piątek, 18 listopada 2022

4 - Zdmuchnięcie (cz.4)

 

Rozdział 4

Zdmuchnięcie (cz.4)

*****

Sobota późnym popołudniem…

Dzieci zniknęły, No pojechał swoim poobijanym samochodem i był w kinie z jakąś dziewczyną. Clarisse wyszła z jakimiś dziewczynami do centrum handlowego, co będzie oznaczało, że wróci kompletnie spłukana z kupą gówna, którego nie potrzebowała i poprosi o zaliczkę na kieszonkowe.

To było cotygodniowe zjawisko. Najpierw jej to dawał. Teraz, kiedy dostała ośmiotygodniową zaliczkę na kieszonkowe, przestał. Pożyczała więc pieniądze od swojego brata, który, aby zaspokoić swój muzyczny przymus, jeździł z gazetami i wyrabiał się w domu poza swoimi obowiązkami domowymi, aby zarobić dodatkowe pieniądze, więc zwykle zawsze je miał. Uderzyła też do mamy, która rzadko jej to dawała, bo też rzadko je miała. Ale nawet gdyby tak było, Audrey wolała wydawać je na siebie, a nie na swoje dzieci.

To nie uszczęśliwiło Mike'a. To sprawiło, że Clarisse było mniej.

Był w dresach, koszulce i bluzie. Miał swoją sportową torbę przewieszoną przez ramię i starał się nie potknąć o wiecznie podekscytowaną Laylę, gdy schodził po schodach do garażu. Był trzy stopnie od dołu, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.

Podszedł do drzwi, wyjrzał przez wizjer i zobaczył Rhondę Holliday.

„Pieprz mnie” – wyszeptał, rzucając torbę przy drzwiach, otwierając je z klucza i otwierając szeroko.

Jej oczy skierowały się bezpośrednio na niego. Jej twarz była blada. Jej wyraz twarzy był wręcz nawiedzony.

„Jezu, Rhonda, wszystko w porządku?” - zapytał.

„Ja… uh…” - zatrzymała się, spojrzała na niego, łzy zwilżyły jej oczy i wyszeptała drżącymi ustami - „Nie”.

Kurwa. Może Rhonda nie była jedną z tych osób, które potrzebowały unikania. Może Rhonda była jednym z innych typów ludzi.

Nie wiedział, czy to było lepsze, czy gorsze.

Kurwa.

Odsunął się na bok i mruknął - „Wejdź”.

Opuściła głowę i weszła.

Layla rzuciła się do przodu.

Mike zamknął drzwi, ruszył naprzód, złapał psa za obrożę i poprowadził ją korytarzem, zapraszając - „Chodź za mną. Tylko ją wypuszczę.

„Och... okej” - wyszeptała Rhonda i poczuł, że podążała za nim, gdy szedł korytarzem do dużego salonu-jadalni, który rozciągał się na tyłach domu.

Poprowadził Laylę prosto do tylnych drzwi. Była podekscytowana z innego powodu, który nie dotyczył towarzystwa, ale możliwości skakania po śniegu i wystrzeliła drzwi, gdy tylko je otworzył.

Zamknął je i odwrócił się do Rhondy, by zobaczyć, jak się rozglądała.

„Chcesz kubek kawy czy coś?” – zapytał, myśląc, że nie wygląda, jakby potrzebowała kawy. Wyglądała, jakby potrzebowała kieliszka tequili.

„Ja…” - przez chwilę wyglądała na niepewną i dokończyła - „Nie, Mike, ale dzięki”.

Podszedł do niej i zatrzymał się pięć kroków dalej, dając jej przestrzeń, gdy obiema rękami bawiła się paskiem torebki.

„Co tam, Rhonda?” – podsunął, kiedy patrzyła wszędzie, tylko nie na niego, i nie odezwała się.

Spojrzała na niego, na jego ramię, a potem przygryzła wargę. Przez to nadal się nie odzywała i trwało to chwilę.

„Rhonda…” – zaczął, a jej oczy spojrzały mu w oczy, a potem przemówiła.

Szybko.

„Nie powinnam była tego robić. Wiem, że nie powinnam. I nie wiem, czy powinnam tu być. Ale nie wiem, co jeszcze zrobić. Gdzie jeszcze iść. Komu jeszcze powiedzieć. Jeśli w ogóle można coś zrobić”.

To nie był dobry początek.

„Może po pierwsze powiesz mi, co zrobiłaś, czego nie powinnaś była zrobić” - zasugerował ostrożnie.

„Znalazłam jej pamiętniki i przeczytałam je” – wypaliła szybko.

Mike zamrugał.

Potem zapytał - „Przepraszam?”

„Dusty. Pamiętniki Dusty. Znalazłam je i przeczytałam”.

Całe ciało Mike’a napięło się, ale zanim mógł ją powstrzymać, śluzy otworzyły się i zaczął się z niej wylewać czysty kwas.

„Ja… przeglądałam rzeczy Darrina. Byłam… byłam… Nawet nie wiem, skąd je miał, ale je schował, a ja je znalazłam i nie wiedziałam, co to jest, więc zaczęłam je czytać, a potem to, co przeczytałam, nie mogłem przestać, a to tak bardzo boli, Mike. Wiedzieć. Aby w końcu wiedzieć, co stało się z Dusty. I tak bardzo bolała świadomość, że Darrin wiedział o tym przez te wszystkie lata, mając jej pamiętniki. I sam dźwigał ten ciężar. A teraz nie wiem co robić, bo ktoś musi wiedzieć. Jeśli to… jeśli… jeśli ona sobie radzi. Bo jeśli nie, ktoś musi jej pomóc, a ty jesteś gliną. Dowiesz się, jakiej pomocy ludzie potrzebują, gdy zdarzy się coś takiego”.

Nie chciał wiedzieć, głównie dlatego, że po prostu nie chciał wiedzieć. Częściowo nie chciał wiedzieć, bo Rhonda najwyraźniej nie miała pojęcia, że Mike nawiązał związek z jej szwagierką i on nie miał prawa wiedzieć, dopóki Dusty mu nie powiedziała.

Otworzył usta, by znaleźć jakiś sposób, by ją o tym poinformować bez ujawniania czegokolwiek, kiedy mówiła dalej, a kwas jej słów zdzierał mu skórę.

„Denny Lowe molestował ją, kiedy miała piętnaście lat”.

Mike zupełnie znieruchomiał.

Dennis Lowe urodził się w tym mieście. Dennis Lowe dorastał w tym mieście. Dennis Lowe znalazł kobietę na studiach, ożenił się z nią i sprowadził ją do tego miasta. Wiele lat później Dennis Lowe podniósł siekierę na swoją żonę i musieli ją zidentyfikować na podstawie obrączki na palcu, który był jedną z niewielu części jej ciała, której nie porąbał. Dennis Lowe następnie udał się w szale zabijania w imieniu February Owens-teraz-Colton. Wreszcie Dennis Lowe popełnił samobójstwo na oczach glin. Tak więc Dennis Lowe był znany w całym kraju jako taki, jakim był: na szczęście martwym, z popieprzoną głową seryjnym mordercą.

I chociaż Dusty nie była jak dwie krople wody, wyglądała jak Feb Colton.

Blond włosy, krągła sylwetka, ciemnobrązowe oczy.

Znali jedną dziewczynę, którą zgwałcił, zanim stracił całkowitą kontrolę nad tą bardzo słabą, którą miał, a następnie zamordował wielu ludzi, psa i zaatakował innego mężczyznę.

A teraz on, Rhonda i najwyraźniej przed śmiercią Darrin wiedzieli, że Denny Lowe molestował Dusty.

Mike przełknął żółć podchodzącą mu do gardła, a Rhonda kontynuowała.

„To było... było źle, Mike” - wyszeptała, po czym szarpnęła głową na bok, otworzyła torebkę i wyjęła dwie książki. Spojrzała z powrotem na Mike’a -„Wszystko o tym napisała”.

Pchnęła książki w jego stronę.

Mike patrzył na nie, jakby były syczącymi wężami.

„Ja… ona… nie wiem! - Rhonda nagle się rozpłakała, a Mike spojrzał na jej twarz i zobaczył, że była wykrzywiona rozpaczą i niezdecydowaniem. Potem pieprzenie mówiła dalej - „Przeczytałam je wszystkie. Od deski do deski. Ona… Mike… była w tobie zakochana” - pochyliła się do przodu - „totalnie” - Odchyliła się do tyłu i ciągnęła dalej - „I to nie była… Wiem, że była młoda, ale to nie była miłość małej dziewczynki. To było bardzo bogate, Mike, i piękne. Wszystko o tym napisała. Wtedy to się stało. On… Denny…” - urwała i znowu cholernie zaczęła - „I wszystko poszło źle”.

„Rhonda…” – wydusił Mike, ale ona mówiła przez to.

„Musisz to przeczytać. Musimy jej pomóc. Nie wiem, ile razy Darrin mówił mi o Dusty. Jak bardzo się o nią martwił. Jak ciągle wybierała niewłaściwych facetów. Totalnych kretynów. I byli tacy. Spotkałam kilku z nich i nie byli dobrymi facetami. My… my” – jej twarz się zarumieniła – „cóż, rozmawialibyśmy o tym w łóżku w nocy. Nie cały czas ale się zdarzało. I wiedziałam, że martwienie się o Dusty było ostatnią rzeczą, o której myślał przed pójściem spać. Wyjechała zaraz po szkole średniej, kiedy wszyscy w rodzinie wiedzieli, że kocha tę ziemię, tak jak jej tata, tak jak Darrin. Poza tym to nie było tak, że osiedliła się w Danville czy Avon, czy coś. Osiedliła się w Teksasie” – stwierdziła, jakby Teksas był na innym kontynencie, zanim zaczęła mówić – „Ucieczka, Darrin wiedział. Zawsze myślałam, że nie wracała zbyt często, ponieważ Debbie zwykle tu była, a one nie dogadywały się zbyt dobrze, więc starała się tego unikać i wracała tylko wtedy, gdy Debbie nie zamierzała być tutaj lub Debbie nie zamierzała zostać długo. Ale teraz już wiem”.

Teraz wiedziała.

I teraz Mike wiedział.

Wzrok Mike’a opadł na książki, ale jego głowę wypełniała Dusty. Dusty jako małe dziecko, jej uśmiech łatwo przebłyskiwał, jej śmiech i śpiew wypełniały dom, jej żarty były szybkie i sprytne. Potem Dusty, kiedy Mike próbował z nią rozmawiać, tyle czarnego makijażu wokół jej oczu, jej włosy w katastrofie, jej ubranie wisiało na niej, jej twarz wykrzywiła się ze złości, jej słowa były ostre i zdzirowate.

Ponieważ jakiś psychol położył na niej łapy, a ona wyraźnie poradziła sobie z tym w najlepszy znany sobie sposób. Nikomu niczego nie powiedziała. Nawet jej najbliższy brat musiał dowiadywać się z jej pamiętników.

A teraz była z facetem, który wyraźnie nie był właściwy. Trzydzieści osiem lat, nigdy nie wyszła za mąż i wybierała tych, których nazywała „kretynami”, ale jeśli ten ostatni był czymś na kogo należało zwrócić uwagę, biorąc pod uwagę, że gliniarze musieli być zaangażowani, aby trzymać dupka z dala od niej, było znacznie gorzej niż to.

„Mike?” – zawołała Rhonda, a wzrok Mike’a wrócił do jej twarzy.

„Rhonda, to było dawno temu, a Denny Lowe nie żyje. Nic nie mogę zrobić” – powiedział cicho, jego głos był ostrożny, jego żołądek był tak ściśnięty, że to był cud, że nie zwymiotował.

Wpatrywała się w niego, po czym szepnęła – „Ale…”

„Dusty musi sama szukać pomocy, Rhonda”.

„Czasami nie… dziewczyny takie jak ona nie…”

Mike jej przerwał - „Ona nie jest dziewczyną. Jest kobietą i w tej chwili nic nie mogę zrobić”.

Nic nie dało się zrobić.

On nic nie mógł zrobić.

Kurwa.

Rhonda zamknęła usta i znów na niego spojrzała.

Potem wyszeptała - „Racja”.

„Moja rada, nie dziel się tym z panem i panią Holliday” - Wskazał głową na książki - „W tej chwili wszyscy nie potrzebujecie tego gówna. A to należy do Dusty, by się tym dzielić. Tak?”

Skinęła powoli głową.

„Co oznacza, Rhonda” - ciągnął - „nie dziel się tym, co wiesz z Dusty. Wszyscy straciliście kogoś bliskiego. Ona też sobie z tym radzi, tak jak ty. Teraz nie jest czas na przywracanie tego gówna, jeśli je zakopała”.

Ponownie skinęła głową.

Mike odetchnął i powiedział cicho - „Przepraszam, że nie mogłem bardziej pomóc”.

Tak, było mu przykro. Cholernie poważnie przykro.

Nie miał, kurwa, pojęcia, co zrobić z tym gównem.

Potem Rhonda zrobiła coś, czego Rhonda nigdy nie powinna była zrobić. Przesunęła się do oparcia jego kanapy, położyła na niej książki i nie patrząc na niego wyszeptała - „Zostawię je tutaj na wypadek, gdybyś zmienił zdanie”.

„Rhonda…” - zaczął, ale nie doszedł do końca.

Szybko wymamrotała - „Pa, Mike” - i ruszyła korytarzem.

Nie ruszał się, głównie dlatego, że nie mógł się ruszyć. Po prostu stał tam, wpatrując się w książki, nawet po tym, jak usłyszał otwieranie i zamykanie drzwi frontowych.

Nawet po tym, jak usłyszał, jak jej samochód odpalił i odjechał. I nawet po długim czasie, jaki minął.

Dusty. Otwarta. Dzieląca się. Sto procent.

Z wyjątkiem sytuacji, gdy byli bliscy rozmowy o jej nastoletniej przemianie.

Potem dała jasno do zrozumienia bez słów, że tam nie pójdzie.

„Kurwa” – szepnął.

Wyjdziemy z tego. Obiecuję, wyszeptała.

Nie zrobiła tego. Wybierała niewłaściwych facetów, unikała swojego rodzinnego miasta, nie otwierała się na ten temat i tym samym sama radziła sobie z faktem, że była molestowana przez seryjnego mordercę, zanim stał się seryjnym mordercą, i miała gorsze zdanie o jej siostrze, która broniła gwałcicieli.

Zmusił swoje ciało do odwrócenia się i przejścia do tylnych drzwi i wpuścił swojego psa. Podskakiwała wokół niego, gdy przechodził przez salon.

Ale nie ruszył się do swojej torby sportowej. Nie poszedł na siłownię. Nie sięgnął po telefon i nie zadzwonił do Dusty.

Ponieważ jego tyłek był po prostu cholernie głupi, poszedł do tych pieprzonych książek.

Oparł swój głupi tyłek o oparcie kanapy i otworzył jedną.

Półtorej godziny później już dawno okrążył kanapę, usiadł na niej i był pochylony do przodu, z łokciami na kolanach, drugą książkę trzymał otwartą między nogami i przeczytał obie.

Pierwsza była jej pierwszą. Doszedł do wniosku, że wtedy właśnie zerwał z Debbie i był w drodze na studia. Oznaczało to, że mógł popuścić wodze fantazji.

I Rhonda się nie myliła. Kochała go. Była za młoda, by wiedzieć, co zrobić z tą miłością, ale nie była za młoda, by wiedzieć, jak ją wyrazić.

I to było piękne.

Ale nie chodziło tylko o niego. Przekartkował bzdury młodych dziewczyn, studiował gówno, które tak zapierająco dech w piersiach rysowała w rogach kartek, wokół słów, czasami zajmując obie strony, by narysować to, co wpadło jej do głowy. Wszystko to, nawet narysowane przez czternastoletnią dziewczynę, było lepsze niż większość gówna, które widywał na ludzkich ścianach.

W końcu przewrócił stronę w drugim pamiętniku i wszystko się zmieniło. Zniknęły długopisy żelowe w wielu kolorach, którymi pisała, i miękkie wielobarwne odcienie ołówków, którymi szkicowała. Nagle całe pismo i szkice były w głębokiej czerni. Nie było kwiatów, motyli ani portretów bliskich. Obrazy były ciemne. Potworne. Słowa były ciężkie, ponure, gniewne. Jej relacje z siostrą, która konsekwentnie konfrontowała ją, czasem okrutnie, z jej zmianą, szybko się pogorszyły. Nie mogła się doczekać, kiedy spierdoli z miasta. Nie mogła się doczekać, aż będzie „wolna”.

A spotkanie z Dennym było zaskakująco szczegółowe.

Doprowadził ją do oddzielenia od jej sfory dziewczyn, używając jakiejś kiepskiej wymówki, że coś upuściła. Następnie wciągnął ją w rozmowę. I w końcu obezwładnił ją, dopóki nie zabrał jej z dala od tłumu i na tyły liceum. Wszystko to podczas meczu piłki nożnej. Zachowała spokój, ponieważ groził jej okrutnie. I włożył rękę pod jej koszulę, jej stanik w dół i rękę między jej nogami na jej dżinsach. Udało jej się go ugryźć, kopnąć go w goleń, uwolniła się, pobiegła i udało jej się uciec. W tym czasie Lowe musiał być o lata starszy od niej, ponieważ był starszy od Mike’a.

To musiało być przerażające.

Z drugiej strony miał w rękach dowód, że tak było.

Był tylko opis zdarzenia. Nic więcej na ten temat nie napisała. Ani o jej uczuciach, ani tego, czy sobie radziła, ani tego, czy komuś o tym powiedziała. Nic. Tylko wydarzenie, a potem dużo niepokoju w czarnym tuszu.

Ostatni wpis w drugiej książce był ponury: Pieprzyć to gówno. Nie pomaga. Nic nie pomaga. Nic nigdy nie pomoże.

Skończywszy, Mike zamknął książkę, pochylił głowę i zamknął oczy.

Audrey była złamana. Spędził piętnaście lat próbując ją naprawić i nie powiodło się.

Vi, której mąż został zamordowany, również była złamana i zgłosił się na ochotnika do tej pracy, ale ona wybrała innego mężczyznę, aby pomógł jej znaleźć szczęście.

Denny Lowe przycisnął Dusty na tyłach szkoły, trzymając rękę między jej nogami.

Głowa Mike’a podniosła się, jego oczy otworzyły się, by patrzeć niewidzącym wzrokiem na pusty telewizor.

Nie był kretynem. Nie był przegranym. Nie był psycholem. Mógł być kutasem, ale przy rzadkich okazjach. I nie potrzebował kobiety, którą pociągało odkrywanie, że on nie jest tym, a rzucenie go, kiedy poczułaby potrzebę ponownego odnalezienia tego, żeby mogła przeżyć bzdury, które Denny Lowe zasiał jej w głowie, że to wszystko, dla czego była dobra.

Chciał, aby jego dzieci były szczęśliwe i dobrze wykształcone. Chciał w swoim łóżku kobiety, która chciałaby tam być, która by sprawiała, że on chciałby tam być i która częściej niż od czasu do czasu by go rozśmieszała.

Nie chciał więcej dzieci.

Nie chciał mieć do czynienia ze związkiem na odległość, nieodebranymi połączeniami, pocztą głosową, e-mailami i noc w noc seksu przez telefon, który był dobry, ale nie tak dobry jak prawdziwy. Ich życie toczyło się osobno, a dni, tygodnie, miesiące nigdy tak naprawdę nie łączyły. A na koniec całego tego gówna można było podjąć decyzje, w których poświęciłby coś, co było cenne, i ostatecznie skończyłby sam w swoim łóżku.

Nie chciał siedzieć przy stole w Święto Dziękczynienia obok kobiety, którą aktualnie pieprzył, naprzeciw kobiety, której odebrał dziewictwo i radzić sobie z niezgodą, która już się tworzyła. Nie chciał też narażać swoich dzieci na to gówno.

Nie chciał kobiety, którą trzeba było naprawić.

Bo próbował tego dwa razy i raz mu się nie udało, poległ sromotnie, a za drugim razem przegrał.

Najwyraźniej była to jedna z tych okazji, kiedy mógł być kutasem. Ale miał czterdzieści trzy lata. Znał siebie. Wiedział, czego chciał. I wiedział, że nie potrzebował tego gówna w swoim życiu.

Kiedy podjął decyzję, wstał z ciężkim żołądkiem i ostrym bólem przeszywającym klatkę piersiową.

Nagle i nietypowo jego ramię wygięło się do tyłu, a potem do przodu, a dziennik nastoletniej Dusty przeciął powietrze i uderzył mocno o ścianę, po czym spadł na podłogę.

Layla poderwała się z miejsca, w którym leżała u jego stóp i zaszczekała.

Mike zignorował swojego psa i wpatrywał się w tę pieprzoną książkę leżącą na jego dywanie.

Cieszył się, że Denny Lowe nie żył nie tylko dlatego, że był kompletnym wariatem, który mordował ludzi. Ale także dlatego, że zabrał Dusty, którą wszyscy znali z dala od jej rodziny i zabrał Dusty od Mike’a.

Dwukrotnie.

„Kurwa” – wyszeptał, podnosząc rękę, by przeczesać nią włosy.

„Kurwa” – powtórzył, nie przestając wpatrywać się w książkę na podłodze – „Kurwa” – warknął, po czym pochylił się, złapał książkę do kanapy, podszedł do książki po drugiej stronie pokoju, a Layla podążała za nim i podszedł do schodów z Laylą wciąż podążającą za nim. Podbiegł po nich i schował książki do jednej ze swoich szuflad.

Zszedł z powrotem na dół, a Laylą za nim, i chwycił swoją torbę sportową.

Ponieważ jedną rzeczą, której potrzebował, było pójście na pieprzoną siłownię.

*****

Niedziela wieczorem…

„Hej” - powitał mnie Mike do ucha po dwóch dzwonkach, kiedy do niego zadzwoniłam.

„Hej” – odpowiedziałam - „Wszystko w porządku? Nie dzwoniłeś wczoraj. Zostawiłam kilka wiadomości na poczcie głosowej. Dostałeś je?”

„Nie, nie wszystko jest w porządku”.

Jego głos był dziwny w sposób, który mi się nie podobał.

„Co to jest? Coś z Clarisse?” - zapytałam.

„Nie, to nie Reesee” – odpowiedział Mike.

Czekałam, aż się podzieli.

Nie mówił.

„Mike, Słonko” – zacząłem cicho - „Co to jest?”

Nie odpowiadał przez kilka sekund, po czym zapytał - „Przylecisz wkrótce?”

To sprawiło, że poczułam się lepiej i uśmiechnęłam się.

„Tak, to moja dobra wiadomość na dziś. Mam bilety. Przyjeżdżam w następny weekend”.

„Dobrze, w takim razie wtedy porozmawiamy” – powiedział zwięźle, a ja zamrugałam.

Ostrożnie i powoli zapytałam - „Dopiero… wtedy?”

„Słucham?”

„Mam na myśli, że od teraz do tego czasu nie porozmawiamy? Więc dopiero wtedy rozmawiamy?”

„To chyba dobry sposób na zrobienie tego”.

Poczułam jak moja klatka piersiowa robi się ciężka. Wiedziałam, dokąd to zmierza. Zbyt wiele razy to przeżyłam.

Mimo to wyszeptałam - „Mike, co się stało?”

„Twarzą w twarz, Dusty. Napisz do mnie. Ustalimy termin. Dzieci wyjeżdżają w następny weekend. Możesz przyjść do mojego domu. Będziemy mieć prywatność”.

„Masz zamiar ze mną zerwać?” - Zapytałam i poczułam się jak idiotka. Nawet nie byliśmy na randce. Uprawialiśmy seks, rozmawialiśmy i kilka rozmów telefonicznych, które, nawiasem mówiąc, zawierały więcej seksu, ale w odmianie telefonicznej.

Mimo to było coś do zerwania.

A przynajmniej tak mi się wydawało.

„Po prostu…” – zaczął i skończył – „Porozmawiamy w następny weekend. Twarzą w twarz”.

Zaczynałam się złościć - „Nie jestem pewna, czy chcę przyjechać tylko po to, żebyś mógł mi powiedzieć prosto w oczy, że nie chcesz więcej mnie znać, Mike”.

Spotkało się to z ciszą.

Potem delikatnie, słodko - „Aniołku, powiem wprost, rozmowa nie będzie dobra. Ale zaufaj mi, kiedy mówię, że się o ciebie troszczę, a będziesz chciała usłyszeć, co mam do powiedzenia twarzą w twarz. Tak?”

Mój głos był cichy i nie słodki, kiedy odpowiedziałam - „Wystarczy powiedzieć, że mnie to przeraża”.

„Dusty, twarzą w twarz, Słonko” – powtórzył.

„I nic pomiędzy?” - Zapytałam.

„Potrzebuję czasu” – powiedział mi.

Na co? Pomyślałam, ale nie zapytałam.

Zamiast tego szepnęłam - „Racja”.

„Napisz do mnie – rozkazał.

„Racja” – powtórzyłam.

Więcej ciszy, a potem Mike - „Tak czy inaczej, Słonko, będziesz miała się dobrze”.

W ten czy inny sposób, będę miała się dobrze?

To było dobrze, że on brzmiał pewnie.

Ja jednak nie byłam pewna.

„Racja” – powtórzyłam.

„Trzymaj się, Dusty”.

Zdmuchniecie, Boże. Zdmuchniecie od Mike’a Hainesa. Boże!

„Ty też, Mike”.

„Do zobaczenia w następny weekend”.

„Racja”.

„Później”.

Po prostu się rozłączyłam i wpatrywałam w ścianę mojego salonu.

W takich chwilach dzwoniłam do mojego brata, bo był moim najlepszym przyjacielem, ale także dlatego, że był mężczyzną i wiedział, jak oni myślą, i chętnie udzielał wglądu.

Ale mojego brata nie było, żeby zadzwonić.

„Taaa, w ten czy inny sposób, będę miała się dobrze” – mruknęłam.

Wtedy wybuchnęłam płaczem.

3 komentarze: