Rozdział 9
Bukiety (cz.2)
*****
„Dobrze
się czujesz?” - Clarisse usłyszała głęboki głos Finleya Holliday’a w jej uchu,
gdy poczuła jego ciepłą klatkę piersiową przyciśniętą do jej pleców, jego ramię
ciasno wokół jej brzucha.
„Mhm”
– odpowiedziała.
„Dobrze”
– mruknął, a ona poczuła to w brzuchu.
Przedzierali
się przez na wpół zamarzniętą ziemię jego pól, nie szybko, nie wolno, Fin
trzymał ją mocno.
Ten
dzień zaczął się od tego, że otworzyła oczy, podekscytowana przyjęciem,
przyjściem przyjaciół, prezentami i wiedząc, że Fin obiecał „wpaść”.
Stał
się śmieciem, kiedy jej mama powiedziała jej, że „zapomniała”, było jej przykro
i nie mogła nic na to poradzić, ale „wynagrodzi jej to”.
Najdziwniejsze
było to, że chociaż raz w jej mama brzmiała, jakby było jej przykro. Naprawdę
przykro.
Ale
Clarisse to nie obchodziło. Jak zwykle jej mama wszystko zepsuła.
Potem,
słał się fajniej niż kiedykolwiek myślała, że będzie fajnie, Dusty Holliday
podjechała konno na ich tylne podwórko.
Piękny koń. Wspaniałe włosy Dusty były rozpuszczone. Jej ubrania były
niesamowite w westernowym stylu kowbojki.
A
teraz jechała na koniu Dusty po ziemi Fina Holliday’a, otulona ciepło, ciasno i
bezpiecznie przez najprzystojniejszego chłopaka w szkole.
A
ponieważ tak było, nie przejmowała się dekoracjami, przyjęciem, tortem,
przyjaciółmi. Cieszyła się, że to się stanie i było fajnie, że Dusty pomagała i
nie mogła się doczekać zakupów i pieczenia z nią ciasta.
Ale
nic nie mogło uczynić tego dnia lepszym.
Jazda
z Finem trzymającym ją blisko sprawiła, że nie było nawet dziewiątej rano, a
już był to najlepszy dzień w całym jej
życiu.
*****
„Spójrz
w górę i w lewo, Słonko” - wymamrotała z roztargnieniem Dusty. Clarisse
zrobiła, o co ją poproszono, i poczuła lekkie, mrowiące uczucie tuszu do rzęs,
którego Dusty używał na swoich rzęsach.
Clarisse
się myliła. Chociaż jazda na ładnym koniu Dusty, Moonshine, z Finem była
punktem kulminacyjnym jej dnia (jak dotąd), spędzenie reszty z Dusty sprawiło,
że ten dzień był nie tylko najlepszym dniem w jej życiu, ale najlepszym dniem kiedykolwiek.
Ona
i Fin przebywali na jego ziemi przez długi czas. Wystarczająco długo, by jej
policzki zrobiły się naprawdę zimne, ale nie obchodziło jej to.
Nie
rozmawiali dużo, a bardzo jej na tym zależało.
Nie
wiedziała, dlaczego mogła z łatwością pisać do niego SMS-y, ale nie rozmawiać z
nim, nawet kiedy dzwonił. W większości on mówił, kiedy siedziała z nim przy lunchu
lub kiedy rozmawiali przez telefon. A on nie miał wiele do powiedzenia, więc
chociaż po tych chwilach czuła się cała rozmiękczona w środku, czuła się też
głupio, bo prawie nic nie mówiła. To był jeden z powodów, dla których rzadko
miała odwagę usiąść z nim i jego ekipą podczas lunchu. Kiedy zebrała się na
odwagę, żeby podejść, zawsze się do niej uśmiechał i natychmiast zrywał się,
żeby mogła usiąść, ale mimo to czuła się głupio, bo siedziała i nic nie mówiła.
Przez
większość czasu przychodził i siadał z nią, ale dopiero po jedzeniu. Kiedy to
zrobił, jej dziewczyny zaczęły chichotać. To było żenujące. Pomyślała więc, że
to dobrze, że przyszedł po jedzeniu, a jej dziewczyny nie miały zbyt wiele
czasu na zachowywanie się jak głupki i zawstydzanie jej.
Chociaż
nie rozmawiali dużo, od Fina dowiedziała się dużo o jego ciotce Dusty.
Dowiedziała
się również dużo o jego ciotce Debbie, która brzmiała jak wściekła suka.
I
wreszcie, wiedziała, że miał nadzieję, że jego ciotka Dusty załatwi sprawę jego
cioci Debbie, nie wspominając już o jego mamie (Clarisse czuła się źle, ale nie
mogła się oprzeć wrażeniu, że w jego opowiadaniach jego mama brzmiała trochę jak
słaba). Nie mówił o tym zbyt wiele, ale ona o tym wiedziała. Wiedziała również,
że był bardzo szczęśliwy, kiedy tata Clarisse wkroczył tej samej nocy, kiedy
Dusty wróciła do domu. Wiedziała o tym, bo napisał do niej SMS-a po tym, jak
jej tata zadzwonił do niego i poinformował ją o tym. Chociaż nie powiedział Jestem bardzo szczęśliwy. Powiedział: Zabójczo! Twój tata właśnie dzwonił i już
przerzuca gówno z ADeb.
Clarisse
nie była zaskoczona. Wiedziała już, że jej tata będzie się opiekował Dusty, a
opieka nad Dusty oznaczała zajmowanie się rzeczami, które Dusty kochała.
Po
tym, jak Fin przywiózł ją z powrotem na farmę, zsiadł z konia, położył ręce na
jej talii i pomógł jej zejść.
Myślała,
że dostanie zawału serca, ale on postawił ją na nogi i wymamrotał - „Wejdź do
domu, Rees. Muszę zabrać Moonshine z powrotem do stodoły”.
„Tak,
Fin. Dzięki za przejażdżkę” – odpowiedziała.
Spojrzał
na nią zabawnie w sposób, którego nie zrozumiała, zanim wymamrotał - „Nie ma
problemu” - i odprowadził konia.
Nawet
jeśli to było dziwne, nie mogło odebrać jej radosnego szmerku.
Dusty
musiała czekać na ich powrót, bo spotkała ją w kuchni i pojechały na zakupy.
Początkowo
ją to stresowało. Dokładnie powiedziała mamie, czego chciała na swoje
przyjęcie. Jej mama by się tym nie przejmowała. Po prostu łapała wszystko,
dobierała odpowiednie kolory, ale nie odpowiednie rzeczy i szła. Ale Dusty był
artystką i Clarisse martwiła się, że Dusty uzna jej wizję za kiepską.
Ale
kiedy były w sklepie imprezowym, a ona cicho i z wahaniem powiedziała, że chce
fiolet, srebro i czerń, Dusty zadekretowała - „To… jest… natchnione. Oczywiście,
że możemy to zrobić!”
Potem
to zrobiły, a oczywiście zrobiły to, bo
Dusty całkowicie oszalała.
Kupowała
różne rzeczy, w tym duże bukiety balonów i tace do wystawiania jedzenia oraz
wszystkie te błyszczące, foliowe druciane rzeczy, z których można było „zrobić
centralny element” (słowa Dusty).
Na
szczęście mieli sklep z wyrobami do rękodzieła w centrum handlowym w pobliżu
sklepu z rzeczami na imprezy, więc też tam poszły. Dusty wydała fortunę na ozdoby do ciast, mrucząc -
„Mam to wszystko w domu. Powinnam była pomyśleć, żeby to przywieźć. Następnie
oznajmiła - „Mam pomysł na tort, który… będzie… rządził! Co myślisz o…?" - potem przeszła do opisu totalnie
odjechanego pomysłu na super odjechany tort, który Clarisse uwielbiała.
Następnie udały się do sklepu po produkty na tort.
Więc
zabrały wszystkie rzeczy z powrotem do domu Clarisse i zrobiły to razem, łącząc pieczenie i studzenie
ciasta z dekorowaniem domu.
No
pokazał się z całym jedzeniem podczas dekorowania. Kręcił się i był totalnym dupkiem,
ale na szczęście uważał, że Dusty była seksowną laską, „nawet jak na starą
laskę” (ostatnią część powiedział Clarisse po tym, jak tata podrzucił ich
wieczorem, kiedy ją poznali). I najwyraźniej zrobiłby wszystko dla gorącej
laski, bez względu na jej wiek. Odłożył więc jedzenie, które mieli później
przygotować, i przygotował przekąski dokładnie tak, jak kazała mu Dusty.
Ostatecznie
tort wyglądał fantastycznie. Dekoracje były lepsze, nie tylko od wszystkich z przyjęć,
które miała Clarisse, ale od wszystkich, na których Clarisse kiedykolwiek była.
A teraz byli w pokoju Clarisse, ponieważ nieśmiało poprosiła Dusty (której
makijaż zawsze wyglądał bombowo), czy
pomogłaby Clarisse z jej, a ona od razu
się zgodziła!
„Więc”
- przeciągnęła to słowo Dusty, wciąż głaszcząc rzęsy Clarisse szczoteczką do
tuszu do rzęs - „Finley jest uroczy, prawda?”
Clarisse
drgnęła i zamrugała.
Dusty
zachichotała swoim melodyjnym chichotem, a Clarisse spojrzała na nią i
zobaczyła, że wpycha spiralkę do tubki i zakręca ją.
I
zrobiła to, mrucząc przez chichot - „Ta piękna dziewczyna uważa, że mój chłopak
jest słodki”.
To
było dziwne, ale bardzo miłe, że Dusty uważała ją za piękną, podczas gdy Dusty
była najpiękniejszą prawdziwą osobą, jaką kiedykolwiek widziała.
Dusty
przestała zakręcać tubkę tuszu do rzęs i spojrzała jej prosto w oczy.
„On
cię lubi” – oznajmiła. Tak, ogłosiła to wprost! - „Bardzo lubi. Jesteście ze
sobą blisko?”
„Uh…”
- Clarisse nie wiedziała, co powiedzieć, bo nie wiedziała, czy tak było.
Jasne,
Fin dużo do niej pisał, ona zawsze mu odpisywała, a on dzwonił do niej
codziennie. Spędzali też czas na lunchu, on ze swoją grupą, ona ze swoją ekipą
codziennie.
Czy
to było blisko?
Patrzyła,
jak łukowate brwi Dusty ściągnęły się, zanim zapytała – „Nie jesteście?”
Clarisse
spojrzała na nią.
Potem
wyszeptała – „Lubi mnie?”
Głowa
Dusty szarpnęła, a ona odpowiedziała - „Uh… tak, Słonko”.
Omójbosze!
Cóż,
ona powinna wiedzieć. Czyż nie?
„Jesteś
pewna?” – zapytała cicho Clarisse.
Głowa
Dusty przechyliła się i zrobiła coś zabawnego.
Najpierw
jej twarz zrobiła się łagodna. Potem jej ładne, ciemnobrązowe oczy przesunęły
się po twarzy Clarisse. Potem wstała z fotela, który przywieźli z biura taty,
żeby Dusty mogła usiąść obok niej i zrobić jej makijaż, ale zrobiła to
pochylona do przodu. Delikatnie owinęła dłonią szczękę Clarisse i odwróciła
głowę do lustra.
Clarisse
spojrzała w lustro.
Jej
makijaż nigdy nie wyglądał tak dobrze, nigdy.
„Co
widzisz?” - zapytała Dusty, a oczy Clarisse powędrowały od niesamowitego
makijażu Dusty do Dusty, która była pochylona, jej szczęka była blisko czubka
głowy Clarisse, jej oczy patrzyły na Clarisse w lustrze.
„Robisz
świetny makijaż” – odpowiedziała Clarisse.
Dusty
uśmiechnęła się do Clarisse w lustrze, po czym zabrała dłoń z twarzy Clarisse i
położyła ją na jej ramieniu – „Przyjrzyj się uważnie, Słonko” – szepnęła, a
Clarisse przeniosła wzrok z Dusty na siebie.
I
to właśnie zobaczyła. To samo, co zawsze widziała. Clarisse.
„Co
widzisz?” - powtórzyła Dusty.
„Mnie”
– odpowiedziała cicho Clarisse, martwiąc się, że ta odpowiedź nie była
właściwa.
Dusty
uśmiechnęła się do niej w lustrze.
Potem
powiedziała - „Fin widzi coś jeszcze”.
Clarisse
poczuła, jak jej serce zadrżało.
„Co?”
- westchnęła.
„Piękno.
Podatność na zranienie. Delikatność”.
Clarisse
była zmieszana, więc powtórzyła – „Co?”
„Mój
bratanek jest synem swojego ojca. A jego ojca pociągały rzeczy, którymi mógł
się opiekować. Ziemia. Wyposażenie. Dziedzictwo rodzinne. Jego żona. Rodzina,
którą stworzył”.
Clarisse
tego nie rozumiała i naprawdę nie chciała wyjść na idiotkę przed Dusty, ale
rozmawiali o Finie.
Więc
sięgnęła po to.
„Nie
rozumiem” – szepnęła.
Dusty
milczała przez sekundę, zanim powiedziała tajemniczo – „Zrozumiesz”.
Clarisse
przygryzła wargę. Chciała się dowiedzieć, ale nie mogła zapytać.
Dusty
poruszyła się, ponownie usiadła obok niej, a Clarisse odwróciła się do niej w tym
momencie, gdy Dusty chwyciła ją za ręce.
„Wiem,
że dopiero się poznajemy” – zaczęła – „ale wciąż muszę cię prosić o przysługę”.
Clarisse
zrobiłaby wszystko dla Dusty Holliday. Wszystko. I wiedziała to, zanim
zobaczyła całkowity spokój i wyraz twarzy jej taty, kiedy patrzył, jak schodziła
po schodach w domu Fina.
„Co?”
„Kocham
mojego siostrzeńca” - powiedziała łagodnie iw taki sposób, że Clarisse
wiedziała, że naprawdę tak myślała – „A on ma siedemnaście lat. Jest chłopcem.
Właśnie stracił tatę. I nie może sobie z tym poradzić z pomocą swoich
przyjaciół. Ale musi sobie radzić. Przysługa, o którą proszę, to czy będziesz
się nim opiekowała?”
Clarisse
nie podobało się to. Zupełnie nie.
„Chcesz
powiedzieć, żebym donosiła na niego? Na przykład mówiła ci, kiedy mówi o tym,
co czuje?” - zapytała przerażona. Fin by tego nienawidził.
Ale
Dusty natychmiast potrząsnęła głową, jednocześnie ściskając ręce.
„Nie,
nie to. Chodzi mi o to, gdybyście byli tylko ty i on”.
Omójbosze!
Nigdy
nie było tylko ona i on. Wokół zawsze byli inni ludzie.
O
Boże, Clarisse spodobał się pomysł, żeby była tylko ona i Fin.
„Tylko
ja i on?” - Clarisse odetchnęła, a Dusty skinęła głową.
„Tylko
ty i on. Kiedy jesteś z nim, po prostu bądź… sobą. Dokładnie sobą. Więc kiedy jesteś z nim, on może po prostu być… nim. Potrzebuje tego teraz. Próbuje
opiekować się matką, bratem i potrzebuje kogoś, z kim będzie mógł czuć się
bezpiecznie. I myślę, że to ty”.
„Naprawdę
nie wiem, jak się zachować, kiedy jestem w jego pobliżu” - przyznała Clarisse,
a Dusty uśmiechnęła się szeroko.
„Cokolwiek
robisz, Słonko, rób to dalej, bo cokolwiek to jest, pomaga”.
„Naprawdę?”
– spytała Clarisse zdyszanym głosem, któremu spodobał się ten pomysł.
Nie
mogła powiedzieć, że znała Fina bardzo dobrze. Mogła powiedzieć, że jak na
dzieciaka, dużo się u niego działo. Czasami wyraz jego twarzy wyglądał tak, jak
wyglądał No i jak ona się czuła,
kiedy tata i mama wzięli rozwód, a później, kiedy tata wystąpił o pełną opiekę.
Ale
gorzej.
Fin
nie podzielił się tym, ale pomyślała, że zbyt wiele do udźwignięcia było już to, czym się podzielił.
I
naprawdę martwił się tym, co knuła
jego ciotka Debbie.
Było
beznadziejnym uczucie nie wiedzieć, jak mu pomóc, a jeszcze gorzej było czuć brak
jakiejkolwiek mocy, by cokolwiek zrobić. Wiedziała, że ta ostatnia część była
dla Fina jeszcze gorsza. Więc to było niesamowite, kiedy udało im się
sprowadzić jego ciotkę Dusty do domu, jej tatę i ją połączyć z powrotem, a
potem tata wkroczył.
Clarisse
może nie być w stanie nic zrobić, ale tata tak.
Fin
też o tym wiedział, a ona wiedziała, że mu ulżyło.
Byłoby
fajnie, gdyby mogła mu pomóc też w inny sposób.
„Absolutnie”
- odpowiedziała Dusty, wyrywając ją z jej myśli.
Clarisse
przechyliła głowę na bok. – To nie brzmi jak przysługa, bo już to robię.
„Tak
i czy ci się to podoba? Cokolwiek robisz z Finem?”
Clarisse
skinęła głową może trochę zbyt entuzjastycznie, ale to tylko sprawiło, że oczy
Dusty zaświeciły się w niesamowity sposób. Dusty uśmiechnęła się szeroko, więc
Clarisse uznała, że jej skinienie głową jest w porządku.
„Więc
rób to dalej, może z wyjątkiem… więcej” - zasugerowała Dusty.
„Więcej?”
„Wpuść
go” – poradziła - „Daj mu się poznać”.
Clarisse
nie była tego pewna.
„A
jeśli nie spodoba mu się to, co zobaczy?” - zapytała ostrożnie.
„Och,
spodoba”.
„Jesteś
pewna?”
„Słonko,
ty jesteś dziewczyną, ja jestem dziewczyną i w klubie dziewczyn, w którym obie
się urodziłyśmy, gdybym dała ci złą radę w takiej sprawie, zostałabym
wychłostana” - Uśmiechnęła się i dokończyła - „Zasłużenie”.
Clarisse
nie mogła nic na to poradzić. To było zabawne, prawdziwe i całkowicie szczere.
Więc zachichotała.
A
kiedy skończyła, zobaczyła, że Dusty się nie uśmiechała.
Patrzyła
na Clarisse z wyrazem twarzy, który sprawił, że serce Clarisse się zatrzymało i
wyszeptała - „Oto ona”.
„Kto?”
- Clarisse odszepnęła.
Dusty
pochyliła się i odpowiedziała - „Ty. Dziękuję, że mi ją dałaś”.
Omójbosze!
To było takie miłe.
Clarisse
przygryzła wargę, po czym mruknęła – „Uh… nie ma za co”.
Wtedy
Dusty Holliday zrobiła coś pięknego. To, co Clarisse czuła od swojego taty
przez cały czas. Czasami od No. Czasem od dziadków. Rzadko od matki.
Podniosła
rękę, pogłaskała Clarisse po policzku i powiedziała łagodnie - „Powinnaś ją
częściej wypuszczać. Twój tata za nią tęskni”.
Wtedy
Clarisse wiedziała, czego nie mogła rozgryźć przez długi czas. Wiedziała, co
poszło nie tak między nią a jej tatą. Dlaczego ją obserwował. Dlaczego często
wzdychał przy niej. Dlaczego zdarzało mu się robić najgorsze i mieć ten wyraz
twarzy, kiedy był rozczarowany, że przynosiła do domu złe stopnie albo
siedziała przed telewizorem całe popołudnie zamiast odrobić pracę domową.
Zacisnęła
usta i starała się nie płakać, bo zniszczyłoby to jej makijaż.
Ale,
szczerze mówiąc, ona też tęskniła za tatą.
Usłyszały,
jak otwierały się wrota garażu.
Więc
Clarisse wyszeptała - „Tata jest w domu”.
Ale
wiedziała, że Dusty to wiedziała, a wiedziała to, bo już widziała, jak oczy
Dusty zrobiły się ciepłe, a jej usta miękkie. A Clarisse zobaczyła na twarzy
Dusty to, co wyczytała w jej pamiętnikach.
Dusty
Holliday kochała jej tatę. Niczym bukiety.
A
Clarisse Haines to się podobało. Niczym bukiety.
„Tak”
- westchnęła, wstała i powiedziała - „Chodźmy się przywitać”.
Clarisse
po raz ostatni spojrzała na swój wspaniały makijaż, po czym również wstała.
I
z Dusty Holliday poszła przywitać swojego tatę.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję 💕
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń