czwartek, 22 grudnia 2022

17 - Ukradkowe pocałunki

 

Rozdział 17

Ukradkowe pocałunki

 

 

 

Mike stał oparty o kuchenny blat z kubkiem kawy w dłoni, wpatrując się w swoje dzieci, siedzące przy stole, No jedzącego śniadanie, Rees z rękoma poruszającymi się po jej telefonie i zastanawiał się, jak, kurwa, powiedzieć to, co miał do powiedzenia.

Gówno.

Minęły dwa tygodnie od walki Fina. Dwa bardzo długie tygodnie.

Musiał to powiedzieć.

Gówno.

„Dzieci, musimy zamienić słówko, zanim pójdziecie do szkoły” — oznajmił, a No dalej sypał sobie płatki w usta, chociaż rzucił Mike’owi spojrzenie, zanim jego spojrzenie wróciło do płatków.

Reesee pochyliła głowę nad swoją komórką, bez wątpienia wysyłając SMS-a do Fina i wymamrotała - „Tak, tato?”

Otworzył usta.

Potem je zamknął.

Gówno.

Pieprzyć to.

„Jutro wieczorem jedziecie do domu swojej mamy. Jak wiecie, Dusty i ja jesteśmy dorośli. Nie wiecie, że kiedy jesteście u mamy, Dusty zostaje ze mną. Ale tym razem, kiedy wrócicie, w niedzielę wieczorem ona będzie nocować. A od teraz, zobaczymy, ale kilka nocy w tygodniu będzie u nas nocować”.

No wepchnął w siebie do ust kolejną łyżkę płatków i do miski wyrzucił zniekształcone słowa - „Powinna się po prostu wprowadzić”.

Mike zamrugał i zrobił to powoli.

Telefon Reesee zabrzęczał jej w dłoni, a ona wymamrotała - „Tak, całkowicie”.

No spojrzał na Mike’a i poinformował go o czymś, o czym Mike już wiedział - „W tym domu z jedną łazienką mieszka bilion ludzi”.

Rees spojrzał na brata - „Mają toaletę na dole” –poprawiła go.

No spojrzał na siostrę - „Tak, ale nie możesz brać prysznica w toalecie. Dzielenie prysznica z bilionem ludzi byłoby do dupy”.

„Całkowicie” – mruknęła Rees, spuszczając wzrok z powrotem na telefon, kciukami fruwającymi po klawiaturze, a jej zdolność do wielozadaniowości ujawniała się, gdy mówiła dalej - „Fin całkowicie ma dość dzielenia pokoju z Kirbym. Całkowicie. On tego nienawidzi”.

„Rozumiem to” - mruknął No do swojej miski, po czym wrzucił więcej jedzenia, ale nadal mówił przez nią - „Miałem własną przestrzeń, a potem bum! nie miałem, to byłoby takie do dupy”.

„A Dusty żyje na walizkach” - stwierdziła Rees, po czym nacisnęła przycisk i spojrzała na tatę - „To się zestarzało. Minęły tygodnie”.

No odłożył łyżkę, podniósł ją i spojrzał na Mike’a.

„I tak jest tu praktycznie każdego wieczoru. A twój pokój jest ogromny i masz własną łazienkę. To byłby ogromny krok naprzód dla Dusty”.

„I masz miejsce w swojej szafie” – dodała Rees - „Kiedy uczyła mnie, jak się malować, widziałam wszystkie jej ubrania i ma ich dużo, ale ty masz dużą szafę. Zużywasz ledwo połowę. Pasowałyby tam” - Jej telefon piknął, jej wzrok powędrował do niego i dokończyła - „Chociaż większość z nich leżała na podłodze. Jest trochę niechlujna”.

Mike poczuł, jak jego usta zadrżały.

No był zajęty piciem mleka ze swojej miski, a kiedy już to zrobił, spojrzał na tatę i uśmiechnął się leniwie - „Jak będzie w pobliżu, będzie w rotacji i bym musiał odkurzać tylko co czwarty tydzień zamiast co trzeci”.

„To by było na wagę złota” – mruknęła Rees, znów przesuwając kciukami po ekranie - „Chociaż nie wydaje się, żeby naprawdę lubiła sprzątanie”.

Mike znów poczuł, jak jego usta zadrżały.

No wstał z miską i łyżką, aby zanieść je do zlewu, wskazując - „I byłoby totalnie kiepsko, gdyby wynajmowała mieszkanie gdzieś, kiedy farma jest tuż obok. Zaczęli już pracować na polach. Jeśli musiałaby pomóc przy sianiu lub popracować przy garncarstwie, mogłaby po prostu przejść się tam, jeśli tu zamieszka. Nie musiałaby nigdzie jechać”.

„I jak ona znajdzie jakieś miejsce” - dodała Rees - „przeniesie się tam, a kiedy już będziecie trwali, musi tylko wrócić tutaj”.

Kiedy już będą trwali?

Jezu.

No opłukał swoją miskę, mrucząc - „Pokręcone, totalna strata czasu”.

„I pieniędzy” – stwierdziła Rees, a jej telefon znów zaczął pikać.

„Choroba!” - No wykrzyknął, otwierając drzwiczki zmywarki i wkładając do niej miskę - „Zapomniałem podręcznika do chemii”.

Rees wstała i złapała swoją torbę z książkami z oparcia krzesła - „Spotkamy się w samochodzie”.

No zamknął zmywarkę i odpowiedział - „Fajnie” - Potem rzucił się do drzwi, mówiąc - „Później, tato”.

Rees podeszła do Mike’a i stanęła na palcach, żeby pocałować go w policzek, wciąż trzymając telefon w obu dłoniach, skupiając się głównie na nim, mrucząc - „Do zobaczenia wieczorem, tatusiu”.

Pocałowała go w policzek i wyszła, przesuwając kciukami po klawiaturze.

Mike stał tam, gdzie stał, dokładnie tak, jak stał przez ostatnie pięć minut, w milczeniu, oparty o blat z kubkiem kawy w dłoni, z oczami skierowanymi na kuchenny stół. Robił to przez jakiś czas. Wystarczająco długo, by usłyszeć, jak Rees otwierała drzwi do garażu. Wystarczająco długo, by usłyszeć, jak No wbiegał po schodach, a potem w dół. Wystarczająco długo, by usłyszeć krzyk - „Spadam, tato!” Wystarczająco długo, żeby No wyszedł, a Mike usłyszał otwierające się wrota garażu i wycofujące się pobitego gówniane auto No, opuszczające się wrota garażu i odjeżdżające dzieciaki.

Jego pierwszą myślą było, że był czas, by wymienić samochód No na lepszy model. Był odpowiedzialny. Żadnych mandatów. Żadnych wypadków. To coś leciało na skrzydle i modlitwie. Mike nie miał pojęcia, jak znajdzie pieniądze na to i szkołę Reesee. Ale nadszedł czas.

Po drugiej myśli wybuchnął śmiechem.

Potem wziął łyk kawy, wyciągnął telefon, przewinął do Dusty i wcisnął zieloną słuchawkę.

Odebrała po dzwonku drugim.

„Hej, przystojniaku”.

„Rozmawiałem z dziećmi”.

Potem cisza - „O cholera, naprawdę?”

Wiedziała, o czym mówił. Powiedział jej zeszłego wieczoru, że to zrobi.

„Tak”.

Potem znowu cisza - „Uh… wtajemniczysz mnie, czy doprowadzisz mnie do załamania nerwowego?”

„Co powiesz na wprowadzenie się?”

To sprawiło, że wyszeptała - „Co?”

To był dobry szept. Radosny szept. A Mike’owi bardzo się to cholernie podobało.

„Pomysł No” - podzielił się Mike - „Jest zaniepokojony sytuacją z łazienką na farmie Holliday’ów. Clarisse martwi się, że żyjesz na walizkach”.

To dało mu więcej ciszy, zanim usłyszał jej słodki, melodyjny śmiech.

Kiedy zaczął zanikać, Mike jej to dał.

„Okres próbny” - powiedział cicho - „Dzieciaki nawet nie mrugnęły, kiedy wspomniałem, że nocujesz, a tak jak powiedziałem, wprowadzenie się było ich pomysłem. Mimo to jest to duża zmiana dla ciebie, dla mnie i dla nich. Wprowadzisz się w ten weekend, wypróbujemy to. Trzymamy rękę na pulsie, gdzie wszyscy są. Jakbyśmy musieli się wycofać, ponownie to rozważymy i dogadamy się. Wchodzisz w to?”

„Na pierwszym roku Debbie zmusiła mnie do zapisania się do drużyny siatkówki. Powiedziała, że potrzebuję skupienia i dyscypliny lekkoatletyki. Totalnie poniosłam porażkę. Zostałam wyeliminowana w pierwszym wycięciu”.

Mike nic nie powiedział.

„Założę się, że będę w tym lepsza” – powiedziała cicho.

Mike nie miał wątpliwości.

„Więc wchodzisz w to” - powiedział cicho w odpowiedzi.

„Abso-kurka-lutnie” – odpowiedziała.

„Pakuj walizki, Aniołku, to gówno stanie się jutro wieczorem” - Mike zamówił.

„Jestem w tym wszystkim, Słonko”.

Mike uśmiechnął się. To był szczęśliwy uśmiech. I czułem się zajebiście.

„Mike?” - Zawołała Dusty.

„Wciąż tutaj” – powiedział jej Mike.

„Kocham twoje dzieci” – wyszeptała.

Mike zamknął oczy. Bez uśmiechu. Ale to, co czuł, to wciąż było cholerne szczęście.

Otworzył oczy - „Dobrze” – odszepnął. Potem - „Muszę ruszać w drogę”.

„Muszę zacząć się pakować”.

Jego uśmiech powrócił.

„Później, kochanie”.

„Później, Słonko”.

Mike wcisnął przycisk na swoim telefonie.

Potem poszedł do holu, ostatni raz wymasował psa i wciąż uśmiechnięty wszedł do garażu.

*****

Miałam torebkę i torbę podręczną na ramieniu, a w ręku jedną z moich mniejszych walizek. Mike szedł za mną z dwiema moimi dużymi walizkami. Layla pędziła między nami, dysząc, wyraźnie podekscytowana. Albo była szczęśliwa, bo była psem i życie w ogóle było po prostu dobre, albo rozumiała pojęcie walizek i lubiła towarzystwo. Tak czy inaczej, była podekscytowana, więc cieszyłam się, że była tam ze mną.

Ledwo wczoraj zaczęłam się pakować, a Kirby zaczął się przeprowadzać z powrotem do swojego pokoju. Pożegnał się piętnaście minut temu ze swojej sypialni.

Kiedy wyszłam, Fin, który pomagał Mike’owi, tacie i mnie z moimi walizkami i pudłami, stał w holu naszego domu, uśmiechając się do mnie, a jego twarz wyrażała zrozumienie.

Mama i tata wymieniali spojrzenia, żałując, że nie byłam o dwadzieścia lat młodsza, żeby mogli mnie pouczać, jak zamieszkać z mężczyzną bez ślubu, bo wiedzieli, że w moim wieku absolutnie nie mogli.

Rhonda przygryzała wargę i posyłała mi spojrzenia. Nie miałam pojęcia, co to znaczyło, ale z drugiej strony, przez cały czas, który z nią spędziłam, a zwłaszcza ostatnio, nie miałam pojęcia, jak działa głowa Rhondy.

Mike powiedział dzieciom, kiedy wróciły do domu zeszłego wieczoru, co się działo. Oznaczało to, że dzisiaj otrzymałam czternaście (tak, czternaście) podekscytowanych SMS-ów od Rees o tym, jak bardzo cieszyła się, że wprowadzała się kolejna dziewczyna. A potem o tym, jak moglibyśmy dzielić się makijażem. Potem zapytała, czy może pożyczać moje ubrania. Potem zapytała, czy upieczemy jeszcze jeden tort, bo chciałaby zrobić go dla Fina. I to trwało.

Dostałam jednego SMS-a od No, który brzmiał: Yo. Cool. Przeprowadzka. See U Sun. Ur w plan. Odkurzasz i wycierasz w ten wk. L8r.

Było więc jasne, że Mike nie kłamał. Było im z tym fajnie. Rees dostała nową garderobę, a No kolejny tydzień leniuchowania, zanim będzie musiał zająć się obowiązkami domowymi.

Co mi odpowiadało.

Weszłam do pokoju i rzuciłam torbę podręczną na łóżko, a obok niej torebkę. Mike rzucił moje torby na podłogę obok tej, którą upuściłem. Potem objął mnie za szyję, przyciągnął do siebie i musnął ustami moje.

Kiedy się uniósł, wymamrotał: „Przeniesienie ciebie skończone. Zadomawiaj się. Posprzątałem kilka szuflad i przesunąłem rzeczy w szafie. Możesz wejść. Pójdę po inne twoje walizki i zaniosę twoje pudła do piwnicy. Potem zamówimy jedzenie z Salon Szanghaj. Wezmę menu”.

Puścił mnie i wyszedł z pokoju.

Patrzyłam, jak to robił, podobał mi się sposób, w jaki się poruszał. Jego ciało było długie i smukłe, a kończyny luźne. Nawet gdy był młodszy, podobał mi się sposób, w jaki Mike się poruszał. Była w tym pewność siebie, lekkość. Kiedyś uwielbiałam patrzeć, jak grał w koszykówkę - nigdy nie opuściłam żadnego z jego meczów. Błagałam nawet tatę, żeby zabierał mnie na mecze wyjazdowe, żebym mogła patrzeć, jak Mike się ruszał.

Wzięłam oddech i rozejrzałam się po pokoju.

Mój dom w Teksasie był niesamowity, pokoje duże, okna ogromne.

Ale ten pokój był o wiele większy, podobnie jak szafa, a łazienka przy pokoju Mike’a była marzeniem każdej kobiety. Miał nawet zatopioną owalną wannę. Niebo. Balkon nie był do niczego i bardzo mi się podobało, że mogłam stamtąd zobaczyć farmę mojej rodziny. To było tak, jakbym nadal była w domu, ale bez kłopotów związanych z mieszkaniem z pięcioma innymi osobami w domu o jednej łazience. Miałam szafę, jakiej nie miałam nawet w pokoju gościnnym, skoro Rhonda spakowała tam mnóstwo rzeczy. Miałam teraz pokój, który pachniał płynem po goleniu Mike’a. I miałam spać w dużym łóżku za sześć tysięcy dolarów z Mike’m.

Moje oczy prześlizgnęły się po pokoju, chłonąc to. Layla poszła za tatą, więc zostałam sama. Miałam chwilę, żeby się tym delektować, więc to wzięłam.

Wtedy moje oczy napotkały je i zamarłam.

Na szafce nocnej obok mojej strony łóżka, kiedy byłam z Mike’m, był bukiet róż. Najgłębsza, najbogatsza czerwień zmieszana z najgłębszą, najbogatszą brzoskwinią. Brzoskwinia była tak głęboka, że nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Bukiet był ogromny. Musiało być ich tuzin. Miały długie łodygi, ale kwiaty były ułożone blisko siebie w żywej, aksamitnej kopule.

Sztywno, nie spuszczając z nich oczu, podeszłam do nich, bo z kwiatów wystawała biała kartka. A na zewnątrz karty było napisane: Dusty.

Podniosłam rękę i chwyciłam kartę. Papier koperty był drogi, gruby. Otworzyłam ją i wyciągnęłam kartę ze środka. Brak obrazka. Nic. Była po prostu biała i miała wytłoczoną linię wokół krawędzi.

Nabazgrany czarnym atramentem przez Mike'a napis głosił: Witaj w domu, Aniołku.

Wpatrywałam się w czarne bazgroły, a potem usłyszałam brzęczenie nieśmiertelników Layli i wiedziałam, że Mike wracał. Podniosłam więc głowę i skierowałam wzrok na podwójne drzwi prowadzące do jego pokoju.

Wszedł, niosąc jeszcze dwie walizki.

Stałam tam. Nieruchoma. Zamrożona. Patrząc na najprzystojniejszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek w życiu widziałam. Mężczyznę, w którym się zakochałam, kiedy był jeszcze głównie chłopcem. Mężczyznę, który wbrew przeciwnościom wychował dwójkę wspaniałych dzieci. Mężczyznę, który dbał o bezpieczeństwo na ulicach mojego rodzinnego miasta. Jedyny mężczyzna poza moim bratem i ojcem, który nawet próbując się mną zaopiekować, robił to w sposób piękny, cenny, więc mu na to pozwoliłam.

Mężczyznę, który mnie uszczęśliwiał.

Mężczyzna, który był ze mną szczęśliwy.

Oczy Mike’a spoczęły na mnie, opadły na kartę w mojej dłoni, ale nie przegapił ani kroku i przeniósł nowe torby obok tych, które już przyniósł. Upuścił je na podłogę.

Spojrzał mi w oczy i zauważył - „Nie rozpakowujesz się”.

„Kocham cię” - szepnęłam.

Jego twarz złagodniała i Boże, Boże, był tak cholernie piękny.

„Jestem facetem” - stwierdził dziwacznie, po czym kontynuował równie dziwacznie - „Nie żyję i nie oddycham czystością. Ale wolę to. Czy właśnie kupiłem sobie życie polegające na wygrzebywaniu drogi w twoich dżinsach, T-shirtach, paskach, stanikach i majtkach, żeby dostać się do łazienki?”

„Kocham cię” - szepnęłam.

Uśmiechnął się pięknym uśmiechem.

Potem wymamrotał - „Zakładam, że to znaczy tak”.

Nie brzmiał na ani trochę zirytowanego.

Boże, Boże, kochałam go.

„Kocham cię” - szepnęłam.

„Jeśli nie będziesz odkurzać i odkurzać w swój tydzień, No zwariuje”.

„Kocham cię” – powtórzyłam.

„A jeśli jego tyłek nie siedzi przed telewizorem, zajmuje się muzyką. Albo ma to włączone, albo na tym gra. Na szczęście jest dobry. Niestety, jest to stałe. Jeśli nie lubisz muzyki, musisz znaleźć sposób, by ją polubić”.

„Kocham cię”.

„A jeśli Reesee nie jest z Finem, rozmawia z nim przez telefon lub wysyła mu SMS-y. Musisz więc przyzwyczaić się do tego, że przez cały czas będziesz miała połowę jej uwagi, także wtedy, gdy jest tu Fin”.

„Kocham cię”.

„Moje godziny pracy są nieregularne, Słonko. Moja praca nie jest od dziewiątej do piątej. Wiem, że będąc ze mną przez jakiś czas, doświadczyłaś tego, ale mieszkając tutaj, będziesz to przeżywała. Do tego też będziesz musiała się przyzwyczaić.

„Kocham cię”.

„Złapałaś, że Layla jest przyjacielska. To, czego nie rozumiesz, ale zauważysz, i to też będzie stałe, to Layla jest przyjacielska. Zupełnie nie jest w stanie być sama. Rozumie to, kiedy nas wszystkich nie ma, ale nie podoba jej się to. Upewnia się, że wiemy o tym, kiedy wracamy do domu. Nie chcę, żeby kiedykolwiek żebrała, ale zwłaszcza wtedy, gdy ludzie jedzą. Dzieciaki nigdy nie wpadły na ten pomysł, więc zawsze dają jej gówno. Więc żebrze. Poddałem się. Możesz jeść, co chcesz, lub dzielić się z psem. Zostawiam to tobie”.

„Kocham cię”.

Mike wytrzymał mój wzrok.

Potem wyszeptał - „Wiem”.

„Nie będę płakać” – powiedziałam cicho.

„Nie płacz” – powiedział mi miękko.

„Rozpakuję się” – zdecydowałam.

„Dobrze” – odpowiedział.

„Później zjemy chińszczyznę” - poinformowałam go o czymś, co było jego decyzją.

„Tak, zjemy”.

„A później ochrzcimy wannę”.

Jego oczy zabłysły i powtórzył warczącym głosem, który przeszedł prosto do „Małej Dusty” - „Tak, ochrzcimy”.

Uśmiechnęłam się do niego, zanim odłożyłam kartkę na szafkę nocną, wiedząc, że jak tylko będę miała chwilę, znajdę miejsce, gdzie ją schowam, żeby była bezpieczna.

Na zawsze.

Wyciągnęłam rękę, złapałam moją torbę podręczną i przeciągnęłam ją przez łóżko do siebie.

„Dusty?” - Usłyszałam wołanie Mike’a i spojrzałam w stronę drzwi, by zobaczyć go i Laylę, dyszącą Laylę, gotową do zejścia po schodach do SUV-a Mike’a.

„Tak, Słonko?” - Zapytałam.

„Ja też cię kocham” - wyszeptał, odwrócił się i poszedł korytarzem.

Odetchnęłam głęboko. Potem zrobiłam to jeszcze raz.

Kiedy zebrałam już się do kupy, rozpięłam torbę podręczną i zaczęłam się rozpakowywać.

*****

„Cholera, kurwa, Jezu” – wymamrotał Mike jakieś pół sekundy po tym, jak weszliśmy do Salonu J&J.

Spojrzałam na niego zmieszana.

Był w dobrym nastroju. To był sobotni wieczór. Moje torby były rozpakowane. Nie rzuciłam jeszcze żadnych ubrań na podłogę. Poprzedniego wieczoru zjedliśmy chińszczyznę. Ochrzciliśmy wannę. Całkowicie mogła obsłużyć dwie dorosłe osoby i robiła to wspaniale. Wykonałam moje „Cieszę się, że mieszkam z tobą”, budząc Mike’a bardzo wcześnie rano ustami owiniętymi wokół jego penisa. Podobało mu się to, może bardziej niż mi podobały się róże (ale tylko ledwo). Jak miał w zwyczaju, przejął kontrolę. Podobało mi się to nawet bardziej niż róże (ale tylko ledwo). Potem zaciągnęłam jego tyłek do Hilligoss i zmusiłam, żeby pozwolił mi kupić. Zajęło to trochę czasu, a kolejka za nami trochę się zirytowała. Mike poddał się, kiedy kopałem tak długo, ze dotarliśmy do punktu, w którym jakiś facet zawołał: „Poważnie? Czuję ich zapach. To tortura”. Jedliśmy pączki przy jego kuchennym stole (nie licząc tego, który złapałam w samochodzie). Poszliśmy do sklepu spożywczego. Wróciliśmy do domu i razem odłożyliśmy zakupy. Zjedliśmy razem lunch. Uprawialiśmy więcej seksu. Zrobiliśmy razem kolację. Zjedliśmy to razem.

A teraz byliśmy w J&J's.

Życie było dobre. Jego dzieci chciały mnie w swoim domu i on też. Byłam w jego domu. Tata był w pobliżu, pomagając mi, Finowi i Kirbowi w przygotowaniu pól do obsiania. Debbie ostatnio nic nie wyciągała. Beau nie dzwonił. Fin nie wdał się w żadne bójki, żeby trzymać dzieciaki z dala od swojej dziewczyny, która okazała się najpiękniejszą dziewczyną na świecie i córką Mike’a. Mike nie miał wiadomości od Audrey. A dzięki Indianapolis PD już dawno rozwiązał sprawę osoby, która włamywała się do miasta.

Teraz wyglądał na nieszczęśliwego.

„Co tam?” - Zapytałam.

Mike położył dłoń na moich plecach i poprowadził na koniec baru najbliżej drzwi. Była sobotnia noc, wciąż stosunkowo wcześnie, ale miejsce było pełne.

„Zastanawiam się nad tym ponownie” – mruknął, kiedy dotarliśmy do baru.

„Dlaczego?” - Zapytałam.

„Dlatego” - odpowiedział, jego oczy wskazywały na coś po drugiej stronie sali, a ja spojrzałam w tamtą stronę.

Były dwie barmanki. Jedna, którą niejasno rozpoznałam jako February Owens, obecnie Colton. Drugą była blondynka, która była naprawdę bardzo ładna, ale też trochę zdzirowata. Mimo to pracowała. Żadnej z nich nie było tam, kiedy ostatnio razem z Mike’m wpadliśmy do J&J’s. W tym czasie w barze pracował brat Feb, Morrie, i facet, którego Mike przedstawił mi jako Darryl, a na sali pracowała kobieta o imieniu Ruthie.

Na drugim końcu baru, naprzeciwko nas, siedzieli Colt, Joe Callahan i bardzo przystojny mężczyzna, który również wydawał się mi trochę znajomy.

Wokół nich i zdecydowanie z nimi stało dwóch innych mężczyzn i cztery kobiety. Jedną z nich była Rocky, więc podejrzewałam, że tym przystojniakiem był jej mąż Tanner Layne. Jedną z nich była oszałamiająca brunetka. Pozostała dwójka musiała być przyjaciółką Feb od zawsze, Jessie, teraz Rourke, i Mimi „Meems”, teraz VanderWal. Wszyscy byli starsi ode mnie, więc nie chodziłam z nimi do szkoły (oprócz Rocky, która była starsza ode mnie, ale tylko o rok, więc znałam ją kiedyś, ale, ponieważ była starsza, nie spotykałyśmy się).

Chociaż Jessie, Feb i Meems nie chodziły do szkoły, kiedy ja tam byłam, nadal je znałam. Znali ich wszyscy w mieście. I nie tylko dlatego, że Feb była celem obsesji chorego seryjnego mordercy, który zwrócił na siebie uwagę całego kraju, więc ona też. Ale ponieważ od tamtego czasu do teraz, kiedy Feb zrobiła sobie przerwę, włócząc się po kraju ze złamanym sercem po stracie Colta na-cholerne-zawsze, byli to ludzie, których ludzie znali.

Było tak głównie dlatego, że wszystkie te suki na swój sposób były cholernie szalone.

Ale mój wzrok zatrzymał się na brunetce.

O Boże, to musiała być Violet Callahan.

W krótkim czasie wiadomość, że Mike i ja przybyliśmy, obiegła grupę. Zauważyłam, że zainicjowała to Jessie. Zobaczyłam to, kiedy wzrok Violet spoczął na mnie.

Była cudowna.

„Co ma być, gorący facecie i gorąca lasko?”

Oderwałam wzrok od kobiety, w której Mike tak-jakby zakochał się przede mną. Potem spojrzałam na puszczalską barmankę przed nami. Uśmiechała się do nas obojga, jakby ktoś opowiadał jej najzabawniejszy dowcip na świecie i naprawdę, naprawdę chciała się śmiać, ale nie chciała przegapić końca żartu śmiechem.

„Tequila, szot, teraz” – rozkazałam, a jej uśmiech stał się jeszcze szerszy.

„Kurwa” – mruknął Mike.

„Rozumiem, że dwa” – domyśliła się kobieta, a Mike spojrzał na nią.

„Byłabyś w błędzie. Prowadzę. Bud, butelka”.

„Do usług” - wymamrotała, po czym pochyliła się, by otworzyć lodówkę i wyciągnąć Buda, robiąc to podczas rozmowy, nie spuszczając ze mnie wzroku - „Tak przy okazji, jestem Cheryl, a także wiem, kim jesteś”.

Wepchnęła butelkę pod bar i odkręciła zakrętkę. Potem postawiła go przed Mike’m.

Skupiłam się na niej - „Znasz mnie?”

Sięgnęła po butelkę na półkach za barem, złapała ją z kieliszkiem, po czym postawiła przede mną i zaczęła nalewać.

Zaczęła też wyjaśniać, patrząc mi w oczy - „Uch… tak. Całkowicie. Twój brat był znany wszystkim i wszyscy go lubili”.

Przestała nalewać dokładnie w odpowiednim momencie, mimo że jej oczy nie wpatrywały się w szkło, co oznaczało wyćwiczenie i pomyślałam, że to było całkiem fajne.

Mówiła dalej.

„Moje kondolencje. Przyszedł tu kilka razy, był gównem. To totalnie do bani i nie mówię, by schlebiać. To po prostu do bani. A potem to dudnienie kłopotów. To też jest do bani. Mam nadzieję, że to załatwione, bo śmierć i kłopoty są do bani nawet bardziej niż tylko śmierć, a śmierć jest najgorsza ze wszystkich, więc to coś mówi. Potem wjeżdżasz do miasta i przybijasz kawalera kwalifikującego się na numero uno miasteczka, ot tak w jeden dzień. W tej chwili połowa suk w tym miejscu planuje twoje morderstwo. To oczywiste, jak planowały zostać następną panią Haines od około trzech lat, a ty zabiłaś ich marzenia, powtórzę, w ciągu jednego dnia. Więc tak, Dusty, znam cię”.

Gapiłam się na nią. Potem wzięłam swój kieliszek tequili. Wychyliłam go.

Kiedy odstawiłam pusty kieliszek na bar i wziąłem głęboki oddech, poinformowałam ją - „Lubię cię. Potrzebuję nowej najlepszej przyjaciółki. Dodałam cię na początek listy, która ma jedno imię. Twoje”.

Odrzuciła swoją zdzirowatą blond, ogromną czuprynę do tyłu i ryknęła śmiechem, potrząsając jej dużymi, prawdopodobnie fałszywymi zderzakami, które były w obcisłym podkoszulku. To był pokaz, który, co do którego byłam prawie pewna, że obejrzeli wszyscy mężczyźni w sali z wyjątkiem Mike’a, Colta, Joe Callahana i Tannera Layne’a, głównie dlatego, że wszystkie ich kobiety miały zderzaki, które rywalizowały z Cheryl, choć nie były w obcisłym podkoszulku.

Kiedy Cheryl się śmiała, Mike wymamrotał - „Kurwa”.

Spojrzałam na niego - „Co?”

Spojrzał na Cheryl i powiedział - „Bez urazy”, a potem spojrzał na mnie i wyjaśnił - „Ona jest pieprzoną świruską”.

„Bez urazy” – stwierdziła hojnie Cheryl.

„Ja też” – przypomniałam mu.

„Ona jest wariatką innego rodzaju” — wyjaśnił Mike.

Cheryl położyła przedramiona na barze, nie spuszczając oczu z Mike’a - „Jakim rodzajem wariatki jestem?”

Mike spojrzał na nią - „Ten rodzaj, który moim zdaniem nie jest słodki, bo nie sypiam z tobą”.

Cheryl uśmiechnęła się do mnie szeroko.

„Jest dobrym facetem, ale może być zły” – powiedziałam, a jej ogromny uśmiech stał się jeszcze większy i pochyliła się w moją stronę.

„Opowiedz” – zaprosiła.

„Kurwa” – mruknął Mike.

„To znaczy, on może powiedzieć to wprost” – wyjaśniłem.

„Dziewczyno, jeśli jeszcze tego nie wiedziałam, to dopiero się dowiedziałam” – odpowiedziała.

„To prawda” – wymamrotałam.

„Dobra, więc teraz, kiedy wiem, że cię lubię, czas mieć to za sobą” - Cheryl oznajmiła i zanim Mike lub ja mogliśmy cokolwiek powiedzieć, odwróciła głowę i krzyknęła - „Vi! Ruszaj tu swój tyłek”.

O mój Boże! Nie! Gówno!

Spojrzałam na Mike’a, który miał pochyloną głowę i zamknięte oczy.

„Mike?” - Zawołałam, a on otworzył oczy i spojrzał na mnie.

„Kurwa” – mruknął, przenosząc wzrok ponad moim ramieniem i westchnął.

„Uch… cześć” - Usłyszałam i odwróciłam się.

Oto była. Violet Callahan. A z bliska była jeszcze piękniejsza. Co gorsza, Jessie i Mimi podeszły za nią. Albo rozpoczęły drogę w naszą stronę, zanim Cheryl wyraziła swoje okej, albo miały zdolność dematerializacji i ponownego materializowania się według kaprysu.

„Jestem Violet” - powiedziała, wyciągając rękę.

Wzięłam ją. Jej palce mocno zacisnęły się na moich i mówiła dalej.

„A żeby to nie było bardziej niewygodne dla ciebie i dla mnie, usunę to z drogi. Ja wiem, że ty wiesz o, uh… wiesz i oczywiście ja wiem, skoro, umm byłam… tam, więc obie wiemy. I to zrobione. Och, i wiem, że jesteś Dusty. Sprawdziłam cię też w Internecie i zobaczyłam twoją ceramikę. To jest ładne. Tak ładne, że kupiłam miskę i półmisek. Joe zwariował, bo wydałam trzysta pięćdziesiąt dolarów na miskę i półmisek. Powiedział, że najwięcej, ile kiedykolwiek on wydał na miskę, to dwadzieścia dolarów, a w zestawie były cztery z nich i zestaw talerzy i nigdy nie miał półmiska. Ale były tego warte, były takie ładne. I nie mówię tego, żebyś mnie polubiła. Mówię tak tylko dlatego, że to prawda. I nie kupiłam ich też po to, żebyś mnie polubiła. Kupiłam je, bo mi się podobały. A Joe nie mówił tak o nich, bo mu się nie podobały. Nie wiem, czy mu się nie podobały. Nie jest typem faceta od talerzy. Przyszły pocztą kilka dni temu i postawiłam je na półkach w naszym salonie i nie jestem pewna, czy w ogóle je zauważył. Prawdopodobnie nie. Ale nie dlatego, że nie są ładne. Ponieważ on jest Joe. Aha, i nie śledziłam cię w Internecie ani nic. Byłam tylko ciekawa. To nie jest tak, że przeczytałam o tobie wszystko, chociaż nie ma tego wiele. Tylko strona twojej galerii i…”

„Vi, zamknij się, bełkoczesz” – wtrąciła się Jessie.

Vi szarpnęła moją rękę, którą wciąż trzymała, a potem ją puściła, krzycząc - „Cholera! Robię to. Przepraszam”.

„Miałaś coś z moim chłopakiem. To było intensywne. Nadal go lubisz. Nie chcesz go stracić ze swojego życia. Więc jesteś zdenerwowana. Rozumiem. Nie jesteś pierwszą znaną mi kobietą, która wie, jak to jest całować mojego mężczyznę” – zaproponowałam, żeby ją uspokoić.

„Ukradkowe pocałunki” – wymamrotała.

„Co?” - Zapytałam.

– Kurwa – mruknął Mike.

Oczy Vi zrobiły się ogromne.

„Przepraszam, hm…” - Vi wyjąkała i urwała.

„Ukradkowe pocałunki?” - Zapytałam.

„Kurwa” – mruknął Mike.

Vi przygryzła wargę.

Wybuchnęłam śmiechem, uderzając ręką w bar podczas robienia tego i w ogóle.

„O mój Boże!" - Krzyknęłam, kiedy już tylko chichotałam - „Myślałam o nich jak o powolnie rozgrzewających się pocałunkach. Ukradkowe są o wiele… dużo… lepsze”.

„Kurwa” – mruknął Mike.

Vi uśmiechnęła się do mnie niepewnie i powiedziała cicho – „Powolnie rozgrzewające się też są dobre”.

Usłyszałam westchnienie Mike’a.

Zignorowałam to i zwróciłam się do Cheryl - „Cztery szoty tequili” – zamówiłam.

„Nie zapomnij o mnie” – odparła Cheryl.

„W takim razie pięć” – poprawiłam.

„Kurwa” – mruknął Mike.

Spojrzałam przez ramię i uśmiechnęłam się do niego. Jego oczy opadły na moje usta i ponownie westchnął.

Potem mnie przyciągnął, odwracając mnie do siebie i opuszczając głowę, by musnąć swoimi ustami moje.

Kiedy ją podniósł, powiedział cicho - „Spadam stąd. Jak mnie potrzebujesz, jestem na drugim końcu baru”.

„Myślę, że to dobry wybór” – pochwaliłam, szczerząc się.

Jego oczy omiotły obszar za mną i ponownie wymamrotał – „Kurwa”.

Mój uśmiech się pogłębił.

Ramię Mike’a ścisnęło mnie, po czym wyniósł się stamtąd.

„Szoty gotowe” - oznajmiła Cheryl i wszystkie kobiety sięgnęły po kieliszek - „Za co wzniesiemy toast?” zapytała.

Spojrzałam na Vi.

„Ukradkowe pocałunki” – oświadczyłam.

„Absolutnie” – odpowiedziała.

Uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła uśmiech.

Podnieśliśmy nasze kieliszki i odrzuciłyśmy je.

*****

„Tort”.

To zostało powiedziane do mojego ucha przez bardzo głęboki, bardzo szorstki męski głos.

Odwróciłam się i moim oczom ukazała się ściana zakrytej podkoszulkiem klatki piersiowej. Patrzyłam w górę, w górę, w górę, aż spotkałam się z łysym mężczyzną, który, musiałam przyznać, nie był do końca atrakcyjny. W rzeczywistości nie bałam się łatwo, a on po jednym spojrzeniu wystraszył mnie na śmierć.

„Słucham?” - Wyszeptałam.

„Tort” – powtórzył.

„Eee…” – wymamrotałam.

„Znaczy, jesteś mi winna” – wyjaśnił.

„Jestem ci winna tort?” - Zapytałam.

„Tak” – odpowiedział.

„Eee…” – znowu wymamrotałam - „Chcesz powiedzieć, że jestem ci winna pieniądze?” - Zapytałam, zaniepokojona, że tak myśli, bo, po pierwsze, był przerażający. Po drugie, nigdy w życiu go nie widziałam, a po trzecie, bez względu na to, ile pieniędzy, jak sądził, byłam mu winna, wiedziałam, że zapłacę tylko dlatego, że mnie przestraszył.

„Nie” - przeciągnął to, jakbym był tępym dzieckiem - „jak mówię jesteś mi winna tort z dwunastoma warstwami i mnóstwem lukru”.

Co?

„Ryker” - Usłyszałem, jak powiedział Mike i poczułam, jak jego klatka piersiowa przycisnęła się do moich pleców.

Och, dzięki Bogu.

Mike tam był.

Pochyliłam się do niego.

Nadal byliśmy w J&J’s. Picie postępowało, ale przerzuciłam się na piwo, bo nie chciałam, żebym za wcześnie była zalana. Kiedy piłam i gadałam z szalonymi kobietami, które to miasto wydawało się zarówno produkować, jak i przyciągać, zrozumiałam z głęboką jasnością, dlaczego Mike’a ciągnęło do Vi. Była zabawna, słodka i był też fakt, o którym wspomniałam wcześniej, że była wspaniała.

Nie żebym była zarozumiała czy coś, ale przypominała mi, cóż… mnie.

Z wyjątkiem brunetki z trzema córkami i brutalną historią, która powaliłaby większość kobiet na kolana w sposób, z którego nigdy by się nie podniosły. Według jej relacji, podniosła się dwa razy i wiedza o tym sprawiła, że bardziej ją polubiłam.

Była taka jak ja, nawet w odniesieniu do mężczyzny.

Joe Callahan był szorstki w obejściu. Miał dwie blizny, które biegły wzdłuż jednej strony jego twarzy, co tylko sprawiało, że wyglądał na śmiertelnie fajnego i dymiąco gorącego seksapilu, a w przeciwieństwie do Cala, Mike ściął włosy w ciągu ostatniego miesiąca. Ale ze wszystkich raportów (nie tylko Vi, ale także Cheryl, Mimi, Jessie i Feb, które wraz z Cheryl wędrowały do naszego stada kur, kiedy nie pracowały), Cal był apodyktyczny, alfa, twardziel, opiekuńczy i mógł być wrzodem na tyłku Vi.

Nie żeby Mike był wrzodem na moim tyłku, ale podejrzewałam, że kiedy to się działo (jak zawsze), Mike mógł być takim samym wrzodem na tyłku. Będąc apodyktycznym, alfa i twardzielem w postaci dobrego faceta na wierzchu, złym chłopcem pod spodem, oczywiście.

Nawiasem mówiąc, Feb poinformowała, że Colt też taki był.

W końcu zdecydowałyśmy się zawędrować do mężczyzn, przy których zatrzymała się Rocky, i zrozumiałam to, bo miała brata, który był obecnie gliną, ojca, który był byłym gliną i była przyzwyczajona do przebywania z chłopcami. Powitała nas, a potem dołączyła do naszego klanu po tym, jak przedstawiła mnie swojemu mężowi.

Po obejrzeniu Colta, Cala, Tannera i Mike’a, zastanawiałam się, dlaczego wiele lat temu nie przeprowadziłam się z powrotem do miasta, kiedy mężczyzna, którego Mike nazywał Ryker’em, podszedł do mnie i przemówił o torcie.

„Znasz tego faceta?” - szepnęłam do Mike’a, nie odrywając wzroku od Ryker’a.

„Tak” - Ryker odpowiedział na moje pytanie, po czym potrząsnął ogromną dłonią w moją stronę i kontynuował - „Wszyscy mnie znają. Teraz ty też. Jestem Ryker”.

Nie chciałam, ale wzięłam jego rękę. Ścisnął mocno. Starałam się nie skrzywić. Pozwolił mi odejść.

Ryker spojrzał przez moje ramię na Mike’a.

„Ładne włosy” – zauważył, a ja pomyślałam, że nie mówił o Mike’u.

„Ryker” – powiedział Mike bardzo niskim głosem, który brzmiał jak ostrzeżenie.

„Ładny głos” - ciągnął Ryker.

„Ryker” – powtórzył Mike.

Ryker uśmiechnął się i jeśli wcześniej się bałam, teraz naprawdę się bałam.

„Naprawdę świetne balony” - skomentował.

 

Mrugnęłam.

„Skończyłeś” – stwierdził Mike, a jego głos nie brzmiał jak nic. Było to po prostu ostrzeżenie.

Ale pomyślałam, że nie chcę, żeby Mike miał z tym facetem bójkę. Pomyślałam, że Mike poradziłby sobie sam. Widziałam go w akcji z Beau, a on powalił Beau na kolana w ułamku sekundy i trzymał go tam bez widocznego wysiłku.

Ale ten facet miał dwa rękawy tatuaży. Był wysoki. Miał dużo masy mięśniowej. W ogóle nie miał włosów. Był początek kwietnia, w powietrzu wciąż wisiał podmuch zimna, a on miał na sobie tylko podkoszulkę bez kurtki. Miał nóż przy pasku. Nawet jego uśmiechy były przerażające.

Zanim Ryker zdążył powiedzieć coś, co wkurzyłoby Mike’a (bardziej), wtrąciłam się.

„Um, proszę, nie wdawaj się z moim chłopakiem w bójkę. Właśnie zamieszkaliśmy razem i kiedy mówię „właśnie”, mam na myśli, na przykład, zeszłej nocy. Seks po pijaku jest dla nas niesamowity. Jestem na wpół pijana. Zamierzam się doładować. Jeśli pokłócisz się z moim chłopakiem, możesz pokusić się o zadźganie go tym nożem. Oznaczałoby to, że mogłabym przegapić seks po pijaku, a to byłoby denerwujące”.

Ryker patrzył na mnie, a ja drżałam, mając nadzieję, że nie robiłam tego zauważalnie.

Potem odrzucił swoją wielką, niestety nieatrakcyjną głowę do tyłu i ryknął śmiechem.

To też było przerażające.

Kiedy skończył, skierował wzrok na Mike’a i oświadczył - „Lubię ją”.

„Daje się lubić” – odparł Mike, obejmując od tyłu ramieniem mój brzuch.

Ryker spojrzał na mnie i powtórzył to, co powiedział wcześniej - „Tort”.

Uznałam, że najlepiej będzie się zgodzić, chociaż nie wiedziałam dlaczego.

„Uch… dobrze”.

Spojrzał na mnie, a potem na Mike’a - „Ona nie ma pojęcia”.

„Powiedziałem jej, że ktoś szuka dla mnie McGrath’a” - powiedział Mike - „Nie wiedziała kto”.

Wtedy spojrzałam na Ryker’a na nowo.

To był informator Colta? Nigdy nie spotkałam informatora, ale domyślałam się, że na takiego wyglądał, bo wyglądał, jakby był zdolny do popełnienia różnych przestępstw i na pewno znał innych, którzy brali udział w tych działaniach.

„Pomagasz mojej rodzinie?” - Zapytałam.

„Za tort” – odpowiedział.

Nagle go polubiłam.

Dlatego uśmiechnęłam się i zgodziłam - „Całkowicie. Moj największy tort ma dziesięć warstw, ale to pięć przeciętych na pół, więc nie ekscytuj się tortem, bo jest dużo ciasta, ale głównie lukier. Jeśli chcesz dwanaście, mogę to załatwić. Będzie trochę wysoki i może się zsunąć, ale tak długo, jak jest na blacie, zsuwa się, po prostu zjedz go z blatu lub zgarnij na talerz. Nie będzie ładnie wyglądać, ale nadal będzie dobrze smakować”.

Patrzył na mnie.

„Podobają mi się twoje tatuaże” - powiedziałam.

„Oczywiście, że tak. Są niesamowite” – odpowiedział.

Nie było na to odpowiedzi, więc spróbowałam podziękować za coś innego - „Dziękuję za pomoc mojej rodzinie”.

„Jeszcze nie ma za co mi dziękować” - Jego oczy przesunęły się ponad moim ramieniem na Mike’a - „McGrath jest śliski”.

„Kurwa” – Mike wymamrotał swoje ulubione słowo tego wieczoru.

„Wciąż węszę” – powiedział mu Ryker.

„Dobrze” – powiedział Mike.

„Muszę przyznać, że nie byłem zaangażowany w to zadanie” - wyznał Ryker - „Ale dla suki w obcisłej koszulce ze świetnym zderzakiem, która robi dwunastowarstwowe torty i lubi seks po pijaku, podniosę to” – zaoferował.

Zacisnęłam usta, ale byłam prawie pewna, że mój uśmiech wciąż się pojawiał.

„Jezu” – wymamrotał Mike.

Ryker spojrzał na mnie i oznajmił - „Jestem zajęty. Mam dobrą kobietę, która robi niesamowitego loda. Ale jak poczuję się wolny, a ty czujesz się tak samo, tylko powiem, jestem otwarty na randkę”.

Ciało Mike'a zacisnęło się na moich plecach, jego ręka tak samo objęła mój brzuch, a gniewne wibracje zaczęły palić moją skórę.

Najwyraźniej Mike był wkurzony, ale zapomniałam, że ten facet mnie przerażał i zamiast tego myślałam, że jest zabawny. Więc można było usłyszeć śmiech w moim głosie, kiedy go odrzuciłam.

„To świetna oferta i doceniam ją, ale byłam w niej zakochana w Mike’u przez około dwadzieścia pięć lat. Więc gdyby tak się stało, byłoby to w innym wymiarze”.

„Tak” - Skinął swoją wielką łysą głową - „Lissa usidliła mnie i głęboko. Mimo to ty i ja w innym wymiarze będziemy się dobrze bawić”.

„Jestem pewna, że w innym wymiarze tak będzie” – zgodziłam się.

Wyszczerzył swój przerażający uśmiech, po czym wymamrotał - „Racja”. Spojrzał na Mike’a i stwierdził - „A teraz sprawa, bracie. Poświęcę temu niepodzielną uwagę”.

„Byłoby dobrze, Ryker” – powiedział Mike z głębokim westchnieniem.

Ryker utkwił we mnie wzrok, a jego pożegnanie brzmiało - „Tort”.

Potem już go nie było.

Odwróciłam się, odchyliłam głowę do tyłu i przywarłam do ciała Mike’a. Już patrzył na mnie z góry, a jego ręce spoczęły na moich biodrach, tak że moje przesunęły się wokół jego talii.

„Czy to się właśnie stało?” - Zapytałam.

„Tak” – odpowiedział.

„Ten facet był prawdziwy, a nie wytworem mojej wyobraźni?” - Zapytałam.

„Tak” – odpowiedział.

„Jest przerażający w przezabawny i nieco uroczy sposób” - powiedziałam.

„To pierwsze jest. Z dwoma ostatnimi nie jestem pewien, czy się zgodzę”.

Uśmiechnęłam się do mojego mężczyzny i bardziej się w niego wtuliłam.

Ręce Mike'a zsunęły się z moich bioder, by stać się ramionami, które mnie obejmowały, a jego głowa opadła blisko.

„Więc jesteś tylko na wpół pijana?” - zapytał.

Patrzyłam mu w oczy i podobało mi się to, co widziałam.

„Niestety” – szepnęłam.

„Czas na tequilę, kochanie” – odszepnął.

Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam - „Masz całkowitą rację”.

Mike obrócił mnie do baru i zamówił kieliszek tequili. Wypiłam to. Po nim przyszło więcej. Potem Mike zabrał mnie do domu. Dał mi to na sposób apodyktyczny, kontrolujący i niegrzeczny.

Kochałam każdą sekundę.

Potem odleciałam naga w jego ramionach z głową Layli na mojej kostce.

*****

Mike zakończył pocałunek, jego usta zsunęły się w dół, jego wargi poruszały się po mojej szyi.

Był niedzielny poranek. Na dole mieliśmy wczorajsze Hilligoss, które nie były takie same, ale wciąż były genialne. Mike był we mnie, oboje skończyliśmy po tym, jak nie spieszył się. Nie był niegrzeczny. Było słodko, leniwie, fantastycznie.

I zakończył to jak zwykle, a potem dokończył powolnym, pięknym pocałunkiem.

Odwróciłam głowę i szepnęłam mu do ucha - „Ukradkowe pocałunki”.

Przy mojej szyi Mike wymamrotał - „Kurwa”.

Zaciskając ramiona wokół niego, uśmiechnęłam się do sufitu sypialni, którą dzieliłam z moim mężczyzną, szczęśliwa.

4 komentarze: