piątek, 11 listopada 2022

3 - Pożywienie twojego ludu (Cz.3)

 

 Rozdział 3

Pożywienie twojego ludu

(Cz.3)

*****

„Obudziłam się obok ciebie. Zapachy Hilligoss. Bycie numerem pięć w kolejce. Powrót do ciebie. Poranne bzykanko z tobą. Prysznic z tobą. Jerra dzwoniąca do mnie i rozwalająca moje gówno, ponieważ Hunter wypaplał się o tobie i mnie, a ona była tak podekscytowana, że powiedziała dwa tysiące siedemset pięćdziesiąt dwa słowa w ciągu sześćdziesięciu sekund i to wszystko”.

Stojąc przed ochroną na międzynarodowym lotnisku w Indianapolis, trzymając Dusty w ramionach i nie chcąc jej puścić, Mike nie nadążał za nią.

„Słucham?”

„Liczę moje błogosławieństwa, kochanie”.

Uśmiechnął się do niej.

„Mógłabym policzyć powody, dla których chcę popełnić morderstwo, a dla pańskiej informacji, panie oficerze, ta chęć tylko mnie przytłoczy, skoro w to zamieszana jest moja siostra, ale jej wkraczanie w moje gówno o tobie jest jedynym powodem”.

Mike przestał się uśmiechać.

Mike odebrał telefon, że Dusty wyjeżdża. Państwo Holliday martwili się o Rhondę i chłopców, więc chociaż planowali zostać jeszcze przez tydzień, zabrali Dusty na bok, żeby po śniadaniu porozmawiać na osobności. Następnie powiedzieli jej, że zamierzają rozciągnąć ten tydzień na dwa. Może trzy. Wiedzieli, że Dusty miała swoje rzeczy i że ich wspierała. Chcieli też być tam dla Rhondy, Finleya i Kirby'ego.

Więc jechała.

Ale, kiedy wróciła do hotelu, żeby się spakować i zadzwonić do niego, Debbie już na nią czekała. Debbie powiedziała, że widziała ich razem na parkingu, straciła rozum i naskoczyła na Dusty. Dusty nie pozostałam dłużna. Pokłóciły się i zrobiły to głośno, co sprowadziło kierownika hotelu do pokoju. Debbie wybiegła. Dusty zadzwoniła do Mike’a, podzieliła się tą informacją, po czym poczekała, aż przyjedzie i wymeldowała się.

Dobrą wiadomością na ten temat było to, że Debbie nie zrobiła tego w obecności rodziny i podczas kłótni wykazała, że nie miała zamiaru się dzielić tym z rodziną tym, że – „pieprzyłaś mojego byłego chłopaka, kiedy Darrin nadal jest świeżo w grobie” – ponieważ to by - „Po prostu złamało mamie serce”.

To, że Debbie ich widziała, kiedy Dusty odjeżdżała i rozpaczała z tego powodu, to była jedyna dobra wiadomość.

Kiedy powiedział jej o swoim telefonie, Dusty, ponieważ to, czego się uczył, taka była właśnie Dusty, gówno obeszło to, że Rivera dodał jeden do jednego i załapał, że Mike i Dusty byli początkującą parą.

Uśmiechnęła się tylko i powiedziała - „Więc wie około pięciu godzin wcześniej, zanim by się dowiedziała. Nic wielkiego”.

Mike musiał przyznać, po bezlitosnych bzdurach Audrey i po Vi, która była nieubłaganym, ale niezamierzonym dramatem, wyluzowana Dusty była powiewem naprawdę pieprzonej świeżości.

„Debbie wróci do domu, zaangażuje się w swoje życie i uspokoi” – powiedział jej Mike – „Wszystko będzie dobrze”.

„Debbie zaniesie to gówno do grobu” – mruknęła Dusty, po czym skrzywiła się, bo sama ucięła za głęboko.

„Słonko” – wyszeptał.

Westchnęła.

Potem powiedziała - „Zostawię to na tydzień. Zadzwonię do niej. Postaram się wszystko załagodzić”.

„Może powinnyście po prostu wymyślić, jak być rodziną, jednocześnie unikając siebie nawzajem” – zasugerował Mike.

„Uch… znasz moją mamę i tatę?” – zapytała Dusty.

Mike uśmiechnął się i uścisnął ją.

„Tak. Ale oni nie muszą żyć jej bzdurami. Ty tak. Jest odnoszącym sukcesy prawnikiem. Musi wiedzieć, jak zawrzeć umowę. Znajdź sposób na to, żebyście byli bezkonfliktowi przed rodzicami, ale przez cały czas trzymajcie się ściśle z dala. Zobaczy zalety takiej umowy i pójdzie na to”.

„Nie jestem pewna, czy rodzina tak działa” – mruknęła – „Ale spróbuję”.

Prawdę mówiąc, Mike też nie był pewien. Był jedynakiem. Jego mama i tata byli sprawni. Dobrzy, solidni rodzice, których kochał i szanował, dali mu działający kompas moralny i godne wychowanie. Pradziadkowie, którzy uwielbiali swoje wnuki w sposób, w jaki tylko ślizgali się na krawędziach, kiedy spontanicznie ich psuli. Wspierali go podczas rozwodu z Audrey i tak samo, kiedy walczył o pełną opiekę, ale nie w taki sposób, żeby być przez cały czas w jego przestrzeni. Po prostu wiedział, że to rozumieją i to było wszystko, co musieli zrobić. Jego rodzina nie miała dramatów. Po prostu dużo miłości i dobrych chwil.

I po tym gównie, które Dusty powiedziała mu, że wyszło z ust Debbie, było jasne, że Debbie mocno wcieliła się w rolę czarnej owcy z rodziny Holliday’ów. Obejmowało to różne wyimaginowane zniewagi i obelgi, z których większość, jak sądziła, wygłosiła Dusty, wszystko dlatego, że Dusty była Dusty.

Nie trzeba było psychologa rodzinnego, żeby przestudiować Holliday’ów i zobaczyć, że motywacją do kariery Debbie było jej dążenie do zdobycia szacunku jej rodziny. Albo po prostu była inna niż oni, ale zamiast po prostu odnaleźć siebie i znaleźć szczęście, pragnęła wszystkiego i była wkurzona, że nie wrzucili jej do swojego świata, do którego po prostu nie pasowała.

Mike myślał o tym drugim. Przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny spędzał więcej czasu z Dusty niż Debbie, odkąd zerwał z nią dwie i pół dekady temu. Ale była jego dziewczyną od dwóch lat. To, czego chciała Debbie Holliday, znalazła sposób, aby uzyskać i była doskonale gotowa wydatkować sporą ilość energii i znaczną siłę umysłu, wymyślając sposób, aby to osiągnąć.

Szczerze mówiąc, na końcu nie mógł się doczekać, kiedy ją rzuci, ale nigdy nikomu nie powiedział tego gówna. Zanim związał się z Debbie, Darrin był przyjacielem i pozostał przyjacielem po ich zerwaniu. Mike za bardzo szanował Holliday’ów, by plotkować o ich córce. I była jeszcze Dusty.

„Racja” - wtrąciła się Dusty - „Muszę zdjąć buty i przygotować się na rewizję rozbieraną, ponieważ jestem blondynką i będą musieli użyć kogoś, aby udowodnić, że nie są profilowani rasowo i moje szczęście jest takie, że zawsze mnie wykorzystują”.

Mike uśmiechnął się do niej, nawet gdy jego ramiona zacisnęły się.

Jego uśmiech zgasł, gdy jego oczy przesunęły się po jej twarzy.

Kurwa, była piękna.

„Zadzwonię” – szepnęła, a jego oczy wróciły do niej, by zobaczyć, że jej już się nie uśmiechała. Światło zniknęło, ale ciepło, jak zawsze, pozostało.

„Ja też”.

„Niedługo umówię się na kolejną wizytę w domu” – obiecała.

„Dobrze” – mruknął.

„Hunter się mną zaopiekuje” – ciągnęła, a jego ramiona zacisnęły się.

„Wiem”.

Przestała mówić, ale się nie poruszyła. Pozostała mocno do niego przyciśnięta, obejmując ramionami jego plecy.

Uśmiech wygiął jej usta, ale się nie zaangażowała w to i zauważyła:

„Poważnie, cieszę się, że byłeś kutasem, kochanie”.

Odwzajemnił uśmiech w ten sam sposób i wyszeptał - „Ja też”.

Dusty przechyliła głowę na bok i zapytała - „Zamierzasz mi kazać się pocałować, żebym mogła poczuć mrowienie, czy tylko będziesz się na mnie gapić?”

Wiedział, że jego uśmiech pojawił się w jego oczach, gdy mruknął - „Pocałuj mnie, Słonko”.

Jej ramiona przesunęły się z jego pleców, by owinąć się wokół jego szyi, wstała na palcach i zrobiła, co jej kazano. On przejął i poszli na to jak nastolatkowie.

Odsunął się pierwszy i szepnął - „Idź”.

Skinęła głową z błyszczącymi oczami, a on, kurwa, uwielbiał to, jak pokazała, że nie chce iść.

Potem oderwała się i podeszła do linii bezpieczeństwa.

Patrzył, jak pokazywała bilety. Patrzył, jak zdejmowała pasek, kurtkę i buty. Patrzył, jak przechodziła przez wykrywacz metalu. I uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak wyciągnęli ją z kolejki, aby urzędniczka ją poklepała. Kiedy odwrócili ją plecami do siebie, złapała jego wzrok, przewróciła swoimi, a Mike zaczął chichotać.

Potem patrzył, jak wkładała buty, pasek i płaszcz i zaczęła iść w dół terminalu.

I obserwował ją, kiedy się zatrzymała, odwróciła i posłała mu buziaka. To był wielki gest, dramatyczny, przykuwający uwagę, ale nie obchodziło jej, kto patrzył. To wszystko dla niego.

Skończyła uśmiechając się szeroko, podnosząc rękę i machając mocno.

Uniósł rękę i wysunął palce.

W końcu patrzył, jak odwróciła się i odchodziła, aż nie mógł jej już widzieć.

Odwrócił się i odszedł myśląc: pieprz mnie, czterdzieści trzy lata życia, w końcu odnajduję tę Jedyną, znam ją od dwóch i pół dekady, a kiedy w końcu się połączyliśmy, ona mieszka w pieprzonym Teksasie.

Zapinał pasy w swoim SUV’ie, kiedy zadzwonił telefon przy jego tyłku. Wyciągnął go, spojrzał na wyświetlacz, uśmiechnął się, nacisnął guzik i przyłożył do ucha.

„Aniołku” – mruknął.

„Mówiłam, że zadzwonię” - odparła Dusty.

Mike wybuchnął śmiechem.

*****

Clarisse wyszła z pokoju i udawała się do kuchni po chipsy.

Bosymi stopami szła wyłożonymi wykładziną korytarzami, ale zatrzymała się jak wryta, gdy usłyszała dziwny głos jej taty, rozmawiającego przez telefon.

„Jesteś bezpieczna w domu, Aniołku?”

Aniołek?

Kim był Aniołek?

„Dobrze” - Clarisse usłyszała, jak jej tata mówił łagodnie - „Co?” - spytał - „Tak. Są w domu. Wrócili do domu jakieś piętnaście minut temu. Zadomowiłaś się?” - Pauza, potem kolejna dziwne, miękkie - „Dobrze” – Cisza przez chwilę, potem lekko zdziwione – „Pracujesz teraz?” - pauza - „Która tam jest godzina?” - Kolejna pauza - „Często to robisz?” - pauza, a następnie niski chichot i - „Jak to oczyszcza ci głowę, kochanie, to rób to” - zapadła cisza, zanim znowu cicho zachichotał i - „Jak wrócisz, zrobisz to, Słonko. Ale oczekuję, że przywieziesz duży wazon, a nie spróbujesz narzucić mi trochę tego średniego gówna”.

Tak było z jej tatą. Denerwował się, kiedy przeklinała, ale słyszała, jak robił to przez cały czas, kiedy myślał, że nie słuchała.

Nadstawiła uszu, gdy mówił dalej.

„Za chwilę muszę pomóc No w odrabianiu zadań domowych. Jak chcesz, zadzwonię później” - Zatrzymał się, a potem cicho, delikatnie i naprawdę dziwnie powiedział - „To zdecydowanie plan, kochanie”.

„Jezu, Rees, podsłuchujesz tatę?”

Clarisse odwróciła się i zobaczyła swojego brata stojącego za nią, wpatrującego się w nią tak, jak zawsze patrzył na nią, jakby została tam przeniesiona z innej planety.

Zmrużyła oczy, przyłożyła palec do ust, a drugą ręką w jego klatce piersiowej popchnęła go korytarzem, kierując go do jego pokoju. Kiedy wepchnęła go do środka, zamknęła za sobą drzwi.

Odwróciła się do brata i syknęła - „Myślę, że tata rozmawia z kobietą”.

No mrugnął na nią.

Potem zapytał - „Więc?”

„Więc?” – spytała Clarisse.

„Tak? Więc?” - Noe w większości powtórzył.

„Tata rozmawia z kobietą!” - wykrzyknęła z ekscytacją, ale cicho.

„Uh… on jest samotnym facetem” - No poinformował ją o czymś, o czym już wiedziała.

„Więc?” - odpaliła.

- „Więc, Rees. Gówno. Serio? Myślisz, że będzie fajnie, żeby spędził resztę życia z tobą i Piątkowym Wieczorem Strasznych Filmów, dopóki nie wyjdziesz za mąż, czy coś? To znaczy, on jest facetem. Dziewczyny w szkole mówią, że jest gorącym ciachem. Gorące ciacha pukają laski. Taka jest kolej rzeczy”.

Tors Clarisse odchylił się do tyłu i nagle jej usta smakowały śmiesznie i niezbyt dobrze.

No uśmiechnął się - „Mam nadzieję, że sobie trochę załatwi”.

Clarisse pochyliła się do przodu i syknęła - „Nie bądź obrzydliwy”.

No skrzyżował ręce na piersi, a jego uśmiech się poszerzył - „Wiesz, tata puknął mamę i to był sposób, w jaki mieli mnie i ciebie”.

„Fuj! Nie bądź obrzydliwy!”

„To prawda”.

Wiem, że to prawda, No. To nie znaczy, że musimy o tym rozmawiać”.

„Założę się, że mama jest gówniana w łóżku. Cała suka i spięta” – mruknął No, a Clarisse nie wiedziała zbyt wiele o tych rzeczach, ale nadal uważała, że to prawda. To dlatego, że ich mama była sukowata i spięta.

Przyszła jej do głowy myśl.

„A jeśli ta kobieta, z którą rozmawia tata, jest sukowata i spięta?”

No potrząsnął głową - „Nie ma mowy. Tata nie jest głupi”.

„Wybrał mamę” - zauważyła Clarisse.

„To prawda” - mruknął No, po czym stwierdził - „Mimo to umawiał się z mamą Keiry Winters, zanim wyszła za mąż za pana Callahana, a ja ją poznałem. Jest totalnie fajna”.

To była kolej Clarisse, by mrugnąć, zanim wyszeptała - „Co?”

„Tata umawiał się z panią Callahan, zanim została panią Callahan”.

„Nie zrobił tego”.

„Tak zrobił”.

Nie mogła w to uwierzyć.

„Skąd to wiesz?”

No wzruszył ramionami - „Dylan widział ich razem u Franka. Powiedział mi. Myślałem, że to fajne. Jest mamą, ale nadal jest ładna. I musi być fajna, bo Keira jest totalnie fajna. Nie wspominając już o tym, że przygwoździła Samotnego Wilka i uczyniła go człowiekiem rodzinnym, a wszyscy wiedzieli, że to było niewykonalne. Tata przebywający tam przed panem Callahan’em też jest całkiem fajny”.

Clarisse wpatrywała się w brata.

Niestety, mówił dalej.

„Mama Brittany jest teraz samotna, skoro jej tata wyjechał ze swoją sekretarką i mieszka w Atlancie. A przyjaciółka Brittany, Kayla, powiedziała mi, że Brittany słyszała, jak jej mama mówiła swojej przyjaciółce, że zabiłaby, żeby umówić się z tatą. Mówi, że cały czas chodzi do J&J, żeby zobaczyć, czy może przyciągnąć jego wzrok”.

„To szaleństwo” - odetchnęła Clarisse, a No spojrzał na nią.

„To nie jest szalone, Reesee” – powiedział cicho - „Połowa samotnych matek w mieście chodzi na mecze koszykówki w szkole średniej i to nie dlatego, że grają ich synowie. Nie mają grających synów. To dlatego, że tata nigdy nie opuszcza meczu”.

Pochyliła się głęboko i syknęła - „To szaleństwo”.

„Rees, to prawda. Całkowicie. Jest facetem. Jest singlem. Jest wysoki. Zaufaj mi, dziewczyny lubią wysokich facetów, wiem to na pewno. A tata jest wysoki. A dziewczyny mówią mi, że jest gorący” - Uśmiechnął się i dokończył - „Nie wiem tego, skoro jestem facetem, ale wyglądam jak on i jestem super gorący, więc on musi być gorący”.

Clarisse nie odpowiedziała. Było tak głównie dlatego, że była dziewczyną, więc chociaż było to obrzydliwe, nie umknęło jej to, że zarówno jej brat, jak i tata byli gorącymi ciachami. A nawet gdyby mogło to jej umykać, wszystkie jej przyjaciółki przez cały czas mówiące jej, jak gorący był jej brat, oznaczałyby, że to nie potrwałoby długo. I No miał rację, był bardzo podobny do taty.

„W każdym razie” - mruknął No, podchodząc do swojej gitary - „mam nadzieję, że rozmawia z kobietą. To było popieprzone, jak było kiedyś. Mama zawsze krzyczy. Tata zawsze był wkurzony. Jego usta zawsze były dziwnie zaciśnięte, bo próbował ukryć przed nami to gówno. A teraz nie ma nas zbyt wiele w pobliżu, a on jest często sam. Byłbym bardziej spokojny, gdyby nie był sam, ale zamiast tego z jakąś dziewczyną, która nie zaciskałaby jego ust tak dziwnie” - Wziął gitarę, usiadł na łóżku i położył ją na udach, zanim skończył - „A jeśli ma seksowną laskę, tata nie będzie się tak bardzo przejmował”.

W każdym innym momencie Clarisse zgodziłaby się z tym stwierdzeniem końcowym.

Ich mama nie przejmowała się zbytnio. Ich tata przejmował się bardzo i czasami mogło to być denerwujące.

Ale może jakaś „gorąca laska” nie chciałaby, żeby jej tata spędzał piątkowy wieczór z Clarisse, lodami i przerażającymi filmami. Może chciałaby, żeby spędzał piątkowe wieczory z nią gdzieś popijając martini lub… cokolwiek.

Clarisse nie wiedziała, co o tym myśleć. Wiedziała tylko, że nie bardzo jej się to podobało.

No zaczął brzdąkać i skupiła się na nim.

No mógł oglądać jakiś film na YouTube z jakimś geekiem wyjaśniającym, jak grać „Stairway to Heaven” lub cokolwiek, i robić to w kółko przez godzinę i klepać piosenkę.

Teraz to, pomyślała, było całkiem fajne.

I prawdopodobnie jakaś przypadkowa kobieta, z którą spotykał się ich tata, pomyślałaby to, co wszyscy myśleli, że No jest fajny.

Ale Clarisse nie miała nic, co by powodowało, że byłaby fajna. Więc jakaś przypadkowa kobieta, z którą spotykał się ich tata, nie miałaby o niej nic dobrego do myślenia.

Nie, nie lubiła tego za bardzo.

Może powinna nadać sobie niesamowite przezwisko i namówić No, żeby nauczył ją grać na perkusji czy coś takiego.

No wyrwał ją z zamyślenia, kiedy oznajmił – „Jest siódma trzydzieści, Rees. Tata wejdzie do nas obojga, żeby zobaczyć, jak odrobiliśmy pracę domową. Już mu powiedziałem, że potrzebuję jego pomocy z gównem. Masz już zrobione?”

Nie, nie zrobiła.

Kurde.

Nie czytał jej tak, jak zawsze to robił i jak ból w tyłku starszego brata, którym zawsze był, rozkazał cicho - „Lepiej się tym zajmij, Reesee”.

„Nieważne” – mruknęła, odwróciła się i wyszła z pokoju.

Usłyszała dobiegający z biura głos ojca. Nadal rozmawiał z tą kobietą.

Kurde.

Usłyszała, jak jej brat brzdąka na gitarze. To było bezczynne, jeszcze nie był w tym, rozgrzewał się, czuł. Mimo to brzmiało dobrze.

Kurde.

Poszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.

Tam zatrzymała się i rozejrzała. Po tym, jak jej tata wyprowadził się z ich starego domu i kupił ten dom, upewnił się, że ma pokój, którego pragnęła. Wybrała farbę, meble i wszystko.

Żółcienie, błękity, motyle i plakaty o wampirach.

Za kilka tygodni będzie miała piętnaście lat.

Motyle i wampiry.

Całkowicie potrzebowała nowego wyglądu.

Spędziła następne piętnaście minut zdejmując plakaty o wampirach, zdrapując gumę z tyłu plakatów i ścian, zwijając je i chowając do swojej szafy.

Jej głowa była w szafie, kiedy rozległo się pukanie do jej drzwi.

Wyciągnęła głowę w chwili, gdy jej tata wszedł i zatrzymał się.

„Praca domowa?” - zapytał.

„Uch… nie do końca”.

Westchnął.

Nienawidziła, kiedy to robił, a ostatnio, z nią, z jakiegoś powodu wydawało się, że zmuszała go do tego często.

„Biurko, Reesee” – rozkazał cicho.

Nadeszła jej kolej na westchnienie.

Stał tam, krzyżując ręce na piersi, czekając.

Podeszła do biurka i wyjęła książki.

Poczuła, jak dłoń taty owinęła się lekko wokół jej szyi, mniej więcej przez sekundę, zanim poczuła, jak jego usta musnęły czubek jej włosów.

„Najpiękniejsza dziewczyna na świecie” - mruknął tam, a potem puścił ją i poczuła, jak odchodził.

Gdyby miał seksowną laskę, czy nadal uważałby ją za najpiękniejszą dziewczynę na świecie?

Prawdopodobnie nie.

Kurde.

Spojrzała przez ramię na zegar przy łóżku.

Była za dziesięć ósma. Tata nigdy nie wchodził tak późno, żeby sprawdzić, czy odrobili pracę domową.

Ale był zajęty przez telefon z tą kobietą, więc spóźnił się na sprawdzenie.

Clarisse wróciła do swoich książek, myśląc, kurde.

*****

Leżąc na plecach w łóżku w ciemności, z oczami skierowanymi niewidzącym wzrokiem na sufit, z twardym kutasem, telefonem przy uchu, słuchał, jak Dusty dochodzi.

Odczekał kilka sekund, słuchając jej oddechu.

Potem cicho zapytał - „Jest dobrze?”

Na co odparła z wydechem - „O tak, Słonko”.

Uśmiechnął się w ciemności.

Wciąż dysząc, usłyszał, jak szepnęła - „Jesteś w tym dobry”.

Miała na myśli seks przez telefon.

„Znalazłem to, jeśli chodziło o ciebie, mam żywą wyobraźnię”.

Słuchał jej miękkiego, seksownego, muzycznego śmiechu.

„Jutro mam pracę, Aniołku, muszę cię puścić” – szepnął.

„A ty?” - odszepnęła w odpowiedzi.

„Moja kolej następnym razem”.

„Zgoda”.

Znów uśmiechnął się w ciemność.

Była ponad tysiąc mil stąd, ale wciąż było coś, na co było warto czekać.

„Śpij dobrze” - rozkazał.

„Och, zrobię to” - odpowiedziała, słyszał uśmiech w jej głosie i był cholernie zadowolony, że to on to tam umieścił i jak to zrobił.

„Dobranoc, przystojniaku” – zawołała cicho.

„Dobranoc, Aniołku. Porozmawiamy jutro."

„Wspaniale” – wyszeptała.

Zachichotał, odszepnął - „Później” - otrzymał w zamian takie samo słowo i kliknął przycisk rozłączenia.

Rzucił telefon na szafkę nocną, przetoczył się na bok, złapał poduszkę i objął ją ramieniem.

Zajęło mu pięć minut, zanim jego kutas nie był tak twardy, by zasnął.

Ale kiedy zrobił, zrobił to z uśmiechem.

4 komentarze: