Wszystko, co kiedykolwiek czułem, było właściwe (cz.1)
Mike odwrócił głowę i
patrzył, jak jego córka chodziła po tylnym podwórku, a Layla podskakiwała u jej
boku.
Przez ostatnie dziesięć minut
była tam, przy tylnej bramie, kiedy brama była otwarta, a ona stała w niej z
uniesioną ręką, komórką przy uchu.
Z Clarisse działo się coś
nowego. Zamiast sprawiać wrażenie zagubionej, leniwej i kłamliwej, wydawała się
skupiona – nie wiedział tylko na czym – pełna energii i skryta.
Nie
mógł powiedzieć, że nie podobała mu się ta zmiana, z wyjątkiem ostatniego. Odrabiała
pracę domową, zanim ją zapytał. Jej oceny, które zaczęły się pogarszać (z
wyjątkiem angielskiego, który nigdy nie spadał), poprawiały się. Prawie każdego
wieczoru wysyłała mu SMS-y z pytaniem, kiedy wróci do domu. Potem, kiedy wracał,
była w kuchni i gotowała. Wieczorem, zanim kładł się spać, naczynia były
zmywane, a nawet blaty były wytarte do czysta. Przez ponad dwa tygodnie nie
zrobił ani jednego prania, a wszystkie jego ubrania były czyste, złożone i
odłożone. Oboje jego dzieci wykonali swoje obowiązki bez konieczności ich ponaglania.
No poprosił nawet o pieniądze, ponieważ Reesee napisała listę zakupów rzeczy,
których potrzebowali, i zgłosił się na ochotnika. Trzy razy.
Przez
to wszystko nie poprosiła go o kieszonkowe, chociaż wiedziała, że go by nie dostała.
Miała jeszcze pięć tygodni nadpłaty. Nie była też w centrum handlowym ze swoimi
dziewczynami. Ani razu.
I
dużo rozmawiała przez telefon. I dostawała dużo SMS-ów. To nie było
nienormalne. Robiła to ze swoją grupą dziewczyn. Ale co było nienormalne, to
mały uśmieszek, który mu się nie podobał,
igrający na jej ustach podczas czytania niektórych SMS-ów. Nie podobało mu się
też światło, które wypełniało jej oczy zarówno po tym, jak jej telefon wypełniał
się wiadomościami, które właśnie przeczytała, albo po tym, jak zeszła z góry i
wiedział, że miała jakąś rozmowę przez telefon.
Zostawił
ją w spokoju w tej sprawie. Po pierwsze dlatego, że była nastolatką i, choć mu
się to nie podobało, wiedział, że w końcu to by nastąpiło. I wiedział
dokładnie, co się działo, z tego uśmiechu i światła w jej oczach, które nie
były trudne do odczytania. Po drugie, bo nie chciał wiedzieć.
Ale
reszta była tajemnicą.
Doszedł
do wniosku, że skoro zbliżają się jej urodziny, to go podkręcała. Co roku
prosił swoje dzieci o listę życzeń na urodziny i Boże Narodzenie, a jej w tym
roku na urodziny była długa.
Jednak
jej zachęcanie No do pomocy było przesadą.
Może
sama się uporządkowała.
A
może miała chłopaka, który był nią zainteresowany, a ona jechała na tym haju i
szerzyła radość.
Z
tymi małymi uśmiechami i blaskiem w jej oczach doszedł do wniosku, że to jedno
i drugie. A myśl, że jego śliczna córka, która kończyła piętnaście lat, miała
faceta na oku, sprawiała, że życzył sobie czegoś, czego nigdy nie sądził, że
sobie by cholernie zażyczył. A było to, żeby Reesee znów była zagubiona, leniwa
i kłamliwa.
Chryste
Otworzyła
drzwi i weszła, a Layla wpadła z nią.
„Hej,
tato” – przywitała się z błyszczącymi oczami i uśmiechniętymi ustami, zrzucając
kurtkę.
„Jest
jakiś powód, dla którego stałaś na zewnątrz w zimną, ciemną lutową noc i gapiłaś
się na farmę Holliday’ów?”
Jej
kurtka zwisała z jej palców, jej oczy znów się zaświeciły, ale nie w sposób,
który sprawił, żeby po raz pierwszy w życiu lamentował, że nie miał dwóch
synów, bo pomyślał, że ten następny etap mógłby go po prostu zabić.
Przyglądając
się jej uważnie, Mike nadal nie łapał tego nowego światła.
Potem
w ogóle nie mógł o tym myśleć, kiedy odpowiedziała wesoło - „Tak. Plotka głosi,
że ciocia Fina i Kirby’ego, Dusty, przeprowadza się do miasta i ma konie. Miałam
nadzieję, że je zobaczę”.
„Słucham?”
- zapytał cicho.
Podeszła
do kanapy, nie spuszczając z niego wzroku, i rzuciła kurtkę na oparcie.
„Ciocia
Finleya Holliday’a, Dusty, sprowadza się. Jego mama nie radzi sobie zbyt dobrze,
a wkrótce będą siać. Więc wróciła z Teksasu czy, hm… skądkolwiek, i będzie w
pobliżu przez jakiś czas, żeby pomóc”.
Mike
spojrzał na córkę.
Kurwa.
Gówno.
Kurwa.
„W
każdym razie” – ciągnęła, a on z wysiłkiem skupił się na niej – „…nie widziałam
koni. Widziałam, jak Fin i Kirb wychodzili z mamą. Jednak nie dostrzegłam ich
ciotki. Może ta jazda skądkolwiek z jej końmi ją zmęczyła czy coś”.
Dusty
była w domu.
Dusty
była w domu i miała być w domu przez jakiś czas.
Dusty
była w pieprzonym sąsiedztwie przez jakiś czas, a teraz sama w domu.
Mike
odbił się od kanapy, mrucząc - „Muszę gdzieś wyjść. Nie wrócę przez jakiś czas”.
Szedł
korytarzem, kiedy Reesee zawołała - „Dobrze tato, do zobaczenia później”.
Mike
podniósł rękę i wystawił dwa palce, ale nie obejrzał się.
Po
prostu chwycił swoją kurtkę, klucze i wyszedł.
*****
Uśmiechając
się, Clarisse zgięła szyję, podniosła telefon obiema rękami i kciukami
przeleciała po klawiaturze.
Zadziałało jak magia. Już go nie ma,
napisała i wcisnęła Wyślij.
Pięć
sekund później jej telefon zabrzęczał i na górze wiadomości widniał Fin.
Tekst
brzmiał: Super.
Jej
uśmiech stał się jeszcze większy, pobiegła korytarzem i pobiegła po schodach do
swojego pokoju, a Layla podążyła za nią.
*****
cdn.
Dziękuję 💞
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń