sobota, 5 listopada 2022

2 - Robiąc mentalną... (cz.3)

  

Rozdział 2

Robiąc mentalną notatkę, by fikać fikołki

 (cz.3)

*****

Umyłam się, upewniłam się, że moje włosy nie są w bałaganie (były, węzeł, w który je zawiązałam wokół kucyka, zepsuł się, więc po prostu go wyciągnęłam) i naciągnęłam majtki i koszulkę, kiedy zadzwoniła moja komórka.

Chwyciłam ją, spojrzałam na wyświetlacz i zwalczyłam chęć rzucenia nią przez pokój.

Kurwa. Beau. Mój najnowszy ex. To znaczy, był najnowszy w tym sensie, że był ostatnim facetem, z którym zerwałam, a nie niedawno w tym sensie, że z nim niedawno zerwałam. Oficjalnie skończyliśmy prawie cztery miesiące temu i wykopałam jego tyłek. Nieoficjalnie zrobiliśmy to osiem miesięcy wcześniej. Wcześniej chwialiśmy się przez sześć miesięcy.

Beau po prostu nie zrozumiał, że jesteśmy Pierwszorzędnie Z Certyfikatem Przez Wielkie S Skończeni.

I wiedziałem, że jeśli nie odbiorę tego telefonu, będzie dzwonił do mnie raz za razem, aż to zrobię. To była część tego, w jaki sposób działał mi na nerwy i tak było, odkąd wykopałam jego tyłek. A biorąc pod uwagę, że miałam szwagierkę, dwóch ukochanych siostrzeńców oraz bliską mamę i tatę, którzy stracili ukochaną osobę, nie chciałam wyłączać telefonu.

Do cholery. Beau.

Kiedy Mike wróci, miałam go zapytać, czy wie, jak popełnić morderstwo doskonałe.

Nacisnęłam przycisk na ekranie, aby odebrać połączenie i przyłożyłam go do ucha.

„Poważnie?” - wykorzystałem jako moje powitanie.

„Dusty, mała” – powiedział cicho.

Wiedział, że kochałam mojego brata. Wiedział, że byliśmy blisko. Ponieważ mieszkał ze mną, wiedział z pierwszej ręki, że Darrin i ja rozmawialiśmy przez telefon raz lub dwa razy w tygodniu. Wiedział, że uwielbiałam moich bratanków. Wiedział, że w przeciwieństwie do mojej siostry kochałam Rhondę. Wiedział, że rozpaczam i pomyślał, że może to wykorzystać, by wrócić.

„Beau, jestem trochę zajęta” – poinformowałam go.

„Dobrze sobie radzisz?” - zapytał mnie.

„Nie. Darrin zmarł cztery dni temu, a ja jestem w domu w miasteczku z siostrą, która oddycha powietrzem w mojej przestrzeni, aczkolwiek na odległość. Nadal jest bliżej niż to się dzieje, gdy ona pracuje w Waszyngtonie, aby uwolnić z odpowiedzialności gwałcicieli, a ja jestem w Teksasie, próbując zapomnieć, że moi rodzice urodzili trójkę dzieci. Więc nie, nie jest w porządku”.

„Zostaniesz tam długo? Chcesz, żebym poleciał do ciebie?”

Dlaczego był taki tępy?

„Beau, nie chcę być suką ani nic takiego, ale czy zrobiłam w ciągu ostatnich czterech miesięcy, cokolwiek, co sprawiłoby na tobie wrażenie, że chcę, żebyś przyleciał i był tu ze mną?”

„Dusty, w takim czasie jest ciężko” – przypomniał mi.

„Uh, tak, Beau. Rozumiem to”.

„I musisz być wśród ludzi, którym na tobie zależy”.

„Nie, muszę być wśród ludzi, z którymi chcę być, ergo, nie z tobą. Znowu, żeby nie być suką ani nic” – dodałam, no cóż, żebym nie była suką ani niczym, nawet gdy byłam całkowicie suką.

„Mała, staram się o ciebie uważać” – wyszeptał przymilnie, a ja tego nienawidziłam, bo przypominało mi to, co kiedyś na mnie działało. Już nie.

Nie przypomniałam mu, że powinien był nokautować się, żeby się mną opiekować, tak wiele razy, że straciłem już tego rachubę, zanim rzuciłam jego tyłek. Nie przypomniałam mu, że zapomniał, że na wiele sposobów powinien był się dla mnie nokautować. Nie przypomniałam mu, że tak naprawdę nie potrzebowałam, żebym się nokautowała, ale przynajmniej włożyłam trochę wysiłku, żeby było my. I nie przypomniałam mu, że nokautowałam się, próbując zmusić nas do pracy, a on nie starał się, dopóki nie wyrzuciłam jego tyłka. Potem, kiedy to zrobiłam, udawał zaskoczony, jak ostatnie czternaście miesięcy naszego związku, który nie rozbił się znienacka, ale umarł powolną, bolesną śmiercią, a my jechaliśmy na oparach. Więc nie przypomniałam mu, jak bardzo wkurzyła mnie jego całkowita bezsensowność.

Zamiast tego przypomniałam mu o czymś, o czym teraz zapomniał na pół sekundy, bo chciał, żebym wróciła, ale uważał za pewnik przez te dwa i pół roku, kiedy byliśmy razem.

„Potrafię o siebie zadbać”.

Milczał.

Zastanawiałam się, jak długo miało nie być Mike’a i myślałam, że musiałam wziąć sobie do serca jego zamówienie. Nie chciałam tego zepsuć i chociaż Mike nie popadł w piętnastominutowy monolog o gównie, które wydarzyło się w jego życiu, to, co powiedział, nie brzmiało dobrze. Nie chciałam nim kręcić. Musiałam przemyśleć swoje uczucia, a nie mogłam tego robić, kiedy wkurzałam się na mojego byłego chłopaka, który nie tylko nie mógł załapać wskazówki, ale także miał selektywny słuch, więc nie dałby rady załapać wskazówki.

„Beau, muszę kończyć” – powiedziałam mu.

Znów przez chwilę milczał, miękkim głosem, któremu wstrzyknął zbyt dużo słodyczy, odpowiedział - „Dobrze, mała, jak potrzebujesz mnie, wiesz, gdzie mnie znaleźć”.

Nie wstrzymuj oddechu, kretynie, pomyślałam, ale, żeby nie być suką, nie powiedziałam tego.

„Żegnaj, Beau” - powiedziałam stanowczo.

„Później, Dusty” – odpowiedział, a ja przewróciłam oczami.

Zupełnie nie mógł złapać żadnej wskazówki, a ja też nie sypałam ścieżki z okruszków.

Wykładałam to szczerze od samego początku przez cztery miesiące.

Wyłączyłam telefon, rzuciłam go na stolik nocny, weszłam do wymiętego łóżka, wpatrywałam się w sufit i próbowałam przeszukać swoje uczucia.

To było trudne, ponieważ tego nie robiłem. Nigdy. Jak coś czułam, szłam za tym.

Jakbym była wkurzona, w bólu i w pokoju z Mike'iem Haines’em, moją nastolatkową miłością, mężczyzną, który w wieku czterdziestu trzech lat był o wiele piękniejszy niż był w wieku siedemnastu i osiemnastu lat, a kiedy ostatnio z nim rozmawiałam, byłam dla niego totalną suką, a on miał dwadzieścia jeden lat. Znajdując się w jego ramionach, chciałam go pocałować. Bardzo tego chciałam. Więc go pocałowałam.

Poczułam to, więc poszłam z tym.

Nie zawsze to działało dla mnie. Nie śledziłam, ale doszłam do wniosku, że w około pięćdziesięciu procentach nie. Czasami sprawy szły na południe. Czasami biegłam do mety. Robiłam to, bo to byłam ja. Robiłam to również, ponieważ zaliczenie bazy domowej sprawiało, że warto było przeżyć czasy, gdy sprawy toczyły się na południe.

Wiedziałam, patrząc w sufit, że chciałam, aby Mike był zaliczeniem bazy domowej.

Nie chciałam tego, ponieważ był moją sympatią od czasów nastoletnich. Nie chciałam tego, ponieważ przez lata często o nim myślałam i robiłam to tkliwie. Nie chciałam tego, ponieważ Mike był fenomenalnym kochankiem. Nie chciałam tego, bo to było do bani, mój brat zmarł nagle w wieku czterdziestu czterech lat, był moim najlepszym przyjacielem i nie miałam pojęcia, jak żyć bez niego. Nie chciałam tego, ponieważ mój brat, który był moim najlepszym przyjacielem, chciał tego dla mnie.

Po prostu chciałam tego.

Usłyszałam kliknięcie drzwi, odwróciłam głowę na poduszce i zobaczyłam, jak wszedł Mike.

Nie, to nie była prawda.

Złapałam chwilę, kiedy Mike wsunął się, niosąc pudełko z pizzą w jednej ręce, a palce jego drugiej ręki owinięte były wokół uchwytu sześciopaku butelek piwa. Miał na sobie dżinsy, które wyglądały na nim niesamowicie. Miał też na sobie brązowy sweter nakrapiany kremowymi i szarymi kawałkami z wysokim kołnierzem, który unosił się wokół jego muskularnej szyi i miał kilka rozpiętych guzików pod szyją, który wyglądał na nim niesamowicie. Poza tym miał na sobie brązową skórzaną kurtkę, która wyglądała na nim niesamowicie. I na koniec, jego włosy były zmierzwione, prawdopodobnie podczas przebieranie, nie uczesał ich i to wyglądało na nim niewiarygodnie cholernie niesamowicie. Usiadłam więc na łóżku i przekręciłam się, żeby się upewnić, że niczego nie przegapiłam.

Podszedł do łóżka, nie odrywając ode mnie wzroku i nie odezwał się ani słowem, rzucając na nie pudełko po pizzy. Milczał, kiedy podszedł do szafki nocnej i postawił tam piwo. Potem sięgnął do kurtki, wyciągnął otwieracz do butelek i upuścił go z brzękiem obok piwa.

Myślałem, że to było sprytne, że pamiętał o zabraniu ze sobą otwieracza do butelek, ponieważ hotel nie był Ritz’em, ale domyślałam się, że prawdopodobnie skrzywiliby się na nas, używających krawędzi ich mebli, aby zrzucić kapsle od piwa, gdy zdjął skórzaną kurtkę i rzucił ją na koniec łóżka.

Spojrzał na mnie, skrzyżował ręce na piersi i zapytał - „Więc?”

Całkowicie się nie opierdalał.

„No cóż” – zaczęłam - „Myślę, że ty też miałeś czas, żeby pomyśleć, ale jeśli chodzi o mnie, jeśli chcesz, spędzasz noc”.

Studiował mnie.

Potem cicho zapytał - „Pewna?”.

Wzięłam oddech.

Potem skinęłam głową i szepnęłam - „Jestem pewna”.

Kiedy to zrobiłam, zapytał dziwnie - „Co myślisz o zimnej pizzy?”

Zdezorientowana przechyliłam głowę na bok i zapytałam - „Słucham?”

Zanim się zorientowałam, o co mu chodziło, podniósł pudełko z pizzą, upuścił je na podłogę, pochylił się do mnie, objął mnie pod pachami, wyrwał mnie z łóżka i objął ramionami. Obrócił się i upadł, lądując na plecach ze mną na nim. Dochodziłam do siebie, nadmienię, że nie skutecznie, kiedy przewrócił mnie na plecy, kładąc się na mnie.

Jego twarz była wszystkim, co widziałam, a jego ręce poruszały się po mnie, kiedy szepnął - „Zimna pizza. Masz z tym problem?”

„Nie” – odszepnęłam.

„Dobrze” – mruknął.

Potem pocałował mnie, a potem zrobił mi kilka innych rzeczy, podczas gdy pizza leżała na podłodze i stygła.

*****
Sorki, ale naprawdę nie mam czasu, więc
mogę Wam dawać tylko tyle dziennie
M.

3 komentarze: