piątek, 25 listopada 2022

8 Znacznie później niż... (cz.1)

 

 Rozdział 8

Znacznie później niż było uzgodnione (cz.1)

 

 

 

„Postradałaś zmysły?”

„Jerra, Słonko, Mike będzie tu za kilka minut”.

Wystarczy powiedzieć, że nie powinnam była odbierać telefonu od mojej przyjaciółki Jerry, kiedy przygotowywałam się do spotkania z dziećmi Mike’a i wyjścia na kolację. I zdecydowanie nie powinnam była jej mówić, że przywiozłam siebie i moje dzieci do domu mojego dzieciństwa, a potem około trzy i pół godziny później pogodziłam się z facetem, w którym się kochałam, który złamał mi serce, a jedno i drugie wydarzyło się na przestrzeni dwóch tygodni.

Nie była tak szczęśliwa jak Rhonda, kiedy tego ranka, kiedy chłopcy poszli do szkoły, powiedziałam jej, że ja i Mike się zeszliśmy. Rhonda była trochę pruderyjna, ale zdecydowanie romantyczna i najwyraźniej Darrin podzielił się swoimi marzeniami o mnie i Mike’u ze swoją żoną. Więc pominęłam wszystkie soczyste rzeczy i zdecydowanie to, jak Mike był dupkiem. I opowiedziałam jej wszystko ostrożnie, bo właśnie straciła męża, a nie chciałam wcierać jej w twarz mojego nowego związku, jakkolwiek szalony by on nie był (nie żebym opowiadała jej o szalonych częściach).

Nie podzieliłam się też z nią tym, że wiedziałam, że dała Mike’owi pamiętniki lub że Mike podzielił się nimi ze mną. Pewnie nigdy bym tego nie powiedziała. To mnie cholernie zszokowało, że miała czelność zabrać je do Mike’a. Zawsze była delikatna, a teraz wyjątkowo. Byłam tam, żeby spróbować ją załatać, a nie roztrzaskać.

Ale była zachwycona tym, co jej powiedziałam, jakby ponad sufit, istotnie w ekstazie. Byłam przy niej trzy razy od śmierci Darrina, a ona nawet nie zbliżyła się do jakiegokolwiek ożywienia w żadnym z tych momentów. A właściwie prawie za każdym razem, gdy ją widziałam w ciągu dwudziestu lat, kiedy była z moim bratem.

Myślałam, że to było dobre.

Jerra, która odbyła ze mną kilka pijackich orgii, odkąd Mike ze mną zerwał, była, co zrozumiałe, jej przeciwieństwem. Ujeżdżała mój haj, kiedy się związaliśmy, potem ujeżdżała moją niepewność, kiedy mnie zamknął, a w końcu spadła ze mną, kiedy go straciłam. Współczuła mi wtedy, kiedy Fin zadzwonił, żeby mi powiedzieć, co się dzieje, i nie miałam innego wyboru, jak tylko zawiesić swoje życie i zaciągnąć tyłek do Indiany, żeby uporządkować sprawy Rhondy, pomóc Finowi z ziemią i przygotować się na pojedynek łeb w łeb z moją suką siostrą. Wszystko to na farmie, która była o jeden mały skok od tylnej bramy Mike’a Hainesa.

Teraz myślała, że zwariowałam.

„Hunter! Złap to! Dusty jest z powrotem w Hoosier przez mniej więcej dzień i znowu związała się z tym pieprzonym Mikiem!” - usłyszałam jej krzyk.

„Jerra, proszę, muszę się przygotować” – powiedziałam, siadając na łóżku, trzymając telefon między uchem a ramieniem i szarpiąc moje zajebiste, płowe zamszowe kowbojskie buty. Były to buty, które kupiłam sześć lat temu, aby nosić je w czasie jazdy na moich dzieciach, ale tak bardzo je kochałam, że nigdy nie widziały strzemienia. Za to widziały wiele parkietów tanecznych w barach.

„Kurwa, pieprzysz mnie!” - usłyszałam krzyk Huntera.

„Chciałabym, ale nie!” - Jerra krzyknęła do Huntera.

„Czy moglibyście porozmawiać, kiedy nie będę świrowała na myśl o spotkaniu z dwójką nastoletnich dzieci mojego znowu chłopaka? Taki jest jego tytuł, mimo że jestem z nim osobiście od około trzydziestu dwóch godzin i który, nawiasem mówiąc, ani razu nie przedstawił dzieciom żadnej ze swoich kobiet”.

Uwaga Jerry powróciła do mnie i wiedziałam o tym, kiedy zapytała ostro - „Świrujesz?”

„Uh… tak” – odpowiedziałam.

„Ty nigdy nie świrujesz”.

„Słonko, halo? Jestem zakochana w tym facecie odkąd skończyłam dwanaście lat. A on nigdy nie przedstawił swoich dzieci żadnej ze swoich kobiet” – podkreśliłam – „Wydaje mi się też, że mówiłam ci, jaki jest gorący”.

„Tak, szczegółowo” – zgodziła się.

„Ergo, miał wiele kobiet”.

„Wow, to trochę duże” – wymamrotała. Zirytowana opadłam na łóżko, a ona kontynuowała - „Dobrze, przynajmniej powiedz mi, że miał dobrą wymówkę, by być wielkim dupkiem”.

„Nie sądzę, żeby nie miał dobrą wymówkę, miał ich kilka. Nie potrafię ich nawet wyliczyć. Mogę powiedzieć, że jak na gorącego faceta, nie tylko świetnie włada swoimi gorącymi częściami, ale także świetnie włada językiem angielskim. Wykorzystał to i zadziałało na mnie. Głównie dlatego, że miał na myśli każde słowo”.

„Raczej musiał” – mamrotała.

Tak, musiałam jej coś dać.

Więc dałam.

„Powiedział mi, że każdy znak, który ode mnie otrzymywał, był taki, że jestem jego marzeniem”.

Jerra ożywiła się - „O, to dobrze. Co jeszcze?”

Moje oczy powędrowały do cyfrowego wyświetlacza budzika, który Rhonda miała obok łóżka w pokoju gościnnym, a moje serce przyspieszyło, kiedy usiadłam na łóżku - „Jerra! nie mogę! Będzie tu za pięć minut, a ja mam tylko jeden but”.

„Och, spóźni się. Zawsze się spóźniają”.

„Mike nie”.

„Spóźni się. Zawsze się spóźniają. Im gorętszy, tym bardziej. Hunter zawsze spóźniał się co najmniej pół godziny na każdą randkę. Od żadnego innego mężczyzny bym tego nie zniosła, ale ponieważ Hunter był ładny, a Mały Hunter był duży i ładny, a Wielki Hunter wie, jak go wykorzystać, więc ja to znosiłam”.

Nie potrzebowałam, żeby Jerra zaczęła poetycko opowiadać o „Małym Hunterze”. Wiedziałam wszystko o „Małym Hunterze” i umiejętnościach klasy olimpijskiej Wielkiego Hunter, używającego „go”. Gdyby zaczęła, mogłaby opowiadać godzinami. Wiedziałam o tym, ponieważ to robiła. Często.

Zamiast tego pominęłam ten temat i poinformowałam ją - „Nigdy nie spóźniał się na randkę z Debbie”.

Wiedziałam o tym, ponieważ kiedyś zwracałam na to baczną uwagę.

„Fuj, to po prostu dziwne” – wymamrotała Jerra.

„To było dwadzieścia pięć lat temu”.

„Nie, chodzi mi o to, że umawiał się z Debbie”.

Rozumiałam ją w tym.

„Wtedy nie ubierała się jak przerażająca lesbijka i nie miała chirurgicznie przyczepionego do ucha jednego z tych bąbelków z niebieskimi zębami” — wyjaśniłam. Wiedziałam, że Jerra wiedziała, o czym mówiłam, skoro Debbie była (raz) w moim domu w Teksasie. Jerra poznała ją i nie poszło dobrze – ani wizyta, ani spotkanie Debbie z Jerrą. Z drugiej strony, to była Debbie. Przekonałaby papieża do złego, nawet jeśli byłby w świetnym humorze - „W rzeczywistości była naprawdę ładna”.

„Piękno pochodzi z wnętrza, siostro” – przypomniała mi.

W tym też miała rację.

„Racja, w takim razie on był nastolatkiem, ona była naprawdę ładna i nastawiona” - powiedziałem jej.

„To wyjaśnia sprawę” – wymamrotała.

„Mogę już iść?” - spytałam.

„Tylko jeśli obiecasz jako pierwszą rzecz z rana rozmowę telefoniczną wyjaśniającą pojednanie i szczegóły kolacji poznaj-moje-dzieci”.

„Gotowe” - zgodziłam się.

Nic nie powiedziała.

„Jerra, muszę iść”.

„Jesteś tego pewna, kochanie?” - wyszeptała, a ja wciągnęłam miękki wdech.

Odpuściłam i powiedziałam cicho - „Był nieszczęśliwy przez osiemnaście lat, złe małżeństwo, kochanie. Naprawdę złe. A zeszłej nocy powiedział mi, że uszczęśliwiłam go po raz pierwszy od tych lat. Naprawdę jest szczęśliwy bez popieprzenia. Miał problemy. Wyładował je na mnie. Żałuje tego. Przeprosił za to i wyjaśnił. Więc tak, jestem tego pewna”.

„Okej” – odparła cicho.

„Teraz mogę iść?” - zapytałam.

„Tak” – odpowiedziała.

„Kocham cię, Słonko” – szepnęłam.

„Też cię kocham i już za tobą tęsknię”.

„Ja też za tobą tęsknię, Jerra, kochanie. Później”.

„Tak, później”.

Dotknęłam ekranu i westchnęłam.

Potem pochyliłam się i wciągnęłam drugi but.

Mike, który był żonaty z najgorszą suką noszącą markowe metki, wiedział, że powinien był do mnie zadzwonić i przekazać najważniejsze informacje, że dzisiejszy wieczór był casual. Jechaliśmy do Stacji. Nie tej dworcowej, ale do pół-słodkiej restauracji, która pojawiła się w jednej z pół-miłych dzielnic handlowych, które pojawiły się na północnym krańcu miasta lata po tym, jak wyjechałem z miasteczka. Byłam tam kiedyś. Jedzenie było doskonałe. Obowiązującym code dres był dżins.

Więc miałam na sobie parę dżinsów, która była pośrodku mojego Jeans Fade Spectrum, spektrum, które było szerokie, biorąc pod uwagę, że posiadałam dużo dżinsów. Nie prawie białe z mnóstwem postrzępionych kawałków. Ciemne też nie.

Dodałam do nich kremowy top z głębokim dekoltem, który miał brzeg wygładzony na moich biodrach i bardzo długie rękawy z małym rozcięciem w szwie, które zahaczało o mój kciuk. Na to założyłam opadający pasek z szerokiego płowego zamszu z dużą, okrągłą srebrną sprzączką, która wisiała nisko nad moją kością biodrową. Dodałam wiązkę srebra na koszulce na nadgarstkach, a także na szyi i uszach. Zrobiłam subtelny makijaż, a wcześniej tego dnia zmieniłam kolor paznokci u rąk i nóg na ciemny, prawie czysty róż. Zostawiłam długie włosy z tyłu, ale odgarnęłam kosmyk tuż przy czole i spięłam go kilka centymetrów do tyłu małymi wsuwkami pomalowanymi na kremowo, różowo i brązowo. I na koniec spryskałam się perfumami.

Wstałam, podeszłam do lustra nad komodą i przyjrzałam się sobie.

Byłam gotowa na spotkanie z dziećmi Mike’a.

„Oni są tutaj!” – krzyknęła Rhonda, brzmiąc tak samo ekstatycznie jak tego ranka.

Okej, nie. Nie byłam gotowa na spotkanie z dziećmi Mike’a.

Ale nie miałam wyboru.

Wzięłam głęboki oddech i wyszłam z pokoju gościnnego, mówiąc sobie, że dzieciaki mnie lubią. Finley i Kirby mnie lubili i byli w wieku dzieci Mike’a.

Dzieci Huntera i Jerry mnie lubiły, miały po sześć i osiem lat. Więc tak. Lubiły mnie dzieci w każdym wieku. Dzieci Mike’a też by mnie polubiły.

Gówno.

Zaczęłam schodzić po schodach i zobaczyłam, że Rhonda już miała otwarte drzwi, a Mike i jego dzieci przechodzili przez nie. Kirby stał w dużym frontowym holu. A Finley, mój gorący, starszy siostrzeniec, wyluzowany jak ogórek, opierał się ramieniem o podwójne, szerokie, chowane drzwi, które prowadziły do salonu.

Finley mnie zabijał. Podobnie jak jego brat, miał karnację po matce, ciemne włosy i niebieskie oczy (chociaż oczy Kirba były ciemnobrązowe, jak moje i Darrina). Ale wszystko inne odziedziczył po ojcu: wysoki, dobrze zbudowany, silny. Wyraz jego twarzy, sposób, w jaki trzymał ciało, sposób, w jaki się poruszał, całkowicie przypominały ​​jego tatę.

Ale nie o tym myślałem.

Nie myślałam o niczym, nawet o dzieciach Mike’a, które patrzyły prosto na mnie w górę schodów, jak po nich schodziłam.

Nie, moje oczy były przyklejone do przystojnego blondyna w holu, gdy schodziłam po schodach mojego rodzinnego domu, żeby wyjść na randkę z Mikiem Haines’em.

Pragnęłam tego z dzikością, która pochłaniała mnie, kiedy byłam dorastającą dziewczyną. Widziałam, jak moja siostra robiła to raz po raz i bardzo tego pragnęłam, patrzenie, jak to robi, było jak forma tortury. Śniłam o tym dzień po dniu i noc po nocy, zanim zasnęłam.

A teraz, mając trzydzieści osiem lat, z rodziną mojego zmarłego brata i dziećmi Mike’a pod okiem innej kobiety, robiłam to.

Nawet z tym czasem i naszą publicznością, w końcu to mając, nie czułam tego mniej pięknego, niż się spodziewałam.

Ponieważ Mike stał tam w dżinsach, które tylko Mike mógł nosić, i w tej bajecznej brązowej skórzanej kurtce. Jego łagodne, ciepłe, ciemnobrązowe oczy były skierowane na mnie z łagodnym, ciepłym wyrazem twarzy, mówiącym, że podobało mu się to, co widział. Mało tego, mieliśmy publiczność i wiedziałam, że się rozpłynęli, a ja byłam jedyną osobą, którą Mike mógł zobaczyć.

„Hej” – powiedziałam, kiedy miałam jeden krok do przejścia.

„Hej” – odpowiedział, po czym wyciągnął do mnie rękę w geście zaproszenia, a ja je przyjęłam. Weszłam w jej krzywiznę, owinęła się wokół mojej talii, a moje ramię odwzajemniło gest.

To też przyszło naturalnie.

Byłam u jego boku, moja szyja była skręcona, moja głowa odchylona do tyłu, by zobaczyć jego szyję wykręconą i jego głowę przechyloną w dół.

„Dobrze wyglądasz” – mruknął.

„Dzięki, ty też” – mruknęłam w odpowiedzi, a jego usta zadrgały.

Potem odwrócił głowę. Poszłam w jego ślady i w końcu obejrzałam jego dzieci.

Nie powinnam była być zaskoczona.

Nie chodziło mi o jego chłopca, Jonasa. Jonas był bardzo podobny do Mike’a. Nie był jego kopią, ale miał karnację i budowę ojca. W rzeczywistości był tylko może o trzy centymetry niższy od Mike’a. I miał dużo z jego rysów twarzy.

Byłam zaskoczona jego dziewczyną, Clarisse. Miała kolor Mike’a, ale albo wyglądała jak jej matka (co byłoby rozczarowujące, ponieważ Audrey w mojej głowie wyglądała jak demonica z rogami, kłami, kwaśno zielonymi oczami i skołtunionymi włosami), albo była całą Clarisse.

Była nieziemsko piękna. Tak bardzo, że nigdy nie widziałem tak uderzającej dziewczyny w jej wieku.

„Dusty, to jest mój syn, Jonas. Lubi, gdy nazywa się go No” – zaczął przedstawiać Mike.

Oderwałam wzrok od pięknej Clarisse i spojrzałam na No, który wyciągał do mnie rękę.

Wzięłam ją, ścisnęłam i uśmiechnęłam się do niego - „Hej, No. Fajnie cię poznać”.

„Tak, ciebie też” – odpowiedział, uśmiechając się swobodnie, ale leniwie, co do którego byłam pewna, że wszystkie licealistki przez to moczyły majtki. Potem puścił moją rękę, spojrzał na swoją siostrę i oświadczył - „Mówiłem ci, że tata przywali gorącą laskę”.

Oczy Clarisse rozszerzyły się, a jej twarz poczerwieniała w sposób, który był tak odpowiedni, że poczułam chęć natychmiastowego znalezienia aparatu i uwiecznienia tego na filmie. Potem sztylety uformowały się w jej oczach, gdy spojrzała gniewnie na brata. Nie byłam pewna, co to oznaczało. Byłam pewna, że sztylety były wyimaginowane, bo jej brat nie został natychmiast powalony.

W tym samym czasie usłyszałam sapnięcie Rhondy i chichot Kirby’ego i Finleya.

Mike tylko powiedział ostrzegawczo nisko - „No”.

Używał tego słowa na dwa sposoby, a żartobliwe spojrzenie No skierowało się bez skruchy na jego tatę, a potem na mnie.

Mrugnęłam do niego.

Jego swobodny, leniwy uśmieszek zmienił się w promienny, swobodny, leniwy uśmiech.

Tak, licealistki moczyły majtki dla tego dzieciaka. Całkowicie.

„Racja, to No, a to jest moja córka, Clarisse” - kontynuował Mike.

Przestałam patrzeć na No i skierowałam wzrok na Clarisse.

„Hej, Słono” – powiedziałam cicho i wyciągnęłam rękę.

Spojrzała na to, a potem na mnie, wzięła moją rękę i szepnęła - „Hej”.

Ścisnęłam jej dłoń i powiedziałam od razu - „Podoba mi się twój tata, więc musisz wiedzieć, że chcę, żebyś mnie lubiła, ale nie będę kadziła ci, kiedy powiem, że jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałam”.

Ramię Mike’a zacisnęło się wokół mojej talii. Dłoń Clarisse zadrżała w mojej, gdy jej policzki znów się zaróżowiły, jej oczy zrobiły się okrągłe i nie były wkurzone, a jej idealne, pełne usta rozchyliły się ujmująco.

W końcu wyraźnie i słyszalnie wydusiła z siebie - „Uch… dzięki”.

„Tylko mówię, jak jest” – powiedziałam jej.

Jej broda opadła lekko i spojrzała na mnie spod rzęs, czujna, ale nieśmiała, i wtedy doszłam do wniosku, że nawet w wieku czternastu, prawie piętnastu lat dziewczyna sprawiała, że licealiści moczyli majtki.

Gdyby Clarisse nie wyleciała z torów i nie została Gotką albo nie załatwiła sobie fałszywego dowodu tożsamości i pieczątki włóczęgi, Mike miał właśnie wejść w mniej więcej pięć lat swojego życia, które obejmowałyby świat bólu. I ten ból nie oznaczałby zastanawiania się, gdzie popełnił błąd, ale lamentowania, że ​​zrobił to bardzo dobrze, w tym nad faktem, że przekazał doskonałe geny.

Puściłam jej rękę, a Mike nas przesunął.

Potem przemówił, ale nie do mnie ani do swoich dzieci, tylko do Rhondy.

„Przyprowadziłem dzieci, żeby nie musiały siedzieć na mrozie, kiedy będziemy rozmawiali. Dusty i ja musimy szybko o czymś porozmawiać z tobą i chłopcami, zanim pójdziemy”.

Zapomniałam o tym. Właśnie o to mi chodziło o spotkanie z dziećmi Mike’a. Ale kiedy zadzwonił do mnie, żeby powiedzieć, gdzie idziemy na kolację, powiedział mi też, że chce chwilę porozmawiać nie tylko z Rhondą, ale także z Finem i Kirbem o Debbie.

*****

cdn.

3 komentarze: