Rozdział 4
Zdmuchnięcie (cz.4)
*****
Sobota późnym popołudniem…
Dzieci
zniknęły, No pojechał swoim poobijanym samochodem i był w kinie z jakąś
dziewczyną. Clarisse wyszła z jakimiś dziewczynami do centrum handlowego, co
będzie oznaczało, że wróci kompletnie spłukana z kupą gówna, którego nie
potrzebowała i poprosi o zaliczkę na kieszonkowe.
To
było cotygodniowe zjawisko. Najpierw jej to dawał. Teraz, kiedy dostała ośmiotygodniową
zaliczkę na kieszonkowe, przestał. Pożyczała więc pieniądze od swojego brata,
który, aby zaspokoić swój muzyczny przymus, jeździł z gazetami i wyrabiał się w
domu poza swoimi obowiązkami domowymi, aby zarobić dodatkowe pieniądze, więc
zwykle zawsze je miał. Uderzyła też do mamy, która rzadko jej to dawała, bo też
rzadko je miała. Ale nawet gdyby tak było, Audrey wolała wydawać je na siebie,
a nie na swoje dzieci.
To
nie uszczęśliwiło Mike'a. To sprawiło, że Clarisse było mniej.
Był
w dresach, koszulce i bluzie. Miał swoją sportową torbę przewieszoną przez
ramię i starał się nie potknąć o wiecznie podekscytowaną Laylę, gdy schodził po
schodach do garażu. Był trzy stopnie od dołu, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Podszedł
do drzwi, wyjrzał przez wizjer i zobaczył Rhondę Holliday.
„Pieprz
mnie” – wyszeptał, rzucając torbę przy drzwiach, otwierając je z klucza i
otwierając szeroko.
Jej
oczy skierowały się bezpośrednio na niego. Jej twarz była blada. Jej wyraz
twarzy był wręcz nawiedzony.
„Jezu,
Rhonda, wszystko w porządku?” - zapytał.
„Ja…
uh…” - zatrzymała się, spojrzała na niego, łzy zwilżyły jej oczy i wyszeptała
drżącymi ustami - „Nie”.
Kurwa.
Może Rhonda nie była jedną z tych osób, które potrzebowały unikania. Może
Rhonda była jednym z innych typów ludzi.
Nie
wiedział, czy to było lepsze, czy gorsze.
Kurwa.
Odsunął
się na bok i mruknął - „Wejdź”.
Opuściła
głowę i weszła.
Layla
rzuciła się do przodu.
Mike
zamknął drzwi, ruszył naprzód, złapał psa za obrożę i poprowadził ją
korytarzem, zapraszając - „Chodź za mną. Tylko ją wypuszczę.
„Och...
okej” - wyszeptała Rhonda i poczuł, że podążała za nim, gdy szedł korytarzem do
dużego salonu-jadalni, który rozciągał się na tyłach domu.
Poprowadził
Laylę prosto do tylnych drzwi. Była podekscytowana z innego powodu, który nie
dotyczył towarzystwa, ale możliwości skakania po śniegu i wystrzeliła drzwi,
gdy tylko je otworzył.
Zamknął
je i odwrócił się do Rhondy, by zobaczyć, jak się rozglądała.
„Chcesz
kubek kawy czy coś?” – zapytał, myśląc, że nie wygląda, jakby potrzebowała
kawy. Wyglądała, jakby potrzebowała kieliszka tequili.
„Ja…”
- przez chwilę wyglądała na niepewną i dokończyła - „Nie, Mike, ale dzięki”.
Podszedł
do niej i zatrzymał się pięć kroków dalej, dając jej przestrzeń, gdy obiema
rękami bawiła się paskiem torebki.
„Co
tam, Rhonda?” – podsunął, kiedy patrzyła wszędzie, tylko nie na niego, i nie
odezwała się.
Spojrzała
na niego, na jego ramię, a potem przygryzła wargę. Przez to nadal się nie
odzywała i trwało to chwilę.
„Rhonda…”
– zaczął, a jej oczy spojrzały mu w oczy, a potem przemówiła.
Szybko.
„Nie
powinnam była tego robić. Wiem, że nie powinnam. I nie wiem, czy powinnam tu
być. Ale nie wiem, co jeszcze zrobić. Gdzie jeszcze iść. Komu jeszcze
powiedzieć. Jeśli w ogóle można coś zrobić”.
To
nie był dobry początek.
„Może
po pierwsze powiesz mi, co zrobiłaś, czego nie powinnaś była zrobić” -
zasugerował ostrożnie.
„Znalazłam
jej pamiętniki i przeczytałam je” – wypaliła szybko.
Mike
zamrugał.
Potem
zapytał - „Przepraszam?”
„Dusty.
Pamiętniki Dusty. Znalazłam je i przeczytałam”.
Całe
ciało Mike’a napięło się, ale zanim mógł ją powstrzymać, śluzy otworzyły się i
zaczął się z niej wylewać czysty kwas.
„Ja…
przeglądałam rzeczy Darrina. Byłam… byłam… Nawet nie wiem, skąd je miał, ale je
schował, a ja je znalazłam i nie wiedziałam, co to jest, więc zaczęłam je
czytać, a potem to, co przeczytałam, nie mogłem przestać, a to tak bardzo boli,
Mike. Wiedzieć. Aby w końcu wiedzieć, co stało się z Dusty. I tak bardzo bolała
świadomość, że Darrin wiedział o tym przez te wszystkie lata, mając jej
pamiętniki. I sam dźwigał ten ciężar. A teraz nie wiem co robić, bo ktoś musi
wiedzieć. Jeśli to… jeśli… jeśli ona sobie radzi. Bo jeśli nie, ktoś musi jej
pomóc, a ty jesteś gliną. Dowiesz się, jakiej pomocy ludzie potrzebują, gdy
zdarzy się coś takiego”.
Nie
chciał wiedzieć, głównie dlatego, że po prostu nie chciał wiedzieć. Częściowo
nie chciał wiedzieć, bo Rhonda najwyraźniej nie miała pojęcia, że Mike nawiązał
związek z jej szwagierką i on nie miał prawa wiedzieć, dopóki Dusty mu nie
powiedziała.
Otworzył
usta, by znaleźć jakiś sposób, by ją o tym poinformować bez ujawniania
czegokolwiek, kiedy mówiła dalej, a kwas jej słów zdzierał mu skórę.
„Denny
Lowe molestował ją, kiedy miała piętnaście lat”.
Mike
zupełnie znieruchomiał.
Dennis
Lowe urodził się w tym mieście. Dennis Lowe dorastał w tym mieście. Dennis Lowe
znalazł kobietę na studiach, ożenił się z nią i sprowadził ją do tego miasta.
Wiele lat później Dennis Lowe podniósł siekierę na swoją żonę i musieli ją
zidentyfikować na podstawie obrączki na palcu, który był jedną z niewielu
części jej ciała, której nie porąbał. Dennis Lowe następnie udał się w szale
zabijania w imieniu February Owens-teraz-Colton. Wreszcie Dennis Lowe popełnił
samobójstwo na oczach glin. Tak więc Dennis Lowe był znany w całym kraju jako taki,
jakim był: na szczęście martwym, z popieprzoną głową seryjnym mordercą.
I
chociaż Dusty nie była jak dwie krople wody, wyglądała jak Feb Colton.
Blond
włosy, krągła sylwetka, ciemnobrązowe oczy.
Znali
jedną dziewczynę, którą zgwałcił, zanim stracił całkowitą kontrolę nad tą bardzo
słabą, którą miał, a następnie zamordował wielu ludzi, psa i zaatakował innego
mężczyznę.
A
teraz on, Rhonda i najwyraźniej przed śmiercią Darrin wiedzieli, że Denny Lowe
molestował Dusty.
Mike
przełknął żółć podchodzącą mu do gardła, a Rhonda kontynuowała.
„To
było... było źle, Mike” - wyszeptała, po czym szarpnęła głową na bok, otworzyła
torebkę i wyjęła dwie książki. Spojrzała z powrotem na Mike’a -„Wszystko o tym
napisała”.
Pchnęła
książki w jego stronę.
Mike
patrzył na nie, jakby były syczącymi wężami.
„Ja…
ona… nie wiem! - Rhonda nagle się rozpłakała, a Mike spojrzał na jej twarz i
zobaczył, że była wykrzywiona rozpaczą i niezdecydowaniem. Potem pieprzenie
mówiła dalej - „Przeczytałam je wszystkie. Od deski do deski. Ona… Mike… była w
tobie zakochana” - pochyliła się do przodu - „totalnie” - Odchyliła się do tyłu i ciągnęła dalej - „I to nie
była… Wiem, że była młoda, ale to nie była miłość małej dziewczynki. To było
bardzo bogate, Mike, i piękne. Wszystko o tym napisała. Wtedy to się stało. On…
Denny…” - urwała i znowu cholernie zaczęła - „I wszystko poszło źle”.
„Rhonda…”
– wydusił Mike, ale ona mówiła przez to.
„Musisz
to przeczytać. Musimy jej pomóc. Nie wiem, ile razy Darrin mówił mi o Dusty.
Jak bardzo się o nią martwił. Jak ciągle wybierała niewłaściwych facetów.
Totalnych kretynów. I byli tacy. Spotkałam kilku z nich i nie byli dobrymi
facetami. My… my” – jej twarz się zarumieniła – „cóż, rozmawialibyśmy o tym w
łóżku w nocy. Nie cały czas ale się zdarzało. I wiedziałam, że martwienie się o
Dusty było ostatnią rzeczą, o której myślał przed pójściem spać. Wyjechała
zaraz po szkole średniej, kiedy wszyscy w rodzinie wiedzieli, że kocha tę
ziemię, tak jak jej tata, tak jak Darrin. Poza tym to nie było tak, że
osiedliła się w Danville czy Avon, czy coś. Osiedliła się w Teksasie” – stwierdziła, jakby Teksas
był na innym kontynencie, zanim zaczęła mówić – „Ucieczka, Darrin wiedział.
Zawsze myślałam, że nie wracała zbyt często, ponieważ Debbie zwykle tu była, a one
nie dogadywały się zbyt dobrze, więc starała się tego unikać i wracała tylko wtedy,
gdy Debbie nie zamierzała być tutaj lub Debbie nie zamierzała zostać długo. Ale
teraz już wiem”.
Teraz
wiedziała.
I
teraz Mike wiedział.
Wzrok
Mike’a opadł na książki, ale jego głowę wypełniała Dusty. Dusty jako małe
dziecko, jej uśmiech łatwo przebłyskiwał, jej śmiech i śpiew wypełniały dom,
jej żarty były szybkie i sprytne. Potem Dusty, kiedy Mike próbował z nią
rozmawiać, tyle czarnego makijażu wokół jej oczu, jej włosy w katastrofie, jej
ubranie wisiało na niej, jej twarz wykrzywiła się ze złości, jej słowa były
ostre i zdzirowate.
Ponieważ
jakiś psychol położył na niej łapy, a ona wyraźnie poradziła sobie z tym w
najlepszy znany sobie sposób. Nikomu niczego nie powiedziała. Nawet jej
najbliższy brat musiał dowiadywać się z jej pamiętników.
A
teraz była z facetem, który wyraźnie nie był właściwy. Trzydzieści osiem lat,
nigdy nie wyszła za mąż i wybierała tych, których nazywała „kretynami”, ale
jeśli ten ostatni był czymś na kogo należało zwrócić uwagę, biorąc pod uwagę,
że gliniarze musieli być zaangażowani, aby trzymać dupka z dala od niej, było
znacznie gorzej niż to.
„Mike?”
– zawołała Rhonda, a wzrok Mike’a wrócił do jej twarzy.
„Rhonda,
to było dawno temu, a Denny Lowe nie żyje. Nic nie mogę zrobić” – powiedział
cicho, jego głos był ostrożny, jego żołądek był tak ściśnięty, że to był cud,
że nie zwymiotował.
Wpatrywała
się w niego, po czym szepnęła – „Ale…”
„Dusty
musi sama szukać pomocy, Rhonda”.
„Czasami
nie… dziewczyny takie jak ona nie…”
Mike
jej przerwał - „Ona nie jest dziewczyną. Jest kobietą i w tej chwili nic nie
mogę zrobić”.
Nic
nie dało się zrobić.
On
nic nie mógł zrobić.
Kurwa.
Rhonda
zamknęła usta i znów na niego spojrzała.
Potem
wyszeptała - „Racja”.
„Moja
rada, nie dziel się tym z panem i panią Holliday” - Wskazał głową na książki -
„W tej chwili wszyscy nie potrzebujecie tego gówna. A to należy do Dusty, by
się tym dzielić. Tak?”
Skinęła
powoli głową.
„Co
oznacza, Rhonda” - ciągnął - „nie dziel się tym, co wiesz z Dusty. Wszyscy
straciliście kogoś bliskiego. Ona też sobie z tym radzi, tak jak ty. Teraz nie
jest czas na przywracanie tego gówna, jeśli je zakopała”.
Ponownie
skinęła głową.
Mike
odetchnął i powiedział cicho - „Przepraszam, że nie mogłem bardziej pomóc”.
Tak,
było mu przykro. Cholernie poważnie przykro.
Nie
miał, kurwa, pojęcia, co zrobić z tym gównem.
Potem
Rhonda zrobiła coś, czego Rhonda nigdy nie powinna była zrobić. Przesunęła się do
oparcia jego kanapy, położyła na niej książki i nie patrząc na niego wyszeptała
- „Zostawię je tutaj na wypadek, gdybyś zmienił zdanie”.
„Rhonda…”
- zaczął, ale nie doszedł do końca.
Szybko
wymamrotała - „Pa, Mike” - i ruszyła korytarzem.
Nie
ruszał się, głównie dlatego, że nie mógł się ruszyć. Po prostu stał tam,
wpatrując się w książki, nawet po tym, jak usłyszał otwieranie i zamykanie
drzwi frontowych.
Nawet
po tym, jak usłyszał, jak jej samochód odpalił i odjechał. I nawet po długim
czasie, jaki minął.
Dusty.
Otwarta. Dzieląca się. Sto procent.
Z
wyjątkiem sytuacji, gdy byli bliscy rozmowy o jej nastoletniej przemianie.
Potem
dała jasno do zrozumienia bez słów, że tam nie pójdzie.
„Kurwa”
– szepnął.
Wyjdziemy z tego. Obiecuję,
wyszeptała.
Nie
zrobiła tego. Wybierała niewłaściwych facetów, unikała swojego rodzinnego miasta,
nie otwierała się na ten temat i tym samym sama radziła sobie z faktem, że była
molestowana przez seryjnego mordercę, zanim stał się seryjnym mordercą, i miała
gorsze zdanie o jej siostrze, która broniła gwałcicieli.
Zmusił
swoje ciało do odwrócenia się i przejścia do tylnych drzwi i wpuścił swojego
psa. Podskakiwała wokół niego, gdy przechodził przez salon.
Ale
nie ruszył się do swojej torby sportowej. Nie poszedł na siłownię. Nie sięgnął
po telefon i nie zadzwonił do Dusty.
Ponieważ
jego tyłek był po prostu cholernie głupi, poszedł do tych pieprzonych książek.
Oparł
swój głupi tyłek o oparcie kanapy i otworzył jedną.
Półtorej
godziny później już dawno okrążył kanapę, usiadł na niej i był pochylony do
przodu, z łokciami na kolanach, drugą książkę trzymał otwartą między nogami i
przeczytał obie.
Pierwsza
była jej pierwszą. Doszedł do wniosku, że wtedy właśnie zerwał z Debbie i był w
drodze na studia. Oznaczało to, że mógł popuścić wodze fantazji.
I
Rhonda się nie myliła. Kochała go. Była za młoda, by wiedzieć, co zrobić z tą
miłością, ale nie była za młoda, by wiedzieć, jak ją wyrazić.
I
to było piękne.
Ale
nie chodziło tylko o niego. Przekartkował bzdury młodych dziewczyn, studiował
gówno, które tak zapierająco dech w piersiach rysowała w rogach kartek, wokół
słów, czasami zajmując obie strony, by narysować to, co wpadło jej do głowy.
Wszystko to, nawet narysowane przez czternastoletnią dziewczynę, było lepsze
niż większość gówna, które widywał na ludzkich ścianach.
W
końcu przewrócił stronę w drugim pamiętniku i wszystko się zmieniło. Zniknęły
długopisy żelowe w wielu kolorach, którymi pisała, i miękkie wielobarwne
odcienie ołówków, którymi szkicowała. Nagle całe pismo i szkice były w
głębokiej czerni. Nie było kwiatów, motyli ani portretów bliskich. Obrazy były
ciemne. Potworne. Słowa były ciężkie, ponure, gniewne. Jej relacje z siostrą,
która konsekwentnie konfrontowała ją, czasem okrutnie, z jej zmianą, szybko się
pogorszyły. Nie mogła się doczekać, kiedy spierdoli z miasta. Nie mogła się
doczekać, aż będzie „wolna”.
A
spotkanie z Dennym było zaskakująco szczegółowe.
Doprowadził
ją do oddzielenia od jej sfory dziewczyn, używając jakiejś kiepskiej wymówki,
że coś upuściła. Następnie wciągnął ją w rozmowę. I w końcu obezwładnił ją,
dopóki nie zabrał jej z dala od tłumu i na tyły liceum. Wszystko to podczas
meczu piłki nożnej. Zachowała spokój, ponieważ groził jej okrutnie. I włożył
rękę pod jej koszulę, jej stanik w dół i rękę między jej nogami na jej
dżinsach. Udało jej się go ugryźć, kopnąć go w goleń, uwolniła się, pobiegła i
udało jej się uciec. W tym czasie Lowe musiał być o lata starszy od niej,
ponieważ był starszy od Mike’a.
To
musiało być przerażające.
Z
drugiej strony miał w rękach dowód, że tak było.
Był
tylko opis zdarzenia. Nic więcej na ten temat nie napisała. Ani o jej uczuciach,
ani tego, czy sobie radziła, ani tego, czy komuś o tym powiedziała. Nic. Tylko
wydarzenie, a potem dużo niepokoju w czarnym tuszu.
Ostatni
wpis w drugiej książce był ponury: Pieprzyć
to gówno. Nie pomaga. Nic nie pomaga. Nic nigdy nie pomoże.
Skończywszy,
Mike zamknął książkę, pochylił głowę i zamknął oczy.
Audrey
była złamana. Spędził piętnaście lat próbując ją naprawić i nie powiodło się.
Vi,
której mąż został zamordowany, również była złamana i zgłosił się na ochotnika
do tej pracy, ale ona wybrała innego mężczyznę, aby pomógł jej znaleźć
szczęście.
Denny
Lowe przycisnął Dusty na tyłach szkoły, trzymając rękę między jej nogami.
Głowa
Mike’a podniosła się, jego oczy otworzyły się, by patrzeć niewidzącym wzrokiem
na pusty telewizor.
Nie
był kretynem. Nie był przegranym. Nie był psycholem. Mógł być kutasem, ale przy
rzadkich okazjach. I nie potrzebował kobiety, którą pociągało odkrywanie, że on
nie jest tym, a rzucenie go, kiedy poczułaby potrzebę ponownego odnalezienia
tego, żeby mogła przeżyć bzdury, które Denny Lowe zasiał jej w głowie, że to
wszystko, dla czego była dobra.
Chciał,
aby jego dzieci były szczęśliwe i dobrze wykształcone. Chciał w swoim łóżku
kobiety, która chciałaby tam być, która by sprawiała, że on chciałby tam być i
która częściej niż od czasu do czasu by go rozśmieszała.
Nie
chciał więcej dzieci.
Nie
chciał mieć do czynienia ze związkiem na odległość, nieodebranymi połączeniami,
pocztą głosową, e-mailami i noc w noc seksu przez telefon, który był dobry, ale
nie tak dobry jak prawdziwy. Ich życie toczyło się osobno, a dni, tygodnie,
miesiące nigdy tak naprawdę nie łączyły. A na koniec całego tego gówna można
było podjąć decyzje, w których poświęciłby coś, co było cenne, i ostatecznie
skończyłby sam w swoim łóżku.
Nie
chciał siedzieć przy stole w Święto Dziękczynienia obok kobiety, którą
aktualnie pieprzył, naprzeciw kobiety, której odebrał dziewictwo i radzić sobie
z niezgodą, która już się tworzyła. Nie chciał też narażać swoich dzieci na to
gówno.
Nie
chciał kobiety, którą trzeba było naprawić.
Bo
próbował tego dwa razy i raz mu się nie udało, poległ sromotnie, a za drugim
razem przegrał.
Najwyraźniej
była to jedna z tych okazji, kiedy mógł być kutasem. Ale miał czterdzieści trzy
lata. Znał siebie. Wiedział, czego chciał. I wiedział, że nie potrzebował tego
gówna w swoim życiu.
Kiedy
podjął decyzję, wstał z ciężkim żołądkiem i ostrym bólem przeszywającym klatkę
piersiową.
Nagle
i nietypowo jego ramię wygięło się do tyłu, a potem do przodu, a dziennik
nastoletniej Dusty przeciął powietrze i uderzył mocno o ścianę, po czym spadł
na podłogę.
Layla
poderwała się z miejsca, w którym leżała u jego stóp i zaszczekała.
Mike
zignorował swojego psa i wpatrywał się w tę pieprzoną książkę leżącą na jego
dywanie.
Cieszył
się, że Denny Lowe nie żył nie tylko dlatego, że był kompletnym wariatem, który
mordował ludzi. Ale także dlatego, że zabrał Dusty, którą wszyscy znali z dala
od jej rodziny i zabrał Dusty od Mike’a.
Dwukrotnie.
„Kurwa”
– wyszeptał, podnosząc rękę, by przeczesać nią włosy.
„Kurwa”
– powtórzył, nie przestając wpatrywać się w książkę na podłodze – „Kurwa” – warknął,
po czym pochylił się, złapał książkę do kanapy, podszedł do książki po drugiej
stronie pokoju, a Layla podążała za nim i podszedł do schodów z Laylą wciąż
podążającą za nim. Podbiegł po nich i schował książki do jednej ze swoich
szuflad.
Zszedł
z powrotem na dół, a Laylą za nim, i chwycił swoją torbę sportową.
Ponieważ
jedną rzeczą, której potrzebował, było pójście na pieprzoną siłownię.
*****
Niedziela wieczorem…
„Hej”
- powitał mnie Mike do ucha po dwóch dzwonkach, kiedy do niego zadzwoniłam.
„Hej”
– odpowiedziałam - „Wszystko w porządku? Nie dzwoniłeś wczoraj. Zostawiłam
kilka wiadomości na poczcie głosowej. Dostałeś je?”
„Nie,
nie wszystko jest w porządku”.
Jego
głos był dziwny w sposób, który mi się nie podobał.
„Co
to jest? Coś z Clarisse?” - zapytałam.
„Nie,
to nie Reesee” – odpowiedział Mike.
Czekałam,
aż się podzieli.
Nie
mówił.
„Mike,
Słonko” – zacząłem cicho - „Co to jest?”
Nie
odpowiadał przez kilka sekund, po czym zapytał - „Przylecisz wkrótce?”
To
sprawiło, że poczułam się lepiej i uśmiechnęłam się.
„Tak,
to moja dobra wiadomość na dziś. Mam bilety. Przyjeżdżam w następny weekend”.
„Dobrze,
w takim razie wtedy porozmawiamy” – powiedział zwięźle, a ja zamrugałam.
Ostrożnie
i powoli zapytałam - „Dopiero… wtedy?”
„Słucham?”
„Mam
na myśli, że od teraz do tego czasu nie porozmawiamy? Więc dopiero wtedy
rozmawiamy?”
„To
chyba dobry sposób na zrobienie tego”.
Poczułam
jak moja klatka piersiowa robi się ciężka. Wiedziałam, dokąd to zmierza. Zbyt
wiele razy to przeżyłam.
Mimo
to wyszeptałam - „Mike, co się stało?”
„Twarzą
w twarz, Dusty. Napisz do mnie. Ustalimy termin. Dzieci wyjeżdżają w następny
weekend. Możesz przyjść do mojego domu. Będziemy mieć prywatność”.
„Masz
zamiar ze mną zerwać?” - Zapytałam i poczułam się jak idiotka. Nawet nie
byliśmy na randce. Uprawialiśmy seks, rozmawialiśmy i kilka rozmów
telefonicznych, które, nawiasem mówiąc, zawierały więcej seksu, ale w odmianie
telefonicznej.
Mimo
to było coś do zerwania.
A
przynajmniej tak mi się wydawało.
„Po
prostu…” – zaczął i skończył – „Porozmawiamy w następny weekend. Twarzą w twarz”.
Zaczynałam
się złościć - „Nie jestem pewna, czy chcę przyjechać tylko po to, żebyś mógł mi
powiedzieć prosto w oczy, że nie chcesz więcej mnie znać, Mike”.
Spotkało
się to z ciszą.
Potem
delikatnie, słodko - „Aniołku, powiem wprost, rozmowa nie będzie dobra. Ale
zaufaj mi, kiedy mówię, że się o ciebie troszczę, a będziesz chciała usłyszeć,
co mam do powiedzenia twarzą w twarz. Tak?”
Mój
głos był cichy i nie słodki, kiedy odpowiedziałam - „Wystarczy powiedzieć, że
mnie to przeraża”.
„Dusty,
twarzą w twarz, Słonko” – powtórzył.
„I
nic pomiędzy?” - Zapytałam.
„Potrzebuję
czasu” – powiedział mi.
Na co?
Pomyślałam, ale nie zapytałam.
Zamiast
tego szepnęłam - „Racja”.
„Napisz
do mnie – rozkazał.
„Racja”
– powtórzyłam.
Więcej
ciszy, a potem Mike - „Tak czy inaczej, Słonko, będziesz miała się dobrze”.
W
ten czy inny sposób, będę miała się dobrze?
To
było dobrze, że on brzmiał pewnie.
Ja
jednak nie byłam pewna.
„Racja”
– powtórzyłam.
„Trzymaj
się, Dusty”.
Zdmuchniecie,
Boże. Zdmuchniecie od Mike’a Hainesa. Boże!
„Ty
też, Mike”.
„Do
zobaczenia w następny weekend”.
„Racja”.
„Później”.
Po
prostu się rozłączyłam i wpatrywałam w ścianę mojego salonu.
W
takich chwilach dzwoniłam do mojego brata, bo był moim najlepszym przyjacielem,
ale także dlatego, że był mężczyzną i wiedział, jak oni myślą, i chętnie
udzielał wglądu.
Ale
mojego brata nie było, żeby zadzwonić.
„Taaa,
w ten czy inny sposób, będę miała się dobrze” – mruknęłam.
Wtedy
wybuchnęłam płaczem.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń