poniedziałek, 28 listopada 2022

9 - Bukiety (cz.1)

 

Rozdział 9

Bukiety (cz.1)

 

 

 

Byłam w stodole, siodłając moją srokatą Moonshine, na jej poranną przejażdżkę. Zabrałam na przejażdżkę wczoraj swoją karą z białą gwiazdą między oczami, Blaise, żeby mogła poznać ukształtowanie terenu. To miała być druga wycieczka Moonshine po farmie i jak zwykle moja córeczka nie mogła się doczekać wyjazdu.

Śpiewałam podczas siodłania. Robiłam to, bo to było to, co robiłam. Robiłam to również dlatego, że miałam piękny bukiet kwiatów w mojej sypialni na farmie. Niespodziewana dostawa dotarła wczoraj po południu z Kwiaciarni Janet. Wszystkie kwiaty były uderzające, w bogatych kolorach. Róże zmieszane z gerberami stokrotkami w przysadzistym, kwadratowym szklanym wazonie.

To było oszałamiające.

Dołączono do niego również notatkę, w której napisano:

Aniołku,

Dzięki, że pozwoliłaś mi spędzić dzisiejszy wieczór z Reesee i No.

Mike

Totalnie spoko. Całkowita klasa. Całkowicie przemyślane. I przysięgam, pisnęłam w środku i znów poczułam się jak dziewczyna, kiedy otworzyłam drzwi do dostawcy trzymającego tę kompozycję i zobaczyłam kartkę z moim imieniem.

Wróciłam do domu w środę po południu. Tej samej nocy pogodziłam się z Mike’m. Udaliśmy się na kolację w czwartek. W piątek były faktyczne urodziny Rees, a Mike zadzwonił do mnie wczoraj rano i poprosił, żebym spotkała się z nim na lunchu u Franka.

Przyjęłam go na tę ofertę, bo już powiedział mi, że ten wieczór należał do Rees, nie tylko dlatego, że były jej urodziny, ale dlatego, że był piątek i w każdy piątkowy wieczór, w który ją miał, był to ich wieczór. W piątkowe wieczory mieli Wieczór Strasznych Filmów z niezdrowym jedzeniem i robili to od lat. Mike nie chciał sprzeciwiać się temu trendowi ze mną na tapecie, ponieważ Rees lubiła spędzać czas ze swoim tatą. Miałam też wyraźne odczucie, że Mike cieszył się tym swoim czasem z córką.

Zgodziłam się, bo nie chciałam być zrzędliwą nową dziewczyną, która wysysałaby cały czas jej taty. Nie wspominając o tym, że miałam cholernie dużo rzeczy do zrobienia, razem z koniecznością dokończenia rozpakowywania i uporania się z moimi piecami i kołem.

Ale ostatnia noc była wyjątkowa. Ponieważ były to urodziny Rees, No miał dołączyć do nich na tej uroczystości. Prawdopodobnie wymieniano się prezentami, konsumowano kupiony w sklepie tort urodzinowy i oglądano horrory. Wiedziałam, że to się skończy późno, bo Mike ostrzegł mnie, że prawdopodobnie nawet nie zadzwoni.

Nie zrobił tego.

Była sobota, a przyjęcie urodzinowe Rees było tego popołudnia o trzeciej u Mike’a, więc przygotowywałam się do tego.

Wczoraj też spędziłam trochę czasu, wychodząc po prezent dla niej. Mike wysłał już No po prezenty z jej listy, więc dał mi ją podczas lunchu razem z zaznaczonymi rzeczami, które on i No jej kupili. Wybrałam coś, co nie wysyłało wiadomości, że próbowałam wczołgać się jej do tyłka, ale nadal było to coś miłego. Potem dorzuciłam kilka drobiazgów tylko dlatego, że byłam w centrum handlowym, ona była dziewczyną, ja byłam dziewczyną, lubiłam dziewczęce pierdoły i nigdy nie miałam dziewczyny, której mógłabym je kupić. Nie takiej, która miała piętnaście lat. Córka Jerry miała sześć lat, a takie dziewczęce bzdury różniły się od tych, które można kupić piętnastolatce.

Miałam cholerną frajdę.

Ale teraz miałam dużo na głowie.

Spotkanie z Audrey było jedną z rzeczy, które na niej były.

To, co robiłam z Rhondą, to inna sprawa.

Aklimatyzowałam się i dawałam jej czas. Ale wkrótce będę musiała zacząć sortować jej gówno. Po prostu nie miałam planu.

Śpiewałam „Trouble” Pink[1], rozglądając się po stodole i zajmując się siodłem Moonshine.

Na naszej farmie był dom z czterema sypialniami i altana opleciona winogronem, którą mój dziadek wybudował dla mojej babci, ponieważ uważała, że było to ładne i lubiła robić wino. Miała też altanę, którą mój tata zrobił dla mojej mamy, żeby mogła zasadzić wisterię, którą tak bardzo kochała. Znajdowała się tam również duża czerwona stodoła z białymi krawędziami i sześcioma boksami dla koni, mimo że od dziesięcioleci nie było tam żadnych koni. Przeważnie zapewniał miejsce do przechowywania starszego sprzętu i rzeczy używanych w domu, takich jak kosiarka samojezdna i, oczywiście, moje konie. W oddali mieliśmy silos zbożowy i stodołę słupową, w której znajdował się nowocześniejszy sprzęt. Kiedy wymienili silos, mój ojciec i dziadek postanowili postawić nowe budynki z dala od domu, aby nie zrujnować estetyki naszego tradycyjnego rodzinnego gospodarstwa.

To była dobra decyzja.

Nasze gospodarstwo było duże, nie tak wielkie jak niektóre gospodarstwa korporacyjne, ale duże jak na rodzinne gospodarstwo. Gospodarstwo mojej rodziny ucierpiało podczas kryzysu tak, jak wszystkie gospodarstwa rodzinne. Gdy sąsiednia farma miała trafić na aukcję została podjęta decyzja, że dodatkowy grunt powstrzyma naszą farmę od tego samego losu, bo banki zamierzały uniemożliwić nam jej zakup w nadziei, że to się stanie. Jeszcze czterysta pięćdziesiąt akrów.

Duży dodatek. Dużo dodatkowej pracy. Ale decyzja okazała się słuszna.

Dodatkowy areał uratował nasze gospodarstwo.

Kiedy byłam młoda, wszystkim, co można było zobaczyć dookoła, były płaskie pola uprawne stanu Indiana. Akry i akry kukurydzy i soi. W oddali widać było białą wieżę ciśnień miasta i kilka budynków. I tyle.

Znajdowaliśmy się w oficjalnych granicach miasta, ale nie w pobliżu samego miasta.

Teraz wokół naszego gospodarstwa były zabudowania mieszkalne. Cztery z nich wtargnęło na naszą posesję. A nasze gospodarstwo było jednym z nielicznych gospodarstw pozostawionych w granicach miasta.

Wciąż padały jak muchy. W ciągu ostatnich trzydziestu lat miasto bardzo się rozwinęło, ponieważ farmy zostały wchłonięte.

Dobrą wiadomością było to, że te zmiany, przynajmniej wokół naszej farmy, były miłe. Były tam wspaniałe krajobrazy, na nich stały jednostki i domy, które zdecydowanie były przeznaczone dla średniej klasy i wyższej-średniej klasy dochodów. Większość z nich była murowana. Wszystkie z nich najwyraźniej mieli żelazne, wielkości tomów regulaminy Wspólnot Mieszkaniowych nadzorowane przez komitety, które rządziły twardą ręką.

To nie było to, co lubiłam, ale dzięki temu okolica była przyjemna.

Ale rozmiar naszej farmy oznaczał, że od wiosny do jesieni było dużo pracy dla jednego człowieka. Zgodnie z tradycją Indiany od wieków, tata pomagał Darrin’owi, dopóki Fin nie mógł pomóc, a potem Kirby, i robili to od najmłodszych lat. Uprawa roli pozwoliła Rhondzie, Darrin’owi i chłopcom wieść przyzwoite życie, ale to życie było bardzo pracowite.

Nie oznaczało to, że Darrin nie robił więcej, aby dać im więcej. Robił. Głównie dlatego, że chciał, żeby mieli więcej, a częściowo dlatego, że był człowiekiem, który musiał być zajęty, a zimą na farmie nie było wiele do roboty. Dlatego każdego roku od listopada do połowy stycznia pracował na pełen etat w dziale sortowni poczty, aby pomagać im w dostarczaniu dodatkowej poczty w okresie świątecznym. Miał też kontrakty z trzema z czterech osiedli mieszkaniowych na odśnieżanie ich ulic, gdyby mieli wysyp opadów.

Wiedziałam, że w chwili, gdy Fina dostał prawko, Darrin namówił go, by pomagał mu to robić, a w tym samym czasie przyjął trzeci kontrakt. Fin wstawał dużo wcześniej i wychodził przed szkołą, aby pomóc tacie odśnieżać. Wiedziałam, że Darrin myślał praktycznie, o życiu na farmie, gdzie dni zaczynają się wcześnie, a posiłki, które je kończą, są ogromne, ponieważ są zajęci i to fizycznie.

Dowiedziałam się dzień wcześniej, kiedy Rhonda powiedziała mi to, że aby nie stracić kontraktów, Fin zmusił Kirba do pracy, a trzy razy, kiedy padał śnieg od śmierci Darrina, wyszli i go odgarnęli.

To nie było dobre. Nie wiedziałam, czy deweloperzy nie dowiedzieli się tego, że Darrin zmarł, a ich ulice oczyszczało dwóch nieletnich. Lub może byli po prostu mili i zamierzali zrzucić kontrakt z Holliday w przyszłym roku, bo nadchodziła wiosna, a Holliday’owie nie potrzebował złych wiadomości po złych wiadomościach. I nie martwiłam się o Fina, ponieważ Fin był odpowiedzialny, Fin miał prawo jazdy i Fin robił to ze swoim tatą.

Martwiłam się tym, że Rhonda powiedziała mi, że Fin wyciągnął Kirba z łóżka o trzeciej nad ranem, godzinę wcześniej niż zaczynał Darrin, bo Kirb nie miał praktyki. Powiedziała mi też, że zrobienie tego wszystkiego bez doświadczenia Darrina oznaczało, że wszystkie trzy razy spóźnili się do szkoły o godzinę i musiała ich usprawiedliwiać.

Nie widziała w tym nic złego, a to nie były moje dzieci, więc nie byłam pewna, czy miałam coś do powiedzenia.

Mimo to widziałam, że coś jest z tym nie tak i miałam nadzieję, że znowu nie będzie padać. Ale gdyby tak było, potrzebowałam Fina, żeby dał mi lekcję obsługi sprzętu do odśnieżania, bo Kirby nie miał nawet piętnastu lat i żaden z nich nie powinien spóźniać się do szkoły.

A Rhonda była czterdziestotrzyletnią kobietą, której cała historia pracy obejmowała pracę w niepełnym wymiarze godzin za ladą w Mimi’s Coffee House przez ostatnie trzy lata. Teraz miała wolny czas, nie miała męża, miała dwóch chłopców, którzy wkrótce mieli zająć się swoimi sprawami, a ona musiała się wtrącić, by zapewnić im jedzenie, ubranie i godne życie.

Nadszedł czas, by stała się dojrzałą kobietą.

Po prostu nie wiedziałam, skoro Rhonda była Rhondą, jak ją do tego miałam skłonić.

Westchnęłam i zadzwoniła moja komórka.

Wyciągnęłam go z kieszeni kurtki i uśmiechnęłam się do wyświetlacza.

Potem zdjęłam rękawiczkę, uderzyłam kciukiem w ekran i przyłożyłam ją do ucha.

„Dzień dobry, przystojniaku”.

„Hej, Aniołku” – przywitał się Mike, zanim od razu przeszedł do rzeczy - „Mamy kryzys”.

Mrugnęłam. Dopiero co była ósma rano, jak mogło dojść do kryzysu?

„Jakiego kryzysu?” - spytałem.

„Myślę, że powiedziałem ci, że Audrey i ja nie rozmawiamy”.

To nie zaczynało się dobrze.

„Tak?”

„Cóż, to oznacza, że jej część urodzinowej imprezy zostawiłem Reesee, aby przeszła z mamą”.

Miałam rację. To nie zaczynało się dobrze.

„I?” - podpowiadałam.

„Właśnie dostałem telefon z Indianapolis PD, że złapali głównego podejrzanego w wielu sprawach, niektóre z nich wydarzyły się w miasteczku, wszystkie w tu były moje i muszę jechać do Indy. Co nie było dobrze, skoro poprosiłem Reesee, żeby zadzwoniła do jej mamy i potwierdziła, że zabezpiecza swoją część urodzinowego koncertu, czyli tort i dekoracje. Reesee zadzwoniła, a Audrey powiedziała, że zupełnie zapomniała, że ma dzisiaj coś, czego nie może przegapić, co oznacza, że może to zrobić, ale nie może wykorzystać następnych sześciu godzin, żeby cholernie upiec pieprzony tort, zabrać swoją dupę do sklepu z gównem na imprezy, żeby kupić jakieś pieprzone dekoracje, a potem przywieźć je tutaj o drugiej, żeby je cholernie powiesić i rozstawić jebane jedzenie”.

Kiedy jego język pogorszył się podczas tej recytacji, pomyślałam, że jego nastrój też się pogorszył.

Nie skończył.

„Oczywiście, to zdenerwowało Reesee. Jest zraniona i ukrywa to będąc wkurzoną. Chce wszystko odwołać. No zaoferował mi dzisiaj zdobycie jedzenia i może załatwić dekoracje, ale Reesee jest wściekła i twardo chce to zapakować. Co roku, odkąd skończyła pięć lat, urządzam przyjęcie urodzinowe dla mojej córki. To nie będzie rok, w którym tradycja się skończy, bo Audrey ma łeb w dupie. Nie wiem, jak długo będę w Indy, więc nie wiem, czy zdążę z tym dodatkowym gównem na czas, włączając w to dekorowanie domu, a zdecydowanie nie mogę upiec pieprzonego tortu. Po pierwsze, nigdy w życiu nie upiekłem ciasta. Po drugie, to była specjalność jej mamy. Jedyną rzeczą, jaką Audrey zawsze robiła jako dobra mama, było robienie świetnych pieprzonych ciast na urodziny dzieci. To będzie pierwszy raz od piętnastu lat, kiedy moja dziewczyna go nie dostanie” - Zrobił pauzę i wiedziałam, że przygotowuje mnie tą pauzą, zanim dokończył cicho - „Przepraszam, kochanie. Aby ocalić dzień mojej dziewczyny, musisz działać”.

O rany, potrzebował mnie, żebym robiła mamie rzeczy z Clarisse.

Już.

Nie, to nie było w porządku. Ponieważ Clarisse miała frajerkę za mamę, Clarisse potrzebowała mnie.

„Racja” - powiedziałam do Mike’a – „Daj mi pięć sekund na opanowanie impulsu, by wytropić twoją byłą żonę i wbić jej trochę rozsądku. Następnie wyjdź i otwórz tylną bramę. Będę za chwilę”.

Nastąpiła chwila ciszy, zanim usłyszałem ciche - „Dzięki, Aniołku”.

„Nie ma problemu, kochanie”.

Potem zapytał: „Umiesz piec?”.

„Nie tylko wiem, jak piec, ale potrafię udekorować ciasto jak gówno”.

Słyszałam, jak Mike zachichotał, zanim zachwycił mnie, mówiąc - „Opanuj swój impuls przemocy i chodź tutaj. Domyślam się, że twoje wkroczenie poprawi dzień Reesee. Dużo o tobie mówiła zeszłej nocy. Wszystko dobrze”.

„Mówiła?” – zapytałem i wszystko zabrzmiało jak dyszenie.

Mike usłyszał oddech, przeczytał go, spodobał mu się, a jego głos był cichy i ciepły, kiedy odpowiedział - „Tak. Pierwszy raz od dłuższego czasu miałem Reesee, którą znam od lat. Podobała jej się twoja kurtka. Twój pasek. Twoje buty. Twój lakier do paznokci. Twoja biżuteria. Dźwięk twojego głosu. Twoje włosy. I sposób, w jaki poradziłaś sobie z Finem, ponieważ, jak jej się wymknęło, Fin jest zdenerwowany po śmierci swojego taty, ale nie chce tego okazać”.

Myślałem, że pierwsza część tego była niesamowita, ostatnia trochę interesująca. Pomyślałam, że mój siostrzeniec i jego córka połączyli się, ale nie znałam poziomu. Teraz miałam pewien ogląd.

„To wiele rzeczy, które lubiła” – zauważyłam.

„Tak” - I to słowo też było ciche i ciepłe.

„Dobrze, Słonko, otwórz bramę. Niedługo przyjadę, żeby uratować sytuację”.

To wywołało u niego kolejny chichot - „Do zobaczenia wkrótce, Aniołku”.

„Wkrótce, Mike”.

Nacisnęłam przycisk rozłączania, wepchnęłam telefon do kieszeni, ponownie założyłam rękawiczkę i skończyłam siodłać Moonshine. Wyprowadziłam moją córeczkę ze stodoły, zamknęłam wrota, żeby nie zmroziło Blaise’a, przerzuciłam nogę na grzbiet konia i puściłam ją luzem, galopując przez krótką przestrzeń od wiejskiego domu do otwartej bramy, która miała siedem cali, trafiając w środek.

Tam razem z Moonshine wygalopowałyśmy prosto na małe tylne podwórko Mike’a, gdzie zatrzymałyśmy się.

Zsiadałam, kiedy tylne drzwi się otworzyły i wyszli wszyscy troje członkowie rodziny Haines’ów, dwaj mężczyźni uśmiechali się szeroko, a kobieta gapiła się. Niedostępność stała się wspomnieniem, usta Clarisse były otwarte.

Przyszedł z nimi pies Mike’a, golden retriever, skoczył prosto w stronę Moonshine i wyraźnie dygotał z podekscytowania tym bezprecedensowym obrotem wydarzeń.

„Jezu, Dusty” – zawołał Mike, a jego głos wibrował od śmiechu.

„Całkowicie… cholernie… fajnie!” - krzyczał No.

Rees tylko się na mnie gapiła, kiedy prowadziłam Moonshine i skaczącego retrievera na tylny ganek.

„Hej, ludziska” – przywitałam się.

Mike skrzyżował ręce na piersi, jednocześnie wybuchając śmiechem.

„Layla, chodź tu, dziewczyno! Tutaj, dziewczyno! Z dala od wielkiego, parskającego konia na podwórku” – No zawołał psa, klepiąc się po udach, a jego słowa jak jego taty wibrowały śmiechem.

Layla. Clapton. Świetne imię.

Uśmiechnęłam się z aprobatą do Mike’a, który uśmiechał się i wciąż chichotał ze mnie.

Potem spojrzałam na Rees - „Weź swoją kurtkę, Słonko. Ty i ja wybieramy się na zakupy dekoracji i upieczemy ciasto”.

Zamrugała, gdy zapytała - „Wybieramy się?”

Miłe. Mike oddał mi dobrą część podzielenia się wiadomościami.

„Tak” – odpowiedziałem - „Jedźmy. Pojedziesz ze mną z powrotem na farmę, żebym mogła przebrać się z końskiego ubioru i możemy jechać”.

„Jadę konno?” - zapytała.

„Tak” - odpowiedziałam, po czym spojrzałam na Mike’a, który wciąż się do mnie uśmiechał. To był inny uśmiech. Lepszy – „Musisz tu chwilę poczekać, kochanie. Podsadzisz ją na grzbiet Moonshine”.

„Mogę to zrobić” - mruknął Mike i odwrócił się do swojej dziewczyny - „Weź kurtkę, Słonko”.

Odwróciła się w jego stronę i skinęła głową. Potem wpadła do domu, cała jak podekscytowana nastolatka.

O tak, niedostępność zniknęła.

„Czy mogę się kiedyś przejechać?” - zapytał No, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam, że ledwo trzyma za obrożę niepowstrzymaną Laylę.

„Jeździłeś?” - zapytałam z powrotem.

„Nigdy” - odpowiedział.

„Chcesz lekcji, mam dwa konie. Po prostu przyjdź, a załatwimy ci jedną”.

„Niesamowite” – westchnął.

Uśmiechnęłam się.

„Rees też?” - zapytał.

„Jak tego zechce, moje konie potrzebują ruchu. Wyświadczylibyście mi przysługę”.

„Superowo!” - wykrzyknął.

Zobaczyłam to wtedy. Jego chłopięcy entuzjazm. Fin przestał się tak zachowywać co najmniej rok temu.

„Zabierz Laylę do domu, No, dobrze?” - zapytał Mike.

„Jasne, tato” - odpowiedział No, spojrzał na mnie, prowadząc wciąż podekscytowaną Laylę do drzwi i wołając - „Do zobaczenia później, Dusty”.

„Później, Słonko”.

Powiedziałam to i już ich nie było.

Mike szedł z tarasu w moją stronę.

Potem był przy mnie i wiedziałam, że prawdopodobnie nie mieliśmy dużo czasu, bo kiedy tam dotarł, położył mi ciepłą dłoń na szyi i pochylił głowę, ale tylko po to, by musnąć moje usta. I wiedziałam, że to dostałam, ponieważ nie chciał, żeby jego dzieci przyłapały go na dawaniu mi więcej, ale jego oczy wyraźnie wskazywały, że chciał mi to dać.

„Oboje moje dzieci kochają zwierzęta. Rees właśnie przeszła z piekła w siódme niebo” – wyszeptał, na szczęście nie ruszając ręką.

„Doskonale” – odszepnęłam.

Światło w jego oczach, które było pozostałością rozbawienia, zgasło, ale ogrzały się w sposób, który sprawił, że okolice mojego serca również się rozgrzały.

„Dziękuję ci, Aniołku” - Wciąż szeptał, ale słowa płynęły prosto z serca.

„W każdej chwili, Słonko” - też nadal szeptałam.

Ścisnął mnie ręką i tylne drzwi się otworzyły. Straciłam jego rękę, gdy Mike odsunął się na bok, odwrócił i spojrzałam na Rees. Miała na sobie atrakcyjną, jasnoróżową, sztruksową kurtkę, beżowy puszysty szalik owinięty wokół szyi, przez co jej gęste, wspaniałe włosy były puszyste, jakby były ułożone do sesji zdjęciowej, pasujące mitenki i pod ramieniem śliczną małą torebkę z krótkim paskiem.

„Gotowa?” - spytałam.

„Tak” – odpowiedziała cicho.

Otrzymując wskazówkę w czwartek wieczorem i tego ranka, że publiczne okazywanie uczuć między nami było czymś, co Mike chciał stopniowo przedstawiać swoim dzieciom, wyciągnęłam rękę, złapałam go za dłoń i ścisnęłam. Ścisnął z powrotem. Puściłam i wspięłam się na Moonshine.

Siedząc na koniu, obserwowałam z niemałą fascynacją, jak Mike podnosił swoją piętnastoletnią córkę w ramionach, jakby miała cztery lata, i wsadził ją na konia za mną.

„Do zobaczenia później” - zawołałem do Mike’a, który cofał się, gdy obracałam Moonshine.

„Później, tato!” – zawołała Rees, jej głos był głośniejszy i żywszy niż kiedykolwiek od niej słyszałam.

„Później” – odkrzyknął Mike i wyprowadziłam Moonshine.

Kiedy opuściliśmy bramę, przekręciłam głowę i powiedziałam - „Trzymaj się trochę mocniej, Rees. Dam Moonshine trochę luzu”.

Trzymała się mocniej i zadała pytanie, angażując mnie po raz pierwszy - „Ma na imię Moonshine?”

„Tak” – odpowiedziałam, kiedy przeszliśmy ze stępa do galopu.

„To fajne” – zarządziła.

„Dziękuję. Mój drugi koń ma na imię Blaise”.

„Niesamowite” - mruknęła, gdy przeszłyśmy z Moonshine ze stępa do łagodnego galopu.

Nie byłam zaskoczona, gdy zbliżyliśmy się do domu i ujrzeliśmy Fina wychodzącego tylnymi drzwiami, chłopaka ze wsi w jego zajebistej jeansowej kurtce na podbiciu z owczego włosia.

Pewnie widział, jak jechałam do Mike’a. Z pewnością widział ładunek, który wiozłam, kiedy wracałyśmy.

Zwolniłam, gdy się do niego zbliżyłam i wpadł mi do głowy pewien pomysł.

I, jak zwykle, złapałam to, a potem poszłam z tym.

Zatrzymałam się obok Fina, który spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał na Rees.

„Hej, Rees” – przywitał się.

„Hej, Fin” - powiedziała cicho.

Ponieważ jak mój brat mnie kochał, zabierał swoją rodzinę tam, gdzie byłam przynajmniej raz do roku, ale często dwa razy. Zwykle było to Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie lub moje urodziny. Ponieważ miałam konie tak długo, odkąd było mnie na nie stać, oznaczało to, że Finley i Kirby jeździli na nich od małego. A kiedy podrośli, dostawali lekcje od cioci Dusty. Obaj wzięli się do nich, mając naturalne siedzenia.

Fin mógł całkowicie zabrać Moonshine i Rees na przejażdżkę, podczas gdy ja zajmowałabym się przygotowaniami do przyjęcia urodzinowego piętnastoletniej dziewczyny o kilka godzin wcześniej, niż planowałam.

Dlatego zapytałam - „Fin, Słonko, Moonshine potrzebuje się rozruszać i muszę wejść i przygotować się do zabrania Rees do miasta. Będzie dla niej nudno spędzać czas, podczas gdy ja będę robić makijaż i tak dalej. Czy możesz wyświadczyć mi przysługę i zabrać je na przejażdżkę?”

Twarz Fina przybrała wyraz, którym starałam się nie przestraszyć, biorąc pod uwagę, że gdyby Mike to zobaczył, złapałby swoją córkę i zamknął ją gdzieś w piwnicy albo prawdopodobnie natychmiast zastrzeliłby Fina swoją służbową bronią.

„Jasne” - odparł swobodnie Fin.

Swobodnie mój tyłek.

Stłumiłam uśmiech i odwróciłam się, by spojrzeć na Clarisse, która patrzyła na Fina, jakby chciała polać go sosem czekoladowym i zjeść.

O rany, zdecydowanie powinnam była przemyśleć swoją decyzję.

Mimo to miałam to, poszłam z tym i oto byłam.

„Zgodzisz się, Rees?” - zapytałam.

Oderwała wzrok od Fina i spojrzała na mnie.

„Uh… jasne” – odparła cicho.

„Świetnie” - powiedziałam, przerzuciłam wodze Finowi, który złapał je z łatwością, i przekręciłam moją nogę do przodu. Wyciągnęłam drugą stopę ze strzemienia, skręciłam w ostatniej chwili i używając głowy siodła, by zapanować nad upadkiem, fachowo ześlizgnęłam się po boku Moonshine.

Fin natychmiast się poruszył, ale złapałam go za przedramię.

Spojrzał na mnie z góry, a ja podeszłam bliżej, odchylając głowę do tyłu i utrzymując jego wzrok w niewoli.

„Cenny ładunek, Fin” - szepnęłam bardzo cicho.

„Wiem” - odszepnął tak samo, a moje palce zacisnęły się wokół jego przedramienia.

„Wiem, że wiesz, Słonko - Podążałem szeptem - „I dobrze byłby dać jej też do zrozumienia, że o tym wiesz”.

Kiedy patrzył w moje oczy, jego zapłonęły czymś, co mi się podobało i to sprawiło, że mój żołądek lekko się przewrócił.

Widziałam to już wcześniej przez wiele lat, ale byłam oszołomiona, widząc to tak wcześnie od Fina.

Oczy Darrina płonęły w ten sposób, kiedy patrzył na Rhondę. Za każdym razem, gdy na nią patrzył, kiedy była Rhondą i wychodziły na jaw jej dziwactwa. Darrin nie kochał swojej żony pomimo jej dziwactw. To one go do niej przyciągały. Mój brat był mężczyzną, który miał głęboki instynkt opiekuńczy. Tak głęboki, że miał go tony do rozdania. Więc znalazł sobie kobietę, która go potrzebowała, kobietę, którą mógł chronić na co dzień, a także kochać. Kobieta, o którą mógł się opiekować.

Nie sądziłam, by Rees była jak Rhonda.

To, co wywnioskowałam z tego błysku w oczach mojego siostrzeńca, to to, że był jak Darrin.

Lubił Rees i nie pozwoliłby, by stała jej się jakakolwiek krzywda, ale co więcej, był zachwycony, że miał okazję to zademonstrować.

Całkowicie, całkowicie kochałam mojego siostrzeńca. Wiedziałam o tym od chwili, gdy się urodził. Ale cieszyłam się z tego wtedy, patrząc mu w oczy, ponieważ to pozwoliło mi zrozumieć, że Darrin tak naprawdę nie był martwy, bo ta jego część była żywa w jego synu.

Pokiwał głową.

Zamiast płakać, uśmiechnęłam się.

Potem puściłam go i odsunęłam się, wołając - „Daj mi czterdzieści pięć minut do godziny. Tak?”

Fin poprawiał strzemiona do swojego dodatkowego wzrostu i mruknął - „Tak”.

Spojrzałam na Clarisse i zobaczyłam, że patrzyła na Fina, jakby nie był Finleyem Holliday’em poprawiającym strzemiona przy siodle, ale hollywoodzką gwiazdą filmową ćwiczącą bez koszulki z ciężarami.

Kiedy Fin skończył, bez zwłoki włożył but w strzemię, położył rękę na siodełku przed Rees i usadził się za nią, jakby robił to każdego dnia w swoim życiu.

Clarisse wyraźnie zadrżała, a jej usta rozchyliły się.

To mój chłopak, pomyślałam, szczerząc się jak szalona, bo nie mogłam przestać.

Fin otoczył ramieniem Clarisse, a ona przygryzła wargę. Stłumiłam chichot.

„Później, ciociu Dusty” – powiedział do mnie.

„Tak… uch, później, Dusty” - dodała Rees.

„Później, ludziska” - odpowiedziałem, po czym usłyszałam, jak Fin cmoknął językiem o zęby, gdy wbił obcasy w moją córeczkę i zaczęła iść.

Zostałam tam, gdzie byłam i patrzyłam, jak Fin omijał stodołę. I zostałam tam, gdzie byłam i wstrzymałam oddech, gdy Fin nachylił się lekko klatką piersiową do pleców Rees, przyciskając ją do przodu, jego ramię zacisnęło się, a pięty wbiły.

Patrzyłam, jak galopowali przez ugory.

Dopiero wtedy zwróciłam się w stronę domu.

*****

cdn.

4 komentarze: