Rozdział 17
Ukradkowe pocałunki
Mike stał oparty o kuchenny
blat z kubkiem kawy w dłoni, wpatrując się w swoje dzieci, siedzące przy stole,
No jedzącego śniadanie, Rees z rękoma poruszającymi się po jej telefonie i
zastanawiał się, jak, kurwa, powiedzieć to, co miał do powiedzenia.
Gówno.
Minęły dwa tygodnie od walki
Fina. Dwa bardzo długie tygodnie.
Musiał to powiedzieć.
Gówno.
„Dzieci,
musimy zamienić słówko, zanim pójdziecie do szkoły” — oznajmił, a No dalej
sypał sobie płatki w usta, chociaż rzucił Mike’owi spojrzenie, zanim jego spojrzenie
wróciło do płatków.
Reesee
pochyliła głowę nad swoją komórką, bez wątpienia wysyłając SMS-a do Fina i
wymamrotała - „Tak, tato?”
Otworzył
usta.
Potem
je zamknął.
Gówno.
Pieprzyć
to.
„Jutro
wieczorem jedziecie do domu swojej mamy. Jak wiecie, Dusty i ja jesteśmy
dorośli. Nie wiecie, że kiedy jesteście u mamy, Dusty zostaje ze mną. Ale tym razem,
kiedy wrócicie, w niedzielę wieczorem ona będzie nocować. A od teraz,
zobaczymy, ale kilka nocy w tygodniu będzie u nas nocować”.
No
wepchnął w siebie do ust kolejną łyżkę płatków i do miski wyrzucił
zniekształcone słowa - „Powinna się po prostu wprowadzić”.
Mike
zamrugał i zrobił to powoli.
Telefon
Reesee zabrzęczał jej w dłoni, a ona wymamrotała - „Tak, całkowicie”.
No
spojrzał na Mike’a i poinformował go o czymś, o czym Mike już wiedział - „W tym
domu z jedną łazienką mieszka bilion ludzi”.
Rees
spojrzał na brata - „Mają toaletę na dole” –poprawiła go.
No
spojrzał na siostrę - „Tak, ale nie możesz brać prysznica w toalecie. Dzielenie
prysznica z bilionem ludzi byłoby do dupy”.
„Całkowicie”
– mruknęła Rees, spuszczając wzrok z powrotem na telefon, kciukami fruwającymi
po klawiaturze, a jej zdolność do wielozadaniowości ujawniała się, gdy mówiła
dalej - „Fin całkowicie ma dość dzielenia
pokoju z Kirbym. Całkowicie. On tego
nienawidzi”.
„Rozumiem
to” - mruknął No do swojej miski, po czym wrzucił więcej jedzenia, ale nadal
mówił przez nią - „Miałem własną przestrzeń, a potem bum! nie miałem, to byłoby takie do dupy”.
„A
Dusty żyje na walizkach” - stwierdziła Rees, po czym nacisnęła przycisk i
spojrzała na tatę - „To się zestarzało. Minęły tygodnie”.
No
odłożył łyżkę, podniósł ją i spojrzał na Mike’a.
„I
tak jest tu praktycznie każdego wieczoru. A twój pokój jest ogromny i masz
własną łazienkę. To byłby ogromny krok naprzód dla Dusty”.
„I
masz miejsce w swojej szafie” – dodała Rees - „Kiedy uczyła mnie, jak się
malować, widziałam wszystkie jej ubrania i ma ich dużo, ale ty masz dużą szafę.
Zużywasz ledwo połowę. Pasowałyby tam” - Jej telefon piknął, jej wzrok
powędrował do niego i dokończyła - „Chociaż większość z nich leżała na podłodze.
Jest trochę niechlujna”.
Mike
poczuł, jak jego usta zadrżały.
No
był zajęty piciem mleka ze swojej miski, a kiedy już to zrobił, spojrzał na
tatę i uśmiechnął się leniwie - „Jak będzie w pobliżu, będzie w rotacji i bym
musiał odkurzać tylko co czwarty
tydzień zamiast co trzeci”.
„To
by było na wagę złota” – mruknęła Rees, znów przesuwając kciukami po ekranie -
„Chociaż nie wydaje się, żeby naprawdę lubiła sprzątanie”.
Mike
znów poczuł, jak jego usta zadrżały.
No
wstał z miską i łyżką, aby zanieść je do zlewu, wskazując - „I byłoby totalnie
kiepsko, gdyby wynajmowała mieszkanie gdzieś, kiedy farma jest tuż obok.
Zaczęli już pracować na polach. Jeśli musiałaby pomóc przy sianiu lub popracować
przy garncarstwie, mogłaby po prostu przejść się tam, jeśli tu zamieszka. Nie
musiałaby nigdzie jechać”.
„I
jak ona znajdzie jakieś miejsce” - dodała Rees - „przeniesie się tam, a kiedy
już będziecie trwali, musi tylko wrócić tutaj”.
Kiedy
już będą trwali?
Jezu.
No
opłukał swoją miskę, mrucząc - „Pokręcone, totalna strata czasu”.
„I
pieniędzy” – stwierdziła Rees, a jej telefon znów zaczął pikać.
„Choroba!”
- No wykrzyknął, otwierając drzwiczki zmywarki i wkładając do niej miskę -
„Zapomniałem podręcznika do chemii”.
Rees
wstała i złapała swoją torbę z książkami z oparcia krzesła - „Spotkamy się w
samochodzie”.
No
zamknął zmywarkę i odpowiedział - „Fajnie” - Potem rzucił się do drzwi, mówiąc
- „Później, tato”.
Rees
podeszła do Mike’a i stanęła na palcach, żeby pocałować go w policzek, wciąż
trzymając telefon w obu dłoniach, skupiając się głównie na nim, mrucząc - „Do
zobaczenia wieczorem, tatusiu”.
Pocałowała
go w policzek i wyszła, przesuwając kciukami po klawiaturze.
Mike
stał tam, gdzie stał, dokładnie tak, jak stał przez ostatnie pięć minut, w
milczeniu, oparty o blat z kubkiem kawy w dłoni, z oczami skierowanymi na
kuchenny stół. Robił to przez jakiś czas. Wystarczająco długo, by usłyszeć, jak
Rees otwierała drzwi do garażu. Wystarczająco długo, by usłyszeć, jak No wbiegał
po schodach, a potem w dół. Wystarczająco długo, by usłyszeć krzyk - „Spadam,
tato!” Wystarczająco długo, żeby No wyszedł, a Mike usłyszał otwierające się wrota
garażu i wycofujące się pobitego gówniane auto No, opuszczające się wrota
garażu i odjeżdżające dzieciaki.
Jego
pierwszą myślą było, że był czas, by wymienić samochód No na lepszy model. Był
odpowiedzialny. Żadnych mandatów. Żadnych wypadków. To coś leciało na skrzydle
i modlitwie. Mike nie miał pojęcia, jak znajdzie pieniądze na to i szkołę
Reesee. Ale nadszedł czas.
Po
drugiej myśli wybuchnął śmiechem.
Potem
wziął łyk kawy, wyciągnął telefon, przewinął do Dusty i wcisnął zieloną
słuchawkę.
Odebrała
po dzwonku drugim.
„Hej,
przystojniaku”.
„Rozmawiałem
z dziećmi”.
Potem
cisza - „O cholera, naprawdę?”
Wiedziała,
o czym mówił. Powiedział jej zeszłego wieczoru, że to zrobi.
„Tak”.
Potem
znowu cisza - „Uh… wtajemniczysz mnie, czy doprowadzisz mnie do załamania
nerwowego?”
„Co
powiesz na wprowadzenie się?”
To
sprawiło, że wyszeptała - „Co?”
To
był dobry szept. Radosny szept. A Mike’owi bardzo się to cholernie podobało.
„Pomysł
No” - podzielił się Mike - „Jest zaniepokojony sytuacją z łazienką na farmie Holliday’ów.
Clarisse martwi się, że żyjesz na walizkach”.
To
dało mu więcej ciszy, zanim usłyszał jej słodki, melodyjny śmiech.
Kiedy
zaczął zanikać, Mike jej to dał.
„Okres
próbny” - powiedział cicho - „Dzieciaki nawet nie mrugnęły, kiedy wspomniałem,
że nocujesz, a tak jak powiedziałem, wprowadzenie się było ich pomysłem. Mimo
to jest to duża zmiana dla ciebie, dla mnie i dla nich. Wprowadzisz się w ten
weekend, wypróbujemy to. Trzymamy rękę na pulsie, gdzie wszyscy są. Jakbyśmy musieli
się wycofać, ponownie to rozważymy i dogadamy się. Wchodzisz w to?”
„Na
pierwszym roku Debbie zmusiła mnie do zapisania się do drużyny siatkówki.
Powiedziała, że potrzebuję skupienia i dyscypliny lekkoatletyki. Totalnie
poniosłam porażkę. Zostałam wyeliminowana w pierwszym wycięciu”.
Mike
nic nie powiedział.
„Założę
się, że będę w tym lepsza” – powiedziała cicho.
Mike
nie miał wątpliwości.
„Więc
wchodzisz w to” - powiedział cicho w odpowiedzi.
„Abso-kurka-lutnie”
– odpowiedziała.
„Pakuj
walizki, Aniołku, to gówno stanie się jutro wieczorem” - Mike zamówił.
„Jestem
w tym wszystkim, Słonko”.
Mike
uśmiechnął się. To był szczęśliwy uśmiech. I czułem się zajebiście.
„Mike?”
- Zawołała Dusty.
„Wciąż
tutaj” – powiedział jej Mike.
„Kocham
twoje dzieci” – wyszeptała.
Mike
zamknął oczy. Bez uśmiechu. Ale to, co czuł, to wciąż było cholerne szczęście.
Otworzył
oczy - „Dobrze” – odszepnął. Potem - „Muszę ruszać w drogę”.
„Muszę
zacząć się pakować”.
Jego
uśmiech powrócił.
„Później,
kochanie”.
„Później,
Słonko”.
Mike
wcisnął przycisk na swoim telefonie.
Potem
poszedł do holu, ostatni raz wymasował psa i wciąż uśmiechnięty wszedł do
garażu.
*****
Miałam
torebkę i torbę podręczną na ramieniu, a w ręku jedną z moich mniejszych
walizek. Mike szedł za mną z dwiema moimi dużymi walizkami. Layla pędziła
między nami, dysząc, wyraźnie podekscytowana. Albo była szczęśliwa, bo była
psem i życie w ogóle było po prostu dobre, albo rozumiała pojęcie walizek i
lubiła towarzystwo. Tak czy inaczej, była podekscytowana, więc cieszyłam się,
że była tam ze mną.
Ledwo
wczoraj zaczęłam się pakować, a Kirby zaczął się przeprowadzać z powrotem do
swojego pokoju. Pożegnał się piętnaście minut temu ze swojej sypialni.
Kiedy
wyszłam, Fin, który pomagał Mike’owi, tacie i mnie z moimi walizkami i pudłami,
stał w holu naszego domu, uśmiechając się do mnie, a jego twarz wyrażała
zrozumienie.
Mama
i tata wymieniali spojrzenia, żałując, że nie byłam o dwadzieścia lat młodsza,
żeby mogli mnie pouczać, jak zamieszkać z mężczyzną bez ślubu, bo wiedzieli, że
w moim wieku absolutnie nie mogli.
Rhonda
przygryzała wargę i posyłała mi spojrzenia. Nie miałam pojęcia, co to znaczyło,
ale z drugiej strony, przez cały czas, który z nią spędziłam, a zwłaszcza
ostatnio, nie miałam pojęcia, jak działa głowa Rhondy.
Mike
powiedział dzieciom, kiedy wróciły do domu zeszłego wieczoru, co się działo.
Oznaczało to, że dzisiaj otrzymałam czternaście (tak, czternaście)
podekscytowanych SMS-ów od Rees o tym, jak bardzo cieszyła się, że wprowadzała
się kolejna dziewczyna. A potem o tym, jak moglibyśmy dzielić się makijażem. Potem
zapytała, czy może pożyczać moje ubrania. Potem zapytała, czy upieczemy jeszcze
jeden tort, bo chciałaby zrobić go dla Fina. I to trwało.
Dostałam
jednego SMS-a od No, który brzmiał: Yo. Cool.
Przeprowadzka. See U Sun. Ur w plan. Odkurzasz i wycierasz w ten wk. L8r.
Było
więc jasne, że Mike nie kłamał. Było im z tym fajnie. Rees dostała nową
garderobę, a No kolejny tydzień leniuchowania, zanim będzie musiał zająć się
obowiązkami domowymi.
Co
mi odpowiadało.
Weszłam
do pokoju i rzuciłam torbę podręczną na łóżko, a obok niej torebkę. Mike rzucił
moje torby na podłogę obok tej, którą upuściłem. Potem objął mnie za szyję,
przyciągnął do siebie i musnął ustami moje.
Kiedy
się uniósł, wymamrotał: „Przeniesienie ciebie skończone. Zadomawiaj się.
Posprzątałem kilka szuflad i przesunąłem rzeczy w szafie. Możesz wejść. Pójdę
po inne twoje walizki i zaniosę twoje pudła do piwnicy. Potem zamówimy jedzenie
z Salon Szanghaj. Wezmę menu”.
Puścił
mnie i wyszedł z pokoju.
Patrzyłam,
jak to robił, podobał mi się sposób, w jaki się poruszał. Jego ciało było
długie i smukłe, a kończyny luźne. Nawet gdy był młodszy, podobał mi się
sposób, w jaki Mike się poruszał. Była w tym pewność siebie, lekkość. Kiedyś
uwielbiałam patrzeć, jak grał w koszykówkę - nigdy nie opuściłam żadnego z jego
meczów. Błagałam nawet tatę, żeby zabierał mnie na mecze wyjazdowe, żebym mogła
patrzeć, jak Mike się ruszał.
Wzięłam
oddech i rozejrzałam się po pokoju.
Mój
dom w Teksasie był niesamowity, pokoje duże, okna ogromne.
Ale
ten pokój był o wiele większy, podobnie jak szafa, a łazienka przy pokoju Mike’a
była marzeniem każdej kobiety. Miał nawet zatopioną owalną wannę. Niebo. Balkon
nie był do niczego i bardzo mi się podobało, że mogłam stamtąd zobaczyć farmę
mojej rodziny. To było tak, jakbym nadal była w domu, ale bez kłopotów
związanych z mieszkaniem z pięcioma innymi osobami w domu o jednej łazience.
Miałam szafę, jakiej nie miałam nawet w pokoju gościnnym, skoro Rhonda
spakowała tam mnóstwo rzeczy. Miałam teraz pokój, który pachniał płynem po
goleniu Mike’a. I miałam spać w dużym łóżku za sześć tysięcy dolarów z Mike’m.
Moje
oczy prześlizgnęły się po pokoju, chłonąc to. Layla poszła za tatą, więc
zostałam sama. Miałam chwilę, żeby się tym delektować, więc to wzięłam.
Wtedy
moje oczy napotkały je i zamarłam.
Na
szafce nocnej obok mojej strony łóżka, kiedy byłam z Mike’m, był bukiet róż.
Najgłębsza, najbogatsza czerwień zmieszana z najgłębszą, najbogatszą
brzoskwinią. Brzoskwinia była tak głęboka, że nigdy nie widziałam czegoś
podobnego. Bukiet był ogromny. Musiało być ich tuzin. Miały długie łodygi, ale
kwiaty były ułożone blisko siebie w żywej, aksamitnej kopule.
Sztywno,
nie spuszczając z nich oczu, podeszłam do nich, bo z kwiatów wystawała biała
kartka. A na zewnątrz karty było napisane: Dusty.
Podniosłam
rękę i chwyciłam kartę. Papier koperty był drogi, gruby. Otworzyłam ją i
wyciągnęłam kartę ze środka. Brak obrazka. Nic. Była po prostu biała i miała
wytłoczoną linię wokół krawędzi.
Nabazgrany
czarnym atramentem przez Mike'a napis głosił: Witaj w domu, Aniołku.
Wpatrywałam
się w czarne bazgroły, a potem usłyszałam brzęczenie nieśmiertelników Layli i
wiedziałam, że Mike wracał. Podniosłam więc głowę i skierowałam wzrok na
podwójne drzwi prowadzące do jego pokoju.
Wszedł,
niosąc jeszcze dwie walizki.
Stałam
tam. Nieruchoma. Zamrożona. Patrząc na najprzystojniejszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek
w życiu widziałam. Mężczyznę, w którym się zakochałam, kiedy był jeszcze
głównie chłopcem. Mężczyznę, który wbrew przeciwnościom wychował dwójkę
wspaniałych dzieci. Mężczyznę, który dbał o bezpieczeństwo na ulicach mojego
rodzinnego miasta. Jedyny mężczyzna poza moim bratem i ojcem, który nawet próbując
się mną zaopiekować, robił to w sposób piękny, cenny, więc mu na to pozwoliłam.
Mężczyznę,
który mnie uszczęśliwiał.
Mężczyzna,
który był ze mną szczęśliwy.
Oczy
Mike’a spoczęły na mnie, opadły na kartę w mojej dłoni, ale nie przegapił ani
kroku i przeniósł nowe torby obok tych, które już przyniósł. Upuścił je na
podłogę.
Spojrzał
mi w oczy i zauważył - „Nie rozpakowujesz się”.
„Kocham
cię” - szepnęłam.
Jego
twarz złagodniała i Boże, Boże, był
tak cholernie piękny.
„Jestem
facetem” - stwierdził dziwacznie, po czym kontynuował równie dziwacznie - „Nie
żyję i nie oddycham czystością. Ale wolę to. Czy właśnie kupiłem sobie życie
polegające na wygrzebywaniu drogi w twoich dżinsach, T-shirtach, paskach,
stanikach i majtkach, żeby dostać się do łazienki?”
„Kocham
cię” - szepnęłam.
Uśmiechnął
się pięknym uśmiechem.
Potem
wymamrotał - „Zakładam, że to znaczy tak”.
Nie
brzmiał na ani trochę zirytowanego.
Boże,
Boże, kochałam go.
„Kocham
cię” - szepnęłam.
„Jeśli
nie będziesz odkurzać i odkurzać w swój tydzień, No zwariuje”.
„Kocham
cię” – powtórzyłam.
„A
jeśli jego tyłek nie siedzi przed telewizorem, zajmuje się muzyką. Albo ma to włączone,
albo na tym gra. Na szczęście jest dobry. Niestety, jest to stałe. Jeśli nie
lubisz muzyki, musisz znaleźć sposób, by ją polubić”.
„Kocham
cię”.
„A
jeśli Reesee nie jest z Finem, rozmawia z nim przez telefon lub wysyła mu
SMS-y. Musisz więc przyzwyczaić się do tego, że przez cały czas będziesz miała połowę
jej uwagi, także wtedy, gdy jest tu Fin”.
„Kocham
cię”.
„Moje
godziny pracy są nieregularne, Słonko. Moja praca nie jest od dziewiątej do
piątej. Wiem, że będąc ze mną przez jakiś czas, doświadczyłaś tego, ale
mieszkając tutaj, będziesz to przeżywała. Do tego też będziesz musiała się
przyzwyczaić.
„Kocham
cię”.
„Złapałaś,
że Layla jest przyjacielska. To, czego nie rozumiesz, ale zauważysz, i to też
będzie stałe, to Layla jest przyjacielska.
Zupełnie nie jest w stanie być sama. Rozumie to, kiedy nas wszystkich nie ma, ale
nie podoba jej się to. Upewnia się, że wiemy o tym, kiedy wracamy do domu. Nie
chcę, żeby kiedykolwiek żebrała, ale zwłaszcza wtedy, gdy ludzie jedzą.
Dzieciaki nigdy nie wpadły na ten pomysł, więc zawsze dają jej gówno. Więc żebrze.
Poddałem się. Możesz jeść, co chcesz, lub dzielić się z psem. Zostawiam to
tobie”.
„Kocham
cię”.
Mike
wytrzymał mój wzrok.
Potem
wyszeptał - „Wiem”.
„Nie
będę płakać” – powiedziałam cicho.
„Nie
płacz” – powiedział mi miękko.
„Rozpakuję
się” – zdecydowałam.
„Dobrze”
– odpowiedział.
„Później
zjemy chińszczyznę” - poinformowałam go o czymś, co było jego decyzją.
„Tak,
zjemy”.
„A
później ochrzcimy wannę”.
Jego
oczy zabłysły i powtórzył warczącym głosem, który przeszedł prosto do „Małej
Dusty” - „Tak, ochrzcimy”.
Uśmiechnęłam
się do niego, zanim odłożyłam kartkę na szafkę nocną, wiedząc, że jak tylko
będę miała chwilę, znajdę miejsce, gdzie ją schowam, żeby była bezpieczna.
Na
zawsze.
Wyciągnęłam
rękę, złapałam moją torbę podręczną i przeciągnęłam ją przez łóżko do siebie.
„Dusty?”
- Usłyszałam wołanie Mike’a i spojrzałam w stronę drzwi, by zobaczyć go i
Laylę, dyszącą Laylę, gotową do zejścia po schodach do SUV-a Mike’a.
„Tak,
Słonko?” - Zapytałam.
„Ja
też cię kocham” - wyszeptał, odwrócił się i poszedł korytarzem.
Odetchnęłam
głęboko. Potem zrobiłam to jeszcze raz.
Kiedy
zebrałam już się do kupy, rozpięłam torbę podręczną i zaczęłam się
rozpakowywać.
*****
„Cholera,
kurwa, Jezu” – wymamrotał Mike jakieś pół sekundy po tym, jak weszliśmy do
Salonu J&J.
Spojrzałam
na niego zmieszana.
Był
w dobrym nastroju. To był sobotni wieczór. Moje torby były rozpakowane. Nie
rzuciłam jeszcze żadnych ubrań na podłogę. Poprzedniego wieczoru zjedliśmy
chińszczyznę. Ochrzciliśmy wannę. Całkowicie mogła obsłużyć dwie dorosłe osoby
i robiła to wspaniale. Wykonałam moje „Cieszę się, że mieszkam z tobą”, budząc
Mike’a bardzo wcześnie rano ustami owiniętymi wokół jego penisa. Podobało mu
się to, może bardziej niż mi podobały się róże (ale tylko ledwo). Jak miał w
zwyczaju, przejął kontrolę. Podobało mi się to nawet bardziej niż róże (ale
tylko ledwo). Potem zaciągnęłam jego tyłek do Hilligoss i zmusiłam, żeby
pozwolił mi kupić. Zajęło to trochę czasu, a kolejka za nami trochę się zirytowała.
Mike poddał się, kiedy kopałem tak długo, ze dotarliśmy do punktu, w którym
jakiś facet zawołał: „Poważnie? Czuję ich zapach. To tortura”. Jedliśmy pączki
przy jego kuchennym stole (nie licząc tego, który złapałam w samochodzie).
Poszliśmy do sklepu spożywczego. Wróciliśmy do domu i razem odłożyliśmy zakupy.
Zjedliśmy razem lunch. Uprawialiśmy więcej seksu. Zrobiliśmy razem kolację.
Zjedliśmy to razem.
A
teraz byliśmy w J&J's.
Życie
było dobre. Jego dzieci chciały mnie w swoim domu i on też. Byłam w jego domu.
Tata był w pobliżu, pomagając mi, Finowi i Kirbowi w przygotowaniu pól do obsiania.
Debbie ostatnio nic nie wyciągała. Beau nie dzwonił. Fin nie wdał się w żadne
bójki, żeby trzymać dzieciaki z dala od swojej dziewczyny, która okazała się
najpiękniejszą dziewczyną na świecie i córką Mike’a. Mike nie miał wiadomości
od Audrey. A dzięki Indianapolis PD już dawno rozwiązał sprawę osoby, która
włamywała się do miasta.
Teraz
wyglądał na nieszczęśliwego.
„Co
tam?” - Zapytałam.
Mike
położył dłoń na moich plecach i poprowadził na koniec baru najbliżej drzwi.
Była sobotnia noc, wciąż stosunkowo wcześnie, ale miejsce było pełne.
„Zastanawiam
się nad tym ponownie” – mruknął, kiedy dotarliśmy do baru.
„Dlaczego?”
- Zapytałam.
„Dlatego”
- odpowiedział, jego oczy wskazywały na coś po drugiej stronie sali, a ja
spojrzałam w tamtą stronę.
Były
dwie barmanki. Jedna, którą niejasno rozpoznałam jako February Owens, obecnie
Colton. Drugą była blondynka, która była naprawdę bardzo ładna, ale też trochę
zdzirowata. Mimo to pracowała. Żadnej z nich nie było tam, kiedy ostatnio razem
z Mike’m wpadliśmy do J&J’s. W tym czasie w barze pracował brat Feb,
Morrie, i facet, którego Mike przedstawił mi jako Darryl, a na sali pracowała
kobieta o imieniu Ruthie.
Na
drugim końcu baru, naprzeciwko nas, siedzieli Colt, Joe Callahan i bardzo
przystojny mężczyzna, który również wydawał się mi trochę znajomy.
Wokół
nich i zdecydowanie z nimi stało dwóch innych mężczyzn i cztery kobiety. Jedną
z nich była Rocky, więc podejrzewałam, że tym przystojniakiem był jej mąż
Tanner Layne. Jedną z nich była oszałamiająca brunetka. Pozostała dwójka
musiała być przyjaciółką Feb od zawsze, Jessie, teraz Rourke, i Mimi „Meems”,
teraz VanderWal. Wszyscy byli starsi ode mnie, więc nie chodziłam z nimi do
szkoły (oprócz Rocky, która była starsza ode mnie, ale tylko o rok, więc znałam
ją kiedyś, ale, ponieważ była starsza, nie spotykałyśmy się).
Chociaż
Jessie, Feb i Meems nie chodziły do szkoły, kiedy ja tam byłam, nadal je
znałam. Znali ich wszyscy w mieście. I nie tylko dlatego, że Feb była celem
obsesji chorego seryjnego mordercy, który zwrócił na siebie uwagę całego kraju,
więc ona też. Ale ponieważ od tamtego czasu do teraz, kiedy Feb zrobiła sobie
przerwę, włócząc się po kraju ze złamanym sercem po stracie Colta na-cholerne-zawsze,
byli to ludzie, których ludzie znali.
Było
tak głównie dlatego, że wszystkie te suki na swój sposób były cholernie
szalone.
Ale
mój wzrok zatrzymał się na brunetce.
O
Boże, to musiała być Violet Callahan.
W
krótkim czasie wiadomość, że Mike i ja przybyliśmy, obiegła grupę. Zauważyłam,
że zainicjowała to Jessie. Zobaczyłam to, kiedy wzrok Violet spoczął na mnie.
Była
cudowna.
„Co
ma być, gorący facecie i gorąca lasko?”
Oderwałam
wzrok od kobiety, w której Mike tak-jakby zakochał się przede mną. Potem
spojrzałam na puszczalską barmankę przed nami. Uśmiechała się do nas obojga,
jakby ktoś opowiadał jej najzabawniejszy dowcip na świecie i naprawdę, naprawdę
chciała się śmiać, ale nie chciała przegapić końca żartu śmiechem.
„Tequila,
szot, teraz” – rozkazałam, a jej uśmiech stał się jeszcze szerszy.
„Kurwa”
– mruknął Mike.
„Rozumiem,
że dwa” – domyśliła się kobieta, a Mike spojrzał na nią.
„Byłabyś
w błędzie. Prowadzę. Bud, butelka”.
„Do
usług” - wymamrotała, po czym pochyliła się, by otworzyć lodówkę i wyciągnąć Buda,
robiąc to podczas rozmowy, nie spuszczając ze mnie wzroku - „Tak przy okazji, jestem
Cheryl, a także wiem, kim jesteś”.
Wepchnęła
butelkę pod bar i odkręciła zakrętkę. Potem postawiła go przed Mike’m.
Skupiłam
się na niej - „Znasz mnie?”
Sięgnęła
po butelkę na półkach za barem, złapała ją z kieliszkiem, po czym postawiła
przede mną i zaczęła nalewać.
Zaczęła
też wyjaśniać, patrząc mi w oczy - „Uch… tak. Całkowicie. Twój brat był znany
wszystkim i wszyscy go lubili”.
Przestała
nalewać dokładnie w odpowiednim momencie, mimo że jej oczy nie wpatrywały się w
szkło, co oznaczało wyćwiczenie i pomyślałam, że to było całkiem fajne.
Mówiła
dalej.
„Moje
kondolencje. Przyszedł tu kilka razy, był gównem. To totalnie do bani i nie mówię,
by schlebiać. To po prostu do bani. A potem to dudnienie kłopotów. To też jest
do bani. Mam nadzieję, że to załatwione, bo śmierć i kłopoty są do bani nawet
bardziej niż tylko śmierć, a śmierć jest najgorsza ze wszystkich, więc to coś
mówi. Potem wjeżdżasz do miasta i przybijasz kawalera kwalifikującego się na numero
uno miasteczka, ot tak w jeden dzień. W
tej chwili połowa suk w tym miejscu planuje twoje morderstwo. To oczywiste,
jak planowały zostać następną panią Haines od około trzech lat, a ty zabiłaś
ich marzenia, powtórzę, w ciągu jednego
dnia. Więc tak, Dusty, znam cię”.
Gapiłam
się na nią. Potem wzięłam swój kieliszek tequili. Wychyliłam go.
Kiedy
odstawiłam pusty kieliszek na bar i wziąłem głęboki oddech, poinformowałam ją -
„Lubię cię. Potrzebuję nowej najlepszej przyjaciółki. Dodałam cię na początek
listy, która ma jedno imię. Twoje”.
Odrzuciła
swoją zdzirowatą blond, ogromną czuprynę do tyłu i ryknęła śmiechem,
potrząsając jej dużymi, prawdopodobnie fałszywymi zderzakami, które były w
obcisłym podkoszulku. To był pokaz, który, co do którego byłam prawie pewna, że
obejrzeli wszyscy mężczyźni w sali z wyjątkiem Mike’a, Colta, Joe Callahana i
Tannera Layne’a, głównie dlatego, że wszystkie ich kobiety miały zderzaki,
które rywalizowały z Cheryl, choć nie były w obcisłym podkoszulku.
Kiedy
Cheryl się śmiała, Mike wymamrotał - „Kurwa”.
Spojrzałam
na niego - „Co?”
Spojrzał
na Cheryl i powiedział - „Bez urazy”, a potem spojrzał na mnie i wyjaśnił -
„Ona jest pieprzoną świruską”.
„Bez
urazy” – stwierdziła hojnie Cheryl.
„Ja
też” – przypomniałam mu.
„Ona
jest wariatką innego rodzaju” — wyjaśnił Mike.
Cheryl
położyła przedramiona na barze, nie spuszczając oczu z Mike’a - „Jakim rodzajem
wariatki jestem?”
Mike
spojrzał na nią - „Ten rodzaj, który moim zdaniem nie jest słodki, bo nie
sypiam z tobą”.
Cheryl
uśmiechnęła się do mnie szeroko.
„Jest
dobrym facetem, ale może być zły” – powiedziałam, a jej ogromny uśmiech stał
się jeszcze większy i pochyliła się w moją stronę.
„Opowiedz”
– zaprosiła.
„Kurwa”
– mruknął Mike.
„To
znaczy, on może powiedzieć to wprost” – wyjaśniłem.
„Dziewczyno,
jeśli jeszcze tego nie wiedziałam, to dopiero się dowiedziałam” –
odpowiedziała.
„To
prawda” – wymamrotałam.
„Dobra,
więc teraz, kiedy wiem, że cię lubię, czas mieć to za sobą” - Cheryl oznajmiła
i zanim Mike lub ja mogliśmy cokolwiek powiedzieć, odwróciła głowę i krzyknęła
- „Vi! Ruszaj tu swój tyłek”.
O
mój Boże! Nie! Gówno!
Spojrzałam
na Mike’a, który miał pochyloną głowę i zamknięte oczy.
„Mike?”
- Zawołałam, a on otworzył oczy i spojrzał na mnie.
„Kurwa”
– mruknął, przenosząc wzrok ponad moim ramieniem i westchnął.
„Uch…
cześć” - Usłyszałam i odwróciłam się.
Oto
była. Violet Callahan. A z bliska była jeszcze piękniejsza. Co gorsza, Jessie i
Mimi podeszły za nią. Albo rozpoczęły drogę w naszą stronę, zanim Cheryl
wyraziła swoje okej, albo miały zdolność dematerializacji i ponownego materializowania
się według kaprysu.
„Jestem
Violet” - powiedziała, wyciągając rękę.
Wzięłam
ją. Jej palce mocno zacisnęły się na moich i mówiła dalej.
„A
żeby to nie było bardziej niewygodne dla ciebie i dla mnie, usunę to z drogi.
Ja wiem, że ty wiesz o, uh… wiesz i
oczywiście ja wiem, skoro, umm byłam… tam,
więc obie wiemy. I to zrobione. Och, i wiem, że jesteś Dusty. Sprawdziłam cię
też w Internecie i zobaczyłam twoją ceramikę. To jest ładne. Tak ładne, że
kupiłam miskę i półmisek. Joe zwariował, bo wydałam trzysta pięćdziesiąt
dolarów na miskę i półmisek. Powiedział, że najwięcej, ile kiedykolwiek on wydał
na miskę, to dwadzieścia dolarów, a w zestawie były cztery z nich i zestaw
talerzy i nigdy nie miał półmiska. Ale były tego warte, były takie ładne. I nie
mówię tego, żebyś mnie polubiła. Mówię tak tylko dlatego, że to prawda. I nie
kupiłam ich też po to, żebyś mnie polubiła. Kupiłam je, bo mi się podobały. A
Joe nie mówił tak o nich, bo mu się nie podobały. Nie wiem, czy mu się nie
podobały. Nie jest typem faceta od talerzy. Przyszły pocztą kilka dni temu i postawiłam
je na półkach w naszym salonie i nie jestem pewna, czy w ogóle je zauważył.
Prawdopodobnie nie. Ale nie dlatego, że nie są ładne. Ponieważ on jest Joe.
Aha, i nie śledziłam cię w Internecie ani nic. Byłam tylko ciekawa. To nie jest
tak, że przeczytałam o tobie wszystko, chociaż nie ma tego wiele. Tylko strona twojej
galerii i…”
„Vi,
zamknij się, bełkoczesz” – wtrąciła się Jessie.
Vi
szarpnęła moją rękę, którą wciąż trzymała, a potem ją puściła, krzycząc -
„Cholera! Robię to. Przepraszam”.
„Miałaś
coś z moim chłopakiem. To było intensywne. Nadal go lubisz. Nie chcesz go
stracić ze swojego życia. Więc jesteś zdenerwowana. Rozumiem. Nie jesteś
pierwszą znaną mi kobietą, która wie, jak to jest całować mojego mężczyznę” –
zaproponowałam, żeby ją uspokoić.
„Ukradkowe
pocałunki” – wymamrotała.
„Co?”
- Zapytałam.
–
Kurwa – mruknął Mike.
Oczy
Vi zrobiły się ogromne.
„Przepraszam,
hm…” - Vi wyjąkała i urwała.
„Ukradkowe
pocałunki?” - Zapytałam.
„Kurwa”
– mruknął Mike.
Vi
przygryzła wargę.
Wybuchnęłam
śmiechem, uderzając ręką w bar podczas robienia tego i w ogóle.
„O
mój Boże!" - Krzyknęłam, kiedy już tylko chichotałam - „Myślałam o nich
jak o powolnie rozgrzewających się pocałunkach. Ukradkowe są o wiele… dużo…
lepsze”.
„Kurwa”
– mruknął Mike.
Vi
uśmiechnęła się do mnie niepewnie i powiedziała cicho – „Powolnie rozgrzewające
się też są dobre”.
Usłyszałam
westchnienie Mike’a.
Zignorowałam
to i zwróciłam się do Cheryl - „Cztery szoty tequili” – zamówiłam.
„Nie
zapomnij o mnie” – odparła Cheryl.
„W
takim razie pięć” – poprawiłam.
„Kurwa”
– mruknął Mike.
Spojrzałam
przez ramię i uśmiechnęłam się do niego. Jego oczy opadły na moje usta i
ponownie westchnął.
Potem
mnie przyciągnął, odwracając mnie do siebie i opuszczając głowę, by musnąć
swoimi ustami moje.
Kiedy
ją podniósł, powiedział cicho - „Spadam stąd. Jak mnie potrzebujesz, jestem na
drugim końcu baru”.
„Myślę,
że to dobry wybór” – pochwaliłam, szczerząc się.
Jego
oczy omiotły obszar za mną i ponownie wymamrotał – „Kurwa”.
Mój
uśmiech się pogłębił.
Ramię
Mike’a ścisnęło mnie, po czym wyniósł się stamtąd.
„Szoty
gotowe” - oznajmiła Cheryl i wszystkie kobiety sięgnęły po kieliszek - „Za co
wzniesiemy toast?” zapytała.
Spojrzałam
na Vi.
„Ukradkowe
pocałunki” – oświadczyłam.
„Absolutnie”
– odpowiedziała.
Uśmiechnęłam
się do niej. Odwzajemniła uśmiech.
Podnieśliśmy
nasze kieliszki i odrzuciłyśmy je.
*****
„Tort”.
To
zostało powiedziane do mojego ucha przez bardzo głęboki, bardzo szorstki męski
głos.
Odwróciłam
się i moim oczom ukazała się ściana zakrytej podkoszulkiem klatki piersiowej. Patrzyłam
w górę, w górę, w górę, aż spotkałam się z łysym mężczyzną, który, musiałam
przyznać, nie był do końca atrakcyjny. W rzeczywistości nie bałam się łatwo, a
on po jednym spojrzeniu wystraszył mnie na śmierć.
„Słucham?”
- Wyszeptałam.
„Tort”
– powtórzył.
„Eee…”
– wymamrotałam.
„Znaczy,
jesteś mi winna” – wyjaśnił.
„Jestem
ci winna tort?” - Zapytałam.
„Tak”
– odpowiedział.
„Eee…”
– znowu wymamrotałam - „Chcesz powiedzieć, że jestem ci winna pieniądze?” - Zapytałam,
zaniepokojona, że tak myśli, bo, po pierwsze, był przerażający. Po drugie,
nigdy w życiu go nie widziałam, a po trzecie, bez względu na to, ile pieniędzy,
jak sądził, byłam mu winna, wiedziałam, że zapłacę tylko dlatego, że mnie
przestraszył.
„Nie”
- przeciągnął to, jakbym był tępym dzieckiem - „jak mówię jesteś mi winna tort
z dwunastoma warstwami i mnóstwem lukru”.
Co?
„Ryker”
- Usłyszałem, jak powiedział Mike i poczułam, jak jego klatka piersiowa przycisnęła
się do moich pleców.
Och,
dzięki Bogu.
Mike
tam był.
Pochyliłam
się do niego.
Nadal
byliśmy w J&J’s. Picie postępowało, ale przerzuciłam się na piwo, bo nie
chciałam, żebym za wcześnie była zalana. Kiedy piłam i gadałam z szalonymi
kobietami, które to miasto wydawało się zarówno produkować, jak i przyciągać,
zrozumiałam z głęboką jasnością, dlaczego Mike’a ciągnęło do Vi. Była zabawna,
słodka i był też fakt, o którym wspomniałam wcześniej, że była wspaniała.
Nie
żebym była zarozumiała czy coś, ale przypominała mi, cóż… mnie.
Z
wyjątkiem brunetki z trzema córkami i brutalną historią, która powaliłaby
większość kobiet na kolana w sposób, z którego nigdy by się nie podniosły.
Według jej relacji, podniosła się dwa razy i wiedza o tym sprawiła, że bardziej
ją polubiłam.
Była
taka jak ja, nawet w odniesieniu do mężczyzny.
Joe
Callahan był szorstki w obejściu. Miał dwie blizny, które biegły wzdłuż jednej
strony jego twarzy, co tylko sprawiało, że wyglądał na śmiertelnie fajnego i
dymiąco gorącego seksapilu, a w przeciwieństwie do Cala, Mike ściął włosy w
ciągu ostatniego miesiąca. Ale ze wszystkich raportów (nie tylko Vi, ale także
Cheryl, Mimi, Jessie i Feb, które wraz z Cheryl wędrowały do naszego stada kur,
kiedy nie pracowały), Cal był apodyktyczny, alfa, twardziel, opiekuńczy i mógł
być wrzodem na tyłku Vi.
Nie
żeby Mike był wrzodem na moim tyłku, ale podejrzewałam, że kiedy to się działo
(jak zawsze), Mike mógł być takim samym wrzodem na tyłku. Będąc apodyktycznym,
alfa i twardzielem w postaci dobrego faceta na wierzchu, złym chłopcem pod
spodem, oczywiście.
Nawiasem
mówiąc, Feb poinformowała, że Colt też taki był.
W
końcu zdecydowałyśmy się zawędrować do mężczyzn, przy których zatrzymała się
Rocky, i zrozumiałam to, bo miała brata, który był obecnie gliną, ojca, który
był byłym gliną i była przyzwyczajona do przebywania z chłopcami. Powitała nas,
a potem dołączyła do naszego klanu po tym, jak przedstawiła mnie swojemu
mężowi.
Po
obejrzeniu Colta, Cala, Tannera i Mike’a, zastanawiałam się, dlaczego wiele lat
temu nie przeprowadziłam się z powrotem do miasta, kiedy mężczyzna, którego
Mike nazywał Ryker’em, podszedł do mnie i przemówił o torcie.
„Znasz
tego faceta?” - szepnęłam do Mike’a, nie odrywając wzroku od Ryker’a.
„Tak”
- Ryker odpowiedział na moje pytanie, po czym potrząsnął ogromną dłonią w moją
stronę i kontynuował - „Wszyscy mnie znają. Teraz ty też. Jestem Ryker”.
Nie
chciałam, ale wzięłam jego rękę. Ścisnął mocno. Starałam się nie skrzywić.
Pozwolił mi odejść.
Ryker
spojrzał przez moje ramię na Mike’a.
„Ładne
włosy” – zauważył, a ja pomyślałam, że nie mówił o Mike’u.
„Ryker”
– powiedział Mike bardzo niskim głosem, który brzmiał jak ostrzeżenie.
„Ładny
głos” - ciągnął Ryker.
„Ryker”
– powtórzył Mike.
Ryker
uśmiechnął się i jeśli wcześniej się bałam, teraz naprawdę się bałam.
„Naprawdę
świetne balony” - skomentował.
Mrugnęłam.
„Skończyłeś”
– stwierdził Mike, a jego głos nie brzmiał
jak nic. Było to po prostu ostrzeżenie.
Ale
pomyślałam, że nie chcę, żeby Mike miał z tym facetem bójkę. Pomyślałam, że
Mike poradziłby sobie sam. Widziałam go w akcji z Beau, a on powalił Beau na
kolana w ułamku sekundy i trzymał go tam bez widocznego wysiłku.
Ale
ten facet miał dwa rękawy tatuaży. Był wysoki. Miał dużo masy mięśniowej. W
ogóle nie miał włosów. Był początek kwietnia, w powietrzu wciąż wisiał podmuch
zimna, a on miał na sobie tylko podkoszulkę bez kurtki. Miał nóż przy pasku.
Nawet jego uśmiechy były przerażające.
Zanim
Ryker zdążył powiedzieć coś, co wkurzyłoby Mike’a (bardziej), wtrąciłam się.
„Um,
proszę, nie wdawaj się z moim chłopakiem w bójkę. Właśnie zamieszkaliśmy razem
i kiedy mówię „właśnie”, mam na myśli, na przykład, zeszłej nocy. Seks po
pijaku jest dla nas niesamowity. Jestem na wpół pijana. Zamierzam się
doładować. Jeśli pokłócisz się z moim chłopakiem, możesz pokusić się o
zadźganie go tym nożem. Oznaczałoby to, że mogłabym przegapić seks po pijaku, a
to byłoby denerwujące”.
Ryker
patrzył na mnie, a ja drżałam, mając nadzieję, że nie robiłam tego zauważalnie.
Potem
odrzucił swoją wielką, niestety nieatrakcyjną głowę do tyłu i ryknął śmiechem.
To
też było przerażające.
Kiedy
skończył, skierował wzrok na Mike’a i oświadczył - „Lubię ją”.
„Daje
się lubić” – odparł Mike, obejmując od tyłu ramieniem mój brzuch.
Ryker
spojrzał na mnie i powtórzył to, co powiedział wcześniej - „Tort”.
Uznałam,
że najlepiej będzie się zgodzić, chociaż nie wiedziałam dlaczego.
„Uch…
dobrze”.
Spojrzał
na mnie, a potem na Mike’a - „Ona nie ma pojęcia”.
„Powiedziałem
jej, że ktoś szuka dla mnie McGrath’a” - powiedział Mike - „Nie wiedziała kto”.
Wtedy
spojrzałam na Ryker’a na nowo.
To
był informator Colta? Nigdy nie spotkałam informatora, ale domyślałam się, że
na takiego wyglądał, bo wyglądał, jakby był zdolny do popełnienia różnych
przestępstw i na pewno znał innych, którzy brali udział w tych działaniach.
„Pomagasz
mojej rodzinie?” - Zapytałam.
„Za
tort” – odpowiedział.
Nagle
go polubiłam.
Dlatego
uśmiechnęłam się i zgodziłam - „Całkowicie. Moj największy tort ma dziesięć
warstw, ale to pięć przeciętych na pół, więc nie ekscytuj się tortem, bo jest
dużo ciasta, ale głównie lukier. Jeśli chcesz dwanaście, mogę to załatwić. Będzie
trochę wysoki i może się zsunąć, ale tak długo, jak jest na blacie, zsuwa się,
po prostu zjedz go z blatu lub zgarnij na talerz. Nie będzie ładnie wyglądać,
ale nadal będzie dobrze smakować”.
Patrzył
na mnie.
„Podobają
mi się twoje tatuaże” - powiedziałam.
„Oczywiście,
że tak. Są niesamowite” – odpowiedział.
Nie
było na to odpowiedzi, więc spróbowałam podziękować za coś innego - „Dziękuję
za pomoc mojej rodzinie”.
„Jeszcze
nie ma za co mi dziękować” - Jego oczy przesunęły się ponad moim ramieniem na
Mike’a - „McGrath jest śliski”.
„Kurwa”
– Mike wymamrotał swoje ulubione słowo tego wieczoru.
„Wciąż
węszę” – powiedział mu Ryker.
„Dobrze”
– powiedział Mike.
„Muszę
przyznać, że nie byłem zaangażowany w to zadanie” - wyznał Ryker - „Ale dla
suki w obcisłej koszulce ze świetnym zderzakiem, która robi dwunastowarstwowe torty
i lubi seks po pijaku, podniosę to” – zaoferował.
Zacisnęłam
usta, ale byłam prawie pewna, że mój uśmiech wciąż się pojawiał.
„Jezu”
– wymamrotał Mike.
Ryker
spojrzał na mnie i oznajmił - „Jestem zajęty. Mam dobrą kobietę, która robi
niesamowitego loda. Ale jak poczuję się wolny, a ty czujesz się tak samo, tylko
powiem, jestem otwarty na randkę”.
Ciało
Mike'a zacisnęło się na moich plecach, jego ręka tak samo objęła mój brzuch, a
gniewne wibracje zaczęły palić moją skórę.
Najwyraźniej
Mike był wkurzony, ale zapomniałam, że ten facet mnie przerażał i zamiast tego
myślałam, że jest zabawny. Więc można było usłyszeć śmiech w moim głosie, kiedy
go odrzuciłam.
„To
świetna oferta i doceniam ją, ale byłam w niej zakochana w Mike’u przez około
dwadzieścia pięć lat. Więc gdyby tak się stało, byłoby to w innym wymiarze”.
„Tak”
- Skinął swoją wielką łysą głową - „Lissa usidliła mnie i głęboko. Mimo to ty i
ja w innym wymiarze będziemy się dobrze bawić”.
„Jestem
pewna, że w innym wymiarze tak będzie” – zgodziłam się.
Wyszczerzył
swój przerażający uśmiech, po czym wymamrotał - „Racja”. Spojrzał na Mike’a i
stwierdził - „A teraz sprawa, bracie. Poświęcę temu niepodzielną uwagę”.
„Byłoby
dobrze, Ryker” – powiedział Mike z głębokim westchnieniem.
Ryker
utkwił we mnie wzrok, a jego pożegnanie brzmiało - „Tort”.
Potem
już go nie było.
Odwróciłam
się, odchyliłam głowę do tyłu i przywarłam do ciała Mike’a. Już patrzył na mnie
z góry, a jego ręce spoczęły na moich biodrach, tak że moje przesunęły się
wokół jego talii.
„Czy
to się właśnie stało?” - Zapytałam.
„Tak”
– odpowiedział.
„Ten
facet był prawdziwy, a nie wytworem mojej wyobraźni?” - Zapytałam.
„Tak”
– odpowiedział.
„Jest
przerażający w przezabawny i nieco uroczy sposób” - powiedziałam.
„To
pierwsze jest. Z dwoma ostatnimi nie jestem pewien, czy się zgodzę”.
Uśmiechnęłam
się do mojego mężczyzny i bardziej się w niego wtuliłam.
Ręce
Mike'a zsunęły się z moich bioder, by stać się ramionami, które mnie
obejmowały, a jego głowa opadła blisko.
„Więc
jesteś tylko na wpół pijana?” - zapytał.
Patrzyłam
mu w oczy i podobało mi się to, co widziałam.
„Niestety”
– szepnęłam.
„Czas
na tequilę, kochanie” – odszepnął.
Uśmiechnęłam
się i odpowiedziałam - „Masz całkowitą rację”.
Mike
obrócił mnie do baru i zamówił kieliszek tequili. Wypiłam to. Po nim przyszło
więcej. Potem Mike zabrał mnie do domu. Dał mi to na sposób apodyktyczny,
kontrolujący i niegrzeczny.
Kochałam
każdą sekundę.
Potem
odleciałam naga w jego ramionach z głową Layli na mojej kostce.
*****
Mike
zakończył pocałunek, jego usta zsunęły się w dół, jego wargi poruszały się po
mojej szyi.
Był
niedzielny poranek. Na dole mieliśmy wczorajsze Hilligoss, które nie były takie
same, ale wciąż były genialne. Mike był we mnie, oboje skończyliśmy po tym, jak
nie spieszył się. Nie był niegrzeczny. Było słodko, leniwie, fantastycznie.
I
zakończył to jak zwykle, a potem dokończył powolnym, pięknym pocałunkiem.
Odwróciłam
głowę i szepnęłam mu do ucha - „Ukradkowe pocałunki”.
Przy
mojej szyi Mike wymamrotał - „Kurwa”.
Zaciskając
ramiona wokół niego, uśmiechnęłam się do sufitu sypialni, którą dzieliłam z
moim mężczyzną, szczęśliwa.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :) uwielbiam Rykera
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń