Przepraszam ze tą przerwę, niestety dopadła mnie grypa.
Dzisiaj naszykujcie chusteczki
Rozdział 23
Czarny dzień
Następnego dnia…
Mike wyszedł z garderoby do
sypialni oświetlonej promieniami wschodzącego słońca, które sięgały do łóżka.
Layla
go obserwowała.
Dusty
nie. Miała zamknięte oczy, ale wiedział, że nie spała.
Owinął
dłoń z boku jej szyi, pochylił się i pocałował ją w skroń.
„Dzwonię
do neta” – wymamrotała, gdy się odsunął, wciąż z zamkniętymi oczami i częściowo
przygniecioną poduszką twarzą - „Muszą ogłosić, że przestępczość musi spać
spokojnie. Zwłaszcza w niedziele”.
Mike
spojrzał na nią z góry.
Następnie
rozkazał - „Nie wychodź z domu ani z farmy przez cały dzień”.
Patrzył,
jak jej oczy zaciskają się, by mocno się zamknąć, gdy jej czoło zmarszczyło
się, zanim otworzyła oczy i obróciła głowę na poduszce, by na niego spojrzeć.
„Słucham?”
- zapytała.
„Nie
wsiadaj do samochodu. Pozostań blisko domu lub farmy przez cały dzień. Nie
wiem, ile mi to zajmie. Po prostu obiecaj, że będziesz się trzymać blisko i
dzieci też będą blisko. Napiszę do nich wiadomość przed wyjazdem”.
Podniosła
się do łokcia i spojrzała mu w oczy.
Potem
zapytała cicho - „Dlaczego?”.
Dlaczego?
Nie
miał, kurwa, pojęcia dlaczego.
Wiedział
tylko, że ciężar ciążył mu w jelitach. Jak skała. A tego ranka, gdy tylko
dostał wezwanie, by iść na posterunek i załatwić jakieś gówno, poczuł, że zaczął
płonąć.
Ten
dzień był czarnym dniem. Nie wiedział, jak to się stanie.
Po
prostu wiedział, że będzie.
Coś
przegapiał. Tam było zagrożenie. Myślał, że to LeBrec, ale zadzwonił do Rivery
zaledwie dzień wcześniej i Rivera poinformował, że LeBrec ma teraz nową
kobietę. LeBrec poszedł dalej.
Więc
to nie był LeBrec.
Ale
to na pewno było pieprzone coś.
„Po
prostu proszę, Słonko, zrób, co mówię” - powiedział zamiast odpowiedzieć.
„Wszystko
w porządku?” - zapytała.
„Nie”
– odpowiedział.
Pchnęła
dalej - „Co jest nie tak?”
„Nie
wiem. Po prostu uczucie. I muszę iść. Więc wyświadcz mi przysługę, pomóż mi i
obiecaj, że ty i dzieci będziecie blisko trzymać się przez cały dzień”.
Przyjrzała
mu się w świetle poranka.
Potem,
tak jak Dusty, dała mu to, czego potrzebował.
„Okej,
kochanie” - szepnęła.
Położył
dłoń na jej szyi, pochylił się, przyciągając ją do siebie i jeszcze raz musnął ją
ustami.
Puścił
ją i odszedł.
Layla,
jakby wyczuwając, że chce jej tam, gdzie była, nie ruszyła się ze swojej
pozycji u stóp Dusty.
W
drzwiach obejrzał się i zobaczył, że wciąż leżała, teraz oparta na ręce, z
długimi włosami zmierzwionymi na ramionach i oczami utkwionymi w nim.
„Kocham
cię, Aniołku” – powiedział jej.
„Też
cię kocham, Mike” - odpowiedziała.
Wpatrywał
się w nią z jego psem w jego łóżku, nieświadomie zapamiętując ten widok.
Cztery
godziny później był zadowolony, że to zrobił.
*****
Trzy godziny i czterdzieści pięć
minut później...
Stojąc
obok Fina blisko tylnej bramy Mike’a na dużym bocznym podwórku między farmą a
rzędem domów Mike’a na osiedlu, uśmiechnęłam się do No i Rees galopujących na
Blaise i Moonshine po dużej przestrzeni, kiedy Layla biegła między nimi.
„Jakby
urodziła się na koniu” - mruknął Fin, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam, że
jego oczy były przyklejone do jego dziewczyny, a jego usta były wygięte.
„Bierze
od ciebie lekcje już od jakiegoś czasu, Fin” - przypomniałam mu.
Nie
spuszczał wzroku z Rees, kiedy odpowiedział - „Wciąż jest w tym dobra”.
Spojrzałam
z Fina na Rees na No i zauważyłam, że oboje byli dobrzy, ale Fin nie miał
pochwał dla No.
Postanowiłam
nie zwracać na to uwagi, pozwoliłam, by moje usta drgnęły, ale nie uśmiechnęłam
się i zadałam głupie pytanie - „Znowu między wami wszystko dobrze?”
„Tak”
– odpowiedział natychmiast iw sposób, który nie zachęcał do dalszej rozmowy.
Moje
usta ponownie zadrgały, zanim powiedziałam mu - „Inteligentne kobiety wiedzą,
kiedy wybaczyć”.
Fin
nie miał odpowiedzi.
„Chociaż
jeśli to się powtórzy, mądre kobiety też wiedzą, kiedy przestać być głupią”.
Powoli
wzrok Fina przeniósł się na mnie.
Zacisnęłam
usta.
Dobra,
najwyraźniej ta rozmowa się
skończyła.
Jakby
zamierzał wyrazić to jeszcze wyraźniej, Fin podszedł do miejsca, gdzie Rees jechała
na Moonshine na szczycie podwórka, najbliżej kukurydzy.
No
znajdował się na dole podwórka najbliżej ulicy i galopował w ich stronę.
I
wtedy to się stało.
Usłyszałam
ryk. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam, że podrasowany samochód osobowy o
wysokich osiągach skręcił z dużą prędkością na drogę dojazdową.
Potem
zjechał z pasa i przejechał przez podwórze.
Przez
sekundę się gapiłam.
Z
okien wyskoczyły dwie głowy.
Nawet
z daleka rozpoznawałam te dwie głowy.
I
widziałam, że w rękach mieli broń.
Odwróciłam
się i na całe gardło krzyknęłam - „Jedź!”
- w chwili, gdy rozległ się pierwszy wystrzał.
Layla
zaczęła szczekać. Widziałam, jak ciało Fina drgnęło, jego głowa obróciła się w
stronę samochodu, po czym zaczął biec do Rees.
Padło
więcej strzałów, gdy biegłam przez pole i krzyczałam - „Jedź, jedź, jedź! Na pola!”
Fin
zbliżył się do Moonshine i Rees, wyciągnął rękę i szarpnął wodze.
Moonshine
zatrzymała się i w mgnieniu oka Fin przyłożył rękę do siodła i wspiął się na
grzbiet konia za Reesee, która wyrwała stopy ze strzemion. Fin wepchnął swoje
nogi w strzemiona, obrócił Moonshine, wbił pięty w jej boki i Moonshine pomknęła
w stronę kukurydzy. No był już o dziesięć metrów dalej, na Blaise w pełnym
galopie.
Layla
podbiegła do mnie.
„Idź do środka, Dusty!” - No krzyknął przez
ciągły ostrzał.
„Do środka, ciociu Dusty!” - wrzasnął
Fin, prowadząc Rees do kiełkującej kukurydzy. No deptał im po piętach.
Ale
ja już biegłam.
A
potem nie biegłam.
Stało
się tak, bo ból i ogień przeszyły moje udo i upadłam ciężko na dłonie.
„Co do cholery, Troy?” - Słyszałem piski,
ale czołgałam się, Layla poruszała się razem ze mną, na przemian szczekając i
skomląc, węsząc przy mnie. Próbowałam stanąć na nogi, ale prawa noga cały czas
się pode mną zapadała.
Usłyszałam
ryk samochodu i podniosłam głowę, żeby spojrzeć na dom.
Wtedy
zobaczyłam mamę i Rhondę wychodzące tylnymi drzwiami.
Podniosłam
rękę i pomachałam bokiem w kierunku domu, wrzeszcząc - „Do środka! Zamknijcie drzwi. Zadzwońcie na 911!”
„Dusty!” - Mama wrzasnęła i próbowała do
mnie podejść, ale Rhonda złapała ją w pasie i brutalnie pociągnęła do domu.
Dzięki
Bogu.
Dzięki
ci, Boże.
Dzięki,
Rhonda.
Czołgałam
się jednocześnie próbując stanąć na nogi, Layla ze mną, skomląc i szczekając.
Ból był potworny. Czułam wilgoć wokół mojej nogi, bardzo dużo jej.
Krew.
Gówno.
Gówno!
Layla
zaczęła warczeć.
„Troy!” - Usłyszałam krzyki, gdy poczułam
but w moim boku i nie miałam innego wyboru, jak tylko poruszać się w kierunku, w
którym mnie zaprowadził.
Na
moje plecy.
Spojrzałam
na chłopca, który próbował dotknąć Reesee.
Spojrzał
na mnie.
Uśmiechał
się.
Również
trzymał pistolet wycelowany we mnie.
Moja
krew zamieniła się w lód.
Potem
strzelił.
*****
On
to poczuł. Kiedy to się stało. Czuł się tak, jakby był dyspozytorem, który odebrał
telefon.
Powietrze
na posterunku stało się statyczne.
Merry,
siedzący naprzeciw niego i rozmawiający przez telefon, przeniósł wzrok na Mike’a.
On
też to poczuł.
Marty
Fink, mundurowy, który przechodził przez sale główna, zatrzymał się, a jego
ciało znieruchomiało.
I
on też to poczuł.
Potem
zaczęły dzwonić wszystkie telefony.
Mike
natychmiast pochylił się do przodu i wyciągnął swój z podstawy.
„Haines”
- warknął.
„Mike,
o Boże, Mike” - To była Jo z dyspozytorni - „Strzały padły na farmie Holidayów”.
Mike
nie słyszał więcej.
To
dlatego, że odłożył telefon z powrotem do podstawki i nawet nie spojrzał na
Merry’ego, zanim wypadł.
*****
Joe
Callahan wbiegł po schodach na posterunek.
Sully
zobaczył go i zerwał się z fotela, ruszając na szczyt schodów, by pohamować
Cala.
„Cal,
ochłoń” – rozkazał, podnosząc ręce i przyciskając dłońmi do dołu.
„Mów
do mnie” - warknął Cal, skanując przestrzeń. Brak Colta. Brak Merry’ego.
Dużo
aktywności.
Brak
Mike’a.
„Te
dzieciaki, które niszczyły miasteczko i zostały złapane u Mike’a, zrobiły
nieudany żart Rees Haines i Finowi Holliday’owi” - wyjaśnił Sully, a oczy Cala
się zwęziły.
„Nieudany
żart?” – zapytał cicho i Sully zbliżył się do niego.
„Powtrzymaj
się, Cal” – wyszeptał Sully.
„Mówi
się, że Dusty została trafiona”.
„Cal…”
Cal
pochylił się i stanął twarzą w twarz Sully’ego, warcząc - „Mów do mnie”.
Sully
skinął głową i powiedział szybko - „Mamy dwóch chłopców. Colt ma jednego. Merry
jest z drugim. Drew obserwuje” - Wskazał głową korytarz prowadzący do pokoi
przesłuchań - „Mówili, że po prostu chcieli ich popieprzyć. Po prostu wpaść na
farmę z pistoletami ich ojców, zrobić trochę hałasu, by przestraszyć Fina i
Rees. Chore gówno, głupie gówno. Ale nie mieli na myśli śmiercionośnej krzywdy.
Problem w tym, że nie wiedzieli, że jeden z nich ma jeszcze luźniejszą klepkę
pod sufitem niż oni. Nie strzelał w powietrze. Wycelował. Dusty oberwała w udo,
kiedy uciekała”.
Z
gardła Cala wydobył się niezrozumiały pomruk.
Sully
mówił szybko - „Jonas, Clarisse i Finley uciekli na pola kukurydzy. Na
szczęście byli na koniach. Ale strzelec wyskoczył z samochodu, który wciąż się
poruszał. Podbiegł do niej, kopniakiem rzucił ją na plecy, a następnie strzelił
jej w klatkę piersiową”.
Cal
mocno zamknął oczy i odwrócił głowę, mrucząc - „Pieprz mnie”.
Haines.
Pieprzony Haines był prawdopodobnie rozbity.
Oczami
wyobraźni Cal widział ich stłoczonych przed jej domem na farmie.
Więc
szybko otworzył oczy i spojrzał na Sully’ego.
„Co
z nią?” - zapytał.
„Nie
mam pojęcia” – odparł Sully - „Wciąż jest na operacji w Szpitalu Powiatowym
Hendrick”.
„Nie
masz żadnych wstępnych informacji?” - Cal pchnął, a Sully zacisnął usta - „Sul”
- warknął Cal.
„On
… kurwa, Cal. Strzelił do niej z bliskiej odległości z pieprzonej czterdziestki
piątki i rozerwał jej tętnicę w udzie. Zanim przyjechała karetka, straciła kupę
krwi, więc nawet jeśli nie miałaby dziury w piersi, walczyliby z czasem i już
przegrywali”.
Kurwa.
Kurwa!
„Mike
tam?” – zapytał Cal.
„Jak
dotąd”.
Cal
spojrzał mu w oczy.
Potem
zapytał - „Nie macie strzelca?”
„Podczas
gdy pozostali dwaj chłopcy wariowali ze strachu, wskoczył do ich samochodu,
odjechał, zostawiając ich”.
„Nazwa”
- uciął Cal, a Sully zamrugał.
„Co?”
„Nazwisko
i marka, model i kolor samochodu”.
Oczy
Sully’ego rozszerzyły się, gdy stwierdził - „Niech policja się tym zajmie. Wszyscy
wyszli. Nawet ludzie, którzy dostali dzień wolny, przyszli i przyłączyli się do
poszukiwań”.
„Nazwisko,
Sully, marka, model i pieprzony kolor
samochodu” – warknął Cal.
„Cal…”
„Jeśli
mi tego nie dasz, kurwa, myślisz, że mój tyłek nie będzie na końcu ulicy w
biurze Tannera, a nie zamierzam go złapać i tych dwóch pieprzonych wariatów, z
którymi pracuje, żeby dostać czego potrzebuję i ruszyć?”
„Tanner
już tu był” - przyznał Sully.
Cal
nie powiedział ani słowa.
Obrócił
się na pięcie i zbiegł po schodach, z ręką w tylnej kieszeni, żeby wyciągnąć
telefon.
Miał
nazwisko, markę, model i kolor samochodu, zanim jego tyłek był w jego pickupie.
Kurwa,
powinien był najpierw zadzwonić do Tannera.
*****
Zadzwonił
telefon Fina i zobaczył, jak oczy pana Hainesa przeniosły się na niego.
Zbolałe.
Spojrzenie
pana Hainesa na niego naprawdę było zbolałe.
Boże,
nigdy nie widział takiego bólu. Nawet wtedy, gdy jego tata był w śniegu, a jego
matka to straciła.
Cichy
ból. Głęboko w środku.
Boże.
Wyciągnął
telefon i zdecydował, że go wyłączy, kiedy pozbędzie się tego, kto to był. Był
pewien, że po miasteczku rozeszły się wieści.
Wszyscy
będą dzwonić, żeby sprawdzić, czy z nim i Reesee wszystko było w porządku.
Powie temu, kto to był, żeby zostawił go w spokoju i poprosiłby wszystkich
innych, żeby zrobili to samo. Potem by go wyłączył. Powinien był go wyłączyć
wcześniej, tak jak wszyscy inni. Po prostu nie myślał.
Objął
ramieniem ramiona Reesee. Siedzieli w szpitalnej poczekalni, a on przyciągnął
ją bliżej, patrząc panu Hainesowi w oczy i odebrał telefon, nie patrząc, kto to
był.
„Tak?”
„Finley,
Słonko, nie rozłączaj się”.
Jezu.
Musiała
sobie cholernie żartować.
Ciocia
Debbie.
Jego
plecy wyprostowały się, oczy straciły ostrość, poczuł, że Rees zdjęła głowę z
jego ramienia i jej wzrok przeszedł do niego.
„Masz
nerwy” - wyszeptał do telefonu.
„Mama
dzwoniła” - powiedziała mu, po czym poprawiła się, jakby był kretynem i nie
wiedział, o kim ona mówiła, coś, co robiła cały pieprzony czas - „Twoja babcia,
to twoja babcia dzwoniła. Ale nie mogę się z nią skontaktować, żeby dowiedzieć
się, co się dzieje”.
„To
dlatego, że wszyscy w miasteczku dzwonili do niej, do dziadka i pana Hainesa, a
ja jako jedyny z nas byłem na tyle głupi, żeby nie wyłączyć telefonu”.
„Masz
jakieś wieści?”
Fin
milczał.
Głos
jej drżał, gdy wyszeptała - „Fin, Słonko, masz jakieś wieści o mojej siostrze?”
„Sprowadziłaś
to” - odszepnął.
Głos
jej się załamał po słowie - „Nie”.
Nic
nie powiedział.
„Wsiadam
do samolotu. Wyjeżdżam w tej chwili” – wyszeptała – „Ale proszę, proszę, musisz
ze mną porozmawiać” – błagała.
„Nie
przyjeżdżaj tu” – rozkazał.
„Fin…”
„Obiecaj,
że tu nie przylecisz, to będę cię informować. Nie dzwoń do mojej mamy. Nie dzwoń
do mojego brata. Nie dzwoń do moich dziadków. Jak masz jego numer, absolutnie
nie dzwoń do pana Hainesa. Usłyszysz tylko ode mnie wszystko, co usłyszysz, i poczekasz
na to. Nie dzwoń do mnie. Rozumiesz mnie?”
„Ale
mam…”
„Jeśli
tu przylecisz, ciociu Debbie, przysięgam na Boga, że sam
wyrzucę cię ze szpitala. A teraz,
jeśli chcesz wiedzieć, co się stało z twoją siostrą, poczekaj, aż się odezwę”.
Potem
zapadła cisza - „Nie ma żadnych wiadomości?”
„Jest
na operacji”.
„Była
już od jakiegoś czasu”.
Fin
nie miał na to odpowiedzi, ponieważ cholernie była. Od zawsze Pieprzona
wieczność.
„Słuchaj,
ludzie tutaj są przerażeni” – powiedział jej - „Mam ludzi, którymi muszę się
opiekować. Jesteś ze mną w sprawie tej umowy, czy mam więcej problemów z twojej
strony?”
Następnie
kolejna chwila ciszy - „Jestem z tobą w sprawie umowy, Fin”.
„Racja”
– mruknął, po czym się rozłączył i wyłączył telefon.
Jego
wzrok wrócił do pana Hainesa i wiedział, że słyszał wszystko, kiedy skinął
Finowi, ale zrobił to tylko raz.
Potem
odwrócił wzrok.
Rees
przysunęła się bliżej i spojrzał na nią z góry.
Tam
też był bol.
Boże,
czy on tak wyglądał? Bo cholernie był pewien, że tak się czuł.
„Jesteś
okej?” - wyszeptała.
„Nie”
– odpowiedział.
Uśmiechnęła
się blado, przycisnęła jeszcze bliżej i wyjaśniła - „Nie, Fin, mam na myśli
twoją ciocię Debbie”.
„Nie”
– powtórzył.
Patrzyła
mu w oczy, a potem opuściła głowę, tak że jej czoło było przyciśnięte do jego
klatki piersiowej. Jej ramiona przesunęły się wokół jego talii, jej głowa
poruszyła się tak, że jej policzek spoczął na jego klatce piersiowej i trzymała
się mocno.
Jezu,
bolała go klatka piersiowa. Jak oparzenie głęboko w środku. Czasami było tak
gorące, że trudno mu było oddychać.
Jego
oczy wychwyciły ruch i zobaczył, że No z bladą twarzą wstał z krzesła. Podszedł
się do taty. Podszedł blisko i dotknął ramienia taty. Podszedł bliżej, zginając
się do przodu. Potem Fin patrzył, jak No objął pana Hainesa ramionami w talii,
pan Haines objął ramiona No, a jedną ze swoich dużych dłoni z tyłu głowy No
wcisnął twarz No w swoją szyję.
Fin
wiedział, że No płakał lub był bliski płaczu. Z tym gównem, które się posypało,
Fin nie miał mu tego za złe.
Ale
nawet gdy pan Haines trzymał swojego chłopca, jego głowa była podniesiona, a
wzrok skierowany na drzwi, jakby mógł sprawić, że ktoś się tam pojawi,
wpatrując się w nie. Robił to prawie odkąd tam dotarli. I trzymał swojego syna,
a zrobił to teraz.
Fin
opuścił brodę i zawołał cicho - „Kochanie”.
Głowa
Rees podniosła się i jej oczy powędrowały do niego.
„Idź
do swojego taty i No” - rozkazał, a jej wzrok powędrował do ojca i brata.
Patrzył, jak jej usta drżały.
Widząc
to, siedząc tam, gdzie siedział właśnie wtedy, czekając na to, na co czekał,
miał cholerną nadzieję na Boga, że nie
zobaczy Brandona, Troya i Jeffa ponownie w swoim życiu. Obiecał swojemu dziadkowi i
panu Hainesowi że
ni będzie się mścił, ale gdyby zobaczył ich ponownie, wszystkie zakłady byłyby nieważne.
Rees
w końcu skinęła głową, wysunęła ramiona z jego objęć i wstała. Patrzył, jak szła
do taty i brata, a kiedy tam dotarła, zakopała się. Tak jak robili to każdego
dnia swojego życia, w naturalny sposób dostosowali ją do swojego skupiska.
Obserwował
to tak uważnie, że, kiedy poczuł, że jego ręka jest chwytana i ściskana, było
to zaskoczeniem. Spojrzał w prawo, spodziewając się zobaczyć babcię.
Jego
mama wsuwała tyłek na siedzenie obok niego.
Patrzył
na nią, ale nic nie mówiła. Po prostu mocno ścisnęła jego dłoń, opierając ją na
swoim udzie. Mniej więcej sekundę później przyszedł Kirby i usiadł po jej
drugiej stronie. Wzięła też jego dłoń i położyła na swoim drugim udzie.
Cóż,
wyrwała się z tego. Nareszcie. Znowu była jego mamą. Ten dobry, który przez
cały czas robił mamie rzeczy, małe rzeczy i jak teraz, duże rzeczy.
Przynajmniej
to było dobre.
Wzrok
Fina powędrował do dziadka i dziadka, którzy siedzieli razem, z głową babci na
ramieniu dziadka, jej ręką na jego brzuchu, a ich oczy skierowały się na Fina,
jego mamę i Kirby’ego.
Fin
podniósł brodę.
Babcia
uśmiechnęła się uśmiechem, który zupełnie nie był wesoły. Dziadek zacisnął usta
i spojrzał na swoje kolana.
Pierś
Fina zaczęła płonąć.
Spojrzał
na podłogę. To był zły kierunek, ale pomyślał, że Bogu to nie przeszkadza.
Proszę, proszę, niech będzie w
porządku, modlił się.
Bóg
nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiadał. Ale jego tata i mama powiedzieli mu, że
Bóg zawsze słucha.
Więc
Fin miał nadzieję, że dostał wiadomość.
*****
Alec
Colton wszedł do poczekalni i zobaczył stojącego tam Mike’a, z ramieniem
obejmującym ramiona córki, przyciśniętą przodem do jego boku, obiema rękami
ciasno owiniętymi wokół jego talii, z jego synem stojącym blisko.
Wzrok
Mike’a skierował się bezpośrednio na niego.
Pochylił
głowę i szepnął coś do Rees.
Spojrzała
na tatę, gdy Colt się zbliżył, zanim jej wzrok spoczął na Colcie. Potem No
przesunął się przed tatą, chwycił siostrę za ramię i delikatnie ją odciągnął.
Colt
zatrzymał się o krok od Mike’a i obaj patrzyli, jak No prowadzi Rees do Finleya
Holliday’a. Usiadła, a Holliday natychmiast objął ją ramieniem i przyciągnął do
siebie. No usiadł obok niej i, wciąż mocno przyciśnięta do Holliday’a, Clarisse
wzięła brata za rękę.
Colt
spojrzał na Mike’a.
„Zakładam,
że nie ma żadnych wiadomości” - powiedział cicho.
„Nie”
– odpowiedział natychmiast Mike, napiętym głosem.
Colt
skinął głową. Nie sądził, żeby to było dobre. Minęły godziny.
„Cóż,
ja mam trochę” - powiedział Mike’owi.
Mike
patrzył mu w oczy, ale nie powiedział ani słowa. I Colt musiał przyznać, że
musiał się postarać, by wytrzymać wzrok przyjaciela z tym, co w nim przeczytał.
„Mamy
Troya Piggotta” - powiedział cicho Colt i patrzył, jak ciało Mike’a się napina.
„Tak?”
– zapytał Mike, przyglądając mu się uważnie.
Wiedział,
że było więcej.
„Cóż,
mamy go, ale jest sytuacja” - powiedział mu Colt.
„Jaka
sytuacja?” - zapytał Mike.
„Właściwie
nie my go dostaliśmy. To Ryker i Cal”.
Mike
wziął długi, głęboki oddech.
Potem
wypuścił to z siebie, mrucząc - „Kurwa”.
„Ryker
cholernie oszalał” - ciągnął Colt.
„Jezu,
spotkał ją tylko raz” - stwierdził Mike.
„Tanner
mówi, że ma chore poczucie sprawiedliwości” - wyjaśnił Colt.
„Jak
bardzo z nim źle?” - zapytał Mike.
Colt
zawahał się, zanim ostrożnie odpowiedział – „Przeżyje.
Oczy
Mike'a rozbłysły i Colt wiedział dlaczego. Piggott przeżyłby. Dusty, niewiadoma.
„Ryker
za to oberwie?” - zapytał.
„Piggott
jest nieletni. Jego rodzice są na posterunku. Są przerażeni. Pozostała dwójka
dzieciaków, Schultz i Wannamaker, wrobiła Piggotta. Zostali rozdzieleni, kiedy
składali swoje oświadczenia, ale ich historie są zgodne. Są kompletnie
zdezorientowani, ale mówili, mówili szybko i obaj powiedzieli to samo. Piggott przeszedł
ich wyobrażenia. Nie mieli pojęcia, że zamierzał to zrobić. Mieli plan, by wygłupiać
się, nikomu nie powinna się stać krzywda, a Piggott poszedł w to jak wariat”.
Colt
przerwał, a Mike skinął głową, więc kontynuował.
„Nie
wiem, czy wiesz, ale Layla zrobiła mu pieprzony numer na ramieniu. Jest całe do
dupy. Prawdopodobnie dlatego upuścił broń i zostawił ją na miejscu zdarzenia.
Jest zarejestrowana na jego ojca i jest pokryta jego odciskami palców. Jest
również prawdopodobne, że to dlatego Ryker mógł go tak mocno poturbować. Ryker
to potwór, ale jego prawa ręka jest bezużyteczna, nie był w stanie się
obronić.”
To
spowodowało kolejny błysk w oku, zanim Mike skinął głową, a Colt kontynuował.
„Tanner
dotarł do Cala i Piggotta przed glinami. Cal zgłosił, że zdjął Ryker’a z
Piggotta i to Cal ujarzmił dzieciaka plastikowymi paskami, chociaż dzieciak i
tak nie ruszał się zbytnio. Zanim Tanner w ogóle tam dotarł, Ryker zapadł się
pod ziemię prawdopodobnie dlatego, że Cal mu to doradził. Sully wykonuje
fantazyjne prace nóg na posterunku i muszę powiedzieć, że żaden mężczyzna ani
kobieta w tym budynku nie ma ochoty wyruszyć na poszukiwanie Ryker’a. A teraz
rodzice Piggotta muszą martwić się o znalezienie adwokata, ponieważ Sully
poinformował ich, że atak na nastolatków i kobietę policjanta dokonany przez
dzieciaka w jego wieku z kartoteką, jest bardzo prawdopodobne, że zostanie osądzony
jak dorosły. Więc nie jestem pewien, czy za dużo myślą o tym, co stanie się z Ryker’em.
Z czasem jednak zwrócą na to uwagę, więc musimy coś wymyślić”.
„Postrzelił
nieuzbrojoną kobietę, która mu nic nie zrobiła, z bliskiej odległości w klatkę
piersiową” – przypomniał mu Mike pustym głosem, nawet jego oczy nie były puste
i Colt wzdrygnął się.
„Tak”
– zgodził się Colt.
„Ona
ma przyjaciół, ci przyjaciele zareagują. Żaden sędzia w tym Stanie, nawet z
historią Ryker’a, jak spojrzy na to, nie będzie surowo oceniał Ryker’a”.
„Tak”
– zgodził się Colt.
„Ktoś
musi przekazać mu wiadomość, żeby się przyznał” - poradził Mike.
„Tanner
nad tym pracuje”.
Mike
skinął głową i skierował wzrok na drzwi.
„Mike…”
– Colt zaczął ostrożnie, a wzrok Mike’a spoczął na nim.
„Nie..”
- przerwał mu - „Znam ją od dwudziestu pięciu lat, mam ją od pięciu miesięcy i
przez część tego czasu wkurzałem się. Rozumiem, że chcesz powiedzieć właściwą
rzecz, ale w tej chwili nie ma właściwej rzeczy”.
„Racja”
– szepnął Colt.
„Doceniam
to, tylko nie teraz, Colt”.
Colt
skinął głową.
Potem
podniósł rękę, poklepał Mike’a po ramieniu i ścisnął, nie opuszczając wzroku. Puścił go,
rozejrzał się po sali, od czasu do czasu napotykając czyjś wzrok, po czym
odwrócił się i wyszedł.
Miał
gówno do roboty. Mieli sytuację.
Ale
jego celem była Feb.
Feb
i Jack.
Kiedy
zobaczyłby swoją kobietę, przytulił ją, ujął jej usta i spojrzał na swojego
syna…
Wtedy
poradziłby sobie z sytuacją.
*****
Mike
stał w poczekalni, wszyscy pozostali nadal siedzieli na swoich miejscach.
Jego
oczy były skierowane na drzwi.
Ale
nie widział drzwi.
Widział
Dusty w ich łóżku z jego psem tego ranka, mówiącą mu, że go kochała.
Czarny
dzień.
Widział
to w oczach tych dzieciaków. Wiedział to.
Przegapił
to.
I
to sprawiło, że był to czarny dzień.
Wiedziała,
że to
nadchodziło, a on obiecał
jej, że zrobi, żeby wszystko było
dobrze i złamał obietnicę.
Czarny
pieprzony dzień.
Jego
oczy się skupiły, w pokoju zrobiło się napięte, a mężczyzna w fartuchu podszedł
do drzwi.
Przeszedł,
rozejrzał się po sali i zapytał - „Dusty Holiday?”
Wszyscy
ruszyli do przodu.
Mike
dotarł tam pierwszy.
*****
Joe
wszedł bocznymi drzwiami i Violet pobiegła do nich. Uderzyła w ciało, jedną
ręką owinęła się wokół jego bicepsa, a drugą oparła na jego brzuchu.
„Jakieś
wieści?” – zapytała, jej oczy przeszukiwały jego stwardniałą, wściekłą twarz.
„Nie”
- wycedził, po czym jego dłoń zamknęła się wokół jej głowy, szarpnął ją w górę
i zatrzasnął usta na jej ustach.
Całował
ją mocno, mokro i bardzo długo.
Podniósł
głowę i spojrzał jej w oczy.
„Kocham
cię, siostro” - wyszeptał.
„Też
cię kocham, Joe” - odszepnęła.
Jego
telefon zadzwonił i oboje znieruchomieli.
Potem
Joe wyciągnął go z tylnej kieszeni, podczas gdy Vi trzymała się blisko, nie
żeby mogła iść gdziekolwiek, nawet gdyby chciała (czego nie zrobiła). Ramię Joe
mocno ją obejmowało.
Spojrzał
na wyświetlacz i mruknął - „Kurwa, Sully”.
Otworzył
go, przyłożył do ucha i powiedział - „Yo”.
Violet
patrzyła z zapartym tchem, jak wyraz twarzy jej męża się zmieniał, a on powoli
zamykał oczy.
*****
Clarisse
zbliżyła się do Fina, który stał z zamkniętymi oczami i opierał czoło o okno.
„Musisz
to zrobić, Fin” - wyszeptała - „Obiecałeś”.
Patrzyła,
jak jego oczy się zacisnęły.
Potem
wyciągnął telefon z tylnej kieszeni i nie odrywając czoła od szyby, trzymał go
przed twarzą, poruszając po nim kciukiem.
Nacisnął
przycisk i przyłożył telefon do ucha po drugiej stronie, niż była Clarisse.
Przycisnęła
się bliżej, jej dłoń przesuwała się po jego przedramieniu, aż zawinęła się
wokół jego ręki.
Jego
dłoń zacisnęła się tak mocno, że aż bolało.
Nie
pisnęła.
„Ciocia
Debbie?” – zapytał, a Clarisse wbiła wzrok w jego profil.
Potem
powiedział cicho - „Tak, mam wieści”.
Clarisse
przycisnęła się jeszcze bliżej.
A kiedy to zrobiła, ręka Fina zacisnęła się jeszcze mocniej.
Zamknęła oczy i słuchała.
###
Uwaga, spojler:
nie martwcie się, Wszystko będzie dobrze.
Zostały jeszcze tylko dwa rozdziały, ale niestety, nie mogę obiecać, że skończę za dwa dni.
😘 M.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń