poniedziałek, 21 listopada 2022

7 - Wszystko... było właściwe (cz.1)

 

 Rozdział 7

Wszystko, co kiedykolwiek czułem, było właściwe (cz.1)

 

 

 

Mike odwrócił głowę i patrzył, jak jego córka chodziła po tylnym podwórku, a Layla podskakiwała u jej boku.

Przez ostatnie dziesięć minut była tam, przy tylnej bramie, kiedy brama była otwarta, a ona stała w niej z uniesioną ręką, komórką przy uchu.

Z Clarisse działo się coś nowego. Zamiast sprawiać wrażenie zagubionej, leniwej i kłamliwej, wydawała się skupiona – nie wiedział tylko na czym – pełna energii i skryta.

Nie mógł powiedzieć, że nie podobała mu się ta zmiana, z wyjątkiem ostatniego. Odrabiała pracę domową, zanim ją zapytał. Jej oceny, które zaczęły się pogarszać (z wyjątkiem angielskiego, który nigdy nie spadał), poprawiały się. Prawie każdego wieczoru wysyłała mu SMS-y z pytaniem, kiedy wróci do domu. Potem, kiedy wracał, była w kuchni i gotowała. Wieczorem, zanim kładł się spać, naczynia były zmywane, a nawet blaty były wytarte do czysta. Przez ponad dwa tygodnie nie zrobił ani jednego prania, a wszystkie jego ubrania były czyste, złożone i odłożone. Oboje jego dzieci wykonali swoje obowiązki bez konieczności ich ponaglania. No poprosił nawet o pieniądze, ponieważ Reesee napisała listę zakupów rzeczy, których potrzebowali, i zgłosił się na ochotnika. Trzy razy.

Przez to wszystko nie poprosiła go o kieszonkowe, chociaż wiedziała, że go by nie dostała. Miała jeszcze pięć tygodni nadpłaty. Nie była też w centrum handlowym ze swoimi dziewczynami. Ani razu.

I dużo rozmawiała przez telefon. I dostawała dużo SMS-ów. To nie było nienormalne. Robiła to ze swoją grupą dziewczyn. Ale co było nienormalne, to mały uśmieszek, który mu się nie podobał, igrający na jej ustach podczas czytania niektórych SMS-ów. Nie podobało mu się też światło, które wypełniało jej oczy zarówno po tym, jak jej telefon wypełniał się wiadomościami, które właśnie przeczytała, albo po tym, jak zeszła z góry i wiedział, że miała jakąś rozmowę przez telefon.

Zostawił ją w spokoju w tej sprawie. Po pierwsze dlatego, że była nastolatką i, choć mu się to nie podobało, wiedział, że w końcu to by nastąpiło. I wiedział dokładnie, co się działo, z tego uśmiechu i światła w jej oczach, które nie były trudne do odczytania. Po drugie, bo nie chciał wiedzieć.

Ale reszta była tajemnicą.

Doszedł do wniosku, że skoro zbliżają się jej urodziny, to go podkręcała. Co roku prosił swoje dzieci o listę życzeń na urodziny i Boże Narodzenie, a jej w tym roku na urodziny była długa.

Jednak jej zachęcanie No do pomocy było przesadą.

Może sama się uporządkowała.

A może miała chłopaka, który był nią zainteresowany, a ona jechała na tym haju i szerzyła radość.

Z tymi małymi uśmiechami i blaskiem w jej oczach doszedł do wniosku, że to jedno i drugie. A myśl, że jego śliczna córka, która kończyła piętnaście lat, miała faceta na oku, sprawiała, że życzył sobie czegoś, czego nigdy nie sądził, że sobie by cholernie zażyczył. A było to, żeby Reesee znów była zagubiona, leniwa i kłamliwa.

Chryste

Otworzyła drzwi i weszła, a Layla wpadła z nią.

„Hej, tato” – przywitała się z błyszczącymi oczami i uśmiechniętymi ustami, zrzucając kurtkę.

„Jest jakiś powód, dla którego stałaś na zewnątrz w zimną, ciemną lutową noc i gapiłaś się na farmę Holliday’ów?”

Jej kurtka zwisała z jej palców, jej oczy znów się zaświeciły, ale nie w sposób, który sprawił, żeby po raz pierwszy w życiu lamentował, że nie miał dwóch synów, bo pomyślał, że ten następny etap mógłby go po prostu zabić.

Przyglądając się jej uważnie, Mike nadal nie łapał tego nowego światła.

Potem w ogóle nie mógł o tym myśleć, kiedy odpowiedziała wesoło - „Tak. Plotka głosi, że ciocia Fina i Kirby’ego, Dusty, przeprowadza się do miasta i ma konie. Miałam nadzieję, że je zobaczę”.

„Słucham?” - zapytał cicho.

Podeszła do kanapy, nie spuszczając z niego wzroku, i rzuciła kurtkę na oparcie.

„Ciocia Finleya Holliday’a, Dusty, sprowadza się. Jego mama nie radzi sobie zbyt dobrze, a wkrótce będą siać. Więc wróciła z Teksasu czy, hm… skądkolwiek, i będzie w pobliżu przez jakiś czas, żeby pomóc”.

Mike spojrzał na córkę.

Kurwa. Gówno.

Kurwa.

„W każdym razie” – ciągnęła, a on z wysiłkiem skupił się na niej – „…nie widziałam koni. Widziałam, jak Fin i Kirb wychodzili z mamą. Jednak nie dostrzegłam ich ciotki. Może ta jazda skądkolwiek z jej końmi ją zmęczyła czy coś”.

Dusty była w domu.

Dusty była w domu i miała być w domu przez jakiś czas.

Dusty była w pieprzonym sąsiedztwie przez jakiś czas, a teraz sama w domu.

Mike odbił się od kanapy, mrucząc - „Muszę gdzieś wyjść. Nie wrócę przez jakiś czas”.

Szedł korytarzem, kiedy Reesee zawołała - „Dobrze tato, do zobaczenia później”.

Mike podniósł rękę i wystawił dwa palce, ale nie obejrzał się.

Po prostu chwycił swoją kurtkę, klucze i wyszedł.

*****

Uśmiechając się, Clarisse zgięła szyję, podniosła telefon obiema rękami i kciukami przeleciała po klawiaturze.

Zadziałało jak magia. Już go nie ma, napisała i wcisnęła Wyślij.

Pięć sekund później jej telefon zabrzęczał i na górze wiadomości widniał Fin.

Tekst brzmiał: Super.

Jej uśmiech stał się jeszcze większy, pobiegła korytarzem i pobiegła po schodach do swojego pokoju, a Layla podążyła za nią.

*****

cdn.

4 komentarze: