Rozdział 3
Pożywienie twojego ludu
(Cz.2)
*****
„Głodna?”
– zapytał Mike, po czym patrzył, jak kobieta w jego ramionach wybuchnęła
śmiechem.
Stali
na zewnątrz, przy jej wypożyczonym samochodzie. Albo, co bardziej prawdziwe, on
przygważdżał ją do niego.
Pieprzył
ją przed pączkami. Potem jedli pączki i pili zimną kawę. Po tym, gdy woda
spływała na nich, Dusty była na kolanach w wannie, a jej palce były owinięte
wokół jego bioder, prawie mu obciągnęła, zanim podciągnął ją, żeby zerżnąć ją
pod prysznicem.
Wyszli
spod prysznica, wysuszyła włosy i zrobiła makijaż po tym, jak zaprosiła Mike’a,
aby przejrzał jej telefon i znalazł numer Huntera. Ubrał się, przyjął zaproszenie
i zaprogramował w swoim telefonie, żeby później zadzwonić do jej przyjaciela.
Potem stanął w drzwiach do łazienki i, podczas gdy ona pochylała się nad blatem,
z wypiętym jej słodkim tyłkiem i robiła makijaż, zaprogramował wszystkie jej
numery (komórka, dom, „szopa”, w której robiła swoje prace i galeria) do
swojego telefonu i zaprogramował swój na jej komórce.
Kiedy
skończyła się przygotowywać, obmacywali się w łóżku, robiąc to jak nastolatki,
ale zanim zrobiło się zbyt gorąco, ponieważ czas się zbliżał, on to przerwał.
Zrobili
plany. Jeśli miałaby zostać, on byłby w jej pokoju hotelowym, by spędzić z nią
popołudnie, zanim musiałby wrócić do domu przed siódmą, kiedy jego dzieci wracały
od Audrey. Jeśli by nie zostawała, pojechał za nią, jadącą wypożyczonym
samochodem, na lotnisko, odwiózł ją z wypożyczalni do terminalu i zabrał do
odprawy. Ona zadzwoni, kiedy wróci do domu. Zadzwoni też, kiedy dowie się,
kiedy może wrócić.
Po
tym wszystkim włożyli kurtki i odprowadził ją do samochodu.
Co
doprowadziło go do tego momentu, kiedy trzymał w ramionach piękną kobietę i
patrzył, jak się śmieje.
Myślała,
że jest dobrym facetem, ale w jego życiu zdarzały się sytuacje, w których
zachowywał się jak kutas i wiedział o tym. Z żadnej z nich nie był dumny.
Ale
był cholernie zadowolony, że zrobił to dzień wcześniej.
Otrzeźwiała,
ale wciąż chichocząc, odpowiedziała - „Wygłodniała”.
„Świetnie”
– wymamrotał, ściskając ramiona, a ona dalej chichotała.
Jej
rozbawienie zniknęło, jej oczy zrobiły się intensywne i przycisnęła się bliżej,
wspinając się na palcach, jej ramiona wokół jego ramion zacisnęły się mocniej.
„Do
bani” – szepnęła - „Całkowicie. Wcześniej myślałam, że to do dupy, bo chciałam
być z rodziną, a nie mogłam. Całkowicie do bani teraz, ze tam jadę.”
Wiedział,
o czym mówiła. Powiedziała mu, że musi wracać do domu, ponieważ w przyszłym
tygodniu w Austin pokazywane były jej prace w galerii. Nadal się
przygotowywała. Śmierć Darrina, jak zawsze, nadeszła w gównianym momencie.
Pochylił
głowę i dotknął ustami jej ust, mówiąc po odejściu - „Idź i bądź z rodziną”.
Skinęła
głową.
„Napisz
do mnie lub zadzwoń” – rozkazał.
Znowu
skinęła głową.
„A
teraz mnie pocałuj” – zakończył, a jej oczy rozbłysły w ten sposób, jaki tak
bardzo cholernie lubił, a potem przycisnęła się mocniej i zrobiła, co jej
kazano.
Przejął
kontrolę, stracił kontrolę i poszli w to jak nastolatki, na zimnie, Mike
przyciskał piękną kobietę do boku wynajętego samochodu na parkingu hotelu w
jego rodzinnym mieście.
Oderwał
usta, pocałował ją w czoło, otworzył jej drzwi, posadził jej tyłek na siedzeniu
kierowcy i stał tam z rękami skrzyżowanymi na piersi, oczami przyklejonymi do
jej samochodu, obserwując jej rękę przesuwającą się w machnięciu spomiędzy
siedzeń, gdy odjeżdżała.
Zrobił
to uśmiechając się.
*****
Debbie
Holliday siedziała w swoim wynajętym samochodzie, patrząc na parę, która stała
sobie w ramionach i rozmawiała, potem kobieta się śmiała, a potem całowali się.
Z
języczkami.
Innymi
słowy, szli… cholernie… w to.
Jej
siostra i były pieprzony chłopak Debbie.
„Serio?”
- zapytała wnętrze swojego samochodu, jej głos wibrował z wściekłości - „Serio?” - syknęła.
Przyszła
przed swoją telekonferencją, żeby zawrzeć pokój. Jej matka powiedziała wczoraj,
że Dusty była w mieście. Wiedziała o tym, ponieważ Mike już jej powiedział. Nie
wiedziała, że cała pieprzona rodzina wiedziała o tym wszystko.
Zaraz
po tym, jak powiedziała to jej matka, ojciec wygłosił jej wykład, że stracił
syna, jego żona też, a obie córki straciły brata. Nie potrzebowali niezgody.
Potrzebowali harmonii.
To
było do dupy, ale tata miał rację. Więc Debbie zagryzła zęby i postanowiła, w
przeciwieństwie do swojej małej, pieprzonej siostry, która zaszyła się w pokoju
hotelowym i ukryła się, zrobić właściwą rzecz. Gałązka oliwna. Zawrzeć pokój.
Daj mamie, tacie, pieprzonej Rhondzie (która nawet by nic nie wiedziała,
spędziła tyle czasu na popijaniu) i chłopcom razem z całą rodziną.
I
robiąc właściwą rzecz, to właśnie dostała.
Darrin
nie żył i jakoś jej mała pieprzona siostra pieprzyła jej byłego chłopaka i
stała na parkingu cholernie śmiejąc się.
Debbie
nienawidziła tego, że przez całe życie, nawet gdy Dusty wykoleiła się i ujawniła
sukę w środku, jej mama śpiewała pochwały siostry. – „Spójrz na to” – wołała,
wskazując na jakieś bzdury, które Dusty nabazgrała kredką, jakby to Picasso
trzymał tę cholerną kredkę - „Słuchaj jej, brzmi jak anioł” - szeptała z czcią
mama za każdym razem, gdy Dusty miała solo w kościele lub w liceum.
A
Debbie nienawidziła tego, że przez całe życie jej tata gderał dobrodusznie –
„Moja Dusty dziewczynka, taki łajdak”, kiedy Dusty robiła coś bezczelnego lub
była tym, co wszyscy oprócz Debbie uważali za uroczo pyskate. I nienawidziła,
kiedy tata zabierał Dusty i Darrina na spacer po rzędach kukurydzy i dzielił
się swoją wiedzą o farmie - „Mój chłopak poniesie dziedzictwo, ale nawet jeśli
nie, moja dziewczyna to zrobi” - chwalił się, tylko że Dusty wystartowała zaraz
po liceum, udowadniając mu, że się mylił.
Czy
go to obchodziło? Nie.
Zamiast
tego, lata później, chwalił się jej pieprzoną ceramiką, jakby nie robiła
dużych, drogich talerzy, ale jakby leczyła pieprzonego raka.
Czy
któreś z nich chwaliło się tym, że Debbie osiągała sześciocyfrowe zarobki,
dwukrotnie wygrała nagrodę DC Woman in Law i została poproszona o wykłady w
całym pieprzonym kraju? Nie.
Wszystko,
co dostała od mamy, to - „Uh… Słonko, jesteś pewna, że on tego nie zrobił?” - kiedy broniła tego (rzekomego)
gwałciciela, który był w gazetach.
Wprawdzie
miała poważne podejrzenia, że to zrobił,
ale nie mogła się tym podzielić, a to i tak nie miało znaczenia. Mogła tylko
powiedzieć - „Każdy ma prawo do obrony, mamo”.
Na
co jej matka wymamrotała - „W porządku, Debbie”.
I
do tego jej ojciec, dużo później, kiedy wszyscy byli w odwiedzinach, powiedział
pod nosem, gdy myślał, że nie słyszała - „Tak, ma prawo, o ile może zapłacić
rachunki, a ten facet był milionerem, który myślał, że jego gówno nie śmierdzi
i mógł zrobić wszystko. Chyba Debbie to udowodniła”.
To
po tym, jak porozmawiali, albo ona to zrobiła, ponieważ Darrin, Rhonda, tata i
mama nie powiedzieli ani słowa o tym, jak ława przysięgłych uznała go za
niewinnego.
A
Debbie przez całe życie nienawidziła tego, że Darrin cały czas stawał po
stronie Dusty - „Ona jest naszą młodszą siostrą, Deb, musimy o nią dbać” –
mówił Darrin, ale był gówniany. Podobnie jak wszyscy, myślał, że słońce
świeciło z tyłka Dusty.
Gdy
dorosły, Debbie musiała patrzeć, jak jej brat i siostra stają się jeszcze bliżsi.
Wiedziała, że Darrin i Dusty cały czas rozmawiali. Wiedziała, że jego dzieci
wolą prezenty od cioci Dusty i jej towarzystwo. Wiedziała o połowie przypadków,
w których Darrin dzwonił do Dusty, a Dusty do Darrina, Rhonda dzwoniła i gadała
Dusty o jakimś głupim pieprzonym gównie.
Debbie
nie przyszło do głowy, że Darrin próbował z nią tego samego w chwili, gdy poszła
do Notre Dame i próbował tego nawet, gdy była w szkole prawniczej. Nie przyszło
jej do głowy, że go wysadziła, bo była zajęta nauką albo miała coś lepszego do
roboty, więc przestał.
Wiedziała
tylko, że Dusty i Darrin Holliday byli sobie bliżsi niż blisko, ciaśniej niż
ciasno, a to tylko pogłębiało się wraz z wiekiem i, jak zawsze, Debbie nie
brała w tym udziału.
Wpatrując
się w Mike’a patrzącego po odjeździe samochodu Dusty, Debbie Holliday
zdecydowała, że to było to. Skończyła. To był koniec.
Ponieważ
pieprzona Dusty wyciągała swoje
bzdury ponad dwie pieprzone dekady temu, przytulając się do Mike’a, naprzykrzając
mu się, wchodząc w ich przestrzeń, a Mike był dobrym facetem. Ale Debbie
wiedziała, że nie znosił jej młodszej siostry dlatego, ponieważ był dobrym
facetem. Znosił jej siostrę, ponieważ, jak wszyscy, zakochał się w jej gównie.
A
Debbie nienawidziła tego dawno temu, a widząc to, co właśnie zobaczyła, teraz
naprawdę cholernie tego nienawidziła.
Debbie
Holliday nie była głupia. Wiedziała, że Mike Haines był najlepszą rzeczą, jaką
kiedykolwiek miała. Wiedziała o tym wtedy i zrezygnowała z tego, bo chciała się
wydostać z tego maleńkiego miasteczka. Ale Mike dał jasno do zrozumienia, że nawet
w liceum był facetem z małego miasteczka, był z rodzinnego miasta i nigdzie się
nie wybierał. Więc zerwał, a ona mu pozwoliła, dając mu to, czego chciała.
A
Dusty, będąc pieprzoną Dusty, wsunęła się od razu, żeby zabrać to, co należało
do Debbie. Mogło to zająć jej dwadzieścia lat, ale zrobiła to.
Do
tego też wykorzystała śmierć Darrina.
Co
za suka.
A
Mike, Boże. Myślała lata temu, że przejrzał bzdury Dusty, kiedy poszła w ten
cały Grunge, Gogh, czy cokolwiek to, kurwa było. Ale najwyraźniej, tak jak wszyscy
inni, zamydliła mu oczy. Kurwa, gliniarz,
a on nadal nie widział.
Debbie
rozumiała racjonalnie, że nie miała zamiaru w to wchodzić. Tak, gdyby Mike
wszedł przez drzwi, które otworzyła dzień wcześniej, byłaby w jego domu jak błyskawica,
by nacieszyć się nim i jego wysokim, cudownym ciałem, by mogła zapomnieć o
całym tym gównie, które wiruje wokół niej. Do diabła, był fantastycznym
kochankiem nawet jako nastolatek. Może nie na początku, ale poważnie, nawet
jako chłopiec-mężczyzna szybko nauczył się używać ust, rąk i lepszych części
ciała. I nawet jako chłopiec starał się, żeby ona też coś z tego wyciągnęła.
Znowu, może nie na początku, ale on też szybko się tego nauczył, a ona mu na to
pozwoliła. Gdyby wczoraj przeszedł przez te drzwi, wiedziała, że nic by z tego
nie wyszło. Wracała do DC i już nigdy, przenigdy nie zadzwoniłaby do tego miasteczka.
Ale
to nie znaczyło, że mogła go mieć Dusty.
Debbie
siedziała w swoim zaparkowanym samochodzie i patrzyła, jak Mike podszedł do
swojego ciemnoniebieskiego Chevroleta Equinox, niejasno myśląc, że musiał go
wymienić na lepszy model. Nie znała dobrze samochodów, ale wyglądało na to, że
jego miał co najmniej dwa lata. Myślała tak, jak myślała nie tak niejasno, że
nigdy nie stracił tego seksownego jak cholera luźnego ruchu kończyn, męskiej
gracji, którą miał od czasów liceum.
Patrzyła,
jak się wsuwał.
Patrzyła,
jak odjeżdżał.
Potem
usiadła w samochodzie, kipiąc ze złości.
Jej
młodsza siostra.
Jej
pieprzona młodsza siostra.
Jezu,
niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniły.
Nawet
gówno, które powinno.
Włączyła
zapłon i pojechała z powrotem do domu swojego dzieciństwa, o którym wiedziała,
że był teraz pusty, ponieważ jej rodzina jadła brunch z jej pieprzoną młodszą
siostrą, a zrobiła to, aby odebrać niedzielną telekonferencję.
*****
Mike
wyciągnął frisbee z pyska swojego golden retrievera, Layli, i rzucił je wysoko.
Pobiegła
za nim, jej łapy przebiły się przez miękką białą warstwę płatków, wysyłając na
boki kępki śniegu.
Było
cholernie mroźno, ale jego podwórko było wielkości znaczka pocztowego, a jego
pies potrzebował miejsca do biegania. Więc zabrał Laylę do parku Arbuckle
Acres. Wiedział, że nie czuła nic poza skrajnym podnieceniem, że tata zabierał
ją na wycieczkę i wiózł ze sobą frisbee.
Dłonią
w rękawiczce sięgnął do tylnej kieszeni dżinsów i wyciągnął telefon. Layla
wrócił z Frisbee, poczekała, aż jego palce zacisnęły się wokół niego, a potem
puścił.
Mike
rzucił je wysoko.
Pobiegła,
a on przewinął do nazwiska Huntera Rivery w swojej książce telefonicznej i
wcisnął przycisk Start.
Usłyszał,
jak zadzwoniło dwa razy - „Rivera”.
„Hunter
Rivera?” – zapytał Mike.
„To
ja”.
„Nie
znasz mnie. Jestem Mike Haines. Jestem przyjacielem Dusty Holliday i
porucznikiem w wydziale policji w Brownsburgu. Z Dusty wszystko jest w
porządku, ale dała mi twój numer, bo musimy porozmawiać”.
„Niech
zgadnę. Beau pokazał się na nabożeństwie żałobnym i przyklęknął, oferując Dusty
pierścionek zaręczynowy przed trumną jej brata”.
Mike
nie próbował powstrzymać chichotu.
Już
lubił Riverę.
„Niezupełnie”
– odpowiedział.
„Czy
jestem blisko?” - Rivera zapytał w odpowiedzi.
„Tak”
– odparł Mike - „Dostaje dużo telefonów”.
Słuchał
westchnienia Rivery, ale usłyszał, że jego głos był czujny, gdy zapytał -
„Ile?”
„Jeden
wczoraj, kiedy zaproponował, że przyjedzie i pomoże jej w smutku. Trzy dziś
rano przed szóstą trzydzieści. Wyszła po pączki, a on wściekł się, kiedy odebrałem
i wierutnie skłamał, że jest jego
kobietą. Straciła rozum, kiedy to usłyszała, zadzwoniła do niego i wylała
wiadro gówna, ale podzieliła się ze mną, że zaczyna się niepokoić”.
Spotkało
się to z milczeniem.
„Rivera?”
- nazwał.
„Wyszła
po pączki?” — zapytał Rivera.
Kurwa.
Zanim
zdążył odpowiedzieć, Rivera wyszeptał - „Jezu, kurwa, cholera. Mike. Mówisz, że
masz na imię Mike? Z Brownsburga?”
Mike
poczuł, że ściska mu się żołądek, a to uczucie nie było do bani. Ani trochę.
Mówiła
o nim swoim przyjaciołom.
Nie
widział jej od ponad dwudziestu lat, a ona opowiadała o nim znajomym.
„Tak”
– odparł Mike - „Mike Haines”.
Usłyszał
świst.
Potem
usłyszał - „Racja, stary, nie mam waginy, więc nie należę do klubu, i na szczęście
dla mnie oznacza to, że nie mogę zostać wyrzucony za mówienie ci tego gówna,
ale Dusty mówi o tobie. Staram się nie angażować, kiedy pojawia się tequila i
Jerra wyłamuje kieliszki do margarity, bo wtedy wszystko się pojawia i może
stać się kosmate. Ale to nie znaczy, że mogę wyłączyć uszy, a gówno, które
słyszałem, jest dobre. Jak powiem mojej kobiecie, że się połączyliście,
będziecie słyszeć jej krzyki aż z Teksasu”.
Jego
wnętrzności zacisnęły się jeszcze bardziej i miał rację. To nie było do dupy. Ani
trochę.
„Kupuje
pączki, to znaczy, że się z tobą związała?” – naciskał Rivera.
„A
może pozwolę Dusty porozmawiać o tym z twoją kobietą?” - Mike uchylił się kiepsko.
Wiedział,
że to było kiepskie, kiedy Rivera mruknął - „Wy dwoje połączyliście się. Cholera,
kurwa. Wspaniałe” - Przestał mamrotać, kiedy zapytał - „Proszę, powiedz mi, że
jesteś byłym zabójcą, obecnym zawodowym wrestlerem i planujesz tu przyjechać i
skopać tyłek Beau LeBrec”.
Mike
uśmiechnął się, ponownie złapał frisbee z pyska Layli i wyrzucił je,
odpowiadając - „Niestety nie. Jestem tylko gliną. Ale jak to trzeba zrobić,
jestem na służbie, by to zrobić”.
Rivera
wrócił do mamrotania, kiedy powiedział – „No dobrze, skoro to nie jest twoja
jurysdykcja, prawdopodobnie powinienem spróbować tego dupka”.
„Wnioskuję
to z twojego zrozumienia sytuacji, w której miałeś obawy” - Mike odgadł, co
wiedział, było dokładnie.
Rivera
potwierdził jego przypuszczenia – „Dusty mówi, że sobie z tym poradzi, a on
pójdzie dalej. Chodziłem do liceum z Beau. Koleś wygląda dobrze, wie o tym,
myśli, że panie są po to, by jeść mu z rąk. Nie mogę powiedzieć, by się nie
mylił przed Dusty. Miał swój wybór, kochał je i zostawiał. Zakochał się w Dusty,
ale nauczył się przez lata zdobywania tego, czego chciał, po prostu błyskając
uśmiechem, że mógł dawać im gówno, a one jadły to. Dusty Holliday nie je gówna.
Wykazała się cierpliwością, próbując nauczyć starego psa nowej sztuczki.
Odmówił nauki, więc dała mu strzał w tyłek. Jest łamaczem serc, nie zna nic
innego. Znowu nowa sztuczka, której Dusty próbuje go nauczyć. Po prostu on nie
chce się uczyć”.
To
nie brzmiało dobrze, a napięcie w jego wnętrznościach zaczęło nie być tak dobre.
Vi miała prześladowcę, który za nią ganiał. Niestety, ten Vi był geniuszem przestępczym,
który był również psychopatą z zasobami. Błyskawica nie uderzyła dwa razy, więc
wątpliwe było, aby LeBrec był tym kalibrem świra. Mimo to Mike nie potrzebował
tego gówna. Dusty, mieszkająca samotnie ponad tysiąc mil od niego, ze świeżo
zmarłym bratem, z interesem do prowadzenia i zbliżającym się pokazem w galerii,
potrzebował tego mniej.
„Podejrzewam,
że masz jakiś pomysł, jak zaoferować tę lekcję, aby to zapadło” – odpowiedział
Mike.
„Mam
kilka z nich, które chcę zbadać”.
„Cóż,
właśnie dostałeś zielone światło i to nie pochodzi ode mnie. Dusty może być
dzisiaj w domu lub nie. Tak czy inaczej, zarówno od ciebie, jak i od niej, jest
jasne, że jesteście blisko, więc byłbym wdzięczny, gdybyś niezwłocznie zobaczył
LeBrec’a. A Dusty trzyma się, ale strata Darrina będzie musiała trochę się osadzić,
więc twoja kobieta też jest w to włączona”.
„Rozumiem”
– mruknął Rivera, po czym powiedział mniej cicho – „Odpłatą będzie trochę tych
pączków przez FedEx, o których zawsze mówi”.
Dusty
mówił o nim. Dwadzieścia lat nie zapomniała o ich więzi i rozmawiała ze swoją
dziewczyną o nim wraz z Hilligoss.
Dobre
towarzystwo.
„Nie
możesz, stary, musisz je wyjąć prosto z pieca. Przyjedź tutaj, to ci zafunduję”
– zaproponował Mike.
„Umowa”
- odpowiedział Rivera - „Będzie dobrze, jak zachowam twój numer?”
Oznaczało
to sprawdzenie.
„Absolutnie”.
„Racja”
- powiedział Rivera, a Mike usłyszał jego uśmiech, więc wiedział, że Rivera pojął,
co on miał - „Więc podkochiwała się w tobie, kiedy była dzieckiem, a ty pieprzyłeś
jej siostrę. Co myślisz o małej Dusty?”
„W
ciągu ostatnich trzydziestu sekund stworzyłeś sobie pochwę?” - Mike odparł i
usłyszał głośny wybuch serdecznego śmiechu Rivery.
Po
prostu nie chciał o tym rozmawiać. Nie przyjął z obrazą tego, co zostało
powiedziane.
Tak,
lubił tego faceta.
Rivera
przestał się śmiać i zaczął mówić – „Jesteś solidny, miałeś jeden dzień z naszą
dziewczyną, a Dusty wyszła i kupiła ci pączki. Zaciągam tam moją kobietę,
musisz mi powiedzieć, jak mogę wyciągnąć jej tyłek z łóżka, żeby kupiła mi
pączki. To ja zawsze ciągnę swoje truchło do piekarni w niedzielny poranek”.
„Wymknęła
się, kiedy spałem, albo nie byłoby mowy, żeby była na zimnie o szóstej rano”.
„Słyszę
cię, bracie” - powiedział cicho Rivera.
Tak.
Zdecydowanie polubił tego faceta.
„Będziesz
mnie informować?” – zapytał Mike.
„Masz
to. Zamienię słowo z Beau i zamienię słowo z kilkoma z moich chłopców. Będziemy
mieć oko na naszą dziewczynę”.
„Doceniam”
– mruknął Mike.
„Żadnych
problemów… i, Mike?”
„Tak?”
„Bądź
spoko, wkrótce cię spotkamy”.
Wiedział,
co to znaczyło.
Powiedział
więc - „Wydaje mi się, że lepiej włożę zatyczki do uszu, aby przygotować się na
krzyk”.
„Tak,
może i nie mam waginy, ale to gówno jest zbyt dobre, żeby się nim nie dzielić.
Również to wprawi Jerrę w określony nastrój. Przepraszam, bracie, ale mężczyzna
musi zrobić to, co musi zrobić, aby dostać trochę w niedzielę”.
Mike
uśmiechnął się do Layli, która rzuciła mu frisbee u stóp i utknęła tyłkiem w
śniegu, zamiatając długim ogonem biały koc za sobą, głowę odchyloną do tyłu,
wywieszony język, czekając nie tak cierpliwie.
„Wal
się” – mruknął Mike.
„Fajnie.
Później Mike”.
„Później”.
Mike
wcisnął przycisk na telefonie, pochylił się, wyjął frisbee i wyrzucił, zanim
schował telefon z powrotem do kieszeni.
I
robił to wciąż uśmiechając się.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń