Rozdział 13
Strefa seksu (cz.1)
Leżałam na plecach w łóżku
Mike’a, Mike był na mnie i we mnie, jego usta na moich, a on w końcu dał pełną
moc w powolnie rozpalającym się pocałunku.
Pyszne.
Niestety, jak to musiało się w
końcu stać, żebyśmy oboje mogli oddychać, jego usta oderwały się od moich. Jego
wargi zsunęły się w dół mojego policzka, szczęki do szyi i zatrzymały się, żeby
mógł tam pracować. Podobała mi się praca, którą wykonywał, więc się nie ruszałam.
Po prostu pozwoliłam mu być i pozwoliłam, by to, co robił ze swoimi ustami,
przepłynęło przeze mnie.
Skończyliśmy.
Jak zwykle byliśmy w łóżku Mike’a i skończyliśmy z Mike’m na górze. Kontrola.
Tak kreatywny, jak tylko mógł być, doprowadził to w domu ze mną na plecach, z
wysoko uniesionymi kolanami i mocnym, głębokim uderzeniem Mike’a. Teraz, kiedy
było już po wszystkim, przyłożyłam jedną łydkę do jego pleców, a drugą zsunęłam
w dół, żeby owinąć ją wokół jego tyłka. Obejmowałam go ramionami, palce jednej
dłoni przesuwałam po skórze i mięśniach jego pleców, a palce drugiej przesuwałam
się po jego włosach.
Gdybyś
mi powiedziała, że w końcu będę miała faceta, który będzie kończył każdą sesję
dokładnie w ten sam sposób, nie byłoby to dla mnie ekscytujące.
Mając
mężczyznę, który to robił i tym mężczyzną był Mike, uwielbiałam to. Nie mogłam
się tego doczekać. Wiedza, że to nadejdzie. Intymność tego. Czucie to.
Znajomość tego. To był Mike i chciałam wiedzieć o nim wszystko, chciałam, żeby
dał mi całego siebie i to wszystko było skarbem.
To
było jak powrót do domu.
To
była niedziela. Wczoraj spędziłam dzień z Clarisse. Skończyło się na tym, że
Clarisse i Fin siedzieli w salonie na farmie przed filmem, który wypożyczył
Fin, a ja grałam w gry wideo z Kirbym w jego pokoju, żeby mieli trochę
prywatności. Rhonda jak zwykle siedziała w swoim pokoju.
Ale
Mike zadzwonił dziś rano z doskonałą wiadomością, że No nieoczekiwanie wyszedł
z kilkoma kumplami, którzy coś robili, a Rees była w domu jakiejś przyjaciółki,
prawdopodobnie bez przerwy rozmawiając o tym, jak niesamowity jest Finley
Holliday.
Albo
miałam taką nadzieję.
W
czwartek otworzyłam drzwi, a Fin nie przeszedł przez nie. Naładował się. W
czwartek mieli czas na naukę, kolację i telewizję z Clarisse na farmie. W
piątek Fin poszedł na kolację do Mike’a, a potem wyszedł, zanim zaczął się Piątkowy
Wieczór Ze Strasznym Filmem. Wczoraj Clarisse przyszła na kolację i film. Byłam
zaskoczona, że dzisiaj się do niej nie zgłosił. Może chciał to rozegrać na
luzie. A może już od jakiegoś czasu miała takie plany ze swoją przyjaciółką i
on nie chciał się wtrącać. A może była u przyjaciółki, ale pisali non stop, bo czuła,
że nie mogła zrezygnować z bycia z Finem i nadal się łączyli.
Po
sposobie, w jaki widziałam, że przytulił ją do siebie zeszłej nocy na kanapie,
kiedy szłam do kuchni po uzupełnienie drinków Kirba i mojego, zgadywałam, że
była to bramka numer trzy.
W
każdym razie dom Mike’a był wolny przez wiele godzin, a on chciał mnie zaprosić
na „kanapki”.
Bezzwłocznie
przeleciałam przez pole. Była pora lunchu, ale jeszcze nie jedliśmy.
„Myślę,
że musisz mnie nakarmić” – poinformowałam go, a on podniósł głowę.
Jego
wzrok spotkał mój, a oczy miał ciepłe, nasycone. Mike miał piękne oczy, ale
nigdy nie były piękniejsze niż po tym, jak się kochaliśmy. Nadal był we mnie,
jego ciało zakrywało moje w tym samym czasie, kiedy moje było owinięte wokół
jego, a jego oczy mówiły mi, że nie było miejsca, w którym wolałby być.
„Muszę
zainstalować mini-kuchenkę w mojej garderobie” - odpowiedział i to było w jego
głosie.
Jego
oczy po tym, jak się kochaliśmy, nigdy nie były piękniejsze, tak samo jak jego
głęboki głos. Był niższy, miękki, ale jednocześnie szorstki i jedwabisty.
Trudno było to opisać. Musiałaś to usłyszeć, z nim na mnie i wciąż we mnie,
poczuć to.
To
było najlepsze.
„Cóż,
dopóki nie nadejdzie ten dzień, obawiam się, że będziemy musieli odbyć wyprawę
do kuchni” – odpowiedziałam, a on się uśmiechnął.
To
było jeszcze lepsze.
Wyślizgnął
się, co było do bani. To, co nie było do bani, to to, że podniósł nas oboje z
łóżka, a potem położył rękę na moim tyłku i lekko popchnął mnie w stronę łazienki.
Zrobił
to, mrucząc - „Dam ci koszulkę”.
To
mnie zaskoczyło.
Była
pierwsza po południu w niedzielę w weekend, kiedy miał dzieci. Mike upewniał
się, że wiedzieli, że byłam w jego życiu, a więc i w ich. Powoli wprowadzał ich
również do publicznego okazywania uczuć, zaczynając dotykać mnie ustami,
przyciągać mnie do siebie, gdy oglądaliśmy telewizję na kanapie, przesuwać
palcami po mojej talii lub biodrze, gdy oboje byliśmy w kuchni. Ale głębi
naszej intymności nie uzewnętrzniał w żaden sposób. Żadnych języków. Żadnego
całowania. Żadnego stawania ani siadania w bliskich przytuleniach.
Więc
ja w koszulce z jego dziećmi w mieście i technicznie „w domu”, mimo że w
rzeczywistości ich nie było, było zaskakujące.
Poszłam
do łazienki, wykrzykując swoje pytanie - „Więc zakładam, że dzieci nie będzie
przez jakiś czas w domu”.
„Rees
wraca o piątej na kolację. No jest na pizzy z kumplami – odkrzyknął Mike w
odpowiedzi - „Będzie w domu dopiero gdzieś o siódmej” – podsumował.
Mnóstwo
czasu.
Doskonale.
Umyłam
się i podeszłam do majtek. Podciągnęłam je, a kiedy się wyprostowałam, Mike był
tam ze swoją koszulką. Miał na sobie dżinsy, zapięte na wszystkie poza górnym
guzikiem. Kiedy wciągnęłam koszulkę, a on wziął mnie za rękę i poprowadził do
zamkniętych drzwi, zdałam sobie sprawę, że nie tylko nie dokańczać zapinać guzików,
ale nie zamierzał skończyć się ubierać. Nie zamierzał zakładać koszulki.
Coś
w tym było naprawdę gorącego. Z drugiej strony, taki właśnie zwykle był Mike.
Wyszliśmy
i kiedy opuściliśmy drzwi, Layla skakała wokół nas i jęczała. Prawdopodobnie
wyczuwając nasz cel z psią ostrością, jej podniecenie wzrosło.
Mike
jej nie zawiódł. Kiedy dotarliśmy do kuchni, otworzył szafkę i wyciągnął długą,
cienką, poskręcaną surową skórę. Rzucił ją do przedpokoju, a Layla pobiegła za
tym. Po odzyskaniu jej wróciła do kuchni, usadowiła się i zaczęła gryźć.
Podwójny
zysk, Layla dostała poczęstunek i była zajęta nie pod naszymi stopami.
Mike
podszedł do lodówki, otworzył ją i przyjął uniwersalną pozę mężczyzny, stając
tam i wpatrując się w nią. Biorąc pod uwagę, że moje doświadczenie z tą pozą
trwało przez chwilę, podeszłam do lady i podciągnęłam się, aby na niej usiąść.
„Pieczona
wołowina, kurczak, indyk, ser szwajcarski, Munster, cheddar, majonez, chrzan,
musztarda amerykańska, musztarda Dijon, biała i żytnia” – podsumował, kończąc –
„Albo masło orzechowe i dżem i myślę, że mamy tuńczyka”.
„Zdecydowanie
lodówka rodziny” – wymamrotałam, uśmiechając się, a on odwrócił głowę i
spojrzał na mnie.
„Słucham?”
„Jak
w domu w Teksasie trafiłam na porę lunchu, wpadałam w kryzys. Codziennie. Można
by pomyśleć, że powinnam się nauczyć. Zrobić zapasy. Szczególnie, że działo się
to każdego pieprzonego dnia. Nie nauczyłam się. Trafiałam na porę lunchu, wędrowałam
z szopy, wiedząc, że jestem w głupiej pozycji. Moje wybory to zwykle były popcorn
do mikrofali lub krakersy i ser”.
Uśmiechnął
się do mnie - „Nie ma w tym nic złego”.
„Pieczeń
wołowa i ser szwajcarski na żytniej z majonezem i chrzanem jest lepsza”.
Jego
uśmiech pogłębił się i wymamrotał - „Racja”.
Tak
jak zamierzałam, odwrócił się z powrotem do lodówki i wyjął pieczeń wołową, ser
szwajcarski, majonez, chrzan i żytni.
Rzucił
to na ladę, a ja zaoferowałam - „Chcesz pomocy?”
Nie
podniósł głowy, kiedy odmówił, mrucząc - „Tak. Siedź tam blisko, wyglądaj
ładnie i ładnie pachnij”.
To
był prosty komplement, wymamrotany, rzucony, ale celowy i trafił prosto w moje
serce. Prosto w serce. Przeszywając je głęboko.
„Mike”
- zawołałam cicho.
„Tak”
– odpowiedział chlebowi, który układał na blacie.
„Dziękuję
za kwiaty” - Nadal mówiłam cicho.
Widziałam
jego mały uśmiech, ale nie podniósł wzroku, kiedy odpowiedział - „Zadzwoniłaś
do mnie i powiedziałaś mi to, kiedy je dostałaś, Dusty”.
„Mike”
– zawołałam ponownie.
„Tak”
– odpowiedział, otwierając słoik majonezu.
„Dziękuję
za kwiaty”.
Jego
ręce zamarły, jego głowa podniosła się i spojrzał na mnie. Potem przesunęły się
po mojej twarzy.
„Są
piękne. Trwałe. Idealne” – ciągnęłam cicho.
„Jezu”
– wyszeptał, a sposób, w jaki to zrobił, wiedziałam, że odczytał moją twarz i
ton. Pomogło, że jego oczy przestały wędrować, zatrzymały się na moich,
spojrzały głęboko, a jego płonęły.
„Dziękuję”
– powtórzyłam szeptem.
„Nie
ma za co, Słonko” – odszepnął.
Patrzyliśmy
sobie w oczy. Podobał mi się wyraz jego twarzy i miałam cholerną nadzieję, że
podobał mu się ten, który otrzymywał ode mnie.
W
końcu, ponieważ byłam głodna, a Mike dał mi do zrozumienia, że strefa seksu
jest w jego sypialni, więc skakanie na niego wśród chleba i majonezu w kuchni
nie wchodziło w grę, zdecydowałam się z tym skończyć.
Niefortunnie.
„Zaproponowałbym,
że pocałuję cię całego, ale zrobiłam to pół godziny temu” – zażartowałam, a
jego usta zadrżały.
„Kochanie,
nie pocałowałaś mnie. Wylizałaś mnie”
– przypomniał mi, spoglądając z powrotem na ladę i sięgając, aby otworzyć
szufladę i wyjąć nóż.
Zrobiłam
to i ta pieczeń wołowa wyglądała świetnie, ale założyłabym się, że Mike smakował lepiej.
„O
tak, racja” – wymamrotałam.
„Zanim
mnie wyssałaś” – przerwał i dokończył – „Prawie”.
„Więc
całowanie cię całego jest nadal otwarte?” - zapytałam.
„Aniołku,
musisz pozwolić mi zdobyć trochę pożywienia i dać mi trochę czasu na
regenerację, a potem masz czas do piątej, aby zrobić ze mną, co zechcesz”.
„Umowa”
– mruknęłam, a on uśmiechnął się do kanapek.
Coś,
na co warto czekać.
Ale
teraz nadszedł czas, aby połączyć się z Mikiem bez fizycznego łączenia się z
nim.
„Więc
skoro jesteśmy w kuchni i poza strefą seksu, może moglibyśmy…”
Jego
głowa wystrzeliła w górę, jego oczy uderzyły mnie, tańczyły z rozbawieniem, a
on przerwał - „Co?”
„Co
co?” – zapytałam zdezorientowana.
„Strefa
seksu?” - wyjaśnił.
„Tak”
– odpowiedziałam - „Kuchnia nie jest częścią strefy seksu w domu Mike’a
Hainesa. Strefa seksu obejmuje twoje łóżko, podłogę obok łóżka, na której
kiedyś się stoczyliśmy i prysznic. Kanapa, kuchnia, schody itp. są poza strefą”.
Wpatrywał
się we mnie, jego oczy wciąż błyszczały, a potem jego ciało zaczęło się trząść
i w końcu wybuchnął śmiechem.
Teraz
byłam bardziej zdezorientowana.
„Co?”
– zapytałam przez jego wesołość.
Wciąż
chichocząc, spojrzał na chleb, na którym smarował majonez, mrucząc - „Strefa
seksu. Pieprz mnie”.
„Co?”
- Zapytałam ponownie, tym razem głośniej.
„Kochanie,
nie mam strefy seksu. Mam dzieci” – wyjaśnił chlebowi.
„Tak,
wiem. Co oznacza, że istnieją granice seksu”.
Zaczął
potrząsać głową i odstawił majonez na bok, mamrocząc - „Granice seksu”.
Myślał,
że coś jest śmieszne, nie do końca się tym dzielił, przez co zaczynałam się
denerwować.
„Mike”
– warknęłam ostro jego imię – „może zechcesz mnie wtajemniczyć w żart?”
Najwyraźniej
chciał i najwyraźniej chciał również przekazać mi kilka innych informacji.
Wiedziałam o tym, kiedy upuścił nóż, podszedł do mnie, szarpnięciem rozwarł
moje nogi na kolanach i wszedł prosto między nie. Z dłonią w dolnej części
moich pleców, szarpnął mnie tak, że zewnętrzne obszary „Małej Dusty” były mocno
przyciśnięte do jego brzucha, a reszta mnie była mocno przyciśnięta do niego.
W
ten sposób zatarły się surowe granice strefy seksu.
„Wiem,
gdzie teraz są moje dzieci” – powiedział mi, kiedy napotkał moje zdziwione oczy
- „Wiem, że podoba im się to, gdzie są, więc wiem, że pozostaną tam, gdzie są.
Kiedy są u mamy, poza pokojami, nic nie jest poza ich zasięgiem. Ale jestem
ojcem wystarczająco długo, by wiedzieć, że gówno może się zdarzyć i tak się
dzieje. Dzieci chorują. Doznają kontuzji. To moja sprawa, więc mogę być
wszędzie. Audrey pracuje w Indy. Więc jak coś dzieje się z moimi dziećmi w
szkole i czas jest najważniejszy, moja sąsiadka z sąsiedztwa dostaje pierwszy
telefon ze szkoły i idzie je odebrać, a kiedy sprawy są uporządkowane, dzwoni
do mnie. Jak jestem z tobą, skupiam się na tobie. Nie chcę się uczyć, że to
skupienie jest tak intensywne, że, jak jedno z moich dzieci wraca do domu, a ja
pieprzę cię na kanapie lub zjadam na kuchennym stole, ich powrót nie przeniknie
tak długo, dopóki nie zobaczą swojego taty penetrującego
to. To nie byłoby dobre dla nikogo.
Na górze, w moim łóżku, za zamkniętymi drzwiami, zdążę zostać ostrzeżony, a ty
będziesz miała luk ratunkowy. Więc nie ma strefy seksu. To po prostu bycie
mądrym i dbanie o ciebie, moje dzieci i mnie”.
„Och”
– szepnęłam.
„Och”
– wyszeptał Mike z uśmiechem.
„Ale
w pierwszy weekend, kiedy tu byłam, nie zwiedzaliśmy”.
„Pierwszy
weekend, kiedy tu byłaś, był pierwszym razem, kiedy miałem cię w moim łóżku, co
było czymś, na co bardzo czekałem, od kiedy wsadziłem twój tyłek do samolotu.
Potem nie mogłem się doczekać tego dużo bardziej, kiedy leżałem w tym łóżku i
słuchałem, jak dochodzisz, czasami robiąc to, kiedy ja się waliłem. Więc kiedy
w końcu cię tam dostałem, podobało mi się to. W następny weekend będziemy
zwiedzać”.
To
brzmiało miło.
Tak
miło, wbrew mojej woli, moje oczy powędrowały do kuchennego stołu.
Mike
złapał to i wybuchnął śmiechem. Tym razem było jednak lepiej, bo zrobił to,
obejmując mnie mocno ramionami, z twarzą wciśniętą w moją szyję i włączając
mnie w żart.
Tak.
Znacznie, znacznie lepiej.
Trzymałam
go, dopóki nie wypalił się z rozbawienia i puściłam go, kiedy dotknął swoimi
uśmiechniętymi ustami moich warg, puścił mnie i odsunął się.
Wrócił
do naszych kanapek. Zdecydowałam się ponownie zmienić temat, żeby nie ulec
pokusie, by się na niego rzucić.
„Wszystko
dobrze wiedzieć, ale mamy jeszcze więcej do omówienia”.
Spojrzał
na mnie i zaprosił - „Strzelaj”.
„Właściwie
to pomyślałam, że ty powinieneś strzelić, bo coś ci chodzi po głowie od tej
sceny z Debbie”.
Nie
widziałam jego oczu, ale widziałam, że jego ciało lekko się napięło, mimo że
dalej robił kanapki.
Ale
też nie mówił.
Nie
sądziłam, że to było dobre.
„Mike?”
– poprosiłam, a on westchnął.
Potem
spojrzał mi w oczy - „Bernie McGrath?” – zapytał dziwnie i poczułam, że ściągnęłam
brwi.
„Przepraszam?”
„Ten
facet, który był z Debbie. Deweloper. Bernie McGrath”.
Na
to przypomnienie moje ciało się
napięło, moja pamięć się otworzyła i przypomniałam sobie, jak wymawiano to nazwisko.
„Tak?”
- Zapytałam.
Mike
spojrzał z powrotem na kanapki - „Mieszkając przez jakiś czas poza domem, jak wracasz,
prawdopodobnie jest to dla ciebie kryształowo jasne, że zarówno w miasteczku,
jak i w całym hrabstwie zaszły ogromne zmiany. W ciągu trzydziestu lat hrabstwo
przekształciło się z przeważnie wiejskiego w jedną rozległą podmiejską dżunglę
połączoną z Indy”.
„Racja”
– powiedziałam, kiedy przestał mówić.
Mike
narzucił górny kawałek chleba na kanapki i spojrzał na mnie - „Wielu
deweloperów. Dużo wykonanej pracy. Ale prawdopodobnie głównym deweloperem jest
McGrath”.
„Okej”
– odpowiedziałam - „Więc?”
„Więc
wiele farm wpadło w ręce McGrath’a”.
Znów
byłam zdezorientowana. Do budowy potrzebowałeś ziemi. A obszary wiejskie w
stanie Indiana były w pewnym momencie prawie wyłącznie polami uprawnymi.
„Racja”
- mruknęłam i powtórzyłam - „Więc?”
„Więc
nie wiem. Wiem natomiast, że to, czego nie wiem, nie podoba mi się. Gliny,
wiemy gówno. To jest nasza praca. Zwracamy uwagę. Lub znamy ludzi, którzy
zwracają uwagę. Gówna, którego nie wiemy lub nie możemy znaleźć kogoś, kto wie,
nie lubimy. Nikt nic nie wie o tym gościu. Po prostu wiedzą, że dostaje
własność, której nikt inny nie jest w stanie zdobyć i zabudowuje ją”.
Nadal
nie rozumiałam.
„Więc
co? Myślisz, że zrobi to, co musi zrobić, żeby wesprzeć Debbie w zdobyciu jej
czwartej części ziemi?”
Mike
odwrócił się całkowicie do mnie i oparł biodro o blat - „Nie” - powiedział
cicho, ostrożnie i tak jak to zrobił, przygotowałam się - „Myślę, że Colt miał
rację. Pomyślałem to samo, co on, zanim to powiedział. I wszyscy chłopcy się
zgadzają. Debbie otworzyła drzwi, McGrath wszedł, a on nie chce jej ćwiartki,
chce całą Holliday Farm”.
„Może
chcieć wszystkiego, kochanie. Ale tego nie dostanie” – przypomniałam mu o
czymś, co musiał wiedzieć, a jego oczy zrobiły się dziwne – ostrożne i czujne.
Nie
podobało mi się to spojrzenie.
„Mike”
– powiedziałam cicho – „chyba mnie przerażasz”.
„Wiele
farm wpadło w łapy Berniego McGrath’a, Dusty, i celowo używam tego języka”.
Wciągnęłam
oddech.
Mike
przysunął się do mnie. Opierał się plecami o ladę, jego biodro również dotykało
mojego kolana, przesunął dłonią od brzucha do talii, a jego twarz zrobiła się blisko
mojej.
„Jak
powiedziałem” – ciągnął łagodnie – „nie znam tego faceta. Nie lubię, gdy coś
się dzieje, a ja nic nie wiem, zwłaszcza jeśli to gówno dotyczy ciebie. Merry
nie wie. Colt nie wie. Sully. Nie zgłoszono żadnych zażaleń. Nic jawnego. Ale
niektóre transakcje są podejrzane. Ponieważ nic nie wiem, nie wiedziałem, czy
powinienem cię niepokoić. Więc zabrałem się za zdobywanie wiedzy. Colt ma
informatora, który również jest blisko z mężczyzną Rocky, Tannerem Layne’m. Dogadaliśmy
się. Zobaczy, czego może się dowiedzieć”.
„A
tymczasem?” - Zapytałam.
„A
tymczasem jutro wieczorem porozmawiamy z twoim tatą i o tym go poinformuję.
Jest wysoce prawdopodobne, że wie o McGrath’ie, a on prawdopodobnie kontaktował
się z nim w przeszłości. Pilnuje tego. On także, razem z tobą, musi nachodzić
Debbie, żeby się cholernie wycofała. I chcę zobaczyć testament Darrina.
Powiedziałaś mi, że to Debbie wyjaśniła to Rhondzie, a ty tego nie czytałaś.
Chcę to przeczytać. Dwukrotnie wyjaśniłaś, dlaczego Darrin zrobił to, co
zrobił, a mimo to, znając Darrina, nie mogę uwierzyć, że to zrobiłby. Kochał
swoją siostrę. Widział dobro w ludziach. Ale daleko mu było do bycia głupim. A
jedynymi osobami na tej ziemi, które kochał tak bardzo jak swoją żonę, byli
jego chłopcy. Żebym próbował w jakikolwiek sposób, za nic w świecie nie mógłbym
uwierzyć, że nie przejrzałby Debbie i byłby na tyle głupi, by złożyć
dziedzictwo swojej rodziny i przyszłość swoich synów w jej ręce. Nawet jedną
czwartą”.
Nie
mylił się.
„Zdobędę
testament” – obiecałam.
„Dobrze”
- odrzekł - „A tymczasem miej oczy otwarte. Fin nadal monitoruje komórkę
Rhondy, wszystkie jej telefony?”
Kiwnęłam
głową.
„Rób
to dalej. Ale jutro to, o czym chcę pogadać z twoim tatą, będzie również z
Finem, Kirbem i Rhondą. Jeśli McGrath zrobi to, co myślę, że zrobi, nie będzie
go obchodziło, kogo obiera za cel, aby dostać się do pozostałych trzech
czwartych tej ziemi. Dotyczy to również chłopców”.
Poczułam,
jak moja klatka piersiowa zamarza, ale przez lód wydusiłam z siebie -
„Żartujesz”.
„Chciałbym.
Chciałbym wiedzieć, że zagrożenie jest realne, żebyśmy mogli opracować plan lub
zapewnić, że tak nie jest. To tylko przeczucie, ale jestem w swoim biznesie
wystarczająco długo, by iść za głosem przeczucia. A moje przeczucie mówi to, co
powiedzieli Merry, Colt i Sully, kiedy zobaczyli tego mężczyznę na twoim
podwórku. Zaczniemy więc od zachowania czujności podczas zbierania informacji.
Jeśli okaże się, że czeka nas walka, zaczniemy grać, by ją wygrywać”.
Nie
podobało mi się to i nie potrzebowałam tego. Wystarczyło to, że musiałam uporać
się z rozdrażnieniem Debbie. Ale też Rhonda nie wykazywała oznak, że była
bliska wyrwania się z tego. I za każdym razem, gdy widziałam Fina lub Kirby’ego,
przypominało mi się, że niecałe dwa miesiące temu straciłam brata. Co gorsza, jak
patrzyłam im w oczy lub czas nie był odpowiedni, widziałam, jak cień zasłaniał
ich twarze i pamiętałam, że stracili tatę. Ich ból był dziesięć razy większy
niż mój. Byli dziećmi, bez względu na to, jak dojrzały był Fin. Byłam
wystarczająco dorosła, aby zrozumieć, że musiałam znaleźć sposoby na radzenie
sobie z bólem. Ktoś musiał ich poprowadzić, a odkąd Rhonda wypadła, ja to
robiłam.
Nie
potrzebowałam tego, żeby jakiś wściekły deweloper dyszał mojej rodzinie po
karkach.
„Ty
też” – powiedział dziwnie Mike, wcinając się w moje myśli.
„Co?”
– zapytałam, skupiając się na nim.
„Ten
facet lub jakikolwiek facet, nawet jeśli nawet nie identyfikuje się z tym, że jest
blisko do McGrath’a, podchodzi do ciebie w sprawie ziemi, twojej części, Rhondy
i dzieci, ty go zamykasz. Nie angażuj się w ogóle. Zamknij go i zadzwoń do
mnie. Natychmiast”.
„Racja,
teraz jestem w pełni przerażona, Słonko” – szepnęłam, a Mike przysunął się
bliżej.
„Jestem
po drugiej stronie drogi” - oświadczył, a ja spojrzałam mu w oczy.
„Tak
ale…”
„Jestem…
po drugiej stronie… drogi. Nie
idziesz tam sama, nigdy. Gówno mnie obchodzi, kiedy, gdzie, jak, czy jesteś w
domu, jesteś w J&J’s, dostajesz szalonych pomysłów, zbierasz Rhondę i
kierujesz się na południe, aby spędzić dzień na grach hazardowych. Jak masz
kogoś w swojej przestrzeni w sprawie tego gówna lub innego gówna, i… zadzwoń… do mnie”.
Zadzwonię
do niego.
Nieważne
kiedy, gdzie, jak. Dzwonię do Mike’a.
Wzięłam
głęboki wdech i go wypuściłam.
Chronił
moje plecy. Chronił mój przód. Chronił moją rodzinę.
Chronił
moje serce.
Moja
głowa opadła do przodu i delikatnie zderzyłam się czołem z jego czołem.
„Dziękuję”
– szepnęłam.
„Wdzięczność
jest dobra, bo mój informator, Ryker, usłyszał o torcie urodzinowym Reesee i
chce taki w ramach rewanżu”.
Uśmiechnęłam
się - „Mogę to zrobić. Jeśli pomoże, dam mu dziesięć”.
Mike
podniósł rękę i zacisnął ją na mojej szyi. – Miło mi to słyszeć, kochanie,
biorąc pod uwagę, że już mu to powiedziałam.
Mój
uśmiech pogłębił się i powiedziałam cicho - „Tak dobrze mnie znasz”.
Patrzyłam
z bliska, jak jego oczy spoważniały i wyszeptał - „Tak”.
I
to było to, co mnie uderzyło. Znał mnie jako dziecko. Wolałabym zapomnieć, że
pewnego razu jako nastolatka byłam dla niego suką. Niecałe dwa miesiące temu
wtargnął do mojego pokoju hotelowego i mojego życia, a ta więź, o której
wspomniał, że zaskoczyła.
Znał
mnie. Zwracał na mnie uwagę jako dziecko i znał moją rodzinę od lat. Wiedział,
co było w moim sercu. Wiedział, co mnie stworzyło. Znał miłość, w której
dorastałam. I po prostu znał mnie.
„Ja
upiekę ci ciasto, kiedy mi powiesz, co się dzieje za twoimi oczami” – mruknął
Mike, nie unosząc czoła ani nie odrywając ode mnie ręki.
„Myślałam,
że mówiłeś, że nigdy nie piekłeś ciasta” - zauważyłam.
„Powiedziałem,
że ci upiekę. Nie powiedziałem, że będzie dobre”.
Śmiech
natychmiast wzbił się w powietrze i wypłynął ze mnie. Cofnęłam się, ale
podniosłam rękę i zacisnęłam palce na jego szyi.
Wciąż
chichocząc, trzymając go za rękę, zrobiłam to, co zawsze.
Dałam
mu to wprost.
„Podoba
mi się, że mnie znasz. Podoba mi się to, że jesteśmy razem od tygodni, z
powrotem w swoim życiu przez mniej niż dwa miesiące, a ty mnie znasz. Podoba mi
się, że wkraczanie w rodzinny biznes wydaje się słuszne i naturalne. Podoba mi
się, że wszystko w nas wydaje się
naturalne. Podoba mi się to, że mam trzydzieści osiem lat i zaczynam od nowa z
innym facetem, ale czerpię to, co najlepsze z obu światów. Dostaję nowe, dostaję
odkrycie, ale wciąż mamy historię. Podoba mi się, że zaczęliśmy od czegoś
głębokiego i bogatego, gdzie moglibyśmy zasiać ziarno, gdziekolwiek to zmierza,
zamiast wciąż kopać”.
Byłam
tak zajęta wykładaniem tego, że nie dostrzegłam zmiany wyrazu jego twarzy. I
prawie nadal tego nie złapałam, bo poruszył się szybko. Przeszedł od stania
obok mnie do wpychania bioder między moje nogi. Potem od „Małej Dusty” do
piersi byłam mocno przyklejona do Mike’a, jego ramiona otaczały mnie stalowym
uściskiem, a jego usta miażdżyły moje.
I
całował mnie.
Ten
pocałunek nie był powolnym spalaniem. Ten pocałunek nie zaczął się słodko i nie
skończył w piekle.
Ten
pocałunek nie przypominał żadnego innego pocałunku, jaki kiedykolwiek on mi
dał.
Ten
pocałunek nie przypominał żadnego innego pocałunku, jaki ktokolwiek kiedykolwiek mi dał.
Jego
pocałunek był pocałunkiem, jaki zdarza się raz w życiu. Był to rodzaj
dokładnego, roztapiającego serce, opadającego w żołądku, otępiającego umysł,
wzbogacającego duszę pocałunku, który zmieniał życie.
I
przysięgam na Boga, zmienił dwa, właśnie tam, w kuchni Mike’a.
Jego
i moje.
Kiedy
oderwał swoje usta od moich, natychmiast wypowiedział swoje niedomówienie.
„Ja
też lubię to całe gówno”.
„Myślę,
że załapałam to” - wydyszałam, wciąż dochodząc do siebie po pocałunku i
trzymając się Mike’a, jakbym miała upaść, mimo że mój tyłek był osadzony na
blacie.
„I
podoba mi się to, że No jest z tobą całkowicie spoko i widziałem tego więcej
mojej dziewczyny w ciągu ostatnich kilku tygodni niż od dłuższego czasu.
Wyłania się spod jakiejkolwiek chmury, która ją śledziła, bo oświeciłeś ją
światłem, którym jesteś ty. I tak mi się to podoba, że nie spierdolę tego,
piekąc ciasto. Tort lodowy DQ. Do samego końca. Dostaniemy go po lunchu, a potem
zaczniemy go z Reesee po kolacji”.
Tort
lodowy DQ.
Nic
tak nie podkreśla świętowania jak tort lodowy od Dairy Queen.
A
jeszcze lepiej, mając to z Mikiem i jego dziewczynką.
Jego
dziewczynka, która mnie lubiła.
„Musimy
ocalić kawałek dla No” – powiedziałam cicho i patrzyłam, jak twarz Mike’a zmiękła.
Poważnie,
to było najgorętsze ze wszystkiego.
„Mogę
zmarnować tort DQ, więc jeśli chcesz ocalić kawałek dla No, kupimy duży” –
mruknął.
„Duży
to jest to”.
Mike
uśmiechnął się do mnie, ale nie puścił.
Odwzajemniłam
uśmiech.
Wtedy
pomyślałam, poczułam to, więc powiedziałam to.
I
zrobiłam to, szepcząc - „Zakochuję się w tobie, Mike’u Haines’ie”.
Kiedy
mówiłam, z każdym słowem jego ramiona stawały się coraz ciaśniejsze, a jego
twarz, już blisko, oddalała się o oddech.
„Aniołku,
już to zrobiłaś”.
Zamrugałam
i zapytałam - „Przepraszam?”
„Czytałem
twoje pamiętniki. Złapałem twoją odpowiedź w tym pokoju hotelowym. Wysłuchałem
twojej oferty pozostania. Widziałem, jak machałaś na pożegnanie na lotnisku i
odebrałem twój telefon, zanim wyjechałem z parkingu. Pokazałaś mi to
pocałunkiem. Wiem, Słonko, bo byłem tam z tobą”.
O
mój Boże, czy on właśnie to powiedział?
O mój Boże, czy on właśnie to
powiedział?
Zamrugałam
ponownie, ale nanosekundę zajęło mi to, aby moje oczy wypełniły się łzami.
„Co?”
- oddychałam.
„Słyszałaś
mnie”.
Właśnie
to powiedział.
„Mike...”
Jego
ciasno owinięte ramiona ścisnęły mnie i wyszeptał - „To ziarno, o którym mówiłaś,
zostało zasiane, Aniołku. Mamy trochę gówna, przez które musimy przejść, ale nie
o to chodzi” - Jego ramiona znów mnie ścisnęły - „Tu nie chodzi o nas. Jeśli
chodzi o to ziarno, wszystko, co musimy zrobić, to pielęgnować je i patrzyć,
jak rośnie”.
Patrzyłam
mu w oczy przez chwilę, zanim wykrzyknęłam głośno - „Cholera, Mike! Dlaczego
zawsze doprowadzasz mnie do płaczu?”
Potem
unikałam jego twarzy, wykręcając szyję i wyginając plecy, by schować twarzy na
jego nagiej klatce piersiowej.
Klatce
piersiowej, nawiasem mówiąc, trzęsącej się ze śmiechu.
„Nie
znajduję nic zabawnego w wyznawaniu miłości w kuchni przystojnego faceta, w
którym zakochałam się, kiedy miałam dwanaście lat, Mike’u Haines’ie” -
ostrzegłam jego klatkę piersiową grubym głosem i ta klatka piersiowa zaczęła
się trząść mocniej, gdy jego humor stał się wokalny.
Cofnęłam
się i warknęłam - „Przestań się śmiać, kiedy płaczę!”
Mógł
być apodyktyczny i niełatwy do rządzenia się. Wiedziałam o tym, kiedy wybuchnął
śmiechem, gdy jego ręka w moich włosach wepchnęła moją twarz w jego gardło.
Trzymałam
się i płakałam, podczas gdy on się śmiał.
Nagle
Layla zerwała się i zaszczekała.
CDN…
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuń