Pożywienie twojego ludu
(Cz.3)
*****
„Obudziłam
się obok ciebie. Zapachy Hilligoss. Bycie numerem pięć w kolejce. Powrót do
ciebie. Poranne bzykanko z tobą. Prysznic z tobą. Jerra dzwoniąca do mnie i
rozwalająca moje gówno, ponieważ Hunter wypaplał się o tobie i mnie, a ona była
tak podekscytowana, że powiedziała dwa tysiące siedemset pięćdziesiąt dwa słowa
w ciągu sześćdziesięciu sekund i to wszystko”.
Stojąc
przed ochroną na międzynarodowym lotnisku w Indianapolis, trzymając Dusty w
ramionach i nie chcąc jej puścić, Mike nie nadążał za nią.
„Słucham?”
„Liczę
moje błogosławieństwa, kochanie”.
Uśmiechnął
się do niej.
„Mógłabym
policzyć powody, dla których chcę popełnić morderstwo, a dla pańskiej
informacji, panie oficerze, ta chęć tylko mnie przytłoczy, skoro w to
zamieszana jest moja siostra, ale jej wkraczanie w moje gówno o tobie jest
jedynym powodem”.
Mike
przestał się uśmiechać.
Mike
odebrał telefon, że Dusty wyjeżdża. Państwo Holliday martwili się o Rhondę i
chłopców, więc chociaż planowali zostać jeszcze przez tydzień, zabrali Dusty na
bok, żeby po śniadaniu porozmawiać na osobności. Następnie powiedzieli jej, że
zamierzają rozciągnąć ten tydzień na dwa. Może trzy. Wiedzieli, że Dusty miała
swoje rzeczy i że ich wspierała. Chcieli też być tam dla Rhondy, Finleya i
Kirby'ego.
Więc
jechała.
Ale,
kiedy wróciła do hotelu, żeby się spakować i zadzwonić do niego, Debbie już na
nią czekała. Debbie powiedziała, że widziała ich razem na parkingu, straciła
rozum i naskoczyła na Dusty. Dusty nie pozostałam dłużna. Pokłóciły się i
zrobiły to głośno, co sprowadziło kierownika hotelu do pokoju. Debbie wybiegła.
Dusty zadzwoniła do Mike’a, podzieliła się tą informacją, po czym poczekała, aż
przyjedzie i wymeldowała się.
Dobrą
wiadomością na ten temat było to, że Debbie nie zrobiła tego w obecności
rodziny i podczas kłótni wykazała, że nie miała zamiaru się dzielić tym z
rodziną tym, że – „pieprzyłaś mojego byłego chłopaka, kiedy Darrin nadal jest
świeżo w grobie” – ponieważ to by - „Po prostu złamało mamie serce”.
To,
że Debbie ich widziała, kiedy Dusty odjeżdżała i rozpaczała z tego powodu, to
była jedyna dobra wiadomość.
Kiedy
powiedział jej o swoim telefonie, Dusty, ponieważ to, czego się uczył, taka
była właśnie Dusty, gówno obeszło to, że Rivera dodał jeden do jednego i załapał,
że Mike i Dusty byli początkującą parą.
Uśmiechnęła
się tylko i powiedziała - „Więc wie około pięciu godzin wcześniej, zanim by się
dowiedziała. Nic wielkiego”.
Mike
musiał przyznać, po bezlitosnych bzdurach Audrey i po Vi, która była nieubłaganym,
ale niezamierzonym dramatem, wyluzowana Dusty była powiewem naprawdę pieprzonej
świeżości.
„Debbie
wróci do domu, zaangażuje się w swoje życie i uspokoi” – powiedział jej Mike –
„Wszystko będzie dobrze”.
„Debbie
zaniesie to gówno do grobu” – mruknęła Dusty, po czym skrzywiła się, bo sama ucięła
za głęboko.
„Słonko”
– wyszeptał.
Westchnęła.
Potem
powiedziała - „Zostawię to na tydzień. Zadzwonię do niej. Postaram się wszystko
załagodzić”.
„Może
powinnyście po prostu wymyślić, jak być rodziną, jednocześnie unikając siebie
nawzajem” – zasugerował Mike.
„Uch…
znasz moją mamę i tatę?” – zapytała Dusty.
Mike
uśmiechnął się i uścisnął ją.
„Tak.
Ale oni nie muszą żyć jej bzdurami. Ty tak. Jest odnoszącym sukcesy prawnikiem.
Musi wiedzieć, jak zawrzeć umowę. Znajdź sposób na to, żebyście byli bezkonfliktowi
przed rodzicami, ale przez cały czas trzymajcie się ściśle z dala. Zobaczy
zalety takiej umowy i pójdzie na to”.
„Nie
jestem pewna, czy rodzina tak działa” – mruknęła – „Ale spróbuję”.
Prawdę
mówiąc, Mike też nie był pewien. Był jedynakiem. Jego mama i tata byli sprawni.
Dobrzy, solidni rodzice, których kochał i szanował, dali mu działający kompas
moralny i godne wychowanie. Pradziadkowie, którzy uwielbiali swoje wnuki w
sposób, w jaki tylko ślizgali się na krawędziach, kiedy spontanicznie ich psuli.
Wspierali go podczas rozwodu z Audrey i tak samo, kiedy walczył o pełną opiekę,
ale nie w taki sposób, żeby być przez cały czas w jego przestrzeni. Po prostu
wiedział, że to rozumieją i to było wszystko, co musieli zrobić. Jego rodzina
nie miała dramatów. Po prostu dużo miłości i dobrych chwil.
I
po tym gównie, które Dusty powiedziała mu, że wyszło z ust Debbie, było jasne,
że Debbie mocno wcieliła się w rolę czarnej owcy z rodziny Holliday’ów. Obejmowało
to różne wyimaginowane zniewagi i obelgi, z których większość, jak sądziła,
wygłosiła Dusty, wszystko dlatego, że Dusty była Dusty.
Nie
trzeba było psychologa rodzinnego, żeby przestudiować Holliday’ów i zobaczyć,
że motywacją do kariery Debbie było jej dążenie do zdobycia szacunku jej rodziny.
Albo po prostu była inna niż oni, ale zamiast po prostu odnaleźć siebie i
znaleźć szczęście, pragnęła wszystkiego i była wkurzona, że nie wrzucili jej do
swojego świata, do którego po prostu nie pasowała.
Mike
myślał o tym drugim. Przez ostatnie dwadzieścia cztery godziny spędzał więcej
czasu z Dusty niż Debbie, odkąd zerwał z nią dwie i pół dekady temu. Ale była
jego dziewczyną od dwóch lat. To, czego chciała Debbie Holliday, znalazła
sposób, aby uzyskać i była doskonale gotowa wydatkować sporą ilość energii i
znaczną siłę umysłu, wymyślając sposób, aby to osiągnąć.
Szczerze
mówiąc, na końcu nie mógł się doczekać, kiedy ją rzuci, ale nigdy nikomu nie
powiedział tego gówna. Zanim związał się z Debbie, Darrin był przyjacielem i
pozostał przyjacielem po ich zerwaniu. Mike za bardzo szanował Holliday’ów, by plotkować
o ich córce. I była jeszcze Dusty.
„Racja”
- wtrąciła się Dusty - „Muszę zdjąć buty i przygotować się na rewizję
rozbieraną, ponieważ jestem blondynką i będą musieli użyć kogoś, aby udowodnić,
że nie są profilowani rasowo i moje szczęście jest takie, że zawsze mnie
wykorzystują”.
Mike
uśmiechnął się do niej, nawet gdy jego ramiona zacisnęły się.
Jego
uśmiech zgasł, gdy jego oczy przesunęły się po jej twarzy.
Kurwa,
była piękna.
„Zadzwonię”
– szepnęła, a jego oczy wróciły do niej, by zobaczyć, że jej już się nie
uśmiechała. Światło zniknęło, ale ciepło, jak zawsze, pozostało.
„Ja
też”.
„Niedługo
umówię się na kolejną wizytę w domu” – obiecała.
„Dobrze”
– mruknął.
„Hunter
się mną zaopiekuje” – ciągnęła, a jego ramiona zacisnęły się.
„Wiem”.
Przestała
mówić, ale się nie poruszyła. Pozostała mocno do niego przyciśnięta, obejmując
ramionami jego plecy.
Uśmiech
wygiął jej usta, ale się nie zaangażowała w to i zauważyła:
„Poważnie,
cieszę się, że byłeś kutasem, kochanie”.
Odwzajemnił
uśmiech w ten sam sposób i wyszeptał - „Ja też”.
Dusty
przechyliła głowę na bok i zapytała - „Zamierzasz mi kazać się pocałować, żebym
mogła poczuć mrowienie, czy tylko będziesz się na mnie gapić?”
Wiedział,
że jego uśmiech pojawił się w jego oczach, gdy mruknął - „Pocałuj mnie, Słonko”.
Jej
ramiona przesunęły się z jego pleców, by owinąć się wokół jego szyi, wstała na
palcach i zrobiła, co jej kazano. On przejął i poszli na to jak nastolatkowie.
Odsunął
się pierwszy i szepnął - „Idź”.
Skinęła
głową z błyszczącymi oczami, a on, kurwa, uwielbiał to, jak pokazała, że nie
chce iść.
Potem
oderwała się i podeszła do linii bezpieczeństwa.
Patrzył,
jak pokazywała bilety. Patrzył, jak zdejmowała pasek, kurtkę i buty. Patrzył,
jak przechodziła przez wykrywacz metalu. I uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak wyciągnęli
ją z kolejki, aby urzędniczka ją poklepała. Kiedy odwrócili ją plecami do
siebie, złapała jego wzrok, przewróciła swoimi, a Mike zaczął chichotać.
Potem
patrzył, jak wkładała buty, pasek i płaszcz i zaczęła iść w dół terminalu.
I
obserwował ją, kiedy się zatrzymała, odwróciła i posłała mu buziaka. To był
wielki gest, dramatyczny, przykuwający uwagę, ale nie obchodziło jej, kto
patrzył. To wszystko dla niego.
Skończyła
uśmiechając się szeroko, podnosząc rękę i machając mocno.
Uniósł
rękę i wysunął palce.
W
końcu patrzył, jak odwróciła się i odchodziła, aż nie mógł jej już widzieć.
Odwrócił
się i odszedł myśląc: pieprz mnie,
czterdzieści trzy lata życia, w końcu odnajduję tę Jedyną, znam ją od dwóch i
pół dekady, a kiedy w końcu się połączyliśmy, ona mieszka w pieprzonym Teksasie.
Zapinał
pasy w swoim SUV’ie, kiedy zadzwonił telefon przy jego tyłku. Wyciągnął go,
spojrzał na wyświetlacz, uśmiechnął się, nacisnął guzik i przyłożył do ucha.
„Aniołku”
– mruknął.
„Mówiłam,
że zadzwonię” - odparła Dusty.
Mike
wybuchnął śmiechem.
*****
Clarisse
wyszła z pokoju i udawała się do kuchni po chipsy.
Bosymi
stopami szła wyłożonymi wykładziną korytarzami, ale zatrzymała się jak wryta,
gdy usłyszała dziwny głos jej taty, rozmawiającego przez telefon.
„Jesteś
bezpieczna w domu, Aniołku?”
Aniołek?
Kim
był Aniołek?
„Dobrze”
- Clarisse usłyszała, jak jej tata mówił łagodnie - „Co?” - spytał - „Tak. Są w
domu. Wrócili do domu jakieś piętnaście minut temu. Zadomowiłaś się?” - Pauza,
potem kolejna dziwne, miękkie - „Dobrze” – Cisza przez chwilę, potem lekko
zdziwione – „Pracujesz teraz?” - pauza - „Która tam jest godzina?” - Kolejna
pauza - „Często to robisz?” - pauza, a następnie niski chichot i - „Jak to oczyszcza
ci głowę, kochanie, to rób to” - zapadła cisza, zanim znowu cicho zachichotał i
- „Jak wrócisz, zrobisz to, Słonko. Ale oczekuję, że przywieziesz duży wazon, a
nie spróbujesz narzucić mi trochę tego średniego gówna”.
Tak
było z jej tatą. Denerwował się, kiedy przeklinała, ale słyszała, jak robił to
przez cały czas, kiedy myślał, że nie słuchała.
Nadstawiła
uszu, gdy mówił dalej.
„Za
chwilę muszę pomóc No w odrabianiu zadań domowych. Jak chcesz, zadzwonię
później” - Zatrzymał się, a potem cicho, delikatnie i naprawdę dziwnie powiedział - „To zdecydowanie plan, kochanie”.
„Jezu,
Rees, podsłuchujesz tatę?”
Clarisse
odwróciła się i zobaczyła swojego brata stojącego za nią, wpatrującego się w
nią tak, jak zawsze patrzył na nią, jakby została tam przeniesiona z innej
planety.
Zmrużyła
oczy, przyłożyła palec do ust, a drugą ręką w jego klatce piersiowej popchnęła
go korytarzem, kierując go do jego pokoju. Kiedy wepchnęła go do środka,
zamknęła za sobą drzwi.
Odwróciła
się do brata i syknęła - „Myślę, że tata rozmawia z kobietą”.
No
mrugnął na nią.
Potem
zapytał - „Więc?”
„Więc?”
– spytała Clarisse.
„Tak?
Więc?” - Noe w większości powtórzył.
„Tata
rozmawia z kobietą!” - wykrzyknęła z ekscytacją, ale cicho.
„Uh…
on jest samotnym facetem” - No
poinformował ją o czymś, o czym już wiedziała.
„Więc?”
- odpaliła.
-
„Więc, Rees. Gówno. Serio? Myślisz, że będzie fajnie, żeby spędził resztę życia
z tobą i Piątkowym Wieczorem Strasznych Filmów, dopóki nie wyjdziesz za mąż,
czy coś? To znaczy, on jest facetem. Dziewczyny w szkole mówią, że jest gorącym
ciachem. Gorące ciacha pukają laski. Taka jest kolej rzeczy”.
Tors
Clarisse odchylił się do tyłu i nagle jej usta smakowały śmiesznie i niezbyt
dobrze.
No
uśmiechnął się - „Mam nadzieję, że sobie trochę załatwi”.
Clarisse
pochyliła się do przodu i syknęła - „Nie bądź obrzydliwy”.
No
skrzyżował ręce na piersi, a jego uśmiech się poszerzył - „Wiesz, tata puknął
mamę i to był sposób, w jaki mieli mnie i ciebie”.
„Fuj!
Nie bądź obrzydliwy!”
„To
prawda”.
„Wiem, że to prawda, No. To nie znaczy, że musimy o tym rozmawiać”.
„Założę
się, że mama jest gówniana w łóżku. Cała suka i spięta” – mruknął No, a
Clarisse nie wiedziała zbyt wiele o tych rzeczach, ale nadal uważała, że to
prawda. To dlatego, że ich mama była sukowata i spięta.
Przyszła
jej do głowy myśl.
„A
jeśli ta kobieta, z którą rozmawia tata, jest sukowata i spięta?”
No
potrząsnął głową - „Nie ma mowy. Tata nie jest głupi”.
„Wybrał
mamę” - zauważyła Clarisse.
„To
prawda” - mruknął No, po czym stwierdził - „Mimo to umawiał się z mamą Keiry
Winters, zanim wyszła za mąż za pana Callahana, a ja ją poznałem. Jest totalnie
fajna”.
To
była kolej Clarisse, by mrugnąć, zanim wyszeptała - „Co?”
„Tata
umawiał się z panią Callahan, zanim została panią Callahan”.
„Nie
zrobił tego”.
„Tak
zrobił”.
Nie
mogła w to uwierzyć.
„Skąd
to wiesz?”
No
wzruszył ramionami - „Dylan widział ich razem u Franka. Powiedział mi.
Myślałem, że to fajne. Jest mamą, ale nadal jest ładna. I musi być fajna, bo
Keira jest totalnie fajna. Nie wspominając już o tym, że przygwoździła
Samotnego Wilka i uczyniła go człowiekiem rodzinnym, a wszyscy wiedzieli, że to
było niewykonalne. Tata przebywający tam przed panem Callahan’em też jest
całkiem fajny”.
Clarisse
wpatrywała się w brata.
Niestety,
mówił dalej.
„Mama
Brittany jest teraz samotna, skoro jej tata wyjechał ze swoją sekretarką i
mieszka w Atlancie. A przyjaciółka Brittany, Kayla, powiedziała mi, że Brittany
słyszała, jak jej mama mówiła swojej przyjaciółce, że zabiłaby, żeby umówić się z tatą. Mówi, że cały czas chodzi do
J&J, żeby zobaczyć, czy może przyciągnąć jego wzrok”.
„To
szaleństwo” - odetchnęła Clarisse, a No spojrzał na nią.
„To
nie jest szalone, Reesee” – powiedział cicho - „Połowa samotnych matek w
mieście chodzi na mecze koszykówki w szkole średniej i to nie dlatego, że grają
ich synowie. Nie mają grających synów. To dlatego, że tata nigdy nie opuszcza
meczu”.
Pochyliła
się głęboko i syknęła - „To szaleństwo”.
„Rees,
to prawda. Całkowicie. Jest facetem. Jest
singlem. Jest wysoki. Zaufaj mi, dziewczyny lubią wysokich facetów, wiem to na
pewno. A tata jest wysoki. A dziewczyny mówią mi, że jest gorący” - Uśmiechnął
się i dokończył - „Nie wiem tego, skoro jestem facetem, ale wyglądam jak on i jestem
super gorący, więc on musi być gorący”.
Clarisse
nie odpowiedziała. Było tak głównie dlatego, że była dziewczyną, więc chociaż
było to obrzydliwe, nie umknęło jej to, że zarówno jej brat, jak i tata byli gorącymi
ciachami. A nawet gdyby mogło to jej umykać, wszystkie jej przyjaciółki przez
cały czas mówiące jej, jak gorący był jej brat, oznaczałyby, że to nie potrwałoby
długo. I No miał rację, był bardzo podobny do taty.
„W
każdym razie” - mruknął No, podchodząc do swojej gitary - „mam nadzieję, że
rozmawia z kobietą. To było popieprzone, jak było kiedyś. Mama zawsze krzyczy.
Tata zawsze był wkurzony. Jego usta zawsze były dziwnie zaciśnięte, bo próbował
ukryć przed nami to gówno. A teraz nie ma nas zbyt wiele w pobliżu, a on jest
często sam. Byłbym bardziej spokojny, gdyby nie był sam, ale zamiast tego z jakąś
dziewczyną, która nie zaciskałaby jego ust tak dziwnie” - Wziął gitarę, usiadł
na łóżku i położył ją na udach, zanim skończył - „A jeśli ma seksowną laskę,
tata nie będzie się tak bardzo przejmował”.
W
każdym innym momencie Clarisse zgodziłaby się z tym stwierdzeniem końcowym.
Ich
mama nie przejmowała się zbytnio. Ich tata przejmował się bardzo i czasami mogło
to być denerwujące.
Ale
może jakaś „gorąca laska” nie chciałaby, żeby jej tata spędzał piątkowy wieczór
z Clarisse, lodami i przerażającymi filmami. Może chciałaby, żeby spędzał piątkowe
wieczory z nią gdzieś popijając martini lub… cokolwiek.
Clarisse
nie wiedziała, co o tym myśleć. Wiedziała tylko, że nie bardzo jej się to
podobało.
No
zaczął brzdąkać i skupiła się na nim.
No
mógł oglądać jakiś film na YouTube z jakimś geekiem wyjaśniającym, jak grać
„Stairway to Heaven” lub cokolwiek, i robić to w kółko przez godzinę i klepać
piosenkę.
Teraz
to, pomyślała, było całkiem fajne.
I
prawdopodobnie jakaś przypadkowa kobieta, z którą spotykał się ich tata, pomyślałaby
to, co wszyscy myśleli, że No jest fajny.
Ale
Clarisse nie miała nic, co by powodowało, że byłaby fajna. Więc jakaś
przypadkowa kobieta, z którą spotykał się ich tata, nie miałaby o niej nic dobrego
do myślenia.
Nie,
nie lubiła tego za bardzo.
Może
powinna nadać sobie niesamowite przezwisko i namówić No, żeby nauczył ją grać
na perkusji czy coś takiego.
No
wyrwał ją z zamyślenia, kiedy oznajmił – „Jest siódma trzydzieści, Rees. Tata wejdzie
do nas obojga, żeby zobaczyć, jak odrobiliśmy pracę domową. Już mu
powiedziałem, że potrzebuję jego pomocy z gównem. Masz już zrobione?”
Nie,
nie zrobiła.
Kurde.
Nie
czytał jej tak, jak zawsze to robił i jak ból w tyłku starszego brata, którym
zawsze był, rozkazał cicho - „Lepiej się tym zajmij, Reesee”.
„Nieważne”
– mruknęła, odwróciła się i wyszła z pokoju.
Usłyszała
dobiegający z biura głos ojca. Nadal rozmawiał z tą kobietą.
Kurde.
Usłyszała,
jak jej brat brzdąka na gitarze. To było bezczynne, jeszcze nie był w tym,
rozgrzewał się, czuł. Mimo to brzmiało dobrze.
Kurde.
Poszła
do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
Tam
zatrzymała się i rozejrzała. Po tym, jak jej tata wyprowadził się z ich starego
domu i kupił ten dom, upewnił się, że ma pokój, którego pragnęła. Wybrała
farbę, meble i wszystko.
Żółcienie,
błękity, motyle i plakaty o wampirach.
Za
kilka tygodni będzie miała piętnaście lat.
Motyle
i wampiry.
Całkowicie
potrzebowała nowego wyglądu.
Spędziła
następne piętnaście minut zdejmując plakaty o wampirach, zdrapując gumę z tyłu
plakatów i ścian, zwijając je i chowając do swojej szafy.
Jej
głowa była w szafie, kiedy rozległo się pukanie do jej drzwi.
Wyciągnęła
głowę w chwili, gdy jej tata wszedł i zatrzymał się.
„Praca
domowa?” - zapytał.
„Uch…
nie do końca”.
Westchnął.
Nienawidziła,
kiedy to robił, a ostatnio, z nią, z jakiegoś powodu wydawało się, że zmuszała
go do tego często.
„Biurko,
Reesee” – rozkazał cicho.
Nadeszła
jej kolej na westchnienie.
Stał
tam, krzyżując ręce na piersi, czekając.
Podeszła
do biurka i wyjęła książki.
Poczuła,
jak dłoń taty owinęła się lekko wokół jej szyi, mniej więcej przez sekundę,
zanim poczuła, jak jego usta musnęły czubek jej włosów.
„Najpiękniejsza
dziewczyna na świecie” - mruknął tam, a potem puścił ją i poczuła, jak odchodził.
Gdyby
miał seksowną laskę, czy nadal uważałby ją za najpiękniejszą dziewczynę na
świecie?
Prawdopodobnie
nie.
Kurde.
Spojrzała
przez ramię na zegar przy łóżku.
Była
za dziesięć ósma. Tata nigdy nie wchodził tak późno, żeby sprawdzić, czy
odrobili pracę domową.
Ale
był zajęty przez telefon z tą kobietą, więc spóźnił się na sprawdzenie.
Clarisse
wróciła do swoich książek, myśląc, kurde.
*****
Leżąc
na plecach w łóżku w ciemności, z oczami skierowanymi niewidzącym wzrokiem na
sufit, z twardym kutasem, telefonem przy uchu, słuchał, jak Dusty dochodzi.
Odczekał
kilka sekund, słuchając jej oddechu.
Potem
cicho zapytał - „Jest dobrze?”
Na
co odparła z wydechem - „O tak, Słonko”.
Uśmiechnął
się w ciemności.
Wciąż
dysząc, usłyszał, jak szepnęła - „Jesteś w tym dobry”.
Miała
na myśli seks przez telefon.
„Znalazłem
to, jeśli chodziło o ciebie, mam żywą wyobraźnię”.
Słuchał
jej miękkiego, seksownego, muzycznego śmiechu.
„Jutro
mam pracę, Aniołku, muszę cię puścić” – szepnął.
„A
ty?” - odszepnęła w odpowiedzi.
„Moja
kolej następnym razem”.
„Zgoda”.
Znów
uśmiechnął się w ciemność.
Była
ponad tysiąc mil stąd, ale wciąż było coś, na co było warto czekać.
„Śpij
dobrze” - rozkazał.
„Och,
zrobię to” - odpowiedziała, słyszał uśmiech w jej głosie i był cholernie
zadowolony, że to on to tam umieścił i jak to zrobił.
„Dobranoc,
przystojniaku” – zawołała cicho.
„Dobranoc,
Aniołku. Porozmawiamy jutro."
„Wspaniale”
– wyszeptała.
Zachichotał,
odszepnął - „Później” - otrzymał w zamian takie samo słowo i kliknął przycisk rozłączenia.
Rzucił
telefon na szafkę nocną, przetoczył się na bok, złapał poduszkę i objął ją
ramieniem.
Zajęło
mu pięć minut, zanim jego kutas nie był tak twardy, by zasnął.
Ale
kiedy zrobił, zrobił to z uśmiechem.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję 😁😁 zapowiada się świetnie 😁😁😁
OdpowiedzUsuńDziękuje za rozdział :) Mam nadzieje że Dusty szybko znów przyjedzie.
OdpowiedzUsuń