Rozdział 8
Znacznie później niż było uzgodnione (cz.2)
Co
dziwne, nie myślałam o tym, że Mike wtrącał się w rodzinne interesy. Może
dlatego, że był w naszym życiu tak długo, Darrin o nim mówił, Debbie się z nim
spotykała, że miał na myśli to, co mówił, że dla niego znaczyłam, że czułam to,
jakby już był rodziną. Możliwe, że po tym, jak Fin powiedział mi, co się działo
z moją sukowatą siostrą, a Rhonda się z tego nie wybroniła, po raz pierwszy od
dłuższego czasu poczułam się przytłoczona. A Mike nie tylko osłaniał mnie, ale
był gotowy, chętny i zdolny, by pomóc mi udźwignąć ten ciężar i zdjąć ze mnie jego
część. Lepiej, nie zamierzał zwlekać i wiedziałam o tym w chwili, gdy zeszłej
nocy wysunął mi telefon z palców, kiedy suka Debbie miała czelność do mnie
zadzwonić. A wtedy nawet nie wiedział, co się działo.
„Czy
możemy porozmawiać w salonie?” – zapytał Mike, a ja spojrzałam na Rhondę i
zobaczyłam, że wyglądała na zdezorientowaną. Spojrzałam na Kirby’ego i zobaczyłam,
że patrzył na swojego brata. A potem spojrzałam na Finleya i zobaczyłam, co nie
było zaskoczeniem, że miał oczy przyklejone do Clarisse.
Wtedy
spojrzałam na swoje buty i uśmiechnęłam się.
„Oczywiście”
– powiedziała cicho Rhonda, po czym ruszyła w stronę salonu.
Finley
poruszył się, podążając za mamą. Kirby ruszył za nimi. Mike machnął wolną ręką,
dając swoim dzieciom znak, by szli przed nami.
W
końcu Mike przesunął nas w tamtą stronę, a ja spojrzałam na niego. Gospodarstwo
nie było małe, pokoje były duże i wypchane przez lata skumulowanymi rodziny,
cóż… rzeczami. Mimo wszystko nie
chciałam, żeby ktoś podsłuchał to, co miałam do powiedzenia. Jakby to, że rewanż
za pomoc Mike’a w opiece nad moją rodziną miała przybrać różne formy, które mu
się by spodobały.
Więc
zakomunikowałam to moją twarzą.
Mike
tego nie przegapił, jego oczy opadły na moje usta, jego ramię napięło się wokół
mnie, a czubek jego języka wysunął się, by zwilżyć jego pełną, dolną wargę.
To
było gorące.
„Mała
Dusty” dostała spazmu.
Weszliśmy
do pokoju i zebrałam swoje gówno do kupy. Rhonda siedziała na kanapie. Kirby
siedział obok niej. Finley stojący przy oparciu, silny, wysoki, trzymający się
na nogach, wyglądał jak nowy mężczyzna w rodzinie. No i Clarisse skulili się z
boku, prawdopodobnie czując się nieswojo, nie wiedząc, co się działo i nigdy
nie będąc w tym domu, nie wiedząc, co robić i jak się zachować.
Mike
nie zwlekał.
Spoglądając
na Fina, zapytał - „Czy nadal masz telefony swojej mamy i brata?”
„Tak,
proszę pana” - odpowiedział Fin natychmiast.
„Rozmawiałeś
z nimi o tym, dlaczego?” - Mike kontynuował.
Fin
skinął głową.
„Dobrze
stary” – mruknął Mike i spojrzał na Rhondę - „Dusty powiedziała mi, że Debbie
często się ze sobą kontaktuje, aby omówić swoje plany dotyczące przyszłości
farmy. Powiedziała mi również, że Fin wyraził chęć kontynuowania rodzinnej
tradycji. Wiem, że sytuacja jest teraz bardzo surowa i dla ciebie nie jest to
czas na podejmowanie decyzji dotyczących przyszłości twoich synów, decyzji,
których nie będziesz mogła cofnąć. Poprosiłem więc Debbie, żeby nie dzwoniła do
ciebie przez dwa tygodnie”.
Ulga
przemknęła przez twarz Rhondy i ucieszyłam się, że to zobaczyłam.
Z
drugiej strony byłam też wkurzona, bo ulga była tak silna, że wiedziałam, że
Debbie czołgała się aż po jej tyłek. Wiedziałam to już wcześniej, ale wyraz jej
twarzy powiedział mi, jak bardzo było źle.
Ale
z jakiegoś powodu mój wzrok powędrował do Fina, który uśmiechał się do No i
Clarisse. Mój wzrok przeniósł się na dzieci Mike’a i dostrzegłam odwzajemniony
uśmiech Clarisse, zanim jej wzrok padł na buty.
Spojrzałam
z powrotem na Fina i zobaczyłam, że patrzył na oparcie kanapy.
Ale
jego uśmiech nie był uśmiechem gorącego chłopaka z wyższej klasy liceum do
pięknej pierwszoroczniaczki, którą uważał za piękną. To było intymne, wszechwiedzące
i triumfujące.
Jej
był taki sam.
O
mój Boże, coś się działo między córką Mike’a a moim bratankiem.
Mike
zerwał wisienkę mojej siostry. Kilkadziesiąt lat później związaliśmy się. A
teraz wydawało się, że historia Holliday/Haines szykuje się do powtórzenia.
O
rany, nie wiedziałam, co Mike pomyśli o tym, głównie dlatego, że to on miał
penisa w ostatnim nastolatkowym scenariuszu i wiedział, co z nim zrobił.
Zanim
mogłam dalej myśleć, czy to było niesamowite, czy kompletna katastrofa, Mike
mówił dalej.
„Debbie
prawdopodobnie nie zrobi tego, o co prosiłem, więc…”
„Ona
już tego nie zrobiła” – wtrącił się Finley, a ja spojrzałam na niego i
zobaczyłam jego wzrok na Mike’u – „Przepraszam, że przeszkadzam, panie Haines,
ale powinien pan wiedzieć, że dzwoniła do mamy trzy razy zeszłego wieczora,
cztery dzisiaj i zostawiła pięć wiadomości na poczcie głosowej”.
Zacisnęłam
zęby, a moje ramię wokół talii Mike’a zacisnęło się.
„Odebrałeś
któryś z tych telefonów?” - Mike zapytał Fina.
Fin
potrząsnął głową.
„To
niegrzecznie nie odebrać telefonu” – wtrąciła Rhonda, a ja spojrzałam na nią.
Serio,
bez kręgosłupa. Kochałam ją całym sercem, ale miała dwóch chłopców. Nie
wiedziałam jak, ale musiałam zasiać ziarno asertywności w mojej szwagierce i
nakłonić je do wzrostu. Miała tylko półtora roku z Finem. Był już w większości
mężczyzną, Darrin zadbał o to, tak jak mój tata zadbał o to samo z Darrin’em.
Ale wciąż była droga do przejścia. Musiała mi w tym pomóc.
Musiała
w tym pomóc Finowi.
Otworzyłam
usta, żeby coś powiedzieć, ale Fin zaczął przede mną.
„To
niegrzecznie dzwonić do kobiety, która straciła męża i wtrącać się w ważne
sprawy, mamo”.
Rhonda
spojrzała na syna – „Chyba tak, Słonko, ale…”
„Żadnych
ale” – przerwał jej - „To po prostu niegrzeczne. Nie powinna do ciebie dzwonić
w tej sprawie. Nie teraz. Nie w przyszłym tygodniu. Nie tydzień później. Pan Haines
ma rację. Potrzebujesz czasu. Ona ci go nie daje. Ale potrzebujesz tego i
weźmiesz to”.
Dobra,
może nie było jeszcze dużo trzeba, aby zrobić z Fina mężczyznę.
„Fin
ma rację, Rhonda. To niegrzeczne, a ty potrzebujesz trochę czasu. Poprosiłem o
to, a ona nie ci go dała. To też jest niegrzeczne” – stwierdził Mike, a Rhonda
spojrzała na niego - „Jeśli myślisz, że nie możesz tego zrobić, bo jesteś
grzeczna, pozwól swojemu synowi zatrzymać swój telefon, a Dusty lub chłopcy będą
odbierać ten w domu. Finley przekaże ci wszystkie potrzebne wiadomości, a Dusty
lub chłopcy przekażą ci telefon, jeśli to nie będzie Debbie”.
Oczy
Rhondy pracowały, a ja usiadłam wygodniej, bo byłam do tego przyzwyczajony i wiedziałam,
ze zajmie to trochę czasu. Nie wiedziałam, czy mamy rezerwację, czy też dzieci
Mike’a są głodne, ale miałam nadzieję, że w obu przypadkach odpowiedź brzmi
„nie”, ponieważ spóźnimy się na pierwsze, a jego dzieci będą musiały poczekać,
by zaspokoić ostatnie.
Mike,
będąc dobrym facetem, czekał. Zauważyłam, że Finley był mniej cierpliwy w
stosunku do swojej mamy, co zauważyłam, bo patrzył na nią z góry i ledwo
ukrywał zniecierpliwienie.
Zaczynało
mnie to niepokoić, ponieważ nie było mnie tu od dawna, ale zauważyłam to już
przy kilku okazjach, nie wspominając o rozmowie telefonicznej z Finem.
Ponieważ
Darrin udzielał wskazówek, jak radzić sobie z Rhondą, żaden z jego chłopców nie
okazywał frustracji z powodu jej dziwactw. Kirby zdecydowanie nie. Podczas gdy
Finley odziedziczył wszystko po moim bracie, co krzyczało mężczyzna! Kirby odziedziczył te delikatne, słodkie części. Kirby mógł
poświęcić cały czas dla swojej mamy. Finley, bez ojca, który wskazywałby drogę,
gubił się.
W
końcu Rhonda podjęła decyzję - „Pozwolę Finowi zatrzymać mój telefon”.
Finley
westchnął głośno.
Mike
mruknął - „Dobry wybór” - Jego oczy przeniosły się na Kirby’ego i zapytał - „Jesteś
z nami, Kirb?”
Kirby
spojrzał na Finleya. Finley skinął mu głową, po czym spojrzał z powrotem na
Mike’a i wymamrotał - „Tak jest, proszę pana”.
„Racja”
– mruknął Mike. Ścisnął mnie ramieniem i powiedział - „Dzięki za poświęcenie
nam czasu, a teraz prawdopodobnie powinniśmy już iść”.
„Wiem!”
To
była piszcząca Clarisse, a Mike przesunął się, zabierając mnie ze sobą, żebyśmy
mogli na nią popatrzeć.
„Dlaczego
Holliday’owie nie pojadą z nami?” - zasugerowała, jakby ta łaskawa myśl wpadła
jej do głowy, kiedy absolutnie nie.
Niemal
wybuchnęłam śmiechem.
Nie
chciała, żeby Rhonda i Kirby siedzieli przy naszym stole.
Chciała,
żeby Finley tam był.
„Nie
moglibyśmy” – mruknęła uprzejmie Rhonda.
„Zjadłem
już kanapkę” – stwierdził Kirb, co nie do końca było zgodne z prawdą. Zjadł
trzy. Mimo to prawdopodobnie mógłby zjeść czterodaniowy posiłek, ale szedł w
ślady matki.
„Mógłbym
zjeść” - powiedział nonszalancko Fin, a ja nie mogłam się powstrzymać. Wydałam
z siebie dźwięk, jakby mnie duszono.
Mike
spojrzał na mnie i uniósł brwi. Potrząsnęłam głową. Przechylił swoją na bok.
Uśmiechnęłam się. Potrząsnął głową i spojrzał na Fina.
„Weź
swój płaszcz, Fin”.
Fin
kiwnął brodą i poruszył się, rzucając szybkie spojrzenie na Clarisse i No, ale
wiedziałam, że jego wzrok padł na Clarisse.
Mike
przegapił to, bo kierował nas do drzwi.
„Upewnij
się, że odwieziesz ją do domu o przyzwoitej godzinie”.
To
był Kirby, podążający za nim i będący tym, kim był: uroczym i głupkowatym.
Odwróciłam
się do niego i zapytałam - „Czy mam szlaban, jeśli nie wrócę do domu przed
północą?”
Brwi
Kirby’ego uniosły się i powiedział - „Północ? Godziną policyjną jest dziesiąta”.
„Nie
fair, Kirby” – odparowałam.
„Okej”
- uśmiechnął się - „Dziesiąta trzydzieści”.
Przewróciłam
oczami. Jego uśmiech stał się jeszcze większy i podobało mi się, gdy patrzyłam
na to od mojego Kirby'ego. Stracił tatę, cień bólu był w jego oczach nawet z
tym uśmiechem, ale mieszał się z humorem i byłam cholernie zadowolona, że go
tam umieściłam.
Byliśmy
w holu. Odłączyłam się od Mike’a, podeszłam się do mojego bratanka, a odpłata
polegała na tym, że chwyciłam go za policzki, tak jak to robiłam, gdy był
dzieckiem i całowałam go tam i z powrotem, aż krzyknął - „Boże! Przestań!
Obrzydliwe, ciociu Dusty!”
„Słonko,
nie powinieneś wymawiać imienia Pana nadaremnie” - wymamrotała z roztargnieniem
Rhonda i teraz była kolej Kirby’ego na przewrócenie oczami i zrobił to w moją
stronę.
Uśmiechnęłam
się do niego, żartobliwie odepchnęłam jego twarz, po czym przeniosłam się do
krzesła w przedpokoju, gdzie leżał mój zajebista kurtka z owczej skóry.
Zakrywała mi talię, miała skośny zamek i wbudowany pasek, super wysoki kołnierz
i szerokie mankiety z owczym włosiem. Wciągnęłam ją, zapięłam zamek i złapałam
moją wielką, niechlujną, zamszową torbę.
Finley
spotkał się z nami w drzwiach, a Mike, wykonując ruch macho-ojca, który wciąż
był gorący, stał z wysoko uniesioną ręką z boku drzwi, przytrzymując je
otwarte, aby wszystkie dzieci mogły przez nie przejść. Jego oczy spoczęły na
mnie, gdy już miałam przechodzić, ale się zatrzymałam. Złapał mnie za rękę i
puścił drzwi. Wyszłam, żegnając się z Rhondą i Kirbym, a on poszedł za mną.
Dzieci
były już przy samochodzie Mike’a w alei dojazdowej, a Mike wyciągnął kluczyki z
kieszeni, podniósł rękę, światła błysnęły, gdy samochód zapiszczał i zaczęli
się ładować.
„Hmmm…”
- mruknąłem pod nosem, patrząc na samochód, obserwując, jak dzieciaki się
układają - „Clarisse wspina się po środku. To oznacza, że zostanie przyciśnięta
obok Fina z tyłu”.
„Złapałaś
to?” - Mike mruknął pod nosem.
Moje
oczy przesunęły się w bok i w górę - „Ty też?”
„Trudno
przegapić” - Nadal mamrotał tak samo jak ja.
„Tak”
- zgodziłam się.
„Gówno”
- Ciągle mamrotał i się krztusiłam śmiechem.
„Powtórka
z historii” - również ciągle mamrotałam.
„Po
moim trupie” - Wciąż coś mamrotał, ale było w tym coś jeszcze i wybuchnęłam
śmiechem.
„Właściwie
nie byłem zabawny” – powiedział mi, prowadząc mnie powoli wokół maski do
siedzenia pasażera.
„Wiem,
że nie byłeś, ale nadal byłeś” - Spojrzałam na niego i dokończyłam miękko - „A
poważnie, kochanie, jesteś tak zabawnym i gorącym facetem, opiekuńczym tatą, że
chcę cię teraz pocałować”.
Patrzyłam,
jak na jego twarzy pojawia się wyraz, który był seksowny jak cholera, nawet gdy
wymamrotał - „Nie podsuwaj swojemu bratankowi żadnych pomysłów”.
„Myślę,
że pomysły byłyby autorstwa Clarisse”.
„To
zasługuje na odpłatę”.
„Dawaj
to, przystojniaku”.
Mike
uśmiechnął się do mnie i otworzył drzwi.
Wsiadłam
do środka, a on nie zamknął ich, dopóki się nie usadowiłam.
Przekręciłam
się na siedzeniu, żeby spojrzeć do tyłu i oznajmiłam - „Jestem głodna. Kto tak
samo?”
„Całkowicie
- stwierdził No z lekkim, leniwym uśmiechem.
„Tak,
panno Holliday” – odpowiedziała Clarisse.
„Zawsze
jestem głodny” - Finley mruknął szczerą prawdę Boga.
„Jestem
Dusty, Słonko” - powiedziałam do Clarisse, gdy Mike się usadawiał.
„To
Rees” – zaoferował No, gdy Clarisse mi się przyglądała.
„Tak,
to moje przezwisko” – potwierdziła cicho.
„Nie
będzie przeszkadzało ci, żebym tak cię nazywała?” - zapytałam.
„Tak,
będzie dobrze” - znowu powiedziała to miękko. Kątem oka zobaczyłam, że Finley
wygląda przez boczne okno, ale robił to z uśmiechem na ustach, który mówił, że
słuchał cichych słów Clarisse i podobało mu się ich brzmienie.
„Doskonale”
- powiedziałem do Clarisse, ale myślałam też o moim bratanku.
Był
nastolatkiem, co oznaczało, że w normalnych okolicznościach myślałby o jednym.
W obecnych okolicznościach miał wszystko na głowie i większość z tego nie była
dobra. Umawianie się z dziewczyną, która musiała być najpiękniejszą dziewczyną,
jaka miała trafić do liceum w miasteczku w ostatnim stuleciu, dałoby mu dobre
rzeczy do myślenia, podczas gdy ja (i Mike, oczywiście) zabrałabym większość
innego gówna, o którym musiał myśleć.
„Aniołku,
zechcesz przestać gadać, odwrócić się i zapiąć pasy, żebym mógł nakarmić te
dzieci?” – zapytał Mike, a ja przewróciłam oczami na Clarisse, po czym się
odwróciłam.
„Jasne”
– zgodziłam się chętnie.
Zapięłam
pasy. Mike uruchomił samochód.
I
pojechaliśmy, żeby Mike mógł nakarmić samochód pełen nastoletnich dzieciaków i
mnie.
*****
cdn.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń