Zdmuchnięcie (cz.2)
*****
„Rivera”
– przywitał się Mike.
„Mike,
mam wiadomość, której nie będziesz chciał słuchać, bracie”.
Mike
kiwnął brodą do Merry’ego, po czym obrócił się na fotelu, wbił wzrok w podłogę
i rozkazał - „Mów do mnie”.
„Cóż,
dałeś mi zielone światło w niedzielę, więc nie zwlekałem. Przekazałem dobre wieści
mojej kobiecie, otrzymałem nagrodę i szczęśliwy, wyszedłem i porozmawiałem z
Beau. Uczciwie wobec Chrystusa, myślałem, że mnie złapał. Teraz, jest wtorek
rano i jadę z powrotem do miasta z bycia poza domem do domu Dusty. Beau się pokazał”.
„Kurwa”
– szepnął Mike.
„Tak”
– zgodził się Rivera - „Więc wyciągnąłem tam swój tyłek i doszedłem do wniosku,
że skoro on nie słuchał jej ani mnie, nadszedł czas, aby to uczynić oficjalnym.
Więc zabrałem ze sobą radiowóz”.
„Dobra
decyzja” – mruknął Mike.
„Tak”
– powtórzył Rivera - „Ja i moi chłopcy w mundurach postawiliśmy sprawę jasno,
że nie jest mile widziany na terenie Dusty, gdy Dusty tam stała, potwierdzając
te informacje. Beau wyglądał na niezadowolonego. Podzieliłem się tym, że nie
będzie już z tym więcej pogrywania, a gdyby on spróbował tego gówna ponownie,
moja rada dla Dusty to wystąpienie o zakaz zbliżania. Ponieważ Dusty stała tam,
więc była gotowa natychmiast potwierdzić, że następnym krokiem będzie zakaz
zbliżania się. Powiedziałem więc, że to obejmuje nie tylko jego nie zbliżanie
się do posiadłości Dusty, ale także do samej Dusty, dzwonienie do niej lub
używanie jakiejkolwiek komunikacji elektronicznej, aby ją nachodzić. I znów
Beau nie wyglądał na zadowolonego. Ale miał przed sobą poważnie wkurzoną Dusty,
a także trzech policjantów. Dostrzegł rozsądek we wsiadaniu do swojego pickupa
i odjeżdżaniu”.
„Co
mówi twoje przeczucie?” – zapytał Mike, wiedząc dokładnie, co mówiło, po
usłyszeniu całego tego gówna.
„Przeczucie
mówi mi, że posiadłość Dusty jest poza miastem. Nie poza naszą jurysdykcją, ale
nie ma jej w samym mieście, a zatem nie jest tam łatwy dojazd. Więc przeczucie
mi mówi, że jak skończymy, zadzwonię do kilku znajomych z szeryfa hrabstwa i
ich wciągnę. Między moimi i szeryfami możemy mieć na nią lepszy wzrok. To
powiedziawszy, nie ma mowy, że to dwadzieścia cztery, siedem. Wyjechała z
miasta i siedzi na dwudziestu akrach, więc nikogo nie ma w pobliżu, i nie jest
skłonna zamykać drzwi na klucz, bo na nasze szczęście przestępczość w tych
okolicach, zwłaszcza w zakątkach, gdzie mieszka Dusty, nie jest powszechna.
Więc powiedziałem jej, żeby zamykała drzwi, w tym w swoim pickupie, kiedy jest
w nim i także wtedy, gdy nie śpi i jest w domu. Powiedziałem jej też, żeby
ściszyła muzykę, kiedy pracuje, żeby była bardziej świadoma. Dziś rano zakradł
się do niej. Była tak pochłonięta tym, co robiła i miała włączoną muzykę, że
nie zauważyła, jak nadchodził. To gówno kończy się dzisiaj. Zamienię też słowo
z Javierem, który przychodzi kilka razy w miesiącu, by zająć się jej ziemią, i
Yolandą, która przychodzi co tydzień, by zająć się jej domem, żeby mieć oczy
szeroko otwarte”.
To
było dużo, a ponieważ tak było, Mike nie czuł się dobrze.
„Myślisz,
że on jest takim dużym problemem?” – zapytał cicho Mike.
„Nie.
Ale byłem gliną w Dallas przez dziesięć lat i widziałem gówno, w które ty,
będąc również gliną, prawdopodobnie jesteś jednym z nielicznych, którzy by
uwierzyli. Zabezpieczenie jest o wiele lepsze niż żałowanie”.
„Rozumiem
cię, stary” – wymamrotał Mike, po czym głośniej zapytał - „Jak się czuła, kiedy
ją zostawiłeś?”
„Wkurzona
jak diabli” – odpowiedział natychmiast Rivera - „Na szczęście jest dzień obozu
kondycyjnego, więc może iść z Jerrą i ćwiczyć, robiąc wypady, przysiady i
cokolwiek, do cholery, robią”.
Mike
zamrugał, zanim zapytał - „Obóz kondycyjny?”
„Nie
macie ich tam w stanie Hoosier?”
„Tak,
mamy. Tylko, że Dusty nie ma tyłka, który mówiłby, że chodzi na obozy kondycyjne”.
Na
szczęście.
„Uch…
Jerra też nie. Na szczęście dla ciebie i dla mnie, bracie, wbiliśmy się w cały
pakiet. Jest co złapać, a mam na myśli to dosłownie i codziennie dziękuję Bogu
za to. Ale pod całą tą miękkością ma moc, co oznacza, że może mocno chwycić.
Rozumiesz, co mówię?”
Rozumiał
to. W sobotę i niedzielę dostał to kilka razy.
„O,
tak” – mruknął.
„Tak,
wiem o tym, bracie. Tylko jeden powód, dla którego mężczyzna wdaje się w
kobiecy biznes po seksie na pogrzebie, nie wynika z nostalgii za młodszą
siostrą swojej byłej dziewczyny, z którą pieprzył się w ramach dobrego
Samarytanina, by odwrócić jej myśli od straty”.
Mike
zaczął się śmiać. Dusty była szczera do bólu i wyglądało na to, że otaczała się
tym samym.
„Jasne”
– ciągnął Rivera - „Mam telefony do wykonania, żeby zakryć tyłek, który pukasz”.
Muszę iść”.
„Dzięki,
Rivera”.
„Powiedziałbym,
że nie ma za co, ale myślę, że rozumiesz, że nie robię tego dla ciebie”.
„Rozumiem.
Mimo wszystko dziękuję”.
„Wciąż,
pączki, bracie”.
„Wypatruj
tego”.
„Później”.
„Później”.
Mike
wcisnął przycisk w swoim telefonie, odwrócił się z powrotem do biurka, rozejrzał
się po okolicy, a okolica biurka patrzyła w zamian i zauważył, że jego partner,
Garrett „Merry” Merrick, przyglądał mu się.
„Będziesz
mówić?” - Merry popchnął.
Słuchał.
Mike nie był zaskoczony. Tak zrobili partnerzy.
Nie
udostępnił. Jak dotąd. Z drugiej strony, to był tylko jeden dzień.
Ale
Merry był jego partnerem. Więc podzielił się.
„Pamiętasz
Dusty Holliday?”
Merry
przechylił głowę na bok i powiedział - „Tak. Niejasno”.
„W
ten weekend była w mieście na pogrzebie brata”.
Twarz
Merry’ego nabrała zrozumienia, nawet gdy jego usta drgnęły i powtórzył, tym
razem pytaniem - „Tak?”
„Tak”
- to wszystko, co powiedział Mike.
Usta
Merry'ego przestały drżeć i zaczęły się uśmiechać.
„Zaliczyłeś?”
- zapytał.
Mike
spojrzał na niego.
Merry
zacisnął usta, zanim je rozluźnił, by wymamrotać - „Zaliczyłeś” - Potem
powiedział wprost - „Dobrze dla ciebie, człowieku”.
„Lepiej”
– powiedział krótko Mike, a brwi Merry zbiegły się.
„Lepiej?”
„Ta
jedyna” – oznajmił Mike, a brwi Merry’ego poszybowały w górę.
„Jedyna?”
- zapytał Merry.
„Ta
jedyna” – potwierdził Mike.
„W
weekend?” - zapytał Merry.
„W
weekend” – potwierdził Mike.
„Nie
chrzanisz?” - szepnął Merry.
„Absolutnie
cholernie nie chrzanię” - odpowiedział Mike.
Merry
gwizdnął, po czym uśmiechnął się i powtórzył - „Dobrze dla ciebie, człowieku”.
„O,
tak” – mruknął Mike.
Merry
skinął głową w stronę telefonu Mike’a - „Ma problemy?”
„Były,
który nie czuje się komfortowo z tym tytułem”.
„Kurwa”
– mruknął Merry.
„Tak”
– odparł Mike - „Ona ma przyjaciela, który jest policjantem. Chroni jej tyłek i
melduje”.
„Pogodziła
się z tym?”
„To
był jej pomysł”.
Merry
znów się uśmiechnął - „Przynajmniej tyle jest dobrego”.
„Tak”
– powtórzył Mike i chwycił telefon - „Mieli incydent. Muszę do niej zadzwonić,
sprawdzić, czy wszystko w porządku, a potem ruszamy w drogę”.
Merry
uniósł brodę i odwrócił się do komputera. Mike złapał swój telefon i zadzwonił
do Dusty. To był trzeci raz tego dnia. Żadnego z nich nie odebrała. To nie było
zaskakujące, bo powiedziała mu dzień wcześniej, że musi się do tego zabrać,
żeby przygotować się do pokazu.
Jego
połączenie trafiło na pocztę głosową.
Tym
razem był zaskoczony, zwłaszcza po tym, jak miała incydent.
Może
była na obozie kondycyjnym.
Zostawił
wiadomość - „Cześć, Aniołku, to ja. Melduję się. Dzwonił Rivera. Oddzwoń. Daj
mi znać, że jesteś okej. Później”.
Nacisnął
przycisk rozłączenia i napotkał spojrzenie Merry’ego. Merry nacisnął kilka
klawiszy na klawiaturze i Mike odsunął fotel. Chwycił swoją kurtkę i ruszyli w
drogę.
*****
Wtorkowe popołudnie…
Telefon
Dusty znowu zadzwonił. Beau zdjął go ze stolika do kawy i spojrzał na
wyświetlacz.
Mike Dzwoni.
Po
raz czwarty tego dnia.
Cóż,
pieprzyć Mike’a.
Upuścił
komórkę na podłogę, podniósł nogę i uderzył w nią obcasem kowbojskiego buta.
Telefon
momentalnie rozpadł się na kawałki.
Kopał
kawałki przez salon swojego gównianie wielkiego nowego apartamentu, w którym
panował większy bałagan, niż mogła stworzyć Dusty.
Stało
się tak, ponieważ nie sprzątał go od czterech miesięcy i nie miał już Yolandy.
Odrywając
wzrok od rozrzuconych szczątków telefonu, pokuśtykał do kuchni po piwo.
*****
Środowe popołudnie…
Clarisse
była w kuchni po chipsy kukurydziane, kiedy zadzwonił telefon jej taty.
Podskoczyła
i spojrzała na niego z poczuciem winy. To dlatego, że było to po szkole. No był
u jakiejś dziewczyny, rzekomo się uczył. Jej tata był w pracy. Ona miała
odrabiać pracę domową, ale oglądała telewizję. Zostało to powtórzone dziesięć
minut temu, kiedy jej tata niespodziewanie wrócił do domu po coś, przyłapał ją
na oglądaniu telewizji i przypomniał jej, że powinna odrobić pracę domową.
Jego
telefon leżał na blacie. To było dziwne. Poszedł do kuchni po butelkę wody i
musiał ją odłożyć i zapomnieć.
Podeszła
do niego i zobaczyła na ekranie napis Dusty
Dzwoni.
Dusty.
Czy
to było imię męskie czy gorącej laski?
Zanim
umysł kazał jej to zrobić, zrobiła to, o czym wiedziała, że nie powinna.
Zrobiła to, o czym wiedziała, że na to jej tata byłby totalnie wkurzony, bo
dzwonił jego telefon służbowy. Zrobiła to, za co by oberwała, gdyby jej tata
kiedykolwiek dowiedział się, że to zrobiła.
Z
walącym sercem i nagle spoconymi dłońmi wcisnęła przycisk, by odebrać
połączenie i przyłożyła telefon do ucha.
„Uch…
cześć, umm… telefon taty”.
Spotkało
się to z ciszą, a następnie bardzo ładnym, dorosłym kobiecym głosem pytającym -
„Clarisse?”
To
była gorąca laska.
I
znała imię Clarissy.
Clarisse
nie wiedziała, co o tym myśleć.
„Uh…
tak” – potwierdziła Clarisse.
„Hej
Słonko. Tu Dusty. Czy twój tata jest w pobliżu?”
„Och,
nie. On, hm… zapomniał telefonu”.
„Och”
- wymamrotała kobieta zwana Dusty, po czym powiedziała - „Racja, okej, czy
możesz wyświadczyć mi przysługę i powiedzieć mu, że dzwoniłam? Powiedz mu, że
zgubiłam komórkę, nigdzie jej nie mogę znaleźć, a jeśli musi zadzwonić, niech
zadzwoni do domu lub szopy. Możesz to zrobić?”
„Um…
jasne.”
„Dzięki,
Clarisse”.
„Uch…
nie ma za co”.
„Dobrze,
uważaj na siebie. Słyszysz?”
„Um…
ty też”.
„Pa
Słonko”.
„Do
widzenia”.
Clarisse
słuchała, jak kobieta o imieniu Dusty rozłączyła się.
Nazywała
Clarisse Słonko, tak jak jej tata
nazywał ją Słonko. To przyszło łatwo,
naturalnie, ale chociaż nawet nigdy jej nie spotkała, brzmiało to dziwnie
realnie.
Nie
wiedziała również, co o tym myśleć.
Zanim
jej umysł nakazał palcom to zrobić, zanim nawet wiedziała, dlaczego to zrobiła, jej kciuk zaczął uderzać w przyciski. Jak
każde dziecko urodzone w wieku technologii informatycznej, nie znała telefonu
ojca, ale bez zwłoki i wysiłku znalazła to, czego potrzebowała. Potem usunęła rozmowę
kobiety o imieniu Dusty z historii swojego ojca.
Oblizała
usta i odłożyła telefon na blat, mając nadzieję, że położyła go dokładnie tam,
gdzie zostawił go tata i była z tym ostrożna. Zauważał rzeczy. Nie wiedziała,
czy to dlatego, że był gliną, czy ojcem.
W
rzeczywistości nie miała pojęcia, że to jedno i drugie.
I
kiedy tam stała, zaczęła się zastanawiać, dlaczego usunęła historię połączenia kobiety
o imieniu Dusty z telefonu swojego taty. Zaczęła żałować, że to zrobiła. Wtedy naprawdę tego żałowała.
Prawie
wyskoczyła ze skóry, gdy usłyszała otwierające się drzwi frontowe. Layla, która
spędzała czas w kuchni z Clarisse, zastanawiając się, czy Clarisse będzie
hojna, rzuciła się do drzwi. Clarisse obróciła się w ich kierunku i zobaczyła
wchodzącego tatę z Laylą depczącą mu po piętach.
Uśmiechnął
się do niej i powiedział cicho - „Hej, Słonko”.
„Hej,
tato”.
„Zostawiłem
komórkę” – mruknął i podszedł do blatu, podczas gdy Clarisse patrzyła.
A
teraz co miała zrobić? Najpierw odebrała telefon, a jej tata by się tym
wkurzył. Potem usunęła połączenie z jego historii i nie wiedziała, dlaczego to
zrobiła, więc nie mogła mu tego wyjaśnić. A ponieważ to zrobiła, nie mogła przekazać
mu wiadomości od kobiety o imieniu Dusty.
Jej
tata złapał swój telefon i odwrócił się do niej.
„Odrabiasz
pracę domową?” - zapytał.
„Tylko
biorę pokarm dla mózgu” – skłamała.
Uśmiechnął
się do niej, zanim chwycił ją ręką za jej głową i szarpnął tak, że uderzyła
twarzą w jego klatkę piersiową. Poczuła, jak jego ciało się wyginało, gdy
pochylił się i pocałował czubek jej głowy.
Uwielbiała,
kiedy to robił. Mama nigdy czegoś takiego nie zrobiła. No ciągle powtarzał
Clarisse, że mama kochała ich tak samo jak tata, tylko nie była tak dobra w
okazywaniu tego. Clarisse w to nie wierzyła. Jeśli kogoś kochałeś, znalazłeś
sposób, aby to okazać, aby osoba, którą kochałeś, wiedziała o tym.
Jej
tata puścił ją i zaczął się oddalać, mrucząc - „Wrócę kwadrans po piątej, piąta
trzydzieści”.
„Tato”
– zawołała.
Zatrzymał
się w kuchennych drzwiach i spojrzał na nią.
Nie
wiedziała, co powiedzieć. Gdyby powiedziała to, co powinna, wściekłby się.
Lubiła, jak jej tata ją kochał, a nie był na nią zły.
„Reesee,
kochanie, muszę iść. Masz coś do powiedzenia?” - przyspieszał.
„Uh…
co chcesz na kolację?”
Jego
głowa przechyliła się na bok, a brwi ściągnęły razem.
„Gotujesz?”
Nienawidziła
gotować. No to uwielbiał, ale narobiła bałaganu, który musiała sprzątać, jeśli
on gotował, więc nienawidziła też, jak No gotował.
Mimo
to, jeśli kogoś kochałeś, znajdowałeś sposoby, aby to okazać, a jej tata ciężko
pracował. Wiedziała, że często brał nadgodziny, bo potrzebowali pieniędzy, bo
samotnie wychowywał dwójkę dzieci. Ale zawsze to robił. Zanim się rozstali, nie
jeden raz słyszała, jak jej mama i tata się o to kłócili. Mama naskakiwała na
niego, że nigdy nie było go w domu, a tata przypominał mamie, że brał
nadgodziny, których inni detektywi nie chcieli, bo musiał płacić rachunki mamy.
Nie miała tego usłyszeć, ale słyszała, bo wychodziła ze swojego pokoju, siadała
w korytarzu przed ich i słuchała. Nietrudno było usłyszeć mamę, nawet w pokoju
Clarissy. Mama i tak była głośna, ale też dużo krzyczała. Ale jeśli Clarisse
chciała usłyszeć tatę, musiała usiąść przed ich pokojem, ponieważ mówił cicho.
Nadal
brał nadgodziny. Nie tak bardzo, ale wziął. Nie powinien wracać do domu i
gotować przez większość nocy.
„Eee…
jasne” – powiedziała tacie.
Uśmiechnął
się.
Zrobiła
dobrze.
„Ja
i No zjemy wszystko, co przygotujesz, Słonko”.
„Makaron
z serem i hot-dogami?” - zapytała.
„Brzmi
idealnie – powiedział łagodnie.
Uśmiechnęła
się do niego.
„Praca
domowa, Reesee” - przypomniał jej wtedy - „Do zobaczenia wkrótce”.
„Pa,
tato”.
„Pa,
piękna”.
Wyszedł.
Wzięła pokarm dla mózgu i napój gazowany i poszła prosto do biura taty, żeby
włączyć komputer. Potem poszła do swojego pokoju po książki i zaniosła je do
biura. Layla podążała za nią przez cały czas jej ruchów i usiadła na boku przy
biurku w biurze, podczas gdy Clarisse zabrała się do pracy.
Skończyła
pracę domową i miała makaron w wodzie, zanim wrócił do domu.
*****
cdn.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńAjć, czuje że wyjdzie sporo spięć, rozumiem że to początek, ale no 🥺 szkoda w sumie
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń