Rozdział 2
Robiąc mentalną... cz. 5
„Uh…
nie, skoro gdybyś była, nie leżałabyś w poprzek łóżka w niczym poza koszulką i
majtkami, a ja lubię jeść pizzę, kiedy wszystko, co oglądam, to ty leżąca w
poprzek łóżka w niczym poza koszulką i majtkami” – odpowiedział Mike.
Uśmiechnęłam
się ponownie i zapytałam żartobliwie - „Więc mówisz, że przyszedłeś tutaj z
nadzieją, że dostaniesz się do moich majtek?”
Odwzajemnił
uśmiech i odpowiedział - „Nie, przyszedłem tu rozpruć ci tyłek i uporządkować
twoje gówno. Poklepywanie tego tyłka było po prostu szczęściem”.
Wtedy
nadeszła moja kolej, by wybuchnąć śmiechem, a kiedy skończyłam, zastanawiałam
się, czy moja twarz wyglądała na tak zafascynowaną, jak teraz uśmiechnięta
twarzy Mike’a, kiedy zobaczyłam, że mnie obserwował.
Mój
śmiech ucichł, ale patrzyłam w jego oczy, kiedy szepnęłam - „Dziękuję”.
„Za
co, kochanie?”
„Za
rozśmieszenie mnie w dobry i prawdziwy sposób cztery dni po śmierci mojego
brata”.
Światło
zgasło z jego oczu, ale pozostały ciepłe, gdy wrzucił na wpół zjedzony kawałek
pizzy do pudełka i delikatnie rozkazał - „Chodź tu, Dusty”.
Wrzuciłam
swój na wpół zjedzony kawałek razem z jego, złapałam piwo i poszłam tam. Wziął
moje piwo, wyciągnął rękę, postawił obok swojego na nocnym stoliku i wrócił do
mnie. Rękoma na moich biodrach poprowadził mnie, abym usiadła na nim okrakiem,
a kiedy posadziłam tyłek na jego kolanach, trzymał ręce tam, gdzie były.
Położyłam mój na górnej części jego brzucha.
Spojrzałam
na niego w dół.
Spojrzał
na mnie do góry.
„Darrin
był z ciebie dumny” – powiedział, wciąż mówiąc delikatnie.
„Wiem”
– powiedziałam mu - „I był dobrym mężem, dobrym tatą, dobrym bratem i ja też byłam
z niego dumna”.
„Zawsze
to będziesz mieć”.
„Wiem”.
„Masz
teraz zadanie, by utrzymać go żywym dla jego chłopców”.
Wzięłam
trzepoczący oddech.
Potem
powtórzyłam - „Wiem”.
„Skup
się na tym”.
Przytaknęłam.
Wciąż
na mnie patrzył, a ja pozwoliłam mu, kiedy odetchnęłam głęboko.
Odezwał
się ponownie - „Masz rację, Aniołku, życie jest popieprzone. Ale czasami sprawy
się układają. I cokolwiek mnie tu przywiodło, oznacza, że mam zaszczyt być z
tobą, kiedy sortujesz sprawy dziś wieczorem. Więc mogło to być popieprzone, co
skłoniło mnie do odnalezienia cię, ale czy robisz loda światowej klasy czy nie,
cieszę się, że tu jestem”.
Poczułam,
jak łzy zatykały mi gardło, ale przepchnęłam przez nie - „ja też się cieszę”,
zanim się pochyliłam, dałam mu szybkiego całuska i oba ramiona Mike’a otoczyły
mnie.
Przełknęłam
łzy, gdy Mike patrzył, a potem powiedział mi cicho - „Jestem dobry, właśnie
tutaj, nigdzie się nie wybieram, musisz wyrzucić to gówno”.
„Dzięki,
kochanie, ale wypłakałam oczy przez cztery dni, więc dałam sobie limit.
Płakałam, kiedy mama i tata spotkali mnie na lotnisku. Płakałam, kiedy zobaczyłam
Rhondę. Płakałam, gdy zobaczyłam chłopców. I płakałam po mojej wielkiej tyradzie,
kiedy tu przyjechałeś. Mam tylko trzy. Już przekroczyłam swój limit”.
„Nie
mówię, że nie” - Wciąż mówił cicho, gdy jego ramiona zacisnęły się wokół mnie.
Spuściłam głowę, wsunęłam twarz w jego szyję i wsunęłam za niego ramiona, by
trzymać go tak, jak on trzymał mnie. Zrobiłam to, dziękując Bogu za to, że nie
tylko uczynił z Mike’a Hainesa dobrym facetem, ale też za to, że go takim
zachował.
„Opowiedz
mi o swoich dzieciach” – wymamrotałam, nie podnosząc głowy.
Mike
rozpoznał moją grę, a ponieważ był dobrym facetem, nie wahał się w nią wpaść.
„No
ma szesnaście lat, prawie siedemnaście. Interesuje się muzyką. Gra na perkusji,
gitarze i klawiszach. Wszystko sam się nauczył. Jest w tym dobry. Ma zespół
garażowy, a ponieważ gra również w koszykówkę, jest wysokim, dobrze wyglądającym
dzieciakiem i jest dobry w koszykówce, większość dziewcząt w liceum myśli, że
jest tym, co powtórnie zstąpił na ziemię. Mój telefon w domu rozwala się z
pierdolonego dzwonka, więc przestałem go odbierać i nawet nie zawracam sobie
głowy odsłuchiwaniem wiadomości na poczcie głosowej, bo wszystkie są do No”.
„No?”
- zapytałam.
„No,
Jonas. Dopóki nie skończył piętnastu lat, nazywaliśmy go jego imieniem. Potem
ogłosił się No. Uważa, że to fajne i odmawia odpowiedzi na cokolwiek innego.
Myślę, że jest walnięty, ale jest nieszkodliwy, więc to robię. Jego matka uważa
to za irytujące, młodzieńcze i śmieszne, i odmawia. Znajduje też każdą okazję,
by mu powiedzieć, że to denerwujące, młodzieńcze i śmieszne. Na szczęście musi
spędzać z nią tylko cztery dni w miesiącu, żeby mógł sobie poradzić z tym, że
tak długo nazywa go jego prawdziwym imieniem”.
„To
dobrze” – mruknęłam - „Ale czy nie masz dwójki dzieci?”
Kiedy
to powiedziałam, jego ramiona odruchowo zacisnęły się wokół mnie. Ten ruch do
mnie przemówił, chociaż nie wiedziałam, co mówił. Więc podniosłam głowę, żeby
na niego spojrzeć, a on nie zdołał ukryć niespokojnego cienia przepływającego
przez jego oczy, zanim go złapałam.
„Mike?”
– podpowiedziałem.
„Clarisse.
Moja córka. Niedługo skończy piętnaście lat. Była Małą Dziewczynką Tatusia do
zeszłego roku. Byliśmy blisko. Wszystko dobrze. Weszła w fazę” – wyjaśnił.
„Jaką
fazę?”
„Nie
jestem pewien” - mruknął, po czym kontynuował - „Tajemnicza. Kapryśna. Przez
większość czasu kłóci się z bratem, z matką cały czas, a czasami ze mną”.
Wiedziałam
o tym wszystko.
„Co
mówi jej mama?” - zapytałam.
„Audrey
i ja nie rozmawiamy. Jej dekret. Walczyłem i otrzymałem pełną opiekę nad
dziećmi, co oznaczało, że alimenty zniknęły. Walczy i obwinia mnie. Więc nie
wiem, co mówi, chyba że przez Reesee, która informuje mnie, że jej matka to
suka. W tych słowach”.
To
nie brzmiało dobrze.
Wkroczyłam
- „W tej chwili szybka nauka znajomości kobiety dla nieświadomego mężczyzny z
nastoletnią córką. Sekretne, nastrojowe i kłótliwe dni będą przez jakiś czas
twoimi krzyżami, Słonko”.
Studiował
mnie i robił to dokładnie. Wiedziałam, o czym myślał i miałam nadzieję, że tam
nie pójdzie. Był czas, z którego nie byłam dumna, a on musiał mnie przeczytać,
bo tam nie pojechał.
Zamiast
tego zapytał - „Jak długo mam to mieć?”
„Zaczęła
miesiączkować?”
Wzdrygnął
się. Uśmiechnęłam się.
Tak,
Mała Dziewczynka Tatusia było w porządku. Pomysł, by jego dziecko stało się
kobietą, nie był czymś, o czym lubił myśleć.
Potem
odpowiedział - „Tak”.
„Jak
masz szczęście, rok, może dwa. Jak nie, oczekuj co najmniej pięciu”.
„Kurwa”
– mruknął, a mój uśmiech się poszerzył.
Ale
mój uśmiech zniknął, gdy wyszeptałam - „Wyrwiemy się z tego. Obiecuję”.
Jego
ramiona rozdzieliły się. Jedno wsunęło mi się po plecach. Drugie zsunęło się
nisko na moje biodra. I zrobiły to, podczas gdy on ponownie uważnie mi się
przyglądał.
Kiwnął
głową, łapiąc mnie, bo widział, że nie byłam tym, kim kiedyś byłam, ale
powiedział cicho - „Mam nadzieję, że masz rację”.
„Dlaczego
nie miałabym mieć?”
Potrząsnął
głową, ale stwierdził - „Widzę w niej dużo jej mamy. To nie jest dobre. I nie
wiem, czy potrafię wyciągnąć te demony, czy to jest w niej zakorzenione”.
„A
te demony byłyby?” – podpowiedziałam.
„Ona
chce gówna, dużo. Gówno, na które mnie nie stać. Gówno, którego nie potrzebuje.
I nie jest szczęśliwa, że nie może tego mieć”.
Przechyliłam
głowę na bok i zasugerowałam ostrożnie - „Reakcja na rozwód?”
Potrząsnął
głową, nie na „nie”, ale na „nie wiem” i odpowiedział - „Zobaczymy”.
Objęłam
go jedną ręką, przesunęłam po jego klatce piersiowej, szyję, by objąć policzek
i powiedziałam - „Mama, tata, Darrin, moja głowa była popieprzona, ale nigdy
się nie poddali. Wyszłam z tego, a oni tam byli. Niedługo potem zdałam sobie
sprawę, że zawsze tak było. Nigdy tego nie zapomniałam, a to oznaczało dla mnie
cały świat. Nie wiem, kochanie, nie mam dzieci, ale moja rada, po prostu nie
rezygnuj z niej”.
„I
tak bym tego nie zrobił” – wymamrotał, a ja podejrzewałam, że tego nie zrobi.
Jego
oczy zatrzymały moje i zapytał - „Jak długo zostajesz?”
„Cóż,
skoro Debbie jest tu na kilka dni, jutro mam brunch z rodziną bez mojej suczej
siostry i jeśli będę zadowolona z ich tętna, mój samolot odlatuje jutro po
południu. Jak nie będę, moje plany powiewają”.
Skinął
głową, zanim się pochylił, przekręcił i wziął mnie na plecy, a kiedy się
osadził z torsem na mnie i biodrami między nogami, zapytał cicho - „Twoje
średniej wielkości wazy sprzedają się po dwieście dolców za sztukę, czy to
znaczy, że stać cię na wsiadanie do samolotu, żeby często odwiedzać miasteczko?”
Moje
serce podskoczyło, a nie robiło tego od dłuższego czasu. Dla Beau nigdy tego
nie zrobiło, nawet na początku. Minęło tyle czasu, że nie wiedziałam, który
kretyn sprawił, że przeskoczyło ostatnio.
Ale
wtedy podskoczyło. Zdecydowanie.
„Tak”
– wyszeptałam.
Jego
oczy patrzyły głęboko w moje.
Potem
odszepnął - „Dobrze”.
„Cieszę
się, że przyszedłeś rozpruć mi tyłek i uporządkować moje gówno, Mike” –
podzieliłam się.
Uśmiechnął
się i odpowiedział - „Nie tak bardzo jak ja”.
„Nie,
jestem prawie pewna, że jestem bardziej”.
Jego
uśmiech zmienił się w uśmiech i przyznał - „W porządku, Słonko, możesz cieszyć
się bardziej ode mnie”.
„Dzięki”
– powiedziałam cicho.
„Teraz
zamkniesz się i mnie pocałujesz czy co?”
„Serio?”
- Zapytałam - „Myślę, że już wyjaśniłam, że dobrze sobie radzisz z ustami. Myślisz,
że odpowiem czy co?”
„Nie
zamykasz się” – poinformował mnie.
„Och”
– wyszeptałam - „Racja”.
Jego
uśmiech stał się większy, zanim podniosłam głowę, żeby go pocałować.
Mike
spotkał mnie w połowie drogi.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za dłuuuuuuuuuuuuuugi rozdział :)
OdpowiedzUsuń