sobota, 7 stycznia 2023

24 - Bicky i Bickrum McBickerson

 

Rozdział 24

Bicky i Bickrum McBickerson

 

 

Trzy tygodnie później…

Kiedy noga Mike’a dotknęła szczytu schodów, usłyszał to.

Odwrócił się w kierunku, w którym i tak szedł i ruszył korytarzem w stronę podwójnych drzwi.

Otworzył jedne z nich i zrobił jeden krok do środka.

„Serio?” – zapytała Jerra, stojąc przy łóżku z rękami na biodrach i wkurzoną twarzą.

„Przysięgam na Boga, jeśli będę musiała leżeć w tym łóżku jeszcze jeden pieprzony dzień, ja będę strzelać!” - krzyknęła Dusty.

Layla, leżąc w łóżku z Dusty, zahukała.

„Aniołku, zamknij się” – rozkazał Mike ze swojego miejsca, gdzie stał w drzwiach i dobrze, że nie wszedł dalej, bo jej głowa gwałtownie odwróciła się w jego kierunku i nawet przez prawie cały pokój czuł gorąco jej zmrużonych oczu.

„Powiedziałeś zamknij się?” – zapytała zwodniczo cichym głosem.

„Masz dziurę w piersi” - przypomniał jej.

„To się goi” – odpaliła.

„I drugą w nodze” – ciągnął.

„To też się goi!” - warknęła.

„Wiesz, byłoby naprawdę do dupy, gdybyś przeżyła atak w szale psychopatycznego nastolatka tylko po to, by zostać uduszoną przez swoją najlepszą przyjaciółkę” - zauważyła Jerra.

„Uhh!” - Dusty chrząknęła, po czym opadła plecami na poduszki, a Mike poczuł, jak jego ciało podskoczyło na jej energiczne działania, nawet gdy widział, jak Jerra zrobiła to samo, a jej ręce uniosły się, jakby mogła dostać się tam wystarczająco szybko, by zamortyzować upadek.

„Mam to, Jerra” - mruknął Mike, a ona spojrzała na niego, starła z twarzy wyraz zatroskany, zastąpiła go fałszywym wkurzeniem, po czym podeszła do drzwi.

I zaprosiła go - „Miej to. Wygląda na to, że tobie jest posłuszna”.

„Nie jestem posłuszna! On jest alfa! Po prostu nie mam żadnego wyboru!” - Dusty krzyknęła w jej plecy.

Z całym pośpiechem i bez słowa Jerra wyszła z pokoju i zamknęła drzwi.

Mike podszedł do nóg łóżka.

Tam powiedział cicho - „Kochanie, musisz się uspokoić”.

„Mogę iść położyć się na kanapie na dole bez tego, żebyś mnie zniósł?” - zapytała.

„Nie” – odpowiedział.

Jej oczy zrobiły się wąskie.

„Przez sześć godzin wielu ludzi, którzy cię kochali, w tym twoja suka-siostra, szalało z niepokoju z twojego powodu” - przypomniał jej cicho Mike, a jej oczy przestały być mrużone, a jej twarz złagodniała.

„Ja tu zwariuję, Mike” – szepnęła.

„I mówiłaś, że wariowałaś w szpitalu, więc przywiozłem cię do domu. Teraz wariujesz tutaj. Musisz się uspokoić, Aniołku. Twoja noga jest całkowicie popieprzona i masz dziurę w pieprzonej klatce piersiowej. Lekarze mówią, że całkowicie wyzdrowiejesz, ale nie wyzdrowiejesz, jeśli to schrzanisz”.

Popatrzyła mu w oczy, po czym ponownie opadła na stertę poduszek.

Mike obszedł łóżko, położył na nim kolano, a potem położył pięści po obu stronach jej bioder i przysunął swoją twarz blisko jej.

Jej oczy spotkały się z jego.

„I przestań się ruszać w ten gwałtowny sposób. Przeraża mnie to cholernie za każdym razem, gdy to robisz, bo myślę, że coś wyciągniesz, coś rozerwiesz lub coś pęknie. Ten skurwiel przeciął ci tętnicę i zrobił ci pieprzoną dziurę w klatce piersiowej. Widziałem, jak ładowali cię, zakrwawioną i nieprzytomną, na tył karetki. To nie jest coś, o czym kiedykolwiek zapomnę i na pewno nie chcę tego przeżywać ponownie. Daj mi trochę luzu, tak?”

Powoli zamknęła oczy, na jej twarzy pojawił się cień bólu, że miał to wspomnienie.

Otworzyła oczy, uniosła dłoń i zacisnęła ją na jego szczęce, szepcząc - „Tak”.

„Zamierzasz przestać być wrzodem na dupie?” - zapytał.

„Tak” – powtórzyła.

„Wyjdziesz za mnie?”

Zamrugała.

Potem szepnęła - „Co?”

Mike przesunął się tak, że siedział z biodrem przyciśniętym lekko do jej biodra, a jej ręka opadła od jego szczęki. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął pierścionek.

Podniósł jej lewą rękę i wsunął brylant na jej palec serdeczny.

Kiedy spojrzał na jej twarz, jej oczy były utkwione w pierścionku i były jasne.

„Nabierasz formy do walki, to gówno wychodzi na przesadne. Pobierzemy się do końca lata, do jesieni będziesz w ciąży. Jesteś ze mną?”

Jej oczy przeniosły się z pierścionka na niego.

Skinęła głową, gdy jedna łza spłynęła po jej policzku.

Potem zapytała, co pomyślał, biorąc pod uwagę ten moment, że było dziwaczne - „Czy do tego czasu Ryker wyjdzie z aresztu domowego?”

„Nie wiem” - odpowiedział Mike.

„Jeśli nie, musimy to zrobić na jego podwórku, żeby przynajmniej mógł patrzeć przez okna”.

Wargi Mike’a zadrżały, a jego dłoń przesunęła się, by zacisnąć się wokół dłoni Dusty, na której był jego pierścionek.

Ale zrobił to, zaprzeczając jej – „Nie weźmiemy ślubu na podwórku Ryker’a. To twój pierwszy i jedyny ślub. Zrobimy to na wielką skalę. Masz tutaj swoją przyjaciółkę, wykorzystaj ją mądrze. Zrób porządek z tym gównem. To da ci coś innego do roboty niż zrzędzenie”.

Wyglądała na skruszoną i wolną dłonią starła wilgoć spowodowaną jej pojedynczą łzą.

„Przepraszam, że zrzędziłam” – wymamrotała.

„Jesteś aktywna. Teraz jesteś zmuszona do bycia nieaktywną. Gdybym to ja się położył, prawdopodobnie też byłbym wrzodem na tyłku”.

Uśmiechnęła się i kurwa, kurwa, uwielbiał, kiedy się uśmiechała.

Jej uśmiech zgasł i wyszeptała - „Przepraszam, że byłam głupia i przestraszyłam cię”.

„Wybaczę ci, jeśli nie zrobisz tego ponownie”.

„Będę zachowywać się, jakbym była z kryształu”.

„Byłbym zobowiązany”.

Znów się uśmiechnęła, ścisnęła jego dłoń, jej oczy znów zabłysły i wyszeptała - „Pobieramy się”.

„Tak”.

„Wychodzę za Jonathana Michaela Hainesa, pierwszego chłopca, którego pokochałam”.

Wargi Mike’a zadrżały i powtórzył - „Tak”.

Trzymała jego wzrok i szepnęła - „Wychodzę za ciebie, Mike’u Haines’ie”.

Mike pochylił się i z ustami na jej ustach wyszeptał kolejny - „Tak”.

Pocałował ją delikatnie i nie spieszył się, zanim podniósł głowę.

Wzięła cichy oddech i powiedziała miękko – „Możesz poprosić Jerrę, żeby weszła? Mam ślub do zaplanowania. Musi wyjść i kupić magazyny panny młodej. Zajmę się tym wszystkim, ale ona musi być moimi nogami i kołami”.

Mike uśmiechnął się do niej i ponownie powiedział - „Tak”.

Pochylił się, dotknął ustami jej ust i ostrożnie wstał z łóżka.

Layla szczeknęła.

Zatrzymał się, żeby pogłaskać jej głowę, a kiedy skończył, przesunęła się tak, że została przyciśnięta do boku nogi Dusty, a potem palce Dusty ślizgały się po futrze na jej głowie i Dusty też ją pogłaskała.

Mike podszedł do drzwi, ale odwrócił się i spojrzał na swoją kobietę w swoim łóżku.

Żyła, oddychała, wracała do zdrowia i zapewniano ich, że jeśli będzie się nie spieszyć, całkowicie wyzdrowieje.

Ten ciężar nie ciążył mu już w jelitach.

Za kilka tygodni, gdy Dusty wyzdrowieje, życie będzie lepsze.

Wszystko dobrze.

Wreszcie.

W końcu byłby szczęśliwy, bez czegoś, co by to spieprzyło.

„Kocham cię, Aniołku” – zawołał i jej wzrok przeniósł się z Layli na Mike’a.

„Ja ciebie też kochanie” - odpowiedziała.

Uśmiechnął się.

Odwzajemniła uśmiech.

Mike obejrzał jej uśmiech i wyszedł z pokoju.

*****

Mike wpatrywał się w koszyk dostarczony do jego drzwi dwie minuty temu, który postawił na kuchennym blacie.

To było od Audrey. Przez szeleszczący, zabarwiony na żółto celofan wystający z góry i dużą błyszczącą żółtą kokardkę Mike mógł zobaczyć wewnątrz różne butelki lakieru do paznokci, balsamu, czegoś, co nazywa się „peelingiem” i innego gówna.

Mike przeczytał notatkę bez wyrzutów sumienia. Nie ma mowy, żeby poszedł z jakimś gównem, o którym nie wiedział, od kogo było, aż do Dusty. Mogło być od Debbie.

Było tam po prostu napisane dobrą, ciasną, kursywą Audrey: Dusty, mam nadzieję, że szybko wyzdrowiejesz – Audrey.

To było miłe. Przemyślane. Nie na wyrost. Najwyraźniej te dwa razy, kiedy była w pobliżu Dusty, zauważyła, że Dusty dbała o paznokcie.

A ponieważ jego była wciąż była na dobrej drodze, a ta ścieżka mogła doprowadzić ich do przyzwoitych rzeczy, do życia jako nienuklearnej rodziny, która się ułożyła, zdecydował, że da kosz swojej kobiecie.

Już miał to zrobić, kiedy zadzwoniła jego komórka i wyciągnął ją z tylnej kieszeni.

Mówiło: Merry Dzwoni.

Nacisnął zielony przycisk i przyłożył ją do ucha.

„Cześć, Merry”.

„Yo, bracie. Chcesz dobrych wieści?” - zapytał Merry.

„Zawsze” – odpowiedział Mike.

„Sędzia zdecydował. Sądzą Troya Piggotta jako dorosłego”.

Mike przestał skupiać wzrok na koszu.

Ale jego usta się uśmiechały.

*****

„Więęęc” - Rees, siedząca przed nim na Blaise, wyciągnęła to, ale nie powiedziała nic więcej.

„Więc co?” - zapytał Fin, prowadząc ostrożnie konia między rzędami kukurydzy w drodze do wodopoju.

„Co sądzisz o ślubie taty i Dusty?”

Pan Haines powiedział o tym Reesee i No, zanim przyszła do domu Fina.

Reesee powiedziała Finowi od razu, kiedy tam dotarła.

A Fin myślał, że to gówno.

„To gówno” – odpowiedział i usłyszał jej cichy chichot, kiedy go poczuł.

„Też tak myślę” – zgodziła się – „A Dusty już mnie poprosiła, żebym została jej druhną”.

Reesee dobrze wyglądałaby w sukience druhny.

Z drugiej strony, we wszystkim wyglądała dobrze.

Nie powiedział jej tego.

Zamiast tego wymamrotał - „Fajnie”.

Umilkła, gdy powoli przedzierali się przez niskie łodygi kukurydzy.

Nagle oznajmiła - „Dostałam zezwolenie na naukę jazdy”.

„Wiem o tym, kochanie” – odparł.

Obróciła się w siodle i spojrzała na niego z uśmiechem.

Fin spojrzał na nią z góry, nie uśmiechając się, tylko oglądając ją.

Poważnie, na Boga, była piękna.

„Chcesz mnie nauczyć prowadzić?” - zapytała, a Fin odwzajemnił uśmiech.

Potem powiedział - „Tak”.

„Super” – mruknęła i obróciła się, by znowu spojrzeć do przodu.

Uścisk Fina wokół jej brzucha zacieśnił się.

Pole kukurydzy przechodziło w polną drogę prowadzącą do wodopoju. Więc przycisnął do niej swoją klatkę piersiową, przycisnął ją jeszcze mocniej i dotknął piętami Blaise.

Ruszyli z wiatrem na twarzach, włosami Reesee na jego karku i szczęce, palącym słońcem Indiany.

Idealny dzień. Nic nie mogło być bardziej doskonałe. Nic. Nigdzie.

Ani Londyn. Ani Paryż. Ani Shangri La.

Nigdzie.

Tylko tam.

Na jego farmie.

W Indianie.

*****

Clarisse była skoncentrowana i nie była pewna, czy powinna to zrobić, ale doszła do wniosku, że jeśli ma to zrobić, to teraz był dobry moment.

Mogła ukryć się za koncentracją.

Więc kiedy malowała pędzelkiem paznokcie u nóg niesamowicie głębokim, ciemno bordowym lakierem do paznokci, który jej mama kupiła Dusty, wymamrotała - „Kocham cię, Dusty”.

Nie spuszczała wzroku z palców Dusty i nie przestawała malować.

Potem usłyszała w słodkim, melodyjnym głosie Dusty miękkie - „Też cię kocham, Reesee”.

Uwielbiała, kiedy Dusty nazywał ją Reesee.

Uwielbiała to, że Dusty ją kochała.

Uwielbiała to ogromnie.

Uśmiechnęła się do palców Dusty i malowała dalej.

A ponieważ to robiła, przegapiła Fina, który leżał wyciągnięty obok ciotki z uniesionymi ramionami, zgiętymi łokciami, głową opartą na dłoniach, skrzyżowanymi kostkami, obracającego głowę na dłoniach w poduszce i uśmiechającego się do Dusty.

I przegapiła uśmiech Dusty w odpowiedzi.

I dalej przegapiła jak No, który siedział ze skrzyżowanymi nogami na końcu łóżka naprzeciwko Clarisse z gitarą na kolanach, na której brzdąkał z roztargnieniem, spojrzał na Fina i przewrócił oczami. Ale zrobił to, będąc głupkiem, bo on też się uśmiechał.

I wreszcie, przegapiła tatę, który wszedł i zatrzymał się jak wryty w drzwiach.

Ale nawet gdyby go zobaczyła, nie mogłaby mieć pojęcia, że, kiedy spojrzał na łóżko, po raz pierwszy pomyślał, że to duże, absurdalnie drogie łóżko było warte każdego pieprzonego grosza.

*****

„Więęęc” – wyciągnęłam to i wzrok Mike’a przeniosły się z książki, którą trzymał otwartą na poduszce obok mnie, na mnie.

„Więc co?” - zapytał, kiedy nie powiedziałam nic więcej.

„Dzwoniła dzisiaj Debbie” – oznajmiłam, po czym zobaczyłam, jak oczy Mike’a zapłonęły, a usta zacisnęły się.

„Powiedz mi, że nie odebrałaś tego pieprzonego telefonu” - warknął.

„Jest uparta” – powiedziałam mu coś, co już wiedział.

„Wybacz, kochanie, ale ona nie może grać oddanej siostry po tym, jak przez trzydzieści osiem lat była dla ciebie suką, bo twój postrzał ją obudziła. Ma pokutę do zapłacenia. I ja nie pokażę się, jeśli zaprosisz ją na ślub”.

Stłumiłam chichot i poinformowałam go - „Nie odebrałam. Po prostu dzwoniła. Nigdy nie odbieram”.

„Cóż, nie zaczynaj”.

Moje oczy odpłynęły, gdy moja ręka przesunęła się po futrze Layli i zadumałam się głośno - „Prawdopodobnie ją to wkurza. To, że nie odbieram telefonu, prawdopodobnie zmusza ją do duszenia się i daje jej coś innego, za co może mnie nienawidzić”.

„Jeśli tak to odbiera, nie byłbym zaskoczony. To byłaby czysta Debbie”.

Wróciłam wzrokiem do Mike’a i zobaczyłam, że wciąż patrzył na mnie, jego książka wciąż była otwarta na poduszce, głowa w dłoni, łokieć również na poduszce, jego pierś była naga i przepiękna (bo była to pora spania i byliśmy ubrani do snu), a jego oczy były wkurzone.

„Przystojniaku, przestań” – rozkazałam – „Nie wkurzaj się w dniu, w którym poprosiłeś mnie o rękę”.

„Obawiam się, że bycie drażliwym trochę potrwa, Aniołku”.

„Dlaczego?” - spytałam.

„Ponieważ próbowałem tej rzeczy z siłownią i to nie działa. To, co wprawia mnie w dobry nastrój, jest niedostępne, a mimo to śpi obok mnie. Więc dopóki nie wróci do służby, będziesz musiała to znosić”.

Moje nogi poruszyły się na tę myśl i szepnęłam – „Moglibyśmy…”

Jego oczy pociemniały i warknął - „Nie ma mowy”.

Cóż, to było stanowcze.

„Mógłabym użyć ręki” – zasugerowałam, a jego oczy rozbłysły w niezbyt przerażający sposób, po czym znów stały się ciemne i przerażające.

„Nie ma dawania bez brania” – orzekł.

„W takim razie mógłbyś...”

„Dusty, mówienie o tym pogarsza sytuację”.

Zamknęłam się.

Potem burknęłam - „To do bani, że nie możemy świętować naszych zbliżających się zaślubin, robiąc coś niegrzecznego”.

Mike nie miał odpowiedzi, więc dalej zrzędziłam.

„I to niesprawiedliwe, że mówisz, że nie mogę zrzędzić, bo jestem przywiązana do tego łóżka, a mimo to ty możesz być w złym humorze, bo nic nie dostajesz”.

„Wpadnę w zły humor tylko wtedy, gdy Debbie nie przestanie wtykać swej paskudnej głowy, ty nie przestaniesz zrzędzić i szarpać się, jakbyś nie została postrzelona trzy tygodnie temu, a także przestaniesz mówić o seksie albo o tym, że my nie możemy”.

Znów się zamknęłam.

Potem zapytałam - „O czym jeszcze można rozmawiać?”

„O niczym” – odpowiedział Mike - „Więc przeczytaj książkę. Kupiłem ci ich dwadzieścia”.

„Nie czytam” – powiedziałam mu.

„Więc skorzystaj z tej złotej okazji, aby znaleźć nowe hobby” – odparował.

„Czy to my? Staniemy się Bicky i Bickrum McBickerson?” - wkurzyłam się, a Mike wybuchnął śmiechem.

Layla podniosła głowę i dyszała radośnie w jego kierunku.

Spojrzałam na psa Mike’a. Spojrzałam na Mike’a.

„Nie byłem śmieszna” – warknęłam.

„Tak, byłaś” - powiedział Mike, wciąż się śmiejąc.

Znów się zamknęłam.

Potem wykrztusiłam - „Zapomniałam ci powiedzieć, że podoba mi się ten pierścionek. Jest piękny. Prawdopodobnie o wiele za drogi, ale wspomnę o tym tylko mimochodem, żebyś się nie wkurzył. A Jerra krzyczała och i ach o tym przez całe piętnaście minut”.

„Cieszę się, że podoba ci się pierścionek, Aniołku. Najlepsze jest to, że przekazałaś mi tę informację, jakbyś właśnie mi powiedziała, że Chińczycy dokonali inwazji, a ich nieprzewidziany atak rujnuje nasze plany obiadowe”.

Ponownie spojrzałam na niego.

To, co powiedział, przeniknęło mnie i poczułam, jak uśmiech rozlewa się po mojej twarzy.

„Sprzeczki z tobą są zabawne” – powiedziałam.

„To dobrze, bo wyczuwam, że mamy na nie całe życie”.

Moje ciało zaczęło się trząść, a dobry humor Mike’a zniknął, kiedy jego wzrok przeniósł się na moją klatkę piersiową i skrzywił się.

Zwalczyłam śmiech i szepnęłam - „Mike, przeszłam już ten punkt, kiedy nie mogłam się śmiać. Zaufaj mi. Wiem to”.

I wiedziałam. Kiedy Jerra i Hunter pokazali się dzień po tym, jak zostałam postrzelona, a Jerra rozśmieszyła mnie w szpitalu, bolało jak cholera. Zostawili swoje dzieci z rodzicami Huntera i Hunter musiał wrócić. Ale Jerra została po tym, jak oświadczyła, że czeka ją długa droga i, jak zawsze w przypadku Jerry, nie skłamała.

Jego oczy wróciły do mnie, a jego grymas się rozjaśnił.

Szeptałam, kiedy zapewniałam go - „Będę okej”.

Jego oczy przesunęły się po mojej twarzy, a potem wyciągnął rękę i przesunął palcami po mojej szczęce.

To było słodkie.

Opuścił rękę na łóżko i wyszeptał - „Tak”.

„A wkrótce znów będziemy mogli uprawiać seks”.

Uśmiechnął się i powtórzył - „Tak”.

„A potem weźmiemy ślub”.

Mike cały czas się do mnie uśmiechał.

Mówiłam dalej.

„A potem razie zrobimy dzieci”.

Uśmiech Mike’a stał się jeszcze większy.

Podniosłam rękę z Layli, by przykryć jego dłoń na łóżku, wykręcił dłoń i owinął palce wokół moich.

„Kocham cię, Jonathanie Michaelu Haines’ie”.

Jego ręka mnie ścisnęła.

I wyszeptał - „Tak”.

Mógł powiedzieć tylko „tak”.

Ale jego piękne oczy, tak blisko, wpatrujące się głęboko w moje, powiedziały mi o wiele więcej.


####
Ale nie pytajcie mnie, co znaczy ten tytuł, bo nie znalazłam żadnego odnośnika w Internecie, wiec nie mam zielonego pojęcia. Może ktoś z Was coś?

 

3 komentarze: