poniedziałek, 7 listopada 2022

2 - Robiąc mentalną... cz. 5

Rozdział 2

Robiąc mentalną... cz. 5

„Uh… nie, skoro gdybyś była, nie leżałabyś w poprzek łóżka w niczym poza koszulką i majtkami, a ja lubię jeść pizzę, kiedy wszystko, co oglądam, to ty leżąca w poprzek łóżka w niczym poza koszulką i majtkami” – odpowiedział Mike.

Uśmiechnęłam się ponownie i zapytałam żartobliwie - „Więc mówisz, że przyszedłeś tutaj z nadzieją, że dostaniesz się do moich majtek?”

Odwzajemnił uśmiech i odpowiedział - „Nie, przyszedłem tu rozpruć ci tyłek i uporządkować twoje gówno. Poklepywanie tego tyłka było po prostu szczęściem”.

Wtedy nadeszła moja kolej, by wybuchnąć śmiechem, a kiedy skończyłam, zastanawiałam się, czy moja twarz wyglądała na tak zafascynowaną, jak teraz uśmiechnięta twarzy Mike’a, kiedy zobaczyłam, że mnie obserwował.

Mój śmiech ucichł, ale patrzyłam w jego oczy, kiedy szepnęłam - „Dziękuję”.

„Za co, kochanie?”

„Za rozśmieszenie mnie w dobry i prawdziwy sposób cztery dni po śmierci mojego brata”.

Światło zgasło z jego oczu, ale pozostały ciepłe, gdy wrzucił na wpół zjedzony kawałek pizzy do pudełka i delikatnie rozkazał - „Chodź tu, Dusty”.

Wrzuciłam swój na wpół zjedzony kawałek razem z jego, złapałam piwo i poszłam tam. Wziął moje piwo, wyciągnął rękę, postawił obok swojego na nocnym stoliku i wrócił do mnie. Rękoma na moich biodrach poprowadził mnie, abym usiadła na nim okrakiem, a kiedy posadziłam tyłek na jego kolanach, trzymał ręce tam, gdzie były. Położyłam mój na górnej części jego brzucha.

Spojrzałam na niego w dół.

Spojrzał na mnie do góry.

„Darrin był z ciebie dumny” – powiedział, wciąż mówiąc delikatnie.

„Wiem” – powiedziałam mu - „I był dobrym mężem, dobrym tatą, dobrym bratem i ja też byłam z niego dumna”.

„Zawsze to będziesz mieć”.

„Wiem”.

„Masz teraz zadanie, by utrzymać go żywym dla jego chłopców”.

Wzięłam trzepoczący oddech.

Potem powtórzyłam - „Wiem”.

„Skup się na tym”.

Przytaknęłam.

Wciąż na mnie patrzył, a ja pozwoliłam mu, kiedy odetchnęłam głęboko.

Odezwał się ponownie - „Masz rację, Aniołku, życie jest popieprzone. Ale czasami sprawy się układają. I cokolwiek mnie tu przywiodło, oznacza, że mam zaszczyt być z tobą, kiedy sortujesz sprawy dziś wieczorem. Więc mogło to być popieprzone, co skłoniło mnie do odnalezienia cię, ale czy robisz loda światowej klasy czy nie, cieszę się, że tu jestem”.

Poczułam, jak łzy zatykały mi gardło, ale przepchnęłam przez nie - „ja też się cieszę”, zanim się pochyliłam, dałam mu szybkiego całuska i oba ramiona Mike’a otoczyły mnie.

Przełknęłam łzy, gdy Mike patrzył, a potem powiedział mi cicho - „Jestem dobry, właśnie tutaj, nigdzie się nie wybieram, musisz wyrzucić to gówno”.

„Dzięki, kochanie, ale wypłakałam oczy przez cztery dni, więc dałam sobie limit. Płakałam, kiedy mama i tata spotkali mnie na lotnisku. Płakałam, kiedy zobaczyłam Rhondę. Płakałam, gdy zobaczyłam chłopców. I płakałam po mojej wielkiej tyradzie, kiedy tu przyjechałeś. Mam tylko trzy. Już przekroczyłam swój limit”.

„Nie mówię, że nie” - Wciąż mówił cicho, gdy jego ramiona zacisnęły się wokół mnie. Spuściłam głowę, wsunęłam twarz w jego szyję i wsunęłam za niego ramiona, by trzymać go tak, jak on trzymał mnie. Zrobiłam to, dziękując Bogu za to, że nie tylko uczynił z Mike’a Hainesa dobrym facetem, ale też za to, że go takim zachował.

„Opowiedz mi o swoich dzieciach” – wymamrotałam, nie podnosząc głowy.

Mike rozpoznał moją grę, a ponieważ był dobrym facetem, nie wahał się w nią wpaść.

„No ma szesnaście lat, prawie siedemnaście. Interesuje się muzyką. Gra na perkusji, gitarze i klawiszach. Wszystko sam się nauczył. Jest w tym dobry. Ma zespół garażowy, a ponieważ gra również w koszykówkę, jest wysokim, dobrze wyglądającym dzieciakiem i jest dobry w koszykówce, większość dziewcząt w liceum myśli, że jest tym, co powtórnie zstąpił na ziemię. Mój telefon w domu rozwala się z pierdolonego dzwonka, więc przestałem go odbierać i nawet nie zawracam sobie głowy odsłuchiwaniem wiadomości na poczcie głosowej, bo wszystkie są do No”.

„No?” - zapytałam.

„No, Jonas. Dopóki nie skończył piętnastu lat, nazywaliśmy go jego imieniem. Potem ogłosił się No. Uważa, że to fajne i odmawia odpowiedzi na cokolwiek innego. Myślę, że jest walnięty, ale jest nieszkodliwy, więc to robię. Jego matka uważa to za irytujące, młodzieńcze i śmieszne, i odmawia. Znajduje też każdą okazję, by mu powiedzieć, że to denerwujące, młodzieńcze i śmieszne. Na szczęście musi spędzać z nią tylko cztery dni w miesiącu, żeby mógł sobie poradzić z tym, że tak długo nazywa go jego prawdziwym imieniem”.

„To dobrze” – mruknęłam - „Ale czy nie masz dwójki dzieci?”

Kiedy to powiedziałam, jego ramiona odruchowo zacisnęły się wokół mnie. Ten ruch do mnie przemówił, chociaż nie wiedziałam, co mówił. Więc podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć, a on nie zdołał ukryć niespokojnego cienia przepływającego przez jego oczy, zanim go złapałam.

„Mike?” – podpowiedziałem.

„Clarisse. Moja córka. Niedługo skończy piętnaście lat. Była Małą Dziewczynką Tatusia do zeszłego roku. Byliśmy blisko. Wszystko dobrze. Weszła w fazę” – wyjaśnił.

„Jaką fazę?”

„Nie jestem pewien” - mruknął, po czym kontynuował - „Tajemnicza. Kapryśna. Przez większość czasu kłóci się z bratem, z matką cały czas, a czasami ze mną”.

Wiedziałam o tym wszystko.

„Co mówi jej mama?” - zapytałam.

„Audrey i ja nie rozmawiamy. Jej dekret. Walczyłem i otrzymałem pełną opiekę nad dziećmi, co oznaczało, że alimenty zniknęły. Walczy i obwinia mnie. Więc nie wiem, co mówi, chyba że przez Reesee, która informuje mnie, że jej matka to suka. W tych słowach”.

To nie brzmiało dobrze.

Wkroczyłam - „W tej chwili szybka nauka znajomości kobiety dla nieświadomego mężczyzny z nastoletnią córką. Sekretne, nastrojowe i kłótliwe dni będą przez jakiś czas twoimi krzyżami, Słonko”.

Studiował mnie i robił to dokładnie. Wiedziałam, o czym myślał i miałam nadzieję, że tam nie pójdzie. Był czas, z którego nie byłam dumna, a on musiał mnie przeczytać, bo tam nie pojechał.

Zamiast tego zapytał - „Jak długo mam to mieć?”

„Zaczęła miesiączkować?”

Wzdrygnął się. Uśmiechnęłam się.

Tak, Mała Dziewczynka Tatusia było w porządku. Pomysł, by jego dziecko stało się kobietą, nie był czymś, o czym lubił myśleć.

Potem odpowiedział - „Tak”.

„Jak masz szczęście, rok, może dwa. Jak nie, oczekuj co najmniej pięciu”.

„Kurwa” – mruknął, a mój uśmiech się poszerzył.

Ale mój uśmiech zniknął, gdy wyszeptałam - „Wyrwiemy się z tego. Obiecuję”.

Jego ramiona rozdzieliły się. Jedno wsunęło mi się po plecach. Drugie zsunęło się nisko na moje biodra. I zrobiły to, podczas gdy on ponownie uważnie mi się przyglądał.

Kiwnął głową, łapiąc mnie, bo widział, że nie byłam tym, kim kiedyś byłam, ale powiedział cicho - „Mam nadzieję, że masz rację”.

„Dlaczego nie miałabym mieć?”

Potrząsnął głową, ale stwierdził - „Widzę w niej dużo jej mamy. To nie jest dobre. I nie wiem, czy potrafię wyciągnąć te demony, czy to jest w niej zakorzenione”.

„A te demony byłyby?” – podpowiedziałam.

„Ona chce gówna, dużo. Gówno, na które mnie nie stać. Gówno, którego nie potrzebuje. I nie jest szczęśliwa, że nie może tego mieć”.

Przechyliłam głowę na bok i zasugerowałam ostrożnie - „Reakcja na rozwód?”

Potrząsnął głową, nie na „nie”, ale na „nie wiem” i odpowiedział - „Zobaczymy”.

Objęłam go jedną ręką, przesunęłam po jego klatce piersiowej, szyję, by objąć policzek i powiedziałam - „Mama, tata, Darrin, moja głowa była popieprzona, ale nigdy się nie poddali. Wyszłam z tego, a oni tam byli. Niedługo potem zdałam sobie sprawę, że zawsze tak było. Nigdy tego nie zapomniałam, a to oznaczało dla mnie cały świat. Nie wiem, kochanie, nie mam dzieci, ale moja rada, po prostu nie rezygnuj z niej”.

„I tak bym tego nie zrobił” – wymamrotał, a ja podejrzewałam, że tego nie zrobi.

Jego oczy zatrzymały moje i zapytał - „Jak długo zostajesz?”

„Cóż, skoro Debbie jest tu na kilka dni, jutro mam brunch z rodziną bez mojej suczej siostry i jeśli będę zadowolona z ich tętna, mój samolot odlatuje jutro po południu. Jak nie będę, moje plany powiewają”.

Skinął głową, zanim się pochylił, przekręcił i wziął mnie na plecy, a kiedy się osadził z torsem na mnie i biodrami między nogami, zapytał cicho - „Twoje średniej wielkości wazy sprzedają się po dwieście dolców za sztukę, czy to znaczy, że stać cię na wsiadanie do samolotu, żeby często odwiedzać miasteczko?”

Moje serce podskoczyło, a nie robiło tego od dłuższego czasu. Dla Beau nigdy tego nie zrobiło, nawet na początku. Minęło tyle czasu, że nie wiedziałam, który kretyn sprawił, że przeskoczyło ostatnio.

Ale wtedy podskoczyło. Zdecydowanie.

„Tak” – wyszeptałam.

Jego oczy patrzyły głęboko w moje.

Potem odszepnął - „Dobrze”.

„Cieszę się, że przyszedłeś rozpruć mi tyłek i uporządkować moje gówno, Mike” – podzieliłam się.

Uśmiechnął się i odpowiedział - „Nie tak bardzo jak ja”.

„Nie, jestem prawie pewna, że jestem bardziej”.

Jego uśmiech zmienił się w uśmiech i przyznał - „W porządku, Słonko, możesz cieszyć się bardziej ode mnie”.

„Dzięki” – powiedziałam cicho.

„Teraz zamkniesz się i mnie pocałujesz czy co?”

„Serio?” - Zapytałam - „Myślę, że już wyjaśniłam, że dobrze sobie radzisz z ustami. Myślisz, że odpowiem czy co?”

„Nie zamykasz się” – poinformował mnie.

„Och” – wyszeptałam - „Racja”.

Jego uśmiech stał się większy, zanim podniosłam głowę, żeby go pocałować.

Mike spotkał mnie w połowie drogi.


3 komentarze: