Rozdział 14
Uzdolniona (cz.1)
Mike sięgnął do testamentu
Darrina, który leżał obok niego na biurku.
Miał pół godziny do spotkania
z Audrey u Mimi. Otrzymał również telefon od Tannera pięć minut temu z
pytaniem, gdzie jest, a potem poinformowaniem go, że żona Tannera, Rocky, wpadnie,
bo musi pogadać.
Nie wiedział, o co w tym
chodziło, ale wiedział, że żona Tannera, siostra Merry’ego, Raquel Merrick
Layne, była trochę stuknięta, więc mogło chodzić o wszystko. Nauczycielka w
szkole, córka i siostra policjanta, żona byłego policjanta/obecnego prywatnego
detektywa, Rocky Layne miała tendencję do wtykania nosa w gówno.
Okazało
się, że dobrze zrobiła. Chociaż mógłby powiedzieć, że to było odsunięte, bo nie
zaglądała w jego łóżko. Wtykała nos w sytuację, jaką miało miasteczko z brudnym
gliną w wydziale i siatką rekrutującą młodociane do seksu przez miejscowy
kościół. Mike nie mógł powiedzieć, że bardzo pomogła w tej sytuacji, ale jej
wejście w ten biznes rozpaliło kilka pożarów pod kilkoma tyłkami, aby zapewnić
jej bezpieczeństwo. Oznaczało to, że gówno działo się szybciej, niż mogłoby się
wydarzyć; coś, co zakończyło się uratowaniem trzech młodych dziewcząt od życia
pełnego bólu.
Kiedy
czekał na Rocky i jego oczy ślizgały się po testamencie, jego myśli krążyły
wokół ostatnich dwóch dni.
Mike
spędził niedzielę ze swoją kobietą i niedzielny wieczór ze swoją kobietą,
dziećmi, nowym chłopakiem jego dziewczyny i tortem lodowym DQ. Poza wizytą
Audrey, to był cholernie dobry dzień. Jego najlepszy od jakiegoś czasu.
Wcześniej
pustkowie przez prawie osiemnaście lat.
Można
więc śmiało powiedzieć, że niedziela będąca cholernie dobrym dniem była czymś,
czym Mike Haines się rozkoszował.
Mike
oswajał się z obecnością Fina. Robił to, bo podobał mu się sposób, w jaki Fin
zachowywał się wobec jego dziewczyny. A sposób, w jaki Fin był - delikatny,
czujny, skupiony - Mike wyczuwał, że mu nie służył. Być może tu chodziło o to,
że Fin włożył ręce w majtki wielu licealistek, a Mike widział, że to gra działało
i to działało dobrze. Ale choć bardzo chciał chronić swoją dziewczynę przed
tego rodzaju grami, przeczucie podpowiadało mu, że było w tym coś szczerego.
Mike
dobrze wiedział, że Fin był Holliday’em. Darrin grał na boisku i trochę sobie
kupił, ale w chwili, gdy skupił się na Rhondzie, to gówno umarło. Całkowicie.
Darrin znalazł Rhondę po tym, jak skończył szkołę średnią, ale teraz Mike
zobaczył, że to samo pochodziło od Fina.
To
była nowa obawa. Jego córka miała piętnaście lat. Nie potrzebowała, żeby jakiś
dzieciak się nią zajmował. I chociaż nie chciał lat mieć do czynienia z kołowrotkiem
pełnym chłopaków, którzy mogli być frajerami lub dupkami, musiał przyznać, że
nie czuł się całkiem dobrze, gdy Reesee kręciła się wokół Fina.
Ale
mimo to Mike nie mógł powiedzieć, że jakiejś części niego to nie podobało.
Poniedziałkowy
wieczór przebiegł zgodnie z oczekiwaniami. Tata Dusty, Dean Holliday, był bardzo
wkurzony na Debbie i niezależnie od zasłony żałoby, która wciąż wisiała nad
farmą Holliday’ów, nie miał nic przeciwko okazywaniu tego.
Stało
się tak, bo jego gniew mieszał się z trwogą. Dean Holliday znał swoją
pierworodną córkę i bez wątpienia wiedział, że potrafiła być zarówno uparta,
jak i trzymająca urazę. Nie była to dobra kombinacja. Dean znalazł również
czas, aby podzielić się z Dusty i Mike’m, że wielokrotnie dzwonił do Debbie,
odkąd został wtajemniczony w sytuację, a ona nie zamierzała się wycofać.
Co
więcej, Dean wiedział, że Bernie McGrath i Mike przekazujący informacje, w co
zaangażowany był McGrath, nie poprawiły nastroju pana Holliday’a. Biorąc Mike’a
na bok, Dean powiedział, że Darrin poinformował go, że McGrath pięć razy
próbował go podejść, odkąd jego tata wyjechał ze stanu.
To
nie zaskoczyło Mike’a. Zabudowa pod wynajem po przeciwnej stronie farmy niż dom
Mike’a należała do McGrath’a. To było drogie i rozległe. Było również
stosunkowo nowe, bo wyrosło pięć lat wcześniej. Dzięki osiedlom mieszkaniowym w
okolicy farmy Holliday, dzielnica handlowa by kwitła. Sklep spożywczy, apteka,
pizzeria i tego typu gówno robiłoby lukratywny biznes tylko od lokalnych
mieszkańców, którzy nie musieliby już jechać dziesięć, piętnaście minut do
miasta i walczyć z korkami w mieście w czasie korków. Również farma Holliday’ów
była większa niż jakiekolwiek centrum handlowe potrzebne do budowy, więc by pozostało
mnóstwo miejsca na kolejną inwestycję, która oznaczałaby więcej klientów dla
centrum.
McGrath
byłby tym wszystkim zainteresowany. Mike o tym wiedział i Dean też o tym
wiedział.
Zanim
odbyli prywatną pogawędkę, zarówno Mike, jak i Dean przekazali Finowi, Kirbowi
i Rhondzie ostrzeżenia. W tym momencie ich życia żaden z mężczyzn nie chciał
ich niepokoić, ale trzeba było im o tym wspomnieć.
Dwadzieścia
cztery godziny później Mike wciąż zastanawiał się, czy to, co powiedzieli,
przeniknęło do Rhondy. Chociaż wiedział, że Dusty nad nią pracowała, wydawała
się być jeszcze bardziej wycofana. Fin i Kirby słuchali, Kirby wzorował się na
swoim bracie. Po intensywnym spojrzeniu Fina, Mike wiedział, że Fin w pełni
przyswoił sobie tę informację, niezbyt mu się to podobało, ale zamierzał mieć
się na baczności, nie tylko dla siebie, ale i dla swojej rodziny. Kilkakrotnie
Fin również zerkał na matkę z zaciśniętymi ustami i nie ukrywał
zniecierpliwienia.
Innym
powodem, dla którego Mike wiedział, że Fin chciał więcej od jego córki, było
to, że w takich chwilach wzrok Fina wędrował ku Reesee, a jego twarz się relaksowała.
Reesee stała się jego oazą w gównianym okresie jego życia. Cokolwiek Finley
Holliday widział w Clarisse Haines, uspakajało go to.
I
Mike nie mógł powiedzieć, że mu się to nie podobało, nie tylko zdolność jego
córki do dawania tego, ale także dostęp do tego dla pogrążonego w żałobie
dzieciaka.
Wczoraj
wszystko zmieniło się na farmie dla Dusty. Kiedy jej mama i tata byli w
mieście, Kirby został przeniesiony do pokoju Fina, a Dusty do pokoju Kirby’ego.
Zapytała
też Mike’a, czy mogliby się spotkać u Franka na lunch, zamiast robić kanapki i
przynosić mu je do samochodu w drodze powrotnej do pracy po tym, jak spędził z
nią czas na lunch w swoim łóżku. Odkrył, że to dlatego, że znalazła testament
Darrina i chciała mu go przekazać. Stało się tak również dlatego, że chciała położyć
go wybadać i dowiedzieć się, co czuł w związku ze zbliżającym się spotkaniem z
Audrey. Jego kobieta wiedziała, że jeśli wejdzie przez jego tylne drzwi, ich
czas zostanie spędzony nie na rozmowach o ważnych rzeczach, ale na robieniu
ważnych rzeczy.
Prawdę
mówiąc, pragnął jej w swoim łóżku. Ale nigdy w życiu nie miał kobiety, która
się nim opiekowała. I szczerze mówiąc, nagle to mając, nie wiedział, co z tym
zrobić. Z Vi wiedział, że gdyby ich związek się rozwinął, tak by wyglądał i
wiedział to po sposobie, w jaki Cal przeszedł od unikania życia do życia,
kierowany ręką Vi. I zrozumiał, mając uwagę, troskę i troskę Dusty, że tego
właśnie szukał w Violet, tego szukał przez całe życie. I nigdy nie znalazł.
Posiadanie
tego to była inna historia.
Mike
był przyzwyczajony do dźwigania tego ciężaru. Dziwnie się czuł, będąc jednym z
tych, co to mieli.
Chociaż
to było dziwne, nie mógł powiedzieć, że dziwne nie było dobre.
Pomyślał,
że przyzwyczajenie się do tego nie zajmie dużo czasu.
Przeglądał
testament, szukając wzmianek o ziemi, zastanawiając się o całym tym gównie,
kiedy usłyszał „Mike?”
Jego
oczy uniosły się i zobaczył Rocky idącą przez salę główną w kierunku jego
biurka, a jej wysokie, cienkie obcasy stukały o podłogę. Mike dobrze znał
Raquel. Często przychodziła na komisariat, będąc blisko brata, blisko
wszystkich policjantów, będąc częścią tej rodziny od dwóch pokoleń.
Mimo
to, ilekroć ją widywał, jak Vi, February, a teraz Dusty, nigdy nie przyzwyczaił
się do jej urody.
Ubierała
się dobrze w niezamierzenie seksowny, szkolny sposób. Obcisłe spódniczki,
szpilki, perfekcyjny makijaż. Mike pomyślał, że wszyscy chłopcy w szkole się w
niej podkochiwali i każda dziewczyna chciała być nią, gdy dorośnie.
„Hej,
Rocky” - przywitał się Mike, upuszczając testament i wskazując głową na krzesło
obok biurka - „Usiądź”.
Uśmiechnęła
się i usiadła, rzucając torebkę na kolana. Ta czynność rozciągnęła jej spódnicę
na biodrach, udach, a potem skrzyżowała nogi. Miała głęboką historię z
Tannerem, którą przyćmiło ich niedawne pojednanie i małżeństwo. Byli razem
wiele lat temu, co poszło źle i oboje poszli własnymi drogami. Widząc ją
siedzącą tam, jej długie, zgrabne nogi skrzyżowane, jej zachowanie wskazujące
na to, że nie miała pojęcia, jaki ma wpływ na mężczyznę, nie po raz pierwszy
Mike zrozumiał, dlaczego Tanner pracował na pełnych obrotach, kiedy uwolniła
się od zdradzającego męża, by włożyć obrączkę na jej palec.
„Wszystko
dobrze?” - zapytała, przechylając głowę lekko na bok, patrząc na niego
niewzruszenie.
„Niektóre
z rzeczy są fenomenalne, niektóre to gówno”.
Kąciki
jej ust uniosły się i wymamrotała ciche - „Życie”.
„Tak”.
Wzięła
oddech i powiedziała - „Muszę z tobą porozmawiać o Reesee”.
Mike
poczuł, jak napięły mu się ramiona.
To
była niespodzianka. Domyślałby się, że jej wizyta dotyczyłaby Merry’ego i tego,
jak jej brat wszystko pieprzył, nie wyciągając palca, by załatwiać gówno z jego
byłą żoną Mią, kobietą, którą wciąż kochał, kobietą, której wciąż pragnął i
kobietą, którą znowu pieprzył wokół. Jeśli to nie chodziło Merry’ego, pomyślałby,
że chodziło o coś innego. Coś związanego z jego pracą albo tym, jak mógłby jej
pomóc, gdy dzieciak w szkole wypadł z torów.
Rees…
zdecydowanie nie.
Wiedział,
że Rees była w klasie Rocky. Wiedział też, że Rees wychodziła na czystą szóstkę
na tych zajęciach. Dyskusja wydawała się więc zbędna.
Chyba
że chodziło o coś jeszcze, czego nie wiedział o swojej córce.
„Wszystko
z nią dobrze?” - zapytał Mike.
Rocky
skinęła głową, po czym pochyliła się do przodu, ale zrobiła to z pochyloną
głową, otwierając torbę na jej kolanach - „Zwykłą rzeczą byłoby poczekanie na wywiadówkę,
ale nie chciałam, żeby to czekało”.
Wyjęła
złożony na pół wzdłuż, cienki plik papierów i położyła go na biurku Mike’a.
„To
jest zadanie domowe” - oświadczyła, gdy kartka się otworzyła i Mike zobaczył
duże, czerwone kółko z „6+” u góry.
Widząc
ocenę, przeniósł zdziwiony wzrok z papierów na Rocky.
Kiedy
napotkał jej spojrzenie, powiedziała - „Opóźniam zwrócenie tych prac dzieciom,
żebyś miał trochę czasu na jej przeczytanie. Byłabym wdzięczna, gdybyś mógł
jutro zanieść to Layne’owi”.
„Wprowadź
mnie, Rocky” – zaprosił.
„To
jest wyjątkowe, Mike” – wyszeptała, a spojrzenie Mike’a na nią stało się
intensywne, gdy jego pierś zaczęła się rozgrzewać.
„Słucham?”
- zapytał.
„To
wyjątkowe” – powtórzyła - „A kiedy to mówię, mówię, że przez wszystkie lata
mojej pracy pedagogicznej nigdy, ani razu nie widziałam czegoś takiego jak
dzieło twojej córki. Powiedzieć, że jest zaawansowana, byłoby
niedopowiedzeniem. Nie mówimy o pierwszoroczniakach, którzy pracują jak w
młodszych lub starszych klasach. Nawet nie mówię, że jest jak pierwszoroczniaczka,
która wykonuje pracę jak w szkole średniej wykonuje pracę na poziomie college’u.
Mówię ci, że jej recenzja Kwiatów dla
Algernona mogłaby zostać opublikowana”.
Mike
zamrugał i zrobił to powoli.
Rocky
kontynuowała.
„To
nie jest pierwszy raz, kiedy czuję to przy jednym z zadań Rees. Na początku,
nienawidzę się przyznawać, pomyślałam, że to był plagiat. To dlatego, że nigdy
nie widziałam czegoś takiego, jak to się zmieniło, ani razu w mojej karierze.
Ale sprawdziłam i nie był. Wtedy pomyślałam, że to była jednorazowa akcja. Ale
biorąc pod uwagę, że to zadanie…” – wskazała głową na papiery – „jest już jej
czwarte, które wykazuje taki poziom talentu, to nie przypadek. Jest
utalentowana i kiedy to mówię, była już mistrzynią w wieku czternastu lat, ale
z każdym zadaniem jakość staje się bardziej wyrazista. I żałuję, że nie mogę
powiedzieć, że to z powodu moich doskonałych umiejętności pedagogicznych” -
powiedziała z uśmiechem - „Ale tak nie jest. Dla Rees jest to naturalne”.
Mike
nic nie powiedział, przetwarzając te informacje, kiedy ciepło w jego klatce
piersiowej nasilało się i rozszerzało.
Ciszę
wypełniła Rocky.
„Nie
tylko jej pisarstwo jest wyjątkowe, Mike. Kocham w jej pisanie. Ma
niepowtarzalny styl, który jest niezwykły. To nie jest tak, że odrabia zadanie,
odpowiada na pytanie. Buduje światy wokół książek, o których pisze. Poruszają
ją, a ona nie ma absolutnie żadnych trudności z wyrażeniem, jak to robią. Ale
to coś więcej. Z zadziwiającą dojrzałością absorbuje znaczenia i podteksty,
które dają się odczytać z powieści. Widzi rzeczy, których ja nie widzę, czuje
je, a potem jest w stanie wyrazić je w niezwykły sposób”.
Słowa
Rocky przemykały przez jego myśli, a wzrok Mike’a opadł na papiery, gdy uniósł
rękę i dotknął palcami pracy swojej córki, jakby przesuwał nimi po
najdelikatniejszym kawałku kryształu.
Rocky
mówiła dalej - „Wiem, że z pensją gliniarza nie byłoby to łatwe, biorąc pod
uwagę, że… twoja była żona prawdopodobnie nie jest w stanie pomóc, ale przy
takim kalibrze pracy, Mike, Rees Haines nie ma powodu, by zostać w Liceum
Brownsburg”.
Mike
spojrzał na nią, a ona mówiła dalej.
„Tak jest utalentowana. Musi być w szkole
dla uzdolnionych dzieci. Przynajmniej musi jeździć na kursy pisarskie, na
których można ją zachęcić do odkrywania swojego talentu i rozwijania go.
Rozmawiałam z jej innymi nauczycielami i chociaż ma problemy z matematyką i
naukami ścisłymi, przoduje w nauce wszystkich przedmiotów ściśle związanych ze
sztuką. Jest cicha, nie rzuca się w oczy, a jej inni nauczyciele i ja myślimy,
że ona nie rozumie swojego daru, a nawet nie wie, że go ma. W rzeczywistości
wszyscy czujemy, że to dopiero w niej świta, co oznaczałoby, że gdyby
rzeczywiście podjęła skoordynowany wysiłek, wzorowa praca stałaby się czymś
zupełnie innym i wszystko byłoby dobre. Jej dar musi zostać rozpoznany i
nakarmiony, Mike. A jeśli chcesz, możemy umówić się na spotkanie, na którym ty,
ona i ja możemy o tym porozmawiać, a ja chętnie zbadam szkoły i możliwe
stypendia. Ale zachęcam cię, abyś znalazł sposób, aby pomóc twojej córce
rozpoznać jej talent i dalej szukać sposobów, w jakie można ją poprowadzić, by
go odkryła”.
„Umówimy
się na spotkanie” – odpowiedział natychmiast Mike – „I byłbym wdzięczny, gdybyś
przyszła z sugestiami szkół, które byłyby odpowiednie dla Reesee”.
Twarz
Rocky złagodniała, a kąciki jej ust uniosły się – „Znakomicie” – szepnęła.
Spojrzała mu w oczy i zapytała cicho – „Nie miałeś pojęcia, prawda?”
Mike
potrząsnął głową - „Prosi czasem o pomoc w odrabianiu prac domowych, ale
najczęściej z geometrii, biologii. Nie z angielskiej literatury”.
Rocky
skinęła głową, ale jej głowa przechyliła się na bok i kontynuowała - „A Rees?
Czy ona rozumie swój dar, jak myślisz?”
Mike
ponownie potrząsnął głową - „Nie ma pojęcia”.
Rocky
uśmiechnęła się szeroko i szepnęła - „W takim razie to spotkanie będzie
zabawne”.
Mike
pomyślał o swojej córce, o tym, jak do niedawna, zanim miała Dusty i Fina w jej
życiu, zdawała się gubić drogę. Pomyślał też o słowach Dusty z niedzieli.
Potem
pomyślał: tak, kurwa, będzie.
Mike
odwzajemnił uśmiech.
Rocky
wyciągnęła rękę i dotknęła papierów - „Przeczytaj to. Layne powiedział, że
podrzuci to do szkoły, jeśli jutro wpadniesz do jego biura i mu go dasz. Czy to
ci pasuje?”
„Absolutnie”
- odpowiedział Mike.
Rocky
znów się uśmiechnęła i wstała, zarzucając paski torby na ramię.
Mike
wstał z nią.
„Dobra
wiadomość jest taka” - zaczęła, a jej oczy błyszczały - „że nie byłoby dobrze
wyciągać teraz Rees i przenosić ją do nowej szkoły, więc będę mogła mieć ten
jeden, piękny, olśniewający moment w życiu nauczyciela rozpoznania i edukowania
cudownego dziecka, kiedy będę ją miała przez cały semestr”.
Mike
przyglądał się jej, widząc wyraźnie, że to gówno jej się spodobało. Kochała
swoją pracę, ale co więcej, była naprawdę podekscytowana, że miała szansę
pracować z jego córką.
To
ciepło w jego klatce piersiowej wzrosło.
Mike
uśmiechnął się do niej - „Dzięki, że znalazłaś czas, żeby się tym ze mną
podzielić, Rocky”.
Pochyliła
się, patrząc mu w oczy ciepło i powiedziała z uczuciem - „Przyjemność po mojej
stronie, Mike”.
Podniósł
rękę. Wzięła ją, a on przyciągnął ją lekko do siebie. Podniosła brodę i
pochylił się, by musnąć wargami jej policzek. Jej skóra była miękka, jej włosy
i perfumy ładnie pachniały, a Mike’owi podobało się, że Tanner to miał. Tanner
był dobrym człowiekiem. A była Tannera sprawiała, że Audrey wydawała się być oswojona.
Lekko zwariowana, lekko uśmiechnięta kobieta, która ładnie pachniała, dobrze
się ubierała, świetnie wyglądała i kochała swoją pracę w nauczaniu dzieci, była
o wiele lepsza niż gówno, które ex Tannera przerzucała łopatą nie tylko podczas
ich małżeństwa, ale i po nim, co nie było zabawne.
Oboje
odchylili się do tyłu, uścisnęli sobie dłonie, Rocky obiecała, że będzie w
kontakcie w sprawie spotkania i pożegnali się.
Po
tym jak wyszła, Mike miał piętnaście minut na dotarcie do Mimi’s. To było kilka
przecznic do komisariatu, pięć minut spacerem. Miał czas, a czasu, który miał,
nie wykorzystał na wzięcie testamentu Darrina.
Podniósł
pracę Reesee.
Przeczytał
to i Rocky miała rację. Po akapicie drugim nie chodziło o to, że czytał pracę
swojej córki, która została uznana przez jej nauczycielkę za wyjątkową.
Wciągnęła go. Zatracił się w tym i nawet kiedy skończył, nie dotarło do niego,
co robił i dlaczego to czytał. Tylko to, że każde słowo było dla niego
interesujące i naprawdę cholernie chciał ponownie przeczytać książkę, której
nie czytał od czasów liceum.
Niestety,
tak się w to wkręcił, że, zanim skończył, miał być u Mimi, a spóźnienie
wkurzyłoby Audrey. Wiedział o tym, bo jego praca oznaczała, że jego godziny
pracy były nieregularne, a jej wydatki oznaczały, że miał stałe nadgodziny.
Mimo to spodziewała się go, kiedy spodziewała się go tam, gdzie się go
spodziewała, a jeśli się spóźniał lub nie pojawił, nie miała nic przeciwko
podzieleniu się tym, jak bardzo ją to wkurzało. A to, jak bardzo ją to wkurzała,
było bardzo duże.
Nie
potrzebował wkurzonej Audrey, biorąc pod uwagę, że i tak nie chciał dać jej
tego czasu ani pozwalać grać w jakąkolwiek grę, w którą zamierzała grać. Była
jednak matką jego dzieci, więc nie miał, kurwa, wyboru.
Wciągnął
powietrze, złożył raport Rees na pół, testament na pół, wepchnął obie rzeczy do
wewnętrznej kieszeni kurtki i włożył ją. Potem zszedł po schodach na parter
komisariatu. Przechodząc obok Betsy w recepcji, pstryknął dwoma palcami,
powiedział do widzenia i otrzymał to
samo w zamian.
Pchnął
frontowe drzwi i ruszył chodnikiem do Mimi.
Był
początek marca. Była wiosna. Temperatura wzrastała; śniegu nie było. Podwórka
zazieleniały się. Na drzewach były pąki. Cebule wysyłały pędy na prywatnych podwórkach.
Mike
całe życie mieszkał w Indianie, więc był przyzwyczajony do dostosowywania
swojego dnia do zmiennych, a czasem ekstremalnych warunków pogodowych. To była
druga natura. Nie zauważał tego. Nie smakował wiosny zwiastującej koniec zimy.
Nie obchodziło go to. Był po prostu zadowolony, że dzięki wzroście temperatury
będzie mógł grillować bez odmrażania sobie tyłka. Cieszył się, że zmiana pogody
oznaczała, że Fin nie będzie już musiał wychodzić i oczyszczać ulic.
To
było wszystko, co o tym pomyślał.
Pchnął
drzwi do Mimi’s i od razu zauważył, że Audrey wybrała stolik przy samym oknie.
Widząc
to, zacisnął usta.
Wyrachowany.
Miasteczko było małe, a ona mieszkała w nim od dłuższego czasu. Każdy, kto
przejeżdżałby lub przechodził obok, zobaczyłby, jak pije z nią kawę.
Zastanawialiby się. Rozmawialiby. Spekulowaliby. Wymyślaliby nawet gówno. A
wszyscy już wiedzieli, że był z Dusty. Było to dzięki uprzejmości żony Sully’ego,
Lorraine, nie wspominając o pięciokrotnym zagrożeniu ze strony Cheryl, Jessie,
Mimi, Feb i Violet, dwóch z nich pracujących w najpopularniejszym barze w
mieście, z których jedna była właścicielką często odwiedzanej kawiarni.
Jezu,
Audrey i jej gry.
Zobaczył,
że ma przed sobą kubek, drugi kubek stał na stole, a na stole leżała biała
torba.
Nie
wiedział, co było w tej torbie, ale był zaskoczony jej obecnością. Gdyby tego
nie kontrolowała, Audrey należała do kobiet, które łatwo przybierają na wadze.
I, szczerze mówiąc, czasami myślał, że wolałaby podciąć sobie nadgarstki, niż
zyskać dodatkowy kilogram. Codziennie rano wchodziła na wagę i każdego ranka on
się przygotowywał. Działo się tak, bo wyniki wprowadzały nastrój w ich domu do
następnego dnia, kiedy ponownie weszła na tę pieprzoną wagę.
Na
szczęście miała w dupie to, co jedli Mike i dzieci, chociaż często narzekała na
jedzenie w domu, głównie dlatego, że ją to kusiło. Ale bardzo uważała na każdy
kęs, który przechodził przez jej usta. Trzy razy w tygodniu chodziła też na bieżnię
i dwa razy chodziła na siłownię pływać. Miała obsesję na punkcie tych rzeczy
jak na punkcie zakupów. Więc wypieki od Mimi nie miały sensu.
Oczywiście
to, że postawiła mu drinka, też nie. Nigdy nie była szczególnie uprzejma, ale
po tym, jak poprosił o rozwód, to całkowicie wyparowało. Za każdym razem, gdy
rozmawiała z nim przez telefon albo widziała go osobiście, pluła kwasem.
Nie
podobał mu się ten kubek z kawą stojący na stole. Absolutnie. Kiedy podszedł do
Audrey, jego oczy powędrowały do lady, żeby zobaczyć, czy Mimi tam była. Nie
była, a samotna dziewczyna za tym była z klientem, więc nie spojrzała na niego.
Spodziewał
się lakonicznego „Spóźniłeś się”, kiedy dotarł, ale Audrey tylko się do niego
uśmiechnęła.
Potem
powiedziała - „Mam dla ciebie latte. Karmelowe?"
Wpatrywał
się w nią, zszokowany jak cholera. Karmelowe latte były tym, co Reesee
zamówiłby dla niego, gdyby przyprowadził tu ją lub oboje swoich dzieci. Nie
miał pojęcia, że Audrey wiedziała, że to były jego preferencje.
–
Tak – mruknął, siadając, po czym wydusił z siebie „Dzięki”.
Natychmiast
sięgnęła ręką do torby i przesunęła ją w jego stronę. „To są Brownie i ciastka.
Dla ciebie, No i Rees”.
Ciągle
się na nią gapił.
Nazwała
No „No”.
Kurwa.
I
ciasteczka i ciasteczka?
Kurwa.
Z
wyjątkiem urodzin i świąt Bożego Narodzenia – na które wydawała fortunę z
radością, która nie miała nic wspólnego z obchodami i świętami – nie widział,
żeby kiedykolwiek wykonała taki gest w stosunku do niego lub do dzieci. Kiedy
mieli dzieci, jej zakupy w naturalny sposób obejmowały wypełnianie dziecięcych
szaf, komód i pokoi gównem, którego nie potrzebowały. Ale to nie była
życzliwość ani hojność. To było uzależnienie.
„Dzięki”
- wymamrotał ponownie i zauważył, że powiedziała mu, że są dla niego, No i
Rees, ale nie dla Dusty. Zrozumiałe, ale także wskazówka, że nie idzie dalej,
jak wiedziała, że on już to zrobił.
Złapał
swój kubek, wypił łyk i odstawił go.
„Chcesz
to zacząć?” - zaprosił - „No został poinstruowany, żeby zamówić pizzę za
piętnaście minut, a ja muszę wpaść i odebrać ją w drodze do domu. Przepraszam
za spóźnienie, ale to oznacza, że mamy jeszcze mniej czasu. Powinniśmy to
załatwić”.
Skinęła
głową i powiedziała konwersacyjnie - „W pracy wszystko idzie dobrze”.
Jezus.
Co do kurwy nędzy? Czy to była tylko pogawędka?
Nie
miał czasu na to gówno.
„To
dobrze. Cieszę się twoim szczęściem, Audrey. A teraz, czy mamy coś do
omówienia?”
Zacisnęła
usta i chwyciła kubek, żeby się napić.
Przeciągała.
Wysysała jego czas. Pogrywała nim.
„Audrey…”
- ostrzegł, a jej oczy skierowały się na niego.
„Nie
lubię cię z inną kobietą”.
Mike
westchnął i opadł plecami na oparcie.
Cicho,
prosząc Boga o cierpliwość, wyjaśnił - „Jesteśmy rozwiedzeni. Od jakiegoś czasu.
Pozostaniemy w ten sposób. Rozumiem, że zmagasz się z tym teraz z
jakiegokolwiek powodu, ale jest tak, jak jest. Musisz nauczyć się radzić sobie
i jakkolwiek to zrobisz, to twoja sprawa. Nie jestem zaangażowany. Jeśli tu
chodzi o mnie i Dusty, to nie ma to nic wspólnego z tobą. Jak rozmawiamy,
rozmawiamy o naszych dzieciach. I tyle. Dla ciebie wszystko inne w moim życiu jest poza zasięgiem”.
„To
nieprawda” – odparła, również cicho mówiąc - „Ona jest w twoim domu. Nasze
dzieci mieszkają w twoim domu…”
Mike
natychmiast pochylił się do przodu, jego oczy utkwiły w jej oczach i warknął -
„Nie idź tam, kurwa”.
„Powinnam
rozumieć, kto jest zaangażowany w życie naszych dzieci, Mike” - stwierdziła, a
on przyglądał się jej, z wysiłkiem tłumiąc narastający gniew.
Nie
była wkurzona. Nie była przymilna. Nie była ostra. Wydawała się być spokojna i
racjonalna.
Nie
rozumiał tego.
„Poznałaś
ją na przyjęciu u Reesee” – przypomniał jej.
„Tak,
rozmawialiśmy przez około sekundę. Ale skąd ona pochodzi? Co ona robi? Co…?”
Odciął
ją - „Nic z tego nie jest twoją sprawą”.
„Nie,
a Rees jest we wrażliwym wieku, więc się nie zgadzam”.
„Jaja
sobie robisz?” - Mike zapytał cicho, jego wysiłki w kontrolowaniu gniewu szybko
zawiodły.
„Cóż…
nie” – odparła.
„Rees
zaczęła miesiączkować” – oznajmił Mike, a Audrey zamrugała.
„Co?”
- zapytała.
„Rees
zaczęła miesiączkować” – powtórzył Mike - „Używa tamponów. Sądzisz, że to
dobrze?”
Mike
patrzył, jak jej głowa odchyliła się do tyłu, po czym wyjąkała - „Ja… uch…”
Mike
przemówił do jej jąkania - „Nie znam się na tym. Czy używanie tamponów przez
piętnastoletnią dziewczynę jest w porządku?”
Brwi
Audrey złączyły się - „Dlaczego o tym rozmawiamy?”
Dlaczego
o tym rozmawiali?
Jezu.
„Bo
nasza córka stała się kobietą w tym sensie” – wyjaśnił lakonicznie i
niepotrzebnie Mike – „Nie kupuję jej tego gówna, ale ona to ma. Nic o tym nie
wiem i nie ma, kurwa, mowy, żeby ze mną porozmawiała. No znalazł to gówno w
łazience, kiedy szukał czegoś innego, Bóg wie czego. Było zakopane, ukryte za
kupą innego gówna. Nie myślałem o tym zbyt wiele, dopóki Dusty się do mnie nie
odezwała. Odkąd Dusty ze mną rozmawiała, teraz myślę, że każda dziewczyna ma
okres i każda kobieta żyje z tym, dopóki nie będzie musiała już z tym żyć. I
nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego miałaby ukrywać tampony. Jej brat
jest nastolatkiem i mógłby jej dokuczać, bo jest nastolatkiem. Ale pewnego dnia
będzie mężczyzną z kobietą, która musi sobie radzić z tym gównem, więc będzie
musiał także nauczyć się trzymać buzię na kłódkę i toczyć się z cyklem. Mogę go
tego nauczyć. Ale kto opiekuje się naszą córką?”
Kiedy
Mike skończył mówić, jej twarz była blada i wiedział, że ktokolwiek to był, to
nie była Audrey.
„Nie
ty” – wyszeptał - „Gówno idzie w dół z jej ciałem, a teraz ma nowego chłopaka i
jest kurewsko nieświadoma, a nie ma dokąd się zwrócić oprócz przyjaciółek, które
też są kurewsko nieświadome”.
„Porozmawiam
z nią” – powiedziała natychmiast Audrey.
„Nie
chcę być kutasem, ale nie jestem pewien, czy jest na to otwarta z twojej
strony. Od dawna byłaś wkurzona, zgorzkniała i zaabsorbowana sobą, Audrey, więc
zarobiłaś na to. Nasze dzieci spędzają z tobą czas. Mieszkają ze mną, ale
spędzają czas z tobą. Moja rada, przestań się martwić o to, kogo ja mam w
łóżku, a to w końcu obudzi cię do faktu, że nieodwołalnie skończyliśmy i zacznij
martwić się o swoje dzieci. No wkrótce pójdzie do college’u, niedługo potem
Reesee. Jeśli pozwolisz im zajść tak daleko, nie robiąc kroku w ich stronę,
przekonasz się później, że trudniej będzie się przebić. Przekonasz się też, że to ty przegapiłaś coś cennego, czego w
żaden sposób nie odzyskasz”.
„Odkąd
spotkałam Dusty, już to odkryłam, Mike” – wyszeptała, patrząc na niego,
zraniona, a ich przekaz był krystalicznie czysty.
Kurwa,
kurwa, kurwa.
„Nie
mój problem”.
Na
to oznajmiła - „Nadal cię kocham”.
Kurwa,
kurwa, kurwa.
„Znowu”
– warknął – „to nie mój problem”.
„Mike…”
- zaczęła, a on pochylił się głęboko do niej.
„Szczerze
wobec Boga? Szczery wobec pieprzonego Boga?”
- warknął - „Właśnie powiedziałem ci, że twoja córka dostała okresu, nie ma o
niczym pojęcia, ale ma nowego chłopaka, a ty nawet nie pytasz, z kim się
spotyka? Chcesz porozmawiać tylko o tobie?” - oparł się z powrotem - „Nic się
nie zmieniło. Ani jedna pieprzona rzecz. Uczysz się o sobie? Głupie gadanie. Jakbyś
się uczyła, dowiedziałabyś się, że masz poważne problemy, jesteś gównianą matką
i musisz zacząć szybko gibać się, zanim zostawią cię najlepsze rzeczy w twoim
życiu”.
Jej
twarz wyglądała, jakby ją uderzył, ale miał to gdzieś.
Zamiast
tego rzucił - „Skończyliśmy?”
„Nie…
nie chcę, żeby Dusty rozmawiał z Rees o…” – zaczęła.
„Za
późno” – przerwał jej Mike - „Reesee ufa Dusty i ja też. To już się dzieje”.
Audrey
wyprostowała ramiona - „Nie znam tej kobiety. Nie czuję się komfortowo, gdy
prowadzi moją córkę przez ważne chwile w jej życiu”.
„Wskazówka,
Audrey, gdybyś była taką mamą, jaką powinnaś być, twoja córka nie musiałaby w
ogóle zwracać się do mojej kobiety”.
Znowu
wyglądała na dotkniętą, ale Mike znowu miał to gdzieś. Na to też zarobiła i to
nie był jego pieprzony problem.
„Skończyliśmy?”
- powtórzył
Obserwował
z malejącą cierpliwością, jak zbierała swoje gówno do kupy.
Potem
powiedziała cicho - „Przepraszam. Szczerze mówiąc, Mike, nie tak zamierzałem
poprowadzić tę rozmowę”.
„Cóż,
tak to się potoczyło. Teraz, skończyliśmy?”
Patrzyła
mu w oczy przez kilka uderzeń serca, zanim skinęła głową.
Wstał,
zostawiając niedopitą latte.
„Nie
zapomnij o smakołykach” – powiedziała szybko, chwytając torbę i podając mu ją.
Wpatrywał
się w nią przez sekundę, żałując, że nie był typem mężczyzny, który mógłby po
prostu odejść.
Ale
nie był tym typem człowieka. Jego dzieci uwielbiały gówno, które robiła Mimi, a
ich matka im je kupiła. Wziął więc torbę tylko po to, żeby ona tego nie puściła.
Kurwa.
Spojrzał
w jej oczy.
„Naprawdę,
przykro mi” – szepnęła - „Szczerze nie tak chciałam, żeby to poszło”.
„Dostaniesz
jeszcze jedną rzecz” – powiedział jej – „A to ma wyjaśnić, czego od tego
chciałeś”.
„Musimy
być… bliżej… czy coś. Dla dzieci. Musimy poprawić nasze relacje. Tylko natychmiast
zboczyłam z toru. I… ja… cóż, naprawdę, Mike, przykro mi”.
Puściła
torbę.
Mike
nie spuszczał jej wzroku.
„Jak
tego chcesz, najpierw pokaż mi, że obchodzą cię nasze dzieci. W tym samym
czasie odpuszczasz Dusty i nie mam na myśli tylko mnie. Jeśli usłyszę, że
obgadujesz ją do naszych dzieci lub do kogokolwiek innego mówisz coś o mojej
kobiecie, mamy problemy. Jak dasz radę zrobić się wszystko dobrze, wtedy
porozmawiamy o poprawie naszych relacji. Do tego czasu, Audrey, wracamy do
miejsca, w którym byliśmy kilka tygodni temu”.
Wytrzymała
jego spojrzenie i skinęła głową.
Mike
zakończył słowami - „Rozmawiał ze mną nauczycielka angielskiego Reesee.
Powiedziała mi, że Reesee jest wyjątkowo utalentowana. Nauczycielka nazywa się
Raquel Layne. Jak cię obchodzi, może zechcesz się z nią skontaktować i
zobaczyć, o co chodzi. Usiądę z Rocky i Reesee, aby omówić to i w jaki sposób
otworzymy Reesee możliwości zbadania tego. Jeśli chcesz się w to włączyć jako
jej matka, oczywiście, jesteś mile widziana. Ale prawdopodobnie pociągnie to za
sobą pójście Reesee do prywatnej szkoły dla uzdolnionych uczniów lub na kursy,
z których oba będą trochę kosztować. Chcesz mieć w tym udział, zapraszam, ale to oznacza, że rezygnujesz z butów.
Biorąc pod uwagę to, co przeczytałem w pracy Reesee, Rocky rozważa i poddaje to
pod dyskusję, ale nie ma decyzji w tej sprawie. Więc jeśli chcesz zapewnić
swojej córce uwagę i zapewnić jej przyszłość, na jaką zasługuje, sugeruję, aby
zacząć odkładać zakup butów już teraz”.
Jej
usta były rozchylone ze zdziwienia, ale Mike’a to nie obchodziło. Skończył.
Zakomunikował
to mrucząc - „Jedź bezpiecznie” i bezzwłocznie odszedł.
Można to nazwać pięknym zaoraniem :) dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :) Boshe ale ta baba upierdliwa
OdpowiedzUsuń