środa, 2 listopada 2022

1 - Hej, Aniołku (cz.2)

  

Rozdział 1

Hej, Aniołku (cz.2)

*****

Mieli w mieście dwa hotele, oba położone blisko wjazdu na autostradę.

A on był gliną. Policjantem z odznaką.

Widząc ją i jej ubrania, poszedł do droższego hotelu, podał jej nazwisko i błysnął odznaką.

Bezzwłocznie podali mu numer jej pokoju.

Skorzystał ze schodów, a nie z windy. To był nawyk. Mając pracę, dom i dwójkę nastoletnich dzieci, nad którymi miał pełną opiekę, nie miał czasu na ćwiczenia. Dlatego zwykle znajdował sposoby na aktywność.

Grał w koszykówkę w liceum, ale nie był na tyle dobry, by grać na swojej macierzystej uczelni, Purdue, która miała bogatą historię koszykówki i rekrutowała najlepszych, jakich mogli zdobyć. Mimo to, wraz z braćmi z bractwa, grali w koszykówkę tak często, jak tylko mogli, trzy, cztery razy w tygodniu.

Po studiach pozostał w formie, bo to lubił i pozostał w formie do pracy.

Ale kiedy poślubił Audrey, jego życie się zmieniło.

Urabiał się po pachy, żeby płacić rachunki, które generowała. Nie miał czasu na koszykówkę z kumplami ani na siłownię, ponieważ dopóki nie został detektywem, pracował na dwóch etatach. Kiedy został detektywem, godziny pracy oznaczały, że musiał zrezygnować z innej pracy, a później, kiedy rzucił Audrey, podjął się ponownie ćwiczeń. Jeden na jednego z Coltem lub partnerem Mike’a, Garrettem „Merry’m” Merrick’iem. Albo dwóch na dwóch, Merry i on przeciwko Coltowi i jego przyjacielowi Morrie’mu. I grał ze swoim synem Jonasem. Trafił też na siłownię.

Ale po rozwodzie, skoro Audrey nie opiekowała się dziećmi podczas jej części dzielonej opieki, walczył z nią i załatwił pełną na siebie. Byli nastolatkami i byli zapracowani, towarzyscy, ale i tak zabierali mu dużo czasu.

Oznaczało to, że jego wizyty na siłowni cztery razy w tygodniu, a raz w tygodniu gry jeden na jednego lub dwóch na dwóch zostały zredukowane do wizyt na siłowni dwa razy w tygodniu, jeśli miał szczęście i mecze koszykówki na raz lub dwa razy w miesiącu.

Więc jeśli miał szansę zrobić coś fizycznego, robił to jako rzecz oczywistą.

Tym razem zrobił to również w nadziei na ochłodzenie swojego temperamentu.

To nie zadziałało.

Wszedł na czwarte piętro, przeszedł przez drzwi i podążał za znakami prowadzącymi do jej pokoju.

Bez zwłoki zapukał.

Potem czekał.

Nie mogło to zająć więcej niż minutę, ale ta minuta była zbyt długa, a on już miał zapukać ponownie, gdy drzwi zostały otwarte.

I oto stała tam tuż przed nim.

Jej włosy nie były już rozpuszczone, ale splątane w niechlujny węzeł z grubymi, kolczastymi lokami, które wystrzeliwały z nich na czubku głowy. Nie była już ociekająca srebrem i nie miała na sobie czerni, ale miała na sobie wypłowiałe dżinsy i równie wyblakłą, zniszczoną niegdyś burgundową, teraz spraną koszulkę. Niszczejąca biała naklejka z przodu przedstawiała kowboja w kapeluszu i ostrogach wyskakującego z Bronco ze słowami w stylu western, które domagały się „Zjedz to, kowboju!” pod spodem i w łuku nad nim widniał napis: „Schub’s Texas Saloon and Hoedown”.

Miała bose stopy, a palce u nóg pomalowane na ten sam kolor wina, co jej paznokcie u rąk. Zarejestrował, że nie mogła mieć więcej niż metr siedemdziesiąt, ale prawdopodobnie była bliżej metra sześćdziesięciu pięciu. Wiedział o tym, ponieważ mógł patrzeć na nią z góry.

Nadal miała makijaż i srebrne bransoletki na obu nadgarstkach.

A ona wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi ustami, wyraźnie zszokowana.

„Mike” – szepnęła.

I to go wkurzyło, znowu irracjonalnie i znowu miał to w dupie.

Dusty wygodna, odsunięta, odpoczywająca w swoim pokoju hotelowym.

Tak, to go wkurzyło.

Przepchnął się więc obok niej i wszedł do jej pokoju.

Był miły, czysty, ładnie urządzony. Mike był kiedyś w jednym z takich pokoi, kiedy dwa lata temu ktoś przedawkował. Poza tym nigdy.

Na stojaku na bagaż wisiała zużyta, ale stylowa brązowa skórzana torba. Na szafce nocnej leżała porozrzucana jej biżuteria z telefonem komórkowym i kartą dostępu. Jej blezer, spódnica i golf zostały porzucone, najwyraźniej bez zastanowienia, na fotelu. Jej kowbojskie buty, oba na bokach, znajdowały się przed fotelem, na którym zostały ściągnięte i zapomniane. Jej duża, czarna zamszowa torebka z frędzlami wyglądała, jakby eksplodowała na biurku. Na łóżku leżał odtwarzacz MP3, pościel nie była gładka, poduszki leżały oparte na zagłówku i były zgniecione. Dusty leżała tam, ciesząc się muzyką.

Zobaczył, że to się nie zmieniło. Nigdy. Dzieliła pokój z Debbie, która była obsesyjnie uporządkowana. Dusty nigdy nie… była W żaden sposób. Wypełniała swoje obowiązki, które dała jej matka, ale jej część pokoju zawsze wyglądała, jakby przeszło przez nią tornado. Pani Holliday narzekała na to, ale zrezygnowała. Debbie cały czas się z nią kłóciła.

Dusty nigdy się tym nie przejmowała. Dusty miała lepsze rzeczy do roboty i wyjaśniła to jasno, kiedy w sklepie z pamiątkami znalazła tablicę, kupiła ją za kieszonkowe i powiesiła po swojej stronie pokoju: Stwierdzono, że Nudne Kobiety mają nieskazitelne domy. To było codzienne „pieprz się” dla jej siostry.

Mike zawsze potajemnie uważał, że to zabawne. Debbie nienawidziła tej pieprzonej tabliczki, to doprowadzało ją do szaleństwa. I bez względu na to, ile razy Mike wyjaśniał, że jej złość z tego powodu karmi Dusty, po prostu wciąż się złościła z tego powodu.

„Co tu robisz?”

Usłyszał jej głos – miękki, melodyjny – i odwrócił się do niej.

Śpiewała w chórze dziecięcym w kościele, oprócz chórów gimnazjalnych i licealnych. Miała dużo solówek. Jej głos był czysty i słodki, przypominający Karen Carpenter. Nawet kiedy miała swoją odmianę, nigdy nie przestała śpiewać. Chodziła na konkursy z chórem w całym stanie, zdobywała wstęgi i trofea i poprowadziła chór do zwycięstw hrabstwa, sekcji, regionu, a w ostatnim roku – stanowych zwycięstw. Postawiła to ponad Grunge, słyszał, bo Darrin mu o tym powiedział, znowu z dumą. Tak bardzo kochała śpiewać, że zrezygnowała z Grunge, żeby to zrobić. Jej głos, kiedy mówiła, nawet gdy była młodsza, był prawie tak piękny jak jej głos, kiedy śpiewała. Zawsze tak myślał.

I to się nie zmieniło.

I pieprzyć go, kiedy dojrzała, było też o wiele lepiej.

„Twoja mama i tata, siostry, siostrzeńcy, wszyscy są na farmie” – poinformował ją.

„Wiem” – odpowiedziała cicho.

„Przydałaby im się twoja pomoc” – ciągnął.

„Ja…” - zaczęła, ale wkurzony Mike przemówił przez nią.

„Rhonda to pieprzony bałagan. Twoja mama wygląda, jakby potrącił ją pociąg towarowy. Obaj twoi siostrzeńcy się zamknęli. Twój tata zużywa tyle energii, by nie rozpaść się przed towarzystwem, to cud, że się nie załamuje. A ty? Odpoczywasz sobie tu w dżinsach i podkoszulku, słuchając muzyki i może zastanawiasz się, co zamówić od obsługi pokoju”.

Jej twarz się zmieniła, zobaczył to i zrozumiał zmianę. Nawet gdyby nie był policjantem, a jego była żona nie stworzyła sztuki oszustwa, by ukryć nadmierne wydatki, co dało mu lata doświadczenia w czytaniu ludzi, zrozumiałby zmianę.

Wyglądała, jakby ją uderzył.

Mike’a to nie obchodziło. Musiała się z tego wyrwać.

Więc trzymał jej oczy i szedł dalej.

„Nie rozumiem cię, Dusty. Nie rozumiałem twoich bzdur dwadzieścia lat temu. Nie rozumiem tego teraz. Nie. Uwierz w to. Zdecydowanie nie rozumiem tego teraz. To twoja rodzina. Ci ludzie cię kochają i właśnie złożyli twojego brata do ziemi. Poważnie, chcę wiedzieć, a ty cholernie mi powiesz. Co się z tobą do cholery dzieje?”

„Żartujesz” – szepnęła.

„Nie żartuję” – odpowiedział.

„Żartujesz” – powtórzyła natychmiast kolejnym szeptem.

„Nie żartuję” – powtórzył też.

Potem natychmiast pochyliła się, zmrużyła oczy i wrzasnęła - „Żartujesz!

Mike otworzył usta, by odpowiedzieć, ale Dusty nie skończyła.

„Nie widziałam cię od dwudziestu lat, Darrin cholernie umarł, przychodzisz do mojego pokoju hotelowego i dajesz mi gówno Debbie? Postradałeś zmysły?” - uniosła ręce, zrobiła trzy dzielące je kroki i szturchnęła go mocno w pierś - „Znasz ją. Znasz ją i jej gówno” - ponownie uniosła obie ręce do góry i zapytała - „Szczerze wobec Boga, Mike, szczerze wobec Boga? Myślisz, że odpoczywam?” - nie czekała, aż odpowie. Pochyliła się i krzyknęła mu w twarz - „Cóż, nie odpoczywam!

Cofnęła się o dwa kroki, po czym obróciła się i zaczęła chodzić.

A jednocześnie pozwoliła, żeby to wszystko trwało.

„Pieprzona Debbie. Debbie! Boże, gdybym nie wiedziała, że to zabiłoby moją matkę, wdawałabym się w walkę kocic, ciągnięcie za włosy, tarzanie się po domu, wyciąganie siostrzanej bójki z tą suką. Boże!” - krzyknęła, zatrzymała się i odwróciła do niego – „Rhonda to cholerny bałagan, ale nawet jako bałagan wiedziała, czego chciał Darrin. Czy Debbie posłuchała?” - pochyliła się do niego ponownie i krzyknęła - „Nie! Rhonda powiedziała, że Darrin chciał tylko rodziny, małej mszy, nic wielkiego, nikogo w domu. Wiedział, że Rhonda nie poradziłaby sobie z tym gównem. Znał, kurwa, wszyscy znają wrażliwość Rhondy. Wiedział, że czy miałby czterdzieści cztery czy dziewięćdziesiąt cztery lata, ona nie poradziłaby sobie z tym złym gównem. Więc chciał, żeby było jej łatwo. Chciał dać nam zamknięcie, którego wszyscy potrzebowaliśmy, a następnie przenieść nas do miejsca, w którym moglibyśmy pomóc jego żonie przejść dalej. Ale nie Debbie, nie”.

Sarkastycznie podkreśliła „nie” i dalej grzmiała.

„To niestosowne, mówi Debbie. Miasto będzie chciało się pożegnać, mówi Debbie. Darrin był czwartym pokoleniem, które pracowało na tej farmie, mówi Debbie, więc musimy zachować pozory, mówi pieprzona Debbie. Czy Debbie sypiała z moim bratem przez ostatnie dwadzieścia lat?” – spytała, pochylając się, a potem cofając się i krzycząc – „Nie! Czy dała mu dwóch synów? Nie! Czy ona cholernie przejęła się tym, czego on chciał? Obchodziło ją cholernie, co byłoby łatwiejsze dla Rhondy, jej chłopców i, szczerze mówiąc, mamy? Nie! Chce tego, czego chce, i pieprzy się z każdym o innym. Więc zgadnij co, Mike? Pchała i pchała i zrzędziła i przymilała się i pogrywała, a my wszyscy tak byliśmy wpieprzeni w jej gówno, że dostała to, czego chciała”.

Przestała krzyczeć i zrobiła to ciężko oddychając, wyraźny w jej oczach był ból, a jednocześnie wściekłość.

Ale Mike już dawno zdał sobie sprawę ze swojego błędu. Wiedział o tym. Widział to w niej w domu pogrzebowym, jego instynkty krzyczały to, ale zignorował je i teraz czuł się jak kutas. I czuł się tak, bo zachowywał się jak kutas.

Więc zainicjował kontrolę szkód.

„Kochanie…” – zaczął, ale ona potrząsnęła głową, cofnęła się i mówiła dalej.

„To nie jest najgorsze, Mike. Chciał być skremowany. Debbie powiedziała nie. A Rhonda chciała mieć zamkniętą trumnę. A Debbie… powiedziała…” – pochyliła się – „nie”.

„Jezu” – szepnął.

„Tak” – odwarknęła natychmiast - „Jezu. A Rhonda jest wrażliwa, ale nie jest głupia. Mój brat zmarł i od razu do mnie zadzwoniła. Wiedziała, że nie ma siły zajmować się ustawieniami. Wiedziała, że Debbie będzie Debbie. Wiedziała, czego chciał Darrin, powiedziała mi, a ja to wszystko rozwiązałam. Każdy pierdolony szczegół. Wtedy mama, będąc mamą i nigdy nie będąca w stanie trzymać buzi na kłódkę, powiedział to Debbie i Debbie straciła rozum. Jest cała w moim gównie i błąka się po DC z tą głupią rzeczą przyczepioną do jej ucha, dzwoniąc do mnie, mamy, Rhondy, taty, George’a Markham’a, wszystkich. Teraz ja, to jest mój brat, to jest Darrin…”

Jej głos się załamał, smutek zatkał jej gardło.

Mike chciał się do niej podejść, ale nacisnęła i się zatrzymał.

„Chciałam tego, co on chciał. Chciałam zaopiekować się jego kobietą, jego rodziną” - Jej głos był gruby, jej słowa wymagały wysiłku, ale szła dalej, musiała je wypowiedzieć, więc Mike stał tam, gdzie był i pozwolił jej.

„Więc byłam gotowa zrobić to, co musiałam zrobić, aby upewnić się, że dostał to, czego chciał, a ja ich chroniłam. Ale mama, będąc mamą, pragnęła spokoju, a Debbie, będąc Debbie, nie chciała się w tym cholernie zamknąć. A odkąd, kurwa, pamiętam, najlepszym sposobem dla mamy, by zawrzeć ten pokój, było danie Debbie tego, czego chciała. Więc namówiła Rhondę na to gówno i kazała mi się przeczekać. Rhonda wiedziała, że jestem cholernie wkurzona, podobnie jak tata. Ale to, że wbijałabym szpilki w kogokolwiek, po prostu robiłoby kupę gówna. Więc się wycofałam. Ale nie miałam zamiaru brać udziału w tym wydarzeniu, Mike. Wystarczyło, że weszłam do tego pieprzonego, pieprzonego…”

Jej głos znów się załamał, ale przecisnęła się przez to.

„…zakładu pogrzebowego i zobaczyłam, jak mój brat jest cholernie martwy i wyłożony, aby wszyscy zobaczyli to samo. I nie zamierzałam być imprezą dla reszty tego gówna zaaranżowanego przez Debbie z jakichkolwiek powodów, dla których Debbie robi to, co do cholery chce robić. I wiem, podobnie jak tata i Rhonda, że gdybym miała spędzić choć minutę z tą suką, straciłabym rozum. Więc kazali mi trzymać się z daleka. Więc trzymam się z daleka. Widziałam ich dziś rano, kiedy Debbie była w zakładzie pogrzebowym, robiąc to, co Debbie robi najlepiej, rozstawiając wszystkich po kątach. Kiedy wszyscy znikną, łącznie z moją suką siostrą, która ma jakąś głupią telekonferencję, którą musi odbyć w niedzielę, zobaczę się z nimi jutro. Ale teraz, żebym nie wyrwała jej wszystkich cholernych włosów i nie pogorszyła naprawdę, cholernie złego dnia, jestem tutaj, odpoczywam i słucham muzyki”.

Przestała mówić, a Mike dał jej czas. Kiedy stało się jasne, że skończyła mówić, przestał dawać jej czas.

„Przesadziłem” – przyznał łagodnie Mike.

„Tak, przesadziłeś” – odpowiedziała natychmiast Dusty.

Wytrzymał jej spojrzenie, a ona odwzajemniła to.

Robili to przez długi czas.

W końcu Mike, już pochopnie wyciągający wnioski, w niezwykły sposób podążył za odruchową reakcją i nadal zachowując się jak fiut, dokonał złych wyborów i głupio wyszeptał - „Hej, Aniołku”.

Nie nazywał jej tak od ponad dwóch dekad. Zawsze tak ją nazywał. Pomyślał, że będzie to znajome i mile widziane. Ale w sumie tym była dla niego. Zawsze.

Natychmiast rozpłynęła się we łzach.

„Czter…czter…czterdzieści cztery” – wyjąkała mu cicho do ucha.

„Wiem, kochanie” – szepnął przy jej szyi, mocniej zaciskając ramiona.

„On… on… on nawet nie zobaczy, jak chłopcy skończą liceum”.

Mike nie odpowiedział, po prostu trzymał ją blisko.

„Chciał być na polu” – wyszeptała, a potem wyjaśniła – „Jego prochy”.

Jezus. Pieprzona Debbie. Wywaliła bzdury na niego. Podeszła go. I zrobiła to Darrin’owi.

„Teraz po prostu gnije” – ciągnęła.

„On tego nie robi, kochanie” – odparł Mike. Upadła na podeszwy stóp, jej głowa cofnęła się, jego głowa podniosła się i spojrzał na jej łzawiące oczy.

„Robi, Mike” - powiedziała cicho.

„Nie, kochanie. On odszedł” - jego ramiona ścisnęły ją – „Wiem, że to jest do dupy, naprawdę do dupy, ale go nie ma. Nie ma znaczenia, gdzie jest jego ciało, ponieważ już go w nim nie ma”.

Jej oczy trzymały jego wzrok przez dłuższą chwilę, zanim skinęła głową.

„Masz rację” – szepnęła.

„Mam” – zgodził się, a kiedy to zrobił, chmury w jej oczach rozstąpiły się, a usta wykrzywiły.

Jej ramiona przesunęły się, ale nie pozwoliły mu odejść. Przesunęła je z otaczania jego ramion, aby owinąć je wokół boków jego szyi. Wysunęła kciuki, by pogłaskać jego szczękę. A kiedy to robiła, jej wzrok przesunął się po jego twarzy.

Gówno. Pieprzyć go.

Pieprzyć go.

Natychmiast wiedział, gdzie skręciły jej myśli. To było to samo, co myślała jej siostra.

Mike nie chciał mieć nic do czynienia z Debbie Holiday.

Ale Dusty…

Ta Dusty.

Pieprzyć go.

„Dusty…” - zaczął. Nie wiedział, co chciał powiedzieć. Wiedział tylko, że jej twarz się zmieniła, jej ciało rozluźniło się w jego, a jego ramiona nie ruszyły się z obejmowania jej.

Jednak zanim zdążył to powiedzieć, przemówiła.

„Szok” – mruknęła.

Jej słowo było nieoczekiwane, więc odpowiedział - „Słucham?”

Jej wzrok opuścił jego usta i spojrzała w jego oczy – „Szok” – powtórzyła cicho - „Że jesteś jeszcze piękniejszy niż w liceum. Totalny szok”.

Nie był. Gdyby poświęciła trochę czasu, by spojrzeć w lustro, codziennie widziałaby to samo.

„Słonko…” - zaczął, zmuszając się do przesunięcia swoich ramion z obejmowania jej, więc jego ręce przesuwały się po bokach jej talii, aby ją odsunąć, ale jej palce przycisnęły się do jego szyi i zatrzymał się.

„Dobre geny, Mike’u Haines” – wyszeptała, jej oczy opadły na jego usta, jej ciało przesunęło się w górę, gdy wróciła do wspinania się na palcach – „Zawsze je miałeś”.

Kurwa.

Jej usta dotknęły jego, ale nie po pocałunek. Otworzyła oczy i wpatrywała się w jego, jej usta poruszały się przy jego ustach, ostrzegła - „Zamierzam cię pocałować, kochanie”.

Wcisnął palce w jej talię i ostrzegł - „To nie jest dobry pomysł, Dusty”.

Jej oczy rozbłysły w sposób, który czuł w swoim penisie, a jej usta poruszały się przy jego, więc wiedział, że się uśmiechnęła.

„Tak?” - zapytała, ale nie czekała na odpowiedź - „Cóż, zrealizowałam wiele złych pomysłów, piękny. I zrobiłam dobrze”.

Zanim zdążył odpowiedzieć, wsunęła dłonie w jego włosy, przyciskając jego głowę do siebie i mocno dociskając usta.

Jakakolwiek inna kobieta, poza nią, gdyby grała z nim w ten sposób, nie spodobałoby mu się to. Całkowicie by go wyłączyło. On był tym, który robił to. Inicjował ruchy.

Ale pieprzyć go, jej usta były przyjemne. Jej cycki również dobrze było czuć przyciśnięte do jego klatki piersiowej. Miękkie ciało pod jego palcami było przyjemne. I pachniała zajebiście.

I był mały fakt, że od ponad dwóch miesięcy nie miał nic poza ręką. A ostatnia kobieta, z którą dzielił łóżko, była typu Debbie w liceum.

Minęło trochę czasu.

Za długo. Zbyt długo jak na takiego mężczyznę jak on.

Więc jego usta otworzyły się na jej.

Jej język natychmiast wsunął się do środka.

Jego język natychmiast się wyciągnął i wsunął do jej ust.

Przylgnęła do niego.

Kurwa, to było świetne.

Objął ją ramionami i poczuł ją w nich dobrze. Za dobrze.

Nie była za niska.

Była kurewsko idealna.

Pochylił głowę i pogłębił pocałunek. Przechyliła swoją, wpuściła go i zrobiła to seksownym skomleniem, które zawibrowało na jego języku, a on poczuł to prosto do penisa.

Jego ręce natychmiast powędrowały do jej tyłka.

Od razu trochę podskoczyła.

Złapał ją, podnosząc. Jej nogi otoczyły jego biodra i, całując ją przez całą drogę, zaniósł Dusty Holliday do łóżka.

Umieścił ją w nim, dołączając do niej tam.

A potem Mike Haines zaczął odpieprzać jej ból po stracie brata.


 

R

3 komentarze: