Znacznie później niż było uzgodnione (cz.1)
„Postradałaś
zmysły?”
„Jerra,
Słonko, Mike będzie tu za kilka minut”.
Wystarczy
powiedzieć, że nie powinnam była odbierać telefonu od mojej przyjaciółki Jerry,
kiedy przygotowywałam się do spotkania z dziećmi Mike’a i wyjścia na kolację. I
zdecydowanie nie powinnam była jej mówić, że przywiozłam siebie i moje dzieci
do domu mojego dzieciństwa, a potem około trzy i pół godziny później pogodziłam
się z facetem, w którym się kochałam, który złamał mi serce, a jedno i drugie
wydarzyło się na przestrzeni dwóch tygodni.
Nie
była tak szczęśliwa jak Rhonda, kiedy tego ranka, kiedy chłopcy poszli do
szkoły, powiedziałam jej, że ja i Mike się zeszliśmy. Rhonda była trochę
pruderyjna, ale zdecydowanie romantyczna i najwyraźniej Darrin podzielił się
swoimi marzeniami o mnie i Mike’u ze swoją żoną. Więc pominęłam wszystkie
soczyste rzeczy i zdecydowanie to, jak Mike był dupkiem. I opowiedziałam jej
wszystko ostrożnie, bo właśnie straciła męża, a nie chciałam wcierać jej w
twarz mojego nowego związku, jakkolwiek szalony by on nie był (nie żebym
opowiadała jej o szalonych częściach).
Nie
podzieliłam się też z nią tym, że wiedziałam, że dała Mike’owi pamiętniki lub
że Mike podzielił się nimi ze mną. Pewnie nigdy bym tego nie powiedziała. To
mnie cholernie zszokowało, że miała czelność zabrać je do Mike’a. Zawsze była
delikatna, a teraz wyjątkowo. Byłam tam, żeby spróbować ją załatać, a nie
roztrzaskać.
Ale
była zachwycona tym, co jej powiedziałam, jakby ponad sufit, istotnie w ekstazie.
Byłam przy niej trzy razy od śmierci Darrina, a ona nawet nie zbliżyła się do jakiegokolwiek
ożywienia w żadnym z tych momentów. A właściwie prawie za każdym razem, gdy ją
widziałam w ciągu dwudziestu lat, kiedy była z moim bratem.
Myślałam,
że to było dobre.
Jerra,
która odbyła ze mną kilka pijackich orgii, odkąd Mike ze mną zerwał, była, co
zrozumiałe, jej przeciwieństwem. Ujeżdżała mój haj, kiedy się związaliśmy,
potem ujeżdżała moją niepewność, kiedy mnie zamknął, a w końcu spadła ze mną,
kiedy go straciłam. Współczuła mi wtedy, kiedy Fin zadzwonił, żeby mi
powiedzieć, co się dzieje, i nie miałam innego wyboru, jak tylko zawiesić swoje
życie i zaciągnąć tyłek do Indiany, żeby uporządkować sprawy Rhondy, pomóc Finowi
z ziemią i przygotować się na pojedynek łeb w łeb z moją suką siostrą. Wszystko
to na farmie, która była o jeden mały skok od tylnej bramy Mike’a Hainesa.
Teraz
myślała, że zwariowałam.
„Hunter!
Złap to! Dusty jest z powrotem w Hoosier przez mniej więcej dzień i znowu
związała się z tym pieprzonym Mikiem!” - usłyszałam jej krzyk.
„Jerra,
proszę, muszę się przygotować” – powiedziałam, siadając na łóżku, trzymając
telefon między uchem a ramieniem i szarpiąc moje zajebiste, płowe zamszowe
kowbojskie buty. Były to buty, które kupiłam sześć lat temu, aby nosić je w
czasie jazdy na moich dzieciach, ale tak bardzo je kochałam, że nigdy nie
widziały strzemienia. Za to widziały wiele parkietów tanecznych w barach.
„Kurwa,
pieprzysz mnie!” - usłyszałam krzyk Huntera.
„Chciałabym,
ale nie!” - Jerra krzyknęła do Huntera.
„Czy
moglibyście porozmawiać, kiedy nie będę świrowała na myśl o spotkaniu z dwójką
nastoletnich dzieci mojego znowu chłopaka? Taki jest jego tytuł, mimo że jestem
z nim osobiście od około trzydziestu dwóch godzin i który, nawiasem mówiąc, ani
razu nie przedstawił dzieciom żadnej ze swoich kobiet”.
Uwaga
Jerry powróciła do mnie i wiedziałam o tym, kiedy zapytała ostro - „Świrujesz?”
„Uh…
tak” – odpowiedziałam.
„Ty
nigdy nie świrujesz”.
„Słonko,
halo? Jestem zakochana w tym facecie odkąd skończyłam dwanaście lat. A on nigdy nie przedstawił swoich dzieci żadnej
ze swoich kobiet” – podkreśliłam – „Wydaje mi się też, że mówiłam ci, jaki
jest gorący”.
„Tak,
szczegółowo” – zgodziła się.
„Ergo,
miał wiele kobiet”.
„Wow,
to trochę duże” – wymamrotała. Zirytowana opadłam na łóżko, a ona kontynuowała
- „Dobrze, przynajmniej powiedz mi, że miał dobrą wymówkę, by być wielkim
dupkiem”.
„Nie
sądzę, żeby nie miał dobrą wymówkę, miał ich kilka. Nie potrafię ich nawet
wyliczyć. Mogę powiedzieć, że jak na gorącego faceta, nie tylko świetnie włada
swoimi gorącymi częściami, ale także świetnie włada językiem angielskim.
Wykorzystał to i zadziałało na mnie. Głównie dlatego, że miał na myśli każde
słowo”.
„Raczej
musiał” – mamrotała.
Tak,
musiałam jej coś dać.
Więc
dałam.
„Powiedział
mi, że każdy znak, który ode mnie otrzymywał, był taki, że jestem jego
marzeniem”.
Jerra
ożywiła się - „O, to dobrze. Co jeszcze?”
Moje
oczy powędrowały do cyfrowego wyświetlacza budzika, który Rhonda miała obok
łóżka w pokoju gościnnym, a moje serce przyspieszyło, kiedy usiadłam na łóżku -
„Jerra! nie mogę! Będzie tu za pięć minut, a ja mam tylko jeden but”.
„Och,
spóźni się. Zawsze się spóźniają”.
„Mike
nie”.
„Spóźni
się. Zawsze się spóźniają. Im gorętszy, tym bardziej. Hunter zawsze spóźniał
się co najmniej pół godziny na każdą randkę. Od żadnego innego mężczyzny bym
tego nie zniosła, ale ponieważ Hunter był ładny, a Mały Hunter był duży i
ładny, a Wielki Hunter wie, jak go wykorzystać, więc ja to znosiłam”.
Nie
potrzebowałam, żeby Jerra zaczęła poetycko opowiadać o „Małym Hunterze”.
Wiedziałam wszystko o „Małym Hunterze” i umiejętnościach klasy olimpijskiej
Wielkiego Hunter, używającego „go”. Gdyby zaczęła, mogłaby opowiadać godzinami.
Wiedziałam o tym, ponieważ to robiła. Często.
Zamiast
tego pominęłam ten temat i poinformowałam ją - „Nigdy nie spóźniał się na
randkę z Debbie”.
Wiedziałam
o tym, ponieważ kiedyś zwracałam na
to baczną uwagę.
„Fuj,
to po prostu dziwne” – wymamrotała Jerra.
„To
było dwadzieścia pięć lat temu”.
„Nie,
chodzi mi o to, że umawiał się z Debbie”.
Rozumiałam
ją w tym.
„Wtedy
nie ubierała się jak przerażająca lesbijka i nie miała chirurgicznie
przyczepionego do ucha jednego z tych bąbelków z niebieskimi zębami” — wyjaśniłam.
Wiedziałam, że Jerra wiedziała, o czym mówiłam, skoro Debbie była (raz) w moim
domu w Teksasie. Jerra poznała ją i nie poszło dobrze – ani wizyta, ani
spotkanie Debbie z Jerrą. Z drugiej strony, to była Debbie. Przekonałaby
papieża do złego, nawet jeśli byłby w świetnym humorze - „W rzeczywistości była
naprawdę ładna”.
„Piękno
pochodzi z wnętrza, siostro” – przypomniała mi.
W
tym też miała rację.
„Racja,
w takim razie on był nastolatkiem, ona była naprawdę ładna i nastawiona” -
powiedziałem jej.
„To
wyjaśnia sprawę” – wymamrotała.
„Mogę
już iść?” - spytałam.
„Tylko
jeśli obiecasz jako pierwszą rzecz z rana rozmowę telefoniczną wyjaśniającą
pojednanie i szczegóły kolacji poznaj-moje-dzieci”.
„Gotowe”
- zgodziłam się.
Nic
nie powiedziała.
„Jerra,
muszę iść”.
„Jesteś
tego pewna, kochanie?” - wyszeptała, a ja wciągnęłam miękki wdech.
Odpuściłam
i powiedziałam cicho - „Był nieszczęśliwy przez osiemnaście lat, złe
małżeństwo, kochanie. Naprawdę złe. A
zeszłej nocy powiedział mi, że uszczęśliwiłam go po raz pierwszy od tych lat.
Naprawdę jest szczęśliwy bez popieprzenia. Miał problemy. Wyładował je na mnie.
Żałuje tego. Przeprosił za to i wyjaśnił. Więc tak, jestem tego pewna”.
„Okej”
– odparła cicho.
„Teraz
mogę iść?” - zapytałam.
„Tak”
– odpowiedziała.
„Kocham
cię, Słonko” – szepnęłam.
„Też
cię kocham i już za tobą tęsknię”.
„Ja
też za tobą tęsknię, Jerra, kochanie. Później”.
„Tak,
później”.
Dotknęłam
ekranu i westchnęłam.
Potem
pochyliłam się i wciągnęłam drugi but.
Mike,
który był żonaty z najgorszą suką noszącą markowe metki, wiedział, że powinien
był do mnie zadzwonić i przekazać najważniejsze informacje, że dzisiejszy
wieczór był casual. Jechaliśmy do Stacji. Nie tej dworcowej, ale do pół-słodkiej
restauracji, która pojawiła się w jednej z pół-miłych dzielnic handlowych,
które pojawiły się na północnym krańcu miasta lata po tym, jak wyjechałem z miasteczka.
Byłam tam kiedyś. Jedzenie było doskonałe. Obowiązującym code dres był dżins.
Więc
miałam na sobie parę dżinsów, która była pośrodku mojego Jeans Fade Spectrum,
spektrum, które było szerokie, biorąc pod uwagę, że posiadałam dużo dżinsów.
Nie prawie białe z mnóstwem postrzępionych kawałków. Ciemne też nie.
Dodałam
do nich kremowy top z głębokim dekoltem, który miał brzeg wygładzony na moich
biodrach i bardzo długie rękawy z małym rozcięciem w szwie, które zahaczało o
mój kciuk. Na to założyłam opadający pasek z szerokiego płowego zamszu z dużą,
okrągłą srebrną sprzączką, która wisiała nisko nad moją kością biodrową. Dodałam
wiązkę srebra na koszulce na nadgarstkach, a także na szyi i uszach. Zrobiłam
subtelny makijaż, a wcześniej tego dnia zmieniłam kolor paznokci u rąk i nóg na
ciemny, prawie czysty róż. Zostawiłam długie włosy z tyłu, ale odgarnęłam
kosmyk tuż przy czole i spięłam go kilka centymetrów do tyłu małymi wsuwkami
pomalowanymi na kremowo, różowo i brązowo. I na koniec spryskałam się
perfumami.
Wstałam,
podeszłam do lustra nad komodą i przyjrzałam się sobie.
Byłam
gotowa na spotkanie z dziećmi Mike’a.
„Oni
są tutaj!” – krzyknęła Rhonda, brzmiąc tak samo ekstatycznie jak tego ranka.
Okej,
nie. Nie byłam gotowa na spotkanie z dziećmi Mike’a.
Ale
nie miałam wyboru.
Wzięłam
głęboki oddech i wyszłam z pokoju gościnnego, mówiąc sobie, że dzieciaki mnie
lubią. Finley i Kirby mnie lubili i byli w wieku dzieci Mike’a.
Dzieci
Huntera i Jerry mnie lubiły, miały po sześć i osiem lat. Więc tak. Lubiły mnie
dzieci w każdym wieku. Dzieci Mike’a też by mnie polubiły.
Gówno.
Zaczęłam
schodzić po schodach i zobaczyłam, że Rhonda już miała otwarte drzwi, a Mike i
jego dzieci przechodzili przez nie. Kirby stał w dużym frontowym holu. A
Finley, mój gorący, starszy siostrzeniec, wyluzowany jak ogórek, opierał się
ramieniem o podwójne, szerokie, chowane drzwi, które prowadziły do salonu.
Finley
mnie zabijał. Podobnie jak jego brat, miał karnację po matce, ciemne włosy i
niebieskie oczy (chociaż oczy Kirba były ciemnobrązowe, jak moje i Darrina).
Ale wszystko inne odziedziczył po ojcu: wysoki, dobrze zbudowany, silny. Wyraz
jego twarzy, sposób, w jaki trzymał ciało, sposób, w jaki się poruszał, całkowicie
przypominały jego tatę.
Ale
nie o tym myślałem.
Nie
myślałam o niczym, nawet o dzieciach Mike’a, które patrzyły prosto na mnie w
górę schodów, jak po nich schodziłam.
Nie,
moje oczy były przyklejone do przystojnego blondyna w holu, gdy schodziłam po
schodach mojego rodzinnego domu, żeby wyjść na randkę z Mikiem Haines’em.
Pragnęłam
tego z dzikością, która pochłaniała mnie, kiedy byłam dorastającą dziewczyną.
Widziałam, jak moja siostra robiła to raz po raz i bardzo tego pragnęłam,
patrzenie, jak to robi, było jak forma tortury. Śniłam o tym dzień po dniu i
noc po nocy, zanim zasnęłam.
A
teraz, mając trzydzieści osiem lat, z rodziną mojego zmarłego brata i dziećmi
Mike’a pod okiem innej kobiety, robiłam to.
Nawet
z tym czasem i naszą publicznością, w końcu to mając, nie czułam tego mniej
pięknego, niż się spodziewałam.
Ponieważ
Mike stał tam w dżinsach, które tylko Mike mógł nosić, i w tej bajecznej
brązowej skórzanej kurtce. Jego łagodne, ciepłe, ciemnobrązowe oczy były
skierowane na mnie z łagodnym, ciepłym wyrazem twarzy, mówiącym, że podobało mu
się to, co widział. Mało tego, mieliśmy publiczność i wiedziałam, że się
rozpłynęli, a ja byłam jedyną osobą, którą Mike mógł zobaczyć.
„Hej”
– powiedziałam, kiedy miałam jeden krok do przejścia.
„Hej”
– odpowiedział, po czym wyciągnął do mnie rękę w geście zaproszenia, a ja je
przyjęłam. Weszłam w jej krzywiznę, owinęła się wokół mojej talii, a moje ramię
odwzajemniło gest.
To
też przyszło naturalnie.
Byłam
u jego boku, moja szyja była skręcona, moja głowa odchylona do tyłu, by
zobaczyć jego szyję wykręconą i jego głowę przechyloną w dół.
„Dobrze
wyglądasz” – mruknął.
„Dzięki,
ty też” – mruknęłam w odpowiedzi, a jego usta zadrgały.
Potem
odwrócił głowę. Poszłam w jego ślady i w końcu obejrzałam jego dzieci.
Nie
powinnam była być zaskoczona.
Nie
chodziło mi o jego chłopca, Jonasa. Jonas był bardzo podobny do Mike’a. Nie był
jego kopią, ale miał karnację i budowę ojca. W rzeczywistości był tylko może o trzy
centymetry niższy od Mike’a. I miał dużo z jego rysów twarzy.
Byłam
zaskoczona jego dziewczyną, Clarisse. Miała kolor Mike’a, ale albo wyglądała
jak jej matka (co byłoby rozczarowujące, ponieważ Audrey w mojej głowie
wyglądała jak demonica z rogami, kłami, kwaśno zielonymi oczami i skołtunionymi
włosami), albo była całą Clarisse.
Była
nieziemsko piękna. Tak bardzo, że nigdy nie widziałem tak uderzającej
dziewczyny w jej wieku.
„Dusty,
to jest mój syn, Jonas. Lubi, gdy nazywa się go No” – zaczął przedstawiać Mike.
Oderwałam
wzrok od pięknej Clarisse i spojrzałam na No, który wyciągał do mnie rękę.
Wzięłam
ją, ścisnęłam i uśmiechnęłam się do niego - „Hej, No. Fajnie cię poznać”.
„Tak,
ciebie też” – odpowiedział, uśmiechając się swobodnie, ale leniwie, co do
którego byłam pewna, że wszystkie licealistki przez to moczyły majtki. Potem
puścił moją rękę, spojrzał na swoją siostrę i oświadczył - „Mówiłem ci, że tata
przywali gorącą laskę”.
Oczy
Clarisse rozszerzyły się, a jej twarz poczerwieniała w sposób, który był tak
odpowiedni, że poczułam chęć natychmiastowego znalezienia aparatu i
uwiecznienia tego na filmie. Potem sztylety uformowały się w jej oczach, gdy
spojrzała gniewnie na brata. Nie byłam pewna, co to oznaczało. Byłam pewna, że
sztylety były wyimaginowane, bo jej brat nie został natychmiast powalony.
W
tym samym czasie usłyszałam sapnięcie Rhondy i chichot Kirby’ego i Finleya.
Mike
tylko powiedział ostrzegawczo nisko - „No”.
Używał
tego słowa na dwa sposoby, a żartobliwe spojrzenie No skierowało się bez
skruchy na jego tatę, a potem na mnie.
Mrugnęłam
do niego.
Jego
swobodny, leniwy uśmieszek zmienił się w promienny, swobodny, leniwy uśmiech.
Tak,
licealistki moczyły majtki dla tego dzieciaka. Całkowicie.
„Racja,
to No, a to jest moja córka, Clarisse” - kontynuował Mike.
Przestałam
patrzeć na No i skierowałam wzrok na Clarisse.
„Hej,
Słono” – powiedziałam cicho i wyciągnęłam rękę.
Spojrzała
na to, a potem na mnie, wzięła moją rękę i szepnęła - „Hej”.
Ścisnęłam
jej dłoń i powiedziałam od razu - „Podoba mi się twój tata, więc musisz
wiedzieć, że chcę, żebyś mnie lubiła, ale nie będę kadziła ci, kiedy powiem, że
jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałam”.
Ramię
Mike’a zacisnęło się wokół mojej talii. Dłoń Clarisse zadrżała w mojej, gdy jej
policzki znów się zaróżowiły, jej oczy zrobiły się okrągłe i nie były wkurzone,
a jej idealne, pełne usta rozchyliły się ujmująco.
W
końcu wyraźnie i słyszalnie wydusiła z siebie - „Uch… dzięki”.
„Tylko
mówię, jak jest” – powiedziałam jej.
Jej
broda opadła lekko i spojrzała na mnie spod rzęs, czujna, ale nieśmiała, i
wtedy doszłam do wniosku, że nawet w wieku czternastu, prawie piętnastu lat
dziewczyna sprawiała, że licealiści moczyli majtki.
Gdyby
Clarisse nie wyleciała z torów i nie została Gotką albo nie załatwiła sobie
fałszywego dowodu tożsamości i pieczątki włóczęgi, Mike miał właśnie wejść w
mniej więcej pięć lat swojego życia, które obejmowałyby świat bólu. I ten ból
nie oznaczałby zastanawiania się, gdzie popełnił błąd, ale lamentowania, że zrobił
to bardzo dobrze, w tym nad faktem, że przekazał doskonałe geny.
Puściłam
jej rękę, a Mike nas przesunął.
Potem
przemówił, ale nie do mnie ani do swoich dzieci, tylko do Rhondy.
„Przyprowadziłem
dzieci, żeby nie musiały siedzieć na mrozie, kiedy będziemy rozmawiali. Dusty i
ja musimy szybko o czymś porozmawiać z tobą i chłopcami, zanim pójdziemy”.
Zapomniałam
o tym. Właśnie o to mi chodziło o spotkanie z dziećmi Mike’a. Ale kiedy
zadzwonił do mnie, żeby powiedzieć, gdzie idziemy na kolację, powiedział mi
też, że chce chwilę porozmawiać nie tylko z Rhondą, ale także z Finem i Kirbem
o Debbie.
*****
cdn.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję 💖
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział
OdpowiedzUsuń