sobota, 17 grudnia 2022

14 - Uzdolniona (cz.1)

 

Rozdział 14

Uzdolniona (cz.1)

 

 

 

Mike sięgnął do testamentu Darrina, który leżał obok niego na biurku.

Miał pół godziny do spotkania z Audrey u Mimi. Otrzymał również telefon od Tannera pięć minut temu z pytaniem, gdzie jest, a potem poinformowaniem go, że żona Tannera, Rocky, wpadnie, bo musi pogadać.

Nie wiedział, o co w tym chodziło, ale wiedział, że żona Tannera, siostra Merry’ego, Raquel Merrick Layne, była trochę stuknięta, więc mogło chodzić o wszystko. Nauczycielka w szkole, córka i siostra policjanta, żona byłego policjanta/obecnego prywatnego detektywa, Rocky Layne miała tendencję do wtykania nosa w gówno.

Okazało się, że dobrze zrobiła. Chociaż mógłby powiedzieć, że to było odsunięte, bo nie zaglądała w jego łóżko. Wtykała nos w sytuację, jaką miało miasteczko z brudnym gliną w wydziale i siatką rekrutującą młodociane do seksu przez miejscowy kościół. Mike nie mógł powiedzieć, że bardzo pomogła w tej sytuacji, ale jej wejście w ten biznes rozpaliło kilka pożarów pod kilkoma tyłkami, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Oznaczało to, że gówno działo się szybciej, niż mogłoby się wydarzyć; coś, co zakończyło się uratowaniem trzech młodych dziewcząt od życia pełnego bólu.

Kiedy czekał na Rocky i jego oczy ślizgały się po testamencie, jego myśli krążyły wokół ostatnich dwóch dni.

Mike spędził niedzielę ze swoją kobietą i niedzielny wieczór ze swoją kobietą, dziećmi, nowym chłopakiem jego dziewczyny i tortem lodowym DQ. Poza wizytą Audrey, to był cholernie dobry dzień. Jego najlepszy od jakiegoś czasu.

Wcześniej pustkowie przez prawie osiemnaście lat.

Można więc śmiało powiedzieć, że niedziela będąca cholernie dobrym dniem była czymś, czym Mike Haines się rozkoszował.

Mike oswajał się z obecnością Fina. Robił to, bo podobał mu się sposób, w jaki Fin zachowywał się wobec jego dziewczyny. A sposób, w jaki Fin był - delikatny, czujny, skupiony - Mike wyczuwał, że mu nie służył. Być może tu chodziło o to, że Fin włożył ręce w majtki wielu licealistek, a Mike widział, że to gra działało i to działało dobrze. Ale choć bardzo chciał chronić swoją dziewczynę przed tego rodzaju grami, przeczucie podpowiadało mu, że było w tym coś szczerego.

Mike dobrze wiedział, że Fin był Holliday’em. Darrin grał na boisku i trochę sobie kupił, ale w chwili, gdy skupił się na Rhondzie, to gówno umarło. Całkowicie. Darrin znalazł Rhondę po tym, jak skończył szkołę średnią, ale teraz Mike zobaczył, że to samo pochodziło od Fina.

To była nowa obawa. Jego córka miała piętnaście lat. Nie potrzebowała, żeby jakiś dzieciak się nią zajmował. I chociaż nie chciał lat mieć do czynienia z kołowrotkiem pełnym chłopaków, którzy mogli być frajerami lub dupkami, musiał przyznać, że nie czuł się całkiem dobrze, gdy Reesee kręciła się wokół Fina.

Ale mimo to Mike nie mógł powiedzieć, że jakiejś części niego to nie podobało.

Poniedziałkowy wieczór przebiegł zgodnie z oczekiwaniami. Tata Dusty, Dean Holliday, był bardzo wkurzony na Debbie i niezależnie od zasłony żałoby, która wciąż wisiała nad farmą Holliday’ów, nie miał nic przeciwko okazywaniu tego.

Stało się tak, bo jego gniew mieszał się z trwogą. Dean Holliday znał swoją pierworodną córkę i bez wątpienia wiedział, że potrafiła być zarówno uparta, jak i trzymająca urazę. Nie była to dobra kombinacja. Dean znalazł również czas, aby podzielić się z Dusty i Mike’m, że wielokrotnie dzwonił do Debbie, odkąd został wtajemniczony w sytuację, a ona nie zamierzała się wycofać.

Co więcej, Dean wiedział, że Bernie McGrath i Mike przekazujący informacje, w co zaangażowany był McGrath, nie poprawiły nastroju pana Holliday’a. Biorąc Mike’a na bok, Dean powiedział, że Darrin poinformował go, że McGrath pięć razy próbował go podejść, odkąd jego tata wyjechał ze stanu.

To nie zaskoczyło Mike’a. Zabudowa pod wynajem po przeciwnej stronie farmy niż dom Mike’a należała do McGrath’a. To było drogie i rozległe. Było również stosunkowo nowe, bo wyrosło pięć lat wcześniej. Dzięki osiedlom mieszkaniowym w okolicy farmy Holliday, dzielnica handlowa by kwitła. Sklep spożywczy, apteka, pizzeria i tego typu gówno robiłoby lukratywny biznes tylko od lokalnych mieszkańców, którzy nie musieliby już jechać dziesięć, piętnaście minut do miasta i walczyć z korkami w mieście w czasie korków. Również farma Holliday’ów była większa niż jakiekolwiek centrum handlowe potrzebne do budowy, więc by pozostało mnóstwo miejsca na kolejną inwestycję, która oznaczałaby więcej klientów dla centrum.

McGrath byłby tym wszystkim zainteresowany. Mike o tym wiedział i Dean też o tym wiedział.

Zanim odbyli prywatną pogawędkę, zarówno Mike, jak i Dean przekazali Finowi, Kirbowi i Rhondzie ostrzeżenia. W tym momencie ich życia żaden z mężczyzn nie chciał ich niepokoić, ale trzeba było im o tym wspomnieć.

Dwadzieścia cztery godziny później Mike wciąż zastanawiał się, czy to, co powiedzieli, przeniknęło do Rhondy. Chociaż wiedział, że Dusty nad nią pracowała, wydawała się być jeszcze bardziej wycofana. Fin i Kirby słuchali, Kirby wzorował się na swoim bracie. Po intensywnym spojrzeniu Fina, Mike wiedział, że Fin w pełni przyswoił sobie tę informację, niezbyt mu się to podobało, ale zamierzał mieć się na baczności, nie tylko dla siebie, ale i dla swojej rodziny. Kilkakrotnie Fin również zerkał na matkę z zaciśniętymi ustami i nie ukrywał zniecierpliwienia.

Innym powodem, dla którego Mike wiedział, że Fin chciał więcej od jego córki, było to, że w takich chwilach wzrok Fina wędrował ku Reesee, a jego twarz się relaksowała. Reesee stała się jego oazą w gównianym okresie jego życia. Cokolwiek Finley Holliday widział w Clarisse Haines, uspakajało go to.

I Mike nie mógł powiedzieć, że mu się to nie podobało, nie tylko zdolność jego córki do dawania tego, ale także dostęp do tego dla pogrążonego w żałobie dzieciaka.

Wczoraj wszystko zmieniło się na farmie dla Dusty. Kiedy jej mama i tata byli w mieście, Kirby został przeniesiony do pokoju Fina, a Dusty do pokoju Kirby’ego.

Zapytała też Mike’a, czy mogliby się spotkać u Franka na lunch, zamiast robić kanapki i przynosić mu je do samochodu w drodze powrotnej do pracy po tym, jak spędził z nią czas na lunch w swoim łóżku. Odkrył, że to dlatego, że znalazła testament Darrina i chciała mu go przekazać. Stało się tak również dlatego, że chciała położyć go wybadać i dowiedzieć się, co czuł w związku ze zbliżającym się spotkaniem z Audrey. Jego kobieta wiedziała, że jeśli wejdzie przez jego tylne drzwi, ich czas zostanie spędzony nie na rozmowach o ważnych rzeczach, ale na robieniu ważnych rzeczy.

Prawdę mówiąc, pragnął jej w swoim łóżku. Ale nigdy w życiu nie miał kobiety, która się nim opiekowała. I szczerze mówiąc, nagle to mając, nie wiedział, co z tym zrobić. Z Vi wiedział, że gdyby ich związek się rozwinął, tak by wyglądał i wiedział to po sposobie, w jaki Cal przeszedł od unikania życia do życia, kierowany ręką Vi. I zrozumiał, mając uwagę, troskę i troskę Dusty, że tego właśnie szukał w Violet, tego szukał przez całe życie. I nigdy nie znalazł.

Posiadanie tego to była inna historia.

Mike był przyzwyczajony do dźwigania tego ciężaru. Dziwnie się czuł, będąc jednym z tych, co to mieli.

Chociaż to było dziwne, nie mógł powiedzieć, że dziwne nie było dobre.

Pomyślał, że przyzwyczajenie się do tego nie zajmie dużo czasu.

Przeglądał testament, szukając wzmianek o ziemi, zastanawiając się o całym tym gównie, kiedy usłyszał „Mike?”

Jego oczy uniosły się i zobaczył Rocky idącą przez salę główną w kierunku jego biurka, a jej wysokie, cienkie obcasy stukały o podłogę. Mike dobrze znał Raquel. Często przychodziła na komisariat, będąc blisko brata, blisko wszystkich policjantów, będąc częścią tej rodziny od dwóch pokoleń.

Mimo to, ilekroć ją widywał, jak Vi, February, a teraz Dusty, nigdy nie przyzwyczaił się do jej urody.

Ubierała się dobrze w niezamierzenie seksowny, szkolny sposób. Obcisłe spódniczki, szpilki, perfekcyjny makijaż. Mike pomyślał, że wszyscy chłopcy w szkole się w niej podkochiwali i każda dziewczyna chciała być nią, gdy dorośnie.

„Hej, Rocky” - przywitał się Mike, upuszczając testament i wskazując głową na krzesło obok biurka - „Usiądź”.

Uśmiechnęła się i usiadła, rzucając torebkę na kolana. Ta czynność rozciągnęła jej spódnicę na biodrach, udach, a potem skrzyżowała nogi. Miała głęboką historię z Tannerem, którą przyćmiło ich niedawne pojednanie i małżeństwo. Byli razem wiele lat temu, co poszło źle i oboje poszli własnymi drogami. Widząc ją siedzącą tam, jej długie, zgrabne nogi skrzyżowane, jej zachowanie wskazujące na to, że nie miała pojęcia, jaki ma wpływ na mężczyznę, nie po raz pierwszy Mike zrozumiał, dlaczego Tanner pracował na pełnych obrotach, kiedy uwolniła się od zdradzającego męża, by włożyć obrączkę na jej palec.

„Wszystko dobrze?” - zapytała, przechylając głowę lekko na bok, patrząc na niego niewzruszenie.

„Niektóre z rzeczy są fenomenalne, niektóre to gówno”.

Kąciki jej ust uniosły się i wymamrotała ciche - „Życie”.

„Tak”.

Wzięła oddech i powiedziała - „Muszę z tobą porozmawiać o Reesee”.

Mike poczuł, jak napięły mu się ramiona.

To była niespodzianka. Domyślałby się, że jej wizyta dotyczyłaby Merry’ego i tego, jak jej brat wszystko pieprzył, nie wyciągając palca, by załatwiać gówno z jego byłą żoną Mią, kobietą, którą wciąż kochał, kobietą, której wciąż pragnął i kobietą, którą znowu pieprzył wokół. Jeśli to nie chodziło Merry’ego, pomyślałby, że chodziło o coś innego. Coś związanego z jego pracą albo tym, jak mógłby jej pomóc, gdy dzieciak w szkole wypadł z torów.

Rees… zdecydowanie nie.

Wiedział, że Rees była w klasie Rocky. Wiedział też, że Rees wychodziła na czystą szóstkę na tych zajęciach. Dyskusja wydawała się więc zbędna.

Chyba że chodziło o coś jeszcze, czego nie wiedział o swojej córce.

„Wszystko z nią dobrze?” - zapytał Mike.

Rocky skinęła głową, po czym pochyliła się do przodu, ale zrobiła to z pochyloną głową, otwierając torbę na jej kolanach - „Zwykłą rzeczą byłoby poczekanie na wywiadówkę, ale nie chciałam, żeby to czekało”.

Wyjęła złożony na pół wzdłuż, cienki plik papierów i położyła go na biurku Mike’a.

„To jest zadanie domowe” - oświadczyła, gdy kartka się otworzyła i Mike zobaczył duże, czerwone kółko z „6+” u góry.

Widząc ocenę, przeniósł zdziwiony wzrok z papierów na Rocky.

Kiedy napotkał jej spojrzenie, powiedziała - „Opóźniam zwrócenie tych prac dzieciom, żebyś miał trochę czasu na jej przeczytanie. Byłabym wdzięczna, gdybyś mógł jutro zanieść to Layne’owi”.

„Wprowadź mnie, Rocky” – zaprosił.

„To jest wyjątkowe, Mike” – wyszeptała, a spojrzenie Mike’a na nią stało się intensywne, gdy jego pierś zaczęła się rozgrzewać.

„Słucham?” - zapytał.

„To wyjątkowe” – powtórzyła - „A kiedy to mówię, mówię, że przez wszystkie lata mojej pracy pedagogicznej nigdy, ani razu nie widziałam czegoś takiego jak dzieło twojej córki. Powiedzieć, że jest zaawansowana, byłoby niedopowiedzeniem. Nie mówimy o pierwszoroczniakach, którzy pracują jak w młodszych lub starszych klasach. Nawet nie mówię, że jest jak pierwszoroczniaczka, która wykonuje pracę jak w szkole średniej wykonuje pracę na poziomie college’u. Mówię ci, że jej recenzja Kwiatów dla Algernona mogłaby zostać opublikowana”.

Mike zamrugał i zrobił to powoli.

Rocky kontynuowała.

„To nie jest pierwszy raz, kiedy czuję to przy jednym z zadań Rees. Na początku, nienawidzę się przyznawać, pomyślałam, że to był plagiat. To dlatego, że nigdy nie widziałam czegoś takiego, jak to się zmieniło, ani razu w mojej karierze. Ale sprawdziłam i nie był. Wtedy pomyślałam, że to była jednorazowa akcja. Ale biorąc pod uwagę, że to zadanie…” – wskazała głową na papiery – „jest już jej czwarte, które wykazuje taki poziom talentu, to nie przypadek. Jest utalentowana i kiedy to mówię, była już mistrzynią w wieku czternastu lat, ale z każdym zadaniem jakość staje się bardziej wyrazista. I żałuję, że nie mogę powiedzieć, że to z powodu moich doskonałych umiejętności pedagogicznych” - powiedziała z uśmiechem - „Ale tak nie jest. Dla Rees jest to naturalne”.

Mike nic nie powiedział, przetwarzając te informacje, kiedy ciepło w jego klatce piersiowej nasilało się i rozszerzało.

Ciszę wypełniła Rocky.

„Nie tylko jej pisarstwo jest wyjątkowe, Mike. Kocham w jej pisanie. Ma niepowtarzalny styl, który jest niezwykły. To nie jest tak, że odrabia zadanie, odpowiada na pytanie. Buduje światy wokół książek, o których pisze. Poruszają ją, a ona nie ma absolutnie żadnych trudności z wyrażeniem, jak to robią. Ale to coś więcej. Z zadziwiającą dojrzałością absorbuje znaczenia i podteksty, które dają się odczytać z powieści. Widzi rzeczy, których ja nie widzę, czuje je, a potem jest w stanie wyrazić je w niezwykły sposób”.

Słowa Rocky przemykały przez jego myśli, a wzrok Mike’a opadł na papiery, gdy uniósł rękę i dotknął palcami pracy swojej córki, jakby przesuwał nimi po najdelikatniejszym kawałku kryształu.

Rocky mówiła dalej - „Wiem, że z pensją gliniarza nie byłoby to łatwe, biorąc pod uwagę, że… twoja była żona prawdopodobnie nie jest w stanie pomóc, ale przy takim kalibrze pracy, Mike, Rees Haines nie ma powodu, by zostać w Liceum Brownsburg”.

Mike spojrzał na nią, a ona mówiła dalej.

Tak jest utalentowana. Musi być w szkole dla uzdolnionych dzieci. Przynajmniej musi jeździć na kursy pisarskie, na których można ją zachęcić do odkrywania swojego talentu i rozwijania go. Rozmawiałam z jej innymi nauczycielami i chociaż ma problemy z matematyką i naukami ścisłymi, przoduje w nauce wszystkich przedmiotów ściśle związanych ze sztuką. Jest cicha, nie rzuca się w oczy, a jej inni nauczyciele i ja myślimy, że ona nie rozumie swojego daru, a nawet nie wie, że go ma. W rzeczywistości wszyscy czujemy, że to dopiero w niej świta, co oznaczałoby, że gdyby rzeczywiście podjęła skoordynowany wysiłek, wzorowa praca stałaby się czymś zupełnie innym i wszystko byłoby dobre. Jej dar musi zostać rozpoznany i nakarmiony, Mike. A jeśli chcesz, możemy umówić się na spotkanie, na którym ty, ona i ja możemy o tym porozmawiać, a ja chętnie zbadam szkoły i możliwe stypendia. Ale zachęcam cię, abyś znalazł sposób, aby pomóc twojej córce rozpoznać jej talent i dalej szukać sposobów, w jakie można ją poprowadzić, by go odkryła”.

„Umówimy się na spotkanie” – odpowiedział natychmiast Mike – „I byłbym wdzięczny, gdybyś przyszła z sugestiami szkół, które byłyby odpowiednie dla Reesee”.

Twarz Rocky złagodniała, a kąciki jej ust uniosły się – „Znakomicie” – szepnęła. Spojrzała mu w oczy i zapytała cicho – „Nie miałeś pojęcia, prawda?”

Mike potrząsnął głową - „Prosi czasem o pomoc w odrabianiu prac domowych, ale najczęściej z geometrii, biologii. Nie z angielskiej literatury”.

Rocky skinęła głową, ale jej głowa przechyliła się na bok i kontynuowała - „A Rees? Czy ona rozumie swój dar, jak myślisz?”

Mike ponownie potrząsnął głową - „Nie ma pojęcia”.

Rocky uśmiechnęła się szeroko i szepnęła - „W takim razie to spotkanie będzie zabawne”.

Mike pomyślał o swojej córce, o tym, jak do niedawna, zanim miała Dusty i Fina w jej życiu, zdawała się gubić drogę. Pomyślał też o słowach Dusty z niedzieli.

Potem pomyślał: tak, kurwa, będzie.

Mike odwzajemnił uśmiech.

Rocky wyciągnęła rękę i dotknęła papierów - „Przeczytaj to. Layne powiedział, że podrzuci to do szkoły, jeśli jutro wpadniesz do jego biura i mu go dasz. Czy to ci pasuje?”

„Absolutnie” - odpowiedział Mike.

Rocky znów się uśmiechnęła i wstała, zarzucając paski torby na ramię.

Mike wstał z nią.

„Dobra wiadomość jest taka” - zaczęła, a jej oczy błyszczały - „że nie byłoby dobrze wyciągać teraz Rees i przenosić ją do nowej szkoły, więc będę mogła mieć ten jeden, piękny, olśniewający moment w życiu nauczyciela rozpoznania i edukowania cudownego dziecka, kiedy będę ją miała przez cały semestr”.

Mike przyglądał się jej, widząc wyraźnie, że to gówno jej się spodobało. Kochała swoją pracę, ale co więcej, była naprawdę podekscytowana, że miała szansę pracować z jego córką.

To ciepło w jego klatce piersiowej wzrosło.

Mike uśmiechnął się do niej - „Dzięki, że znalazłaś czas, żeby się tym ze mną podzielić, Rocky”.

Pochyliła się, patrząc mu w oczy ciepło i powiedziała z uczuciem - „Przyjemność po mojej stronie, Mike”.

Podniósł rękę. Wzięła ją, a on przyciągnął ją lekko do siebie. Podniosła brodę i pochylił się, by musnąć wargami jej policzek. Jej skóra była miękka, jej włosy i perfumy ładnie pachniały, a Mike’owi podobało się, że Tanner to miał. Tanner był dobrym człowiekiem. A była Tannera sprawiała, że Audrey wydawała się być oswojona. Lekko zwariowana, lekko uśmiechnięta kobieta, która ładnie pachniała, dobrze się ubierała, świetnie wyglądała i kochała swoją pracę w nauczaniu dzieci, była o wiele lepsza niż gówno, które ex Tannera przerzucała łopatą nie tylko podczas ich małżeństwa, ale i po nim, co nie było zabawne.

Oboje odchylili się do tyłu, uścisnęli sobie dłonie, Rocky obiecała, że będzie w kontakcie w sprawie spotkania i pożegnali się.

Po tym jak wyszła, Mike miał piętnaście minut na dotarcie do Mimi’s. To było kilka przecznic do komisariatu, pięć minut spacerem. Miał czas, a czasu, który miał, nie wykorzystał na wzięcie testamentu Darrina.

Podniósł pracę Reesee.

Przeczytał to i Rocky miała rację. Po akapicie drugim nie chodziło o to, że czytał pracę swojej córki, która została uznana przez jej nauczycielkę za wyjątkową. Wciągnęła go. Zatracił się w tym i nawet kiedy skończył, nie dotarło do niego, co robił i dlaczego to czytał. Tylko to, że każde słowo było dla niego interesujące i naprawdę cholernie chciał ponownie przeczytać książkę, której nie czytał od czasów liceum.

Niestety, tak się w to wkręcił, że, zanim skończył, miał być u Mimi, a spóźnienie wkurzyłoby Audrey. Wiedział o tym, bo jego praca oznaczała, że jego godziny pracy były nieregularne, a jej wydatki oznaczały, że miał stałe nadgodziny. Mimo to spodziewała się go, kiedy spodziewała się go tam, gdzie się go spodziewała, a jeśli się spóźniał lub nie pojawił, nie miała nic przeciwko podzieleniu się tym, jak bardzo ją to wkurzało. A to, jak bardzo ją to wkurzała, było bardzo duże.

Nie potrzebował wkurzonej Audrey, biorąc pod uwagę, że i tak nie chciał dać jej tego czasu ani pozwalać grać w jakąkolwiek grę, w którą zamierzała grać. Była jednak matką jego dzieci, więc nie miał, kurwa, wyboru.

Wciągnął powietrze, złożył raport Rees na pół, testament na pół, wepchnął obie rzeczy do wewnętrznej kieszeni kurtki i włożył ją. Potem zszedł po schodach na parter komisariatu. Przechodząc obok Betsy w recepcji, pstryknął dwoma palcami, powiedział do widzenia i otrzymał to samo w zamian.

Pchnął frontowe drzwi i ruszył chodnikiem do Mimi.

Był początek marca. Była wiosna. Temperatura wzrastała; śniegu nie było. Podwórka zazieleniały się. Na drzewach były pąki. Cebule wysyłały pędy na prywatnych podwórkach.

Mike całe życie mieszkał w Indianie, więc był przyzwyczajony do dostosowywania swojego dnia do zmiennych, a czasem ekstremalnych warunków pogodowych. To była druga natura. Nie zauważał tego. Nie smakował wiosny zwiastującej koniec zimy. Nie obchodziło go to. Był po prostu zadowolony, że dzięki wzroście temperatury będzie mógł grillować bez odmrażania sobie tyłka. Cieszył się, że zmiana pogody oznaczała, że Fin nie będzie już musiał wychodzić i oczyszczać ulic.

To było wszystko, co o tym pomyślał.

Pchnął drzwi do Mimi’s i od razu zauważył, że Audrey wybrała stolik przy samym oknie.

Widząc to, zacisnął usta.

Wyrachowany. Miasteczko było małe, a ona mieszkała w nim od dłuższego czasu. Każdy, kto przejeżdżałby lub przechodził obok, zobaczyłby, jak pije z nią kawę. Zastanawialiby się. Rozmawialiby. Spekulowaliby. Wymyślaliby nawet gówno. A wszyscy już wiedzieli, że był z Dusty. Było to dzięki uprzejmości żony Sully’ego, Lorraine, nie wspominając o pięciokrotnym zagrożeniu ze strony Cheryl, Jessie, Mimi, Feb i Violet, dwóch z nich pracujących w najpopularniejszym barze w mieście, z których jedna była właścicielką często odwiedzanej kawiarni.

Jezu, Audrey i jej gry.

Zobaczył, że ma przed sobą kubek, drugi kubek stał na stole, a na stole leżała biała torba.

Nie wiedział, co było w tej torbie, ale był zaskoczony jej obecnością. Gdyby tego nie kontrolowała, Audrey należała do kobiet, które łatwo przybierają na wadze. I, szczerze mówiąc, czasami myślał, że wolałaby podciąć sobie nadgarstki, niż zyskać dodatkowy kilogram. Codziennie rano wchodziła na wagę i każdego ranka on się przygotowywał. Działo się tak, bo wyniki wprowadzały nastrój w ich domu do następnego dnia, kiedy ponownie weszła na tę pieprzoną wagę.

Na szczęście miała w dupie to, co jedli Mike i dzieci, chociaż często narzekała na jedzenie w domu, głównie dlatego, że ją to kusiło. Ale bardzo uważała na każdy kęs, który przechodził przez jej usta. Trzy razy w tygodniu chodziła też na bieżnię i dwa razy chodziła na siłownię pływać. Miała obsesję na punkcie tych rzeczy jak na punkcie zakupów. Więc wypieki od Mimi nie miały sensu.

Oczywiście to, że postawiła mu drinka, też nie. Nigdy nie była szczególnie uprzejma, ale po tym, jak poprosił o rozwód, to całkowicie wyparowało. Za każdym razem, gdy rozmawiała z nim przez telefon albo widziała go osobiście, pluła kwasem.

Nie podobał mu się ten kubek z kawą stojący na stole. Absolutnie. Kiedy podszedł do Audrey, jego oczy powędrowały do lady, żeby zobaczyć, czy Mimi tam była. Nie była, a samotna dziewczyna za tym była z klientem, więc nie spojrzała na niego.

Spodziewał się lakonicznego „Spóźniłeś się”, kiedy dotarł, ale Audrey tylko się do niego uśmiechnęła.

Potem powiedziała - „Mam dla ciebie latte. Karmelowe?"

Wpatrywał się w nią, zszokowany jak cholera. Karmelowe latte były tym, co Reesee zamówiłby dla niego, gdyby przyprowadził tu ją lub oboje swoich dzieci. Nie miał pojęcia, że Audrey wiedziała, że to były jego preferencje.

– Tak – mruknął, siadając, po czym wydusił z siebie „Dzięki”.

Natychmiast sięgnęła ręką do torby i przesunęła ją w jego stronę. „To są Brownie i ciastka. Dla ciebie, No i Rees”.

Ciągle się na nią gapił.

Nazwała No „No”.

Kurwa.

I ciasteczka i ciasteczka?

Kurwa.

Z wyjątkiem urodzin i świąt Bożego Narodzenia – na które wydawała fortunę z radością, która nie miała nic wspólnego z obchodami i świętami – nie widział, żeby kiedykolwiek wykonała taki gest w stosunku do niego lub do dzieci. Kiedy mieli dzieci, jej zakupy w naturalny sposób obejmowały wypełnianie dziecięcych szaf, komód i pokoi gównem, którego nie potrzebowały. Ale to nie była życzliwość ani hojność. To było uzależnienie.

„Dzięki” - wymamrotał ponownie i zauważył, że powiedziała mu, że są dla niego, No i Rees, ale nie dla Dusty. Zrozumiałe, ale także wskazówka, że nie idzie dalej, jak wiedziała, że on już to zrobił.

Złapał swój kubek, wypił łyk i odstawił go.

„Chcesz to zacząć?” - zaprosił - „No został poinstruowany, żeby zamówić pizzę za piętnaście minut, a ja muszę wpaść i odebrać ją w drodze do domu. Przepraszam za spóźnienie, ale to oznacza, że mamy jeszcze mniej czasu. Powinniśmy to załatwić”.

Skinęła głową i powiedziała konwersacyjnie - „W pracy wszystko idzie dobrze”.

Jezus. Co do kurwy nędzy? Czy to była tylko pogawędka?

Nie miał czasu na to gówno.

„To dobrze. Cieszę się twoim szczęściem, Audrey. A teraz, czy mamy coś do omówienia?”

Zacisnęła usta i chwyciła kubek, żeby się napić.

Przeciągała. Wysysała jego czas. Pogrywała nim.

„Audrey…” - ostrzegł, a jej oczy skierowały się na niego.

„Nie lubię cię z inną kobietą”.

Mike westchnął i opadł plecami na oparcie.

Cicho, prosząc Boga o cierpliwość, wyjaśnił - „Jesteśmy rozwiedzeni. Od jakiegoś czasu. Pozostaniemy w ten sposób. Rozumiem, że zmagasz się z tym teraz z jakiegokolwiek powodu, ale jest tak, jak jest. Musisz nauczyć się radzić sobie i jakkolwiek to zrobisz, to twoja sprawa. Nie jestem zaangażowany. Jeśli tu chodzi o mnie i Dusty, to nie ma to nic wspólnego z tobą. Jak rozmawiamy, rozmawiamy o naszych dzieciach. I tyle. Dla ciebie wszystko inne w moim życiu jest poza zasięgiem”.

„To nieprawda” – odparła, również cicho mówiąc - „Ona jest w twoim domu. Nasze dzieci mieszkają w twoim domu…”

Mike natychmiast pochylił się do przodu, jego oczy utkwiły w jej oczach i warknął - „Nie idź tam, kurwa”.

„Powinnam rozumieć, kto jest zaangażowany w życie naszych dzieci, Mike” - stwierdziła, a on przyglądał się jej, z wysiłkiem tłumiąc narastający gniew.

Nie była wkurzona. Nie była przymilna. Nie była ostra. Wydawała się być spokojna i racjonalna.

Nie rozumiał tego.

„Poznałaś ją na przyjęciu u Reesee” – przypomniał jej.

„Tak, rozmawialiśmy przez około sekundę. Ale skąd ona pochodzi? Co ona robi? Co…?”

Odciął ją - „Nic z tego nie jest twoją sprawą”.

„Nie, a Rees jest we wrażliwym wieku, więc się nie zgadzam”.

„Jaja sobie robisz?” - Mike zapytał cicho, jego wysiłki w kontrolowaniu gniewu szybko zawiodły.

„Cóż… nie” – odparła.

„Rees zaczęła miesiączkować” – oznajmił Mike, a Audrey zamrugała.

„Co?” - zapytała.

„Rees zaczęła miesiączkować” – powtórzył Mike - „Używa tamponów. Sądzisz, że to dobrze?”

Mike patrzył, jak jej głowa odchyliła się do tyłu, po czym wyjąkała - „Ja… uch…”

Mike przemówił do jej jąkania - „Nie znam się na tym. Czy używanie tamponów przez piętnastoletnią dziewczynę jest w porządku?”

Brwi Audrey złączyły się - „Dlaczego o tym rozmawiamy?”

Dlaczego o tym rozmawiali?

Jezu.

„Bo nasza córka stała się kobietą w tym sensie” – wyjaśnił lakonicznie i niepotrzebnie Mike – „Nie kupuję jej tego gówna, ale ona to ma. Nic o tym nie wiem i nie ma, kurwa, mowy, żeby ze mną porozmawiała. No znalazł to gówno w łazience, kiedy szukał czegoś innego, Bóg wie czego. Było zakopane, ukryte za kupą innego gówna. Nie myślałem o tym zbyt wiele, dopóki Dusty się do mnie nie odezwała. Odkąd Dusty ze mną rozmawiała, teraz myślę, że każda dziewczyna ma okres i każda kobieta żyje z tym, dopóki nie będzie musiała już z tym żyć. I nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego miałaby ukrywać tampony. Jej brat jest nastolatkiem i mógłby jej dokuczać, bo jest nastolatkiem. Ale pewnego dnia będzie mężczyzną z kobietą, która musi sobie radzić z tym gównem, więc będzie musiał także nauczyć się trzymać buzię na kłódkę i toczyć się z cyklem. Mogę go tego nauczyć. Ale kto opiekuje się naszą córką?”

Kiedy Mike skończył mówić, jej twarz była blada i wiedział, że ktokolwiek to był, to nie była Audrey.

„Nie ty” – wyszeptał - „Gówno idzie w dół z jej ciałem, a teraz ma nowego chłopaka i jest kurewsko nieświadoma, a nie ma dokąd się zwrócić oprócz przyjaciółek, które też są kurewsko nieświadome”.

„Porozmawiam z nią” – powiedziała natychmiast Audrey.

„Nie chcę być kutasem, ale nie jestem pewien, czy jest na to otwarta z twojej strony. Od dawna byłaś wkurzona, zgorzkniała i zaabsorbowana sobą, Audrey, więc zarobiłaś na to. Nasze dzieci spędzają z tobą czas. Mieszkają ze mną, ale spędzają czas z tobą. Moja rada, przestań się martwić o to, kogo ja mam w łóżku, a to w końcu obudzi cię do faktu, że nieodwołalnie skończyliśmy i zacznij martwić się o swoje dzieci. No wkrótce pójdzie do college’u, niedługo potem Reesee. Jeśli pozwolisz im zajść tak daleko, nie robiąc kroku w ich stronę, przekonasz się później, że trudniej będzie się przebić. Przekonasz się też, że to ty przegapiłaś coś cennego, czego w żaden sposób nie odzyskasz”.

„Odkąd spotkałam Dusty, już to odkryłam, Mike” – wyszeptała, patrząc na niego, zraniona, a ich przekaz był krystalicznie czysty.

Kurwa, kurwa, kurwa.

„Nie mój problem”.

Na to oznajmiła - „Nadal cię kocham”.

Kurwa, kurwa, kurwa.

„Znowu” – warknął – „to nie mój problem”.

„Mike…” - zaczęła, a on pochylił się głęboko do niej.

„Szczerze wobec Boga? Szczery wobec pieprzonego Boga?” - warknął - „Właśnie powiedziałem ci, że twoja córka dostała okresu, nie ma o niczym pojęcia, ale ma nowego chłopaka, a ty nawet nie pytasz, z kim się spotyka? Chcesz porozmawiać tylko o tobie?” - oparł się z powrotem - „Nic się nie zmieniło. Ani jedna pieprzona rzecz. Uczysz się o sobie? Głupie gadanie. Jakbyś się uczyła, dowiedziałabyś się, że masz poważne problemy, jesteś gównianą matką i musisz zacząć szybko gibać się, zanim zostawią cię najlepsze rzeczy w twoim życiu”.

Jej twarz wyglądała, jakby ją uderzył, ale miał to gdzieś.

Zamiast tego rzucił - „Skończyliśmy?”

„Nie… nie chcę, żeby Dusty rozmawiał z Rees o…” – zaczęła.

„Za późno” – przerwał jej Mike - „Reesee ufa Dusty i ja też. To już się dzieje”.

Audrey wyprostowała ramiona - „Nie znam tej kobiety. Nie czuję się komfortowo, gdy prowadzi moją córkę przez ważne chwile w jej życiu”.

„Wskazówka, Audrey, gdybyś była taką mamą, jaką powinnaś być, twoja córka nie musiałaby w ogóle zwracać się do mojej kobiety”.

Znowu wyglądała na dotkniętą, ale Mike znowu miał to gdzieś. Na to też zarobiła i to nie był jego pieprzony problem.

„Skończyliśmy?” - powtórzył

Obserwował z malejącą cierpliwością, jak zbierała swoje gówno do kupy.

Potem powiedziała cicho - „Przepraszam. Szczerze mówiąc, Mike, nie tak zamierzałem poprowadzić tę rozmowę”.

„Cóż, tak to się potoczyło. Teraz, skończyliśmy?”

Patrzyła mu w oczy przez kilka uderzeń serca, zanim skinęła głową.

Wstał, zostawiając niedopitą latte.

„Nie zapomnij o smakołykach” – powiedziała szybko, chwytając torbę i podając mu ją.

Wpatrywał się w nią przez sekundę, żałując, że nie był typem mężczyzny, który mógłby po prostu odejść.

Ale nie był tym typem człowieka. Jego dzieci uwielbiały gówno, które robiła Mimi, a ich matka im je kupiła. Wziął więc torbę tylko po to, żeby ona tego nie puściła.

Kurwa.

Spojrzał w jej oczy.

„Naprawdę, przykro mi” – szepnęła - „Szczerze nie tak chciałam, żeby to poszło”.

„Dostaniesz jeszcze jedną rzecz” – powiedział jej – „A to ma wyjaśnić, czego od tego chciałeś”.

„Musimy być… bliżej… czy coś. Dla dzieci. Musimy poprawić nasze relacje. Tylko natychmiast zboczyłam z toru. I… ja… cóż, naprawdę, Mike, przykro mi”.

Puściła torbę.

Mike nie spuszczał jej wzroku.

„Jak tego chcesz, najpierw pokaż mi, że obchodzą cię nasze dzieci. W tym samym czasie odpuszczasz Dusty i nie mam na myśli tylko mnie. Jeśli usłyszę, że obgadujesz ją do naszych dzieci lub do kogokolwiek innego mówisz coś o mojej kobiecie, mamy problemy. Jak dasz radę zrobić się wszystko dobrze, wtedy porozmawiamy o poprawie naszych relacji. Do tego czasu, Audrey, wracamy do miejsca, w którym byliśmy kilka tygodni temu”.

Wytrzymała jego spojrzenie i skinęła głową.

Mike zakończył słowami - „Rozmawiał ze mną nauczycielka angielskiego Reesee. Powiedziała mi, że Reesee jest wyjątkowo utalentowana. Nauczycielka nazywa się Raquel Layne. Jak cię obchodzi, może zechcesz się z nią skontaktować i zobaczyć, o co chodzi. Usiądę z Rocky i Reesee, aby omówić to i w jaki sposób otworzymy Reesee możliwości zbadania tego. Jeśli chcesz się w to włączyć jako jej matka, oczywiście, jesteś mile widziana. Ale prawdopodobnie pociągnie to za sobą pójście Reesee do prywatnej szkoły dla uzdolnionych uczniów lub na kursy, z których oba będą trochę kosztować. Chcesz mieć w tym udział, zapraszam, ale to oznacza, że rezygnujesz z butów. Biorąc pod uwagę to, co przeczytałem w pracy Reesee, Rocky rozważa i poddaje to pod dyskusję, ale nie ma decyzji w tej sprawie. Więc jeśli chcesz zapewnić swojej córce uwagę i zapewnić jej przyszłość, na jaką zasługuje, sugeruję, aby zacząć odkładać zakup butów już teraz”.

Jej usta były rozchylone ze zdziwienia, ale Mike’a to nie obchodziło. Skończył.

Zakomunikował to mrucząc - „Jedź bezpiecznie” i bezzwłocznie odszedł.

*****
CDN.

4 komentarze: