piątek, 6 stycznia 2023

23 - Czarny dzień

Przepraszam ze tą przerwę, niestety dopadła mnie grypa.

Dzisiaj naszykujcie chusteczki


Rozdział 23

Czarny dzień

 

 

Następnego dnia…

Mike wyszedł z garderoby do sypialni oświetlonej promieniami wschodzącego słońca, które sięgały do łóżka.

Layla go obserwowała.

Dusty nie. Miała zamknięte oczy, ale wiedział, że nie spała.

Owinął dłoń z boku jej szyi, pochylił się i pocałował ją w skroń.

„Dzwonię do neta” – wymamrotała, gdy się odsunął, wciąż z zamkniętymi oczami i częściowo przygniecioną poduszką twarzą - „Muszą ogłosić, że przestępczość musi spać spokojnie. Zwłaszcza w niedziele”.

Mike spojrzał na nią z góry.

Następnie rozkazał - „Nie wychodź z domu ani z farmy przez cały dzień”.

Patrzył, jak jej oczy zaciskają się, by mocno się zamknąć, gdy jej czoło zmarszczyło się, zanim otworzyła oczy i obróciła głowę na poduszce, by na niego spojrzeć.

„Słucham?” - zapytała.

„Nie wsiadaj do samochodu. Pozostań blisko domu lub farmy przez cały dzień. Nie wiem, ile mi to zajmie. Po prostu obiecaj, że będziesz się trzymać blisko i dzieci też będą blisko. Napiszę do nich wiadomość przed wyjazdem”.

Podniosła się do łokcia i spojrzała mu w oczy.

Potem zapytała cicho - „Dlaczego?”.

Dlaczego?

Nie miał, kurwa, pojęcia dlaczego.

Wiedział tylko, że ciężar ciążył mu w jelitach. Jak skała. A tego ranka, gdy tylko dostał wezwanie, by iść na posterunek i załatwić jakieś gówno, poczuł, że zaczął płonąć.

Ten dzień był czarnym dniem. Nie wiedział, jak to się stanie.

Po prostu wiedział, że będzie.

Coś przegapiał. Tam było zagrożenie. Myślał, że to LeBrec, ale zadzwonił do Rivery zaledwie dzień wcześniej i Rivera poinformował, że LeBrec ma teraz nową kobietę. LeBrec poszedł dalej.

Więc to nie był LeBrec.

Ale to na pewno było pieprzone coś.

„Po prostu proszę, Słonko, zrób, co mówię” - powiedział zamiast odpowiedzieć.

„Wszystko w porządku?” - zapytała.

„Nie” – odpowiedział.

Pchnęła dalej - „Co jest nie tak?”

„Nie wiem. Po prostu uczucie. I muszę iść. Więc wyświadcz mi przysługę, pomóż mi i obiecaj, że ty i dzieci będziecie blisko trzymać się przez cały dzień”.

Przyjrzała mu się w świetle poranka.

Potem, tak jak Dusty, dała mu to, czego potrzebował.

„Okej, kochanie” - szepnęła.

Położył dłoń na jej szyi, pochylił się, przyciągając ją do siebie i jeszcze raz musnął ją ustami.

Puścił ją i odszedł.

Layla, jakby wyczuwając, że chce jej tam, gdzie była, nie ruszyła się ze swojej pozycji u stóp Dusty.

W drzwiach obejrzał się i zobaczył, że wciąż leżała, teraz oparta na ręce, z długimi włosami zmierzwionymi na ramionach i oczami utkwionymi w nim.

„Kocham cię, Aniołku” – powiedział jej.

„Też cię kocham, Mike” - odpowiedziała.

Wpatrywał się w nią z jego psem w jego łóżku, nieświadomie zapamiętując ten widok.

Cztery godziny później był zadowolony, że to zrobił.

*****

Trzy godziny i czterdzieści pięć minut później...

Stojąc obok Fina blisko tylnej bramy Mike’a na dużym bocznym podwórku między farmą a rzędem domów Mike’a na osiedlu, uśmiechnęłam się do No i Rees galopujących na Blaise i Moonshine po dużej przestrzeni, kiedy Layla biegła między nimi.

„Jakby urodziła się na koniu” - mruknął Fin, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam, że jego oczy były przyklejone do jego dziewczyny, a jego usta były wygięte.

„Bierze od ciebie lekcje już od jakiegoś czasu, Fin” - przypomniałam mu.

Nie spuszczał wzroku z Rees, kiedy odpowiedział - „Wciąż jest w tym dobra”.

Spojrzałam z Fina na Rees na No i zauważyłam, że oboje byli dobrzy, ale Fin nie miał pochwał dla No.

Postanowiłam nie zwracać na to uwagi, pozwoliłam, by moje usta drgnęły, ale nie uśmiechnęłam się i zadałam głupie pytanie - „Znowu między wami wszystko dobrze?”

„Tak” – odpowiedział natychmiast iw sposób, który nie zachęcał do dalszej rozmowy.

Moje usta ponownie zadrgały, zanim powiedziałam mu - „Inteligentne kobiety wiedzą, kiedy wybaczyć”.

Fin nie miał odpowiedzi.

„Chociaż jeśli to się powtórzy, mądre kobiety też wiedzą, kiedy przestać być głupią”.

Powoli wzrok Fina przeniósł się na mnie.

Zacisnęłam usta.

Dobra, najwyraźniej ta rozmowa się skończyła.

Jakby zamierzał wyrazić to jeszcze wyraźniej, Fin podszedł do miejsca, gdzie Rees jechała na Moonshine na szczycie podwórka, najbliżej kukurydzy.

No znajdował się na dole podwórka najbliżej ulicy i galopował w ich stronę.

I wtedy to się stało.

Usłyszałam ryk. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam, że podrasowany samochód osobowy o wysokich osiągach skręcił z dużą prędkością na drogę dojazdową.

Potem zjechał z pasa i przejechał przez podwórze.

Przez sekundę się gapiłam.

Z okien wyskoczyły dwie głowy.

Nawet z daleka rozpoznawałam te dwie głowy.

I widziałam, że w rękach mieli broń.

Odwróciłam się i na całe gardło krzyknęłam - „Jedź!” - w chwili, gdy rozległ się pierwszy wystrzał.

Layla zaczęła szczekać. Widziałam, jak ciało Fina drgnęło, jego głowa obróciła się w stronę samochodu, po czym zaczął biec do Rees.

Padło więcej strzałów, gdy biegłam przez pole i krzyczałam - „Jedź, jedź, jedź! Na pola!

Fin zbliżył się do Moonshine i Rees, wyciągnął rękę i szarpnął wodze.

Moonshine zatrzymała się i w mgnieniu oka Fin przyłożył rękę do siodła i wspiął się na grzbiet konia za Reesee, która wyrwała stopy ze strzemion. Fin wepchnął swoje nogi w strzemiona, obrócił Moonshine, wbił pięty w jej boki i Moonshine pomknęła w stronę kukurydzy. No był już o dziesięć metrów dalej, na Blaise w pełnym galopie.

Layla podbiegła do mnie.

Idź do środka, Dusty!” - No krzyknął przez ciągły ostrzał.

Do środka, ciociu Dusty!” - wrzasnął Fin, prowadząc Rees do kiełkującej kukurydzy. No deptał im po piętach.

Ale ja już biegłam.

A potem nie biegłam.

Stało się tak, bo ból i ogień przeszyły moje udo i upadłam ciężko na dłonie.

Co do cholery, Troy?” - Słyszałem piski, ale czołgałam się, Layla poruszała się razem ze mną, na przemian szczekając i skomląc, węsząc przy mnie. Próbowałam stanąć na nogi, ale prawa noga cały czas się pode mną zapadała.

Usłyszałam ryk samochodu i podniosłam głowę, żeby spojrzeć na dom.

Wtedy zobaczyłam mamę i Rhondę wychodzące tylnymi drzwiami.

Podniosłam rękę i pomachałam bokiem w kierunku domu, wrzeszcząc - „Do środka! Zamknijcie drzwi. Zadzwońcie na 911!

Dusty!” - Mama wrzasnęła i próbowała do mnie podejść, ale Rhonda złapała ją w pasie i brutalnie pociągnęła do domu.

Dzięki Bogu.

Dzięki ci, Boże.

Dzięki, Rhonda.

Czołgałam się jednocześnie próbując stanąć na nogi, Layla ze mną, skomląc i szczekając. Ból był potworny. Czułam wilgoć wokół mojej nogi, bardzo dużo jej.

Krew.

Gówno.

Gówno!

Layla zaczęła warczeć.

Troy!” - Usłyszałam krzyki, gdy poczułam but w moim boku i nie miałam innego wyboru, jak tylko poruszać się w kierunku, w którym mnie zaprowadził.

Na moje plecy.

Spojrzałam na chłopca, który próbował dotknąć Reesee.

Spojrzał na mnie.

Uśmiechał się.

Również trzymał pistolet wycelowany we mnie.

Moja krew zamieniła się w lód.

Potem strzelił.

*****

On to poczuł. Kiedy to się stało. Czuł się tak, jakby był dyspozytorem, który odebrał telefon.

Powietrze na posterunku stało się statyczne.

Merry, siedzący naprzeciw niego i rozmawiający przez telefon, przeniósł wzrok na Mike’a.

On też to poczuł.

Marty Fink, mundurowy, który przechodził przez sale główna, zatrzymał się, a jego ciało znieruchomiało.

I on też to poczuł.

Potem zaczęły dzwonić wszystkie telefony.

Mike natychmiast pochylił się do przodu i wyciągnął swój z podstawy.

„Haines” - warknął.

„Mike, o Boże, Mike” - To była Jo z dyspozytorni - „Strzały padły na farmie Holidayów”.

Mike nie słyszał więcej.

To dlatego, że odłożył telefon z powrotem do podstawki i nawet nie spojrzał na Merry’ego, zanim wypadł.

*****

Joe Callahan wbiegł po schodach na posterunek.

Sully zobaczył go i zerwał się z fotela, ruszając na szczyt schodów, by pohamować Cala.

„Cal, ochłoń” – rozkazał, podnosząc ręce i przyciskając dłońmi do dołu.

„Mów do mnie” - warknął Cal, skanując przestrzeń. Brak Colta. Brak Merry’ego.

Dużo aktywności.

Brak Mike’a.

„Te dzieciaki, które niszczyły miasteczko i zostały złapane u Mike’a, zrobiły nieudany żart Rees Haines i Finowi Holliday’owi” - wyjaśnił Sully, a oczy Cala się zwęziły.

„Nieudany żart?” – zapytał cicho i Sully zbliżył się do niego.

„Powtrzymaj się, Cal” – wyszeptał Sully.

„Mówi się, że Dusty została trafiona”.

„Cal…”

Cal pochylił się i stanął twarzą w twarz Sully’ego, warcząc - „Mów do mnie”.

Sully skinął głową i powiedział szybko - „Mamy dwóch chłopców. Colt ma jednego. Merry jest z drugim. Drew obserwuje” - Wskazał głową korytarz prowadzący do pokoi przesłuchań - „Mówili, że po prostu chcieli ich popieprzyć. Po prostu wpaść na farmę z pistoletami ich ojców, zrobić trochę hałasu, by przestraszyć Fina i Rees. Chore gówno, głupie gówno. Ale nie mieli na myśli śmiercionośnej krzywdy. Problem w tym, że nie wiedzieli, że jeden z nich ma jeszcze luźniejszą klepkę pod sufitem niż oni. Nie strzelał w powietrze. Wycelował. Dusty oberwała w udo, kiedy uciekała”.

Z gardła Cala wydobył się niezrozumiały pomruk.

Sully mówił szybko - „Jonas, Clarisse i Finley uciekli na pola kukurydzy. Na szczęście byli na koniach. Ale strzelec wyskoczył z samochodu, który wciąż się poruszał. Podbiegł do niej, kopniakiem rzucił ją na plecy, a następnie strzelił jej w klatkę piersiową”.

Cal mocno zamknął oczy i odwrócił głowę, mrucząc - „Pieprz mnie”.

Haines. Pieprzony Haines był prawdopodobnie rozbity.

Oczami wyobraźni Cal widział ich stłoczonych przed jej domem na farmie.

Więc szybko otworzył oczy i spojrzał na Sully’ego.

„Co z nią?” - zapytał.

„Nie mam pojęcia” – odparł Sully - „Wciąż jest na operacji w Szpitalu Powiatowym Hendrick”.

„Nie masz żadnych wstępnych informacji?” - Cal pchnął, a Sully zacisnął usta - „Sul” - warknął Cal.

„On … kurwa, Cal. Strzelił do niej z bliskiej odległości z pieprzonej czterdziestki piątki i rozerwał jej tętnicę w udzie. Zanim przyjechała karetka, straciła kupę krwi, więc nawet jeśli nie miałaby dziury w piersi, walczyliby z czasem i już przegrywali”.

Kurwa.

Kurwa!

„Mike tam?” – zapytał Cal.

„Jak dotąd”.

Cal spojrzał mu w oczy.

Potem zapytał - „Nie macie strzelca?”

„Podczas gdy pozostali dwaj chłopcy wariowali ze strachu, wskoczył do ich samochodu, odjechał, zostawiając ich”.

„Nazwa” - uciął Cal, a Sully zamrugał.

„Co?”

„Nazwisko i marka, model i kolor samochodu”.

Oczy Sully’ego rozszerzyły się, gdy stwierdził - „Niech policja się tym zajmie. Wszyscy wyszli. Nawet ludzie, którzy dostali dzień wolny, przyszli i przyłączyli się do poszukiwań”.

„Nazwisko, Sully, marka, model i pieprzony kolor samochodu” – warknął Cal.

„Cal…”

„Jeśli mi tego nie dasz, kurwa, myślisz, że mój tyłek nie będzie na końcu ulicy w biurze Tannera, a nie zamierzam go złapać i tych dwóch pieprzonych wariatów, z którymi pracuje, żeby dostać czego potrzebuję i ruszyć?”

„Tanner już tu był” - przyznał Sully.

Cal nie powiedział ani słowa.

Obrócił się na pięcie i zbiegł po schodach, z ręką w tylnej kieszeni, żeby wyciągnąć telefon.

Miał nazwisko, markę, model i kolor samochodu, zanim jego tyłek był w jego pickupie.

Kurwa, powinien był najpierw zadzwonić do Tannera.

*****

Zadzwonił telefon Fina i zobaczył, jak oczy pana Hainesa przeniosły się na niego.

Zbolałe.

Spojrzenie pana Hainesa na niego naprawdę było zbolałe.

Boże, nigdy nie widział takiego bólu. Nawet wtedy, gdy jego tata był w śniegu, a jego matka to straciła.

Cichy ból. Głęboko w środku.

Boże.

Wyciągnął telefon i zdecydował, że go wyłączy, kiedy pozbędzie się tego, kto to był. Był pewien, że po miasteczku rozeszły się wieści.

Wszyscy będą dzwonić, żeby sprawdzić, czy z nim i Reesee wszystko było w porządku. Powie temu, kto to był, żeby zostawił go w spokoju i poprosiłby wszystkich innych, żeby zrobili to samo. Potem by go wyłączył. Powinien był go wyłączyć wcześniej, tak jak wszyscy inni. Po prostu nie myślał.

Objął ramieniem ramiona Reesee. Siedzieli w szpitalnej poczekalni, a on przyciągnął ją bliżej, patrząc panu Hainesowi w oczy i odebrał telefon, nie patrząc, kto to był.

„Tak?”

„Finley, Słonko, nie rozłączaj się”.

Jezu.

Musiała sobie cholernie żartować.

Ciocia Debbie.

Jego plecy wyprostowały się, oczy straciły ostrość, poczuł, że Rees zdjęła głowę z jego ramienia i jej wzrok przeszedł do niego.

„Masz nerwy” - wyszeptał do telefonu.

„Mama dzwoniła” - powiedziała mu, po czym poprawiła się, jakby był kretynem i nie wiedział, o kim ona mówiła, coś, co robiła cały pieprzony czas - „Twoja babcia, to twoja babcia dzwoniła. Ale nie mogę się z nią skontaktować, żeby dowiedzieć się, co się dzieje”.

„To dlatego, że wszyscy w miasteczku dzwonili do niej, do dziadka i pana Hainesa, a ja jako jedyny z nas byłem na tyle głupi, żeby nie wyłączyć telefonu”.

„Masz jakieś wieści?”

Fin milczał.

Głos jej drżał, gdy wyszeptała - „Fin, Słonko, masz jakieś wieści o mojej siostrze?”

„Sprowadziłaś to” - odszepnął.

Głos jej się załamał po słowie - „Nie”.

Nic nie powiedział.

„Wsiadam do samolotu. Wyjeżdżam w tej chwili” – wyszeptała – „Ale proszę, proszę, musisz ze mną porozmawiać” – błagała.

„Nie przyjeżdżaj tu” – rozkazał.

„Fin…”

„Obiecaj, że tu nie przylecisz, to będę cię informować. Nie dzwoń do mojej mamy. Nie dzwoń do mojego brata. Nie dzwoń do moich dziadków. Jak masz jego numer, absolutnie nie dzwoń do pana Hainesa. Usłyszysz tylko ode mnie wszystko, co usłyszysz, i poczekasz na to. Nie dzwoń do mnie. Rozumiesz mnie?”

„Ale mam…”

„Jeśli tu przylecisz, ciociu Debbie, przysięgam na Boga, że ​​sam wyrzucę cię ze szpitala. A teraz, jeśli chcesz wiedzieć, co się stało z twoją siostrą, poczekaj, aż się odezwę”.

Potem zapadła cisza - „Nie ma żadnych wiadomości?”

„Jest na operacji”.

„Była już od jakiegoś czasu”.

Fin nie miał na to odpowiedzi, ponieważ cholernie była. Od zawsze Pieprzona wieczność.

„Słuchaj, ludzie tutaj są przerażeni” – powiedział jej - „Mam ludzi, którymi muszę się opiekować. Jesteś ze mną w sprawie tej umowy, czy mam więcej problemów z twojej strony?”

Następnie kolejna chwila ciszy - „Jestem z tobą w sprawie umowy, Fin”.

„Racja” – mruknął, po czym się rozłączył i wyłączył telefon.

Jego wzrok wrócił do ​​pana Hainesa i wiedział, że słyszał wszystko, kiedy skinął Finowi, ale zrobił to tylko raz.

Potem odwrócił wzrok.

Rees przysunęła się bliżej i spojrzał na nią z góry.

Tam też był bol.

Boże, czy on tak wyglądał? Bo cholernie był pewien, że tak się czuł.

„Jesteś okej?” - wyszeptała.

„Nie” – odpowiedział.

Uśmiechnęła się blado, przycisnęła jeszcze bliżej i wyjaśniła - „Nie, Fin, mam na myśli twoją ciocię Debbie”.

„Nie” – powtórzył.

Patrzyła mu w oczy, a potem opuściła głowę, tak że jej czoło było przyciśnięte do jego klatki piersiowej. Jej ramiona przesunęły się wokół jego talii, jej głowa poruszyła się tak, że jej policzek spoczął na jego klatce piersiowej i trzymała się mocno.

Jezu, bolała go klatka piersiowa. Jak oparzenie głęboko w środku. Czasami było tak gorące, że trudno mu było oddychać.

Jego oczy wychwyciły ruch i zobaczył, że No z bladą twarzą wstał z krzesła. Podszedł się do taty. Podszedł blisko i dotknął ramienia taty. Podszedł bliżej, zginając się do przodu. Potem Fin patrzył, jak No objął pana Hainesa ramionami w talii, pan Haines objął ramiona No, a jedną ze swoich dużych dłoni z tyłu głowy No wcisnął twarz No w swoją szyję.

Fin wiedział, że No płakał lub był bliski płaczu. Z tym gównem, które się posypało, Fin nie miał mu tego za złe.

Ale nawet gdy pan Haines trzymał swojego chłopca, jego głowa była podniesiona, a wzrok skierowany na drzwi, jakby mógł sprawić, że ktoś się tam pojawi, wpatrując się w nie. Robił to prawie odkąd tam dotarli. I trzymał swojego syna, a zrobił to teraz.

Fin opuścił brodę i zawołał cicho - „Kochanie”.

Głowa Rees podniosła się i jej oczy powędrowały do ​​niego.

„Idź do swojego taty i No” - rozkazał, a jej wzrok powędrował do ojca i brata. Patrzył, jak jej usta drżały.

Widząc to, siedząc tam, gdzie siedział właśnie wtedy, czekając na to, na co czekał, miał cholerną nadzieję na Boga, że ​​nie zobaczy Brandona, Troya i Jeffa ponownie w swoim życiu. Obiecał swojemu dziadkowi i panu Hainesowi że ni będzie się mścił, ale gdyby zobaczył ich ponownie, wszystkie zakłady byłyby nieważne.

Rees w końcu skinęła głową, wysunęła ramiona z jego objęć i wstała. Patrzył, jak szła do taty i brata, a kiedy tam dotarła, zakopała się. Tak jak robili to każdego dnia swojego życia, w naturalny sposób dostosowali ją do swojego skupiska.

Obserwował to tak uważnie, że, kiedy poczuł, że jego ręka jest chwytana i ściskana, było to zaskoczeniem. Spojrzał w prawo, spodziewając się zobaczyć babcię.

Jego mama wsuwała tyłek na siedzenie obok niego.

Patrzył na nią, ale nic nie mówiła. Po prostu mocno ścisnęła jego dłoń, opierając ją na swoim udzie. Mniej więcej sekundę później przyszedł Kirby i usiadł po jej drugiej stronie. Wzięła też jego dłoń i położyła na swoim drugim udzie.

Cóż, wyrwała się z tego. Nareszcie. Znowu była jego mamą. Ten dobry, który przez cały czas robił mamie rzeczy, małe rzeczy i jak teraz, duże rzeczy.

Przynajmniej to było dobre.

Wzrok Fina powędrował do dziadka i dziadka, którzy siedzieli razem, z głową babci na ramieniu dziadka, jej ręką na jego brzuchu, a ich oczy skierowały się na Fina, jego mamę i Kirby’ego.

Fin podniósł brodę.

Babcia uśmiechnęła się uśmiechem, który zupełnie nie był wesoły. Dziadek zacisnął usta i spojrzał na swoje kolana.

Pierś Fina zaczęła płonąć.

Spojrzał na podłogę. To był zły kierunek, ale pomyślał, że Bogu to nie przeszkadza.

Proszę, proszę, niech będzie w porządku, modlił się.

Bóg nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiadał. Ale jego tata i mama powiedzieli mu, że Bóg zawsze słucha.

Więc Fin miał nadzieję, że dostał wiadomość.

*****

Alec Colton wszedł do poczekalni i zobaczył stojącego tam Mike’a, z ramieniem obejmującym ramiona córki, przyciśniętą przodem do jego boku, obiema rękami ciasno owiniętymi wokół jego talii, z jego synem stojącym blisko.

Wzrok Mike’a skierował się bezpośrednio na niego.

Pochylił głowę i szepnął coś do Rees.

Spojrzała na tatę, gdy Colt się zbliżył, zanim jej wzrok spoczął na Colcie. Potem No przesunął się przed tatą, chwycił siostrę za ramię i delikatnie ją odciągnął.

Colt zatrzymał się o krok od Mike’a i obaj patrzyli, jak No prowadzi Rees do Finleya Holliday’a. Usiadła, a Holliday natychmiast objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. No usiadł obok niej i, wciąż mocno przyciśnięta do Holliday’a, Clarisse wzięła brata za rękę.

Colt spojrzał na Mike’a.

„Zakładam, że nie ma żadnych wiadomości” - powiedział cicho.

„Nie” – odpowiedział natychmiast Mike, napiętym głosem.

Colt skinął głową. Nie sądził, żeby to było dobre. Minęły godziny.

„Cóż, ja mam trochę” - powiedział Mike’owi.

Mike patrzył mu w oczy, ale nie powiedział ani słowa. I Colt musiał przyznać, że musiał się postarać, by wytrzymać wzrok przyjaciela z tym, co w nim przeczytał.

„Mamy Troya Piggotta” - powiedział cicho Colt i patrzył, jak ciało Mike’a się napina.

„Tak?” – zapytał Mike, przyglądając mu się uważnie.

Wiedział, że było więcej.

„Cóż, mamy go, ale jest sytuacja” - powiedział mu Colt.

„Jaka sytuacja?” - zapytał Mike.

„Właściwie nie my go dostaliśmy. To Ryker i Cal”.

Mike wziął długi, głęboki oddech.

Potem wypuścił to z siebie, mrucząc - „Kurwa”.

„Ryker cholernie oszalał” - ciągnął Colt.

„Jezu, spotkał ją tylko raz” - stwierdził Mike.

„Tanner mówi, że ma chore poczucie sprawiedliwości” - wyjaśnił Colt.

„Jak bardzo z nim źle?” - zapytał Mike.

Colt zawahał się, zanim ostrożnie odpowiedział – „Przeżyje.

Oczy Mike'a rozbłysły i Colt wiedział dlaczego. Piggott przeżyłby. Dusty, niewiadoma.

„Ryker za to oberwie?” - zapytał.

„Piggott jest nieletni. Jego rodzice są na posterunku. Są przerażeni. Pozostała dwójka dzieciaków, Schultz i Wannamaker, wrobiła Piggotta. Zostali rozdzieleni, kiedy składali swoje oświadczenia, ale ich historie są zgodne. Są kompletnie zdezorientowani, ale mówili, mówili szybko i obaj powiedzieli to samo. Piggott przeszedł ich wyobrażenia. Nie mieli pojęcia, że zamierzał to zrobić. Mieli plan, by wygłupiać się, nikomu nie powinna się stać krzywda, a Piggott poszedł w to jak wariat”.

Colt przerwał, a Mike skinął głową, więc kontynuował.

„Nie wiem, czy wiesz, ale Layla zrobiła mu pieprzony numer na ramieniu. Jest całe do dupy. Prawdopodobnie dlatego upuścił broń i zostawił ją na miejscu zdarzenia. Jest zarejestrowana na jego ojca i jest pokryta jego odciskami palców. Jest również prawdopodobne, że to dlatego Ryker mógł go tak mocno poturbować. Ryker to potwór, ale jego prawa ręka jest bezużyteczna, nie był w stanie się obronić.”

To spowodowało kolejny błysk w oku, zanim Mike skinął głową, a Colt kontynuował.

„Tanner dotarł do Cala i Piggotta przed glinami. Cal zgłosił, że zdjął Ryker’a z Piggotta i to Cal ujarzmił dzieciaka plastikowymi paskami, chociaż dzieciak i tak nie ruszał się zbytnio. Zanim Tanner w ogóle tam dotarł, Ryker zapadł się pod ziemię prawdopodobnie dlatego, że Cal mu to doradził. Sully wykonuje fantazyjne prace nóg na posterunku i muszę powiedzieć, że żaden mężczyzna ani kobieta w tym budynku nie ma ochoty wyruszyć na poszukiwanie Ryker’a. A teraz rodzice Piggotta muszą martwić się o znalezienie adwokata, ponieważ Sully poinformował ich, że atak na nastolatków i kobietę policjanta dokonany przez dzieciaka w jego wieku z kartoteką, jest bardzo prawdopodobne, że zostanie osądzony jak dorosły. Więc nie jestem pewien, czy za dużo myślą o tym, co stanie się z Ryker’em. Z czasem jednak zwrócą na to uwagę, więc musimy coś wymyślić”.

„Postrzelił nieuzbrojoną kobietę, która mu nic nie zrobiła, z bliskiej odległości w klatkę piersiową” – przypomniał mu Mike pustym głosem, nawet jego oczy nie były puste i Colt wzdrygnął się.

„Tak” – zgodził się Colt.

„Ona ma przyjaciół, ci przyjaciele zareagują. Żaden sędzia w tym Stanie, nawet z historią Ryker’a, jak spojrzy na to, nie będzie surowo oceniał Ryker’a”.

„Tak” – zgodził się Colt.

„Ktoś musi przekazać mu wiadomość, żeby się przyznał” - poradził Mike.

„Tanner nad tym pracuje”.

Mike skinął głową i skierował wzrok na drzwi.

„Mike…” – Colt zaczął ostrożnie, a wzrok Mike’a spoczął na nim.

„Nie..” - przerwał mu - „Znam ją od dwudziestu pięciu lat, mam ją od pięciu miesięcy i przez część tego czasu wkurzałem się. Rozumiem, że chcesz powiedzieć właściwą rzecz, ale w tej chwili nie ma właściwej rzeczy”.

„Racja” – szepnął Colt.

„Doceniam to, tylko nie teraz, Colt”.

Colt skinął głową.

Potem podniósł rękę, poklepał Mike’a po ramieniu  i ścisnął, nie opuszczając wzroku. Puścił go, rozejrzał się po sali, od czasu do czasu napotykając czyjś wzrok, po czym odwrócił się i wyszedł.

Miał gówno do roboty. Mieli sytuację.

Ale jego celem była Feb.

Feb i Jack.

Kiedy zobaczyłby swoją kobietę, przytulił ją, ujął jej usta i spojrzał na swojego syna…

Wtedy poradziłby sobie z sytuacją.

*****

Mike stał w poczekalni, wszyscy pozostali nadal siedzieli na swoich miejscach.

Jego oczy były skierowane na drzwi.

Ale nie widział drzwi.

Widział Dusty w ich łóżku z jego psem tego ranka, mówiącą mu, że go kochała.

Czarny dzień.

Widział to w oczach tych dzieciaków. Wiedział to.

Przegapił to.

I to sprawiło, że był to czarny dzień.

Wiedziała, że ​​to nadchodziło, a on obiecał jej, że zrobi, żeby wszystko było dobrze i złamał obietnicę.

Czarny pieprzony dzień.

Jego oczy się skupiły, w pokoju zrobiło się napięte, a mężczyzna w fartuchu podszedł do drzwi.

Przeszedł, rozejrzał się po sali i zapytał - „Dusty Holiday?”

Wszyscy ruszyli do przodu.

Mike dotarł tam pierwszy.

*****

Joe wszedł bocznymi drzwiami i Violet pobiegła do nich. Uderzyła w ciało, jedną ręką owinęła się wokół jego bicepsa, a drugą oparła na jego brzuchu.

„Jakieś wieści?” – zapytała, jej oczy przeszukiwały jego stwardniałą, wściekłą twarz.

„Nie” - wycedził, po czym jego dłoń zamknęła się wokół jej głowy, szarpnął ją w górę i zatrzasnął usta na jej ustach.

Całował ją mocno, mokro i bardzo długo.

Podniósł głowę i spojrzał jej w oczy.

„Kocham cię, siostro” - wyszeptał.

„Też cię kocham, Joe” - odszepnęła.

Jego telefon zadzwonił i oboje znieruchomieli.

Potem Joe wyciągnął go z tylnej kieszeni, podczas gdy Vi trzymała się blisko, nie żeby mogła iść gdziekolwiek, nawet gdyby chciała (czego nie zrobiła). Ramię Joe mocno ją obejmowało.

Spojrzał na wyświetlacz i mruknął - „Kurwa, Sully”.

Otworzył go, przyłożył do ucha i powiedział - „Yo”.

Violet patrzyła z zapartym tchem, jak wyraz twarzy jej męża się zmieniał, a on powoli zamykał oczy.

*****

Clarisse zbliżyła się do Fina, który stał z zamkniętymi oczami i opierał czoło o okno.

„Musisz to zrobić, Fin” - wyszeptała - „Obiecałeś”.

Patrzyła, jak jego oczy się zacisnęły.

Potem wyciągnął telefon z tylnej kieszeni i nie odrywając czoła od szyby, trzymał go przed twarzą, poruszając po nim kciukiem.

Nacisnął przycisk i przyłożył telefon do ucha po drugiej stronie, niż była Clarisse.

Przycisnęła się bliżej, jej dłoń przesuwała się po jego przedramieniu, aż zawinęła się wokół jego ręki.

Jego dłoń zacisnęła się tak mocno, że aż bolało.

Nie pisnęła.

„Ciocia Debbie?” – zapytał, a Clarisse wbiła wzrok w jego profil.

Potem powiedział cicho - „Tak, mam wieści”.

Clarisse przycisnęła się jeszcze bliżej.

A kiedy to zrobiła, ręka Fina zacisnęła się jeszcze mocniej.

Zamknęła oczy i słuchała.

###

Uwaga, spojler:

nie martwcie się, Wszystko będzie dobrze.

Zostały jeszcze tylko dwa rozdziały, ale niestety, nie mogę obiecać, że skończę za dwa dni.

😘 M.

3 komentarze: