Z sąsiedztwa (cz.2)
*****
Z
Merry’m u jego boku, Mike prowadził radiowóz w drodze powrotnej z farmy na komisariat,
kiedy Merry mruknął - „McGrath. Niedobrze”.
„Nie”
– zgodził się Mike.
„Od
jakiegoś czasu nie odkurzałem swojej kryształowej kuli” - zauważył Merry.
„Nie
mam wrażenia, że musisz” - odpowiedział Mike.
Poznał
po jego głosie, że Merry odwrócił się w jego stronę, kiedy zapytał - „Jak
myślisz, jak do nich podejdzie? Pieniądze?”
Mike
skinął głową – „Najpierw spróbuje tego. Ale Dusty postawi się na tej ziemi,
zanim pozwoli Finowi stracić jego dziedzictwo. A to tylko Dusty. Nie wiadomo,
co zrobi jej tata”.
Wiedział,
że Merry odwrócił się twarzą do przodu, kiedy zapytał – "Mają słaby punkt?"
„Mama
chłopców nie walczy, nigdy nie walczyła, nigdy nie będzie, a śmierć Darrina odsłoniła
kobietę, która przez całe dorosłe życie ukrywała się za mężczyzną. Jest wielkim
celem. Taka jest, nie ma żadnej umiejętności w prowadzeniu ich spraw, ale obaj
chłopcy są nieletni, więc ona to robi. Jak McGrath do niej dotrze, trafi w
dziesiątkę”.
„Kurwa”
– wymamrotał Merry.
„Tak”
– ponownie zgodził się Mike.
„Jak
bardzo chłopakowi zależy na farmie?”
„Wystarczająco
bardzo, że jak dowiedział się o tym gównie, wykonał jeden telefon do ciotki, a
ona zawiesiła swoje życie i przeprowadziła się tu, by go chronić”.
„To
dobrze dla ciebie”.
„To
nie przeze mnie wróciła do domu”.
„Mimo
to, dobrze dla ciebie. A ponieważ to dobrze dla ciebie, to dobrze dla niego”.
Mike
nie odpowiedział, bo taka była prawda.
„Podczas
gdy wy dwoje próbowaliście chirurgicznie przywiązać się do siebie, chłopcy i ja
odbyliśmy pogawędkę” - wyrzucił Merry.
„I?”
- podpowiedział Mike.
„Czas
odwiedzić Ryker’a”.
Przerażające.
Ryker,
jeśli miał ochotę, był informatorem Colta. Ryker był znany jako twardziel z
twardym tyłkiem i nie dawał gówna o nikogo. Brak lojalności. Ryker był wolnym
agentem.
Ale
córka kobiety Ryker’a została wciągnięta w jakiś niefortunny interes w miasteczku.
Zaszokowało to wszystkich, kiedy Ryker dał jasno do zrozumienia, że jest gotów zrobić
za nią rozpierdol. Aby to zrobić, wtargnął do środka i zajął się sprawą Tannera
Layne’a. Po tym nastąpił jeszcze większy szok, gdy Ryker i Tanner się zbliżyli.
Jakkolwiek
to robił, Ryker wiedział wszystko, co działo się po zachodniej stronie
Indianapolis, przede wszystkim Speedway, miasteczku i ich satelitach. Ryker
będzie wiedział o McGrath i jego ruchach, a jeśli nie, to się dowie.
Mimo
to Ryker wymieniał informacje tylko za pieniądze lub przysługi i tylko wtedy,
gdy czuł się w nastroju. Był wrzodem na tyłku. I nie był człowiekiem, któremu
chciałoby się być winnym przysługę.
Mike
pomyślał o farmie, na której spędzał czas jako nastolatek. Jak mu się to
podobało. Ten spokój. Cichą dumę rodziny z jej zwykłego piękna. Pomyślał o chwilach,
gdy siedział na balkonie i widział Darrina z Finem i Kirbem uprawiających tę
ziemię. I pomyślał o kanapkach w swoim łóżku z Dusty.
I
zdecydował, że nie ma nic przeciwko temu, żeby był winien Ryker’owi przysługę.
*****
„Teraz
wiem, że masz jaja, skoro robisz takie rzeczy Dusty, a potem dzwonisz na mój
tyłek”.
W
ten sposób Hunter Rivera odebrał telefon Mike’a.
Mike
nie wymieniał uprzejmości. Zamiast tego poinformował Riverę – „LeBrec do niej
zadzwonił”.
„Uch…
wiem”.
„Słucham?”
„Koleś
był pijany. Całkowicie. Narąbany. Urżnięty. W trupa. Nawalony. Zniszczony.
Koleś był tak nawalony, że był nieprzytomny.
I widząc, że był w takim stanie, nie miał problemów z podzieleniem się z
każdym, kto chciał słuchać u Schuba, że zadzwonił do swojej kobiety, kiedy
jakiś dupek ją robił i nie miał nic przeciwko podzieleniu się tym. Opowiedział
też, jak zamierzał pojechać do Indiany, żeby skopać tyłek temu dupkowi i złapać
znowu jego kobietę. A biorąc pod uwagę, że był to piątkowy wieczór, Schub był
pełen, było tam mnóstwo ludzi do słuchania”.
Kurwa.
Kurwa!
Rivera
ciągnął dalej - „Masz tupet, bracie, puszczasz jej gówno, a potem gadasz z
Dusty przez cały wieczór i cementujesz to gówno, wysyłając jej kwiaty. Pewnego
dnia moja kobieta planuje twoje morderstwo. Następnego dnia pyta mnie, dlaczego
nie dostaje żadnych kwiatów. Widzę, że cię to zajmuje. Ale kurwa, dobijasz
mnie. Nie kupowałem Jerrze kwiatów, odkąd ją wkurzyłem na randce, bo zasnąłem
podczas jakiegoś gównianego filmu, na który kazała mi ją zabrać, mówiąc, że ten
film to hollywoodzka wersja nas. Jak mogłam zasnąć, oglądając naszą historię,
pyta. I, bracie, jeśli to bylibyśmy my, jesteśmy nudni jak cholera. Mam wkurzonego
LeBrec’a, bo jesteś w Indianie i robisz niegrzeczne rzeczy i nie masz nic
przeciwko odebraniu telefonu. Kurwa”.
„Nie
może przyjechać do Indiany” – poinformował go Mike.
„Co
chcesz żebym zrobił? Usiadł na nim?” - zapytał Rivera.
„Gówno
z farmą właśnie zrobiło się brzydkie. Dusty miała sporo do czynienia z domem pełnym
żałoby i skurwysyńską siostrą. Teraz siostra znalazła kupca na swoją działkę,
który lubi budować i bardzo mu się to podoba. Żeby budować trzeba mieć ziemię.
I to trochę pobieżnie nazwę, że zmienia umysły rolników, którzy trzymali się
swojej ziemi przez pięć pokoleń, w tym przez kryzys rolniczy, przekonując ich
nagle, by podnieśli stawkę i odeszli”.
Wiedział,
że Rivera go dopadł, kiedy wymamrotał - „Kurwa”.
„Więc
odpowiedź na twoje pytanie brzmi: tak. Siadasz na nim. Uspokajasz go. Strzelasz
do niego. Mam w dupie to, co robisz. Ale trzymaj tego dupka z dala od Dusty”.
„Zobaczę,
co da się zrobić” – odpowiedział Rivera - „Jak moja misja się nie powiedzie,
przyłożę ucho do ziemi i dam ci znać, że idzie w twoją stronę”.
„Doceniam”
– mruknął Mike.
„Dobrze,
interesy na uboczu, to, co teraz powiem, nie dotyczy Jerry. Dusty to jej
dziewczyna, ale jest też moja. Od razu zobaczyłem spustoszenie, którego
dokonałeś. Nie będę tego tłumaczyć, ale mam nadzieję, że zrozumiesz. Nie chcę
znowu widzieć mojej dziewczyny w takim stanie. Łapiesz mnie?”
„To
historia”.
„Muszę
wiedzieć, że mnie rozumiesz”.
„I
myślę, że wiesz, że skoro dzwonię do ciebie, kiedy wiem, że wiesz o tym całym
gównie, które zrobiłem”.
Zapadła
cisza, a potem ciche - „Tak. Jaja ze stali, człowieku. Kurwa” - Potem, bez
szeptu - „Jak zabierzesz ją do swojego łóżka na stałe, uszczęśliwisz ją. Utrata
jej na rzecz Indiany będzie dla Jerry jak odcięcie kończyny. A ja muszę słuchać jej jęków z powodu bólu”.
„Słucham?”
- zapytał Mike.
„Wszystko
o tym słyszałem” - powiedział Rivera - „Lubi twój miejski dom. Pokoje są
przestronne. Kuchnia jest fajna. Jakieś gówno o psie. Dużo gówna o dwójce
wspaniałych dzieciaków. Dusty lubuje się w psach i dzieciach, ale nie zajmuje
się domami miejskimi. To gówno oznacza, że nie chodzi o dom miejski, ale o
człowieka w nim. Jak dotąd wiem, że mieszkała z jednym mężczyzną. LeBrec’em. I to
on przeniósł swój tyłek do jej domu.
Jak ona wychwala zalety domu w mieście, a to oznacza jedno”.
Rivera
się zamknął, a Mike milczał.
„O
cholera. Pieprz mnie” – wyszeptał Rivera - „Wyszło szydło z worka. Teraz jesteś
przerażony i zaraz się uciekniesz”.
„Nie.
Absolutnie nie ucieknę” – odparł Mike szorstkim głosem.
Rivera
znów się zamknął.
Lubiła
jego dom. Lubiła jego psa. Wiedział już, że lubi jego dzieci.
Kurwa,
lubiła jego dom.
Kiedy
Rivera się nie odzywał, Mike przemówił.
„Myślę,
że skończyliśmy”.
„Głowa
do góry, bracie. Dzieci mają wkrótce ferie wiosenne. Zgadnij, dokąd zmierzamy?”
— zapytał Rivera.
„Do
pączków” – odpowiedział Mike.
„Postaw
na to swój tyłek, człowieku”.
„Moja
rada. Pość przynajmniej przez tydzień. Będziesz potrzebować dużo miejsca”.
Usłyszał
śmiech Rivery, zanim usłyszał - „Nie pieprz. Przywiozła nam tuzin po tym, jak
rzuciłeś jej tyłek. Wiedziałeś, co straciłeś, nie zwlekałeś z odzyskaniem tego,
oczywiście, oboje macie to
regularnie, więc spodziewamy się dwóch”.
„W
moim mniemaniu jestem ci winien dziesięć”.
„Twoje
mniemanie bardziej mi się podoba. Będziemy się z tym bujać. Później, bracie”.
„Później."
Mike
rozłączył się i wpatrywał się niewidzącym wzrokiem w swoje biurko.
Lubiła
jego dom.
Kiedy
wstał, schował telefon do tylnej kieszeni.
Złapał
wzrok Merry’ego.
„Lunch”
– mruknął.
Merry
uniósł brodę.
Mike
wyszedł z komisariatu i zrobił to z uśmiechem.
*****
Violet
Callahan leżała w ciemności z policzkiem na ramieniu męża.
„Bose
stopy[1]?"
– wyszeptała, a ramię Joe wokół niej zacisnęło się.
Pamiętał.
Z drugiej strony, nie było mowy, żeby zapomniał.
„Tak,
jak dotarłem do domu, stała na zewnątrz, bez kurtki, boso. Jej suka-siostra
była gotowa walczyć na pięści, obcy mężczyźni byli na podwórku, rzuciłem jedno
spojrzenie na jego twarz, a wiedziałem, że Hainesowi się to nie spodobało, a
mimo to pierwszą rzeczą, jaką Haines zrobił, było kazanie jej wejść do domu,
włożyć kurtkę i buty”.
Bose
stopy.
Violet
uśmiechnęła się.
Potem
zapytała cicho - „Jest ładna?”.
„Kurwa,
tak.”
Uśmiech
Vi stał się większy - „Tak ładna?”
„O
tak”.
Vi
wciąż się uśmiechała. Potem uśmiech zbladł.
„Wygląda
na szczęśliwego?” - wyszeptała.
„Dostał
od niej telefon, słuchał przez chwilę, wstał z fotela i skierował się w stronę
schodów. Nie wiem, czy to jest szczęśliwe, siostro. Wiem, że go to obchodzi”.
„To
dobrze. jak przypuszczam” – mruknęła.
„Nic
do przypuszczania. Po prostu jest”.
Joe
miał rację. Tak było. Znała to uczucie. Miała to już trzy razy, takich mężczyzn
w jej życiu, którzy słuchali przez chwilę, wiedzieli, że ich potrzebowała, rzucali
wszystko i ruszali prosto do drzwi.
Mike
Haines był jednym z tych trzech mężczyzn.
Mike
miał to teraz. Mike chciałby mieć to do zaoferowania. To było dobre.
Violet
westchnęła.
Co
zaskakujące, Joe nie skończył się dzielić.
„Walka
się skończyła, suka siostra odleciała, Mike i jego kobieta skulili się. Mogli
rozmawiać o strategii, ale zrobili to tak blisko, że to cud, że się nie weszli
w fuzję”.
Vi
znów się uśmiechnęła.
To
też było dobre.
Potem
jej uśmiech znowu zgasł.
„Ma
kłopoty?”
„Podczas
gdy Mike i jego kobieta rozmawiali, chłopcy też. Słuchałem. Przygotuj się, mała.
Zaraz zrobi się brzydko”.
To
było złe.
„Jak
brzydko?”
„Wystarczająco
brzydko, żeby Mike i jego kobieta tego chcieli, czy nie, dzisiaj dodali
czterech mężczyzn do swojego legionu”.
Joe
zamierzał wspierać Mike’a.
Ciało
Vi wtopiło się w jej męża.
„Wycofaj
się” – rozkazał.
Ciało
Vi zesztywniało.
„Co?”
„Wie
o tobie, Mike’u, o mnie. Była ze mną spoko, ale Mike powiedział, że nie jest
gotowa na ciebie. Właśnie straciła brata. Odniosłem wrażenie, że cierpi i to
nie tylko dlatego, że wie, co się dzieje z ziemią jej rodziny. Ty i twoje
dziewczyny, wszyscy się wycofajcie. Czekasz, aż wszystko wyjaśnię”.
„Ona
wie?”
„Tak”.
Niedobrze.
„Straciła
brata?” - szepnęła Vi.
Ramię
Joe zacisnęło się, a jego głos zniżył się.
„W
porządku. W porządku. Poczekam, aż wszystko będzie jasne”.
Poddała
się, ale jej się to nie podobało.
Violet
była ciekawa, jasne.
Ale
straciła też brata. Vi wiedziała, jakie to uczucie.
„Czy
możemy przestać gadać o Mike’u Haines’ie?” - zapytał Joe.
Uśmiechnęła
się ponownie, po czym wyszeptała - „Dobrze, Joe”.
Jego
ramię znów się zacisnęło, tym razem z zamiarem, przyciągając ją bliżej siebie.
„Myślę,
że nadszedł czas, aby zrobić kolejne dziecko, Vi”.
Przestała
się uśmiechać, ale zmusiła się do tego. W środku wciąż się uśmiechała.
To
dlatego, że nie był to pierwszy raz, kiedy Joe poinformował ją, że o tym myśli.
Mniej więcej tydzień po tym, jak dała mu córkę Angelę, zaczął dzielić się z nią
tą samą myślą.
„Już
ci dałam jedno, Joe”.
„Tym
razem chcę chłopca”.
Vi
przewróciła oczami.
„Nie
sądzę, aby moje łono rodziło chłopców” – poinformowała go.
„Zobaczymy”.
„Joe…”
Wtoczył
się w nią, widziała jego twarz i nawet w ciemności widziała determinację.
„Zobaczymy”
– powtórzył stanowczo, a jego głos zabrzmiał jak pomruk.
Tak,
na pewno mieli to zobaczyć.
„W
porządku, po następnym okresie odstawię pigułki” – zgodziła się.
„Za
późno. Wrzuciłem to do toalety, co miałaś, zanim położyłem się do łóżka”.
Mrugnęła
do niego przez ciemność.
Potem
wybuchnęła śmiechem, ale nagle urwała, bo usta jej męża mocno dotknęły jej ust
i jak to Joe, nie zwlekał z ćwiczeniem, by mieć więcej dzieci.
Chociaż,
prawdę mówiąc, nie potrzebował ćwiczeń.
Był
już ekspertem.
[1]
Dlaczego to dla nich takie ważne? - przypomnijcie sobie rozdział 21 w „W
pokoju” - cz. 2 serii „Miasteczko”
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń