niedziela, 20 listopada 2022

6 - Ranny Ptak

 

Rozdział 6

Ranny Ptak

 

 

 

Trzymając w rękach kosz wypełniony złożonymi, czystymi ubraniami, Clarisse przeszła przez drzwi u szczytu schodów prowadzących z piwnicy do salonu. Kiedy to zrobiła, zobaczyła No wyciągniętego na kanapie i oglądającego telewizję, z ręką w torebce popcornu z mikrofalówki.

Jego oczy spoczęły na niej, opadły na ubrania w koszu, który niosła, wyszczerzył się w swoim przekornym uśmiechu i wiedziała, że zaraz powie coś, co ją wkurzy.

„Pokuta czy odpracowujesz kieszonkowe, które jesteś winna tacie?”

Stanęła i spojrzała na brata.

To nie było ani jedno, ani drugie.

Coś było nie tak z tatą. Nie wiedziała, co to było, ale cokolwiek to było, sprawiało, że nie był okej w sposób, który nie podobał się Clarisse. Odkąd wrócili do domu od mamy w ostatnią niedzielę, wydawał się smutny lub wściekły. Nie wiedziała, które z tego, ale wydawało jej się to dziwnie połączeniem obu. Jeszcze dziwniejsze było to, że nie wydawał się zły na kogoś, po prostu wydawał się wściekły, a Clarisse pomyślała, że wygląda to prawie tak, jakby był zły na siebie.

Clarisse nie lubiła, kiedy tata był na nią zły. Podobało jej się to, że kiedy się wściekł, mówił to od razu, wyjaśniał, wymierzał karę i szli dalej. Było to całkiem odwrotnie niż u jej mamy, która potrafiła wysiedzieć na czymś przez całe miesiące. Clarisse uznała, że mogłaby to robić nawet latami. Potem nagle eksplodowała w najmniej spodziewanym momencie i nigdy nie było to miłe. Robiła to nie tylko z Clarisse i No. Kiedy byli razem, cały czas robiła to ich tacie.

Więc jeśli ich tata był zły na jedno z nich, mówił. A nie mówił. A ponieważ Clarisse nie mogła z nim rozmawiać o tym, co go dręczyło, robiła następną najlepszą rzecz.

Pomagała.

W poniedziałek jej tata wziął sprawę, która oznaczała nadgodziny. Oznaczało to, że przez ostatnie trzy dni nie wracał do domu przed dziewiątą. Kiedyś leżeli w łóżku, kiedy wrócił do domu, a ona wiedziała, że wrócił do domu tylko dlatego, że wszedł i pocałował ją w skroń, jak zawsze, kiedy wracał późno do domu.

A kiedy tata tak ciężko pracował i był zdenerwowany, ktoś musiał się tym zająć.

Na tę myśl jej spojrzenie na brata stało się piorunujące i zasugerowała cierpko - „Mógłbyś pomóc”.

Jego brwi uniosły się - „W czym?”

„W tym tygodniu twoja kolej na odkurzanie” – przypomniała mu.

„Więc zrobię to w sobotę”.

„Powinieneś to zrobić teraz, żeby było zrobione, kiedy tata wróci do domu. I trzeba rozładować zmywarkę. Uruchomiłam ją, kiedy wróciłam do domu ze szkoły”.

No przyglądał się jej i wiedziała dlaczego. Zwykle trzeba było przypominać obojgu, żeby wykonali swoje obowiązki, a czasami trzeba było przypominać więcej niż jeden raz. Poza tym żadne z nich nie zrobiło nic więcej, chyba że im powiedziano. Jak uruchamianie zmywarki.

„Jaki jest twój cel?” – zapytał w końcu, jego oczy znów spoczęły na koszu, zanim znowu wróciły do jej twarzy - „To nie jest twój tydzień na pranie. Jest taty”.

„Cóż, jeśli ty nie zauważyłeś, ja tak. Coś jest nie tak z tatą”.

Jego oczy stały się bardziej czujne i wiedziała, że to zauważył. Z drugiej strony oboje byli dziećmi rozwodników, a małżeństwo ich rodziców zmieniło się ze złego na naprawdę złe i pozostało takie przez jakiś czas, zanim to się skończyło. Byli nieświadomie dostrojeni do nastrojów swoich rodziców, w przeciwieństwie do dzieci ze szczęśliwych domów. A kiedy nauczyłeś się czegoś takiego, nieświadomie lub nie, nigdy tego nie straciłeś.

Skończyła - „Pracuje do późna, więc pomagam. Nie chcesz, dobrze. Kiedy skończę pranie, włączę odkurzacz i wyładuję zmywarkę”.

Po tych słowach obróciła się na pięcie, wybiegła z pokoju i ruszyła korytarzem. Zaniosła ubrania na górę i schowała swoje. Te, które były No, położyła na jego łóżku. Jego pokój był katastrofą, nie był wart wysiłku, a gdyby się ruszył, mógłby schować własne ubrania.

Schodziła z powrotem na dół, kiedy usłyszała działanie odkurzacza i uśmiechnęła się.

Jej brat mógł być utrapieniem. Ale oboje byli wystarczająco dorośli, by wiedzieć, co się działo, gdy ich rodzice się rozwodzili. Byli też wystarczająco dorośli, aby wiedzieć, co się działo, gdy ich tata otrzymał pełną opiekę nad nimi. I oboje chcieli mieszkać z tatą. Mieszkanie mamy było małe i nawet teraz, kiedy z nią byli, musieli dzielić pokój, co było do bani. Po pierwsze dlatego, że No rozmawiał ze swoimi licznymi dziewczynami przez komórkę pod kołdrą. Potem mówił przez sen. To doprowadzało Clarisse do szaleństwa.

Wiedziała, że gdyby No był w nastroju, to by jej pomógł. Oboje zrobiliby wszystko dla taty, głównie dlatego, że tata udowodnił, że zrobiłby wszystko dla nich.

Ponieważ ten dom nie był tak duży jak ich stary, ale wciąż był duży i odkurzanie trwało wieki, Clarisse poszła do kuchni i wyładowała zmywarkę. Potem wytarła blaty. Potem zeszła na dół, załadowała kosz złożonymi w pakunki ubraniami taty i zaniosła go na górę do jego pokoju.

Kiedy przychodziła jej kolej na pranie, zawsze odkładała ubrania taty. No kładł kosz na łóżku, ale Clarisse je odkładała. To dlatego, że lubiła spędzać czas w pokoju taty. Był duży i przestronny. Pachniało tam jego wodą po goleniu. Jego łóżko było ogromne i miało cudowną pościel i piękną kołdrę, która miała zawijasy w kolorze ciemnoszarym, brązowym i czekoladowym. Miał niesamowity balkon prowadzący z niego z super wygodnymi krzesłami Adirondack. Uwielbiała zarówno balkon, jak i krzesła.

To dlatego, że ona i jej tata często tam przesiadywali, rozmawiali, droczył się z nią i słuchał wszystkiego, co miała na myśli, on pił piwo, a Clarisse piła napój. Uwielbiała widok na Farmę Holliday’ów po drugiej stronie nie tylko dlatego, że żółty wiejski dom z białą stolarką był uroczy, ale także dlatego, że mieszkał tam Finley Holliday, a on był seksowny. A latem, gdyby była na balkonie, istniało duże prawdopodobieństwo, że zobaczyłaby Finleya na traktorze. A jeśli było gorąco, co często zdarzało się latem w Indianie, istniało jeszcze większe prawdopodobieństwo, że zobaczy go na traktorze bez koszuli. A biorąc pod uwagę, że miał siedemnaście lat i grał w drużynie futbolowej, Finley Holliday bez koszuli i opalony latem był czymś wartym zobaczenia.

Miała nadzieję, że kiedy wyjdzie za mąż, będzie miała taki pokój. I miała nadzieję, że kiedy wyjdzie za mąż, wyjdzie za faceta, który będzie bardzo przypominał Finleya Holliday’a.

Kiedy zaczęła wpychać skarpetki taty do jego szuflady, usłyszała odkurzanie bliżej i wiedziała, że No przeniósł się, by odkurzyć schody.

Wtedy je znalazła. Z tyłu szuflady dwie książki w dziewczęcych okładkach.

Jej brwi się złączyły. Po pierwsze, jej tata nie był w żaden sposób dziewczęcy. On i No byli totalnymi facetami, na wskroś. Po drugie, nie raz wkładała skarpetki do tej szuflady i nigdy wcześniej nie widziała tych książek.

Zagryzając wargę i nasłuchując głosu odkurzacza dochodzącego od strony schodów, spojrzała na otwarte dwuskrzydłowe drzwi, które prowadziły z pokoju jej ojca do holu.

Potem szybko chwyciła jedną z książek. Otworzyła ją na przypadkowej stronie i zamarła, wpatrując się w ładny obrazek narysowany pastelowymi ołówkami na obu stronach. Nigdy nie widziała czegoś takiego. Był kolorowy i podobał jej się wirujący wzór. Gdyby był większy, zamiast plakatów z wampirami, chciałaby oprawić w ramki wszelkiego rodzaju zdjęcia i powiesić je na ścianach w jej pokoju.

Mimo to było to dziwne. Czy jej tata rysował ładne, wirujące obrazki? To nie może być prawda.

Przewróciła kartki na początek książki i znów zamarła.

Na wewnętrznej stronie okładki widniało nazwisko i data.

Dusty Holliday, a rok był lata, lata i lata wcześniej.

Dusty.

Dusty Holliday. Holliday.

Dziewczyna taty.

Dziewczyna taty była Holliday.

Clarisse przekrzywiła głowę na bok, czując, jak coś zabawnego trzepocze jej w sercu. Laska jej taty dała mu swoje pamiętniki z czasów, gdy musiała być dziewczynką. Clarisse nie wiedziała, co o tym myśleć, ale wydawało jej się, że to trochę słodkie.

Odkurzacz zamilkł i Clarisse wiedziała, że to oznacza No odłączał go na dole, aby mógł podłączyć go na górze.

Szybko wepchnęła książkę z powrotem do szuflady i skończyła z jego ubraniami. Potem spędzała czas w swoim pokoju, podczas gdy No kończył odkurzanie na górze.

Wiedziała, że skończył, kiedy wetknął głowę w jej drzwi i zapytał - „Szczęśliwa?”

„Ekstatycznie” - odpowiedziała.

Zrobił ręką gest, który był niegrzeczny i gdyby tata to zobaczył, nie byłby zadowolony. Ale robił to, uśmiechając się, więc Clarisse wiedziała, że No był po prostu głupkiem, którym No bywał (często). Potem zniknął.

Kiedy to zrobił, Clarisse natychmiast podeszła do swoich drzwi i nasłuchiwała. Jeśli No był w swoim pokoju, nawet jeśli odrabiał pracę domową, słuchał muzyki. Gdyby nie odrabiał pracy domowej, grałby na klawiszach, gitarze, uderzał w perkusję lub rozmawiał z jednym z członków swojej ekipy lub jedną ze swoich lasek. Ona tego nie słyszała. Tylko telewizor dochodzący z dołu. To oznaczało, że No był na dole.

Tak więc, pędząc, pobiegła do pokoju taty i złapała książki z jego szuflady. Zamknęła ją ostrożnie, pobiegła z powrotem do swojego pokoju i zamknęła drzwi.

Potem, leżąc na łóżku plecami do drzwi, żeby gdyby jej brat wszedł, nie zobaczył, co robiła, zaczęła od książki, która miała najwcześniejszą datę.

I nie mogła uwierzyć w to, co przeczytała.

Poza tym kompletnie nie miała pojęcia, co o tym myśleć.

Jej tata wrócił do domu, zanim zdążyła dokończyć. Pracując szybko, wepchnęła książki między swój materac a sprężyny i zeszła na dół, chwaląc się jego aprobatą, że ona i No chronili go podczas pracy. Jak zwykle, skoro tata wszystko zauważał, to zauważył i się zdziwił. Również był zadowolony. Oznaczało to, że dał jej przytulaska. No nic nie dostał, tata tylko się do niego uśmiechnął. Ale zanim poszedł po piwo, ona została przytulona.

Więc wszystko było tego warte.

*****

Pomiędzy sprzątaniem łazienek, odrabianiem lekcji, robieniem kolacji, utrzymywaniem porządku w kuchni, prasowaniem, spędzaniem weekendów z tatą i próbą ukrycia faktu, że chce pozostać zaszyta w swoim pokoju z pamiętnikami, spędzając czas z No z tatą przed telewizorem, Clarisse Haines kończyła czytać nastoletnie pamiętniki Dusty Holliday przez pięć nocy.

Czytała każde słowo. Czasami czytała całe fragmenty w kółko. I uważnie studiowała rysunki. I więcej niż raz trochę płakała.

A kiedy skończyła z ostatnim, wiedziała trzy rzeczy.

Po pierwsze, Dusty Holliday bardzo kochała jej tatę. I kochała go w ten sposób przez lata, lata i lata.

Po drugie, Clarisse pomyślała, że to niesamowite, że po tylu latach w końcu byli razem. Podobało jej się to w przypadku jej taty, że miał kogoś, kto kochał go w ten sposób, po tym tak długo tak traktowała go jej matka. I podobało jej się to w przypadku kobiety o imieniu Dusty, ponieważ po tym, jak ten świr (a Clarisse go znała, wszyscy wiedzieli o Dennisie Lowe) zrobił jej to, co jej zrobił, potrzebowała dobrego faceta, takiego jak tata Clarisse. Jej tata będzie opiekował się Dusty. Jej tata nigdy więcej nie pozwoli, by coś takiego się powtórzyło. Jej tata uszczęśliwi Dusty.

A po trzecie, Dusty Holliday, kiedy była dzieckiem, myślała bardzo podobnie do Clarisse.

Jasne, Clarisse nie miała jej talentu. Nie umiała rysować. Ale lubiła pisać opowiadania i robiła to cały czas. Przestała i nie wiedziała dlaczego. Może dlatego, że No był tak dobry w swojej muzyce, że wszyscy o niej mówili, tata, nawet mama, ich dziadkowie i wszystkie dzieciaki w szkole ciągle o tym mówili. Wiedziała, że jej historie nie były tak dobre, jak No z muzyką. Chociaż nigdy nikomu ich nie pokazała. Nie No, zdecydowanie nie jej mamie, nawet babci, o której wiedziała, że lubiła czytać, a jeszcze bardziej wiedziała, że jej babcia kochała Clarisse. I nie jej tacie. Ale Dusty nie sądziła, żeby ktokolwiek ją „łapał”, a Clarisse czuła to samo. W dzisiejszych czasach nikt jej nie łapał, nawet jej tata.

Dusty Holliday nazwała ją Słonko w naprawdę przyjemny sposób. Dusty Holliday powiedziała - „Uważaj na siebie, słyszysz?” Clarisse pomyślała, że sposób, w jaki to powiedziała swoim naprawdę ładnym głosem, był fajny. Dusty Holliday miała fajne imię, które było o wiele fajniejsze nawet niż przezwisko No.

I Dusty Holliday kochała jej tatę od czasów, gdy była jeszcze młodsza od Clarisse.

Więc Clarisse nie mogła się doczekać spotkania z Dusty Holliday.

Clarisse wiedziała, że Dusty Holliday ją złapie.

Clarisse wiedziała, że Dusty Holliday uszczęśliwi tatę.

Wreszcie.

Nie, nie mogła się doczekać spotkania z kobietą o fajnym imieniu Dusty.

Nie… mogła… się… doczekać.

*****

Następnego ranka, po tym jak skończyła czytać pamiętniki Dusty Holliday, Clarisse schodziła na dół na śniadanie i zatrzymała się jak wryta, gdy usłyszała, jak jej tata mówi - „Nie, Merry, nie mam wiadomości od Dusty. Skończone”.

Co dziwne, poczuła się, jakby ktoś uderzył ją pięścią w brzuch.

Jak to możliwe?

Nie wiedziała, kiedy to się zaczęło, ale domyślała się, że nie trwało to tak długo, a kiedy słyszała, jak jej tata rozmawiał przez telefon z Dusty, jego głos był miękki i miły. A Dusty kochała jej tatę jak wariatka. Wszyscy, którzy go znali, tak robili. A Clarisse nawet jej jeszcze nie spotkała! Jak to mogło się stać?

Stała nieruchomo i słuchała, jak jej tata mówił dalej - „Nie będę o tym mówił” - Potem nastąpiła przerwa - „Człowieku, poważnie, nie rozmawiaj ze mną o tym gównie, jeśli nie załatwiłeś swojego z Mią” - Kolejna pauza, a potem bardziej zirytowane - „Mówiłem ci, trzy razy byłem dla niej kutasem. Pierwszy był totalnie poza granicami, ostatni, o którym nawet nie chcę myśleć. Dała jasno do zrozumienia, że skończyła. Dzwoniłem do niej trzy razy. Bez odpowiedzi. Więc skończone. Ona już miała jakiegoś dupka, który uprzykrzał jej życie zaraz po śmierci jej brata. Nie potrzebuje drugiego”.

Jej tata był kutasem dla Dusty? To nie mogło być możliwe. Jej tata nie był kutasem, nawet dla jej mamy, a ona na to zasłużyła.

A Dusty miała jakiegoś dupka, który uprzykrzał jej życie?

Clarisse się to nie podobało.

Skoncentrowała się ponownie, gdy jej tata kontynuował - „Tak, mówiłem ci, że jest tą Jedyną. Problem w tym, że zrobiłem to, więc nie byłem dla niej tym Jedynym. I, niestety, ja mieszkam w miasteczku, a ona w Teksasie. Mam dwójkę dzieci do opieki i nie mam fury siana, żeby tam polecieć i rzucić się na miecz. Ona i tak nie potrzebuje tego gówna. Jakby była tutaj, mógłbym podjąć ten wysiłek i może się przebić. Nie ma jej tu”.

Mieszkała w Teksasie, dlatego nigdy się z nią nie spotkali, a tata rozmawiał z nią przez telefon.

A gdyby tu była, tata mógłby ją odzyskać.

Przebiłby się, Clarisse wiedziała o tym.

Clarisse musiała sprowadzić Dusty z powrotem do miasteczka.

„Gotowe, człowieku, odpuść. A jeśli przestaniesz o tym gadać, może ja też znajdę sposób, żeby odpuścić” – dokończył jej tata i nie brzmiał na zadowolonego. W rzeczywistości brzmiał na mniej szczęśliwego niż przez cały ostatni tydzień.

Dlatego Clarisse wiedziała, dlaczego był smutny i wiedziała, że był zły… na siebie. Wiedziała też, dlaczego (częściowo).

I zanim Clarisse nawet zorientowała się, co robi, odwróciła się na pięcie, pobiegła z powrotem, skacząc po dwa stopnie do swojego pokoju. Wyciągnęła pamiętniki Dusty spomiędzy materaca i sprężyn i wepchnęła je do swojej torby na książki.

Wzięła głęboki oddech i zbiegła na dół, tym razem wołając - „Hej, tato!”. żeby wiedział, że nadchodziła.

*****

Finley Holliday stał u dołu schodów i patrzył w dół korytarza na swoją mamę, która stała przy zlewie w kuchni. Nie ruszała się. Po prostu patrzyła przez tylne okno i wiedział, że nic nie widziała. Wiedział o tym, bo często to robiła. Tony razy w ciągu ostatnich kilku tygodni przestraszył ją, jakby podkradał się do niej.

Kompletnie to traciła.

To go nie zaskoczyło.

„Twoja mama jest wyjątkowa” – powtarzał mu tata tyle razy, że stracił rachubę - „Dlatego Bóg dał jej grupę mężczyzn, mnie, ciebie i twojego brata. Wyjątkowe dziewczyny, takie jak twoja mama, potrzebują grupy mężczyzn, którzy się nimi zaopiekują. To jest nasze zadanie, nas wszystkich, aby opiekować się twoją mamą”.

Tata nie miał nic przeciwko temu. Fin wiedział, że tata uważał, że to, ze jego mama jest „wyjątkowa”, było urocze. Wiedział o tym, bo kiedy robiła się głupkowata albo upuszczała coś, co robiła cały czas i zachowywała się, jakby świat miał się skończyć, albo powiedziała coś głupiego, albo była nieśmiała w towarzystwie i potykała się o swoje słowa, jego tata zawsze wybuchał śmiechem. Potem chwytał ją i całował. Przestała się rumienić lub wyglądać na przestraszoną i uśmiechała się do niego.

Bez taty zupełnie sobie nie radziła.

Całkowicie.

A babcia i dziadek, rodzice taty, i babcia i dziadek, rodzice mamy, nie pomagali. Krążyli wokół niej, jakby była rannym ptakiem czy coś. Jak znalazłeś rannego ptaka, łamałeś mu kark i zabierałeś się za gówno. Widział dwa razy w życiu, jak jego tata to robił. „Życzliwość” - powiedział mu tata głębokim, łagodnym głosem, kiedy po raz pierwszy zobaczył, jak zabijał rannego ptaka - „przybiera różne formy”.

Fin nie powiedział nikomu, że widział, jak jego tata to robił. Ludzie pomyśleliby, że to było popierdolone.

Ale Fin to rozumiał. Z drugiej strony, Fin rozumiał wiele z tego, co mówił jego tata.

Ale nie można było skręcić karku kobiecie, kiedy cierpiała i była zraniona w sposób, jakiego nikt nigdy nie potrafił naprawić. I to nie pomagało, trzepotanie wokół niej i udawanie gotowości do złapania poduszki lub czegoś, co możnaby rzucić na podłogę na wypadek, gdyby upadła, abyś mógł zamortyzować upadek.

Gówno musiało być zrobione. Był prawie luty. Musieli pomyśleć o kukurydzy.

Nie widział swojej matki na traktorze. I jej rodzice nie byli rolnikami. Jej tata był emerytowanym fryzjerem, a mama nigdy nie pracowała. Jego dziadek mieszkał teraz na Florydzie. Nie zamierzał wracać i pracować na polu.

A jego głupia ciocia Debbie cały czas rozmawiała przez telefon z jego mamą. Fin słyszał te rozmowy. Jego mama była już całkowicie popieprzona, ale po telefonie od cioci Debbie była w rozsypce. Więc teraz biegł do telefonu, żeby móc go odebrać i skłamać, jak była to ciotka Debbie, by jej powiedzieć, że mamy nie było w domu. Zrobił to nawet z komórką swojej mamy, znajdując ją i trzymając blisko, na wypadek gdyby zadzwoniła ciocia Debbie. Mama nigdy się nie zorientowała. Często gubiła rzeczy, nie pamiętając, gdzie je położyła.

Wiedział z tego, co słyszał, że ciocia Debbie chciała sprzedać farmę. Nie rozumiał tego, ale z tego, co słyszał, od śmierci taty ciocia Debbie, ciocia Dusty, Finley i Kirby byli teraz właścicielami farmy. A ciocia Debbie chciała ją sprzedać.

A to nie miało się wydarzyć. Nie było pieprzonej mowy.

Ta ziemia była ziemią jego ojca. Ponieważ mógł dosięgnąć pedałów, Fin jeździł na traktorze i pomagał ojcu w pracy na polu. A wcześniej Fin lub Kirb siedzieli z nim, podczas gdy ich tata to robił.

Miał to wszystko zaplanowane. Miał siedemnaście lat, ale wiedział. Powiedział to nawet swojemu tacie. Kiedy to zrobił, jego tata był tak cholernie szczęśliwy, że uśmiechał się szeroko, a Fin mógł przysiąc na Boga, że widział, jak oczy jego taty zwilgotniały, a nigdy w życiu czegoś takiego nie widział.

Pracował na tej farmie. Jak jego tata. I jego dziadkowie. I jego pradziadek.

Kurwa, ciotka Debbie. Boże, była taką suką.

Cholera, potrzebował, żeby ciocia Dusty wróciła. Nie wiedział, co jej dolegało, kiedy była tam ostatnim razem, ale chociaż wyczuwał, że coś jest z nią nie w porządku, była zajebista z mamą Fina, jak zawsze. Ciocia Dusty nie traktowała jej jak zranionego ptaka. Zachowywała się, jakby wszystko było w porządku. Dokuczała jej. Dokuczała mu i Kirbowi. Śmiała się i robiła szalone rzeczy, jak zawsze. Śpiewała podczas zmywania naczyń. Raz zobaczył, jak trzymała jego matkę, gdy płakała, ale nie było to głupie. To było na sposób cioci Dusty.

Była po prostu prawdziwa.

I wiedział, bo jego tata, dziadek i ciocia Dusty o tym wspominali, a nawet ciocia Debbie o tym mówiła, ale robiła to wrednie (jak zwykle), że ciocia Dusty wiedziała wszystko o farmie. Zanim wystartowała, pracowała w polu z tatą i dziadkiem.

Nie mógł tego zrobić sam. Kirby mógł pomóc i zrobiłby to. Zmusi do tego swojego brata. Ale nie mógł tego zrobić sam.

Potrzebował pomocy.

Jego mama pracowała na pół etatu w mieście, robiąc kawę w Mimi’s Coffee. Zarabiała gówniane pieniądze. To miało coś wspólnego z zajmowaniem jej czasu, kiedy on i Kirb zaczęli dorastać i nie potrzebowali jej tak bardzo. I nie poszła do pracy od śmierci taty. Więc teraz nie dostawali nawet tej odrobiny pieniędzy.

Potrzebowali pracy na farmie.

I pieprzyć to wszystko, słyszał, jak rozmawiała z kimś przez telefon o tym, że przyjdą „z wizytą” i „z wyceną”. Nie wiedział, co oznaczało to gówno. Po prostu wiedział, że to nie wróżyło nic dobrego.

Cholera, potrzebował, żeby ciocia Dusty przyjechała, załatwiła sprawy jego mamy i pomogła mu w prowadzeniu farmy, dopóki za półtora roku nie skończy szkoły i nie będzie mógł robić tego sam.

Wyczuł ruch, spojrzał na szczyt schodów i zobaczył schodzącego brata.

„Nic jej nie jest?” – zapytał cicho Kirby, wiedząc dokładnie, co robi Fin.

„Jak myślisz?” - Fin odpowiedział i patrzył, jak usta Kirba wykrzywiają się w bok.

Cholera, musiał też uważać na swojego brata. Kirb i mama byli blisko.

Ale Kirb miał tylko piętnaście lat. Nie miał też pojęcia, jak sobie z tym poradzić.

Fin spojrzał na matkę i zawołał - „Mamo, idziemy do szkoły”.

Podskoczyła tak wysoko, że Fin to zobaczył i poczuł, jak zacisnęły mu się usta.

Potem się odwróciła, jej twarz wciąż była blada jak od tygodni, jej oczy były dziwne i puste.

Wydawało się, że uporządkowała swoje gówno i odkrzyknęła - „Okej”.

Fin powstrzymał się przed przewróceniem oczami. Zamiast tego zarzucił na ramię torbę z książkami i razem z Kirbem ruszyli w stronę frontowych drzwi.

„Czy … uh” - zawołała za nimi, a obaj zatrzymali się i obejrzeli za siebie - „czy, hm… odrobiliście pracę domową?”

Za późno, żeby pytać, idziemy do pieprzonej szkoły - pomyślał Finley.

Ale to, co powiedział, brzmiało - „Tak” i była to prawda.

„Tak, mamo” – powiedział też Kirb, a Finley wiedział, że to prawda, bo ujeżdżał tyłek brata zeszłego wieczoru, żeby to załatwić.

„Dobra, chłopcy, miłego dnia w szkole” – powiedziała im mama, a Finley pomyślał, że mówiła jak robot.

„Tobie też dobrego dzień, mamo” – odparł Kirb.

Fin nie zawracał sobie głowy odpowiadaniem. Po prostu wyszedł i wsiadł do starego pickupa dziadka, którego ten zostawił, gdy razem z babcią przeprowadzili się na Florydę. Tata utrzymywał go w ruchu i dał mu go w zeszłym roku, kiedy Fin zrobił prawo jazdy.

Kochał tego pieprzonego pickupa. To było gówno. Poobijany, zardzewiały i zajebiście fajny. Ciocia Dusty pomyślała to samo. To dlatego, że ciocia Dusty też była cholernie fajna.

Pickup miał z tyłu ławkę. Pickupy nie miały już ławek. To było zbyt złe i był szczęśliwy jak cholera. Przy wodopoju w The Back Forty Fin zrobił zeszłego lata Marisę, Julie i Tamarę na tej ławce (oczywiście nie wszystkie razem). Ta ławka była idealna.

Odwiózł brata do szkoły i przywitał się z klasą.

Ona podeszła podczas lunchu.

Był zaskoczony. Clarisse Haines była fajną klientką. Fin miał ją na oku już od jakiegoś czasu. Była dla niego trochę za młoda, ale to nie znaczyło, że nie była zajebiście ładna. Była. Już była wysoka, miała świetne cycki, a jej włosy i oczy były cholernie niesamowite.

Ale było coś w niej. Była jakby zdystansowana, czy coś.

Jakby była, ale jej nie było. Nie wiedział, czy nie chciała tam być, czy była w swojej głowie, czy po prostu zrozumiała, że jest lepsza niż to miejsce i odsiaduje swój czas.

Była totalnie za dobra na to miasteczko. Szczerze mówiąc, mogłaby być modelką. Taka była ładna. Całkowicie mógł zobaczyć, że, kiedy skończy szkołę i pojedzie do Nowego Jorku lub gdzieś indziej, będzie w magazynach.

A ubierała się świetnie.

„Hej, Fin” - powiedziała, kiedy do niego podeszła i spodobało mu się, że nie mogła spojrzeć mu w oczy.

Podobał się jej.

„Yo, Rees” – odparł, a jej oczy prześlizgnęły się po jego.

Tak, kurwa, tak. Podobał się jej.

Uśmiechnął się.

„Czy możemy, uh…” - jej wzrok przesunął się po jego ekipie przy stole wokół niego, a potem wrócił do niego - „porozmawiać na osobności?”

„Ja mogę z tobą porozmawiać na osobności, Rees” – powiedział jego przyjaciel Dylan, a Fin spojrzał na Dylana.

W żaden sposób Dyl nie zamierzał wtrącać się do tej akcji. A Dyl był totalnym podrywaczem, więc spróbowałby.

Dyl zauważył jego spojrzenie i Dyl wiedział, że Fin mógłby wytrzeć nim podłogę, mimo że Dyl dużo mówił o tym, jakie niesamowite było jego ciało.

Kiedy jego oczy wróciły do Clarisse, zobaczył, że patrzyła na Dylana, jakby próbowała się nie zakrztusić i po prostu powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem.

To, co zrobił, to wstał i mruknął - „Tak, chodźmy”.

Spojrzała na niego i skinęła głową.

Oddalili się, ale Fin odwrócił się z powrotem do swojej załogi i co najmniej dwóch z nich, co go nie dziwiło, że Dylan był jednym z nich, miało otwarte usta, by powiedzieć coś przemądrzałego. Złapali jedno spojrzenie Fina i zamknęli usta.

Fin poprowadził ją do holu, przez ławki i do podnóża schodów, gdzie nie było nikogo w pobliżu.

„O co chodzi, Reesie?” - zapytał, kiedy zatrzymał się blisko niej. Wystarczająco blisko, żeby coś wyczuć, jej perfumy albo szampon. Cokolwiek to było, pachniało jagodami.

Podobało mu się to.

Ponownie spojrzała na niego i powiedziała cicho - „Naprawdę mi przykro z powodu twojego taty, Fin”.

To było zaskoczeniem, jak cios w brzuch, ale Boże, jak to mogło boleć i być dobre w tym samym czasie?

„Dzięki” – wymamrotał.

„A ja nie chcę, to znaczy… musisz mieć dużo na głowie i wszystko, więc nie chcę cię więcej obciążać” – ciągnęła, ból ustąpił, a on poczuł, że jego brwi się ściągnęły.

„Co?” - zapytał.

„Ja… no cóż, myślę, że twoja ciotka ma na imię Dusty?” - to było pytanie i zatrzymała się na tym.

„Tak, mam ciocię Dusty. Co z nią?”

„Myślę, że ona…” – Zawahała się, po czym dokończyła – „spotyka się z moim tatą.

Finley spojrzał na nią.

Jasna cholera.

Jasna pieprzona cholera.

Boże, wiedział wszystko o ciotce Dusty i tacie Clarisse. W tamtych czasach, jak powiedział mu tata, ciocia Dusty i pan Haines byli ze sobą blisko, bardziej niż pan Haines z ciotką Debbie, a on się z nią widywał (to nie zdziwiło Finleya).

Pan Haines był przyjacielem jego taty. Koleś był fajny. Fin zawsze go lubił. Miał to coś, w czym był tatą, zdecydowanie, ale był też gliną i miał ten policyjny klimat. Nie tego krzepkiego dupka, tylko tego twardego, fajnego faceta, co było niesamowite. Co więcej, był w pobliżu w dobrym ojcowskim stylu. Zawsze na meczach koszykówki No, ale nie był to jeden z tych rodziców, którzy krzyczeli lub wstawali w gównie swoich dzieci lub trenerów. I pozwolił No mieć garażowy zespół, co było niesamowitą rzeczą. A Fin widział, jak chodził z ramieniem na ramionach Clarisse i zawsze się uśmiechali lub śmiali.

Pan Haines był taki jak jego tata.

Ale wiedział też, że pan Haines był z jego ciotką Debbie w szkole średniej. Tego nie łapał. Z drugiej strony nie mógł sobie wyobrazić nikogo ze swoją ciotką Debbie i zupełnie nie kogoś tak fajnego, jak pan Haines. I wreszcie, odniósł wrażenie, że jego tata chciał, żeby jego ciotka Dusty spróbowała z panem Haines’em. Zawsze jej o nim wspominał, kiedy była w pobliżu lub rozmawiali przez telefon. Za dużo. To było dziwne. Ciocia Dusty mieszkała w pieprzonym Teksasie. To nie było tak, że mogła łatwo zagrać. Mimo to wyglądało na to, że tata na to naciskał. Z drugiej strony tata i ciocia Dusty byli blisko, a tata lubił otaczać się rodziną. Nawet z ciotką Debbie. Więc przeforsuje coś takiego, żeby ciocia Dusty wróciła do domu.

Boże, to było zajebiste. Gdyby ciocia Dusty była z panem Haines’em, przeprowadziłaby się do domu i pomagałaby.

„Zerwali”.

Te słowa padły od Clarisse i skupił się na niej.

„Co?” - powtórzył

„Nie wiem, co się stało. Ja… ja tylko raz słyszałam, jak tata z nią rozmawiał i wydawało się, że wszystko jest w porządku, a potem usłyszałam, jak rozmawiał ze swoim partnerem z pracy i powiedział, że to koniec”.

Gówno.

„Ja… cóż…” - odwróciła się, przyciągnęła swoją torbę z książkami do przodu i pogrzebała w niej. Wyjęła parę książek w dziewczęcych okładkach i trzymała je między nim a nią – „To jest twojej cioci. To trochę dziwne, wiem, czytać je i jest w nich trochę złych rzeczy, które są trochę, hm… przerażające i przygnębiające. Napisała je dawno temu. Była wtedy, no cóż… zakochana w moim tacie i, no cóż, nie wiem, co się wtedy działo, ale sposób, w jaki była wtedy w nim zakochana, sprawia, że to smutne, że się związali, a potem, umm… nie pozostali razem”.

Fin wpatrywał się w książki.

Clarisse mówiła dalej.

„Ja… myślę, że… hm… właściwie to wiem, że gdyby była bliżej, tata… spróbowałby się tam znowu dostać, to znaczy, uh… z twoją ciotką” - Zatrzymała się, a oczy Fina powędrowały do niej, więc kontynuowała szybko, a jej policzki zaróżowiły się - „Przepraszam. Myślisz, że to dziwne”.

„Próbujesz ich z powrotem połączyć?” - zapytał.

„Wiem. To dziwne” - Zaczęła się oddalać, mrucząc - „Zapomnij o tym”.

Wyciągnął rękę, chwycił ją mocno za rękę i zamarła. Wszystko poza jej głową, która odskoczyła, by na niego spojrzeć.

Trzymał ją za rękę i powiedział cicho – „To nie jest dziwne, Rees”.

Zamrugała, po czym szepnęła - „Czy ona, hm... fajna? To znaczy, jej pamiętniki sprawiają, że wydaje się fajna, ale napisała je dawno temu”.

Fin nadal trzymał ją za rękę, uśmiechając się i odpowiadając - „O tak, ciocia Dusty to gówno. Całkowicie”.

Wydawała się odprężona, jakby to była dobra wiadomość i poczuła ulgę.

Potem kontynuowała - „Wiem, że mieszka daleko i nie wiem, jak ją odzyskać. Nie wiem, ile czasu zajęłoby tacie…”

Fin uśmiechnął się, ścisnął jej dłoń i przerwał - „Wiem, jak ją odzyskać”.

„Tak?” - wyszeptała.

Jej szept i oczy, które robiły się takie duże, były naprawdę kurewsko urocze.

„Tak” - powiedział miękko.

„Och” - Wciąż szeptała, a sposób, w jaki to robiła, był jeszcze słodszy.

„Czy mogę je dostać?” - zapytał, pochylając głowę nad książkami.

Znowu się spięła i potrząsnęła głową - „Nie wiem. Są trochę osobiste i być może, ponieważ jest twoją ciotką, nie powinieneś wiedzieć, co w nich jest. I nie wiem, dlaczego mój tata je ma, a on zauważa różne rzeczy. Jeśli znikną na dłużej, on to zauważy. Zdecydowanie”.

„Przeczytam je i przysięgam, że nikomu nie powiem ani słowa. Zrobię to szybko i przyniosę je z powrotem. Obiecuję. Spoko?”

Zagryzła wargę i rozważała to przez chwilę, zanim podała mu książki.

Puścił jej rękę i wziął je.

Potem powiedział - „Musisz dać mi swój numer”.

„Co?” - westchnęła, a on się uśmiechnął.

Była w nim totalnie zabujana.

„Twoja komórka, Rees. Byśmy mogli planować”.

„Och. Okej”.

Wyciągnął komórkę z tylnej kieszeni. Wyciągnęła swoją z torebki.

Zaprogramował jej numer. Zrobiła to samo z jego.

Zadzwonił dzwonek i Fin powiedział jej - „Zadzwonię”.

„Uch… okej”.

Uśmiechnął się do niej, a jej oczy opadły na jego usta.

To nie było słodkie. To było coś zupełnie innego.

„Będzie spoko” – obiecał, a jej oczy wróciły do jego.

Skinęła głową.

„Później, Rees” – powiedział, wciąż się uśmiechając.

„Później, Fin” – odparła, po czym odwróciła się i odeszła.

Miała czternaście lat i była pierwszoroczniaczką. Poza jego strefą.

Ale postanowił rozszerzyć swoją strefę, idąc do swojej szafki.

*****

Fin wepchnął dzienniki do torby z książkami. Było późno. Właśnie skończył je czytać.

Jego skóra wydawała się dziwna, jakby świerzbiła, a dłonie się pociły.

To dlatego, że jego ciotka Dusty była gównem. Kochał ją. Ona kochała jego, Kirba, ich tatę i mamę, i okazywała to w sposób, który zawsze lubił. I wiedział, że robiła, co mogła, żeby ciocia Debbie nie przejęła władzy po śmierci taty, ale ciocia Debbie jak zwykle postawiła na swoim i wiedział, że to wkurzało ciocię Dusty. Nie dlatego, że była po prostu wkurzona, ale dlatego, że zrobiła to, co powinna zrobić jego mama, a poważnie, także jego babcia, i starała się zrobić dobrze dla jego taty, Fina i Kirba po śmierci taty. Po prostu walczyła z ciocią Debbie, o której jego tata nieraz mówił, że jest pogromcą jaj, a ponieważ ciotka Dusty nie miała jaj, ciocia Debbie przetoczyła się po niej.

A ten szalony, pieprzony psychopata, seryjny morderca, dotknął jej.

Jego ciotkę Dusty.

To sprawiło, że zrobiło mu się niedobrze, a jednocześnie poczuł się, jakby miał ochotę walnąć pięścią w ścianę.

Nie mógł zrobić tego ostatniego, bo gdyby to zrobił, jego mama straciłaby to, co zostało z jej opanowania.

Więc musiał to ubić, zakopać głęboko i uporządkować resztę gówna z tym dziennikiem.

Bo jeśli to, co powiedziała Clarisse, było prawdą, a jego ciocia Dusty związała się z panem Haines’em, to był cholernie najwyższy czas.

A jeśli zerwali, to było do bani.

I Clarisse miała rację, nawet nie wiedząc, jak bardzo miała rację.

To musiało się stać.

Musiało się stać to, żeby ciocia Dusty przeprowadziła się do domu, pomagała jego mamie, pomagała na farmie, a Fin nie musiał stawiać czoła całemu temu gównu samotnie.

Musiało się to stać, bo ciocia Dusty kochała tę ziemię jak tata, jak Fin, a mama nie miała nadziei, że uda jej się przekonać ciocię Debbie, jeśli będzie chciała ją sprzedać. Ale ciocia Dusty sprzedałaby to po swoim trupie. Myślenie o tym było do bani, ale wiedział, że to cholerna prawda. Mogła przegrać z tym całym koncertem wokół pogrzebu taty. Ale nie zniosłaby, gdyby Fin utracił swoje dziedzictwo. Nie było, kurwa, mowy. Będzie walczyć aż do śmierci i Fin o tym wiedział.

Musiało się to stać, ponieważ pan Haines był kiedyś z jego ciotką Debbie i może to nie było miłe, ale prawdą było, że podobał mu się pomysł, by pan Haines i ciocia Dusty byli razem szczęśliwi, a ciocia Debbie musiała z tym żyć. Nienawidziłaby tego. Bardzo. A Finowi to się podobało.

I musiało się to wydarzyć, bo trochę dziwnie się to czytało, ale nie można było zaprzeczyć, że jego ciotka Dusty naprawdę, naprawdę lubiła pana Hainesa. I po sposobie, w jaki to robiła, wiedział, nie wiedział skąd, ale wciąż wiedział, że tego rodzaju uczucia nie umierają.

Więc musiało się to stać w przypadku cioci Dusty.

Było późno. Powinien spać. Ale nie wahał się, chwycił swoją komórkę i przewinął kontakty do Cioci Dusty.

Odebrała po pierwszym dzwonku, jej melodyjny głos, który zawsze uważał za zajebisty, był ciężki od oczywistej troski - „Hej, Słonko. Jest późno. Wszystko okej?”

Fin wziął głęboki oddech.

Potem powiedział - „Nie”.

*****

Jakby na to czekała, co było prawdą, gdy tylko jej komórka zawibrowała na szafce nocnej, oczy Clarisse otworzyły się i chwyciła ją.

Na wyświetlaczu pojawił się napis Fin Dzwoni.

Na wszelki wypadek wyłączyła dzwonek i odłożyła go na szafkę nocną z większą nadzieją niż pewnością. A kiedy myślała o nadziei, miała na myśli bardzo dużo jej.

I rozmowa przyszła.

Dziwnie oddychała, kiedy nacisnęła przycisk i przyłożyła komórkę do ucha.

„Hej”.

„Hej. Wszystko jest w porządku”.

Poczuła, jak brzuch jej się przewracał, i to nie tylko dlatego, że ciemnowłosy, wysoki, barczysty, o głębokim głosie, dostępny junior Fin Holliday rozmawiał z nią o wpół do jedenastej w nocy, kiedy leżała w łóżku w ciemności. Ale także dlatego, że powiedział, że wszystko jest w porządku.

„Ona wraca?” - zapytała Clarisse.

„O tak”.

„Kiedy?”

„Niebawem”.

„Na jak długo?”

„Cóż, przywozi ze sobą konie i piece, więc, jak sądzę, na jakiś czas”.

„Co?” – spytała Clarisse, nie rozumiejąc.

„Ona robi ceramikę i musi ją wypalać w piecach. I ma konie, na których lubi jeździć. Mówię więc, że przyjeżdża tu na tyle długo, żeby zostać tu, trochę popracować, a wiem to, bo nie zostawia tam swoich pieców ani zwierząt”.

Żołądek Clarisse znów się przekręcił i wyszeptała - „Niesamowite”.

„Wchodzisz w to, mała”.

Omójbosze! Fin Holliday nazwał ją „mała!”

„Co?” - westchnęła.

„Jak tu dotrze, musisz sprowadzić tu tatę. Oczyszczę drogę, wyciągnę na chwilę mamę i Kirba. Napiszę do ciebie. Mówi, że potrzebuje około tygodnia, żeby uporządkować to gówno w Teksasie. Ale jutro w porze lunchu zaplanujemy”.

To była praktycznie randka!

„Okej” – szepnęła.

„Super. Później, Reesie”.

„Później, Fin”.

Nacisnęła przycisk rozłączenia i odłożyła telefon z powrotem na szafkę nocną.

Potem wpatrywała się w jego cień w ciemności i robiła to bardzo, bardzo długo.

W końcu, czując się lepiej prawie we wszystkim, Clarisse Haines zasnęła z uśmiechem.

 


 

5 komentarzy: