środa, 30 listopada 2022

9 - Bukiety (cz.2)

  

Rozdział 9

Bukiety (cz.2)

*****

„Dobrze się czujesz?” - Clarisse usłyszała głęboki głos Finleya Holliday’a w jej uchu, gdy poczuła jego ciepłą klatkę piersiową przyciśniętą do jej pleców, jego ramię ciasno wokół jej brzucha.

„Mhm” – odpowiedziała.

„Dobrze” – mruknął, a ona poczuła to w brzuchu.

Przedzierali się przez na wpół zamarzniętą ziemię jego pól, nie szybko, nie wolno, Fin trzymał ją mocno.

Ten dzień zaczął się od tego, że otworzyła oczy, podekscytowana przyjęciem, przyjściem przyjaciół, prezentami i wiedząc, że Fin obiecał „wpaść”.

Stał się śmieciem, kiedy jej mama powiedziała jej, że „zapomniała”, było jej przykro i nie mogła nic na to poradzić, ale „wynagrodzi jej to”.

Najdziwniejsze było to, że chociaż raz w jej mama brzmiała, jakby było jej przykro. Naprawdę przykro.

Ale Clarisse to nie obchodziło. Jak zwykle jej mama wszystko zepsuła.

Potem, słał się fajniej niż kiedykolwiek myślała, że będzie fajnie, Dusty Holliday podjechała konno na ich tylne podwórko. Piękny koń. Wspaniałe włosy Dusty były rozpuszczone. Jej ubrania były niesamowite w westernowym stylu kowbojki.

A teraz jechała na koniu Dusty po ziemi Fina Holliday’a, otulona ciepło, ciasno i bezpiecznie przez najprzystojniejszego chłopaka w szkole.

A ponieważ tak było, nie przejmowała się dekoracjami, przyjęciem, tortem, przyjaciółmi. Cieszyła się, że to się stanie i było fajnie, że Dusty pomagała i nie mogła się doczekać zakupów i pieczenia z nią ciasta.

Ale nic nie mogło uczynić tego dnia lepszym.

Jazda z Finem trzymającym ją blisko sprawiła, że nie było nawet dziewiątej rano, a już był to najlepszy dzień w całym jej życiu.

*****

„Spójrz w górę i w lewo, Słonko” - wymamrotała z roztargnieniem Dusty. Clarisse zrobiła, o co ją poproszono, i poczuła lekkie, mrowiące uczucie tuszu do rzęs, którego Dusty używał na swoich rzęsach.

Clarisse się myliła. Chociaż jazda na ładnym koniu Dusty, Moonshine, z Finem była punktem kulminacyjnym jej dnia (jak dotąd), spędzenie reszty z Dusty sprawiło, że ten dzień był nie tylko najlepszym dniem w jej życiu, ale najlepszym dniem kiedykolwiek.

Ona i Fin przebywali na jego ziemi przez długi czas. Wystarczająco długo, by jej policzki zrobiły się naprawdę zimne, ale nie obchodziło jej to.

Nie rozmawiali dużo, a bardzo jej na tym zależało.

Nie wiedziała, dlaczego mogła z łatwością pisać do niego SMS-y, ale nie rozmawiać z nim, nawet kiedy dzwonił. W większości on mówił, kiedy siedziała z nim przy lunchu lub kiedy rozmawiali przez telefon. A on nie miał wiele do powiedzenia, więc chociaż po tych chwilach czuła się cała rozmiękczona w środku, czuła się też głupio, bo prawie nic nie mówiła. To był jeden z powodów, dla których rzadko miała odwagę usiąść z nim i jego ekipą podczas lunchu. Kiedy zebrała się na odwagę, żeby podejść, zawsze się do niej uśmiechał i natychmiast zrywał się, żeby mogła usiąść, ale mimo to czuła się głupio, bo siedziała i nic nie mówiła.

Przez większość czasu przychodził i siadał z nią, ale dopiero po jedzeniu. Kiedy to zrobił, jej dziewczyny zaczęły chichotać. To było żenujące. Pomyślała więc, że to dobrze, że przyszedł po jedzeniu, a jej dziewczyny nie miały zbyt wiele czasu na zachowywanie się jak głupki i zawstydzanie jej.

Chociaż nie rozmawiali dużo, od Fina dowiedziała się dużo o jego ciotce Dusty.

Dowiedziała się również dużo o jego ciotce Debbie, która brzmiała jak wściekła suka.

I wreszcie, wiedziała, że miał nadzieję, że jego ciotka Dusty załatwi sprawę jego cioci Debbie, nie wspominając już o jego mamie (Clarisse czuła się źle, ale nie mogła się oprzeć wrażeniu, że w jego opowiadaniach jego mama brzmiała trochę jak słaba). Nie mówił o tym zbyt wiele, ale ona o tym wiedziała. Wiedziała również, że był bardzo szczęśliwy, kiedy tata Clarisse wkroczył tej samej nocy, kiedy Dusty wróciła do domu. Wiedziała o tym, bo napisał do niej SMS-a po tym, jak jej tata zadzwonił do niego i poinformował ją o tym. Chociaż nie powiedział Jestem bardzo szczęśliwy. Powiedział: Zabójczo! Twój tata właśnie dzwonił i już przerzuca gówno z ADeb.

Clarisse nie była zaskoczona. Wiedziała już, że jej tata będzie się opiekował Dusty, a opieka nad Dusty oznaczała zajmowanie się rzeczami, które Dusty kochała.

Po tym, jak Fin przywiózł ją z powrotem na farmę, zsiadł z konia, położył ręce na jej talii i pomógł jej zejść.

Myślała, że dostanie zawału serca, ale on postawił ją na nogi i wymamrotał - „Wejdź do domu, Rees. Muszę zabrać Moonshine z powrotem do stodoły”.

„Tak, Fin. Dzięki za przejażdżkę” – odpowiedziała.

Spojrzał na nią zabawnie w sposób, którego nie zrozumiała, zanim wymamrotał - „Nie ma problemu” - i odprowadził konia.

Nawet jeśli to było dziwne, nie mogło odebrać jej radosnego szmerku.

Dusty musiała czekać na ich powrót, bo spotkała ją w kuchni i pojechały na zakupy.

Początkowo ją to stresowało. Dokładnie powiedziała mamie, czego chciała na swoje przyjęcie. Jej mama by się tym nie przejmowała. Po prostu łapała wszystko, dobierała odpowiednie kolory, ale nie odpowiednie rzeczy i szła. Ale Dusty był artystką i Clarisse martwiła się, że Dusty uzna jej wizję za kiepską.

Ale kiedy były w sklepie imprezowym, a ona cicho i z wahaniem powiedziała, że chce fiolet, srebro i czerń, Dusty zadekretowała - „To… jest… natchnione. Oczywiście, że możemy to zrobić!”

Potem to zrobiły, a oczywiście zrobiły to, bo Dusty całkowicie oszalała.

Kupowała różne rzeczy, w tym duże bukiety balonów i tace do wystawiania jedzenia oraz wszystkie te błyszczące, foliowe druciane rzeczy, z których można było „zrobić centralny element” (słowa Dusty).

Na szczęście mieli sklep z wyrobami do rękodzieła w centrum handlowym w pobliżu sklepu z rzeczami na imprezy, więc też tam poszły. Dusty wydała fortunę na ozdoby do ciast, mrucząc - „Mam to wszystko w domu. Powinnam była pomyśleć, żeby to przywieźć. Następnie oznajmiła - „Mam pomysł na tort, który… będzie… rządził! Co myślisz o…?" - potem przeszła do opisu totalnie odjechanego pomysłu na super odjechany tort, który Clarisse uwielbiała. Następnie udały się do sklepu po produkty na tort.

Więc zabrały wszystkie rzeczy z powrotem do domu Clarisse i zrobiły to razem, łącząc pieczenie i studzenie ciasta z dekorowaniem domu.

No pokazał się z całym jedzeniem podczas dekorowania. Kręcił się i był totalnym dupkiem, ale na szczęście uważał, że Dusty była seksowną laską, „nawet jak na starą laskę” (ostatnią część powiedział Clarisse po tym, jak tata podrzucił ich wieczorem, kiedy ją poznali). I najwyraźniej zrobiłby wszystko dla gorącej laski, bez względu na jej wiek. Odłożył więc jedzenie, które mieli później przygotować, i przygotował przekąski dokładnie tak, jak kazała mu Dusty.

Ostatecznie tort wyglądał fantastycznie. Dekoracje były lepsze, nie tylko od wszystkich z przyjęć, które miała Clarisse, ale od wszystkich, na których Clarisse kiedykolwiek była. A teraz byli w pokoju Clarisse, ponieważ nieśmiało poprosiła Dusty (której makijaż zawsze wyglądał bombowo), czy pomogłaby Clarisse z jej, a ona od razu się zgodziła!

„Więc” - przeciągnęła to słowo Dusty, wciąż głaszcząc rzęsy Clarisse szczoteczką do tuszu do rzęs - „Finley jest uroczy, prawda?”

Clarisse drgnęła i zamrugała.

Dusty zachichotała swoim melodyjnym chichotem, a Clarisse spojrzała na nią i zobaczyła, że wpycha spiralkę do tubki i zakręca ją.

I zrobiła to, mrucząc przez chichot - „Ta piękna dziewczyna uważa, że mój chłopak jest słodki”.

To było dziwne, ale bardzo miłe, że Dusty uważała ją za piękną, podczas gdy Dusty była najpiękniejszą prawdziwą osobą, jaką kiedykolwiek widziała.

Dusty przestała zakręcać tubkę tuszu do rzęs i spojrzała jej prosto w oczy.

„On cię lubi” – oznajmiła. Tak, ogłosiła to wprost! - „Bardzo lubi. Jesteście ze sobą blisko?”

„Uh…” - Clarisse nie wiedziała, co powiedzieć, bo nie wiedziała, czy tak było.

Jasne, Fin dużo do niej pisał, ona zawsze mu odpisywała, a on dzwonił do niej codziennie. Spędzali też czas na lunchu, on ze swoją grupą, ona ze swoją ekipą codziennie.

Czy to było blisko?

Patrzyła, jak łukowate brwi Dusty ściągnęły się, zanim zapytała – „Nie jesteście?”

Clarisse spojrzała na nią.

Potem wyszeptała – „Lubi mnie?”

Głowa Dusty szarpnęła, a ona odpowiedziała - „Uh… tak, Słonko”.

Omójbosze!

Cóż, ona powinna wiedzieć. Czyż nie?

„Jesteś pewna?” – zapytała cicho Clarisse.

Głowa Dusty przechyliła się i zrobiła coś zabawnego.

Najpierw jej twarz zrobiła się łagodna. Potem jej ładne, ciemnobrązowe oczy przesunęły się po twarzy Clarisse. Potem wstała z fotela, który przywieźli z biura taty, żeby Dusty mogła usiąść obok niej i zrobić jej makijaż, ale zrobiła to pochylona do przodu. Delikatnie owinęła dłonią szczękę Clarisse i odwróciła głowę do lustra.

Clarisse spojrzała w lustro.

Jej makijaż nigdy nie wyglądał tak dobrze, nigdy.

„Co widzisz?” - zapytała Dusty, a oczy Clarisse powędrowały od niesamowitego makijażu Dusty do Dusty, która była pochylona, jej szczęka była blisko czubka głowy Clarisse, jej oczy patrzyły na Clarisse w lustrze.

„Robisz świetny makijaż” – odpowiedziała Clarisse.

Dusty uśmiechnęła się do Clarisse w lustrze, po czym zabrała dłoń z twarzy Clarisse i położyła ją na jej ramieniu – „Przyjrzyj się uważnie, Słonko” – szepnęła, a Clarisse przeniosła wzrok z Dusty na siebie.

I to właśnie zobaczyła. To samo, co zawsze widziała. Clarisse.

„Co widzisz?” - powtórzyła Dusty.

„Mnie” – odpowiedziała cicho Clarisse, martwiąc się, że ta odpowiedź nie była właściwa.

Dusty uśmiechnęła się do niej w lustrze.

Potem powiedziała - „Fin widzi coś jeszcze”.

Clarisse poczuła, jak jej serce zadrżało.

„Co?” - westchnęła.

„Piękno. Podatność na zranienie. Delikatność”.

Clarisse była zmieszana, więc powtórzyła – „Co?”

„Mój bratanek jest synem swojego ojca. A jego ojca pociągały rzeczy, którymi mógł się opiekować. Ziemia. Wyposażenie. Dziedzictwo rodzinne. Jego żona. Rodzina, którą stworzył”.

Clarisse tego nie rozumiała i naprawdę nie chciała wyjść na idiotkę przed Dusty, ale rozmawiali o Finie.

Więc sięgnęła po to.

„Nie rozumiem” – szepnęła.

Dusty milczała przez sekundę, zanim powiedziała tajemniczo – „Zrozumiesz”.

Clarisse przygryzła wargę. Chciała się dowiedzieć, ale nie mogła zapytać.

Dusty poruszyła się, ponownie usiadła obok niej, a Clarisse odwróciła się do niej w tym momencie, gdy Dusty chwyciła ją za ręce.

„Wiem, że dopiero się poznajemy” – zaczęła – „ale wciąż muszę cię prosić o przysługę”.

Clarisse zrobiłaby wszystko dla Dusty Holliday. Wszystko. I wiedziała to, zanim zobaczyła całkowity spokój i wyraz twarzy jej taty, kiedy patrzył, jak schodziła po schodach w domu Fina.

„Co?”

„Kocham mojego siostrzeńca” - powiedziała łagodnie iw taki sposób, że Clarisse wiedziała, że naprawdę tak myślała – „A on ma siedemnaście lat. Jest chłopcem. Właśnie stracił tatę. I nie może sobie z tym poradzić z pomocą swoich przyjaciół. Ale musi sobie radzić. Przysługa, o którą proszę, to czy będziesz się nim opiekowała?”

Clarisse nie podobało się to. Zupełnie nie.

„Chcesz powiedzieć, żebym donosiła na niego? Na przykład mówiła ci, kiedy mówi o tym, co czuje?” - zapytała przerażona. Fin by tego nienawidził.

Ale Dusty natychmiast potrząsnęła głową, jednocześnie ściskając ręce.

„Nie, nie to. Chodzi mi o to, gdybyście byli tylko ty i on”.

Omójbosze!

Nigdy nie było tylko ona i on. Wokół zawsze byli inni ludzie.

O Boże, Clarisse spodobał się pomysł, żeby była tylko ona i Fin.

„Tylko ja i on?” - Clarisse odetchnęła, a Dusty skinęła głową.

„Tylko ty i on. Kiedy jesteś z nim, po prostu bądź… sobą. Dokładnie sobą. Więc kiedy jesteś z nim, on może po prostu być… nim. Potrzebuje tego teraz. Próbuje opiekować się matką, bratem i potrzebuje kogoś, z kim będzie mógł czuć się bezpiecznie. I myślę, że to ty”.

„Naprawdę nie wiem, jak się zachować, kiedy jestem w jego pobliżu” - przyznała Clarisse, a Dusty uśmiechnęła się szeroko.

„Cokolwiek robisz, Słonko, rób to dalej, bo cokolwiek to jest, pomaga”.

„Naprawdę?” – spytała Clarisse zdyszanym głosem, któremu spodobał się ten pomysł.

Nie mogła powiedzieć, że znała Fina bardzo dobrze. Mogła powiedzieć, że jak na dzieciaka, dużo się u niego działo. Czasami wyraz jego twarzy wyglądał tak, jak wyglądał No i jak ona się czuła, kiedy tata i mama wzięli rozwód, a później, kiedy tata wystąpił o pełną opiekę.

Ale gorzej.

Fin nie podzielił się tym, ale pomyślała, że zbyt wiele do udźwignięcia było już to, czym się podzielił.

I naprawdę martwił się tym, co knuła jego ciotka Debbie.

Było beznadziejnym uczucie nie wiedzieć, jak mu pomóc, a jeszcze gorzej było czuć brak jakiejkolwiek mocy, by cokolwiek zrobić. Wiedziała, że ta ostatnia część była dla Fina jeszcze gorsza. Więc to było niesamowite, kiedy udało im się sprowadzić jego ciotkę Dusty do domu, jej tatę i ją połączyć z powrotem, a potem tata wkroczył.

Clarisse może nie być w stanie nic zrobić, ale tata tak.

Fin też o tym wiedział, a ona wiedziała, że mu ulżyło.

Byłoby fajnie, gdyby mogła mu pomóc też w inny sposób.

„Absolutnie” - odpowiedziała Dusty, wyrywając ją z jej myśli.

Clarisse przechyliła głowę na bok. – To nie brzmi jak przysługa, bo już to robię.

„Tak i czy ci się to podoba? Cokolwiek robisz z Finem?”

Clarisse skinęła głową może trochę zbyt entuzjastycznie, ale to tylko sprawiło, że oczy Dusty zaświeciły się w niesamowity sposób. Dusty uśmiechnęła się szeroko, więc Clarisse uznała, że jej skinienie głową jest w porządku.

„Więc rób to dalej, może z wyjątkiem… więcej” - zasugerowała Dusty.

„Więcej?”

„Wpuść go” – poradziła - „Daj mu się poznać”.

Clarisse nie była tego pewna.

„A jeśli nie spodoba mu się to, co zobaczy?” - zapytała ostrożnie.

„Och, spodoba”.

„Jesteś pewna?”

„Słonko, ty jesteś dziewczyną, ja jestem dziewczyną i w klubie dziewczyn, w którym obie się urodziłyśmy, gdybym dała ci złą radę w takiej sprawie, zostałabym wychłostana” - Uśmiechnęła się i dokończyła - „Zasłużenie”.

Clarisse nie mogła nic na to poradzić. To było zabawne, prawdziwe i całkowicie szczere. Więc zachichotała.

A kiedy skończyła, zobaczyła, że Dusty się nie uśmiechała.

Patrzyła na Clarisse z wyrazem twarzy, który sprawił, że serce Clarisse się zatrzymało i wyszeptała - „Oto ona”.

„Kto?” - Clarisse odszepnęła.

Dusty pochyliła się i odpowiedziała - „Ty. Dziękuję, że mi ją dałaś”.

Omójbosze! To było takie miłe.

Clarisse przygryzła wargę, po czym mruknęła – „Uh… nie ma za co”.

Wtedy Dusty Holliday zrobiła coś pięknego. To, co Clarisse czuła od swojego taty przez cały czas. Czasami od No. Czasem od dziadków. Rzadko od matki.

Podniosła rękę, pogłaskała Clarisse po policzku i powiedziała łagodnie - „Powinnaś ją częściej wypuszczać. Twój tata za nią tęskni”.

Wtedy Clarisse wiedziała, czego nie mogła rozgryźć przez długi czas. Wiedziała, co poszło nie tak między nią a jej tatą. Dlaczego ją obserwował. Dlaczego często wzdychał przy niej. Dlaczego zdarzało mu się robić najgorsze i mieć ten wyraz twarzy, kiedy był rozczarowany, że przynosiła do domu złe stopnie albo siedziała przed telewizorem całe popołudnie zamiast odrobić pracę domową.

Zacisnęła usta i starała się nie płakać, bo zniszczyłoby to jej makijaż.

Ale, szczerze mówiąc, ona też tęskniła za tatą.

Usłyszały, jak otwierały się wrota garażu.

Więc Clarisse wyszeptała - „Tata jest w domu”.

Ale wiedziała, że Dusty to wiedziała, a wiedziała to, bo już widziała, jak oczy Dusty zrobiły się ciepłe, a jej usta miękkie. A Clarisse zobaczyła na twarzy Dusty to, co wyczytała w jej pamiętnikach.

Dusty Holliday kochała jej tatę. Niczym bukiety.

A Clarisse Haines to się podobało. Niczym bukiety.

„Tak” - westchnęła, wstała i powiedziała - „Chodźmy się przywitać”.

Clarisse po raz ostatni spojrzała na swój wspaniały makijaż, po czym również wstała.

I z Dusty Holliday poszła przywitać swojego tatę.

*****
CDN.

3 komentarze: