała, jak jej mama i tata się o to kłócili. Mama naskakiwała na niego, że nigdy nie było go w domu, a tata przypominał mamie, że brał nadgodziny, których inni detektywi nie chcieli, bo musiał płacić rachunki mamy. Nie miała tego usłyszeć, ale słyszała, bo wychodziła ze swojego pokoju, siadała w korytarzu przed ich i słuchała. Nietrudno było usłyszeć mamę, nawet w pokoju Clarissy. Mama i tak była głośna, ale też dużo krzyczała. Ale jeśli Clarisse chciała usłyszeć tatę, musiała usiąść przed ich pokojem, ponieważ mówił cicho.

Nadal brał nadgodziny. Nie tak bardzo, ale wziął. Nie powinien wracać do domu i gotować przez większość nocy.

„Eee… jasne” – powiedziała tacie.

Uśmiechnął się.

Zrobiła dobrze.

„Ja i No zjemy wszystko, co przygotujesz, Słonko”.

„Makaron z serem i hot-dogami?” - zapytała.

„Brzmi idealnie – powiedział łagodnie.

Uśmiechnęła się do niego.

„Praca domowa, Reesee” - przypomniał jej wtedy - „Do zobaczenia wkrótce”.

„Pa, tato”.

„Pa, piękna”.

Wyszedł. Wzięła pokarm dla mózgu i napój gazowany i poszła prosto do biura taty, żeby włączyć komputer. Potem poszła do swojego pokoju po książki i zaniosła je do biura. Layla podążała za nią przez cały czas jej ruchów i usiadła na boku przy biurku w biurze, podczas gdy Clarisse zabrała się do pracy.

Skończyła pracę domową i miała makaron w wodzie, zanim wrócił do domu.

*****

cdn.

3 komentarze: