Rozdział 14
Uzdolniona (cz.2)
*****
Wściekły
Mike chwycił swoją kurtkę, włożył ją i przeszedł korytarzem.
No,
Rees i Fin oglądali telewizję. Zjadł pizzę ze swoimi dziećmi, a potem Rees
dostała SMS-a od Fina i zapytała, czy może wpaść. Mike powiedział, że tak. Fin
przyszedł, Mike dał mu swoje zwykłe ostrzeżenie wzrokiem, po czym poszedł do
swojego biura, aby przeczytać testament Darrina Holliday’a.
Teraz
musiał dostać się na farmę, porozmawiać z Dusty i Deanem, zdobyć domowy numer
Debbie i wpieprzyć jej w pieprzony tyłek.
Co
oznaczało albo wyrzucenie Fina, albo pozostawienie jego córki z jej nowym
chłopakiem, tylko z jej prawie siedemnastoletnim bratem jako przyzwoitką.
Chciał
wyrzucić Fina. To był instynkt, który miał tylko dlatego, że był tatą.
Ale
wkraczając do swojego salonu, wiedział, że tego nie zrobi. I nie zamierzał tego
robić, bo kochał swoją córkę, było wcześnie, właśnie dochodziła ósma, a ona
lubiła przebywać ze swoim chłopakiem. Co więcej, Mike nie zamierzał tego robić,
bo jej chłopak właśnie stracił tatę, a Mike wiedział, że Fin miał coś dobrego z
bycia z jego dziewczyną. Alternatywą dla niego było bycie w domu oszołomionym
żalem i z mamą, która próbowała ogarnąć jego gówno swoją słabością.
Kurwa.
„Idę
na farmę” – oznajmił, cała trójka dzieci spojrzała na niego ze zdziwieniem na
twarzach, ale Mike spojrzał tylko na No - „Wszyscy, łącznie z tobą, zostają w
tym pokoju lub w kuchni. Jestem zrozumiany?”
Twarz
No stała się pełna zrozumienia, a w jego oczach rozbłysło żartobliwe światło.
Mike wyraził się jasno i prawdopodobnie Rees i/lub Fin zamierzali złapać trochę
gówna od No.
To
było dobre. Brak rozdawania gówna oznaczałby, że musieliby sobie z tym
poradzić, zareagować na to i mieliby mniej czasu na znalezienie sposobów na
wpadnięcie w coś, co Mike uznałby za kłopoty.
„Tak,
tato” – mruknął No.
Mike
przesunął wzrokiem na Fina i Rees, którzy siedzieli blisko, ale nie przytulali
się na kanapie.
Nie
miał pojęcia, czy przytulanie zacznie się, gdy wyjdzie, biorąc pod uwagę, że No
tam był. Wątpił w to, biorąc pod uwagę, że No wskoczyłby na to szybciej, niż
mogliby mrugnąć. Ale też prawdopodobnie nigdy by się nie dowiedział. Co było
dobre.
Bez
słowa poszedł w kierunku tylnych drzwi, ale został zatrzymany, gdy usłyszał
wołanie Fina - „Panie Haines?”
Odwrócił
się i spojrzał Finowi w oczy. Twarz Fina była pusta, ale jego oczy były
intensywne.
„Wszystko
w porządku na farmie?” - zapytał Fin, a Mike nie spuszczał z niego wzroku.
Był
zmartwiony, dobrze to ukrywał, ale nadal był zaniepokojony.
Jezu,
w połowie przypadków, gdyby Mike nie wiedział, pomyślałby, że ten dzieciak miał
trzydzieści pięć lat, a nie siedemnaście.
„Tak,
Fin. Wszystko w porządku. Powiem ci, kiedy wrócę” - odpowiedział Mike.
Fin
podniósł brodę.
Całkowicie
trzydzieści pięć. Jezu.
Mike
nie wiedział też, co z tym zrobić.
Wyszedł
drzwiami, zszedł na taras, przeszedł przez podwórko i wyszedł tylną bramą.
Podczas krótkiego spaceru w chłodnym powietrzu próbował pozbierać się do kupy.
Debbie
nie była tylko suką, ta suka była suką.
Mike
miał rację.
Darrin
nie był głupcem, a siostra go nie wykołowała.
W
testamencie znajdował się długi, szczegółowy kodycyl, który stwierdzał, że nie
tylko nie można było podzielić ziemi, ale także nie można było podejmować
decyzji w sprawie jej sprzedaży ani żadnych zmian dokonywanych na ziemi lub w
niej, dopóki Finley Declan Holliday nie osiągnie pełnoletności, by mógł
uczestniczyć w tych decyzjach.
Co
więcej, dziedzictwo, które Deborah i Dusty Holliday otrzymały po śmierci ich
brata, nie polegało na równym podziale ziemi, jej struktur i majątku. Nawet nie
cholernie blisko. Wystarczyło, aby pomagały we wszelkich decyzjach, które Fin,
jako młody dorosły, mógłby podjąć, i aby miały wpływ na rodzinną spuściznę.
Stwierdzono ponadto, że Fin miał prawo wykupić je w dowolnym momencie, ale Fin
lub Kirb byli jedynymi osobami, które miały to prawo. Farma nie opuściłaby
rodzinnych rąk, chyba że Fin lub Kirb staliby się bezpośrednimi właścicielami
całej ziemi, gdyby wykupili udziały swoich ciotek i innych, i podjęli tę
decyzję w dorosłym życiu.
Z
jakiegoś powodu Darrin zostawił Finleyowi większość ziemi. Dziedziczenie Kirby’ego
nie równało się majątkowi, który odziedziczył Finley, co obejmowało większość posiadłości,
dom, budynki gospodarcze i wyposażenie.
Prawdopodobnie
w celu złagodzenia tego, co mogło wydawać się ciosem, Darrin zostawił swojemu
młodszemu synowi pokaźną sumę pieniędzy, którą w jakiś sposób zgromadził. Gdyby
Darrin przeżył tyle lat, ile powinien, te pieniądze byłyby znaczne. Nawet jeśli
tak się nie stało, daleko temu było do gówna.
To
była sprytna sztuczka i dała Kirby’emu możliwość wykupienia jego dziedzictwa i
pracy nad nim z bratem lub zainwestowania we własną przyszłość, podczas gdy
jego brat w większości otrzymał swoją.
A
majątek pieniężny Kirby’ego został oddany w ręce jego ciotki Dusty, by
zarządzała nim do osiemnastego roku życia, gdyby poszedł do college’u, z
zastrzeżeniem, że był on przeznaczony wyłącznie na zdobycie dyplomu
uniwersyteckiego. Jeśli Kirby nie poszedłby do college’u, nie otrzymałby spadku
przed ukończeniem dwudziestego piątego roku życia, chyba że chodziłoby o zakup
ziemi, na której miał pracować jego brat.
Jak
podejrzewał Mike, Darrin nie był głupi. Wiedział, że życie to życie, wszystko
może się zdarzyć, i znał graczy w życiu swoich dzieci, gdyby coś mu się stało.
Dlatego, jak każdy dobry rodzic, włożył ogromną ilość przezorności w upewnienie
się, żeby interesy jego synów były traktowane tak sprawiedliwie, jak tylko
mógł.
Dlaczego
nie podzielił się tym z Rhondą, która najwyraźniej nie miała pojęcia, Mike nie
miał pojęcia.
Mike
mógł się domyślić, dlaczego Debbie bezczelnie skłamała na temat treści
testamentu, a jego domysły cholernie go wkurzyły.
Dlatego
Mike poniósł spektakularną porażkę w pozbieraniu się do kupy, zanim podniósł
rękę i zastukał kostkami palców w frontowe drzwi domu Holliday’ów.
Drzwi
otworzyła Della Holliday, mama Dusty.
„Mike!”
- wykrzyknęła, uśmiechając się na powitanie i natychmiast odsunęła się na bok -
„Co za cudowna niespodzianka”.
Mike
zawsze lubił Dellę. Z drugiej strony, z wyjątkiem Debbie (a dopiero niedawno
jego wrogość do niej wzrosła), zawsze lubił całą rodzinę Holliday’ów.
„Della”
– mruknął, wchodząc. Zamknęła drzwi, odwróciła się do niego, a on nie zwlekał -
„Potrzebuję zamienić słowo z Deanem, Dusty i sobą. Kiedy to zrobimy, możecie
zdecydować, jak i czy podzielicie się z Rhondą tym, co mam do powiedzenia”.
Chmura
przemknęła po jej twarzy, zobaczył to, nie spodobało mu się to i złożył ją
prosto na ramionach Debbie dokładnie tam, gdzie było jej miejsce.
„Mike,
synu, czemu zawdzięczamy ten zaszczyt?” - Mike usłyszał coś za sobą i odwrócił
się, by zobaczyć Deana wychodzącego z salonu z uśmiechem na twarzy.
Dobrą
wiadomością, którą Dusty już się podzieliła, było to, że ani Dean, ani Della nie
patrzyli podejrzliwie na Mike’a z ich najmłodszą córką po tym, jak był ze
starszą. Poprzedniego wieczoru on i jego dzieci poszli na kolację do domu
Holliday’ów i było przyjemnie. Dusty nadała ton, będąc głównie wariatką,
częściowo żartobliwą ciocią, a na koniec nową dziewczyną ojca, która była fajna
dla jego dzieci. Cieszyła się jak cholera, że jej rodzice tam byli i nie
ukrywała tego, co sprawiło, że atmosfera była lekka i prawie nadawała uroczysty
charakter. Sprawy poszły na marne dopiero po rozpoczęciu rodzinnej rozmowy i
udostępnieniu informacji na temat McGrath’a.
Więc
powitanie zostało przedłużone ostatniej nocy. Nie miał nikogo do przekonywania.
Wszystko było dobre.
Niestety
cała reszta była zła.
„Chciałbym
móc powiedzieć, że przyszedłem na piwo i przekąski, Dean” - powiedział mu Mike –
„Ale Dusty dała mi dziś podczas lunchu testament Darrina. Właśnie go
przeczytałem i jest kilka rzeczy, o których musicie wiedzieć”.
Twarz
Deana stężała, jego oczy błysnęły do żony, a potem otworzył usta i zagrzmiał -
„Dusty! Zejdź na dół! Mike jest tutaj!”
Zadowalająco
szybko Dusty pojawiła się na szczycie schodów. Jak to Dusty, zrobiła to jeszcze
lepiej, bo zrobiła to z twarzą pełną uśmiechu.
Bez
słowa poddała się próbom Mike’a, by stopniowo dodawać ją do życia jego dzieci.
Będąc sobą, naturalną, swobodną, otwartą, zabawną dla jego dzieci i nie
narzekającą na to, że nawet w ich związku, który w większości był nowy, w
którym było dobrze, było intensywnie, a ich więź szybko się umacniała, nie miała
go w każdej wolnej minucie jego dnia. Z drugiej strony, nawet jako dziecko, w
przeciwieństwie do swojej siostry, nie miała nic przeciwko dzieleniu się z
ludźmi, na których jej zależało.
„Hej,
kochanie” – przywitała się, na wpół zjeżdżając, na wpół skacząc po schodach jak
nastolatka. Jej długie włosy kołysały się wokół jej ramion, jej kończyny były rozkiwane,
jej oczy nigdy go nie opuszczały, a uśmiech nie schodził z jej twarzy.
„Hej”
– odpowiedział Mike, odwzajemniając uśmiech.
„Gdzie
Rhonda?” – zapytał Dean, kiedy była cztery stopnie od podłogi, a głowa Dusty
odwróciła się w stronę jej taty.
„Sypialnia”
- wymamrotała, docierając w dół schodów, a następnie bezpośrednio docierając do
Mike’a, odchylając głowę do tyłu, przyciskając swoje miękkie ciało do jego
boku, dłoń do jego brzucha, wspinając się na palce u nóg, zapraszając go do
pocałunku. Pochylił głowę, obejmując ją ramieniem i podał jej. Musnął jej usta
i, kiedy podniósł głowę, zobaczył rozczarowanie błyska w jej oczach. Podobało
mu się to, powód tego, ale nie zamierzał tego łagodzić.
Stopniowo
wprowadzał także do życia swoich dzieci przejawy uczucia wobec swojej kobiety.
Nie chciał iść zbyt szybko i przestraszyć ich lub wyłączyć, zwłaszcza biorąc
pod uwagę, że oboje zbliżali się, i to szybko, do Dusty. Prawdę powiedziawszy,
nigdy nie zamierzał ich otworzyć na to, jak Mike i Dusty byli razem, kiedy byli
tylko Mike i Dusty. Głównie dlatego, że było to niegrzeczne w stosunku do
kogokolwiek, a już na pewno do twoich dzieci. W rzadkich dobrych chwilach,
które mieli, nie wahał się przytulać, dotykać, całować lub trzymać Audrey, ale
poza tym nie. Jednak właśnie tam celował ze swoimi dziećmi i Dusty.
Dusty
nie miał takich skrupułów i prawdopodobnie mógłby dodać język tuż przed jej
matką i ojcem, a ona by się tym nie przejęła.
On
jednak by się tym przejął.
Uśmiechnął
się do niej.
Przycisnęła
się bliżej i przewróciła oczami.
Jego
uśmiech się pogłębił.
„Kirb?” – warknął jej ojciec, wymawiając
jedną sylabę, a Mike poczuł, jak ciało Dusty drży z zaskoczenia w zgięciu jego ramienia,
gdy jej głowa odwróciła się w stronę taty.
Staczając
się z powrotem do płaskich stóp, ale trzymając ciało blisko jego, odpowiedziała
- „Pokój Fina. Oglądaliśmy telewizję”.
Dean
skinął głową, po czym rozkazał - „Salon”.
Bez
zwłoki obrócił się na pięcie w skarpetkach i wkroczył do środka.
Della
poszła za nim.
Dusty
przycisnęła się jeszcze bliżej.
„Co
się dzieje?” - wyszeptała.
„Czytałem
testament Darrina” – odszepnął Mike.
„O
cholera” – szeptała, jej wzrok skanował jego twarz w poszukiwaniu wskazówek.
„Święta
racja” – odparł Mike.
Zmrużyła
oczy i zmarszczyła nos. To był poważnie wkurzony wyraz jej twarzy, jak się domyślił,
biorąc pod uwagę, że nigdy wcześniej go nie widział.
Jeśli
to ją wkurzyło, to oboje mieli kłopoty. Myślała, że był gorący, kiedy był
wkurzony. On uważał, że wyglądała uroczo.
Poprowadził
ją do salonu i znaleźli stojącego tam Deana i Dellę siedzącą na poręczy fotela,
załamującą palce obu dłoni. Mike puścił Dusty, po czym odwrócił się i zasunął
za sobą przesuwane drzwi.
Dusty
usiadła jak jej matka na poręczy kanapy.
Mike
wszedł do pokoju i skrzyżował ręce na piersi.
Dał
im to prosto, ale dokładnie.
Kiedy
skończył, Della spuściła głowę. Z nieruchomymi rękami na kolanach była obrazem
matki, która zastanawia się, gdzie popełniła błąd.
Z
drugiej strony Dean był czerwony na twarzy i wyglądał, jakby miał zaraz
eksplodować. Był obrazem ojca, który chciałby, żeby jego córka była trzydzieści
lat młodsza, żeby nadal mógł sklepać jej tyłek.
Dusty
miała podniesioną głowę, ale była odwrócona i odwracała wzrok. Jej twarz z
profilu była zamyślona, ale jej myśli były łatwe do odczytania – ból,
dezorientacja, złość zmieszana z ulgą.
„Dlaczego
miałaby to zrobić?”
To
przyszło od Delli. Było szeptane, zranione, zdumione.
Dusty,
co Mike był lekko zaskoczony, nie przyskoczyła nad tym z uszczypliwymi
komentarzami, wykorzystując złotą okazję, by głębiej zatopić ostrze zdrady ich
córki, wskazując, że może to było bardziej rażące wykroczenie, ale zachowanie
nie było rzadkością. Coś, czego Debbie nie zawahałaby się zrobić. Zamiast tego
milczała i była zamyślona.
„To
nie ma znaczenia” – odparł Dean - „Liczy się to, że z prawnego punktu widzenia
farma jest bezpieczna. To się liczy”.
Przeszedł
od złości do ulgi i miał rację. Zostaw to za sobą, idź dalej.
„Poproszę
numer telefonu domowego Debbie” - poprosił Mike - „Myślę, że nie powinniśmy
zwlekać z poinformowaniem jej, że rozumiemy to, co rozumiemy, a ponieważ ona nie
ma środków prawnych, będzie musiała ustąpić. To pozwoli Finowi, Kirbowi i
Rhondzie spać spokojnie, przynajmniej w tej kwestii”.
„Zadzwonię
do niej” – wymamrotał Dean, podchodząc do komórki leżącej na stoliku do kawy, a
kiedy Mike obserwował, jak to robił, zastanawiał się, czy powinien na to
pozwolić.
Jednak
Debbie najprawdopodobniej byłaby bardziej wrażliwa na telefon od ojca, którego
Mike musiał założyć, że kochała lub przynajmniej coś do niego czuła, niż Mike’a,
którego w tym momencie przekonywała samą siebie, że nienawidziła.
Kiedy
Dean wybierał numer, a Mike patrzył, Dusty opuściła swoje miejsce na kanapie i
podeszła do niego. Spojrzał na nią z góry, ponownie obejmując ramieniem jej
talię, gdy obie jej ręce okrążyły jego talię.
„Więc
Debbie straciła napęd. Chcesz iść na górę i świętować robiąc na łóżku
nastoletniego chłopca?” - wyszeptała.
Nie,
on tego nie chciał. Chciał zabrać ją z powrotem do swojego domu, wsadzić jej
tyłek do pickupa i zawieźć do wodopoju, gdzie mogliby zdecydowanie świętować.
Ale tym razem na tylnym siedzeniu, gdzie miałby swobodę obrócenia jej po tym,
jak ona skończy, aby mógł wjechać ostro, aby dać to samo sobie, używając jej
jedwabistej, ciasnej, mokrej cipki, aby to znaleźć.
Niestety,
z jej siostrzeńcem na kanapie, nie było to możliwe.
Dean
zaczął mruczeć przez telefon, podczas gdy Mike odpowiedział - „Jakkolwiek
słodka jest ta oferta, Aniołku, muszę odpuścić”.
„Stodoła?”
- zasugerowała cicho, żeby tylko on usłyszał – „Przyniosę koce. Możemy
pokruszyć belę siana”.
„Słonko,
kocham cię, ale nie podoba mi się myśl o robieniu się twardym w rodzinnym
salonie w obecności twoich rodziców. Zechcesz dać mi trochę luzu?”
Jej
twarz złagodniała na „Kocham cię”, jej oczy błysnęły w taki sposób, że jego
kutas stwardniał, kiedy wspomniał, że jego kutas twardnieje, a żartobliwość
zniknęła, kiedy skończył.
Wszystko
to wydarzyło się w ciągu kilku sekund. To był spektakularny pokaz.
„Dobra,
poradzę sobie” – mruknęła.
„Doceniam
to” – mruknął w odpowiedzi.
„Postradałaś zmysły?” - Krzyknął Dean.
Dusty
spiął się obok niego i oboje spojrzeli na Deana Holliday’a.
Mike
też się spiął, gdy zobaczył, że mężczyzna znów był czerwony na twarzy, stał z
pięścią opartą na biodrze i pochyloną głową, by patrzeć na swoje skarpetki.
W
pokoju było cicho przez jakiś czas. Cisza się skończyła, gdy Dean przemówił.
A
jego ton był dla Mike’a bolesny, a on nigdy nie był szczególnie blisko z tym
człowiekiem, po prostu go znał, szanował i kręcił z nim gówno przy różnych
okazjach przez dwadzieścia pięć lat.
To
musiało zabijać Dusty i właśnie dlatego, kiedy słuchali, Mike odwrócił się do
niej i mocno objął ją drugim ramieniem.
„Nie
znam cię” – wyszeptał Dean, a jego głos był udręczony - „Nie mogę zrozumieć,
dlaczego zrobiłaś to, co już zrobiłaś tej rodzinie swoimi podłymi oszustwami,
twojej szwagierce, twoim siostrzeńcom, którzy stracili to, co stracili i
dlaczego trwasz przy tym. Nie mogę tego zrozumieć. Nie chcę tego zrozumieć. Twoje kwestionowanie testamentu brata nie
przyniesie żadnego możliwego rezultatu, poza jeszcze większym zmartwieniem i
bólem serca, nie wspominając już o wyczerpaniu rezerw, które Rhonda musi poświęcić,
by opiekować się swoimi chłopcami, którzy starają się utrzymać tę farmę przy
życiu. A co gorsza, jesteś cholernym prawnikiem i wiesz, że nie masz nadziei na
wygraną, a mimo to to robisz. Ze złości. Z chciwości. Nie wiem, co to jest, ale
żadne z tego nie mówi o tobie ani jednej dobrej rzeczy. To tak, jakbyś nie była
z moich lędźwi, nie jesteś moją córką. nie wiem kim jesteś. Po prostu wiem to w
tej chwili, Deborah Holliday, że nie chcę wiedzieć”.
Dźgnął
palcem ekran swojego telefonu, rzucił go na kanapę i wpatrywał się w niego,
podnosząc rękę, by przesunąć go po karku.
Opuścił
rękę i rozejrzał się po pokoju.
„Ona
podważa testament” - powiedział im coś, co już wiedzieli - „Już to zaczęła. Jej
rozmowy z Rhondą były próbą przeciągnięcia Rhondy na jej stronę”.
Della
bezzwłocznie zeskoczyła ze swojego miejsca na fotelu, rzuciła się do telefonu
męża, złapała go i zaczęła grzebać w ekranie.
„Della…”
– zaczął Dean, jego twarz była zrozpaczona, ale ona uniosła dłoń w jego stronę,
palcami do góry, nie odrywając wzroku od telefonu.
„Ani
słowa, Dean” – warknęła i przyłożyła telefon do ucha.
Della
Holliday była dobrą kobietą, dobrą matką i dobrą żoną. Poza tym była doskonałą
żoną rolnika. Często jadł jej potrawy, kiedy spotykał się z Debbie i cieszył
się każdym posiłkiem. Nie bez powodu Dusty była taka, jaka była. Della nie
śpiewała, ale często miała włączoną muzykę i kołysała się po domu, robiąc to,
co robiła. Była pracowita i zawsze zajęta. Jeśli miała jakieś wady, to dlatego,
że często nieumyślnie powodowała problemy lub je pogarszała, bo nie chciała
widzieć wad u swoich dzieci. Miała też problem z utrzymaniem języka za zębami.
Ale kochała swoje dzieci i pokazywała to. Kochała męża i okazywała to. Kochała
farmę i okazywała to.
Ale
kiedy się wkurzy, uważaj.
„Debbie?
Tu twoja matka” – warknęła do telefonu - „Nie, ty mnie posłuchaj. Mam tylko
kilka słów do powiedzenia, powiem je, a ty ich wysłuchasz, a potem pomyślisz o
nich. Jeśli zrobisz to tej rodzinie, nie będziesz już moją córką. Nie żartuję.
Nie grożę. To jest po prostu szczera prawda. Jeśli to zrobisz, już nigdy więcej
mnie nie zobaczysz ani nie usłyszysz. Pomyśl o tym”.
Dźgnęła
ekran telefonu, rzuciła go na kanapę i rozejrzała się po pokoju.
„Idę
na cholerny spacer” – oznajmiła i natychmiast wyszła.
Po
jej wyjściu z pokoju wszyscy mieszkańcy milczeli.
W
końcu Dean wymamrotał - „Lepiej włożę buty i pójdę za nią. Nie wiadomo, co ona
wymyśli w tym nastroju.
Po
dostarczeniu tego, wyszedł za drzwi, rzucając swojej młodszej córce ponure
spojrzenie, a Mike’owi szarpnięcie brodą.
Kiedy
byli sami, Mike poczuł, jak ramiona Dusty zaciskają się wokół niego, a jej
twarz dotyka jego piersi.
„Mama
nigdy tego nie robiła” – wymamrotała w jego pierś - „Nigdy. Nawet nie blisko”.
Pochylił
szyję i przyłożył usta do jej włosów.
„Nie
dostanie farmy, Słonko” – wyszeptał w jej włosy - „To gówno jest wrzodem na
tyłku. To zaskakujące, dlaczego zrobiła to, co zrobiła. To irytujące, że
zamierza zrobić to, co zamierza zrobić. Ale rozkładając to, Darrin opiekował
się swoimi dziećmi. Był bezpośrednim właścicielem tej farmy i żaden sędzia w
stanie Indiana nie zasądzi korzystnie na rzecz adwokata, który mieszka w
Waszyngtonie i zarabia sześciocyfrową sumę kosztem dwóch chłopców bez ojca i
odziedziczonej farmy. Więc może to być wrzód na tyłku, ale w końcu ta farma
będzie bezpieczna”.
„Muszę
wrócić do Teksasu”.
Mike
poczuł, jak każdy centymetr jego ciała stwardniał.
„Słucham?”
- Słowo zostało wyszeptane nisko.
Odchyliła
głowę do tyłu i napotkała jego spojrzenie.
„Sprzedam
moje miejsce. Uporządkuję galerię. Zajmę się postawieniem tu większych pieców.
Aby z tym walczyć, potrzebujemy pieniędzy. Aby poradzić sobie z tą farmą, Fin
potrzebuje pomocy. To już nie chodzi o mnie wkraczającą na kilka miesięcy,
Mike. Jak Debbie wbiła w to zęby, sprawa trafi do sądu, to gówno może zająć
miesiące, a nawet kilka. Muszę sprawić, by przeprowadzka była trwała. Albo
przynajmniej wynająć mój dom, żeby trzymanie go tam nie kosztowało mnie krocie
i bym mogła wrócić, kiedy Fin się zadomowi i miejmy nadzieję, że Rhonda się wyprostuje,
a Debbie usunie z drogi. A łóżko Kirby’ego jest w porządku, ale przebywanie w
sypialni nastolatka szybko się nudzi. Wiem to, bo to już jest. A Kirbowi i
Finowi też nie podoba się nowa aranżacja miejsc. Są przyzwyczajeni do
posiadania własnej przestrzeni. Z tym nowym gównem mama i tata, jak ich znam,
będą tu na dłuższą metę. Potrzebuję własnej przestrzeni. Kawalerka. Cokolwiek.
Ale muszę zacząć porządkować swoje życie i muszę zacząć to robić od wczoraj”.
Mike
patrzył jej w oczy i nie mógł powiedzieć, żeby mu się to cholernie nie
podobało. Podobało. Absolutnie.
Ale
Jezu, ona podejmowała ważne życiowe decyzje w ciągu kilku sekund.
„Słonko,
może zechcesz o tym pomyśleć. Dzień, dwa, a jeszcze lepiej tydzień”.
„Czy
zdanie Debbie zmieni zdanie w ciągu dnia, dwóch lub tygodnia?” - odpaliła i
potrząsnęła głową - „Nie. Czy McGrath rozpłynie się w powietrzu? Zwłaszcza, gdy
do wiadomości publicznej dotrze informacja, że rodzina walczy o farmę, której on
chce?” - Kolejne potrząśnięcie głową - „Nie. Czy Rhonda otrząśnie się z tego,
zwłaszcza teraz, gdy mama jest tutaj, mama, która będzie gotować, sprzątać,
robić zakupy, żeby miała więcej czasu na odpoczynek? Nie. Mógłabym kontynuować,
Mike. Ale rada, przyzwyczaj się do tego. To ja, kochanie. Nie pieprzę się z
tańcu. Moja rodzina mnie potrzebuje, a ci chłopcy nie potrzebują mnie, mając
gdzieś z tyłu głowy, że w każdej chwili mogę uciec. Muszą wiedzieć, że się
zobowiązałam. Jestem zobowiązana. A tak przy okazji, zakochałam się w jednym z
gliniarzy z miasteczka. Ma korzenie, których nie chcę wykopywać, bo je lubię.
Więc może to być decyzja podjęta w locie, ale musisz przyznać, że to dobra
decyzja”.
Nie
myliła się.
„Nie
wyjeżdżaj przez tydzień” – powiedział Mike.
„Mike,
muszę…”
Ścisnął
ją ramionami i zbliżył twarz do jej twarzy.
„Nie
wyjeżdżaj przez tydzień” - powtórzył - „W następny weekend dzieciaki są u
Audrey. Zobaczę, czy uda mi się wziąć wolny piątek i poniedziałek. Porozmawiam
z Audrey o zatrzymaniu ich w niedzielę wieczorem. Wyjedziemy w piątek rano,
kiedy dzieci pójdą do szkoły. Pojadę z tobą, pomogę ci”.
„O
mój Boże” - wyszeptała natychmiast - „kocham
ten pomysł”.
Miała
to na myśli, każde słowo. Żadnego ukrywania się. Szczerze.
Jezu,
kurwa, to było od niedawna, wiedział o tym, ale go, kurwa, to nie obchodziło.
Kochał
kobietę, którą trzymał w ramionach, szczerze, całym sercem.
„Porozmawiam
z moim kapitanem z samego rana” – odszepnął – „Porozmawiam z dziećmi jutro po
szkole”.
Cień
przemknął po jej twarzy, zanim zapytała - „Będzie dobrze, zostaną z Audrey? Czy
będą z tym okej? Czy będzie jej z tym dobrze? I jak poszła rozmowa?”
„Rozmowa,
wyjaśnię później. Po drugie, to jedna noc. Przeżyją, a ona zasygnalizowała, że
chce popracować nad swoją relacją z nimi. Ma na to niedzielny wieczór i
poniedziałek, zanim pójdzie do pracy”.
Patrzył,
jak jej brwi ściągają – „Chce popracować nad ich związkiem?”
„To
jej ostatnie roszczenie”.
„To
dobrze” - powiedział cicho Dusty, przysuwając się bliżej.
Nie
znała Audrey.
„Zobaczymy”.
Uśmiechnęła
się nagle - „Wracasz ze mną do domu”.
Nie.
Jechał tam, gdzie miał być jej wkrótce-dawny dom.
Nie
podzielił się tym.
Zamiast
tego odwzajemnił uśmiech i powiedział - „Tak”.
„Cudownie”
– szepnęła - „Więc nie możemy świętować poprzez całowanie się lub inne tego
typu czynności. A może postawię ci piwo, możesz mi opowiedzieć o Audrey, a
potem możesz wyjść, ale nie wcześniej niż pozwolisz mi się obściskiwać w zimny,
ciemny, wczesnomarcowy wieczór na farmie w Indianie?”
„Może
pójdziesz ze mną do domu, wypijemy piwo w mojej kuchni, wyjaśnię różne rzeczy
dotyczące Audrey, wykonując podwójny obowiązek zapewnienia mojej obecności w
domu, dzięki czemu Fin będzie trzymał ręce przy sobie. Poza tym muszę zdać
Finowi krótką relację na temat tego ostatniego gówna. Powinien wiedzieć i
udowodnił, że potrafi sobie z tym poradzić. Potem będziesz mogła wrócić do domu
ze swoim bratankiem”.
„Mój
pomysł bardziej mi się podoba” – wymamrotała.
„Finowi
i Reesee też” - odparł Mike.
„Twój
pomysł nie obejmuje całowania się” – zauważyła.
„Musimy
przedostać się przez zimny, ciemny, wczesnomarcowy wieczór, żeby dostać się do
mojej tylnej bramy. Zobaczymy, czy uda nam się znaleźć okazję”.
„Założę
się, że tak” – szepnęła.
„Nie
dowiemy się, dopóki się nie zamkniesz, nie założysz butów i kurtki, a twój tyłek
nie będzie w biegu”.
„To
też jest do bani” – zauważyła, a jego brwi powędrowały w górę.
„Co
jest do bani?”
„Jesteś
seksowny, kiedy jesteś zły i seksowny, kiedy jesteś apodyktyczny. Jedno i
drugie oznacza, że mam nieźle przerąbane”.
Mike
uśmiechnął się.
Dusty
odwzajemniła uśmiech i przysunęła się bliżej.
Podobało
mu się to, ale nie powstrzymało go to od zamówienia - „Buty, kurtka, tyłek w
biegu”.
Przewróciła
oczami. Potem szeroko się uśmiechnęła. Potem zakołysała się na palcach, by
dotknąć ustami jego ust.
W
końcu się uwolniła, dostała buty, kurtkę, a jej tyłek był w biegu.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział
OdpowiedzUsuńTyle dobroci, dziękuję bardzo.
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń