Rozdział 16
Rozpętane piekło
Fin wyciągnął książki z
szafki i wepchnął je do torby. Reesee stała obok niego, oparta ramieniem o
szafkę obok jego, skandując wzrokiem pustoszejące korytarze.
Było po lekcjach i Fin
odwoził Reesee do domu.
Stało się tak dlatego, że jego
ciotka Dusty całkowicie weszła na nowy poziom, odkąd ona i pan Haines wrócili z
Teksasu półtora tygodnia temu.
A
dzisiaj był tego najświeższy przykład. No wyjechał w ramach jednych ze swoich zajęć
na jakąś wycieczkę terenową, z której miał wrócić dopiero o piątej, a pan
Haines był w Indianapolis, robiąc policyjne gówno. Ponieważ matka Clarisse była
prawie tak samo odizolowana od wszystkiego jak jego mama, ale w inny sposób,
kiedy pan Haines musiał jechać do Indy, zadzwonił do ciotki Dusty, żeby
pojechała do szkoły i odebrała Rees. Więc jego ciocia Dusty zadzwoniła do Fina
tego popołudnia, powiedziała mu, że wyjaśniła panu Hainesowi, że Fin jest już w
szkole, ma samochód, a Reesee i tak przyjeżdża na farmę po szkole, żeby się
uczyć, więc dlaczego nie mógłby po prostu przywieźć ją do domu? Powiedziała
Finowi, że wyjaśniła również panu Hainesowi, że Kirb będzie z nimi w pickupie.
Fin
doszedł do wniosku, że panu Hainesowi prawdopodobnie się to nie podobało, ale
zgodził się. Fin doszedł do wniosku, że zgodził się głównie dlatego, że miał
tam być Kirb.
Ale
dla Fina byłby to pierwszy raz, kiedy miałby swoją dziewczynę w swoim pickupie.
I
nie mógł się tego doczekać.
Od
powrotu z Teksasu ciocia Dusty cały czas zajmowała się takimi sprawami.
Na
przykład, zaraz po jej powrocie, kilka dni później, było po kolacji. Reesee
skończyła i siedzieli na kanapie. Jego dziadkowie wyszli z kumplami, jego mama
była w swoim pieprzonym pokoju (jak zwykle), a ciocia Dusty i Kirb byli na
górze, robiąc to, co tam robili. Potem ciocia Dusty zeszła.
Podeszła
do zasuwanych drzwi i z szelmowskim spoko uśmiechem powiedziała - „Po prostu je
zamknę. Kirb i ja będziemy grać na Wii. Możemy być głośni” - Przechyliła głowę
w stronę telewizora - „Nie chcę przeszkadzać w programie”.
Potem
mrugnęła i zamknęła drzwi.
Fin
znalazł czas, by pocałować swoją dziewczynę, ale to był pierwszy raz, kiedy się
całowali. Na kanapie. W jego salonie. Z bratem i ciotką na górze, krzyczącymi i
śmiejącymi się z tego, co grali na Wii.
To
było niesamowite.
Fin
pomyślał, że to było całkiem fajne, że Reesee nigdy nie była całowana ani
dotykana przez nikogo poza nim. Odkrył też, że miał całą cierpliwość świata, by
nauczyć ją, jak to robić i co mu się podoba. Nie wykorzystał tego, nie obmacał
jej ani nic. Jego dziewczyna była za dobra na takie gówno.
On
mógł poczekać. Przedstawić jej to powoli. Ale podobało mu się, że na początku
robiła się trochę sztywna, a jeśli był delikatny i nie spieszył się, traciła
to, a potem stawała się przytulna i słodka.
Bardzo
mu się to podobało.
Ciocia
Dusty również „namówiła” Fina, aby udzielił Reesee i No lekcji jazdy konnej w
zeszły weekend.
To,
za pozwoleniem ciotki Dusty, Fin skończył ją na grzbiecie Blaise’a z Reesee
przed nim i zabrał ją na pola, pokazując jej swoje ulubione miejsca. No poszedł
do domu, więc byli tylko oni. Zabrał ją też na drzewo nad strumieniem, ściągnął
z Blaise’a, oprowadził dookoła, a potem przycisnął ją do pnia drzewa i nie
spieszył się, ucząc ją jeszcze trochę całowania.
Przyzwyczajała
się do tego. Mógł to stwierdzić, bo prawie wcale nie sztywniała. Teraz wkręcała
się w to bardzo szybko.
Naprawdę
szybko.
Jego
ciotka Dusty była totalnym gównem.
Reese
był lepsza.
Jego
dziewczyna wyłaniała się na światło dzienne. Nie miała już żadnych problemów z
rozmową z nim. Mimo to nie była gadułą. Więcej słuchała niż mówiła, a odzywała
się tylko wtedy, gdy miała coś ciekawego do powiedzenia. I zawsze mówiła cicho.
Finowi
to też się podobało.
Nie
podobało mu się to, co powiedziała mu w zeszłym tygodniu po tym, jak usiadła z jej
tatą, mamą i panią Layne. Był zaskoczony, podobnie jak Rees, tym, że mama
Reesee się pokazała. Nie był zaskoczony tym, że Rees miała talent, który czynił
ją lepszą, niż był jakikolwiek inny dzieciak w tej szkole, czynił ją lepszą niż
ktokolwiek w tym miasteczku. Już to wiedział, choć nie spodziewał się, że to
będzie jej pisanie.
To,
co mu się w tym nie podobało, to to, że rozmawiali o jej pójściu do innej
szkoły. Fin miał tam jeszcze jeden rok i nie chciał, żeby Reesee była w innej
szkole w ostatniej klasie. To by było totalnie do bani.
Ale
musiała to zrobić. Słyszał, jak jego babcia i dziadek nieraz powtarzali, że
żałują, że nie mieli pieniędzy na wysłanie ciotki Dusty do specjalnej szkoły artystycznej,
i to tylko praca Pana i zapał ciotki Dusty doprowadziły ją do życia pełnego pracy
nad tym, co kochała. Jeśli Reesee miałaby taką możliwość i talent, a pani Layne
była całkiem spoko, nie kłamałaby w tej sprawie, powinna to wykorzystać.
I
nic nie powinno jej powstrzymywać.
Fin
zatrzasnął swoją szafkę i spojrzał na swoją dziewczynę.
„Gotowa?”
- zapytał.
Jej
oczy przesunęły się po jego twarzy i wiedział, że myślała. Z drugiej strony,
zawsze to robiła. Jego Reesee nigdy nie była pusta, zawsze miała coś w głowie.
Mogła mówić cicho i niezbyt dużo, ale cokolwiek mówiła, było interesujące. A
jeśli się nie dzieliła, Fin zawsze chciał wiedzieć, co się działo w jej głowie.
Tym
razem się nie podzieliła, tylko skinęła głową i odsunęła się od swojej szafki.
Potem przeniosła się do niego, a on ją objął.
Trochę
mu zajęło doprowadzenie jej do tego punktu. Widział, że wstydziła się trzymać
za ręce, ale kiedy jej dłoń zaczęła znajdować jego, a nie odwrotnie, Fin
przesunął ją dalej. Zrobił to, obejmując ramieniem jej ramiona. Kiedy zrobił to
pierwszy raz, wiedział, że nie wiedziała, co ze sobą zrobić, więc właściwie
musiał chwycić ją za nadgarstek i pociągnąć jej rękę wokół swojej talii.
Ale
do tego też się przyzwyczaiła. Tak jak teraz, gdy tylko objął ją ramieniem, upewniając
się, że jego palce przesunęły się w jej miękkich włosach, objęła go ramieniem w
talii i zahaczyła kciukiem o boczną szlufkę jego paska.
Jak
zawsze, kiedy miał swoją dziewczynę w zgięciu ramienia, Fin pomyślał, że jest
idealnego wzrostu i że naprawdę podobają mu się jej perfumy.
Fin
zaczął ją wyprowadzać na parking, ale zrobił to z uśmiechem.
Kirb
będzie czekał przy pickupie, a potem będzie w niej z nimi, ale mimo to była to
dodatkowa wolność, krok naprzód i miał nadzieję, że w końcu pan Haines powierzyłby
Finowi jego dziewczynę sam na sam.
Kiedy
szli, Fin zapytał mrucząc - „Co ci chodzi po głowie?”
„Co
jest w twojej”.
Spojrzał
na nią - „Hm?”
Spojrzała
na niego, a jej usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. Robiła tak od czasu do
czasu i Fin uważał, że to naprawdę cholernie urocze.
„To,
co mi chodzi po głowie, jest tym, co tobie chodzi po głowie” – wyjaśniła -
„Kiedy zbierałeś książki, twoje myśli wydawały się ciężkie”.
To
było dziwne i czasami go przerażało, ale wydawało się, że była w stanie odczytać
jego myśli. W jego wieku nie miał pojęcia, że to część jej talentu, jej
wrodzonego rozumienia ludzkich zachowań i wyczuwania nastrojów, które czyniły
ją dobrą pisarką. Nie miał też pojęcia, że to było częścią niej, to sprawiało,
że czuła się tak głęboko, była tak wrażliwa na innych i tak bardzo troszczyła
się o tych, których kochała.
Jej
ramię ścisnęło go i zapytała bardzo delikatnie - „Myślisz o swoim tacie?”
Nie,
choć raz nie myślał o swoim tacie, matce, swojej sukowatej ciotce Debbie, ani
nie martwił się, że dorośli w jego życiu nie będą w stanie wygrać walki, którą
prowadziła jego ciotka.
Zamiast
tego myślał o utracie Reesee, kiedy przeniesie się do innej szkoły.
Nie
chciał kłamać, więc patrzył przed siebie i mruknął - „To nic wielkiego”.
„Ciężkie
zawsze jest wielkie w taki czy inny sposób, Fin” - szepnęła.
Słyszał
to, ale nie reagował. Stało się tak, ponieważ Brandon Wannamaker, Jeff Schultz
i Troy Piggott zmierzali w ich stronę, a Brandon miał oko na Fina.
Ciało
Fina napięło się.
Brandon
był seniorem. Był też dupkiem. W szkole krążyły plotki, że jego tata był
poważnym, wielkim kutasem. Mimo to, nawet jeśli w domu było gówno, nie
oznaczało to, że powinieneś przynosić to gówno do szkoły. Fin wiedział to teraz
bardziej niż kiedykolwiek.
Jeff
i Troy byli juniorami i lokajami Brandona. Zrobiliby dla niego wszystko.
Dlaczego myśleli, że gówno Brandona nie śmierdzi, Fin nie miał pojęcia, skoro
Brandon był chudy, brzydki, miał głupią fryzurę, w której jego blond włosy były
całe długie i szorstkie, miał trądzik i był, jak zauważył Fin, dupkiem. Tego
też Fin nie rozumiał. To, co rozumiał, to to, że im się to udawało. Cokolwiek w
nim było, co przyciągnęło ich do Brandona, nie było dobre.
Brandon
i Fin mieli słowne potyczki więcej niż raz. Działo się tak dlatego, że w
zeszłym roku, kiedy Brandon był w pierwszej klasie, a Fin w drugiej klasie,
jedli razem lunch, a ulubionym momentem Brandona na szerzenie dupkowatych
zagrywek był właśnie lunch. Fin daj temu spokój, skoro srał dzieciakowi, który
był chłopcem. Nie podobało mu się to, ale był facetem i prawdopodobnie nie
chciałby, żeby jakiś starszy dzieciak sprawiał, że wyglądałby jeszcze bardziej
na frajera, kiedy stanąłby w jego obronie.
Ale
pewnego dnia, kiedy Brandon postanowił zaczepić grubą dziewczynę, Fin wkroczył.
To było całkowicie nie fajne. Jasne, była gruba i prawdopodobnie powinna coś z
tym zrobić, ale nie potrzebowała jakiegoś palanta, który uczyniłby jej wyraźnie
nieszczęśliwe życie jeszcze bardziej nieszczęśliwym.
Brandonowi
to się nie podobało. Z drugiej strony Brandon nie miał wiele do powiedzenia.
Troy i Jeff nie mieli tej samej przerwy na lunch, więc jego ekipy nie było tam,
by go wspierać. I nawet w zeszłym roku, zanim Fin urósł o dodatkowe pięć centymetrów,
co dało mu metr osiemdziesiąt dwa wzrostu, był wyższy i masywniejszy niż
Brandon. Więc Brandon uratował twarz, rzucając mu wiele gróźb i wymknął się.
Fin
interweniował jeszcze pięć razy w zeszłym roku. Na szczęście w tym roku, w obu
semestrach, nie miał żadnego z nich na swojej przerwie na lunch.
Ale
właśnie wtedy, idąc z Reesee korytarzem, rzucił okiem na twarz Brandona oraz
jego ekipy i wiedział, że Brandon był w swoim zwykłym nastroju do bycia
dupkiem.
Więc
wzmocnił uścisk na Reesee, przyciągając ją bliżej i utkwił wzrok w przywódcy
stada.
„Tutaj
jest, Farmer Fin” - zawołał Brandon, kiedy się zbliżali, i Fin poczuł, jak
ciało Reesee napina się, a jej głowa szarpie, by spojrzeć do przodu - „Ze swoim
nowym kawałkiem” – dokończył Brandon, a wolna ręka Fina zacisnęła się w pięść.
„Kiedy
to rzucisz, wezmę co zostanie” – zaoferował Troy, uśmiechając się brzydkim
uśmiechem do Reesee. Żołądek Fina ścisnął się, ale trzymał usta zamknięte, nie
spuszczając z nich oczu i szedł dalej.
Reesee
przysunęła się bliżej.
„Ja
też” – wtrącił Brandon. Dotarli do trio i wszyscy ustawili się w odpowiednich
pozycjach. Brandon szedł tyłem, a Troy i Jeff ruszali na flankę.
„Clarisse
Haines. Pierwszoklasistka poza zasięgiem, ale jak wy dwoje już się związaliście,
już nie” - Wrogie oczy Brandona wpatrywały się w Fina - „Dotykasz tego
jeszcze?”
„Odwal
się, dupku” – warknął Fin, nadal ciągnąc Reesee w dół korytarza.
Brandon
uśmiechnął się szeroko - „Dotykasz tego. Czy to nie słodkie?”
Fin
poczuł, jak Reesee zaczęła drżeć u jego boku, nawet gdy przysunęła się bliżej,
a Fin poczuł pieczenie w brzuchu.
„Powiedziałem,
odwal się, dupku” – głównie powtórzył Fin.
„Założę
się, że tak” - wyszeptał Brandon, a jego oczy przesunęły się na Reesee, a potem
z powrotem na Fina - „Zawsze wybierasz słodką porcję. Jednak znając sposób, w
jaki przez nie przechodzisz, skończysz, a ona będzie dojrzała do zbierania za
ile? Dzień? Tydzień?” - Spojrzał na Jeffa i doszedł do wniosku - „Daję sobie
tydzień”.
Reesee
przysunęła się bliżej, ale Fin nie zwracał na nią uwagi. Kątem oka zobaczył
rękę Troya uniesioną i poruszającą się w kierunku włosów Reesee.
Fin
zatrzymał ich, po czym cofnął się o krok. Szarpiąc Rees za swoje plecy,
odwrócił się w stronę Troya i spojrzał mu w oczy.
„Nawet
o tym nie myśl, dupku” – uciął.
Troy
uśmiechnął się do niego - „Ma ładne włosy” - Przeniósł swój uśmiech na Reesee,
który stał się pożądliwy i kontynuował - „Zawsze lubiłem twoje włosy, Rees” -
Jego oczy przesunęły się po jej ciele i wyszeptał chorym głosem - „Zawsze
lubiłem w tobie wiele rzeczy”.
Reesee
wcisnął się w plecy Fina.
„Wy
wszyscy, odpieprzcie się” – rozkazał Fin.
„Co
zamierzasz zrobić, Farmerze Fin?” – spytał złośliwie Brandon - „Nie masz ze
sobą swojej ekipy, więc co zrobisz, jak nie odpieprzymy się?”
Fin
cofnął się, popychając Reesee, ostrzegając - „Nie chcecie się dowiedzieć”.
„Nie
chcemy?” - Brandon wyszeptał i dziwne światło, którego Fin nie lubił zaczęło płonąć
w jego oczach.
„Nie.
Nie chcecie” – odszepnął Fin.
Wtedy
to się stało. Troy poruszał się w dookoła, jego ręka podniosła się z powrotem w
stronę włosów Reesee, a Fin odepchnął ją od tyłu. Jego ręka wystrzeliła, złapał
nadgarstek Troya i wykręcił go za plecami. Kiedy już go złapał, przesunął go
trzy kroki do przodu i wepchnął twarzą do szafki.
„Fin!” - Usłyszał krzyk Reesee, ale nie
mógł nawet na nią spojrzeć. Pozostałych dwóch skoczyło na niego.
Został
przyciśnięty podwójnie, z ciężarem na plecach, pięścią Brandona łączącą się z
jego żebrami.
Podniósł
się, odrzucając je, szarpiąc łokciem do tyłu i łapiąc Jeffa w szczękę, gdy
krzyczał - „Sprowadź nauczyciela!”
„Fin!”
- Reesee znów zawołała.
Położył
ręce na ramionach Brandona, podszedł bliżej i mocno uniósł kolano, łapiąc
Brandona w kroczu. Ręce Brandona powędrowały tam i opadł na kolana z bolesnym jękiem,
ale Troy i Jeff już byli wokół niego.
„Nauczyciela, Reesie!” - ryknął i tylko
zauważył, jak obróciła się na pięcie i pobiegła, zanim złapał pięść Jeffa na
swoim policzku.
W
jego oczach eksplodowały gwiazdy, a wszystko, co wydarzyło się od szóstego stycznia,
kiedy zobaczył martwego tatę w śniegu, eksplodowało w jego mózgu.
I
wtedy Finley Declan Holliday stracił rozum i rozpętał piekło dla Brandona
Wannamakera, Jeffa Schultza i Troya Piggotta.
*****
Mike
wkroczył do szkoły i zaraz na wprost, przy okiennych biurach administracji,
zobaczył Dusty przechadzającą się po korytarzu z wściekłym wyrazem twarzy.
W
chwili, gdy go zobaczyła, długimi, gniewnymi krokami jej nogi poniosły ją na
spotkanie go.
„Gdzie
oni są?” - zapytał, nie odrywając wzroku od jej błyszczących oczu, a ona
zatrzymała się o stopę przed nim.
„Tam”
– wskazała głową w stronę biur – „Czekam na ciebie na korytarzu i próbuję znaleźć
powody, dla których byłoby źle zabić trójkę nastoletnich dzieciaków i zwalić
łomot durnemu dyrektorowi”.
Po
jej szarpnięciu głową, Mike skierował wzrok na okna biura. W przedniej części
Fin i Reesee siedzieli z udami blisko siebie, głowami pochylonymi i blisko
siebie. Reesee trzymała Fina za rękę. Nawiasem mówiąc, ręka Fina miała
pęknięte, krwawiące kostki. Odpowiadało to błyszczącemu, spuchniętemu, już siniejącemu
śladowi na jego górnej lewej kości policzkowej.
Poza
tym brak było śladów uszkodzeń.
Ale
tylko to wystarczyło, by wkurzyć Mike’a.
Zadzwonili
do niego ze szkoły w sprawie Reesee, że ona i Fin byli zamieszani w bójkę i nie
wypuszczą jej nikomu z nikim poza rodzicem i tylko po rozmowie z tym rodzicem.
Niecałe pięć minut później odebrał telefon od Dusty. Była bardziej zorientowana
w sytuacji, bo nie tylko otrzymała telefon ze szkoły, ale miała okazję
porozmawiać zarówno z Finleyem, jak i Clarisse o tym, co się stało. Co
zaskakujące, oboje dzieciaki byli niezwykle otwarci, a także szczegółowo
opisywali, co zostało powiedziane i zrobione, co doprowadziło do walki. Z
drugiej strony, może nie było to zaskakujące. Fin był blisko z ciotką, a Reesee
tworzyła więź z kobietą Mike’a, która z dnia na dzień stawała się coraz
silniejsza. Ufali jej.
I
Mike wiedział, że prawdopodobnie nie powinien tolerować używania przemocy przez
nastoletniego dzieciaka, aby poradzić sobie z sytuacją, ale nie mógł
powiedzieć, że nie był zadowolony, jak dowiedział się, że kilku łobuzów
obgadywało jego córkę, a jeden próbował ją dotknąć.
Wściekł
się po drugim telefonie Dusty, która poinformowała go, że w szkole obowiązuje
zasada zerowej tolerancji dla bójek i że wszyscy zaangażowani, w tym z jakiegoś
powodu Rees, zostali zawieszeni na trzy dni.
Dusty
była podobnie wściekła, ale po jednym spojrzeniu na nią, Mike wiedział, że jej
gniew był na znacznie wyższym poziomie niż jego.
„Pozostali
trzej chłopcy są w gabinecie dyrektora ze swoimi rodzicami” - wyjaśniła dalej
Dusty.
Mike
uniósł brodę, a ona podążyła za nim, gdy zbliżał się do szklanych drzwi
prowadzących do biur administracji.
Otworzył
je, trzymał dla niej i szeptem rozkazał - „Wejdź. Usiądź z Rees” - Czuł na
sobie jej wzrok, ale jego wzrok powędrował do Fina - „Fina. Tu”.
Finley
już na niego patrzył i skinął głową. Mike położył dłoń na plecach Dusty i
delikatnie ją pchnął. Nadal czuł jej wzrok, ale przesunęła się do Clarisse, a
Fin do Mike’a.
Dzieciak
przeszedł przez drzwi, Mike pozwolił im się zamknąć, po czym odszedł kilka kroków
dalej, a Fin poszedł za nim. Kiedy odwrócili się twarzą do siebie, Mike
otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Fin zdążył go wyprzedzić.
„Wiem,
rozumiem, proszę pana. To nie było fajne. Ale to był drugi raz, kiedy próbował
jej dotknąć, gadali bzdury, drżała i była przerażona, a ja nie wiedziałem, co
jeszcze zrobić. Chciałem tylko zdjąć go z niej i pokazać coś, a potem się na mnie
rzucili. Jeden z nich uderzył mnie w twarz i po prostu… po prostu…” – spojrzał
na swoje stopy – „straciłem opanowanie i spieprzyłem”.
Mike
spojrzał na niego. Patrzył na niego i robił to przez chwilę, aby uspokoić swoją
furię.
Potem
cichym, dudniącym głosem stwierdził - „Nikt” - kiedy Fin usłyszał jego ton, jego
wzrok skierował się prosto na niego, a Mike kontynuował - „Nikt, ani pieprzony jeden, nie dotyka mojej
córki, chyba że ona tego chce”.
Mike
patrzył, jak oczy Fina stały się czujne i zaczęły płonąć ogniem, który według
Mike’a płonął w jego własnych.
„Przykro
mi” – wyszeptał Mike – „Przykro mi, że twój ojciec odszedł”.
Ten
ogień zaczął płonąć jasno w oczach Fina, ale Mike tylko mówił dalej.
„Znałem
go, ale nie mam pojęcia, co by ci powiedział w tym przypadku. Na jakiego mężczyznę
próbowałby cię wyprowadzić. Jedyne, co mogę ci powiedzieć, to jakim ja jestem mężczyzną.
A gdyby ktoś próbował dotknąć kogoś, na kim mi zależy, kiedy tego nie by chciał,
zrobiłbym wszystko, co musiałbym, aby to powstrzymać. Jeśli gadaliby bzdury,
nie zamykali się, a ja nie mógłbym odsunąć od tego osoby, na której mi
zależało, też bym to powstrzymał. Więc jeśli o mnie chodzi, Fin, nie
spieprzyłeś sprawy. Ci chłopcy nie dotknęli mojej córki. Więc tak to widzę, że jako
jej mężczyzna, wykonałeś swoją pracę”.
Mike
patrzył, jak ogień płonie w oczach Fina, gdy chłopiec przełknął ślinę, a potem
przełknął ponownie. Gówno pracowało w jego głowie i nie wszystko było dobre, a
wiele z tego było naprawdę cholernie złe. Ale Fin trzymał to w kupie i skinął
głową.
„Dzięki,
panie Haines” – mruknął.
„Dusty
i ja porozmawiamy z dyrektorem” – powiedział mu Mike.
Fin
uniósł brodę.
„Mogę
nie być w stanie wyciągnąć ciebie z zawieszenia, ale Reesee na pewno nie
zostanie zawieszona” – kontynuował Mike.
Oczy
Fina zabłysły, jego usta zadrgały i ponownie uniósł brodę.
„Twoja
babcia przyjechała i zabrała Kirba. Kiedy to się skończy, zabierz Rees do domu”
- nakazał Mike.
Inny
rodzaj światła błysnął w oczach Fina, a potem pojawił się inny rodzaj drgnięcia
ust i Fin skinął głową.
Mike
kontynuował - „Jeśli chcesz to robić, No zawsze jęczy, że jest szoferem Rees, a
Reesee zawsze się z tobą uczy, więc jeśli tego chcesz, odtąd jesteś jej
podwózką do domu”.
„Chcę”
- wyszeptał natychmiast Finley.
Mike
wiedział, że chciał.
Gówno.
Kurwa.
Gówno.
Wpatrywał
się w stojącego przed nim chłopca, który był prawie mężczyzną.
Jakiś
pieprzony łobuz próbował dotknąć jego córki, a ten chłopak, który był w
większości mężczyzną, powstrzymał go.
„Masz
to” – powiedział Mike – „A teraz chodźmy tam i porozmawiajmy z dyrektorem”.
Fin
ponownie skinął głową i zrobił ruch, jakby chciał ruszyć do drzwi, ale Mike
powstrzymał go, kładąc dłoń na jego ramieniu.
Oczy
Fina spotkały się z oczami Mike’a.
„Nie
wiem, na jakiego mężczyznę twój ojciec próbowałby cię wyprowadzić” – powiedział
cicho Mike - „Wiem, jakim mężczyzną był. Więc zgaduję, że jakby był tutaj
teraz, Fin, byłby z ciebie dumny”.
Fin
ponownie przełknął ślinę i zacisnął zęby. Jego oczy zabłysły i Mike dał mu
minutę na walkę, wiedząc że mężczyzna, jakim był świadkiem, że Finley Holliday
stawał się, wygra.
Wygrał
i ponownie skinął głową.
Mike
ścisnął jego ramię, puścił go i poprowadził do biura.
*****
Clarisse
siedziała w gabinecie dyrektora ze swoim tatą, Finem i Dusty, ale jej oczy były
przyklejone do Dusty.
To
dlatego, że Dusty był zła. Nie trochę. Bardzo.
I
nie miała nic przeciwko, żeby to pokazać.
Nie
miała też nic przeciwko mówieniu o tym.
Co
właśnie robiła.
„Mówi
mi pan, dyrektorze Klausen, że rządzi pan tą szkołą jako dyrektor Departamentu
Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a nie człowiek, którego zadaniem jest wprowadzanie
młodych dorosłych w dojrzałość, dlatego rozważając dyscyplinę, nie ocenia pan
czynników zewnętrznych? Czy to właśnie chce mi pan powiedzieć?”
„Panno
Holliday, polityka zerowej tolerancji to polityka zerowej tolerancji. To nie
jest polityka polegająca w dziesięciu procentach tego, co się wydarzy” –
odpowiedział płasko i spokojnie dyrektor Klausen, ale Clarisse wiedziała, że
tracił cierpliwość.
Dyrektor
Klausen był przeważnie spoko. Z tego powodu dzieci najbardziej go lubiły. Mógł
być palantem, ale tylko wtedy, gdy zrobiłeś coś złego. Clarisse nie robiła nic
złego, więc myślała, że jest w porządku. I robił różne rzeczy. Jak to przyszedł
do dużego garażu, gdzie budowali platformę dla pierwszoklasistów na bal
maturalny i śmiał się razem z nimi. To nie było w godzinach szkolnych. To nie
był nawet dzień powszedni tylko sobota. I nie przyszedł, aby upewnić się, że
się dobrze zachowywali, ale tylko dlatego, że chciał zobaczyć, jak idzie budowa
platformy i pogawędzić z dziećmi. W rzeczywistości robił takie rzeczy przez
cały czas i dlatego Clarisse uznała, że jest w większości spoko.
W
każdym razie Rees nie było wtedy w pobliżu, ale wszyscy wiedzieli o starym
trenerze piłki nożnej, który uderzył swojego syna podczas meczu. I wszyscy
wiedzieli, że dyrektor Klausen nie marnował prawie wcale czasu na pozbycie się
go. A ten trener był także nauczycielem, którego większość dzieci nienawidziła.
Więc, kiedy go nie było, wszyscy pomyśleli, że pan Klausen nie zmarnował ani
sekundy, żeby go wyrzucić, było super.
Ale
Clarisse nie miała czasu, by podzielić się tym z Dusty.
Z
drugiej strony, nawet gdyby tak było, Dusty prawdopodobnie by to nie
obchodziło. Była tak wściekła.
A
Clarisse pomyślała, że to też było fajne. Bo szalała w obronie Fina, w
przeciwieństwie do jego mamy, która nawet gdy Fin miał kłopoty w szkole, nie
opuszczała farmy ani prawdopodobnie swojego pokoju, żeby się nim zająć. Ale
Dusty była tuż obok i nie mogła się doczekać, by zmierzyć się z dyrektorem.
„To
nie są terroryści” – warknęła Dusty - „To nastolatki”.
„Dusty”
- powiedział cicho tata Clarisse, wyciągając rękę i obejmując Dusty.
Ale
Dusty tylko szarpnęła głową w stronę taty i wykrzyknęła - „Czy się mylę?”
„Byłem
pobłażliwy dla Rees…” – zaczął pan Klausen, ale oczy Dusty' spoczęły na nim, a
ona odleciała.
„Pobłażliwy?
Pobłażliwy? Cóż, to wielkie z pana
strony, bycie pobłażliwym dla piętnastoletniej dziewczyny, która nie robiła nic
poza przechodzeniem ze swoim chłopakiem na parking i jakiś łobuz zaczął gadać,
mówić niemiłe rzeczy, a inny próbował ją dotknąć, kiedy ona tego nie chciała.
To wielkie z pana strony, że nie zawiesił jej pan za to. I, bez obrazy, ale nowina,
Fin robił to samo”.
„I
tak” – powiedział cicho, pojednawczo dyrektor Klausen – „to jest oczywiście
powód, dla którego Rees nie zostanie ukarana, bo nie zrobiła nic, za co powinna
zostać ukarana. Na początku z relacji innych zostaliśmy źle poinformowani o
udziale Rees. Jak wiecie, teraz mamy jaśniejszy obraz. Ale nie można
argumentować, skoro Finley użył pięści, aby poradzić sobie z sytuacją, która
nie potrzebowała pięści”.
„I
w chwili, gdy sytuacja się pogorszyła, bo został napadnięty przez trójkę dzieciaków,
powiedział swojej dziewczynie, żeby poszła po nauczyciela” – odparowała Dusty -
„Czy to było błędne w pana ocenie?”
„Nie,
panno Holliday, ale według wszystkich relacji zaangażowanych osób to Finley
rozpoczął fizyczną sprzeczkę” - wyjaśnił pan Klausen.
Clarisse
patrzyła, jak Dusty pochyliła się do przodu, zmrużyła oczy i zasyczała - „Bo
jeden z nich próbował dotknąć Clarisse”.
„Próbował
dotknąć jej włosów” – wyjaśnił dyrektor Klausen.
Dusty
odchyliła się do tyłu, jej twarz była twarda, jej oczy utkwione były w panu
Klausen - „To jest w porządku? Czy to dla pana w porządku? Ponieważ, skoro
jestem kobietą i tak dalej, dam panu wskazówkę, że tak nie jest. To nie jest w
porządku. W żaden sposób mężczyzna nie może mnie dotknąć, jeśli tego nie chcę.
To… nie jest… w porządku”.
Clarisse
poczuła, że jej oddech zaczyna przyspieszać i wyciągnęła rękę, by chwycić Fina
za rękę. Palce Fina zacisnęły się wokół niej i wiedziała, że myślał o tym
samym, co ona.
Że
Dusty pamiętała Denny’ego Lowe’a.
Clarisse
wiedziała, że jej tata pomyślał to samo, kiedy wyszeptał uspokajająco - „Aniołku”.
Oczy
Dusty błysnęły do taty Clarisse i wyszeptała - „Czy się mylę?”
Clarisse
zobaczyła to na jej twarzy i wiedziała, że Fin też, bo jego dłoń w jej dłoni
zacisnęła się bardzo mocno.
Pamiętała.
I bała się, co mogło się stać z Clarisse. I za nic nie zamierzała się zatrzymać
w obronie swojego siostrzeńca.
I
właśnie wtedy, patrząc na Dusty Holliday, Clarisse Haines zakochała się.
I
wiedziała, że musiała coś zrobić, by powstrzymać ból Dusty.
Tak
też zrobiła.
Puściła
rękę Fina i wstała.
„Panie
Klausen, bałam się” – oznajmiła i poczuła, że wszyscy na nią patrzyli.
Czuła
się też głupio. Nie wiedziała, co powiedzieć. Pani Layne powiedziała, że jej
pisanie było niesamowite i to było wspaniałe uczucie, słuchanie tego, zwłaszcza
ze strony pani Layne, która była zdecydowanie najfajniejszą nauczycielką w
szkole.
Ale
wypowiadanie słów było o wiele trudniejsze.
„Bałam
się” – wyszeptała, patrząc dyrektorowi w oczy - „A Brandon, Troy i Jeff są
łobuzami. Są podli. Wie pan o tym, musi pan wiedzieć ile czasu spędzają w kozie.
Nie powinni być w tej szkole. Wiem, że tata Brandona nie jest zbyt miły,
wszyscy to wiedzą. I to jest smutne i w ogóle, ale to nie powinien być mój
problem. Mówili wredne rzeczy, nazywali Fina „Farmer Fin” a sposób, w jaki to
robili, nie był miły. Ale cała reszta naprawdę
nie była miła. Fin próbował nas przez nich przeprowadzić, ale poszli za nami.
Próbował ich zignorować, ale mu na to nie pozwolili. Próbował ich ostrzec, ale
trzymali się go. I cieszę się, że nie pozwolił Troy’owi mnie dotknąć. Bałam
się, a on wszystko dla mnie zrobił dobrze. Powstrzymał mnie przed niechcianym dotykaniem
i strachem. A jeśli to nie jest w porządku, to nie wiem, co jest”.
Przestała
mówić i nikt nic nie powiedział, więc Clarisse poczuła się, jakby brzmiała jak
idiotka. Ale kiedy przez jakiś czas nikt nic nie mówił, z jakiegoś powodu jej
usta wciąż się poruszały.
„Tata
Fina zmarł, panie Klausen, a w domu nie jest dobrze. Wszyscy w tej szkole znają
przynajmniej tę część o śmierci taty Fina. To nie jest fajne, że ci chłopaki
robią rzeczy, które robią przez cały czas. To nie jest fajne, że zrobili to, co
zrobili Finowi i mnie. Ale to naprawdę
nie jest fajne czepianie się dziecka, które właśnie straciło tatę. Myślę, że
każdy uczy się przez całe życie. Nikt nigdy nie przestaje się uczyć. Ale nie
jestem pewna, czy lekcja, którą teraz pan daje, jest sprawiedliwa. Mówi pan, że
sprawiedliwość jest ślepa, ale jest też głucha. A umierający tata Fina już się
nauczył, że życie nie jest sprawiedliwe. Może pan się wściekać, że to mówię,
ale nie sądzę, żeby to było w porządku, że po tym, jak go tego pan nauczy, on
będzie to wiedział każdego dnia, kiedy obudzi się i będzie z tym zasypiał, nauczy
go pan go wciąż tego samego, że nawet jeśli on robił coś dobrego, pan teraz
uważa to za złe”.
Znowu
nikt nic nie powiedział i robili to tak długo, że Clarisse była pewna, że wyszła
na idiotkę.
Nie
wiedziała, czy wybiec z pokoju, wybuchnąć płaczem, czy usiąść i się zamknąć.
Zanim
zdążyła podjąć decyzję, dyrektor Klausen powiedział cicho - „Co powiesz na to?
Dwa dni kozy dla Fina. Brak zawieszenia. Nie chcę bójek w mojej szkole i chcę,
żeby to przesłanie było jasne. Ale w tym przypadku przyjmę okoliczności
łagodzące”.
W
tym momencie Clarisse wiedziała, że chce jej się płakać, taka była szczęśliwa,
ale tego nie zrobiła.
„Akceptujemy
to” – powiedziała natychmiast Dusty.
Fin
chwycił dłoń Clarisse i pociągnął ją tak, że usiadła obok niego.
Przekręciła
głowę, żeby na niego spojrzeć i zobaczyła, jak się do niej uśmiechał.
Zrobiła
dobrze.
Mogła
nawet brzmieć trochę jak Dusty, co było fajne.
Odwzajemniła
uśmiech.
Dusty,
jej tata i dyrektor Klausen rozmawiali przez chwilę. Potem wszyscy wstali i
uścisnęli sobie dłonie, w tym pan Klausen uścisnął dłonie Fina i Clarisse.
A
kiedy potrząsnął ręką Clarisse, nie puścił. Więc spojrzała mu w oczy.
„Jeśli
nie napiszesz bestsellera, Rees, to spodziewam się, że usłyszymy, że zmieniasz
stan rzeczy w Waszyngtonie” – mruknął.
Clarisse
uśmiechnęła się do niego, bo to było przyjemne, ale nie było mowy, żeby jechała
do Waszyngtonu. Mieszkała tam ciotka Fina. Była suką i prawnikiem.
Clarisse
nie zamierzała zrobić czegoś takiego.
Wyszli
z biura, a jej tata złapał ją za głowę, przyciągnął do siebie i pocałował w
czubek włosów - „To było wspaniałe, co tam zrobiłaś. Jestem z ciebie dumny, Słonko”
– wyszeptał tam.
To
też było dobre, ale lepsze. Dużo lepsze.
Kiedy
ją puścił, uśmiechnęła się do niego. Potem zaczął iść z Dusty do frontowych
drzwi, a Clarisse już miała iść za nimi, kiedy Fin dotknął jej ręki.
„Do
zobaczenia wieczorem” – zawołał tata, a ona przeniosła wzrok z niego na Fina i
zmarszczyła brwi.
„Twój
tata powiedział, że zabieram cię do domu” - powiedział cicho Fin.
Clarisse
zamrugała.
Fin
uśmiechnął się szeroko, przyciągnął ją bliżej i dokończył jeszcze ciszej -
„Każdego dnia”.
Wow!
Niesamowite!
Clarisse
uśmiechnęła się do Fina, po czym odwróciła głowę, żeby spojrzeć w stronę ojca.
Dusty
była obok niego i uśmiechała się szeroko u swoich stóp, wychodząc przez drzwi,
które jej tata trzymał otwarte. Tata patrzył w ich stronę i nie uśmiechał się.
Patrzył
uważnie (jak zwykle). Potem potrząsnął głową, a jego usta zadrżały.
Spojrzał
na swoje buty i poszedł za Dusty.
Patrząc,
jak odchodzi, serce Clarisse podskoczyło, gdy coś się w niej poruszyło. To było
duże. Olbrzymie. Kolosalne. I wciąż
to czuła, gdy patrzyła, jak jej tata odchodził.
I
dopiero gdy Fin pociągnął ją za rękę, a potem poprowadził w stronę korytarza
prowadzącego na parking, zrozumiała.
Fin
puścił jej rękę, poczuła, jak jego ramię objęło jej ramiona i przycisnął ją
mocno do boku. Lubiła tak iść z Finem. Nie, kochała to. Jego ciało było solidne
i ciepłe, a jego wysokość była idealna, aby jego ramię mogło wygodnie owinąć
się wokół jej ramion, a jej wokół jego talii, co zrobiła natychmiast, kiedy przyciągnął
ją do siebie.
Pasowali
do siebie. Wydawało jej się to właściwe, naturalne. Fin był wysoki, silny i
przystojny u jej boku. Clarisse była dumna, że była tam trzymana.
I
wiedziała, co się właśnie stało.
Jej
tata pozwolił jej trochę odejść i kiedy szła obok Fina, tak blisko, Fina siła
trzymała ją mocniej i nie mówiła o tej, którą trzymał na jej ramionach.
Ale
między tymi dwoma mężczyznami, których kochała, obu w ten czy inny sposób, jeśli
oni trzymaliby ją zawsze blisko, Clarisse Haines wiedziała, że nigdy by nie
upadła.
I
to było dziwne, jakby coś zgubiła, a jednocześnie odnalazła. To sprawiało, że
miała ochotę się śmiać się i płakać.
Tego
też nie zrobiła.
Po
prostu poszła obok swojego faceta do jego pickupa, wsiadła po tym, jak otworzył
jej drzwi i siedziała tam, kiedy okrążył maskę i usiadł obok niej.
Ale
uśmiechnęła się, kiedy prawie natychmiast wymamrotał - „Zapnij pasy, kochanie”.
Przekręciła
się, by znaleźć pas bezpieczeństwa, wciąż się uśmiechając.
Nie,
po tym dniu, po tym, co zrobił Fin, by ją chronić, a potem, kiedy powiedział
jej, żeby się zapięła i była bezpieczna, Clarisse Haines wiedziała, że nigdy
nie upadnie.
Nigdy.
Nigdy.
*****
„Poczekajcie”
- zawołałam.
Rees
i Fin wychodzili tylnymi drzwiami, Fin z torbą Rees przewieszoną przez ramię.
Miał też opuchliznę na kości policzkowej, która zaczerwieniła obszar pod okiem.
Ale jak każdy gorący facet, który został oznaczony jako chroniący swoją
dziewczynę, z jakiegoś powodu jego rana wojenna sprawiła, że wyglądał jeszcze bardziej
seksownie.
Była
ósma trzydzieści. Rees miała być w domu przed dziewiątą. Fin zawsze wyprowadzał
ją około ósmej trzydzieści, żeby pięć minut odprowadzać do domu. Mnóstwo czasu,
aby zatrzymać się przy tylnej bramie i porozmawiać lub wziąć udział w innych
zajęciach, nie widziałem jakich. Była połowa marca i dni stawały się coraz
dłuższe, ale gdy Fin odprowadzał Rees do domu, było jeszcze ciemno. Ale
podejrzewałam, że mogłam dobrze zgadywać.
Oboje
zatrzymali się i spojrzeli na mnie, kiedy weszłam do kuchni.
Moje
oczy powędrowały do Fina.
„Czy
mogę zająć Rees chwilę?”
Spojrzał
na mnie, potem na Rees i w końcu podniósł brodę w moją stronę.
Do
Rees mruknął - „Spotkamy się na zewnątrz, kochanie”.
Uśmiechnęła
się do niego i skinęła głową.
Fin
ponownie na mnie spojrzał, tym razem oceniając, zanim wyszedł tylnymi drzwiami,
zamykając je za sobą.
Podeszłam
do Rees.
Przechyliła
głowę na bok i pomyślałam, że to było urocze.
„Wszystko
w porządku, Dusty?” - zapytała.
Zatrzymałam
się blisko i powiedziałam cicho - „Tak. Chciałam tylko powiedzieć, że te tacos,
które zrobiłaś z Finem na kolację, były pyszne”.
Posłała
mi szeroki uśmiech i spodobało mi się to. Kiedy ją poznałam, nie przychodziło
to łatwo. Teraz przychodziły często.
„Dzięki”
– powiedziała cicho.
„Chcę
też powiedzieć…” - zatrzymałam się, wzięłam wdech, a potem poszłam dalej.
Zsunęłam jej piękne włosy z jej ramienia, ujęłam w dłoń bok jej szyi i
przybliżyłam twarz - „To nie moja sprawa, nie znasz mnie zbyt dobrze, ale i tak
to powiem. Dzisiaj byłam z ciebie dumna, Reesee”.
Jej
usta się rozchyliły, a oczy zrobiły się duże i to też było urocze.
„Dumna?”
- wyszeptała.
„Za
wstanie, zabranie głosu i opiekę nad moim siostrzeńcem” – wyjaśniłam,
przybliżając twarz i szepcząc – „Tak, dumna”.
„Ja…
eee…” – wyjąkała.
„Nie
musisz nic mówić” – powiedziałam jej szybko – „Po prostu wiedz o tym. I wiedz,
że bardziej niż mogę to wyrazić, doceniam to, że pomagasz Finowi. Rozumiejąc
go. Sprawiając, że się uśmiecha. Dając mu coś dobrego, kiedy stracił coś
niesamowitego w swoim tacie” - Moja dłoń ścisnęła jej szyję i poczułam, że oczy
pieką mnie od łez, ale szłam dalej - „Dużo dla mnie znaczy, ale co więcej, dużo
znaczy dla niego. Wiem, że dajesz mu spokój, Rees. I dziękuję ci za to”.
„Myślę,
że ja bardziej lubię być z nim niż on ze mną” – odszepnęła.
Uśmiechnęłam
się - „W takim razie, Słonko, nie zwracasz uwagi”.
Przygryzła
wargę, ale widziałam błysk nadziei w jej oczach.
Przesunęłam
dłonią po jej szczęce i zbliżyłam się jeszcze bardziej.
„Nasi
chłopcy, twój i mój, są silni. To faceci.
Każdy, kto ich widzi, jak się zachowują, co mówią, ten wie, że potrafią zadbać
o siebie i o tych, których kochają. Ale my wiemy” – pogłaskałam kciukiem miękką
skórę jej policzka – „wiemy, że ktoś
za kulisami musi się nimi opiekować. Dzisiaj to, co zrobiłaś, nie było za
kulisami. Ale zatroszczyłaś się o swojego mężczyznę. Zaopiekowałaś się nim. I
wiedziałam, że kiedy to robisz, robisz to również za kulisami. Każda dobra
kobieta wie dwie rzeczy. Wie, jak dbać o siebie i wie, jak dbać o tych, których
kocha. Dzisiaj pokazałaś, że jesteś dobrą kobietą, Rees. I to był zaszczyt być
tam, bo było to coś, co warto było obejrzeć.
Widziałam,
jak łzy zaczęły błyszczeć w jej oczach, zanim zapytała cicho - „Tak myślisz?”
„Nie”
– odpowiedziałam - „Ja to wiem”.
Jej
ręka wysunęła się i owinęła wokół mojej, tej, która nie obejmowała jej twarzy i
wyszeptała - „Dzięki, Dusty. To wiele dla mnie znaczy”.
Uśmiechnęłam
się i zsunęłam dłoń z powrotem na jej szyję – „Ja dziękuję tobie, Słonko” – odszepnęłam. Przyjrzałam się jej pięknu, jej
łagodnemu spojrzeniu, błyszczącym łzom, które powstrzymywała i powiedziałam jej
szczerze - „Mój brat Darrin by cię pokochał”.
„Myślisz?”
- zapytała, jej słowo były nieco wyższe, ale nadal wypowiadane jej miękkim,
słodkim głosem. Tonem pełnym nadziei. I to było piękne.
„Nie”
– odpowiedziałam - „Ja to wiem”.
„Tata
go znał” - powiedziała mi - „Był w pobliżu. Ale nie ja znałam go zbyt dobrze.
Czy był jak Fin?”
„Absolutnie”.
Spojrzała
mi w oczy i powiedziała cicho - „W takim razie też bym go polubiła”.
Straciłam
kontrolę nad łzami i poczułam, jak jedna spłynęła po moim policzku.
Mój
głos był gruby, kiedy powiedziałam jej - „Tak, zrobiłabyś to, Słonko”.
„Czy
mogę coś powiedzieć Dusty?” – zapytała, wciąż mówiąc cicho.
„Wszystko,
piękna” - wyszeptałam, mój głos wciąż był ochrypły.
Widziałam,
jak łzy zebrały się w jej oczach, wilgoć urosła, a potem szepnęła - „Ja też
chcę ci podziękować za uszczęśliwienie taty”.
O
mój Boże. O mój Boże.
Kochałam
tę dziewczynę.
W
jednej sekundzie wpatrywałam się w twarz pięknej dziewczyny, a w następnej byłam
w jej ramionach.
Owinąłem
ramiona wokół niej i przytrzymałam. Jej ciało podskoczyło, gdy rozdarł ją
szloch, a dwie sekundy później moje zrobiło to samo. Ale obie trzymałyśmy się.
I robiłyśmy to mocno.
„Co
się dzieje?”
Odskoczyłyśmy
od siebie jak winne dzieci i obie spojrzałyśmy na drzwi, aby zobaczyć, że byłyśmy
w takiej chwili, że żadna z nas nie usłyszała, jak Fin wracał.
Oczy
Fina zwęziły się na Rees, a potem na mnie - „Dlaczego płaczecie?”
Pomachałam
ręką w powietrzu, a potem uderzyłam się nią w twarz i wyjaśniłam - „Jesteśmy
dziewczynami. Dzisiejszy dzień był pełen dramatów. Po dniu pełnym dramatów
robimy trzy rzeczy. Jemy, aż się pochorujemy. Wpadamy we wściekłość. Albo
zalewamy się łzami. Czasami jest to kombinacja dwóch, w złe czasy wszystkich
trzech. Zaufaj mi, Słonko, wybrałyśmy najlepszą”.
Fin
spojrzał na mnie spode łba i nie wiedziałam, czy robił to, bo był wkurzony, że doprowadziłam
Rees do płaczu, czy po prostu wkurzony, że dwie dziewczyny, które kochał,
płakały, a jako chłopiec, który był głównie mężczyzną, wiedział, że ma nie miał
nad tym władzy.
Potem
zapytał - „Skończyliście już płakać? Bo muszę odprowadzić Reesee, zanim pan Haines
się na mnie wkurzy, że spóźniłem się z nią do domu”.
Spojrzałam
na zegar na kuchence mikrofalowej i zobaczyłam, że było dwadzieścia trzy do dziewiątej.
Absolutnie miał wystarczająco dużo czasu. Chciał się tylko upewnić, że miał
czas, aby upewnić się, że jego dziewczyna jest okej i prawdopodobnie dać jej
buziaka na dobranoc, co zapewniłoby, że wszystko będzie okej.
Spojrzałam
na Rees, a ona musiała wyczuć mój wzrok, bo jej wzrok spoczął na mnie - „Jestem
okej, jeśli ty jesteś okej”.
Kiwnęła
głową, przejechała dłonią po policzku, a jej usta wykrzywiły się w małym
uśmiechu, który był naprawdę uroczy.
„Jestem
okej, Dusty”.
„Myślę,
że oboje tak dobrze sobie radziliście w kuchni, że czwartkowa noc to noc taco co
tydzień” – poinformowałam je, cofając się, by pokazać, że skończyłam z
tworzeniem dziewczęcej sceny.
„Świetnie”
- mruknął Fin, a ja powstrzymałam uśmiech.
„Brzmi
dobrze jak dla mnie!” - Clarisse zaćwierkała.
Patrzyłam
w jej oczy. Potem podniosłam rękę i posłałam jej buziaka.
Odpowiedziała,
posyłając mi jeden ze swoich wielkich, pięknych uśmiechów.
Odwróciłam
się, wołając - „Noc, Rees. Do zobaczenia za chwilę, Fin”.
„Noc,
Dusty” - Usłyszałam, jak Rees odpowiedziała do moich pleców.
„Później,
ciociu Dusty”.
Poszłam
na górę do pokoju Kirby’ego, złapałam komórkę, położyłam się plecami na łóżku i
zadzwoniłam do Mike’a.
„Hej,
Aniołku” – odpowiedział.
„Miałam
załamanie w ramionach twojej córki na temat Darrina” – oznajmiłam.
„Cholera”
– mruknął.
„Dla
twojej wiadomości, kiedy wkrótce wróci do domu i zobaczysz, że jej oczy są
opuchnięte, płakała razem ze mną”.
„Cholera”
– powtórzył mamrotaniem.
„Wszystko
w porządku” – zapewniłam go.
„Chcesz
wpaść?” - zaoferował.
„Jeszcze
raz przyjadę, będę tam mieszkać”.
Spotkało
się to z ciszą.
Pomyślałam,
że to częściowo dlatego, że Mike nawiązywał do faktu, że odkąd wróciliśmy do
domu z Teksasu, to była prawda. O ile Rees nie była na farmie i musiałam być
przyzwoitką, byłam w jego domu (z Finem). Normalnie harmonogram był taki, że
Rees przychodziła uczyć się z Finem po szkole, a potem, kiedy Mike wracał do
domu, wszyscy szliśmy do niego na kolację i posiedzieć.
Pomyślałam
też, że cisza była spowodowana faktem, że aktualnie przeglądałam mieszkania.
Swobodnie dzieliłam się z Mike’m swoimi historiami o szukaniu mieszkania w miasteczku,
rozrywce, o której nie miałam pojęcia, że będzie tak bezowocna i irytująca.
Te
historie zawsze wprawiały go w zły nastrój. Nie dlatego, że były dla mnie
bezowocne i irytujące.
Nie,
to dlatego, że on mnie kochał, a ja jego. To dlatego, że uwielbiał spędzać ze
mną czas i wiedział, że ja uwielbiałam spędzać czas z nim. To dlatego, że
wiedział, że cały czas miałam do czynienia z tym całym gównem wirującym wokół
mnie i lubił być blisko, aby upewnić się, że wszystko ze mną okej, a jeśli nie
było, by zrobić tak, by było ze mną okej. To dlatego, że uwielbiał uprawiać ze
mną seks i wiedział, że ja uwielbiałam uprawiać z nim seks. I to dlatego, że
lubiliśmy spać w swoich ramionach.
Gdyby
nie miał dzieci, nie miałam wątpliwości, że oferta wprowadzenia się zostałaby
przedłożona.
Ponieważ
je miał, a Mike był takim tatą, jakim był, to nie miało się wydarzyć przez
jakiś czas.
Co
najwyraźniej on uznał za odrobinę
bardziej niż irytujące.
Mike
zakończył ciszę słowami - „Chcesz, żebym do ciebie przyszedł?”
„Czuję
się dobrze, Słonko” – powiedziałam cicho.
To
znowu spotkało się z ciszą i ta cisza mnie zaskoczyła.
Kiedy
się rozciągnął, zawołałam - „Mike?”
„Jezu,
kurwa, jesteś tuż obok”.
Racja.
Mike nie stronił od przekleństw, ale obficie rzucał nimi, kiedy był poważnie
wkurzony. A był wkurzony, bo powiedziałam mu, że płakałam, a on był za daleko,
żeby coś z tym zrobić, mimo że był tuż obok.
„Kochanie,
wszystko ze mną w porządku. Obiecuję” – szepnęłam.
„Chciałbym
zobaczyć to na własne oczy, Dusty” - odpowiedział Mike.
Poważnie,
nie żartuję, kochałam tego mężczyznę.
„Okej,
więc daj mi pół godziny. Fin wróci, ja pójdę” – poddałam się.
„Dlaczego
pół godziny?”
„Um…”
- Cholera! - „Chcę tylko zobaczyć, czy Kirb odrobił pracę domową i przygotowuje
się na noc”.
Potem
cisza - „Bzdura”.
Zacisnęłam
usta.
Potem
znowu cisza - „Pół godziny, Aniołku”.
Był
takim dobrym tatą.
„Pół
godziny, kochanie”.
Potem
było jeszcze więcej ciszy - „Wolałbym być z tym twarzą w twarz, ale nie mogę
czekać, bo płaczesz, więc muszę wiedzieć. Jeśli powiesz tak, nie będę czekać
pół godziny. Fin może zająć tylną bramę, ja podjadę”.
To
było to. Mike znał sztuczkę z tylną bramą. Chociaż był facetem, więc nie byłam
zaskoczona.
Mike
mówił dalej - „Czy dzisiaj naszedł cię Denny?”
Wciągnęłam
oddech.
Potem
ostrożnie powiedziałam - „Może trochę”.
„Cholera,
już idę”.
„Mike”
– powiedziałam pospiesznie - „Tylko trochę. Ze mną wszystko w porządku”.
„Gdzieś
dzisiaj pojechałaś, kochanie. Widziałem to. Dałem ci czas. Koniec czasu”.
„Będę
za pół godziny”.
„Dusty…”
„Mike,
Słonko, nic mi nie będzie, a ty możesz wszystko załatwić za pół godziny”.
Znowu
dostałam ciszę.
Potem
dziwnie oznajmił - „Daję mu jeszcze dwa tygodnie”.
„Jakie
jeszcze dwa tygodnie?” - zapytałam.
„Aż
nie porozmawiam z dziećmi o tym, by zrozumieli, że tata zaprasza Dusty na
nocowanie”.
Mój
żołądek się zwinął i to było miłe.
„Wchodzisz
w to?” - podpowiadał.
„Jeśli
się zgodzą” – odpowiedziałam.
„Zgodzą”
– mruknął.
Uśmiechnęłam
się.
„Czy
teraz mogę kupować łapówki dla twoich dzieci?” - zapytałam.
„Nie”
– odpowiedział, a ja się zaśmiałam.
„Racja”
- mruknęłam przez swój cichy śmiech.
„Pół
godziny, Dusty” – rozkazał, a mój uśmiech pozostał na miejscu.
„Pół
godziny, przystojniaku”.
„Później”.
„Pa”.
Dotknęłam
ekranu telefonu. Potem uśmiechnęłam się do sufitu.
Wciąż
to robiąc, usłyszałam, jak mama krzyknęła - „Kirby, Słonko, odrobiłeś pracę
domową?”
Na
co rozległo się zirytowane - „Tak, babciu!”
Teraz
Kirby miał Fina, mnie i jego babcię pytających co wieczór, czy odrobił pracę
domową.
Najwyraźniej,
sądząc po jego tonie, miał już tego dość.
A
ja pomyślałam, że to było zabawne.
Więc
wybuchnęłam śmiechem.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuń