środa, 21 grudnia 2022

16 - Rozpętane piekło

 

Rozdział 16

Rozpętane piekło

 

 

 

Fin wyciągnął książki z szafki i wepchnął je do torby. Reesee stała obok niego, oparta ramieniem o szafkę obok jego, skandując wzrokiem pustoszejące korytarze.

Było po lekcjach i Fin odwoził Reesee do domu.

Stało się tak dlatego, że jego ciotka Dusty całkowicie weszła na nowy poziom, odkąd ona i pan Haines wrócili z Teksasu półtora tygodnia temu.

A dzisiaj był tego najświeższy przykład. No wyjechał w ramach jednych ze swoich zajęć na jakąś wycieczkę terenową, z której miał wrócić dopiero o piątej, a pan Haines był w Indianapolis, robiąc policyjne gówno. Ponieważ matka Clarisse była prawie tak samo odizolowana od wszystkiego jak jego mama, ale w inny sposób, kiedy pan Haines musiał jechać do Indy, zadzwonił do ciotki Dusty, żeby pojechała do szkoły i odebrała Rees. Więc jego ciocia Dusty zadzwoniła do Fina tego popołudnia, powiedziała mu, że wyjaśniła panu Hainesowi, że Fin jest już w szkole, ma samochód, a Reesee i tak przyjeżdża na farmę po szkole, żeby się uczyć, więc dlaczego nie mógłby po prostu przywieźć ją do domu? Powiedziała Finowi, że wyjaśniła również panu Hainesowi, że Kirb będzie z nimi w pickupie.

Fin doszedł do wniosku, że panu Hainesowi prawdopodobnie się to nie podobało, ale zgodził się. Fin doszedł do wniosku, że zgodził się głównie dlatego, że miał tam być Kirb.

Ale dla Fina byłby to pierwszy raz, kiedy miałby swoją dziewczynę w swoim pickupie.

I nie mógł się tego doczekać.

Od powrotu z Teksasu ciocia Dusty cały czas zajmowała się takimi sprawami.

Na przykład, zaraz po jej powrocie, kilka dni później, było po kolacji. Reesee skończyła i siedzieli na kanapie. Jego dziadkowie wyszli z kumplami, jego mama była w swoim pieprzonym pokoju (jak zwykle), a ciocia Dusty i Kirb byli na górze, robiąc to, co tam robili. Potem ciocia Dusty zeszła.

Podeszła do zasuwanych drzwi i z szelmowskim spoko uśmiechem powiedziała - „Po prostu je zamknę. Kirb i ja będziemy grać na Wii. Możemy być głośni” - Przechyliła głowę w stronę telewizora - „Nie chcę przeszkadzać w programie”.

Potem mrugnęła i zamknęła drzwi.

Fin znalazł czas, by pocałować swoją dziewczynę, ale to był pierwszy raz, kiedy się całowali. Na kanapie. W jego salonie. Z bratem i ciotką na górze, krzyczącymi i śmiejącymi się z tego, co grali na Wii.

To było niesamowite.

Fin pomyślał, że to było całkiem fajne, że Reesee nigdy nie była całowana ani dotykana przez nikogo poza nim. Odkrył też, że miał całą cierpliwość świata, by nauczyć ją, jak to robić i co mu się podoba. Nie wykorzystał tego, nie obmacał jej ani nic. Jego dziewczyna była za dobra na takie gówno.

On mógł poczekać. Przedstawić jej to powoli. Ale podobało mu się, że na początku robiła się trochę sztywna, a jeśli był delikatny i nie spieszył się, traciła to, a potem stawała się przytulna i słodka.

Bardzo mu się to podobało.

Ciocia Dusty również „namówiła” Fina, aby udzielił Reesee i No lekcji jazdy konnej w zeszły weekend.

To, za pozwoleniem ciotki Dusty, Fin skończył ją na grzbiecie Blaise’a z Reesee przed nim i zabrał ją na pola, pokazując jej swoje ulubione miejsca. No poszedł do domu, więc byli tylko oni. Zabrał ją też na drzewo nad strumieniem, ściągnął z Blaise’a, oprowadził dookoła, a potem przycisnął ją do pnia drzewa i nie spieszył się, ucząc ją jeszcze trochę całowania.

Przyzwyczajała się do tego. Mógł to stwierdzić, bo prawie wcale nie sztywniała. Teraz wkręcała się w to bardzo szybko.

Naprawdę szybko.

Jego ciotka Dusty była totalnym gównem.

Reese był lepsza.

Jego dziewczyna wyłaniała się na światło dzienne. Nie miała już żadnych problemów z rozmową z nim. Mimo to nie była gadułą. Więcej słuchała niż mówiła, a odzywała się tylko wtedy, gdy miała coś ciekawego do powiedzenia. I zawsze mówiła cicho.

Finowi to też się podobało.

Nie podobało mu się to, co powiedziała mu w zeszłym tygodniu po tym, jak usiadła z jej tatą, mamą i panią Layne. Był zaskoczony, podobnie jak Rees, tym, że mama Reesee się pokazała. Nie był zaskoczony tym, że Rees miała talent, który czynił ją lepszą, niż był jakikolwiek inny dzieciak w tej szkole, czynił ją lepszą niż ktokolwiek w tym miasteczku. Już to wiedział, choć nie spodziewał się, że to będzie jej pisanie.

To, co mu się w tym nie podobało, to to, że rozmawiali o jej pójściu do innej szkoły. Fin miał tam jeszcze jeden rok i nie chciał, żeby Reesee była w innej szkole w ostatniej klasie. To by było totalnie do bani.

Ale musiała to zrobić. Słyszał, jak jego babcia i dziadek nieraz powtarzali, że żałują, że nie mieli pieniędzy na wysłanie ciotki Dusty do specjalnej szkoły artystycznej, i to tylko praca Pana i zapał ciotki Dusty doprowadziły ją do życia pełnego pracy nad tym, co kochała. Jeśli Reesee miałaby taką możliwość i talent, a pani Layne była całkiem spoko, nie kłamałaby w tej sprawie, powinna to wykorzystać.

I nic nie powinno jej powstrzymywać.

Fin zatrzasnął swoją szafkę i spojrzał na swoją dziewczynę.

„Gotowa?” - zapytał.

Jej oczy przesunęły się po jego twarzy i wiedział, że myślała. Z drugiej strony, zawsze to robiła. Jego Reesee nigdy nie była pusta, zawsze miała coś w głowie. Mogła mówić cicho i niezbyt dużo, ale cokolwiek mówiła, było interesujące. A jeśli się nie dzieliła, Fin zawsze chciał wiedzieć, co się działo w jej głowie.

Tym razem się nie podzieliła, tylko skinęła głową i odsunęła się od swojej szafki. Potem przeniosła się do niego, a on ją objął.

Trochę mu zajęło doprowadzenie jej do tego punktu. Widział, że wstydziła się trzymać za ręce, ale kiedy jej dłoń zaczęła znajdować jego, a nie odwrotnie, Fin przesunął ją dalej. Zrobił to, obejmując ramieniem jej ramiona. Kiedy zrobił to pierwszy raz, wiedział, że nie wiedziała, co ze sobą zrobić, więc właściwie musiał chwycić ją za nadgarstek i pociągnąć jej rękę wokół swojej talii.

Ale do tego też się przyzwyczaiła. Tak jak teraz, gdy tylko objął ją ramieniem, upewniając się, że jego palce przesunęły się w jej miękkich włosach, objęła go ramieniem w talii i zahaczyła kciukiem o boczną szlufkę jego paska.

Jak zawsze, kiedy miał swoją dziewczynę w zgięciu ramienia, Fin pomyślał, że jest idealnego wzrostu i że naprawdę podobają mu się jej perfumy.

Fin zaczął ją wyprowadzać na parking, ale zrobił to z uśmiechem.

Kirb będzie czekał przy pickupie, a potem będzie w niej z nimi, ale mimo to była to dodatkowa wolność, krok naprzód i miał nadzieję, że w końcu pan Haines powierzyłby Finowi jego dziewczynę sam na sam.

Kiedy szli, Fin zapytał mrucząc - „Co ci chodzi po głowie?”

„Co jest w twojej”.

Spojrzał na nią - „Hm?”

Spojrzała na niego, a jej usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. Robiła tak od czasu do czasu i Fin uważał, że to naprawdę cholernie urocze.

„To, co mi chodzi po głowie, jest tym, co tobie chodzi po głowie” – wyjaśniła - „Kiedy zbierałeś książki, twoje myśli wydawały się ciężkie”.

To było dziwne i czasami go przerażało, ale wydawało się, że była w stanie odczytać jego myśli. W jego wieku nie miał pojęcia, że to część jej talentu, jej wrodzonego rozumienia ludzkich zachowań i wyczuwania nastrojów, które czyniły ją dobrą pisarką. Nie miał też pojęcia, że to było częścią niej, to sprawiało, że czuła się tak głęboko, była tak wrażliwa na innych i tak bardzo troszczyła się o tych, których kochała.

Jej ramię ścisnęło go i zapytała bardzo delikatnie - „Myślisz o swoim tacie?”

Nie, choć raz nie myślał o swoim tacie, matce, swojej sukowatej ciotce Debbie, ani nie martwił się, że dorośli w jego życiu nie będą w stanie wygrać walki, którą prowadziła jego ciotka.

Zamiast tego myślał o utracie Reesee, kiedy przeniesie się do innej szkoły.

Nie chciał kłamać, więc patrzył przed siebie i mruknął - „To nic wielkiego”.

„Ciężkie zawsze jest wielkie w taki czy inny sposób, Fin” - szepnęła.

Słyszał to, ale nie reagował. Stało się tak, ponieważ Brandon Wannamaker, Jeff Schultz i Troy Piggott zmierzali w ich stronę, a Brandon miał oko na Fina.

Ciało Fina napięło się.

Brandon był seniorem. Był też dupkiem. W szkole krążyły plotki, że jego tata był poważnym, wielkim kutasem. Mimo to, nawet jeśli w domu było gówno, nie oznaczało to, że powinieneś przynosić to gówno do szkoły. Fin wiedział to teraz bardziej niż kiedykolwiek.

Jeff i Troy byli juniorami i lokajami Brandona. Zrobiliby dla niego wszystko. Dlaczego myśleli, że gówno Brandona nie śmierdzi, Fin nie miał pojęcia, skoro Brandon był chudy, brzydki, miał głupią fryzurę, w której jego blond włosy były całe długie i szorstkie, miał trądzik i był, jak zauważył Fin, dupkiem. Tego też Fin nie rozumiał. To, co rozumiał, to to, że im się to udawało. Cokolwiek w nim było, co przyciągnęło ich do Brandona, nie było dobre.

Brandon i Fin mieli słowne potyczki więcej niż raz. Działo się tak dlatego, że w zeszłym roku, kiedy Brandon był w pierwszej klasie, a Fin w drugiej klasie, jedli razem lunch, a ulubionym momentem Brandona na szerzenie dupkowatych zagrywek był właśnie lunch. Fin daj temu spokój, skoro srał dzieciakowi, który był chłopcem. Nie podobało mu się to, ale był facetem i prawdopodobnie nie chciałby, żeby jakiś starszy dzieciak sprawiał, że wyglądałby jeszcze bardziej na frajera, kiedy stanąłby w jego obronie.

Ale pewnego dnia, kiedy Brandon postanowił zaczepić grubą dziewczynę, Fin wkroczył. To było całkowicie nie fajne. Jasne, była gruba i prawdopodobnie powinna coś z tym zrobić, ale nie potrzebowała jakiegoś palanta, który uczyniłby jej wyraźnie nieszczęśliwe życie jeszcze bardziej nieszczęśliwym.

Brandonowi to się nie podobało. Z drugiej strony Brandon nie miał wiele do powiedzenia. Troy i Jeff nie mieli tej samej przerwy na lunch, więc jego ekipy nie było tam, by go wspierać. I nawet w zeszłym roku, zanim Fin urósł o dodatkowe pięć centymetrów, co dało mu metr osiemdziesiąt dwa wzrostu, był wyższy i masywniejszy niż Brandon. Więc Brandon uratował twarz, rzucając mu wiele gróźb i wymknął się.

Fin interweniował jeszcze pięć razy w zeszłym roku. Na szczęście w tym roku, w obu semestrach, nie miał żadnego z nich na swojej przerwie na lunch.

Ale właśnie wtedy, idąc z Reesee korytarzem, rzucił okiem na twarz Brandona oraz jego ekipy i wiedział, że Brandon był w swoim zwykłym nastroju do bycia dupkiem.

Więc wzmocnił uścisk na Reesee, przyciągając ją bliżej i utkwił wzrok w przywódcy stada.

„Tutaj jest, Farmer Fin” - zawołał Brandon, kiedy się zbliżali, i Fin poczuł, jak ciało Reesee napina się, a jej głowa szarpie, by spojrzeć do przodu - „Ze swoim nowym kawałkiem” – dokończył Brandon, a wolna ręka Fina zacisnęła się w pięść.

„Kiedy to rzucisz, wezmę co zostanie” – zaoferował Troy, uśmiechając się brzydkim uśmiechem do Reesee. Żołądek Fina ścisnął się, ale trzymał usta zamknięte, nie spuszczając z nich oczu i szedł dalej.

Reesee przysunęła się bliżej.

„Ja też” – wtrącił Brandon. Dotarli do trio i wszyscy ustawili się w odpowiednich pozycjach. Brandon szedł tyłem, a Troy i Jeff ruszali na flankę.

„Clarisse Haines. Pierwszoklasistka poza zasięgiem, ale jak wy dwoje już się związaliście, już nie” - Wrogie oczy Brandona wpatrywały się w Fina - „Dotykasz tego jeszcze?”

„Odwal się, dupku” – warknął Fin, nadal ciągnąc Reesee w dół korytarza.

Brandon uśmiechnął się szeroko - „Dotykasz tego. Czy to nie słodkie?”

Fin poczuł, jak Reesee zaczęła drżeć u jego boku, nawet gdy przysunęła się bliżej, a Fin poczuł pieczenie w brzuchu.

„Powiedziałem, odwal się, dupku” – głównie powtórzył Fin.

„Założę się, że tak” - wyszeptał Brandon, a jego oczy przesunęły się na Reesee, a potem z powrotem na Fina - „Zawsze wybierasz słodką porcję. Jednak znając sposób, w jaki przez nie przechodzisz, skończysz, a ona będzie dojrzała do zbierania za ile? Dzień? Tydzień?” - Spojrzał na Jeffa i doszedł do wniosku - „Daję sobie tydzień”.

Reesee przysunęła się bliżej, ale Fin nie zwracał na nią uwagi. Kątem oka zobaczył rękę Troya uniesioną i poruszającą się w kierunku włosów Reesee.

Fin zatrzymał ich, po czym cofnął się o krok. Szarpiąc Rees za swoje plecy, odwrócił się w stronę Troya i spojrzał mu w oczy.

„Nawet o tym nie myśl, dupku” – uciął.

Troy uśmiechnął się do niego - „Ma ładne włosy” - Przeniósł swój uśmiech na Reesee, który stał się pożądliwy i kontynuował - „Zawsze lubiłem twoje włosy, Rees” - Jego oczy przesunęły się po jej ciele i wyszeptał chorym głosem - „Zawsze lubiłem w tobie wiele rzeczy”.

Reesee wcisnął się w plecy Fina.

„Wy wszyscy, odpieprzcie się” – rozkazał Fin.

„Co zamierzasz zrobić, Farmerze Fin?” – spytał złośliwie Brandon - „Nie masz ze sobą swojej ekipy, więc co zrobisz, jak nie odpieprzymy się?”

Fin cofnął się, popychając Reesee, ostrzegając - „Nie chcecie się dowiedzieć”.

„Nie chcemy?” - Brandon wyszeptał i dziwne światło, którego Fin nie lubił zaczęło płonąć w jego oczach.

„Nie. Nie chcecie” – odszepnął Fin.

Wtedy to się stało. Troy poruszał się w dookoła, jego ręka podniosła się z powrotem w stronę włosów Reesee, a Fin odepchnął ją od tyłu. Jego ręka wystrzeliła, złapał nadgarstek Troya i wykręcił go za plecami. Kiedy już go złapał, przesunął go trzy kroki do przodu i wepchnął twarzą do szafki.

Fin!” - Usłyszał krzyk Reesee, ale nie mógł nawet na nią spojrzeć. Pozostałych dwóch skoczyło na niego.

Został przyciśnięty podwójnie, z ciężarem na plecach, pięścią Brandona łączącą się z jego żebrami.

Podniósł się, odrzucając je, szarpiąc łokciem do tyłu i łapiąc Jeffa w szczękę, gdy krzyczał - „Sprowadź nauczyciela!”

„Fin!” - Reesee znów zawołała.

Położył ręce na ramionach Brandona, podszedł bliżej i mocno uniósł kolano, łapiąc Brandona w kroczu. Ręce Brandona powędrowały tam i opadł na kolana z bolesnym jękiem, ale Troy i Jeff już byli wokół niego.

Nauczyciela, Reesie!” - ryknął i tylko zauważył, jak obróciła się na pięcie i pobiegła, zanim złapał pięść Jeffa na swoim policzku.

W jego oczach eksplodowały gwiazdy, a wszystko, co wydarzyło się od szóstego stycznia, kiedy zobaczył martwego tatę w śniegu, eksplodowało w jego mózgu.

I wtedy Finley Declan Holliday stracił rozum i rozpętał piekło dla Brandona Wannamakera, Jeffa Schultza i Troya Piggotta.

*****

Mike wkroczył do szkoły i zaraz na wprost, przy okiennych biurach administracji, zobaczył Dusty przechadzającą się po korytarzu z wściekłym wyrazem twarzy.

W chwili, gdy go zobaczyła, długimi, gniewnymi krokami jej nogi poniosły ją na spotkanie go.

„Gdzie oni są?” - zapytał, nie odrywając wzroku od jej błyszczących oczu, a ona zatrzymała się o stopę przed nim.

„Tam” – wskazała głową w stronę biur – „Czekam na ciebie na korytarzu i próbuję znaleźć powody, dla których byłoby źle zabić trójkę nastoletnich dzieciaków i zwalić łomot durnemu dyrektorowi”.

Po jej szarpnięciu głową, Mike skierował wzrok na okna biura. W przedniej części Fin i Reesee siedzieli z udami blisko siebie, głowami pochylonymi i blisko siebie. Reesee trzymała Fina za rękę. Nawiasem mówiąc, ręka Fina miała pęknięte, krwawiące kostki. Odpowiadało to błyszczącemu, spuchniętemu, już siniejącemu śladowi na jego górnej lewej kości policzkowej.

Poza tym brak było śladów uszkodzeń.

Ale tylko to wystarczyło, by wkurzyć Mike’a.

Zadzwonili do niego ze szkoły w sprawie Reesee, że ona i Fin byli zamieszani w bójkę i nie wypuszczą jej nikomu z nikim poza rodzicem i tylko po rozmowie z tym rodzicem. Niecałe pięć minut później odebrał telefon od Dusty. Była bardziej zorientowana w sytuacji, bo nie tylko otrzymała telefon ze szkoły, ale miała okazję porozmawiać zarówno z Finleyem, jak i Clarisse o tym, co się stało. Co zaskakujące, oboje dzieciaki byli niezwykle otwarci, a także szczegółowo opisywali, co zostało powiedziane i zrobione, co doprowadziło do walki. Z drugiej strony, może nie było to zaskakujące. Fin był blisko z ciotką, a Reesee tworzyła więź z kobietą Mike’a, która z dnia na dzień stawała się coraz silniejsza. Ufali jej.

I Mike wiedział, że prawdopodobnie nie powinien tolerować używania przemocy przez nastoletniego dzieciaka, aby poradzić sobie z sytuacją, ale nie mógł powiedzieć, że nie był zadowolony, jak dowiedział się, że kilku łobuzów obgadywało jego córkę, a jeden próbował ją dotknąć.

Wściekł się po drugim telefonie Dusty, która poinformowała go, że w szkole obowiązuje zasada zerowej tolerancji dla bójek i że wszyscy zaangażowani, w tym z jakiegoś powodu Rees, zostali zawieszeni na trzy dni.

Dusty była podobnie wściekła, ale po jednym spojrzeniu na nią, Mike wiedział, że jej gniew był na znacznie wyższym poziomie niż jego.

„Pozostali trzej chłopcy są w gabinecie dyrektora ze swoimi rodzicami” - wyjaśniła dalej Dusty.

Mike uniósł brodę, a ona podążyła za nim, gdy zbliżał się do szklanych drzwi prowadzących do biur administracji.

Otworzył je, trzymał dla niej i szeptem rozkazał - „Wejdź. Usiądź z Rees” - Czuł na sobie jej wzrok, ale jego wzrok powędrował do Fina - „Fina. Tu”.

Finley już na niego patrzył i skinął głową. Mike położył dłoń na plecach Dusty i delikatnie ją pchnął. Nadal czuł jej wzrok, ale przesunęła się do Clarisse, a Fin do Mike’a.

Dzieciak przeszedł przez drzwi, Mike pozwolił im się zamknąć, po czym odszedł kilka kroków dalej, a Fin poszedł za nim. Kiedy odwrócili się twarzą do siebie, Mike otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Fin zdążył go wyprzedzić.

„Wiem, rozumiem, proszę pana. To nie było fajne. Ale to był drugi raz, kiedy próbował jej dotknąć, gadali bzdury, drżała i była przerażona, a ja nie wiedziałem, co jeszcze zrobić. Chciałem tylko zdjąć go z niej i pokazać coś, a potem się na mnie rzucili. Jeden z nich uderzył mnie w twarz i po prostu… po prostu…” – spojrzał na swoje stopy – „straciłem opanowanie i spieprzyłem”.

Mike spojrzał na niego. Patrzył na niego i robił to przez chwilę, aby uspokoić swoją furię.

Potem cichym, dudniącym głosem stwierdził - „Nikt” - kiedy Fin usłyszał jego ton, jego wzrok skierował się prosto na niego, a Mike kontynuował - „Nikt, ani pieprzony jeden, nie dotyka mojej córki, chyba że ona tego chce”.

Mike patrzył, jak oczy Fina stały się czujne i zaczęły płonąć ogniem, który według Mike’a płonął w jego własnych.

„Przykro mi” – wyszeptał Mike – „Przykro mi, że twój ojciec odszedł”.

Ten ogień zaczął płonąć jasno w oczach Fina, ale Mike tylko mówił dalej.

„Znałem go, ale nie mam pojęcia, co by ci powiedział w tym przypadku. Na jakiego mężczyznę próbowałby cię wyprowadzić. Jedyne, co mogę ci powiedzieć, to jakim ja jestem mężczyzną. A gdyby ktoś próbował dotknąć kogoś, na kim mi zależy, kiedy tego nie by chciał, zrobiłbym wszystko, co musiałbym, aby to powstrzymać. Jeśli gadaliby bzdury, nie zamykali się, a ja nie mógłbym odsunąć od tego osoby, na której mi zależało, też bym to powstrzymał. Więc jeśli o mnie chodzi, Fin, nie spieprzyłeś sprawy. Ci chłopcy nie dotknęli mojej córki. Więc tak to widzę, że jako jej mężczyzna, wykonałeś swoją pracę”.

Mike patrzył, jak ogień płonie w oczach Fina, gdy chłopiec przełknął ślinę, a potem przełknął ponownie. Gówno pracowało w jego głowie i nie wszystko było dobre, a wiele z tego było naprawdę cholernie złe. Ale Fin trzymał to w kupie i skinął głową.

„Dzięki, panie Haines” – mruknął.

„Dusty i ja porozmawiamy z dyrektorem” – powiedział mu Mike.

Fin uniósł brodę.

„Mogę nie być w stanie wyciągnąć ciebie z zawieszenia, ale Reesee na pewno nie zostanie zawieszona” – kontynuował Mike.

Oczy Fina zabłysły, jego usta zadrgały i ponownie uniósł brodę.

„Twoja babcia przyjechała i zabrała Kirba. Kiedy to się skończy, zabierz Rees do domu” - nakazał Mike.

Inny rodzaj światła błysnął w oczach Fina, a potem pojawił się inny rodzaj drgnięcia ust i Fin skinął głową.

Mike kontynuował - „Jeśli chcesz to robić, No zawsze jęczy, że jest szoferem Rees, a Reesee zawsze się z tobą uczy, więc jeśli tego chcesz, odtąd jesteś jej podwózką do domu”.

„Chcę” - wyszeptał natychmiast Finley.

Mike wiedział, że chciał.

Gówno.

Kurwa.

Gówno.

Wpatrywał się w stojącego przed nim chłopca, który był prawie mężczyzną.

Jakiś pieprzony łobuz próbował dotknąć jego córki, a ten chłopak, który był w większości mężczyzną, powstrzymał go.

„Masz to” – powiedział Mike – „A teraz chodźmy tam i porozmawiajmy z dyrektorem”.

Fin ponownie skinął głową i zrobił ruch, jakby chciał ruszyć do drzwi, ale Mike powstrzymał go, kładąc dłoń na jego ramieniu.

Oczy Fina spotkały się z oczami Mike’a.

„Nie wiem, na jakiego mężczyznę twój ojciec próbowałby cię wyprowadzić” – powiedział cicho Mike - „Wiem, jakim mężczyzną był. Więc zgaduję, że jakby był tutaj teraz, Fin, byłby z ciebie dumny”.

Fin ponownie przełknął ślinę i zacisnął zęby. Jego oczy zabłysły i Mike dał mu minutę na walkę, wiedząc że mężczyzna, jakim był świadkiem, że Finley Holliday stawał się, wygra.

Wygrał i ponownie skinął głową.

Mike ścisnął jego ramię, puścił go i poprowadził do biura.

*****

Clarisse siedziała w gabinecie dyrektora ze swoim tatą, Finem i Dusty, ale jej oczy były przyklejone do Dusty.

To dlatego, że Dusty był zła. Nie trochę. Bardzo.

I nie miała nic przeciwko, żeby to pokazać.

Nie miała też nic przeciwko mówieniu o tym.

Co właśnie robiła.

„Mówi mi pan, dyrektorze Klausen, że rządzi pan tą szkołą jako dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a nie człowiek, którego zadaniem jest wprowadzanie młodych dorosłych w dojrzałość, dlatego rozważając dyscyplinę, nie ocenia pan czynników zewnętrznych? Czy to właśnie chce mi pan powiedzieć?”

„Panno Holliday, polityka zerowej tolerancji to polityka zerowej tolerancji. To nie jest polityka polegająca w dziesięciu procentach tego, co się wydarzy” – odpowiedział płasko i spokojnie dyrektor Klausen, ale Clarisse wiedziała, że tracił cierpliwość.

Dyrektor Klausen był przeważnie spoko. Z tego powodu dzieci najbardziej go lubiły. Mógł być palantem, ale tylko wtedy, gdy zrobiłeś coś złego. Clarisse nie robiła nic złego, więc myślała, że jest w porządku. I robił różne rzeczy. Jak to przyszedł do dużego garażu, gdzie budowali platformę dla pierwszoklasistów na bal maturalny i śmiał się razem z nimi. To nie było w godzinach szkolnych. To nie był nawet dzień powszedni tylko sobota. I nie przyszedł, aby upewnić się, że się dobrze zachowywali, ale tylko dlatego, że chciał zobaczyć, jak idzie budowa platformy i pogawędzić z dziećmi. W rzeczywistości robił takie rzeczy przez cały czas i dlatego Clarisse uznała, że jest w większości spoko.

W każdym razie Rees nie było wtedy w pobliżu, ale wszyscy wiedzieli o starym trenerze piłki nożnej, który uderzył swojego syna podczas meczu. I wszyscy wiedzieli, że dyrektor Klausen nie marnował prawie wcale czasu na pozbycie się go. A ten trener był także nauczycielem, którego większość dzieci nienawidziła. Więc, kiedy go nie było, wszyscy pomyśleli, że pan Klausen nie zmarnował ani sekundy, żeby go wyrzucić, było super.

Ale Clarisse nie miała czasu, by podzielić się tym z Dusty.

Z drugiej strony, nawet gdyby tak było, Dusty prawdopodobnie by to nie obchodziło. Była tak wściekła.

A Clarisse pomyślała, że to też było fajne. Bo szalała w obronie Fina, w przeciwieństwie do jego mamy, która nawet gdy Fin miał kłopoty w szkole, nie opuszczała farmy ani prawdopodobnie swojego pokoju, żeby się nim zająć. Ale Dusty była tuż obok i nie mogła się doczekać, by zmierzyć się z dyrektorem.

„To nie są terroryści” – warknęła Dusty - „To nastolatki”.

„Dusty” - powiedział cicho tata Clarisse, wyciągając rękę i obejmując Dusty.

Ale Dusty tylko szarpnęła głową w stronę taty i wykrzyknęła - „Czy się mylę?”

„Byłem pobłażliwy dla Rees…” – zaczął pan Klausen, ale oczy Dusty' spoczęły na nim, a ona odleciała.

„Pobłażliwy? Pobłażliwy? Cóż, to wielkie z pana strony, bycie pobłażliwym dla piętnastoletniej dziewczyny, która nie robiła nic poza przechodzeniem ze swoim chłopakiem na parking i jakiś łobuz zaczął gadać, mówić niemiłe rzeczy, a inny próbował ją dotknąć, kiedy ona tego nie chciała. To wielkie z pana strony, że nie zawiesił jej pan za to. I, bez obrazy, ale nowina, Fin robił to samo”.

„I tak” – powiedział cicho, pojednawczo dyrektor Klausen – „to jest oczywiście powód, dla którego Rees nie zostanie ukarana, bo nie zrobiła nic, za co powinna zostać ukarana. Na początku z relacji innych zostaliśmy źle poinformowani o udziale Rees. Jak wiecie, teraz mamy jaśniejszy obraz. Ale nie można argumentować, skoro Finley użył pięści, aby poradzić sobie z sytuacją, która nie potrzebowała pięści”.

„I w chwili, gdy sytuacja się pogorszyła, bo został napadnięty przez trójkę dzieciaków, powiedział swojej dziewczynie, żeby poszła po nauczyciela” – odparowała Dusty - „Czy to było błędne w pana ocenie?”

„Nie, panno Holliday, ale według wszystkich relacji zaangażowanych osób to Finley rozpoczął fizyczną sprzeczkę” - wyjaśnił pan Klausen.

Clarisse patrzyła, jak Dusty pochyliła się do przodu, zmrużyła oczy i zasyczała - „Bo jeden z nich próbował dotknąć Clarisse”.

„Próbował dotknąć jej włosów” – wyjaśnił dyrektor Klausen.

Dusty odchyliła się do tyłu, jej twarz była twarda, jej oczy utkwione były w panu Klausen - „To jest w porządku? Czy to dla pana w porządku? Ponieważ, skoro jestem kobietą i tak dalej, dam panu wskazówkę, że tak nie jest. To nie jest w porządku. W żaden sposób mężczyzna nie może mnie dotknąć, jeśli tego nie chcę. To… nie jest… w porządku”.

Clarisse poczuła, że jej oddech zaczyna przyspieszać i wyciągnęła rękę, by chwycić Fina za rękę. Palce Fina zacisnęły się wokół niej i wiedziała, że myślał o tym samym, co ona.

Że Dusty pamiętała Denny’ego Lowe’a.

Clarisse wiedziała, że jej tata pomyślał to samo, kiedy wyszeptał uspokajająco - „Aniołku”.

Oczy Dusty błysnęły do taty Clarisse i wyszeptała - „Czy się mylę?”

Clarisse zobaczyła to na jej twarzy i wiedziała, że Fin też, bo jego dłoń w jej dłoni zacisnęła się bardzo mocno.

Pamiętała. I bała się, co mogło się stać z Clarisse. I za nic nie zamierzała się zatrzymać w obronie swojego siostrzeńca.

I właśnie wtedy, patrząc na Dusty Holliday, Clarisse Haines zakochała się.

I wiedziała, że musiała coś zrobić, by powstrzymać ból Dusty.

Tak też zrobiła.

Puściła rękę Fina i wstała.

„Panie Klausen, bałam się” – oznajmiła i poczuła, że wszyscy na nią patrzyli.

Czuła się też głupio. Nie wiedziała, co powiedzieć. Pani Layne powiedziała, że jej pisanie było niesamowite i to było wspaniałe uczucie, słuchanie tego, zwłaszcza ze strony pani Layne, która była zdecydowanie najfajniejszą nauczycielką w szkole.

Ale wypowiadanie słów było o wiele trudniejsze.

„Bałam się” – wyszeptała, patrząc dyrektorowi w oczy - „A Brandon, Troy i Jeff są łobuzami. Są podli. Wie pan o tym, musi pan wiedzieć ile czasu spędzają w kozie. Nie powinni być w tej szkole. Wiem, że tata Brandona nie jest zbyt miły, wszyscy to wiedzą. I to jest smutne i w ogóle, ale to nie powinien być mój problem. Mówili wredne rzeczy, nazywali Fina „Farmer Fin” a sposób, w jaki to robili, nie był miły. Ale cała reszta naprawdę nie była miła. Fin próbował nas przez nich przeprowadzić, ale poszli za nami. Próbował ich zignorować, ale mu na to nie pozwolili. Próbował ich ostrzec, ale trzymali się go. I cieszę się, że nie pozwolił Troy’owi mnie dotknąć. Bałam się, a on wszystko dla mnie zrobił dobrze. Powstrzymał mnie przed niechcianym dotykaniem i strachem. A jeśli to nie jest w porządku, to nie wiem, co jest”.

Przestała mówić i nikt nic nie powiedział, więc Clarisse poczuła się, jakby brzmiała jak idiotka. Ale kiedy przez jakiś czas nikt nic nie mówił, z jakiegoś powodu jej usta wciąż się poruszały.

„Tata Fina zmarł, panie Klausen, a w domu nie jest dobrze. Wszyscy w tej szkole znają przynajmniej tę część o śmierci taty Fina. To nie jest fajne, że ci chłopaki robią rzeczy, które robią przez cały czas. To nie jest fajne, że zrobili to, co zrobili Finowi i mnie. Ale to naprawdę nie jest fajne czepianie się dziecka, które właśnie straciło tatę. Myślę, że każdy uczy się przez całe życie. Nikt nigdy nie przestaje się uczyć. Ale nie jestem pewna, czy lekcja, którą teraz pan daje, jest sprawiedliwa. Mówi pan, że sprawiedliwość jest ślepa, ale jest też głucha. A umierający tata Fina już się nauczył, że życie nie jest sprawiedliwe. Może pan się wściekać, że to mówię, ale nie sądzę, żeby to było w porządku, że po tym, jak go tego pan nauczy, on będzie to wiedział każdego dnia, kiedy obudzi się i będzie z tym zasypiał, nauczy go pan go wciąż tego samego, że nawet jeśli on robił coś dobrego, pan teraz uważa to za złe”.

Znowu nikt nic nie powiedział i robili to tak długo, że Clarisse była pewna, że wyszła na idiotkę.

Nie wiedziała, czy wybiec z pokoju, wybuchnąć płaczem, czy usiąść i się zamknąć.

Zanim zdążyła podjąć decyzję, dyrektor Klausen powiedział cicho - „Co powiesz na to? Dwa dni kozy dla Fina. Brak zawieszenia. Nie chcę bójek w mojej szkole i chcę, żeby to przesłanie było jasne. Ale w tym przypadku przyjmę okoliczności łagodzące”.

W tym momencie Clarisse wiedziała, że chce jej się płakać, taka była szczęśliwa, ale tego nie zrobiła.

„Akceptujemy to” – powiedziała natychmiast Dusty.

Fin chwycił dłoń Clarisse i pociągnął ją tak, że usiadła obok niego.

Przekręciła głowę, żeby na niego spojrzeć i zobaczyła, jak się do niej uśmiechał.

Zrobiła dobrze.

Mogła nawet brzmieć trochę jak Dusty, co było fajne.

Odwzajemniła uśmiech.

Dusty, jej tata i dyrektor Klausen rozmawiali przez chwilę. Potem wszyscy wstali i uścisnęli sobie dłonie, w tym pan Klausen uścisnął dłonie Fina i Clarisse.

A kiedy potrząsnął ręką Clarisse, nie puścił. Więc spojrzała mu w oczy.

„Jeśli nie napiszesz bestsellera, Rees, to spodziewam się, że usłyszymy, że zmieniasz stan rzeczy w Waszyngtonie” – mruknął.

Clarisse uśmiechnęła się do niego, bo to było przyjemne, ale nie było mowy, żeby jechała do Waszyngtonu. Mieszkała tam ciotka Fina. Była suką i prawnikiem.

Clarisse nie zamierzała zrobić czegoś takiego.

Wyszli z biura, a jej tata złapał ją za głowę, przyciągnął do siebie i pocałował w czubek włosów - „To było wspaniałe, co tam zrobiłaś. Jestem z ciebie dumny, Słonko” – wyszeptał tam.

To też było dobre, ale lepsze. Dużo lepsze.

Kiedy ją puścił, uśmiechnęła się do niego. Potem zaczął iść z Dusty do frontowych drzwi, a Clarisse już miała iść za nimi, kiedy Fin dotknął jej ręki.

„Do zobaczenia wieczorem” – zawołał tata, a ona przeniosła wzrok z niego na Fina i zmarszczyła brwi.

„Twój tata powiedział, że zabieram cię do domu” - powiedział cicho Fin.

Clarisse zamrugała.

Fin uśmiechnął się szeroko, przyciągnął ją bliżej i dokończył jeszcze ciszej - „Każdego dnia”.

Wow! Niesamowite!

Clarisse uśmiechnęła się do Fina, po czym odwróciła głowę, żeby spojrzeć w stronę ojca.

Dusty była obok niego i uśmiechała się szeroko u swoich stóp, wychodząc przez drzwi, które jej tata trzymał otwarte. Tata patrzył w ich stronę i nie uśmiechał się.

Patrzył uważnie (jak zwykle). Potem potrząsnął głową, a jego usta zadrżały.

Spojrzał na swoje buty i poszedł za Dusty.

Patrząc, jak odchodzi, serce Clarisse podskoczyło, gdy coś się w niej poruszyło. To było duże. Olbrzymie. Kolosalne. I wciąż to czuła, gdy patrzyła, jak jej tata odchodził.

I dopiero gdy Fin pociągnął ją za rękę, a potem poprowadził w stronę korytarza prowadzącego na parking, zrozumiała.

Fin puścił jej rękę, poczuła, jak jego ramię objęło jej ramiona i przycisnął ją mocno do boku. Lubiła tak iść z Finem. Nie, kochała to. Jego ciało było solidne i ciepłe, a jego wysokość była idealna, aby jego ramię mogło wygodnie owinąć się wokół jej ramion, a jej wokół jego talii, co zrobiła natychmiast, kiedy przyciągnął ją do siebie.

Pasowali do siebie. Wydawało jej się to właściwe, naturalne. Fin był wysoki, silny i przystojny u jej boku. Clarisse była dumna, że była tam trzymana.

I wiedziała, co się właśnie stało.

Jej tata pozwolił jej trochę odejść i kiedy szła obok Fina, tak blisko, Fina siła trzymała ją mocniej i nie mówiła o tej, którą trzymał na jej ramionach.

Ale między tymi dwoma mężczyznami, których kochała, obu w ten czy inny sposób, jeśli oni trzymaliby ją zawsze blisko, Clarisse Haines wiedziała, że nigdy by nie upadła.

I to było dziwne, jakby coś zgubiła, a jednocześnie odnalazła. To sprawiało, że miała ochotę się śmiać się i płakać.

Tego też nie zrobiła.

Po prostu poszła obok swojego faceta do jego pickupa, wsiadła po tym, jak otworzył jej drzwi i siedziała tam, kiedy okrążył maskę i usiadł obok niej.

Ale uśmiechnęła się, kiedy prawie natychmiast wymamrotał - „Zapnij pasy, kochanie”.

Przekręciła się, by znaleźć pas bezpieczeństwa, wciąż się uśmiechając.

Nie, po tym dniu, po tym, co zrobił Fin, by ją chronić, a potem, kiedy powiedział jej, żeby się zapięła i była bezpieczna, Clarisse Haines wiedziała, że nigdy nie upadnie.

Nigdy.

Nigdy.

*****

„Poczekajcie” - zawołałam.

Rees i Fin wychodzili tylnymi drzwiami, Fin z torbą Rees przewieszoną przez ramię. Miał też opuchliznę na kości policzkowej, która zaczerwieniła obszar pod okiem. Ale jak każdy gorący facet, który został oznaczony jako chroniący swoją dziewczynę, z jakiegoś powodu jego rana wojenna sprawiła, że ​​wyglądał jeszcze bardziej seksownie.

Była ósma trzydzieści. Rees miała być w domu przed dziewiątą. Fin zawsze wyprowadzał ją około ósmej trzydzieści, żeby pięć minut odprowadzać do domu. Mnóstwo czasu, aby zatrzymać się przy tylnej bramie i porozmawiać lub wziąć udział w innych zajęciach, nie widziałem jakich. Była połowa marca i dni stawały się coraz dłuższe, ale gdy Fin odprowadzał Rees do domu, było jeszcze ciemno. Ale podejrzewałam, że mogłam dobrze zgadywać.

Oboje zatrzymali się i spojrzeli na mnie, kiedy weszłam do kuchni.

Moje oczy powędrowały do Fina.

„Czy mogę zająć Rees chwilę?”

Spojrzał na mnie, potem na Rees i w końcu podniósł brodę w moją stronę.

Do Rees mruknął - „Spotkamy się na zewnątrz, kochanie”.

Uśmiechnęła się do niego i skinęła głową.

Fin ponownie na mnie spojrzał, tym razem oceniając, zanim wyszedł tylnymi drzwiami, zamykając je za sobą.

Podeszłam do Rees.

Przechyliła głowę na bok i pomyślałam, że to było urocze.

„Wszystko w porządku, Dusty?” - zapytała.

Zatrzymałam się blisko i powiedziałam cicho - „Tak. Chciałam tylko powiedzieć, że te tacos, które zrobiłaś z Finem na kolację, były pyszne”.

Posłała mi szeroki uśmiech i spodobało mi się to. Kiedy ją poznałam, nie przychodziło to łatwo. Teraz przychodziły często.

„Dzięki” – powiedziała cicho.

„Chcę też powiedzieć…” - zatrzymałam się, wzięłam wdech, a potem poszłam dalej. Zsunęłam jej piękne włosy z jej ramienia, ujęłam w dłoń bok jej szyi i przybliżyłam twarz - „To nie moja sprawa, nie znasz mnie zbyt dobrze, ale i tak to powiem. Dzisiaj byłam z ciebie dumna, Reesee”.

Jej usta się rozchyliły, a oczy zrobiły się duże i to też było urocze.

„Dumna?” - wyszeptała.

„Za wstanie, zabranie głosu i opiekę nad moim siostrzeńcem” – wyjaśniłam, przybliżając twarz i szepcząc – „Tak, dumna”.

„Ja… eee…” – wyjąkała.

„Nie musisz nic mówić” – powiedziałam jej szybko – „Po prostu wiedz o tym. I wiedz, że bardziej niż mogę to wyrazić, doceniam to, że pomagasz Finowi. Rozumiejąc go. Sprawiając, że się uśmiecha. Dając mu coś dobrego, kiedy stracił coś niesamowitego w swoim tacie” - Moja dłoń ścisnęła jej szyję i poczułam, że oczy pieką mnie od łez, ale szłam dalej - „Dużo dla mnie znaczy, ale co więcej, dużo znaczy dla niego. Wiem, że dajesz mu spokój, Rees. I dziękuję ci za to”.

„Myślę, że ja bardziej lubię być z nim niż on ze mną” – odszepnęła.

Uśmiechnęłam się - „W takim razie, Słonko, nie zwracasz uwagi”.

Przygryzła wargę, ale widziałam błysk nadziei w jej oczach.

Przesunęłam dłonią po jej szczęce i zbliżyłam się jeszcze bardziej.

„Nasi chłopcy, twój i mój, są silni. To faceci. Każdy, kto ich widzi, jak się zachowują, co mówią, ten wie, że potrafią zadbać o siebie i o tych, których kochają. Ale my wiemy” – pogłaskałam kciukiem miękką skórę jej policzka – „wiemy, że ktoś za kulisami musi się nimi opiekować. Dzisiaj to, co zrobiłaś, nie było za kulisami. Ale zatroszczyłaś się o swojego mężczyznę. Zaopiekowałaś się nim. I wiedziałam, że kiedy to robisz, robisz to również za kulisami. Każda dobra kobieta wie dwie rzeczy. Wie, jak dbać o siebie i wie, jak dbać o tych, których kocha. Dzisiaj pokazałaś, że jesteś dobrą kobietą, Rees. I to był zaszczyt być tam, bo było to coś, co warto było obejrzeć.

Widziałam, jak łzy zaczęły błyszczeć w jej oczach, zanim zapytała cicho - „Tak myślisz?”

„Nie” – odpowiedziałam - „Ja to wiem”.

Jej ręka wysunęła się i owinęła wokół mojej, tej, która nie obejmowała jej twarzy i wyszeptała - „Dzięki, Dusty. To wiele dla mnie znaczy”.

Uśmiechnęłam się i zsunęłam dłoń z powrotem na jej szyję – „Ja dziękuję tobie, Słonko” – odszepnęłam. Przyjrzałam się jej pięknu, jej łagodnemu spojrzeniu, błyszczącym łzom, które powstrzymywała i powiedziałam jej szczerze - „Mój brat Darrin by cię pokochał”.

„Myślisz?” - zapytała, jej słowo były nieco wyższe, ale nadal wypowiadane jej miękkim, słodkim głosem. Tonem pełnym nadziei. I to było piękne.

„Nie” – odpowiedziałam - „Ja to wiem”.

„Tata go znał” - powiedziała mi - „Był w pobliżu. Ale nie ja znałam go zbyt dobrze. Czy był jak Fin?”

„Absolutnie”.

Spojrzała mi w oczy i powiedziała cicho - „W takim razie też bym go polubiła”.

Straciłam kontrolę nad łzami i poczułam, jak jedna spłynęła po moim policzku.

Mój głos był gruby, kiedy powiedziałam jej - „Tak, zrobiłabyś to, Słonko”.

„Czy mogę coś powiedzieć Dusty?” – zapytała, wciąż mówiąc cicho.

„Wszystko, piękna” - wyszeptałam, mój głos wciąż był ochrypły.

Widziałam, jak łzy zebrały się w jej oczach, wilgoć urosła, a potem szepnęła - „Ja też chcę ci podziękować za uszczęśliwienie taty”.

O mój Boże. O mój Boże.

Kochałam tę dziewczynę.

W jednej sekundzie wpatrywałam się w twarz pięknej dziewczyny, a w następnej byłam w jej ramionach.

Owinąłem ramiona wokół niej i przytrzymałam. Jej ciało podskoczyło, gdy rozdarł ją szloch, a dwie sekundy później moje zrobiło to samo. Ale obie trzymałyśmy się. I robiłyśmy to mocno.

„Co się dzieje?”

Odskoczyłyśmy od siebie jak winne dzieci i obie spojrzałyśmy na drzwi, aby zobaczyć, że byłyśmy w takiej chwili, że żadna z nas nie usłyszała, jak Fin wracał.

Oczy Fina zwęziły się na Rees, a potem na mnie - „Dlaczego płaczecie?”

Pomachałam ręką w powietrzu, a potem uderzyłam się nią w twarz i wyjaśniłam - „Jesteśmy dziewczynami. Dzisiejszy dzień był pełen dramatów. Po dniu pełnym dramatów robimy trzy rzeczy. Jemy, aż się pochorujemy. Wpadamy we wściekłość. Albo zalewamy się łzami. Czasami jest to kombinacja dwóch, w złe czasy wszystkich trzech. Zaufaj mi, Słonko, wybrałyśmy najlepszą”.

Fin spojrzał na mnie spode łba i nie wiedziałam, czy robił to, bo był wkurzony, że doprowadziłam Rees do płaczu, czy po prostu wkurzony, że dwie dziewczyny, które kochał, płakały, a jako chłopiec, który był głównie mężczyzną, wiedział, że ma nie miał nad tym władzy.

Potem zapytał - „Skończyliście już płakać? Bo muszę odprowadzić Reesee, zanim pan Haines się na mnie wkurzy, że spóźniłem się z nią do domu”.

Spojrzałam na zegar na kuchence mikrofalowej i zobaczyłam, że było dwadzieścia trzy do dziewiątej. Absolutnie miał wystarczająco dużo czasu. Chciał się tylko upewnić, że miał czas, aby upewnić się, że jego dziewczyna jest okej i prawdopodobnie dać jej buziaka na dobranoc, co zapewniłoby, że wszystko będzie okej.

Spojrzałam na Rees, a ona musiała wyczuć mój wzrok, bo jej wzrok spoczął na mnie - „Jestem okej, jeśli ty jesteś okej”.

Kiwnęła głową, przejechała dłonią po policzku, a jej usta wykrzywiły się w małym uśmiechu, który był naprawdę uroczy.

„Jestem okej, Dusty”.

„Myślę, że oboje tak dobrze sobie radziliście w kuchni, że czwartkowa noc to noc taco co tydzień” – poinformowałam je, cofając się, by pokazać, że skończyłam z tworzeniem dziewczęcej sceny.

„Świetnie” - mruknął Fin, a ja powstrzymałam uśmiech.

„Brzmi dobrze jak dla mnie!” - Clarisse zaćwierkała.

Patrzyłam w jej oczy. Potem podniosłam rękę i posłałam jej buziaka.

Odpowiedziała, posyłając mi jeden ze swoich wielkich, pięknych uśmiechów.

Odwróciłam się, wołając - „Noc, Rees. Do zobaczenia za chwilę, Fin”.

„Noc, Dusty” - Usłyszałam, jak Rees odpowiedziała do moich pleców.

„Później, ciociu Dusty”.

Poszłam na górę do pokoju Kirby’ego, złapałam komórkę, położyłam się plecami na łóżku i zadzwoniłam do Mike’a.

„Hej, Aniołku” – odpowiedział.

„Miałam załamanie w ramionach twojej córki na temat Darrina” – oznajmiłam.

„Cholera” – mruknął.

„Dla twojej wiadomości, kiedy wkrótce wróci do domu i zobaczysz, że jej oczy są opuchnięte, płakała razem ze mną”.

„Cholera” – powtórzył mamrotaniem.

„Wszystko w porządku” – zapewniłam go.

„Chcesz wpaść?” - zaoferował.

„Jeszcze raz przyjadę, będę tam mieszkać”.

Spotkało się to z ciszą.

Pomyślałam, że to częściowo dlatego, że Mike nawiązywał do faktu, że odkąd wróciliśmy do domu z Teksasu, to była prawda. O ile Rees nie była na farmie i musiałam być przyzwoitką, byłam w jego domu (z Finem). Normalnie harmonogram był taki, że Rees przychodziła uczyć się z Finem po szkole, a potem, kiedy Mike wracał do domu, wszyscy szliśmy do niego na kolację i posiedzieć.

Pomyślałam też, że cisza była spowodowana faktem, że aktualnie przeglądałam mieszkania. Swobodnie dzieliłam się z Mike’m swoimi historiami o szukaniu mieszkania w miasteczku, rozrywce, o której nie miałam pojęcia, że będzie tak bezowocna i irytująca.

Te historie zawsze wprawiały go w zły nastrój. Nie dlatego, że były dla mnie bezowocne i irytujące.

Nie, to dlatego, że on mnie kochał, a ja jego. To dlatego, że uwielbiał spędzać ze mną czas i wiedział, że ja uwielbiałam spędzać czas z nim. To dlatego, że wiedział, że cały czas miałam do czynienia z tym całym gównem wirującym wokół mnie i lubił być blisko, aby upewnić się, że wszystko ze mną okej, a jeśli nie było, by zrobić tak, by było ze mną okej. To dlatego, że uwielbiał uprawiać ze mną seks i wiedział, że ja uwielbiałam uprawiać z nim seks. I to dlatego, że lubiliśmy spać w swoich ramionach.

Gdyby nie miał dzieci, nie miałam wątpliwości, że oferta wprowadzenia się zostałaby przedłożona.

Ponieważ je miał, a Mike był takim tatą, jakim był, to nie miało się wydarzyć przez jakiś czas.

Co najwyraźniej on uznał za odrobinę bardziej niż irytujące.

Mike zakończył ciszę słowami - „Chcesz, żebym do ciebie przyszedł?”

„Czuję się dobrze, Słonko” – powiedziałam cicho.

To znowu spotkało się z ciszą i ta cisza mnie zaskoczyła.

Kiedy się rozciągnął, zawołałam - „Mike?”

„Jezu, kurwa, jesteś tuż obok”.

Racja. Mike nie stronił od przekleństw, ale obficie rzucał nimi, kiedy był poważnie wkurzony. A był wkurzony, bo powiedziałam mu, że płakałam, a on był za daleko, żeby coś z tym zrobić, mimo że był tuż obok.

„Kochanie, wszystko ze mną w porządku. Obiecuję” – szepnęłam.

„Chciałbym zobaczyć to na własne oczy, Dusty” - odpowiedział Mike.

Poważnie, nie żartuję, kochałam tego mężczyznę.

„Okej, więc daj mi pół godziny. Fin wróci, ja pójdę” – poddałam się.

„Dlaczego pół godziny?”

„Um…” - Cholera! - „Chcę tylko zobaczyć, czy Kirb odrobił pracę domową i przygotowuje się na noc”.

Potem cisza - „Bzdura”.

Zacisnęłam usta.

Potem znowu cisza - „Pół godziny, Aniołku”.

Był takim dobrym tatą.

„Pół godziny, kochanie”.

Potem było jeszcze więcej ciszy - „Wolałbym być z tym twarzą w twarz, ale nie mogę czekać, bo płaczesz, więc muszę wiedzieć. Jeśli powiesz tak, nie będę czekać pół godziny. Fin może zająć tylną bramę, ja podjadę”.

To było to. Mike znał sztuczkę z tylną bramą. Chociaż był facetem, więc nie byłam zaskoczona.

Mike mówił dalej - „Czy dzisiaj naszedł cię Denny?”

Wciągnęłam oddech.

Potem ostrożnie powiedziałam - „Może trochę”.

„Cholera, już idę”.

„Mike” – powiedziałam pospiesznie - „Tylko trochę. Ze mną wszystko w porządku”.

„Gdzieś dzisiaj pojechałaś, kochanie. Widziałem to. Dałem ci czas. Koniec czasu”.

„Będę za pół godziny”.

„Dusty…”

„Mike, Słonko, nic mi nie będzie, a ty możesz wszystko załatwić za pół godziny”.

Znowu dostałam ciszę.

Potem dziwnie oznajmił - „Daję mu jeszcze dwa tygodnie”.

„Jakie jeszcze dwa tygodnie?” - zapytałam.

„Aż nie porozmawiam z dziećmi o tym, by zrozumieli, że tata zaprasza Dusty na nocowanie”.

Mój żołądek się zwinął i to było miłe.

„Wchodzisz w to?” - podpowiadał.

„Jeśli się zgodzą” – odpowiedziałam.

„Zgodzą” – mruknął.

Uśmiechnęłam się.

„Czy teraz mogę kupować łapówki dla twoich dzieci?” - zapytałam.

„Nie” – odpowiedział, a ja się zaśmiałam.

„Racja” - mruknęłam przez swój cichy śmiech.

„Pół godziny, Dusty” – rozkazał, a mój uśmiech pozostał na miejscu.

„Pół godziny, przystojniaku”.

„Później”.

„Pa”.

Dotknęłam ekranu telefonu. Potem uśmiechnęłam się do sufitu.

Wciąż to robiąc, usłyszałam, jak mama krzyknęła - „Kirby, Słonko, odrobiłeś pracę domową?”

Na co rozległo się zirytowane - „Tak, babciu!”

Teraz Kirby miał Fina, mnie i jego babcię pytających co wieczór, czy odrobił pracę domową.

Najwyraźniej, sądząc po jego tonie, miał już tego dość.

A ja pomyślałam, że to było zabawne.

Więc wybuchnęłam śmiechem.


3 komentarze: