niedziela, 1 stycznia 2023

21 - Pieczenie tortów (cz.2)

 

Rozdział 21

Pieczenie tortów (cz.2)

*****

Środa wieczór…

Mike wszedł przez drzwi garażu, natychmiast usłyszał głośny, piskliwy śmiech małej dziewczynki Adriany i po raz pierwszy od dłuższego czasu zatęsknił za dziećmi w swoim domu. Dzieci. Nie młodzi dorośli.

A w siedemnaste urodziny jego syna, rok przed ukończeniem przez niego szkoły średniej, rok przed wstąpieniem do wojska, rok przed tym, jak mógłby głosować, mniej było dziecięcego śmiechu w domu, a więcej bólu.

Szedł korytarzem i wszyscy czekali na niego w jego salonie.

Rivera miał swoją dziewczynkę w sukience małej dziewczynki owiniętą wokół swojego pasa, a on ją łaskotał. No był w swoim garniturze, siedział na kanapie z Joaquinem, który miał na sobie mały chłopięcy garnitur i grali w jakąś grę wideo na telewizorze. Fin również miał na sobie garnitur, wyglądając bardziej jak mężczyzna i stał obok Reesee, która miała na sobie efektowną ciemnofioletową sukienkę, która sprawiała, że ​​wyglądała bardziej dorośle niż kiedykolwiek.

I jeszcze była Dusty, cała wystrojona. siedziała tyłkiem na oparciu kanapy i rozmawiała z Jerrą. Nie widział jej w niczym zbliżonym do tego, co miała na sobie. Obcisła czarna sukienka bez rękawów, dekolt wysoki i prosty, ale odsłaniający obojczyk, spódnica do kolan. Czarne buty na smukłym obcasie ze spiczastym noskiem i cienkim paskiem wokół pięty, które musiały mieć co najmniej osiem centymetrów wysokości. Włosy o podwójnej objętości. Makijaż ciemny i przydymiony. Diamentowe ćwieki w uszach, delikatna, cienka bransoletka na nadgarstku z białego złota. I to było to.

Była oszałamiająca.

Jej wzrok spoczął na nim, a jej uśmiech stał się jaśniejszy.

Jezus. Boże..

Przepiękna.

„Hej kochanie” - zawołała - „Wszyscy jesteśmy gotowi”.

Poczuł na sobie wzrok wszystkich i podniósł brodę do Dusty.

„Przebiorę się. Zaraz zejdę”.

„Będziemy tutaj” – odpowiedziała.

Skinął głową, po czym rozejrzał się po pokoju, witając się niewerbalnie, uśmiechając się do swojej cudownej córki i przystojnego syna.

Jego oczy jeszcze raz przeskanowały pokój tuż przed tym, jak zamierzał się odwrócić, by przejść korytarzem i zobaczył Dusty skręconą, zgiętą wpół, więc zobaczył, że nie było pleców w jej sukience. Tylko jej fenomenalna skóra odsłonięta w głębokim V, który zaczynał się szeroko na jej ramionach i zwężał się do punktu w talii. Słuchała Adriany, która została wypuszczona przez swojego ojca i wydawała się bardzo zaangażowana w mówieniu jej czegoś, a profil Dusty wyglądał na równie zaangażowany w słuchaniu.

On miał czterdzieści trzy lata. On skończyła trzydzieści osiem.

Zrobił to już wcześniej i prawie miał to za sobą, tylko z drobnymi przeszkodami po drodze dla dzieci, z których jedynym poważnym był rozwód ich rodziców.

Spojrzał na Reesee uśmiechającą się do Fina, gdy szeptał coś do niej, czego Mike nie mógł usłyszeć. Potem spojrzał na No, który obijał się pięściami z Joaquinem, gdy któryś z nich najwyraźniej dobrze sobie poradził w grze.

Jego oczy wróciły do ​​Dusty i zobaczył, że pochyliła się głębiej do Adriany, owinęła swoją dłoń wokół głowy małej dziewczynki i przycisnęła ich czoła do siebie, podczas gdy obie cicho chichotały z czegoś.

Wychował dwójkę wspaniałych dzieci, mimo że robił to głównie sam.

Obserwując Dusty’, nagle nie mógł się doczekać zrobienia tego samego, ale razem. Z nią.

Jego wzrok przesunął się z jego kobiety na drzwi i zobaczył, że Layla tam wariowała.

„Reesee, piękna, pozwól Layli wejść, zanim eksploduje” – zawołał.

Reesee spojrzała na niego i zawołała - „Jasne, tatusiu”, ale to nie ona skierowała się do drzwi. To był Fin.

Chryste, kto by pomyślał, że Finley Holliday mógł być dżentelmenem.

Kurwa.

Uśmiechając się jednocześnie kręcąc głową, odwrócił się i poszedł na górę się przebrać.

*****

Środa późnym wieczorem…

„Mike, Słonko, uh… może nie jesteś teraz w stanie podjąć takiej decyzji”.

To była Dusty. Leżeli w łóżku po kolacji, po tym, jak Rivera pojechali do hotelu, kiedy jego dzieci poszły spać i po seksie. Dobrze się bawili tego wieczoru. Z jakiegoś powodu, którego Mike nie rozumiał, No kochał Swank, ekskluzywną restaurację w Indianapolis. Przez ostatnie trzy lata Mike zabierał tam jego i Reesee, chociaż musieli się przebierać i kosztowało to pół fortuny. No dostawał to raz w roku, więc był to hit raz w roku, gdzie Mike chciał zabierać swojego syna na urodziny.

A Mike właśnie powiedział Dusty, że kiedy będzie gotowa do starania się o dziecko, on będzie gotów o tym porozmawiać.

Leżał na plecach. Była przyciśnięta do jego boku, ale jej tułów był pochylony do góry i patrzyła na niego z góry.

„W jakim stanie?” - zapytał.

„To dla ciebie wielki dzień” – powiedziała cicho.

„Jak to?”

„No skończył siedemnaście lat. To depcze po piętach wszystkiemu, co zaszło z Reese. Dorośleją i to szybko. To sprawia, że czujesz się…”

Zanim powiedziała coś, co mogłoby go wkurzyć, podniósł się, przewracając się na nią i zmienił ich pozycje, przewracając ją na plecy. W tym samym czasie uniósł dłoń i ujął jej szczękę, kciuk lekko kładąc na jej ustach.

„Zatrzymaj się, kochanie” – rozkazał cicho - „Tak, przyznaję, że wracając wieczorem do domu, poczułem to, co mówisz. Ale wracając dziś wieczorem do domu, słyszałem też śmiech Adriany, widziałem cię z nią i podobało mi się to, co zobaczyłem. Nie mówię, że masz jutro odstawić pigułki. Mówię, że wiem, że tego chcesz, a widząc cię z Adrianą, zrozumiałem, że ja chcę tego z tobą, więc kiedy będziesz gotowa, porozmawiamy, abyśmy mogli zaplanować”.

Jej oczy były szeroko otwarte, a jej usta poruszały się na jego kciuku, więc odsunął go, podczas gdy ona powiedziała - „Chcesz to ze mną?”

„Tak”.

„Więc nie tylko ty dajesz mi to, czego ja chcę, ale ty też tego chcesz?”

Uśmiechnął się i powtórzył - „Tak”.

Przyjrzała mu się uważnie i zapytała cicho - „Na pewno?”

Pochylił głowę i wyszeptał w jej usta - „Tak”.

Jej ramiona otoczyły go i poczuł, jak jej usta uśmiechnęły się na jego ustach, kiedy przyglądał się z bliska, jak jej oczy robiły to samo.

Musnął ustami jej wargi i uniósł głowę o cal, gdy patrzyła mu w oczy i szepnęła - „W takim razie musimy zaplanować”.

Chciała mieć dziecko i chciała zacząć już teraz. Nie był zaskoczony.

Dusty wiedziała, czego chce, a kiedy już wiedziała, nie należała do osób, które się opieprzą w dążeniu do tego.

„Racja” - odparł łagodnie - „Więc o to chodzi. Chcę więcej czasu tylko ty i ja. Nie lata, ale jakiś czas. I nie zasadzę w tobie dziecka, jeśli nie będziesz nosiła mojej obrączki i nie będziesz miała mojego nazwiska, więc nasze dziecko będzie miało nasze nazwisko”.

Zmarszczyła brwi i powiedziała mu - „Nasze dziecko i tak nosiłoby twoje nazwisko”.

„Nie to powiedziałem. Jak sprowadzimy na świat dziecko, nasze dziecko będzie miało nasze nazwisko”.

Jej czoło rozluźniło się, ale zęby zagryzła przez chwilę górną wargę.

Mike nie uznał tego za dobry znak i wiedział dlaczego, kiedy stwierdziła - „Byłam, hm… więc mówisz o małżeństwie?”

Kurwa.

„Uch… tak. To następny krok, Aniołku”.

Jej twarz złagodniała i wyszeptała - „Tak. Lubię to”.

„Cóż, dobrze” - mruknął Mike, a jej usta zadrżały.

„Ale rzecz w tym, że myślałam o zatrzymaniu mojego nazwiska. Trochę to lubię, ale także w mojej branży jestem przez to znana”.

„Nie obchodzi mnie, co musisz zrobić dla siebie, dla reszty świata, dla swojego biznesu. W tym mieście, w tym domu i dla naszej rodziny będziesz Haines”.

Jej brwi znów się złączyły - „Co?”

„Kobiety używają dwóch nazwisk przez cały czas. Jednego do biznesu, drugiego do spraw osobistych i rodzinnych. Musisz być Holliday w interesach i gdzieś na świecie, w porządku. Czegokolwiek potrzebujesz. W tym domu, w tym mieście i z naszą rodziną jesteś Haines”.

Spojrzała mu w oczy, po czym powiedziała cicho - „Mogę to zrobić”.

Cieszył się, bo nie miała wyboru.

Nie poinformował jej o tym.

„Dobrze” – mruknął ponownie.

Uśmiechnęła się.

Jej uśmiech zbladł, ale jej spojrzenie na niego stało się ciepłe i intensywne, kiedy szepnęła - „Prosisz mnie o rękę, Słonko?”

„Nie, mówię ci, że do końca tego roku będziesz nosić moją obrączkę, mieć moje nazwisko i prawdopodobnie będziesz w ciąży z moim dzieckiem”.

Jej spojrzenie było nie mniej ciepłe i intensywne, ale jej usta znów drgnęły.

„Więc powiedziałeś, że zaplanujemy, ale tak naprawdę miałeś na myśli to, że już to zaplanowałeś”.

„Tak” - zgodził się.

Poczuł, jak jej ciało zaczęło się trząść przy jego.

„Masz z tym problem?” - zapytał.

Potrząsnęła głową i wydusiła z siebie wibrujące humorem - „Nie”.

„Dobrze” – mruknął Mike.

Jedno z jej ramion uwolniło się z jego objęć, jej dłoń przesunęła się po jego udach, w górę, w górę jego klatki piersiowej, by owinąć się wokół jego szyi, i, nawet gdy chichotała, podniosła się i dotknęła ustami jego.

Kiedy opadła z powrotem na poduszki, jej palce na jego szyi ścisnęły go i jej humor zniknął, ale ciepło pozostało.

„Kocham cię, skarbie” - szepnęła.

„Też cię kocham, Aniołku” – odszepnął Mike.

„Teraz potrzebuję mojej koszuli nocnej i majtek, a ty musisz iść po Laylę do No”.

Mike skinął głową, pochylił szyję, pocałował ją w gardło i odtoczył się. Chwycił jej koszulę nocną i majtki i podał jej. Kiedy je zakładała, podciągnął piżamę.

Potem poszedł po swojego psa.

Z Laylą zamknął ich w ich sypialni i, jak każdej nocy, cała trójka zasnęła w łóżku za sześć tysięcy dolarów, którego on cholernie nienawidził przez lata, ale które przez ostatnie dwa miesiące cholernie kochał.

*****

Czwartek wczesnym wieczorem…

Mike wszedł do Mimi’s i ku swojemu zaskoczeniu zobaczył Audrey siedzącą przy stoliku w rogu. Miała przed sobą kubek kawy i to wszystko. Brak białej torby. Nie było dla niego kawy. Żadnego siedzenia przy oknie, aby pokazać każdemu, kto przechodził, że byli tam razem.

Podszedł bezpośrednio do niej. Widziała, jak przyjechał i zaraz potem sięgnęła po torebkę. Przekopywała się przez nią, gdy dotarł do stołu.

Z przyzwyczajenia jego wzrok powędrował do słów wydrapanych na stole, który widział już wiele razy. Miejsce Feb, usiądź tutaj, a umrzesz.

Zanim Colt i Feb ponownie się zeszli, żona Colta spędzała tu dużo czasu i siedziała przy tym stole. Dzieci Mimi były przerażające, kochały swoją ciocię Feb i pilnowały, żeby zawsze miała swoje ulubione miejsce. Mike pomyślał, że to zabawne. Wątpił, by Mimi czuła to samo, ale mimo to minęły lata, a ona nigdy nie wymieniła tego stołu ani go nie wyszlifowała.

Mike wysunął krzesło naprzeciwko Audrey i usiadł na nim.

Jej oczy powędrowały z torebki na niego.

„Hej” - przywitał się.

„Hej” - przywitała się, położyła na stole prostokątną kartkę papieru i podsunęła mu - „Wiem, że jesteś zajęty. Więc możesz po prostu to wziąć. To na szkołę Rees”.

Mike poczuł, jak marszczy brwi i spojrzał w dół, by zobaczyć, że kartka była czekiem. Jego ręka podniosła się, jego palce przesuwały ją po stole tak, aby była skierowana w jego stronę, po czym spojrzał na nią zmrużonymi oczami.

Był na piętnaście tysięcy pięćset dolarów.

Co do cholery?

Jego oczy wróciły do ​​Audrey.

„Co do cholery?” - szepnął.

„Jak powiedziałam, na szkołę Rees” – odpowiedziała - „Rozmawiałam z panią Layne. Powiedziała, że ​​czesne w tej szkole w Chicago, która jej zdaniem będzie bardziej odpowiadała Clarisse, wynosi czternaście tysięcy dolarów za semestr i nie obejmuje pokoju i wyżywienia. Jeśli się dostanie, zapłacę za pierwszy semestr, a reszta to jej potrzeby, mieszkanie czy cokolwiek innego. Możemy, um... wymyślić, jak podzielimy resztę jej wydatków na życie. Potem możesz ty opłacić drugi semestr, a ja zobaczę, co da się zrobić przez następny rok”.

Mike wpatrywał się w nią twardo - „Skąd masz te pieniądze?”

Oblizała usta, jej głowa dziwnie przesunęła się na szyję przez sekundę, po czym spojrzała mu w oczy i odpowiedziała - „Sprzedałam mercedesa w tym tygodniu. Kupiłam używanego Hyundaia. A odkąd usiedliśmy z Clarisse i panią Layne, wystawiam rzeczy na aukcjach internetowych, sprzedaję buty, torebki, rzeczy, które... uh, rozumiesz mnie. One, cóż... zadbałam o nie, więc dobrze się sprzedały. Mam kilka innych rzeczy do sprzedania, ale odkładam to na bok, aby zrobić to, kiedy znów nadejdzie moja kolej, by pokryć jej czesne”.

Mike nie poruszył się ani o cal.

To dlatego, że całkowicie i kompletnie mu to zaimponowało.

Audrey mówiła dalej.

„Pani Layne mówi, że biorąc pod uwagę jej talent i nasze okoliczności, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie się kwalifikować i dostanie jakieś stypendia, ale nie pełne. Więc, uh... jeśli tak się stanie, mam na myśli stypendia, wtedy może to być wykorzystane na jej wydatki na życie”.

„Sprzedałaś swój samochód i swoje gówno” – wyszeptał Mike.

Spojrzała mu w oczy i odpowiedziała cicho - „Tak”.

„Dla naszej córki sprzedałaś swój samochód i swoje gówno” – powtórzył Mike.

Jej głowa znów obróciła się w ten dziwny sposób i w pośpiechu odpowiedziała - „Wiem, Mike, że to nie ja jej to daję” - Wyciągnęła rękę, by stuknąć palcami w stół, wskazując czek - „Wiem, że to ty. Wiem, że ten samochód i te rzeczy tak naprawdę ty kupiłeś. A więc ty dajesz to Rees. Wiem to. Wiem, że to nie jest wielki gest z mojej strony. Ale po tym, co mówi pani Layne, to, co pokazała mi w pracy Clarisse, to musiało zostać zrobione”.

Mike odchylił się w swoim krześle, nie odrywając od niej wzroku.

Audrey wyraźnie wciągnęła powietrze i kontynuowała - „Będę szczęśliwa, jeśli nie zechcesz jej powiedzieć, że pieniądze pochodzą ode mnie, bo tak naprawdę nie pochodzą”.

Mike gapił się na swoją byłą żonę.

Potem podjął decyzję.

„Jak praca?” – zapytał i patrzył, jak mrugnęła i drgnęła jej głowa.

„Co?” - zapytała z powrotem.

„Powiedziałaś mi, że dostałaś nową pracę i jest w niej dużo stresu. Jak w niań leci?”

Trzymała jego wzrok, ale zrobiła to oblizując usta, a jej własne oczy pojaśniały, zanim wzięła kolejny widoczny oddech, by zapanować nad groźnymi łzami i przemówiła - „To trudne, ale wyszłam z okresu próbnego, więc to dobrze. I wiedzą, że mogą do mnie zadzwonić po nadgodziny lub pomóc innym prawnikom, jeśli ktoś jest chory i nie może dostać po godzinach w pracy czy coś. Więc chyba idzie świetnie”.

„Dobrze” – mruknął - „Apartament?”

„Skróciło mi to dojazd z czterdziestu pięciu minut do dwudziestu”.

„Racja” - powiedział Mike.

„Podoba mi się” - szepnęła - „Jest bardziej pojemny i lepiej wykonany, więc jest cichszy”.

Mike skinął głową.

Potem poinformował ją - „Nie chcę, żeby Rees mając piętnaście lat, była cztery godziny drogi stąd w Chicago. Ona i ja rozmawialiśmy o tym i ona też nie chce być tak daleko. Liczymy na szkołę w Indianapolis. To o tysiąc pięćset dolarów mniej za semestr i nie będzie wymagało ustawiania jej nowej w sytuacji życiowej. Wiem, że szkoła w Chicago jest lepsza, ale ona jest za młoda, żeby być tak daleko. Jak zechce pomyśleć o przeniesieniu rok później lub na jej ostatni rok, rozważymy to. Ale nie umie nawet prowadzić, więc w tym roku to się nie wydarzy i jest z tego zadowolona”.

Audrey skinęła głową i powiedziała cicho - „Dobrze, bo się zgadzam. Martwiłam się, że miałaby być sama w Chicago”.

Kurwa, kim była ta kobieta?

O to nie zapytał.

Kontynuował.

„Ponieważ będzie w szkole Indy, możliwości stypendialne są lepsze. Te pieniądze” - wskazał głową na czek - „jeśli dostanie te stypendia, to będzie długa droga”.

„Więc to dobrze” – odpowiedziała.

„Mówię tylko, że jak ona dostanie te stypendia, to będzie cięcie, ale nie głębokie. Potrzebujesz tych pieniędzy?”

„To twoje pieniądze, Mike” – przypomniała mu.

„Wiem, Audrey. Rozumiem. Nie o to pytałem. Jesteś sobą i przechodzisz od mercedesa i szafy pełnej markowego gówna do... wszystkiego, na co cię teraz stać. Czy to będzie dla ciebie problem teraz czy w przyszłości? Bo jeśli tak, to mogę pokryć koszty Clarisse, bo jeśli chodzi o te stypendia, ten czek wystarczyłby na prawie dwa lata nauki”.

„W takim razie wykorzystaj część z nich na zakup samochodu dla No” - odpowiedziała - „Opowiedział mi, co stało się z jego, a nawet zanim te dzieciaki to zrobiły, ten samochód był katastrofą”.

Kurwa, kim do cholery była ta kobieta?

„Audrey…”

Pochyliła się do przodu i przerwała mu - „To są twoje pieniądze, Mike, ciężko na nie pracowałeś. Mówiłam ci, że dowiaduję się pewnych rzeczy o sobie i tak jest. Ucząc się o sobie, spojrzałam wstecz i zdałam sobie sprawę z pewnych rzeczy o tobie. A to znaczy, że byłeś szczęśliwy, mogąc ciężko pracować dla naszej rodziny, aby zapewnić nam dobre życie i dać naszym dzieciom to, czego potrzebowały. Zawsze to zapewniałeś i jeśli weźmiesz ten czek i użyjesz go dla Clarissy lub Jonasa, lub jakkolwiek zechcesz go użyć, zrobisz to. To po prostu sprawia, że ​​​​jest to o wiele mniej trudne na krótką metę”.

Wpatrywał się w nią i poinformował ją - „Muszę powiedzieć, Audrey, w tej chwili przerażasz mnie”.

Odchyliła się do tyłu i odpowiedziała szeptem - „Cóż, w końcu robię to w sposób, który nie jest zły”.

Mike nie mógł tego powstrzymać. Wybuchnął śmiechem. Kiedy skończył, patrzyła na niego i uśmiechała się z wahaniem.

Jego rozbawienie zniknęło i powiedział cicho - „Mam nadzieję, że to gówno się utrzyma”.

Zacisnęła usta, zanim zauważyła - „Ja też”.

Chryste, tak było. Tak to cholernie było. Jezu. Próbowała, w końcu naprawdę próbowała i miała nadzieję, tak jak on, że tego nie spieprzy.

Jezu.

Skinął głową, wyciągnął rękę i wziął czek. Potem wyciągnął portfel i wepchnął go do środka.

„Mike?” - Usłyszał jej wołanie, gdy wpychał portfel z powrotem do wewnętrznej kieszeni kurtki.

Jego wzrok powędrowały do ​​niej - „Tak?”

„Zostałam, uh... zaproszona na randkę. Przez adwokata z innej firmy, który prowadził sprawę wspólnie z naszą kancelarią” - Kiedy nie odpowiedział, dokończyła - „Pomyślałam, że, hm… powinieneś wiedzieć na wypadek, gdyby coś z tego wyszło i gdybym musiała powiedzieć dzieciom albo je mu przedstawić”.

„Cieszę się, Audrey” - powiedział cicho Mike i otrzymał kolejny niepewny uśmiech.

„Tak, jest trochę słodki” - wyszeptała, a Mike odwzajemnił uśmiech.

„Ale jest prawnikiem, więc prawdopodobnie ma w sobie trochę dupka. Uważaj” – powiedział jej.

„Pracuję z nimi wystarczająco długo, rozumiem to lepiej niż ty” - odpowiedziała, jej uśmiech wciąż tam był, wciąż wahający się, ale mniej.

Mike skinął głową.

„Musisz iść” – przypomniała mu.

„Tak” - zgodził się.

Wpatrywała się w jego oczy i nie ruszała się.

Potem wyszeptała - „Kocham nasze dzieci”.

„Nie tylko cieszę się, że w końcu to zrozumiałaś, ale cieszę się, że wymyśliłaś, jak im to pokazać”.

Jej głowa przechyliła się na bok, jej oczy złagodniały i posłała mu kolejny ostrożny uśmiech.

„Uważaj na siebie, Mike” – powiedziała.

Mike podniósł się z krzesła i powiedział - „Ty tak samo, Audrey”.

Skinęła głową.

Mike podniósł rękę i pstryknął w jej stronę dwoma palcami, odwrócił się i wyszedł od Mimi’s.

Potem poszedł ulicą, okrążył komisariat, by wejść na tylny parking i wsiadł do swojego SUV-a, żeby pojechać do domu. Dusty gotowała dla swoich dzieci i rodziny Rivera.

Jechał, decydując, że powie Reesee i No o tym, co zrobiła ich mama. Długo czekali na to, by pokazała, że ją obchodzili. Skoro ją mieli, powinni wiedzieć.

Miał tylko cholerną nadzieję, że to potrwa. Ale nawet jeśli tak by się nie stało i byłby to jedyny gest, jaki była w stanie wykonać, powinni to zrozumieć.

I zrobiliby to.

*****

Sobotnie popołudnie…

Mike i Dusty właśnie wrócili z lotniska, podążając za Rivera, jadącymi w ich wypożyczonym samochodem, żeby wycisnąć ostatnie sekundy z ich wizyty, machając im przez ochronę.

Teraz szli z Laylą przez pole, Dusty miała usiąść za koło, a Mike chciał porozmawiać z Finem.

Dusty była milcząca i Mike poprawnie odczytał to jako fakt, że będzie tęsknić za przyjaciółmi. Zaczęła nawiązywać więź z Cheryl, Vi, Rocky, Feb i ich ekipą, ale zbudowanie z nimi czegoś takiego, jak miała z Jerrą, zajęłoby lata, a z powodu lat spędzonych z Jerrą, to nigdy nie byłoby to samo. Mimo to Mike wiedział, że wszystkie z nich były dobrymi kobietami, choć niektóre z nich były kompletnie szalone. To, co ostatecznie zbuduje, będzie dobre.

Wiedział, że jej nastrój miał związek z wyjazdem rodziny Rivera, a nie z czymkolwiek innym, bo reszta układała się sama. Powiedział jej, co mieli na McGrath’a i Debbie, a ona znała ich plany, jak skłonić ich do wycofania się. Wyjaśnił też, co stało się z Audrey. A Rhonda powiedziała Delli, że wolałaby, gdyby to ona robiła zakupy dla chłopców, robiła wieczorem kolację i sprzątała dom. Przejęła też poranne karmienie i pojenie koni Dusty. Musiała jeszcze pomagać przy garncarstwie, ale w końcu zaczęła się włączać, zwracając uwagę na swój dom i rodzinę.

Więc światełko w tunelu nie było pociągiem. Za tydzień, dwa, jeśli Rhonda trzymała swoje gówno i byli w stanie unieruchomić Debbie i McGrath’a, życie byłoby po prostu życiem.

Nie mógł się doczekać.

Zatrzymali się na rozległym terenie między gospodarstwem a domem; odwróciła się i spojrzała na niego.

„To ja” - powiedziała miękko, wskazując głową w stronę stodoły, a Mike podszedł bliżej, uniósł rękę i objął jej szczękę.

„Jak będzie lato, dzieci będą wolne od szkoły, pojedziemy do Teksasu”.

Przycisnęła szczękę do jego dłoni i szepnęła - „Dzięki, przystojniaku”.

Opuścił głowę, dotknął ustami jej ust, po czym uniósł je i delikatnie rozkazał - „Bierz się do pracy”.

Uśmiechnęła się do niego. Opuścił rękę, a ona ruszyła w stronę stodoły. Layla stała tam, wyglądając na niezdecydowaną, a Mike podniósł rękę i wskazał na oddalającą się postać Dusty, więc Layla odwróciła się i pobiegła za kobietą Mike’a.

Poszedł do domu. Dusty napisała SMS-a do Fina, a on odpowiedział jej, że przyjechał z pola na lunch. Poprosiła go, aby został, bo Mike chciał zamienić słówko. Kiedy Mike wszedł tylnymi drzwiami, zobaczył Fina przy zlewie, popijającego colę i czekającego na niego.

Fin opuścił rękę, spojrzał na Mike’a i wymamrotał - „Hej, panie Haines. Wszystko w porządku?”

Mike zauważył, że jego oczy były czujne, ale jego postawa była rozluźniona. Rees i No byli z matką w ten weekend, co było jednym z nielicznych momentów, kiedy Fin nie spędzał każdej wolnej minuty z córką Mike’a. Mimo to nie miał wątpliwości, że komunikowali się obficie w tych chwilach, tak jak robili to za każdym razem, gdy byli zmuszeni do rozstania. Więc Mike wiedział, że Fin prawdopodobnie wiedział więcej o stanie jego córki w tym momencie niż Mike.

„Tak, wszystko spoko. Potrzebuję tylko zamienić kilka słów z tobą” – powiedział Mike, podchodząc, ale zatrzymując się cztery kroki dalej i opierając biodro o blat. Położył dłoń na blacie, spojrzał Finowi w oczy i zapytał cicho - „Wszystko w porządku z twoją mamą?”

Fin skinął głową - „Obudziliśmy jej gówno… eee, to znaczy, wydaje się, że obudziliśmy ją tamtego wieczoru”.

Mike pozwolił przekleństwu przejść i skinął głową, mrucząc - „Dobrze” - Potem kontynuował - „Powinieneś wiedzieć, że pracowałem z kilkoma moimi chłopcami w komisariacie, a także z kilkoma innymi przyjaciółmi, którzy w tym kopią. Wygląda na to, że możemy mieć jakiś wpływ na twoją ciocię Debbie i Berniego McGrath’a. W następnym tygodniu lub dwóch zrobi się gorąco, ale skoro to, co mamy, wygląda dobrze, reszta się ochłodzi”.

Kiedy mówił, czujne spojrzenie Fina stało się gorące i intensywne, ale po prostu podniósł brodę, kiedy Mike skończył i mruknął - „Dzięki za to, panie Haines. Nie wiem, jak mogę…”

„Nie ma dla ciebie do zrobienia. Dusty jest moją kobietą, co oznacza, że ​​jest w rodzinie, więc ty jesteś w rodzinie. Rodzina chroni rodzinę, więc jeśli liczysz w głowie przysługi, które jesteś winien, przestań. To jest życie, Fin. Ty bierzesz, później będzie czas, w którym dasz. Tak po prostu jest. Idziemy dalej”.

Fin zmrużył oczy, po czym ponownie uniósł brodę.

Mike nabrał powietrza.

Czy on to cholernie zrobi?

Spojrzał na chłopca, który był przede wszystkim mężczyzną przed nim, przez jego głowę przeleciały przebłyski, jak uczył się z dziewczyną Mike’a, uśmiechał się do dziewczyny Mike’a, trzymał ją za rękę, otwierał jej drzwi samochodu, prowadził ją do Swank ręką lekko leżącą na jej krzyżu.

Kurwa, miał zamiar to zrobić.

„Wiem, że wiesz, że mam zasadę, że Rees nie może umawiać się na randki samochodem, dopóki nie skończy szesnastu lat” - stwierdził Mike.

To wzbudziło zainteresowanie Fina, a także sprawiło, że jego ciało poruszyło się w sposób, który wydawał się niewygodny.

Ale Fin zassał to i odpowiedział - „Tak. Wiem. To jest spoko. Rzeczy są dobre takie, jakie są”.

„Znoszę tę zasadę”.

Mike patrzył, jak ciało Fina stwardniało.

Chciał tego, czasu sam na sam z córką Mike’a.

Kurwa.

Kurwa.

Mike wziął kolejny oddech i cicho powiedział - „Robię to, bo obserwowałem cię z nią i ufam ci. Dałeś znak, że ci na niej zależy. Postawiłeś się dla niej. Chroniłeś ją. Trzymałeś swoje gówno w sytuacji z tymi dzieciakami i nie sprawiałeś więcej kłopotów, podejmując dojrzałą decyzję, co jest kolejnym sposobem na jej ochronę, a nie dalsze wystawianie. Robię to, bo wiem, że nie wypieprzysz mnie, jeśli to zrobię. A przez to rozumiem, że moja córka ma piętnaście lat. Nie umknęło mi to, że masz pewne doświadczenie. Więc wszystko ci wyjaśnię, Fin. Troszczy się o ciebie, ufa ci, ale jest cholernie za młoda, żeby iść tam z tobą. Nie teraz. Nie za dwa miesiące. Ani za dziesięć, ani później. Pozwalam wam to mieć, bo wiem, że nie znieważysz jej, a robiąc to, znieważysz mnie. A jeśli okaże się, że się co do tego myliłem, nic nie będę w stanie zrobić, aby to zmienić. Ale będę naprawdę cholernie rozczarowany”.

Kiedy skończył, Mike był zszokowany jak cholera, widząc, że Finley Holliday nie był wdzięczny. Nie był zawstydzony. Nie czuł się niezręcznie.

Był cholernie wkurzony.

„Mówimy o Reesee” – warknął, a Mike nie spuszczał wzroku.

„Tak, Fin” - zgodził się Mike.

„Jest pan policjantem. Jest pan tatą. Jest pan facetem. Wie pan” – stwierdził Fin, jego głos wciąż był niski, szorstki, wkurzony.

„Fin…”

„Widział mnie pan z nią i wie pan, że nie musi mi mówić tego gówna” – wycedził Fin.

Jezu.

„Jestem jej ojcem. Moim zadaniem jest bycie dokładnym” – odpowiedział Mike.

„Cóż, był pan dokładny” - odparował Fin - „Więc powiem ci, że to coś dla mnie znaczy, że mi pan zaufał, że będą z nią dobry, bo pan może. Znał mojego tatę. Jest pan z moją ciocią. Zna pan Holliday’ów. Więc rozumie pan mnie. Są wszystkie inne dziewczyny a z drugiej strony jest Reesee, a będąc jej tatą i tak dalej, też pan o tym wie”.

Mike walczył z drżeniem ust i odpowiedział - „Tak, wiem to wszystko”.

„Racja” - mruknął Fin, po czym zapytał - „Jaka jest jej godzina policyjna?”

Mike walczył z drżeniem ust i odpowiedział - „Dziewiąta w dni powszednie. Dziesiąta w weekendy, ale jeśli poszlibyście na późny film czy coś, daj mi znać”.

Fin skinął głową.

Potem zapytał - „Skończyliśmy?”.

„Tak”.

Fin podniósł brodę i przeszedł obok Mike'a do tylnych drzwi.

Mike powstrzymał go, wołając go po imieniu. Z dłonią na klamce, Fina wykręcił kark, a jego wzrok napotkał Mike’a.

„Znałem twojego tatę i byliśmy blisko, więc domyślam się, że już o tym wiesz. Ale i tak to powiem. To, kim się stałeś, jest mężczyzną, którego inni mężczyźni będą chcieli poznać. Byłby dumny Fin”.

Fin spojrzał mu w oczy i cicho odpowiedział - „Już był. Ma pan rację, powiedział mi. Dużo. I dlatego jestem tym, kim pan mówi, że jestem”.

Jezu, ten dzieciak był bystry.

„Racja” – mruknął Mike.

„Ale” – ciągnął Fin – „jest pan porządnym facetem, świetnym tatą, więc powinien pan też wiedzieć, że to coś , że usłyszałem to od pana”.

I Jezu, ten dzieciak czuł się głęboko i miał jaja, by to wyrazić.

„Racja” – powtórzył Mike mamrocząc.

„Racja” - mruknął Fin, po czym wymamrotał swoje - „Później” i już go nie było.

Mike dał mu minutę na zniknięcie, a potem poszedł za nim, wychodząc przez drzwi i kierując się do stodoły.

Dusty miała ściszoną muzykę, siedziała tyłkiem na stołku i kładła kawałek gliny na swoim kole, ale jej wzrok był utkwiony w nim. Layla podbiegła do niego i uderzyła go nosem.

Kiedy się zbliżył, zapytała - „Jak poszło?”

Powiedział jej również, dlaczego chciał rozmawiać z jej siostrzeńcem.

Zatrzymał się, pochylił i potarł psu głowę.

„Lepiej niż się spodziewałem” – odpowiedział - „O wiele lepiej”.

Uśmiechnęła się do niego i oświadczyła - „Kocham mojego bratanka”.

Mike odwzajemnił uśmiech.

Potem powiedział jej - „Idę na siłownię”.

Skinęła głową. Pochylił się i dał jej szybkiego buziaka. Przekręcił się i pogłaskał swojego psa.

Potem rozkazał - „Zostań”.

Layla nie została. Pobiegła w głąb stodoły, z nosem przy ziemi, odkrywając.

Wzrok Mike’a przesunął się po Dusty. Uśmiechnęła się do niego ponownie. Ponownie się uśmiechnął się do niej, po czym wyszedł ze stodoły, przez pole, do swojego domu i po schodach na górę, aby przebrać się na siłownię.

*****

W kolejny piątek po południu…

„Pieprz się, Mike”.

To było czarujące powitanie Debbie.

Mike odchylił się na krześle przy biurku i domyślił się - „Zakładam, że siedziałaś już z panem Gloverem”.

„Pieprz… się” - odpowiedziała.

„Wycofujesz sprawę?” - zapytał.

Brak odpowiedzi.

„Debbie” - zachęcił.

„Tak” – syknęła.

„Będziemy mieli z tobą jeszcze jakieś problemy?”

„Uh… przepraszam Mike, ale ta farma nie jest warta pozbawienia prawa wykonywania zawodu”.

„Dobrze wiedzieć” – odparł Mike - „Jak będzie coś jeszcze, to gówno nie zniknie. To pozostanie zakopane, ale jeśli zadzierasz z Dusty, Rhondą, tymi chłopakami, kimkolwiek z tej rodziny lub z farmy w jakikolwiek możliwy sposób, to ujrzy światło dzienne i grozi ci wykluczenie z prawa wykonywania zawodu i więzienie. To nie jest groźba, Debbie. Musisz traktować mnie poważnie, bo ja jestem bardzo poważny”.

„Słyszę cię” – warknęła.

„A czas mija, widzisz to gówno, które wyciągnęłaś za to, czym było, dajesz mu jeszcze więcej czasu. Zadałaś kilka głębokich ran. Ani jedna dusza, która podziela twoją krew, której stopy dotykają ziemi Indiany, nie chce o tobie słyszeć w najbliższym czasie. Daj im to, bez względu na to, jak bardzo pragniesz przebaczenia”.

„Nie wstrzymałabym oddechu” – odparła.

Nie sądził tak.

"Skończyliśmy?" odgryzła się.

Cholernie skończyli, dzięki Bogu.

„Tak” - odpowiedział.

Rozłączyła się.

Mike nacisnął przycisk na swoim telefonie i upuścił go na biurko, przenosząc wzrok na Merry’ego, który również rozmawiał przez telefon.

„Tak” – powiedział Merry do swojego telefonu – „Tak” – powtórzył - „Rozumiem” - kontynuował - „Kiedy to się skończy?” - Przerwał, żeby posłuchać - „Tak” - Powiedział ponownie, kiwając głową osobie, której nie mógł zobaczyć - „Dzięki za informację. Dobrze. Dzięki jeszcze raz. Później”.

Odłożył telefon do podstawki i jego wzrok powędrował do Mike’a.

„Wygląda na to, że nasz popołudniowy ciężar właśnie się zmniejszył, bracie” – oznajmił. Szli na spotkanie z McGrath’em, więc brwi Mike’a powędrowały w górę.

„Jak to?”

„Cóż, straż pożarna i ochrona budynków uznały centrum handlowe w Danville, restaurację w Avon i całe pieprzone osiedle pod Pittsboro za nienadające się do użytku. Właściciele i najemcy są powiadamiani. Policja w Indianapolis zatrzymała inspektora budowlanego na przesłuchanie w sprawie przekupstwa i korupcji. Danville PD i Departament Szeryfa Hrabstwa Hendrick uzyskali nakazy aresztowania Bernarda McGrath’a. Myślę, że będzie zbyt zajęty, żeby z nami porozmawiać”.

Mike uśmiechnął się.

Merry odwzajemnił uśmiech.

„Lepiej zadzwoń do Dusty i zabierz jej tyłek do kuchni. Ma dużo tortów do upieczenia” – zauważył Merry.

„Tak” – zgodził się Mike.

„I znam kogoś, kto załatwi ci cholerną umowę na jedną piekielną butelkę szkockiej dla Devina”.

„Zadzwoń, stary” – rozkazał Mike.

Merry skinął głową i sięgnął do komórki na biurku.

Mike zrobił to samo ze swoją. Poszedł do swoich kontaktów, znalazł Dusty i wcisnął dzwoń.

Powiedział jej nowinę.

Potem odsunął telefon od ucha, kiedy krzyczała z radości.

Właśnie wtedy uśmiechnął się szeroko.

*****

Ten piątkowy wieczór...

„Wrócimy około dziesiątej, tato” - zawołała Reesee z korytarza, którym razem z Finem szli w stronę wyjścia.

Głowa Mike’a opierała się o kanapę, więc mógł patrzeć, jak odchodzili. Szli do kina. Mike zniósł zakaz, ale Fin nie robił tego przez tydzień. Teraz do tego dążył.

„Bawcie się dobrze” - odkrzyknął i zobaczył, jak Dusty pojawiła się w drzwiach do kuchni, gdzie wciąż piekła ciasta, i zobaczył, jak uśmiechnęła się do pary.

Uśmiechnęli się szeroko, gdy byli już za drzwiami.

Wtedy Mike patrzył, jak Dusty błąkała się po korytarzu.

No i jego zespół byli w domu jakiegoś dzieciaka i przygotowywali się do zagrania koncertu na imprezie, z którego każdy dostawał po dwadzieścia dolarów za zagranie. Jego godzina policyjna była o północy. To był ich pierwszy płatny występ i nie mogli się nadziwić, mimo że grali godzinami praktycznie za darmo.

Oznaczało to, że Mike miał w domu trzy i pół godziny sam z jego kobietą i psem.

To nie umknęło Dusty i wiedział o tym, kiedy weszła do salonu, okrążyła kanapę, podeszła prosto do niego i położyła swój tyłek na jego kolanach.

Jej ramiona otoczyły jego ramiona. Jego ramiona owinęły się wokół jej talii, a jego oczy opadły na jej usta.

„Proszę, powiedz, że skończyłaś piec torty” – mruknął.

„Mam jeszcze jeden do zrobienia” - powiedziała mu, a jego oczy przeniosły się na jej – „Ale zrobię go rano”.

Miała cholerną rację.

Przechyliła głowę na bok – „Masz wolne w przyszłym tygodniu?”

W następnym tygodniu były ferie wiosenne dla dzieci.

„Pół dnia w środę, potem w czwartek i piątek”.

Zmarszczyła nos. To było coś, ale ponieważ dzieci szły do ​​Audrey w następny piątek wieczorem, nie było tego dużo. Audrey miała je mieć od poniedziałku do środy po południu, ale zawarła z nimi umowę, bo nie mogła wziąć zbyt wiele wolnego czasu w pracy. Udało jej się wyrwać wtorek, żeby coś z nimi zrobić, więc spędzali noc w poniedziałek i wracali do domu w środę rano. Ale wracali do niej w weekend i coś zaplanowała.

„Wymyślimy coś, co im się spodoba” – zapewnił ją Mike.

„W przyszłym roku, No kończy szkołę, więc powinniśmy zaplanować coś zabawnego. Floryda, Meksyk czy coś takiego” – zasugerowała Dusty - „Powiadom Audrey teraz i może coś z nią wymienimy, żebyśmy mogli mieć ten czas”.

„Zaraz się tym zajmę” – mruknął Mike, a ona uśmiechnęła się, po czym przycisnęła bliżej.

„Myślę, że zaciągnięcie Fina i Rees z powrotem do domu wymagałoby około siedmiu słoni, więc myślę też, że możesz teraz całkiem bezpiecznie zająć się czymś innym” - wyszeptała na swoje zaproszenie.

Mike uśmiechnął się. Potem przyjął jej zaproszenie, odwracając ją plecami na kanapę i zrobił to od razu.

*****

Późna piątkowa noc...

Oczy Mike’a otworzyły się, podobnie jak jego zmysły.

Spokojnie.

Cicho.

Nic.

Niemniej jednak, ostrożnie, skoro robił to za każdym razem, zanim obudziłby Dusty, odsunął się od niej, wskazując na Laylę.

Jej głowa wystawała znad kostki Dusty, ale widziała rękę Mike’a, znała jego komendę i została tam, gdzie była.

Mike podszedł do komody i złapał koszulkę. Dusty najwyraźniej była w nastroju albo potrzebowała czegoś do roboty, żeby zabić czas, kiedy czekała na upieczenie tortów, bo jak wrócił tej nocy do domu, poszedł do ich pokoju się przebrać i odkrył, że, po raz pierwszy odkąd się wprowadziła, w sypialni podłoga była wolna od ubrań i butów i została odkurzona.

Włożył koszulkę, otworzył drzwi i przeszedł przez nie. Najpierw poszedł korytarzem do pokoju Reesee. Otworzywszy drzwi, zobaczył jej głowę na poduszce, cień jej komórki na szafce nocnej w niewielkiej odległości. Ale było późno. Była poza domem. Fin odwiózł ją do domu na czas i chociaż siedzieli na jego podjeździe przez piętnaście pieprzonych minut w pickupie Fina (który miał tylną kanapę, do jasnej cholery), zanim weszła z rozmarzonym wyrazem twarzy, który wcale nie był bardziej rozmarzona. niż inne wyrazy, jakie miała po opuszczeniu Fina, więc Mike odprężył się.

Wyszedł za jej drzwi, zamknął je i sprawdził No. Jego głowa również leżała na poduszce i też spał. Mike był tym zaskoczony. Wrócił do domu z koncertu całkowicie napalony. Najwyraźniej poszło dobrze, ale Mike też wiedział, że poszło dobrze, bo stał w drzwiach No, opierając się o framugę, podczas gdy No odkładał swój sprzęt i opowiadał mu o tym. Mike myślał, że zajmie mu trochę czasu, zanim się uspokoi, ale najwyraźniej już odleciał.

Mike wyszedł z domu, zamknął je i powtórzył kroki, które wielokrotnie wykonywał podczas obchodu po domu.

Dom był spokojny.

Było cicho.

Nic.

Wszystko dobrze.

Rhonda sortowała swoje gówno, pomagała. W mijającym tygodniu pracowała nawet z Dellą przy pakowaniu wyrobów Dusty do skrzynek.

Debbie została wyłączona.

McGrath siedział w więzieniu.

Wyglądało na to, że Audrey trzymała swoje gówno i robiła postępy z Rees.

Przy czterech osobach pracujących na farmie kukurydza była prawie wsiana.

Nic złego.

Wszystko dobrze.

Mike stał w salonie, wyglądając przez drzwi na taras na oświetlone księżycem podwórko.

Tam też nic.

Wszystko ciche.

Spokój.

Dobrze.

„Więc dlaczego, do cholery, nie mogę otrząsnąć się z tego pieprzonego uczucia?” - szepnął do nikogo.

Nic dziwnego, że nie otrzymał odpowiedzi.

Tak więc, z ciężarem, który nosił w brzuchu od jakiegoś czasu, który nadal był ciężki, nawet po tym, jak Rhonda się otrząsnęła, Audrey podniosła się, Debbie została załatwiona, McGrath został odsunięty, Mike wrócił na górę i do swojego pokoju.

Zamknął drzwi i ostrożnie wsunął się z powrotem w Dusty, dopasowując swój przód do krzywizny jej pleców i obejmując ramieniem jej talię.

Nie obudziła się.

Wszystko dobrze.

Tyle że nie było.

A on to wiedział.

Nie wiedział tylko dlaczego.


 

3 komentarze: