Rozdział 1
Hej, Aniołku (cz.2)
*****
Mieli
w mieście dwa hotele, oba położone blisko wjazdu na autostradę.
A
on był gliną. Policjantem z odznaką.
Widząc
ją i jej ubrania, poszedł do droższego hotelu, podał jej nazwisko i błysnął
odznaką.
Bezzwłocznie
podali mu numer jej pokoju.
Skorzystał
ze schodów, a nie z windy. To był nawyk. Mając pracę, dom i dwójkę nastoletnich
dzieci, nad którymi miał pełną opiekę, nie miał czasu na ćwiczenia. Dlatego
zwykle znajdował sposoby na aktywność.
Grał
w koszykówkę w liceum, ale nie był na tyle dobry, by grać na swojej
macierzystej uczelni, Purdue, która miała bogatą historię koszykówki i
rekrutowała najlepszych, jakich mogli zdobyć. Mimo to, wraz z braćmi z bractwa,
grali w koszykówkę tak często, jak tylko mogli, trzy, cztery razy w tygodniu.
Po
studiach pozostał w formie, bo to lubił i pozostał w formie do pracy.
Ale
kiedy poślubił Audrey, jego życie się zmieniło.
Urabiał
się po pachy, żeby płacić rachunki, które generowała. Nie miał czasu na
koszykówkę z kumplami ani na siłownię, ponieważ dopóki nie został detektywem,
pracował na dwóch etatach. Kiedy został detektywem, godziny pracy oznaczały, że
musiał zrezygnować z innej pracy, a później, kiedy rzucił Audrey, podjął się
ponownie ćwiczeń. Jeden na jednego z Coltem lub partnerem Mike’a, Garrettem
„Merry’m” Merrick’iem. Albo dwóch na dwóch, Merry i on przeciwko Coltowi i jego
przyjacielowi Morrie’mu. I grał ze swoim synem Jonasem. Trafił też na siłownię.
Ale
po rozwodzie, skoro Audrey nie opiekowała się dziećmi podczas jej części dzielonej
opieki, walczył z nią i załatwił pełną na siebie. Byli nastolatkami i byli
zapracowani, towarzyscy, ale i tak zabierali mu dużo czasu.
Oznaczało
to, że jego wizyty na siłowni cztery razy w tygodniu, a raz w tygodniu gry jeden
na jednego lub dwóch na dwóch zostały zredukowane do wizyt na siłowni dwa razy
w tygodniu, jeśli miał szczęście i mecze koszykówki na raz lub dwa razy w
miesiącu.
Więc
jeśli miał szansę zrobić coś fizycznego, robił to jako rzecz oczywistą.
Tym
razem zrobił to również w nadziei na ochłodzenie swojego temperamentu.
To
nie zadziałało.
Wszedł
na czwarte piętro, przeszedł przez drzwi i podążał za znakami prowadzącymi do
jej pokoju.
Bez
zwłoki zapukał.
Potem
czekał.
Nie
mogło to zająć więcej niż minutę, ale ta minuta była zbyt długa, a on już miał
zapukać ponownie, gdy drzwi zostały otwarte.
I
oto stała tam tuż przed nim.
Jej
włosy nie były już rozpuszczone, ale splątane w niechlujny węzeł z grubymi,
kolczastymi lokami, które wystrzeliwały z nich na czubku głowy. Nie była już
ociekająca srebrem i nie miała na sobie czerni, ale miała na sobie wypłowiałe
dżinsy i równie wyblakłą, zniszczoną niegdyś burgundową, teraz spraną koszulkę.
Niszczejąca biała naklejka z przodu przedstawiała kowboja w kapeluszu i
ostrogach wyskakującego z Bronco ze słowami w stylu western, które domagały się
„Zjedz to, kowboju!” pod spodem i w łuku nad nim widniał napis: „Schub’s Texas
Saloon and Hoedown”.
Miała
bose stopy, a palce u nóg pomalowane na ten sam kolor wina, co jej paznokcie u
rąk. Zarejestrował, że nie mogła mieć więcej niż metr siedemdziesiąt, ale
prawdopodobnie była bliżej metra sześćdziesięciu pięciu. Wiedział o tym,
ponieważ mógł patrzeć na nią z góry.
Nadal
miała makijaż i srebrne bransoletki na obu nadgarstkach.
A
ona wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi ustami,
wyraźnie zszokowana.
„Mike”
– szepnęła.
I
to go wkurzyło, znowu irracjonalnie i znowu miał to w dupie.
Dusty
wygodna, odsunięta, odpoczywająca w swoim pokoju hotelowym.
Tak,
to go wkurzyło.
Przepchnął
się więc obok niej i wszedł do jej pokoju.
Był
miły, czysty, ładnie urządzony. Mike był kiedyś w jednym z takich pokoi, kiedy
dwa lata temu ktoś przedawkował. Poza tym nigdy.
Na
stojaku na bagaż wisiała zużyta, ale stylowa brązowa skórzana torba. Na szafce
nocnej leżała porozrzucana jej biżuteria z telefonem komórkowym i kartą
dostępu. Jej blezer, spódnica i golf zostały porzucone, najwyraźniej bez
zastanowienia, na fotelu. Jej kowbojskie buty, oba na bokach, znajdowały się
przed fotelem, na którym zostały ściągnięte i zapomniane. Jej duża, czarna
zamszowa torebka z frędzlami wyglądała, jakby eksplodowała na biurku. Na łóżku
leżał odtwarzacz MP3, pościel nie była gładka, poduszki leżały oparte na
zagłówku i były zgniecione. Dusty leżała tam, ciesząc się muzyką.
Zobaczył,
że to się nie zmieniło. Nigdy. Dzieliła pokój z Debbie, która była obsesyjnie
uporządkowana. Dusty nigdy nie… była
W żaden sposób. Wypełniała swoje obowiązki, które dała jej matka, ale jej część
pokoju zawsze wyglądała, jakby przeszło przez nią tornado. Pani Holliday
narzekała na to, ale zrezygnowała. Debbie cały czas się z nią kłóciła.
Dusty
nigdy się tym nie przejmowała. Dusty miała lepsze rzeczy do roboty i wyjaśniła
to jasno, kiedy w sklepie z pamiątkami znalazła tablicę, kupiła ją za
kieszonkowe i powiesiła po swojej stronie pokoju: Stwierdzono, że Nudne Kobiety mają nieskazitelne domy. To było
codzienne „pieprz się” dla jej siostry.
Mike
zawsze potajemnie uważał, że to zabawne. Debbie nienawidziła tej pieprzonej
tabliczki, to doprowadzało ją do szaleństwa. I bez względu na to, ile razy Mike
wyjaśniał, że jej złość z tego powodu karmi Dusty, po prostu wciąż się złościła
z tego powodu.
„Co
tu robisz?”
Usłyszał
jej głos – miękki, melodyjny – i odwrócił się do niej.
Śpiewała
w chórze dziecięcym w kościele, oprócz chórów gimnazjalnych i licealnych. Miała
dużo solówek. Jej głos był czysty i słodki, przypominający Karen Carpenter.
Nawet kiedy miała swoją odmianę, nigdy nie przestała śpiewać. Chodziła na
konkursy z chórem w całym stanie, zdobywała wstęgi i trofea i poprowadziła chór
do zwycięstw hrabstwa, sekcji, regionu, a w ostatnim roku – stanowych
zwycięstw. Postawiła to ponad Grunge, słyszał, bo Darrin mu o tym powiedział,
znowu z dumą. Tak bardzo kochała śpiewać, że zrezygnowała z Grunge, żeby to
zrobić. Jej głos, kiedy mówiła, nawet gdy była młodsza, był prawie tak piękny
jak jej głos, kiedy śpiewała. Zawsze tak myślał.
I
to się nie zmieniło.
I
pieprzyć go, kiedy dojrzała, było też o wiele lepiej.
„Twoja
mama i tata, siostry, siostrzeńcy, wszyscy są na farmie” – poinformował ją.
„Wiem”
– odpowiedziała cicho.
„Przydałaby
im się twoja pomoc” – ciągnął.
„Ja…”
- zaczęła, ale wkurzony Mike przemówił przez nią.
„Rhonda
to pieprzony bałagan. Twoja mama wygląda, jakby potrącił ją pociąg towarowy. Obaj
twoi siostrzeńcy się zamknęli. Twój tata zużywa tyle energii, by nie rozpaść
się przed towarzystwem, to cud, że się nie załamuje. A ty? Odpoczywasz sobie tu
w dżinsach i podkoszulku, słuchając muzyki i może zastanawiasz się, co zamówić
od obsługi pokoju”.
Jej
twarz się zmieniła, zobaczył to i zrozumiał zmianę. Nawet gdyby nie był
policjantem, a jego była żona nie stworzyła sztuki oszustwa, by ukryć nadmierne
wydatki, co dało mu lata doświadczenia w czytaniu ludzi, zrozumiałby zmianę.
Wyglądała,
jakby ją uderzył.
Mike’a
to nie obchodziło. Musiała się z tego wyrwać.
Więc
trzymał jej oczy i szedł dalej.
„Nie
rozumiem cię, Dusty. Nie rozumiałem twoich bzdur dwadzieścia lat temu. Nie
rozumiem tego teraz. Nie. Uwierz w to. Zdecydowanie
nie rozumiem tego teraz. To twoja rodzina. Ci ludzie cię kochają i właśnie złożyli
twojego brata do ziemi. Poważnie, chcę wiedzieć, a ty cholernie mi powiesz. Co
się z tobą do cholery dzieje?”
„Żartujesz”
– szepnęła.
„Nie
żartuję” – odpowiedział.
„Żartujesz”
– powtórzyła natychmiast kolejnym szeptem.
„Nie
żartuję” – powtórzył też.
Potem
natychmiast pochyliła się, zmrużyła oczy i wrzasnęła - „Żartujesz!”
Mike
otworzył usta, by odpowiedzieć, ale Dusty nie skończyła.
„Nie
widziałam cię od dwudziestu lat, Darrin cholernie umarł, przychodzisz do mojego pokoju hotelowego i dajesz mi gówno Debbie? Postradałeś zmysły?” - uniosła ręce, zrobiła trzy dzielące je kroki
i szturchnęła go mocno w pierś - „Znasz ją. Znasz ją i jej gówno” - ponownie
uniosła obie ręce do góry i zapytała - „Szczerze wobec Boga, Mike, szczerze
wobec Boga? Myślisz, że odpoczywam?” - nie czekała, aż odpowie. Pochyliła się i
krzyknęła mu w twarz - „Cóż, nie odpoczywam!”
Cofnęła
się o dwa kroki, po czym obróciła się i zaczęła chodzić.
A
jednocześnie pozwoliła, żeby to wszystko trwało.
„Pieprzona
Debbie. Debbie! Boże, gdybym nie
wiedziała, że to zabiłoby moją matkę, wdawałabym się w walkę kocic, ciągnięcie
za włosy, tarzanie się po domu, wyciąganie siostrzanej bójki z tą suką. Boże!” - krzyknęła, zatrzymała się i
odwróciła do niego – „Rhonda to cholerny bałagan, ale nawet jako bałagan
wiedziała, czego chciał Darrin. Czy Debbie posłuchała?” - pochyliła się do
niego ponownie i krzyknęła - „Nie!
Rhonda powiedziała, że Darrin chciał tylko rodziny, małej mszy, nic wielkiego,
nikogo w domu. Wiedział, że Rhonda nie poradziłaby sobie z tym gównem. Znał, kurwa, wszyscy znają wrażliwość
Rhondy. Wiedział, że czy miałby
czterdzieści cztery czy dziewięćdziesiąt cztery lata, ona nie poradziłaby sobie
z tym złym gównem. Więc chciał, żeby było jej łatwo. Chciał dać nam zamknięcie,
którego wszyscy potrzebowaliśmy, a następnie przenieść nas do miejsca, w którym
moglibyśmy pomóc jego żonie przejść dalej. Ale nie Debbie, nie”.
Sarkastycznie
podkreśliła „nie” i dalej grzmiała.
„To
niestosowne, mówi Debbie. Miasto będzie chciało się pożegnać, mówi Debbie.
Darrin był czwartym pokoleniem, które pracowało na tej farmie, mówi Debbie,
więc musimy zachować pozory, mówi pieprzona
Debbie. Czy Debbie sypiała z moim bratem przez ostatnie dwadzieścia lat?” –
spytała, pochylając się, a potem cofając się i krzycząc – „Nie! Czy dała mu dwóch synów? Nie!
Czy ona cholernie przejęła się tym, czego on
chciał? Obchodziło ją cholernie, co byłoby łatwiejsze dla Rhondy, jej chłopców
i, szczerze mówiąc, mamy? Nie! Chce
tego, czego chce, i pieprzy się z każdym o innym. Więc zgadnij co, Mike? Pchała
i pchała i zrzędziła i przymilała się i pogrywała, a my wszyscy tak byliśmy wpieprzeni
w jej gówno, że dostała to, czego chciała”.
Przestała
krzyczeć i zrobiła to ciężko oddychając, wyraźny w jej oczach był ból, a
jednocześnie wściekłość.
Ale
Mike już dawno zdał sobie sprawę ze swojego błędu. Wiedział o tym. Widział to w
niej w domu pogrzebowym, jego instynkty krzyczały to, ale zignorował je i teraz
czuł się jak kutas. I czuł się tak, bo zachowywał się jak kutas.
Więc
zainicjował kontrolę szkód.
„Kochanie…”
– zaczął, ale ona potrząsnęła głową, cofnęła się i mówiła dalej.
„To
nie jest najgorsze, Mike. Chciał być skremowany. Debbie powiedziała nie. A
Rhonda chciała mieć zamkniętą trumnę. A Debbie… powiedziała…” – pochyliła się –
„nie”.
„Jezu”
– szepnął.
„Tak”
– odwarknęła natychmiast - „Jezu. A Rhonda jest wrażliwa, ale nie jest głupia.
Mój brat zmarł i od razu do mnie zadzwoniła. Wiedziała, że nie ma siły zajmować
się ustawieniami. Wiedziała, że Debbie będzie Debbie. Wiedziała, czego chciał
Darrin, powiedziała mi, a ja to wszystko rozwiązałam. Każdy pierdolony
szczegół. Wtedy mama, będąc mamą i nigdy nie będąca w stanie trzymać buzi na
kłódkę, powiedział to Debbie i Debbie straciła rozum. Jest cała w moim gównie i
błąka się po DC z tą głupią rzeczą przyczepioną do jej ucha, dzwoniąc do mnie,
mamy, Rhondy, taty, George’a Markham’a, wszystkich. Teraz ja, to jest mój brat,
to jest Darrin…”
Jej
głos się załamał, smutek zatkał jej gardło.
Mike
chciał się do niej podejść, ale nacisnęła i się zatrzymał.
„Chciałam
tego, co on chciał. Chciałam zaopiekować się jego kobietą, jego rodziną” - Jej
głos był gruby, jej słowa wymagały wysiłku, ale szła dalej, musiała je
wypowiedzieć, więc Mike stał tam, gdzie był i pozwolił jej.
„Więc
byłam gotowa zrobić to, co musiałam zrobić, aby upewnić się, że dostał to,
czego chciał, a ja ich chroniłam. Ale mama, będąc mamą, pragnęła spokoju, a
Debbie, będąc Debbie, nie chciała się w tym cholernie zamknąć. A odkąd, kurwa,
pamiętam, najlepszym sposobem dla mamy, by zawrzeć ten pokój, było danie Debbie
tego, czego chciała. Więc namówiła Rhondę na to gówno i kazała mi się
przeczekać. Rhonda wiedziała, że jestem cholernie wkurzona, podobnie jak tata.
Ale to, że wbijałabym szpilki w kogokolwiek, po prostu robiłoby kupę gówna.
Więc się wycofałam. Ale nie miałam zamiaru brać udziału w tym wydarzeniu, Mike.
Wystarczyło, że weszłam do tego pieprzonego, pieprzonego…”
Jej
głos znów się załamał, ale przecisnęła się przez to.
„…zakładu
pogrzebowego i zobaczyłam, jak mój brat jest cholernie martwy i wyłożony, aby
wszyscy zobaczyli to samo. I nie zamierzałam być imprezą dla reszty tego gówna
zaaranżowanego przez Debbie z jakichkolwiek powodów, dla których Debbie robi
to, co do cholery chce robić. I wiem, podobnie jak tata i Rhonda, że gdybym
miała spędzić choć minutę z tą suką, straciłabym rozum. Więc kazali mi trzymać
się z daleka. Więc trzymam się z daleka. Widziałam ich dziś rano, kiedy Debbie
była w zakładzie pogrzebowym, robiąc to, co Debbie robi najlepiej, rozstawiając
wszystkich po kątach. Kiedy wszyscy znikną, łącznie z moją suką siostrą, która
ma jakąś głupią telekonferencję,
którą musi odbyć w niedzielę, zobaczę
się z nimi jutro. Ale teraz, żebym nie wyrwała jej wszystkich cholernych włosów
i nie pogorszyła naprawdę, cholernie złego
dnia, jestem tutaj, odpoczywam i słucham muzyki”.
Przestała
mówić, a Mike dał jej czas. Kiedy stało się jasne, że skończyła mówić, przestał
dawać jej czas.
„Przesadziłem”
– przyznał łagodnie Mike.
„Tak,
przesadziłeś” – odpowiedziała natychmiast Dusty.
Wytrzymał
jej spojrzenie, a ona odwzajemniła to.
Robili
to przez długi czas.
W
końcu Mike, już pochopnie wyciągający wnioski, w niezwykły sposób podążył za
odruchową reakcją i nadal zachowując się jak fiut, dokonał złych wyborów i
głupio wyszeptał - „Hej, Aniołku”.
Nie
nazywał jej tak od ponad dwóch dekad. Zawsze tak ją nazywał. Pomyślał, że
będzie to znajome i mile widziane. Ale w sumie tym była dla niego. Zawsze.
Natychmiast
rozpłynęła się we łzach.
„Czter…czter…czterdzieści
cztery” – wyjąkała mu cicho do ucha.
„Wiem,
kochanie” – szepnął przy jej szyi, mocniej zaciskając ramiona.
„On…
on… on nawet nie zobaczy, jak chłopcy skończą liceum”.
Mike
nie odpowiedział, po prostu trzymał ją blisko.
„Chciał
być na polu” – wyszeptała, a potem wyjaśniła – „Jego prochy”.
Jezus.
Pieprzona Debbie. Wywaliła bzdury na niego. Podeszła go. I zrobiła to Darrin’owi.
„Teraz
po prostu gnije” – ciągnęła.
„On
tego nie robi, kochanie” – odparł Mike. Upadła na podeszwy stóp, jej głowa
cofnęła się, jego głowa podniosła się i spojrzał na jej łzawiące oczy.
„Robi,
Mike” - powiedziała cicho.
„Nie,
kochanie. On odszedł” - jego ramiona ścisnęły ją – „Wiem, że to jest do dupy,
naprawdę do dupy, ale go nie ma. Nie ma znaczenia, gdzie jest jego ciało,
ponieważ już go w nim nie ma”.
Jej
oczy trzymały jego wzrok przez dłuższą chwilę, zanim skinęła głową.
„Masz
rację” – szepnęła.
„Mam”
– zgodził się, a kiedy to zrobił, chmury w jej oczach rozstąpiły się, a usta
wykrzywiły.
Jej
ramiona przesunęły się, ale nie pozwoliły mu odejść. Przesunęła je z otaczania
jego ramion, aby owinąć je wokół boków jego szyi. Wysunęła kciuki, by pogłaskać
jego szczękę. A kiedy to robiła, jej wzrok przesunął się po jego twarzy.
Gówno.
Pieprzyć go.
Pieprzyć
go.
Natychmiast
wiedział, gdzie skręciły jej myśli. To było to samo, co myślała jej siostra.
Mike
nie chciał mieć nic do czynienia z Debbie Holiday.
Ale
Dusty…
Ta
Dusty.
Pieprzyć
go.
„Dusty…”
- zaczął. Nie wiedział, co chciał powiedzieć. Wiedział tylko, że jej twarz się
zmieniła, jej ciało rozluźniło się w jego, a jego ramiona nie ruszyły się z obejmowania
jej.
Jednak
zanim zdążył to powiedzieć, przemówiła.
„Szok”
– mruknęła.
Jej
słowo było nieoczekiwane, więc odpowiedział - „Słucham?”
Jej
wzrok opuścił jego usta i spojrzała w jego oczy – „Szok” – powtórzyła cicho -
„Że jesteś jeszcze piękniejszy niż w liceum. Totalny szok”.
Nie
był. Gdyby poświęciła trochę czasu, by spojrzeć w lustro, codziennie widziałaby
to samo.
„Słonko…”
- zaczął, zmuszając się do przesunięcia swoich ramion z obejmowania jej, więc
jego ręce przesuwały się po bokach jej talii, aby ją odsunąć, ale jej palce
przycisnęły się do jego szyi i zatrzymał się.
„Dobre
geny, Mike’u Haines” – wyszeptała, jej oczy opadły na jego usta, jej ciało
przesunęło się w górę, gdy wróciła do wspinania się na palcach – „Zawsze je
miałeś”.
Kurwa.
Jej
usta dotknęły jego, ale nie po pocałunek. Otworzyła oczy i wpatrywała się w
jego, jej usta poruszały się przy jego ustach, ostrzegła - „Zamierzam cię
pocałować, kochanie”.
Wcisnął
palce w jej talię i ostrzegł - „To nie jest dobry pomysł, Dusty”.
Jej
oczy rozbłysły w sposób, który czuł w swoim penisie, a jej usta poruszały się
przy jego, więc wiedział, że się uśmiechnęła.
„Tak?”
- zapytała, ale nie czekała na odpowiedź - „Cóż, zrealizowałam wiele złych
pomysłów, piękny. I zrobiłam dobrze”.
Zanim
zdążył odpowiedzieć, wsunęła dłonie w jego włosy, przyciskając jego głowę do siebie
i mocno dociskając usta.
Jakakolwiek
inna kobieta, poza nią, gdyby grała z nim w ten sposób, nie spodobałoby mu się
to. Całkowicie by go wyłączyło. On był tym, który robił to. Inicjował ruchy.
Ale
pieprzyć go, jej usta były przyjemne. Jej cycki również dobrze było czuć
przyciśnięte do jego klatki piersiowej. Miękkie ciało pod jego palcami było
przyjemne. I pachniała zajebiście.
I
był mały fakt, że od ponad dwóch miesięcy nie miał nic poza ręką. A ostatnia
kobieta, z którą dzielił łóżko, była typu Debbie w liceum.
Minęło
trochę czasu.
Za
długo. Zbyt długo jak na takiego mężczyznę jak on.
Więc
jego usta otworzyły się na jej.
Jej
język natychmiast wsunął się do środka.
Jego
język natychmiast się wyciągnął i wsunął do jej ust.
Przylgnęła
do niego.
Kurwa,
to było świetne.
Objął
ją ramionami i poczuł ją w nich dobrze. Za dobrze.
Nie
była za niska.
Była
kurewsko idealna.
Pochylił
głowę i pogłębił pocałunek. Przechyliła swoją, wpuściła go i zrobiła to
seksownym skomleniem, które zawibrowało na jego języku, a on poczuł to prosto do
penisa.
Jego
ręce natychmiast powędrowały do jej tyłka.
Od
razu trochę podskoczyła.
Złapał
ją, podnosząc. Jej nogi otoczyły jego biodra i, całując ją przez całą drogę, zaniósł
Dusty Holliday do łóżka.
Umieścił
ją w nim, dołączając do niej tam.
A
potem Mike Haines zaczął odpieprzać jej ból po stracie brata.
R
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje za nowy rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń