Rozdział 21
Pieczenie tortów (cz.2)
*****
Środa wieczór…
Mike
wszedł przez drzwi garażu, natychmiast usłyszał głośny, piskliwy śmiech małej
dziewczynki Adriany i po raz pierwszy od dłuższego czasu zatęsknił za dziećmi w
swoim domu. Dzieci. Nie młodzi
dorośli.
A
w siedemnaste urodziny jego syna, rok przed ukończeniem przez niego szkoły
średniej, rok przed wstąpieniem do wojska, rok przed tym, jak mógłby głosować,
mniej było dziecięcego śmiechu w domu, a więcej bólu.
Szedł
korytarzem i wszyscy czekali na niego w jego salonie.
Rivera
miał swoją dziewczynkę w sukience małej dziewczynki owiniętą wokół swojego
pasa, a on ją łaskotał. No był w swoim garniturze, siedział na kanapie z
Joaquinem, który miał na sobie mały chłopięcy garnitur i grali w jakąś grę
wideo na telewizorze. Fin również miał na sobie garnitur, wyglądając bardziej
jak mężczyzna i stał obok Reesee, która miała na sobie efektowną
ciemnofioletową sukienkę, która sprawiała, że wyglądała bardziej dorośle niż kiedykolwiek.
I
jeszcze była Dusty, cała wystrojona. siedziała tyłkiem na oparciu kanapy i rozmawiała
z Jerrą. Nie widział jej w niczym zbliżonym do tego, co miała na sobie. Obcisła
czarna sukienka bez rękawów, dekolt wysoki i prosty, ale odsłaniający obojczyk,
spódnica do kolan. Czarne buty na smukłym obcasie ze spiczastym noskiem i
cienkim paskiem wokół pięty, które musiały mieć co najmniej osiem centymetrów
wysokości. Włosy o podwójnej objętości. Makijaż ciemny i przydymiony.
Diamentowe ćwieki w uszach, delikatna, cienka bransoletka na nadgarstku z
białego złota. I to było to.
Była
oszałamiająca.
Jej
wzrok spoczął na nim, a jej uśmiech stał się jaśniejszy.
Jezus.
Boże..
Przepiękna.
„Hej
kochanie” - zawołała - „Wszyscy jesteśmy gotowi”.
Poczuł
na sobie wzrok wszystkich i podniósł brodę do Dusty.
„Przebiorę
się. Zaraz zejdę”.
„Będziemy
tutaj” – odpowiedziała.
Skinął
głową, po czym rozejrzał się po pokoju, witając się niewerbalnie, uśmiechając
się do swojej cudownej córki i przystojnego syna.
Jego
oczy jeszcze raz przeskanowały pokój tuż przed tym, jak zamierzał się odwrócić,
by przejść korytarzem i zobaczył Dusty skręconą, zgiętą wpół, więc zobaczył, że
nie było pleców w jej sukience. Tylko jej fenomenalna skóra odsłonięta w
głębokim V, który zaczynał się szeroko na jej ramionach i zwężał się do punktu
w talii. Słuchała Adriany, która została wypuszczona przez swojego ojca i
wydawała się bardzo zaangażowana w mówieniu jej czegoś, a profil Dusty wyglądał
na równie zaangażowany w słuchaniu.
On
miał czterdzieści trzy lata. On skończyła trzydzieści osiem.
Zrobił
to już wcześniej i prawie miał to za sobą, tylko z drobnymi przeszkodami po
drodze dla dzieci, z których jedynym poważnym był rozwód ich rodziców.
Spojrzał
na Reesee uśmiechającą się do Fina, gdy szeptał coś do niej, czego Mike nie
mógł usłyszeć. Potem spojrzał na No, który obijał się pięściami z Joaquinem, gdy
któryś z nich najwyraźniej dobrze sobie poradził w grze.
Jego
oczy wróciły do Dusty i zobaczył, że pochyliła się głębiej do Adriany, owinęła swoją dłoń wokół głowy małej
dziewczynki i przycisnęła ich czoła do siebie, podczas gdy obie cicho chichotały
z czegoś.
Wychował
dwójkę wspaniałych dzieci, mimo że robił to głównie sam.
Obserwując
Dusty’, nagle nie mógł się doczekać zrobienia tego samego, ale razem. Z nią.
Jego
wzrok przesunął się z jego kobiety na drzwi i zobaczył, że Layla tam wariowała.
„Reesee,
piękna, pozwól Layli wejść, zanim eksploduje” – zawołał.
Reesee
spojrzała na niego i zawołała - „Jasne, tatusiu”, ale to nie ona skierowała się
do drzwi. To był Fin.
Chryste,
kto by pomyślał, że Finley Holliday mógł być dżentelmenem.
Kurwa.
Uśmiechając
się jednocześnie kręcąc głową, odwrócił się i poszedł na górę się przebrać.
*****
Środa późnym wieczorem…
„Mike,
Słonko, uh… może nie jesteś teraz w stanie podjąć takiej decyzji”.
To
była Dusty. Leżeli w łóżku po kolacji, po tym, jak Rivera pojechali do hotelu,
kiedy jego dzieci poszły spać i po seksie. Dobrze się bawili tego wieczoru. Z
jakiegoś powodu, którego Mike nie rozumiał, No kochał Swank, ekskluzywną
restaurację w Indianapolis. Przez ostatnie trzy lata Mike zabierał tam jego i
Reesee, chociaż musieli się przebierać i kosztowało to pół fortuny. No dostawał
to raz w roku, więc był to hit raz w roku, gdzie Mike chciał zabierać swojego
syna na urodziny.
A
Mike właśnie powiedział Dusty, że kiedy będzie gotowa do starania się o
dziecko, on będzie gotów o tym porozmawiać.
Leżał
na plecach. Była przyciśnięta do jego boku, ale jej tułów był pochylony do góry
i patrzyła na niego z góry.
„W
jakim stanie?” - zapytał.
„To
dla ciebie wielki dzień” – powiedziała cicho.
„Jak
to?”
„No
skończył siedemnaście lat. To depcze po piętach wszystkiemu, co zaszło z Reese.
Dorośleją i to szybko. To sprawia, że czujesz się…”
Zanim
powiedziała coś, co mogłoby go wkurzyć, podniósł się, przewracając się na nią i
zmienił ich pozycje, przewracając ją na plecy. W tym samym czasie uniósł dłoń i
ujął jej szczękę, kciuk lekko kładąc na jej ustach.
„Zatrzymaj
się, kochanie” – rozkazał cicho - „Tak, przyznaję, że wracając wieczorem do
domu, poczułem to, co mówisz. Ale wracając dziś wieczorem do domu, słyszałem
też śmiech Adriany, widziałem cię z nią i podobało mi się to, co zobaczyłem.
Nie mówię, że masz jutro odstawić pigułki. Mówię, że wiem, że tego chcesz, a widząc
cię z Adrianą, zrozumiałem, że ja chcę tego z tobą, więc kiedy będziesz gotowa,
porozmawiamy, abyśmy mogli zaplanować”.
Jej
oczy były szeroko otwarte, a jej usta poruszały się na jego kciuku, więc
odsunął go, podczas gdy ona powiedziała - „Chcesz to ze mną?”
„Tak”.
„Więc
nie tylko ty dajesz mi to, czego ja chcę, ale ty też tego chcesz?”
Uśmiechnął
się i powtórzył - „Tak”.
Przyjrzała
mu się uważnie i zapytała cicho - „Na pewno?”
Pochylił
głowę i wyszeptał w jej usta - „Tak”.
Jej
ramiona otoczyły go i poczuł, jak jej usta uśmiechnęły się na jego ustach,
kiedy przyglądał się z bliska, jak jej oczy robiły to samo.
Musnął
ustami jej wargi i uniósł głowę o cal, gdy patrzyła mu w oczy i szepnęła - „W
takim razie musimy zaplanować”.
Chciała
mieć dziecko i chciała zacząć już teraz. Nie był zaskoczony.
Dusty
wiedziała, czego chce, a kiedy już wiedziała, nie należała do osób, które się opieprzą
w dążeniu do tego.
„Racja”
- odparł łagodnie - „Więc o to chodzi. Chcę więcej czasu tylko ty i ja. Nie
lata, ale jakiś czas. I nie zasadzę w tobie dziecka, jeśli nie będziesz nosiła
mojej obrączki i nie będziesz miała mojego nazwiska, więc nasze dziecko będzie
miało nasze nazwisko”.
Zmarszczyła
brwi i powiedziała mu - „Nasze dziecko i tak nosiłoby twoje nazwisko”.
„Nie
to powiedziałem. Jak sprowadzimy na świat dziecko, nasze dziecko będzie miało nasze nazwisko”.
Jej
czoło rozluźniło się, ale zęby zagryzła przez chwilę górną wargę.
Mike
nie uznał tego za dobry znak i wiedział dlaczego, kiedy stwierdziła - „Byłam,
hm… więc mówisz o małżeństwie?”
Kurwa.
„Uch…
tak. To następny krok, Aniołku”.
Jej
twarz złagodniała i wyszeptała - „Tak. Lubię to”.
„Cóż,
dobrze” - mruknął Mike, a jej usta zadrżały.
„Ale
rzecz w tym, że myślałam o zatrzymaniu mojego nazwiska. Trochę to lubię, ale
także w mojej branży jestem przez to znana”.
„Nie
obchodzi mnie, co musisz zrobić dla siebie, dla reszty świata, dla swojego
biznesu. W tym mieście, w tym domu i dla naszej rodziny będziesz Haines”.
Jej
brwi znów się złączyły - „Co?”
„Kobiety
używają dwóch nazwisk przez cały czas. Jednego do biznesu, drugiego do spraw
osobistych i rodzinnych. Musisz być Holliday w interesach i gdzieś na świecie,
w porządku. Czegokolwiek potrzebujesz. W tym domu, w tym mieście i z naszą
rodziną jesteś Haines”.
Spojrzała
mu w oczy, po czym powiedziała cicho - „Mogę to zrobić”.
Cieszył
się, bo nie miała wyboru.
Nie
poinformował jej o tym.
„Dobrze”
– mruknął ponownie.
Uśmiechnęła
się.
Jej
uśmiech zbladł, ale jej spojrzenie na niego stało się ciepłe i intensywne, kiedy
szepnęła - „Prosisz mnie o rękę, Słonko?”
„Nie,
mówię ci, że do końca tego roku będziesz nosić moją obrączkę, mieć moje nazwisko
i prawdopodobnie będziesz w ciąży z moim dzieckiem”.
Jej
spojrzenie było nie mniej ciepłe i intensywne, ale jej usta znów drgnęły.
„Więc
powiedziałeś, że zaplanujemy, ale tak naprawdę miałeś na myśli to, że już to
zaplanowałeś”.
„Tak”
- zgodził się.
Poczuł,
jak jej ciało zaczęło się trząść przy jego.
„Masz
z tym problem?” - zapytał.
Potrząsnęła
głową i wydusiła z siebie wibrujące humorem - „Nie”.
„Dobrze”
– mruknął Mike.
Jedno
z jej ramion uwolniło się z jego objęć, jej dłoń przesunęła się po jego udach,
w górę, w górę jego klatki piersiowej, by owinąć się wokół jego szyi, i, nawet
gdy chichotała, podniosła się i dotknęła ustami jego.
Kiedy
opadła z powrotem na poduszki, jej palce na jego szyi ścisnęły go i jej humor
zniknął, ale ciepło pozostało.
„Kocham
cię, skarbie” - szepnęła.
„Też
cię kocham, Aniołku” – odszepnął Mike.
„Teraz
potrzebuję mojej koszuli nocnej i majtek, a ty musisz iść po Laylę do No”.
Mike
skinął głową, pochylił szyję, pocałował ją w gardło i odtoczył się. Chwycił jej
koszulę nocną i majtki i podał jej. Kiedy je zakładała, podciągnął piżamę.
Potem
poszedł po swojego psa.
Z
Laylą zamknął ich w ich sypialni i, jak każdej nocy, cała trójka zasnęła w
łóżku za sześć tysięcy dolarów, którego on cholernie nienawidził przez lata,
ale które przez ostatnie dwa miesiące cholernie kochał.
*****
Czwartek wczesnym wieczorem…
Mike
wszedł do Mimi’s i ku swojemu zaskoczeniu zobaczył Audrey siedzącą przy stoliku
w rogu. Miała przed sobą kubek kawy i to wszystko. Brak białej torby. Nie było
dla niego kawy. Żadnego siedzenia przy oknie, aby pokazać każdemu, kto
przechodził, że byli tam razem.
Podszedł
bezpośrednio do niej. Widziała, jak przyjechał i zaraz potem sięgnęła po
torebkę. Przekopywała się przez nią, gdy dotarł do stołu.
Z
przyzwyczajenia jego wzrok powędrował do słów wydrapanych na stole, który
widział już wiele razy. Miejsce Feb,
usiądź tutaj, a umrzesz.
Zanim
Colt i Feb ponownie się zeszli, żona Colta spędzała tu dużo czasu i siedziała
przy tym stole. Dzieci Mimi były przerażające, kochały swoją ciocię Feb i
pilnowały, żeby zawsze miała swoje ulubione miejsce. Mike pomyślał, że to
zabawne. Wątpił, by Mimi czuła to samo, ale mimo to minęły lata, a ona nigdy
nie wymieniła tego stołu ani go nie wyszlifowała.
Mike
wysunął krzesło naprzeciwko Audrey i usiadł na nim.
Jej
oczy powędrowały z torebki na niego.
„Hej”
- przywitał się.
„Hej”
- przywitała się, położyła na stole prostokątną kartkę papieru i podsunęła mu -
„Wiem, że jesteś zajęty. Więc możesz po prostu to wziąć. To na szkołę Rees”.
Mike
poczuł, jak marszczy brwi i spojrzał w dół, by zobaczyć, że kartka była
czekiem. Jego ręka podniosła się, jego palce przesuwały ją po stole tak, aby
była skierowana w jego stronę, po czym spojrzał na nią zmrużonymi oczami.
Był
na piętnaście tysięcy pięćset dolarów.
Co
do cholery?
Jego
oczy wróciły do Audrey.
„Co
do cholery?” - szepnął.
„Jak
powiedziałam, na szkołę Rees” – odpowiedziała - „Rozmawiałam z panią Layne.
Powiedziała, że czesne w tej szkole w
Chicago, która
jej zdaniem będzie
bardziej odpowiadała
Clarisse, wynosi czternaście
tysięcy dolarów za semestr i nie
obejmuje pokoju i wyżywienia.
Jeśli się dostanie, zapłacę za pierwszy semestr, a
reszta to jej potrzeby, mieszkanie czy cokolwiek innego. Możemy, um...
wymyślić, jak podzielimy resztę jej wydatków na życie. Potem możesz ty opłacić
drugi semestr, a ja zobaczę, co da się zrobić przez następny rok”.
Mike
wpatrywał się w nią twardo - „Skąd masz te pieniądze?”
Oblizała
usta, jej głowa dziwnie przesunęła się na szyję przez sekundę, po czym spojrzała
mu w oczy i odpowiedziała - „Sprzedałam mercedesa w tym tygodniu. Kupiłam
używanego Hyundaia. A odkąd usiedliśmy z Clarisse i panią Layne, wystawiam
rzeczy na aukcjach internetowych, sprzedaję buty, torebki, rzeczy, które... uh,
rozumiesz mnie. One, cóż... zadbałam o nie, więc dobrze się sprzedały. Mam
kilka innych rzeczy do sprzedania, ale odkładam to na bok, aby zrobić to, kiedy
znów nadejdzie moja kolej, by pokryć jej czesne”.
Mike
nie poruszył się ani o cal.
To
dlatego, że całkowicie i kompletnie mu to zaimponowało.
Audrey
mówiła dalej.
„Pani
Layne mówi, że biorąc pod uwagę jej talent i nasze okoliczności, istnieje duże
prawdopodobieństwo, że będzie się kwalifikować i dostanie jakieś stypendia, ale
nie pełne. Więc, uh... jeśli tak się stanie, mam na myśli stypendia, wtedy może
to być wykorzystane na jej wydatki na życie”.
„Sprzedałaś
swój samochód i swoje gówno” – wyszeptał Mike.
Spojrzała
mu w oczy i odpowiedziała cicho - „Tak”.
„Dla
naszej córki sprzedałaś swój samochód i swoje gówno” – powtórzył Mike.
Jej
głowa znów obróciła się w ten dziwny sposób i w pośpiechu odpowiedziała -
„Wiem, Mike, że to nie ja jej to daję” - Wyciągnęła rękę, by stuknąć palcami w
stół, wskazując czek - „Wiem, że to ty. Wiem, że ten samochód i te rzeczy tak naprawdę
ty kupiłeś. A więc ty dajesz to Rees. Wiem to. Wiem, że to nie jest wielki gest
z mojej strony. Ale po tym, co mówi pani Layne, to, co pokazała mi w pracy
Clarisse, to musiało zostać zrobione”.
Mike
odchylił się w swoim krześle, nie odrywając od niej wzroku.
Audrey
wyraźnie wciągnęła powietrze i kontynuowała - „Będę szczęśliwa, jeśli nie zechcesz
jej powiedzieć, że pieniądze pochodzą ode mnie, bo tak naprawdę nie pochodzą”.
Mike
gapił się na swoją byłą żonę.
Potem
podjął decyzję.
„Jak
praca?” – zapytał i patrzył, jak mrugnęła i drgnęła jej głowa.
„Co?”
- zapytała z powrotem.
„Powiedziałaś
mi, że dostałaś nową pracę i jest w niej dużo stresu. Jak w niań leci?”
Trzymała
jego wzrok, ale zrobiła to oblizując usta, a jej własne oczy pojaśniały, zanim
wzięła kolejny widoczny oddech, by zapanować nad groźnymi łzami i przemówiła -
„To trudne, ale wyszłam z okresu próbnego, więc to dobrze. I wiedzą, że mogą do
mnie zadzwonić po nadgodziny lub pomóc innym prawnikom, jeśli ktoś jest chory i
nie może dostać po godzinach w pracy czy coś. Więc chyba idzie świetnie”.
„Dobrze”
– mruknął - „Apartament?”
„Skróciło
mi to dojazd z czterdziestu pięciu minut do dwudziestu”.
„Racja”
- powiedział Mike.
„Podoba
mi się” - szepnęła - „Jest bardziej pojemny i lepiej wykonany, więc jest
cichszy”.
Mike
skinął głową.
Potem
poinformował ją - „Nie chcę, żeby Rees mając piętnaście lat, była cztery
godziny drogi stąd w Chicago. Ona i ja rozmawialiśmy o tym i ona też nie chce
być tak daleko. Liczymy na szkołę w Indianapolis. To o tysiąc pięćset dolarów
mniej za semestr i nie będzie wymagało ustawiania jej nowej w sytuacji
życiowej. Wiem, że szkoła w Chicago jest lepsza, ale ona jest za młoda, żeby
być tak daleko. Jak zechce pomyśleć o przeniesieniu rok później lub na jej
ostatni rok, rozważymy to. Ale nie umie nawet prowadzić, więc w tym roku to się
nie wydarzy i jest z tego zadowolona”.
Audrey
skinęła głową i powiedziała cicho - „Dobrze, bo się zgadzam. Martwiłam się, że
miałaby być sama w Chicago”.
Kurwa,
kim była ta kobieta?
O
to nie zapytał.
Kontynuował.
„Ponieważ
będzie w szkole Indy, możliwości stypendialne są lepsze. Te pieniądze” -
wskazał głową na czek - „jeśli dostanie te stypendia, to będzie długa droga”.
„Więc
to dobrze” – odpowiedziała.
„Mówię
tylko, że jak ona dostanie te stypendia, to będzie cięcie, ale nie głębokie.
Potrzebujesz tych pieniędzy?”
„To
twoje pieniądze, Mike” – przypomniała mu.
„Wiem,
Audrey. Rozumiem. Nie o to pytałem. Jesteś sobą i przechodzisz od mercedesa i
szafy pełnej markowego gówna do... wszystkiego, na co cię teraz stać. Czy to
będzie dla ciebie problem teraz czy w przyszłości? Bo jeśli tak, to mogę pokryć
koszty Clarisse, bo jeśli chodzi o te stypendia, ten czek wystarczyłby na
prawie dwa lata nauki”.
„W
takim razie wykorzystaj część z nich na zakup samochodu dla No” - odpowiedziała
- „Opowiedział mi, co stało się z jego, a nawet zanim te dzieciaki to zrobiły,
ten samochód był katastrofą”.
Kurwa,
kim do cholery była ta kobieta?
„Audrey…”
Pochyliła
się do przodu i przerwała mu - „To są twoje pieniądze, Mike, ciężko na nie
pracowałeś. Mówiłam ci, że dowiaduję się pewnych rzeczy o sobie i tak jest.
Ucząc się o sobie, spojrzałam wstecz i zdałam sobie sprawę z pewnych rzeczy o
tobie. A to znaczy, że byłeś szczęśliwy, mogąc ciężko pracować dla naszej
rodziny, aby zapewnić nam dobre życie i dać naszym dzieciom to, czego potrzebowały.
Zawsze to zapewniałeś i jeśli weźmiesz ten czek i użyjesz go dla Clarissy lub
Jonasa, lub jakkolwiek zechcesz go użyć, zrobisz to. To po prostu sprawia, że jest
to o wiele mniej trudne na krótką metę”.
Wpatrywał
się w nią i poinformował ją - „Muszę powiedzieć, Audrey, w tej chwili
przerażasz mnie”.
Odchyliła
się do tyłu i odpowiedziała szeptem - „Cóż, w końcu robię to w sposób, który
nie jest zły”.
Mike
nie mógł tego powstrzymać. Wybuchnął śmiechem. Kiedy skończył, patrzyła na
niego i uśmiechała się z wahaniem.
Jego
rozbawienie zniknęło i powiedział cicho - „Mam nadzieję, że to gówno się
utrzyma”.
Zacisnęła
usta, zanim zauważyła - „Ja też”.
Chryste,
tak było. Tak to cholernie było. Jezu. Próbowała, w końcu naprawdę próbowała i
miała nadzieję, tak jak on, że tego nie spieprzy.
Jezu.
Skinął
głową, wyciągnął rękę i wziął czek. Potem wyciągnął portfel i wepchnął go do
środka.
„Mike?”
- Usłyszał jej wołanie, gdy wpychał portfel z powrotem do wewnętrznej kieszeni kurtki.
Jego
wzrok powędrowały do niej - „Tak?”
„Zostałam,
uh... zaproszona na randkę. Przez adwokata z innej firmy, który prowadził sprawę
wspólnie z naszą kancelarią” - Kiedy nie odpowiedział, dokończyła -
„Pomyślałam, że, hm… powinieneś wiedzieć na wypadek, gdyby coś z tego wyszło i gdybym
musiała powiedzieć dzieciom albo je mu przedstawić”.
„Cieszę
się, Audrey” - powiedział cicho Mike i otrzymał kolejny niepewny uśmiech.
„Tak,
jest trochę słodki” - wyszeptała, a Mike odwzajemnił uśmiech.
„Ale
jest prawnikiem, więc prawdopodobnie ma w sobie trochę dupka. Uważaj” –
powiedział jej.
„Pracuję
z nimi wystarczająco długo, rozumiem to lepiej niż ty” - odpowiedziała, jej
uśmiech wciąż tam był, wciąż wahający się, ale mniej.
Mike
skinął głową.
„Musisz
iść” – przypomniała mu.
„Tak”
- zgodził się.
Wpatrywała
się w jego oczy i nie ruszała się.
Potem
wyszeptała - „Kocham nasze dzieci”.
„Nie
tylko cieszę się, że w końcu to zrozumiałaś, ale cieszę się, że wymyśliłaś, jak
im to pokazać”.
Jej
głowa przechyliła się na bok, jej oczy złagodniały i posłała mu kolejny
ostrożny uśmiech.
„Uważaj
na siebie, Mike” – powiedziała.
Mike
podniósł się z krzesła i powiedział - „Ty tak samo, Audrey”.
Skinęła
głową.
Mike
podniósł rękę i pstryknął w jej stronę dwoma palcami, odwrócił się i wyszedł od
Mimi’s.
Potem
poszedł ulicą, okrążył komisariat, by wejść na tylny parking i wsiadł do
swojego SUV-a, żeby pojechać do domu. Dusty gotowała dla swoich dzieci i
rodziny Rivera.
Jechał,
decydując, że powie Reesee i No o tym, co zrobiła ich mama. Długo czekali na to,
by pokazała, że ją obchodzili. Skoro ją mieli, powinni wiedzieć.
Miał
tylko cholerną nadzieję, że to potrwa. Ale nawet jeśli tak by się nie stało i
byłby to jedyny gest, jaki była w stanie wykonać, powinni to zrozumieć.
I
zrobiliby to.
*****
Sobotnie popołudnie…
Mike
i Dusty właśnie wrócili z lotniska, podążając za Rivera, jadącymi w ich
wypożyczonym samochodem, żeby wycisnąć ostatnie sekundy z ich wizyty, machając
im przez ochronę.
Teraz
szli z Laylą przez pole, Dusty miała usiąść za koło, a Mike chciał porozmawiać
z Finem.
Dusty
była milcząca i Mike poprawnie odczytał to jako fakt, że będzie tęsknić za
przyjaciółmi. Zaczęła nawiązywać więź z Cheryl, Vi, Rocky, Feb i ich ekipą, ale
zbudowanie z nimi czegoś takiego, jak miała z Jerrą, zajęłoby lata, a z powodu
lat spędzonych z Jerrą, to nigdy nie byłoby to samo. Mimo to Mike wiedział, że
wszystkie z nich były dobrymi kobietami, choć niektóre z nich były kompletnie
szalone. To, co ostatecznie zbuduje, będzie dobre.
Wiedział,
że jej nastrój miał związek z wyjazdem rodziny Rivera, a nie z czymkolwiek
innym, bo reszta układała się sama. Powiedział jej, co mieli na McGrath’a i
Debbie, a ona znała ich plany, jak skłonić ich do wycofania się. Wyjaśnił też,
co stało się z Audrey. A Rhonda powiedziała Delli, że wolałaby, gdyby to ona
robiła zakupy dla chłopców, robiła wieczorem kolację i sprzątała dom. Przejęła
też poranne karmienie i pojenie koni Dusty. Musiała jeszcze pomagać przy
garncarstwie, ale w końcu zaczęła się włączać, zwracając uwagę na swój dom i
rodzinę.
Więc
światełko w tunelu nie było pociągiem. Za tydzień, dwa, jeśli Rhonda trzymała
swoje gówno i byli w stanie unieruchomić Debbie i McGrath’a, życie byłoby po
prostu życiem.
Nie
mógł się doczekać.
Zatrzymali
się na rozległym terenie między gospodarstwem a domem; odwróciła się i
spojrzała na niego.
„To
ja” - powiedziała miękko, wskazując głową w stronę stodoły, a Mike podszedł
bliżej, uniósł rękę i objął jej szczękę.
„Jak
będzie lato, dzieci będą wolne od szkoły, pojedziemy do Teksasu”.
Przycisnęła
szczękę do jego dłoni i szepnęła - „Dzięki, przystojniaku”.
Opuścił
głowę, dotknął ustami jej ust, po czym uniósł je i delikatnie rozkazał - „Bierz
się do pracy”.
Uśmiechnęła
się do niego. Opuścił rękę, a ona ruszyła w stronę stodoły. Layla stała tam,
wyglądając na niezdecydowaną, a Mike podniósł rękę i wskazał na oddalającą się
postać Dusty, więc Layla odwróciła się i pobiegła za kobietą Mike’a.
Poszedł
do domu. Dusty napisała SMS-a do Fina, a on odpowiedział jej, że przyjechał z
pola na lunch. Poprosiła go, aby został, bo Mike chciał zamienić słówko. Kiedy
Mike wszedł tylnymi drzwiami, zobaczył Fina przy zlewie, popijającego colę i
czekającego na niego.
Fin
opuścił rękę, spojrzał na Mike’a i wymamrotał - „Hej, panie Haines. Wszystko w
porządku?”
Mike
zauważył, że jego oczy były czujne, ale jego postawa była rozluźniona. Rees i
No byli z matką w ten weekend, co było jednym z nielicznych momentów, kiedy Fin
nie spędzał każdej wolnej minuty z córką Mike’a. Mimo to nie miał wątpliwości,
że komunikowali się obficie w tych chwilach, tak jak robili to za każdym razem,
gdy byli zmuszeni do rozstania. Więc Mike wiedział, że Fin prawdopodobnie
wiedział więcej o stanie jego córki w tym momencie niż Mike.
„Tak,
wszystko spoko. Potrzebuję tylko zamienić kilka słów z tobą” – powiedział Mike,
podchodząc, ale zatrzymując się cztery kroki dalej i opierając biodro o blat.
Położył dłoń na blacie, spojrzał Finowi w oczy i zapytał cicho - „Wszystko w
porządku z twoją mamą?”
Fin
skinął głową - „Obudziliśmy jej gówno… eee, to znaczy, wydaje się, że
obudziliśmy ją tamtego wieczoru”.
Mike
pozwolił przekleństwu przejść i skinął głową, mrucząc - „Dobrze” - Potem
kontynuował - „Powinieneś wiedzieć, że pracowałem z kilkoma moimi chłopcami w komisariacie,
a także z kilkoma innymi przyjaciółmi, którzy w tym kopią. Wygląda na to, że
możemy mieć jakiś wpływ na twoją ciocię Debbie i Berniego McGrath’a. W
następnym tygodniu lub dwóch zrobi się gorąco, ale skoro to, co mamy, wygląda
dobrze, reszta się ochłodzi”.
Kiedy
mówił, czujne spojrzenie Fina stało się gorące i intensywne, ale po prostu
podniósł brodę, kiedy Mike skończył i mruknął - „Dzięki za to, panie Haines.
Nie wiem, jak mogę…”
„Nie
ma dla ciebie do zrobienia. Dusty jest moją kobietą, co oznacza, że jest
w rodzinie, więc
ty jesteś w rodzinie. Rodzina chroni
rodzinę, więc jeśli liczysz w głowie przysługi,
które jesteś winien, przestań. To jest życie, Fin. Ty bierzesz, później będzie
czas, w którym dasz. Tak po prostu jest. Idziemy dalej”.
Fin
zmrużył oczy, po czym ponownie uniósł brodę.
Mike
nabrał powietrza.
Czy
on to cholernie zrobi?
Spojrzał
na chłopca, który był przede wszystkim mężczyzną przed nim, przez jego głowę
przeleciały przebłyski, jak uczył się z dziewczyną Mike’a, uśmiechał się do
dziewczyny Mike’a, trzymał ją za rękę, otwierał jej drzwi samochodu, prowadził
ją do Swank ręką lekko leżącą na jej krzyżu.
Kurwa,
miał zamiar to zrobić.
„Wiem,
że wiesz, że mam zasadę, że Rees nie może umawiać się na randki samochodem, dopóki
nie skończy szesnastu lat” - stwierdził Mike.
To
wzbudziło zainteresowanie Fina, a także sprawiło, że jego ciało poruszyło się w
sposób, który wydawał się niewygodny.
Ale
Fin zassał to i odpowiedział - „Tak. Wiem. To jest spoko. Rzeczy są dobre
takie, jakie są”.
„Znoszę
tę zasadę”.
Mike
patrzył, jak ciało Fina stwardniało.
Chciał
tego, czasu sam na sam z córką Mike’a.
Kurwa.
Kurwa.
Mike
wziął kolejny oddech i cicho powiedział - „Robię to, bo obserwowałem cię z nią
i ufam ci. Dałeś znak, że ci na niej zależy. Postawiłeś się dla niej. Chroniłeś
ją. Trzymałeś swoje gówno w sytuacji z tymi dzieciakami i nie sprawiałeś więcej
kłopotów, podejmując dojrzałą decyzję, co jest kolejnym sposobem na jej
ochronę, a nie dalsze wystawianie. Robię to, bo wiem, że nie wypieprzysz mnie,
jeśli to zrobię. A przez to rozumiem, że moja córka ma piętnaście lat. Nie
umknęło mi to, że masz pewne doświadczenie. Więc wszystko ci wyjaśnię, Fin.
Troszczy się o ciebie, ufa ci, ale jest cholernie za młoda, żeby iść tam z
tobą. Nie teraz. Nie za dwa miesiące. Ani za dziesięć, ani później. Pozwalam
wam to mieć, bo wiem, że nie znieważysz jej, a robiąc to, znieważysz mnie. A
jeśli okaże się, że się co do tego myliłem, nic nie będę w stanie zrobić, aby
to zmienić. Ale będę naprawdę cholernie rozczarowany”.
Kiedy
skończył, Mike był zszokowany jak cholera, widząc, że Finley Holliday nie był
wdzięczny. Nie był zawstydzony. Nie czuł się niezręcznie.
Był
cholernie wkurzony.
„Mówimy
o Reesee” – warknął, a Mike nie spuszczał wzroku.
„Tak,
Fin” - zgodził się Mike.
„Jest
pan policjantem. Jest pan tatą. Jest pan facetem. Wie pan” – stwierdził Fin,
jego głos wciąż był niski, szorstki, wkurzony.
„Fin…”
„Widział
mnie pan z nią i wie pan, że nie musi mi mówić tego gówna” – wycedził Fin.
Jezu.
„Jestem
jej ojcem. Moim zadaniem jest bycie dokładnym” – odpowiedział Mike.
„Cóż,
był pan dokładny” - odparował Fin - „Więc powiem ci, że to coś dla mnie znaczy,
że mi pan zaufał, że będą z nią dobry, bo pan może. Znał mojego tatę. Jest pan z moją ciocią. Zna pan Holliday’ów.
Więc rozumie pan mnie. Są wszystkie inne dziewczyny a z drugiej strony jest
Reesee, a będąc jej tatą i tak dalej, też pan o tym wie”.
Mike
walczył z drżeniem ust i odpowiedział - „Tak, wiem to wszystko”.
„Racja”
- mruknął Fin, po czym zapytał - „Jaka jest jej godzina policyjna?”
Mike
walczył z drżeniem ust i odpowiedział - „Dziewiąta w dni powszednie. Dziesiąta
w weekendy, ale jeśli poszlibyście na późny film czy coś, daj mi znać”.
Fin
skinął głową.
Potem
zapytał - „Skończyliśmy?”.
„Tak”.
Fin
podniósł brodę i przeszedł obok Mike'a do tylnych drzwi.
Mike
powstrzymał go, wołając go po imieniu. Z dłonią na klamce, Fina wykręcił kark,
a jego wzrok napotkał Mike’a.
„Znałem
twojego tatę i byliśmy blisko, więc domyślam się, że już o tym wiesz. Ale i tak
to powiem. To, kim się stałeś, jest mężczyzną, którego inni mężczyźni będą
chcieli poznać. Byłby dumny Fin”.
Fin
spojrzał mu w oczy i cicho odpowiedział - „Już był. Ma pan rację, powiedział
mi. Dużo. I dlatego jestem tym, kim pan mówi, że jestem”.
Jezu,
ten dzieciak był bystry.
„Racja”
– mruknął Mike.
„Ale”
– ciągnął Fin – „jest pan porządnym facetem, świetnym tatą, więc powinien pan
też wiedzieć, że to coś , że usłyszałem to od pana”.
I
Jezu, ten dzieciak czuł się głęboko i miał jaja, by to wyrazić.
„Racja”
– powtórzył Mike mamrocząc.
„Racja”
- mruknął Fin, po czym wymamrotał swoje - „Później” i już go nie było.
Mike
dał mu minutę na zniknięcie, a potem poszedł za nim, wychodząc przez drzwi i
kierując się do stodoły.
Dusty
miała ściszoną muzykę, siedziała tyłkiem na stołku i kładła kawałek gliny na
swoim kole, ale jej wzrok był utkwiony w nim. Layla podbiegła do niego i
uderzyła go nosem.
Kiedy
się zbliżył, zapytała - „Jak poszło?”
Powiedział
jej również, dlaczego chciał rozmawiać z jej siostrzeńcem.
Zatrzymał
się, pochylił i potarł psu głowę.
„Lepiej
niż się spodziewałem” – odpowiedział - „O wiele lepiej”.
Uśmiechnęła
się do niego i oświadczyła - „Kocham mojego bratanka”.
Mike
odwzajemnił uśmiech.
Potem
powiedział jej - „Idę na siłownię”.
Skinęła
głową. Pochylił się i dał jej szybkiego buziaka. Przekręcił się i pogłaskał swojego
psa.
Potem
rozkazał - „Zostań”.
Layla
nie została. Pobiegła w głąb stodoły, z nosem przy ziemi, odkrywając.
Wzrok
Mike’a przesunął się po Dusty. Uśmiechnęła się do niego ponownie. Ponownie się
uśmiechnął się do niej, po czym wyszedł ze stodoły, przez pole, do swojego domu
i po schodach na górę, aby przebrać się na siłownię.
*****
W kolejny piątek po południu…
„Pieprz
się, Mike”.
To
było czarujące powitanie Debbie.
Mike
odchylił się na krześle przy biurku i domyślił się - „Zakładam, że siedziałaś
już z panem Gloverem”.
„Pieprz…
się” - odpowiedziała.
„Wycofujesz
sprawę?” - zapytał.
Brak
odpowiedzi.
„Debbie”
- zachęcił.
„Tak”
– syknęła.
„Będziemy
mieli z tobą jeszcze jakieś problemy?”
„Uh…
przepraszam Mike, ale ta farma nie jest warta pozbawienia prawa wykonywania
zawodu”.
„Dobrze
wiedzieć” – odparł Mike - „Jak będzie coś jeszcze, to gówno nie zniknie. To
pozostanie zakopane, ale jeśli zadzierasz z Dusty, Rhondą, tymi chłopakami,
kimkolwiek z tej rodziny lub z farmy w jakikolwiek możliwy sposób, to ujrzy
światło dzienne i grozi ci wykluczenie z prawa wykonywania zawodu i więzienie.
To nie jest groźba, Debbie. Musisz traktować mnie poważnie, bo ja jestem bardzo
poważny”.
„Słyszę
cię” – warknęła.
„A
czas mija, widzisz to gówno, które wyciągnęłaś za to, czym było, dajesz mu
jeszcze więcej czasu. Zadałaś kilka głębokich ran. Ani jedna dusza, która
podziela twoją krew, której stopy dotykają ziemi Indiany, nie chce o tobie
słyszeć w najbliższym czasie. Daj im to, bez względu na to, jak bardzo pragniesz
przebaczenia”.
„Nie
wstrzymałabym oddechu” – odparła.
Nie
sądził tak.
"Skończyliśmy?"
odgryzła się.
Cholernie
skończyli, dzięki Bogu.
„Tak”
- odpowiedział.
Rozłączyła
się.
Mike
nacisnął przycisk na swoim telefonie i upuścił go na biurko, przenosząc wzrok
na Merry’ego, który również rozmawiał przez telefon.
„Tak”
– powiedział Merry do swojego telefonu – „Tak” – powtórzył - „Rozumiem” -
kontynuował - „Kiedy to się skończy?” - Przerwał, żeby posłuchać - „Tak” -
Powiedział ponownie, kiwając głową osobie, której nie mógł zobaczyć - „Dzięki
za informację. Dobrze. Dzięki jeszcze raz. Później”.
Odłożył
telefon do podstawki i jego wzrok powędrował do Mike’a.
„Wygląda
na to, że nasz popołudniowy ciężar właśnie się zmniejszył, bracie” – oznajmił.
Szli na spotkanie z McGrath’em, więc brwi Mike’a powędrowały w górę.
„Jak
to?”
„Cóż,
straż pożarna i ochrona budynków uznały centrum handlowe w Danville,
restaurację w Avon i całe pieprzone osiedle pod Pittsboro za nienadające się do
użytku. Właściciele i najemcy są powiadamiani. Policja w Indianapolis
zatrzymała inspektora budowlanego na przesłuchanie w sprawie przekupstwa i
korupcji. Danville PD i Departament Szeryfa Hrabstwa Hendrick uzyskali nakazy
aresztowania Bernarda McGrath’a. Myślę, że będzie zbyt zajęty, żeby z nami
porozmawiać”.
Mike
uśmiechnął się.
Merry
odwzajemnił uśmiech.
„Lepiej
zadzwoń do Dusty i zabierz jej tyłek do kuchni. Ma dużo tortów do upieczenia” –
zauważył Merry.
„Tak”
– zgodził się Mike.
„I
znam kogoś, kto załatwi ci cholerną umowę na jedną piekielną butelkę szkockiej
dla Devina”.
„Zadzwoń,
stary” – rozkazał Mike.
Merry
skinął głową i sięgnął do komórki na biurku.
Mike
zrobił to samo ze swoją. Poszedł do swoich kontaktów, znalazł Dusty i wcisnął dzwoń.
Powiedział
jej nowinę.
Potem
odsunął telefon od ucha, kiedy krzyczała z radości.
Właśnie
wtedy uśmiechnął się szeroko.
*****
Ten piątkowy wieczór...
„Wrócimy
około dziesiątej, tato” - zawołała Reesee z korytarza, którym razem z Finem szli
w stronę wyjścia.
Głowa
Mike’a opierała się o kanapę, więc mógł patrzeć, jak odchodzili. Szli do kina.
Mike zniósł zakaz, ale Fin nie robił tego przez tydzień. Teraz do tego dążył.
„Bawcie
się dobrze” - odkrzyknął i zobaczył, jak Dusty pojawiła się w drzwiach do
kuchni, gdzie wciąż piekła ciasta, i zobaczył, jak uśmiechnęła się do pary.
Uśmiechnęli
się szeroko, gdy byli już za drzwiami.
Wtedy
Mike patrzył, jak Dusty błąkała się po korytarzu.
No
i jego zespół byli w domu jakiegoś dzieciaka i przygotowywali się do zagrania
koncertu na imprezie, z którego każdy dostawał po dwadzieścia dolarów za
zagranie. Jego godzina policyjna była o północy. To był ich pierwszy płatny występ
i nie mogli się nadziwić, mimo że grali godzinami praktycznie za darmo.
Oznaczało
to, że Mike miał w domu trzy i pół godziny sam z jego kobietą i psem.
To
nie umknęło Dusty i wiedział o tym, kiedy weszła do salonu, okrążyła kanapę,
podeszła prosto do niego i położyła swój tyłek na jego kolanach.
Jej
ramiona otoczyły jego ramiona. Jego ramiona owinęły się wokół jej talii, a jego
oczy opadły na jej usta.
„Proszę,
powiedz, że skończyłaś piec torty” – mruknął.
„Mam
jeszcze jeden do zrobienia” - powiedziała mu, a jego oczy przeniosły się na jej
– „Ale zrobię go rano”.
Miała
cholerną rację.
Przechyliła
głowę na bok – „Masz wolne w przyszłym tygodniu?”
W
następnym tygodniu były ferie wiosenne dla dzieci.
„Pół
dnia w środę, potem w czwartek i piątek”.
Zmarszczyła
nos. To było coś, ale ponieważ dzieci szły do Audrey
w następny piątek wieczorem, nie było tego dużo. Audrey miała je mieć od poniedziałku do środy po południu, ale zawarła z nimi umowę, bo nie mogła wziąć zbyt wiele wolnego
czasu w pracy. Udało
jej się wyrwać wtorek, żeby coś z nimi zrobić, więc
spędzali noc w poniedziałek i wracali do domu w środę rano. Ale wracali do niej
w weekend i coś zaplanowała.
„Wymyślimy
coś, co im się spodoba” – zapewnił ją Mike.
„W
przyszłym roku, No kończy szkołę, więc powinniśmy zaplanować coś zabawnego. Floryda,
Meksyk czy coś takiego” – zasugerowała Dusty - „Powiadom Audrey teraz i może
coś z nią wymienimy, żebyśmy mogli mieć ten czas”.
„Zaraz
się tym zajmę” – mruknął Mike, a ona uśmiechnęła się, po czym przycisnęła
bliżej.
„Myślę,
że zaciągnięcie Fina i Rees z powrotem do domu wymagałoby około siedmiu słoni,
więc myślę też, że możesz teraz całkiem bezpiecznie zająć się czymś innym” -
wyszeptała na swoje zaproszenie.
Mike
uśmiechnął się. Potem przyjął jej zaproszenie, odwracając ją plecami na kanapę
i zrobił to od razu.
*****
Późna piątkowa noc...
Oczy
Mike’a otworzyły się, podobnie jak jego zmysły.
Spokojnie.
Cicho.
Nic.
Niemniej
jednak, ostrożnie, skoro robił to za każdym razem, zanim obudziłby Dusty,
odsunął się od niej, wskazując na Laylę.
Jej
głowa wystawała znad kostki Dusty, ale widziała rękę Mike’a, znała jego komendę
i została tam, gdzie była.
Mike
podszedł do komody i złapał koszulkę. Dusty najwyraźniej była w nastroju albo
potrzebowała czegoś do roboty, żeby zabić czas, kiedy czekała na upieczenie tortów,
bo jak wrócił tej nocy do domu, poszedł do ich pokoju się przebrać i odkrył, że,
po raz pierwszy odkąd się wprowadziła, w sypialni podłoga była wolna od ubrań i
butów i została odkurzona.
Włożył
koszulkę, otworzył drzwi i przeszedł przez nie. Najpierw poszedł korytarzem do
pokoju Reesee. Otworzywszy drzwi, zobaczył jej głowę na poduszce, cień jej komórki
na szafce nocnej w niewielkiej odległości. Ale było późno. Była poza domem. Fin
odwiózł ją do domu na czas i chociaż siedzieli na jego podjeździe przez
piętnaście pieprzonych minut w pickupie Fina (który miał tylną kanapę, do
jasnej cholery), zanim weszła z rozmarzonym wyrazem twarzy, który wcale nie był
bardziej rozmarzona. niż inne wyrazy, jakie miała po opuszczeniu Fina, więc
Mike odprężył się.
Wyszedł
za jej drzwi, zamknął je i sprawdził No. Jego głowa również leżała na poduszce
i też spał. Mike był tym zaskoczony. Wrócił do domu z koncertu całkowicie napalony.
Najwyraźniej poszło dobrze, ale Mike też wiedział, że poszło dobrze, bo stał w
drzwiach No, opierając się o framugę, podczas gdy No odkładał swój sprzęt i
opowiadał mu o tym. Mike myślał, że zajmie mu trochę czasu, zanim się uspokoi,
ale najwyraźniej już odleciał.
Mike
wyszedł z domu, zamknął je i powtórzył kroki, które wielokrotnie wykonywał
podczas obchodu po domu.
Dom
był spokojny.
Było
cicho.
Nic.
Wszystko
dobrze.
Rhonda
sortowała swoje gówno, pomagała. W mijającym tygodniu pracowała nawet z Dellą
przy pakowaniu wyrobów Dusty do skrzynek.
Debbie
została wyłączona.
McGrath
siedział w więzieniu.
Wyglądało
na to, że Audrey trzymała swoje gówno i robiła postępy z Rees.
Przy
czterech osobach pracujących na farmie kukurydza była prawie wsiana.
Nic
złego.
Wszystko
dobrze.
Mike
stał w salonie, wyglądając przez drzwi na taras na oświetlone księżycem
podwórko.
Tam
też nic.
Wszystko
ciche.
Spokój.
Dobrze.
„Więc
dlaczego, do cholery, nie mogę otrząsnąć się z tego pieprzonego uczucia?” - szepnął
do nikogo.
Nic
dziwnego, że nie otrzymał odpowiedzi.
Tak
więc, z ciężarem, który nosił w brzuchu od jakiegoś czasu, który nadal był
ciężki, nawet po tym, jak Rhonda się otrząsnęła, Audrey podniosła się, Debbie
została załatwiona, McGrath został odsunięty, Mike wrócił na górę i do swojego
pokoju.
Zamknął
drzwi i ostrożnie wsunął się z powrotem w Dusty, dopasowując swój przód do
krzywizny jej pleców i obejmując ramieniem jej talię.
Nie
obudziła się.
Wszystko
dobrze.
Tyle
że nie było.
A
on to wiedział.
Nie
wiedział tylko dlaczego.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :) No to czekamy na to co ma nadejść.
OdpowiedzUsuń