wtorek, 6 grudnia 2022

11 - Z sąsiedztwa (cz.1)

 


Rozdział 11

Z sąsiedztwa (cz.1)

 

  

We wtorek rano Mike siedział za biurkiem na komisariacie, z telefonem przy uchu, kiedy zobaczył, jak Joe „Cal” Callahan wchodzi po schodach do sali głównej, ubrany w zimowy mundur składający się z wyblakłych dżinsów, obcisłej czarnej koszulki i czarnych butów motocyklowych i czarnej skórzanej kurtki.

Nawiasem mówiąc, był on taki sam jak jego letni mundur, z wyjątkiem tego, że latem gubił kurtkę.

Odkąd się związali, Violet Callahan i jej córki dokonały wielu cudów dotyczących Cala. Ale nawet w domu pełnym kobiet, które lubiły robić zakupy, nakłonienie go do odejścia od munduru nie było jednym z tych cudów.

Jego wzrok padł na Mike’a, gdy tylko jego buty dotknęły najwyższego stopnia.

Mike utrzymywał kontakt wzrokowy, gdy Cal przechodził przez salę główną i utrzymywał go, gdy Cal usadowił się na krześle obok biurka Mike’a.

Cal, będąc Calem, przez cały ten czas nic mu nie dawał.

Obecność Cala oznaczała, że Mike był czujny.

Cal kręcił się w pobliżu. Gdyby byli tam w tym samym czasie, Mike siedziałby z nim i pił piwo w salonie J&J’s. Cal był blisko z Coltem. A pasierbica Cala była związana z synem Tannera Layne’a, więc z konieczności zbliżyli się do siebie, bo bez wątpienia Layne’owie i Callahan’owie pewnego dnia mieli być rodziną. Tanner, jako lokalny prywatny detektyw, często bywał na komisariacie. Ale wizyta Cala w sali głównej była niezwykła.

„Mamy to samo” – powiedział Mike do telefonu detektywowi pracującemu nad tą samą co on sprawą włamań dla Indianapolis PD. A kiedy to powiedział, miał na myśli to, że nie mieli absolutnie nic - „Jak coś wyskoczy, informuj mnie na bieżąco”.

„Przyjąłem. Spodziewam się tego samego. Później”.

„Później” – mruknął Mike i odłożył telefon na podstawę.

Uniósł brwi, patrząc na Cala i obserwował powolny, szeroki uśmiech na twarzy Joe Callahana.

Zaledwie kilka lat temu Joe Callahan miał limit półtora uśmiechu co pięć lat.

Teraz, kiedy Violet leżała w jego łóżku, uśmiechy Cala pojawiały się cholernie znacznie częściej.

„Zechcesz wyjaśnić ten uśmiech?” - Mike zaprosił, kiedy Cal po prostu siedział, uśmiechając się do niego i nie mówiąc ani słowa.

Chociaż, widząc ten uśmiech, nie chciał wiedzieć.

„Dziewczyna z sąsiedztwa” - wymamrotał Cal przez swój uśmiech i rozumiejąc to, nie wspominając o tym, że był tym cholernie zirytowany, Mike usiadł głębiej na fotelu - „Co ja powiedziałem?” - pociągnął pytaniem.

„Czy my to serio robimy?” – zapytał Mike.

„Co ja powiedziałem?” - powtórzył Cal.

Kurwa, oni to robili.

„Moja wprowadził się tuż obok, człowieku. Wygląda na to, że twoja też” – stwierdził Cal.

„Pieprzyć mnie, Samotny Wilk plotkuje” – wymamrotał Mike, a uśmiech Cala jeszcze się poszerzył.

„Musisz wiedzieć, chyba że trzymasz to dobrze ukryte tak, jak miałeś wszystkie inne tyłki, które opukiwałeś, to małe miasteczko, wieści uciekają. Moja kobieta jest blisko z Cheryl. Cheryl pracuje w J&J’s. Cheryl zauważyła ciebie i twoją kobietę w piątek wieczorem i rozmawiała przez telefon szybciej niż błyskawica, dzieląc się tym gównem. Potem wtrąciła się Mimi, dostarczając informacji, że ty i twoja kobieta siedzieliście u niej w przytulnej kawie. Oznacza to, że Vi, Cheryl, Feb, Mimi i Jessie omawiali ciebie i twoją kobietę przez cały weekend. Jessie nawet odwiedziła twój dom i tak, to liczba mnoga. Podobno nie wytknąłeś nosa za drzwi przez cały weekend”.

„Jezu” - wymamrotał Mike, wyczuwając, że już i tak irytująca sytuacja pogarszała się, kiedy z biurek naprzeciwko wąskiego przejścia uwaga Colta skupiła się na rozmowie, a Sully, siedzący naprzeciw Mike’a, właściwie obrócił swój fotel w ich stronę. Było gorzej, bo Merry wracał z miejsca, w jakimkolwiek wcześniej zniknął.

„Vi jest w rozsypce” – ciągnął Cal, a Mike spojrzał na niego - „Feb, Jessie i Mimi zgłosiły, że twoja dziewczyna w liceum poszła w kierunku suki. Jest przekonana, że historia się powtarza. Musisz mi coś dać, człowieku, żeby nie polowała na swój tyłek i nie prosiła o przedstawienie jej twoich zamiarów”.

Mike zmrużył oczy i odpowiedział: „Dusty właśnie straciła brata. Wiem, że Vi to rozumie i mam nadzieję, że nie zrobi czegoś głupiego, co mnie wkurzy, bo, uczciwie ostrzegam, robi, dam jej znać.

„Dusty Holliday?” – zapytał Colt, a Mike spojrzał na niego.

Colt był mężem Feb. Colt przeżywał to przez cały weekend, tak jak Cal. Ale Colt był człowiekiem, który pozwalał ci dzielić się, kiedy i jeśli byłeś gotowy, zamiast zmuszać cię do tego. To powiedziawszy, gdyby to było tam, Colt nie zawahałby się od razu wskoczyć, a jego następne słowa to potwierdziły.

„W końcu zahaczyłeś siostrę Darrina?” - skończył wiedząc, że tak bo jego żona mówiła o tym przez cały weekend i część tej rozmowy była niewątpliwie skierowana w stronę Colta.

To było tam, śluzy się otworzyły. A spośród wszystkich ludzi właśnie Colt je otworzył.

Pieprzyć go.

Mike był gliną przez długi czas i mężczyzną przez całe swoje życie. Widział to już wcześniej. Często. Więc trzymał buzię zamkniętą, jego ciało odchyliło się na fotelu i pozwoliło temu płynąć.

„Jasna cholera” – mruknął Sully, nie spuszczając oczu z Mike’a - „Podłączenie z pogrzebu. Nie wiedziałem, że masz to w sobie. Pod wrażeniem”.

Mike zamknął oczy. Otworzył je ponownie, kiedy odezwał się Merry.

„Co to znaczy wreszcie?” – zapytał Colta, siedząc z tyłkiem na biurku.

„Jackie wielokrotnie powtarzała, że Mike był niecierpliwy” - Colt wyjaśnił - „Umawiał się z niewłaściwą siostrą. W tamtym czasie Dusty była za młoda. Jakby poczekał kilka lat, według Jackie, miałby swoją bratnią duszę”.

Jackie była teściową Colta. Jackie była jednym z J w salonie J&J. Jackie spędzała teraz trochę czasu na Florydzie, większość w miasteczku, rozpieszczając syna Colta i Feb oraz dwójkę jej pozostałych wnucząt. A Jackie Owens od lat była mędrcem mieszkającym w miasteczku.

„Bratnia dusza” – mruknął Merry, nie ukrywając faktu, że uznał to za zabawne. Poza tym wyraźnie nie pamiętał, że mniej  niż trzy pieprzone miesiące wcześniej, narąbany, z Mike’m u boku, czekającym na moment, kiedy będzie mógł wepchnąć Merry’ego do swojego pickupa, a potem zabrać go do domu i wepchnąć go do jego mieszkania, nazwał swoją byłą Mię w ten sam pieprzony sposób.

„Jezu, stary, miałeś też jej siostrę?” – zapytał Sully, teraz szeroko otwierając oczy, wyraźnie będąc pod wrażeniem.

„Nie myśl, że powiem Vi takie gówno” – mruknął Cal.

„Ona już wie” – powiedział mu Mike - „Jeśli Feb, Mimi i Jessie się nie podzieliły, a prawdopodobnie wie, od kiedy po raz pierwszy miałem ją w swojej sypialni, pokazałem jej farmę Dusty i opowiedziałem jej o Debbie”.

Uśmiech Cala zgasł, a jego oczy stwardniały.

Punkt dla Mike’a. Calowi nie podobało się przypomnienie, że jego żona była w sypialni Mike’a nieco ponad raz.

Zasłużył sobie na to, wchodząc do sali głównej, doskonale wiedząc, że wywoła to gówno tylko z uśmiechem.

Dla przypomnienia, po graniu w serce, Mike miał niespokojne odprężenie z Joe Callahan’em. Cal zdobył Vi, cieszył się z łupów, a jego zapłodnienie i wokalne zamiary zrobienia tego wkrótce ponownie, były tego dowodem. Jednak w tamtym czasie Cal spieprzył sprawy i zrobił to niesamowicie, dając Mike’owi realną szansę i Cal o tym wiedział. Również tego nie lubił.

„Jedyne, co pamiętam z Dusty Holliday z tamtych czasów, to to, że umiała śpiewać” - zauważył Merry – „Tata powiedział, że jedyną częścią kościoła, za którą tęsknił, kiedy przestaliśmy tam chodzić, była ta dziewczyna Holliday i jej złote przyśpiewki”.

„Wciąż śpiewa?” – zapytał Sully.

Mike nie miał szansy odpowiedzieć, nie żeby chciał. Merry wtrącił się.

„Nie wiem, czy Dusty wciąż śpiewa, ale Mike gwizdał melodię, kiedy wczoraj rano wbiegał po schodach, rozpoczynając tydzień” - powiedział, uśmiechając się do Mike’a jak dupek, którym mógł być.

„Nigdy nie słyszałem, jak gwiżdżesz” - powiedział Sully do Mike'a.

„Miałem na myśli w przenośni, Sul” - mruknął Merry, ale Sully go zignorował.

„Myślisz, że może któregoś dnia w tej lub następnej dekadzie przedstawisz ją swoim dzieciom?” – zapytał Sully.

„Praktycznie zorganizowała przyjęcie urodzinowe Rees” - Merry podzielił się czymś, co miał do wykorzystania we właściwym momencie, a mianowicie w tym.

Mike ponownie zamknął oczy, gdy usłyszał, jak mężczyźni wspólnie westchnęli.

Wiedzieli, co to oznacza.

„Nie pieprzysz?” – zapytał Colt, a Mike ponownie otworzył oczy.

„Nie pieprzę” – powiedział Coltowi.

Sully gwizdnął, po czym powiedział - „Muszę to natychmiast powiedzieć Raine. Jak poczekam na powrót do domu dziś wieczorem, opali mi tyłek. Będzie chciała więcej światła dziennego, by łamiąca serce wiadomość o śmierci kolejnego singla rozeszła się po całym mieście. Ona kocha to gówno. Niszczenie nadziei zabijając marzenia”.

Sully nie żartował. Skoro dokonał tego wyboru – za który on lub jego żona Lorraine rozwaliłaby mu jaja – całe miasteczko dowie się o nim i Dusty przed zachodem słońca.

„Pieprz mnie” – mruknął Mike.

„To mi brzmi jakbyś miał taki weekend, człowieku. Powinieneś być wyładowany” – zauważył Cal, wywołując chichoty dookoła.

Mike nawet się nie uśmiechnął.

Wbił wzrok w Cala - „Doceniam poświęcenie, jakiego dokonujesz dla swojej żony, Cal. Ale jeśli tego nie rozumiesz, jak Dusty była na imprezie Reesee, to nie jest to dupa, którą pukam. To nie jest połączenie pogrzebowe. To Dusty. Dlatego radzę uważać na słowa”.

„Wiem, że doceniasz moje poświęcenie, Haines” – odpalił Cal – „Więc wiem, że wiesz, że Vi troszczy się o ciebie. Jessie jest pieprzonym świrem. Powiedziała coś, co podkręciło Vi. Ona nie zapomniała. Wiem, że nie zapomniałeś. I ja cholernie na pewno nie zapomniałem. Więc jak ty warczysz na mnie, że gadam na twoją Dusty, to oznacza, że ta kobieta coś dla ciebie znaczy. Kontynuując to, możesz zechcieć zrobić coś, co sprawi, że moja kobieta poczuje się lepiej, a skończyłoby się to na czymś, co sprawi, że będzie mogła odpocząć”.

Jezu, kurwa. Violet. Mike nie rozumiał, jak dobra kobieta może cię wystawić, a rezultaty były trwalsze niż wtedy, gdy robiła to suka.

„Ona może spać spokojnie” – powiedział Mike Calowi.

„Więc przypuszczam, że kiedy zadzwoni do ciebie i zaprosi twoją kobietę na kolację, powiesz tak, bo zamierza to zrobić kiedyś dzisiaj” – odpowiedział Cal.

Jezu, kurwa. Violet.

„Możesz zechcieć uniknąć tego, biorąc pod uwagę, że Dusty wie o Vi i nie ma ochoty siadać do kotletów schabowych przy jej stole” - Mike odpowiedział.

Cal patrzył mu w oczy i czytał, co w nich było.

Więc mruknął - „Zobaczę, co da się zrobić”.

„Sprytny wybór” – mruknął Mike.

Jego komórka na biurku zadzwoniła, spojrzał na nią i zobaczył Dusty Dzwoni.

„Oto ona” – oznajmił Merry, który też to zauważył - „Kobieta godziny”.

Przerażające.

Kilka godzin po pogrzebie jakoś katapultował się z powrotem do liceum.

Dusty się to podobało, kochała każdą minutę.

Mike nie mógł powiedzieć, że ich czas przy wodopoju był gównem, ale reszta była dla niego wrzodem na dupie.

Mike złapał telefon, wcisnął przycisk i przyłożył go do ucha.

„Hej, Aniołku” – powiedział, a czterech mężczyzn go słuchało.

„Wiem, że pracujesz, przystojniaku, ale jeśli nie chcesz, żeby któryś z twoich kolegów prowadził śledztwo w sprawie samobójstwa siostry, może zechciej pojechać na farmę”.

Mike natychmiast wyprostował się na krześle, rozkazując - „Mów do mnie”.

„Ona tu jest. Z bandą mężczyzn. Mają jakiś sprzęt, dzięki któremu mogą badać ziemię. Poinformowała mnie, że jeśli Fin, Kirb i ja nie chcemy sprzedawać naszych części, ona nadal sprzedaje swoją część i ma kupców” - Zatrzymała się, przygotowując się, o czym wiedział, kiedy skończyła prawie wrzaskiem - „I łap to! Mini-pieprzone centrum handlowe!

Mike szedł już w stronę tylnych schodów.

„Zachowaj spokój” – powiedział jej.

„Spokój to historia” – odparowała.

Mike zatrzymał się na szczycie schodów - „Dusty, Słonko, posłuchaj mnie. Słuchasz mnie?”

„Och, słucham” – warknęła, a on wiedział, że tak nie było. Była wściekła i traciła opanowanie.

„Głęboki oddech, Aniołku, i skup się tylko na mnie”.

Zapadła cisza, a potem usłyszał oddech i „Słucham”.

„Załatwimy to”.

„Mike...”

„Załatwimy to”.

Potem usłyszał kolejny oddech - „Okej”.

„Będę za dziesięć minut”.

„Okej”.

„Zachowaj spokój”.

„Okej”.

„Pozwolę ci teraz odejść”.

„Okej, Słonko” – szepnęła.

„Później” – powiedział.

„Później”.

Dotknął przycisku i jego głos nie był już pełen humoru, ale całkowicie poważny, kiedy Mike usłyszał ofertę Merry’ego - „Chcesz towarzystwa?”

Oczy Mike’a przeniosły się na jego partnera, a jego umysł wyczarował obraz Debbie. Potem wyczarował obraz Dusty duszącej Debbie.

Potem odpowiedział - „Tak”.

Merry chwycił swoją kurtkę.

Mike zbiegł po schodach.

Dlatego nie widział, jak trzej inni mężczyźni w pomieszczenia podążali za Merry’m.

*****

„Powolny dzień dla policji w miasteczku?” – zawołała sarkastycznie Debbie, jej pozbawiona makijażu twarz wykrzywiła się z niesmakiem, gdy Mike i Merry, z Coltem, Sully’m i Calem prowadzącymi z tyłu, podeszli do skupiska przed domem Holliday’ów.

„Nie wiem, jaka była kiedyś, bracie, ale poważnie, w końcu wybrałeś właściwą siostrę” – mruknął Merry pod nosem.

Po drodze opowiedział Merry’emu o wszystkim. A Merry miał tylko jedno popołudnie z Dusty, ale Dusty stała na frontowym ganku, jakby blokowała drzwi, twarzą do Debbie i czterech mężczyzn, a dowody, że Merry miał rację, były przed nimi.

Debbie miała na sobie obcisłe spodnie, solidne czółenka i wełniany płaszcz, który był dobrej jakości, ale niewiele wskazywało na to, żeby był stworzony dla kobiety.

Dusty miała na sobie niesamowicie wyblakłe dżinsy z rozcięciem na jednym kolanie i dopasowane do niej w taki sposób, że chociaż był wkurzony i zaniepokojony, Mike musiał walczyć, by jego kutas nie twardniał. Miała też na sobie ciemnoróżowy sweter, który opadał z jednego ramienia, tak że było widać ramiączka jej stanika, który również był różowy. Sweter był luźny u góry, ale dopasowany w talii i przylegał aż do bioder. Masy jej włosów były związane w niedbały kok na czubku głowy z wystającymi lokami, kosmyki opadały na jej szyję i klatkę piersiową.

Był koniec lutego, dzień był stosunkowo ciepły, ale wciąż był pieprzony luty, a stopy jej kobiety były bose. Widział, że jej lakier do paznokci u nóg znów pasował do tego u jej rąk. W jakiś sposób znalazła czas, żeby to zmienić, odkąd wczoraj wieczorem była na kolacji z nim i jego dziećmi. Z zielonego tak ciemnego, że prawie czarnego, przeszedł w liliowy, tak blady, że prawie przezroczysty.

Wymaszerowała na konfrontację i nie czuła się bezpiecznie, by zostawić siostrę i czterech mężczyzn stojących obok niej, żeby wrócić i włożyć buty.

Nie miała kurtki i miała bose stopy.

Bez kurtki i bose cholerne stopy.

„Aniołku, wejdź do środka i załóż buty i kurtkę” — rozkazał Mike, sunąc po chodniku.

Następnie w pełni obejrzał mężczyzn, którzy byli z Debbie, a jego złość wzrosła wraz z troską.

Bernie McGrath.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat człowiek ten był odpowiedzialny za dodanie do miasteczka dwóch centrów handlowych i trzech ogromnych osiedli mieszkaniowych.

A to było tylko miasteczko. Budował obficie w całym hrabstwie Hendricks i był odpowiedzialny za upadek wielu farm. Niektórym z nich, jeśli rodziny nie chciały sprzedawać, albo rzucał w nich pieniędzmi, żeby uniemożliwić odmowę, albo, niepotwierdzone plotki, znajdował inne, kurewsko o wiele mniej przyjemne sposoby robienia tego samego.

Jego uwaga została odwrócona od McGrath’a, kiedy przemówiła Debbie.

„Aniołku” – syknęła Debbie w jego stronę - „Nie słyszałam tego od jakiegoś czasu i żałuję, że nie mogłam nadal tego nie słyszeć”.

Mike zatrzymał się cztery kroki od Debbie - „Jak długo twoja siostra jest na zewnątrz z bosymi stopami?” - zażądał wiedzieć.

„Wyszła tu sama, Mike. Nie zmuszaliśmy jej. Mogła po prostu zostawić to w spokoju, pozwolić nam robić nasze interesy, a potem byśmy zniknęli”.

Mike spojrzał na nią spode łba, po czym zauważył, że Dusty się nie poruszyła i spojrzał na nią.

„Do środka” – warknął - „Buty. Kurtka. Już”.

Spojrzała na niego gniewnie i od razu zobaczył, że była poważnie wkurzona. Nie na niego. Na jej siostrę. W końcu odwróciła się i weszła do domu.

„Widzę teraz, gdzie wdepnęłam. Nie było mowy, żebym pozwoliła ci mówić do mnie w ten sposób, kiedy byliśmy razem” - poinformowała go Debbie, a jego wzrok przeniósł się z drzwi, które zamykały się na tyłku Dusty, który, nawiasem mówiąc, wyglądał tak dobrze w tych dżinsach, że naprawdę miał problem z powstrzymaniem się od robienia się twardym, do Debbie.

Nagle nie miał żadnych problemów.

„Byłaś moją dziewczyną w liceum. Skończyłaś właśnie piętnaście lat. Znosiłem wtedy mnóstwo gówna, którego nie zniósłbym teraz. Patrzyłaś na swoją siostrę przynajmniej przez ostatnie piętnaście minut. Myślę, że rozumiesz, dlaczego jestem cholernie zadowolony, że dostałem szansę na zmianę dwadzieścia pięć lat później”.

„Szorstkie” - Usłyszał za sobą mamrotanie Sully’ego - „Prawdziwe, ale szorstkie” - dodał.

„Nie powiedziałeś mi właśnie tego” – warknęła.

„Ty to zaczęłaś, ja pociągnąłem. Jak dowiem się, że ciągniesz tę całą rzecz z Dusty, Rhondą i chłopakami, bo jesteś wkurzona, że twoja siostra jest w moim łóżku” - pochylił się - „dwadzieścia pięć lat później” - odchylił się do tyłu - „to mnie nie uszczęśliwi”.

Zobaczył to wtedy.

Pieprzyć go, widział to.

Próbowała to ukryć i nie udało jej się.

Ta cała pieprzona rzecz polegała na tym, że była wkurzona, że był z Dusty.

„Jaja sobie robisz” – wyszeptał, wpatrując się w nią twardo.

„Ta ziemia jest warta fortunę” – odpowiedziała na obronę – „Rhonda byłaby głupia, gdyby jej nie sprzedała. Ci chłopcy byliby ustawieni. Uczelnia opłacona. Reszty w funduszach, wypłaty odsetek znacznie zwiększyłyby zyski. Życie byłoby dobre”.

„Fin chce uprawiać tę ziemię” - poinformował ją Mike.

„Fin ma siedemnaście lat” – stwierdziła lekceważąco - „Nie ma pojęcia, czego chce”.

„Nie znasz zbyt dobrze swojego siostrzeńca” – odparł Mike.

„Wiem, że Darrin wypełnił jego głowę tymi samymi śmieciami, którymi tata wypełnił głowę Darrina. Jak sprzedalibyśmy w dniu, w którym deweloperzy zaczęli przyglądać się miasteczku, nie miałabym kredytu za studia do spłacenia”.

„Praca na tej ziemi uszczęśliwiała twojego brata. Zbudował rodzinę na tej ziemi” – przypomniał jej Mike, a ona pochyliła się.

„Tak i to go zabiło”.

„Jesteś rąbnięta” – mruknął Mike, wciąż wpatrując się w nią i po raz pierwszy w życiu widząc prawdziwą Debbie Holliday. Było to wypisane na całej jej twarzy, ta gorycz, która wykrzywiała jej usta, błyszczała z głębi jej oczu. Uczyniła z tego swoją religię i nie była w niej tylko pobożna, była fanatyczką.

„Myślisz, że się mylę?” - wyrzuciła - „Jak to możliwe? Umarł w wieku czterdziestu czterech lat”.

„Rhonda zatwierdziła sekcję zwłok, Debbie, i okazało się, że od urodzenia miał chorobę serca. Niewykrywalną, chyba że wiesz, czego szukasz, ale zwykle zanim to rozgryziesz, jest już za późno. Był martwy w chwili, gdy uderzył w śnieg” – stwierdził Mike – „Jestem prawie pewien, że po jego śmierci wtykałaś nos we wszystko, więc tego się dowiedziałaś”.

„Trudno dostać zawału serca, jeśli twoje stopy są na plaży lub pracujesz za biurkiem” – odparowała.

„Możesz rzucić wyzwanie swojemu sercu, odgarniając śnieg i możesz rzucić mu wyzwanie, stresując się pracą, której cholernie nienawidzisz. Przynajmniej miał mało czasu na robienie czegoś, co kochał, dzieląc się tym z rodziną, zamiast długiego robienia czegoś, czego by nienawidził, bo jego siostra jest chciwą krową, która chciała iść do szkoły prawniczej, ale nie chciała tego wystarczająco, by sama za to zapłacić, ale przepieprzyć spuściznę swojej rodziny” - odpowiedział Mike.

„O mój Boże, czy byłeś takim dupkiem, kiedy się z tobą spotykałam?” – zapytała, podnosząc głos do pisku.

Jezu, czy ona mówiła poważnie?

„Kurwa, Debbie, chodziłem z tobą, kiedy miałem siedemnaście lat. To więcej niż połowa mojego życia temu. Nie byłem kutasem, ale biorąc pod uwagę, że byłaś manipulującą suką, nawet wtedy powinienem być” – odpalił Mike.

„Racja, to donikąd nas nie zaprowadzi” - wtrącił się Sully, wchodząc między Debbie i Mike’a - „Ktoś zechce mi powiedzieć, co się dzieje?”

„Widzę odznakę na czterech pasach. Chciałabym, żeby wyjaśniono, dlaczego on tu jest” - – zażądała Debbie, spoglądając na Cala.

„Głównie dlatego, że nie ma nic w telewizji” – odparł Cal. Debbie zmrużyła oczy, a Merry zachichotał.

„Biorąc pod uwagę, że nie jesteś stróżem prawa, chciałabym, żebyś natychmiast opuścił teren” – poleciła Debbie.

„Przyjmę rozkazy od tej ładnej, która naprawdę wygląda jakby tutaj należała” – odparł Cal, wskazując brodą na werandę, a wzrok Mike’a powędrował tam, by zobaczyć Dusty w kowbojskich butach i kurtce, uśmiechającą się do Joe Callahana.

Jezu, kurwa.

„Nie wiem, kim jesteś, ale możesz zostać tak długo, jak chcesz” - zaprosiła Dusty.

Cal uśmiechnął się do niej.

Jezu, kurwa.

„To mąż Vi, Dusty. Joe Callahan” – wyjaśnił Mike, Dusty zamrugała i jej uśmiech zniknął.

„Tak, powiedziałbym, że wie wszystko o Vi” – mruknął Merry pod nosem.

„Nadal jesteś tu mile widziany” - oznajmiła Dusty, tak to jak Dusty, przebijając się przez to i prostując ramiona – „I twoja żona jest tu mile widziana. Właściwie całe miasteczko jest tu mile widziane” – dodała wielkodusznie, choć dramatycznie. Spojrzała na Berniego McGrath’a i jego chłopców – „Z wyjątkiem, nie chcę być suką ani nic takiego, was. Ta ziemia nie jest na sprzedaż. Ani kawałeczek”.

„Będę się różnić, bp jedna czwarta należy do mnie, a moja czwarta jest na sprzedaż” - odpowiedziała Debbie.

„Okej” - wtrącił się Colt - „Przeczytawszy tę sytuację, Darrin pozostawił rodzinną ziemię rodzinie. Pokłóciliście się co do tego, co zrobić z tą ziemią. Nie możecie tego załatwić wśród rodziny, załatwicie to przed sędzią”.

Colt spojrzał na McGrath’a i jego ludzi, a Mike zobaczył, że Colt ma te same obawy co on. Wszyscy gliniarze znali McGrath’a. Szybko się wzbogacił, nikt nie wiedział, skąd pochodziły początkowe pieniądze, skoro McGrath, czego byli cholernie pewni, ich nie miał. Ale był tak sprytny, że aż śliski, i chociaż plotki o jego głównych inwestorach, którzy nadal mogli być zaangażowani w jego biznes i jego taktykę, były niepokojące, nigdy nie mieli skargi ani niczego, co mogłoby spowodować ich wkroczenie.

„Dopóki to się nie stanie” – ciągnął Colt – „nic nie możecie zrobić. Dlatego poprosimy was, abyście zaczekali, aż nadejdzie ten czas, zabrali swój sprzęt i odeszli. Poprosimy was również, abyś nie wracali i nie przeszkadzali tej rodzinie, dopóki nie zostanie to rozwiązane przez nich lub przez sądy”.

„Trzeba czterech policjantów w cywilu, żeby wyprosić dwóch deweloperów i dwóch geodetów?” - Debbie zapytała Colta uszczypliwie, a Colt spojrzał na nią.

„Panno Holliday, może nie zwracała pani na to uwagi minutę temu, ale ta sytuacja jest nieprzyjazna. Ci ludzie nie mogą tu dziś nic zrobić, tylko zmarnować swój czas. Nie mogą mierzyć tego, czego nie wiedzą, że mogą kupić. A siedzący na tej ziemi nie chce ich tutaj. Widzę, że szykuje się rodzinna kłótnia, ale dzwonek już dzwoni. Musi być pani sprytna i zająć swój róg”.

Debbie spojrzała na Colta.

McGrath poruszył się i powiedział cicho - „Wygląda na to, że porucznik Colton ma rację. Dlaczego pani nie skontaktuje się z nami, pani Holliday, kiedy plany dotyczące tej ziemi będą bardziej zdecydowane?”

Debbie przeniosła swoje spojrzenie na McGrath’a, a Mike wiedział, że nie miała pojęcia, z kim wczołgała się do łóżka, jakiego kłopotu narobiła swojej rodzinie. Ale McGrath przegapił jej spojrzenie, gdy szarpał brodą na innych, by się wycofali.

Ruszyli się. Nikt inny tego nie zrobił.

Gdy drzwi samochodów trzaskały, Dusty przemówiła.

„Wiedziałaś, że to kompletna strata czasu i przyprowadziłaś ich tutaj, mając nadzieję, że będą pieprzyć się ze mną i prawdopodobnie z Rhondą. Upadłaś nisko, Deb, ale nie aż tak nisko. Nawet ja jestem zaskoczona, że twój brzuch jest tak blisko ziemi. Mam ochotę poprosić cię, żebyś wystawiła język tylko po to, żeby zobaczyć, czy jest rozwidlony”.

To było rzucenie rękawicy, jeśli kiedykolwiek to usłyszał, więc Mike natychmiast przesunął się do podnóża schodów na werandę, aby stanąć między dwiema siostrami i zrobił to, stwierdzając - „Nie robimy tego”.

„Pieprz się, Mike. Powiedziała swoje, ja powiem swoje” – warknęła Debbie.

Mike zajął swoje miejsce, zwrócił się do Debbie i odpowiedział - „Powtórzę,

nie robimy tego”.

„A ja powtórzę, pieprz się, Mike…” – zaczęła.

Mike przerwał jej, gdy samochody toczyły się po drodze dojazdowej - „To jest Bernie McGrath”.

Skrzyżowała ręce na piersi - „Wiem, kto to jest”.

„Rzadko byłaś w mieście, ale to nie jest człowiek, z którym robisz interesy” – poinformował ją Mike.

Wyciągnęła rękę w stronę drogi, a potem schowała ją z powrotem, mówiąc kwaśno - „Och, rozumiem. Pan McGrath jest zainteresowany tą ziemią, jest gotów zapłacić więcej niż uczciwa wartość rynkowa, aby zobaczyć, jak jego wizja ożywa i co? Czy on jest gangsterem, Mike? Czy po małym miasteczku w stanie Indiana pełza tłum gangsterów?”

„Jak jesteś tak podekscytowana, by rozbić tę ziemię, są inni, którzy daliby ci uczciwy układ i zrozumieją, że reszta farmy jest niedostępna. Deweloperzy wiedzieli w tych stronach, że Holliday’owie zostają, więc już dawno odpuścili rodzinę. Rozpoczynając negocjacje w celu zawarcia układu z diabłem, otworzyłeś to przed McGrath’em i naraziłeś swoją rodzinę na niebezpieczeństwo” – odpowiedział Mike, a Debbie przewróciła oczami, po czym przewróciła nimi z powrotem.

„Gówniany dramat” – warknęła – „Widzę, że Dusty cię tym nakarmiła”.

„Nie jest” – wtrącił Colt, a oczy Debbie spoczęły na nim - „McGrath nie zamierza budować na jednej czwartej tej ziemi. Nie robi małych przedsięwzięć. Ta działka to dla niego parking. Jakiekolwiek są intencje McGrath’a, jego wizja obejmuje całą farmę”.

„Cóż, dobrze” - odpaliła Debbie - „biorąc pod uwagę, że pieniądze, które oferuje, sprawią, że mojej rodzinie będzie bardzo wygodnie”.

„Możesz tak myśleć, ale nie wyświadczasz im żadnej przysługi” - cicho wtrącił Sully, a Debbie przeniosła na niego spojrzenie.

„Wyjaśnij mi, dlaczego wizyta siostry w jej domu rodzinnym wymaga czterech policjantów i” – jej zjadliwe spojrzenie przesunęło się po Calu – „kimkolwiek on jest”.

Potem jej oczy zwęziły się na Cala i jej pamięć się otworzyła - „O mój Boże. Joe Callahan. To niespodzianka, biorąc pod uwagę, że ty i twoja dziewczyna zrobiliby wszystko, by trzymać się z dala od glin. Nie jeźdź na przejażdżki we wtorkowe poranki, kiedy pracują prawdziwi mężczyźni”.

„Dobrze, że dostała interes od Mike’a, kiedy byli nastolatkami, bo widzę, że nie daje się już bzykać zbyt często” - mruknął Cal do nikogo, nie spuszczając wzroku z Debbie. Potem zwrócił się do niej - „Rada. Może zechcesz zobaczyć, jak zdobyć sobie trochę. To może poprawić twoje usposobienie”.

Twarz Debbie zrobiła się czerwona.

„Cal, nie pomagasz” – mruknął Colt.

„Jak Haines odebrał telefon od swojej kobiety i wystrzelił z komisariatu, jakby ktoś krzyczał ogień” – odpowiedział Cal – „Gdybyś nie zauważył, Colt, w tym mieście spada się gówno, a kiedy już się dzieje, próbuje pociągnąć za sobą dobre kobiety. Tak się dzieje, wszystkie ręce na pokład”.

Przerażające. Cal rzucał rękawicę dla Dusty.

„Mogę z całą pewnością stwierdzić, że nie jest pan zapraszany do udziału w interesach mojej rodziny, panie Callahan” - stwierdziła złośliwie Debbie.

„Znałem twojego brata niezbyt dobrze, ale znałem go i szanowałem” – odpowiedział cicho Cal, a czerwona twarz Debbie natychmiast pobladła – „Nieważne, jak dobrze go znałam, ale odkąd umarł, dużo się o nim mówi w mieście. Wiem, że ma dwójkę dobrych dzieci. Wiem, że teraz muszą uważać na swoją mamę. I wiem, że nie potrzebują tego gówna. Jak czujesz, że to naprawdę dobry pomysł i leży ci na sercu ich dobro, to nie podchodzisz do nich, gdy ich tata jest świeżo w ziemi. Jak robisz to, bo jesteś samotna, zgorzkniała z tego powodu, a twój były chłopak związał się z twoją siostrą, to musisz trochę poszukać duszy, kobieto, zanim naznaczysz ją tak głęboko, że wyśle cię prosto do piekła”.

I o było to. Violet Callahan i jej córki, Kate i Keira, być może nie zdołały zmodyfikować garderoby Joe Callahan, ale mężczyzna, którym sprawiły, że Cal był, był bezpieczny, więc nie potrzebował dalszych modyfikacji.

Wtedy Mike postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.

„Debbie” – zawołał, a jej oczy spoczęły na nim - „Nie wiem, jak długo zostaniesz w mieście, ale może pójdziesz gdzieś, ochłoniesz, a ty, Dusty i ja usiądziemy wieczorem i porozmawiamy. Uporządkujemy niektóre sprawy”.

Jej kolor wrócił, a jej oczy stały się bystre, kiedy oświadczyła - „Mam już posortowane to, co chciałam, Mike, i nie muszę siadać z tobą i Dusty, aby to uporządkować lub wyjaśnić. Myślę, że jasno wyraziłam swoje intencje”.

„To, o czym musimy porozmawiać, to nie rozmowa z Dusty i mną. To Rhonda, Finley i Kirby” - wyjaśnił Mike, modląc się o cierpliwość.

„Racja, a Dusty tka wokół ciebie swoją złotą sieć, śpiewając jej anielską piosenkę, tańcząc swój gówniany taniec, aż staniesz się głuchy i ślepy na wszystko oprócz tego, w co Dusty chce cię zmanipulować, żebyś uwierzył” – zripostowała, a Mike stracił cierpliwość, więc postanowił to zakończyć.

„Racja, jeśli chcesz w to wierzyć, najwyraźniej będziesz się tego trzymała. Więc wierz w to."

„Nie potrzebuję twojego pozwolenia, Mike’u Haines’ie” – odparła.

„Cóż, i tak je masz” - mruknął Mike – „A teraz masz coś przeciwko, żebyśmy zakończyli tę scenę?”

Spojrzała na niego gniewnie, po czym oznajmiła - „Będę chciała porozmawiać z Rhondą, zanim wrócę do Waszyngtonu”.

„Nie ma mowy, do diabła” - syknęła Dusty zza pleców Mike’a.

„To się nie stanie” – stwierdził Mike.

„Na to też nie potrzebuję twojej zgody” – warknęła Debbie.

„Właściwie to potrzebujesz” – odparł Dusty.

„Co zamierzasz zrobić? Związać ją w piwnicy i stać na straży z jedną ze strzelb Darrina?” - Debbie rzuciła się na Dusty.

„Jeśli będę musiała” - odrzuciła Dusty, mając na myśli dosłownie wszystkie trzy słowa.

Chryste.

„Dlaczego musisz wszystko robić tak upierdliwym?” - spytała Debbie.

„Dlaczego musisz myśleć, że wszystko jest upierdliwe tylko dlatego, że nie idzie po twojemu?” – zapytała Dusty.

Oczy Debbie zwęziły się, usta wykrzywiły, a wyraz jej twarzy sprawił, że Mike się spiął.

„Darrin nie żyje, Dusty. Nie możesz opiekować się jego słabą żoną i dwoma chłopcami, żeby wpełznąć mu w tyłek i przekonać go, że jesteś słodkim cukiereczkiem”.

To było. Przelała się czara goryczy.

Dusty zleciała po schodach. Mike złapał ją w talii i przyciągnął z tyłem do siebie, trzymając jedną rękę mocno w talii, a drugą owijając wokół jej klatki piersiowej.

„Idź” – warknął Mike na Debbie.

„Nie możesz mi nakazać opuszczania własnego domu” – odgryzła się Debbie.

„Właśnie to zrobił” - zauważyła Dusty - „A tak przy okazji, to przestało być twoim własnym domem w chwili, gdy przyprowadziłaś deweloperów do drzwi wejściowych, aby go sprzedać”.

Debbie przyjrzała im się z zaciśniętymi ustami, gorycz nie była nawet bliska ukrycia na jej twarzy. Potem jej wzrok skupił się na Mike’u.

„Boże, to chore” – wyszeptała – „Wykorzystałeś mnie, żeby się do niej dostać, bo coś do niej czułeś, kiedy miała dwanaście lat?”

Ciało Mike’a napięło się. Dusty próbowała wyrwać się z jego uścisku.

Colt ruszył naprzód, oświadczając - „Myśl, że to już koniec”.

Jej oczy spoczęły na nim - „Nawet nie zaczęłam”.

„Twój wybór, ale w tej chwili, niezależnie od tego, jaką masz prawną kontrolę nad jedną czwartą tej ziemi, twoje zachowanie może być interpretowane jako zastraszanie, groźby i nękanie” – odpowiedział Colt - „Jak chcesz, żebym zaczął to interpretować w ten sposób, do tego stopnia, że jako stróż prawa poczuję, że będę musiał coś z tym zrobić, to stój tam i kop swoją dziurę. Jak chcesz teraz zmniejszyć swoje straty, aby móc walczyć innego dnia, wsiadaj do wypożyczonego samochodu i zostaw ich w spokoju”.

Debbie spojrzała Coltowi w oczy, potem jej oczy przesunęły się po mężczyznach stojących na podwórku jej domu z dzieciństwa, aż w końcu zdecydowały się na Mike’a i Dusty. Zostały tam, podczas gdy jej twarz pracowała.

Najwyraźniej wypluwszy swój jad, odwróciła się i odeszła.

Pięciu mężczyzn i Dusty bez ruchu patrzyli, jak odchodziła.

Kiedy jej samochód był w połowie drogi dojazdowej, Mike zawołał mężczyzn - „Dajcie mi chwilę”.

Dostał kilka szarpnięć brodą i mężczyźni odpłynęli.

Obrócił Dusty w swoich ramionach i opuścił brodę, by zobaczyć, że jej wzrok już na nim spoczywał.

„Gdzie jest Rhonda?” - zapytał.

„Sklep spożywczy” – odpowiedziała.

„Jak wróci do domu, usiądziesz z nią. Żadnych telefonów. Żadnych odwiedzin. Od nikogo” – rozkazał.

Przyglądała mu się uważnie przez chwilę, po czym skinęła głową.

„Okej. A teraz, gdzie jesteśmy z twoim tatą?” - Jej oczy odsunęły się. Gówno.

„Zwlekanie” – mruknął.

„Mike...”

„Zadzwoń do swojego taty”.

„Kochanie...”

Uścisnął ją – „Zadzwoń…” – Ścisnął mocniej – „Do…” – Zbliżył swoją twarz do jej - „Taty”.

„Och, w porządku” – wymamrotała.

Patrzył, jak coś przecina jej twarz, coś, czego trudno było być świadkiem, zanim opuściła brodę i uderzyła twarzą w jego klatkę piersiową.

„Tu chodzi o mnie” – wyszeptała.

Miała rację w połowie.

Mike pochylił szyję i przycisnął policzek do włosów z boku jej głowy.

„Tu chodzi o ciebie i o mnie” – ciągnęła.

Złapała to.

„Wiedziałam to, kiedy zobaczyła nas po pogrzebie, straciłam to, tak jak ona to straciła. Wiedziałam. I wiedziałam o tym, bo było o wiele gorzej niż kiedykolwiek wcześniej”.

Westchnęła ciężko - „Zawsze mnie nienawidziła. Teraz uczepiła się prawdziwego powodu i nigdy go nie odpuści. I nie dba o to, jakie dodatkowe szkody wyrządzi”.

„Ten powód nie jest prawdziwy, Dusty”.

Obróciła lekko głowę, a Mike nie uniósł swojej, więc jej twarz znajdowała się mniej niż cal od jej. Jego wnętrzności zacisnęły się na widok bólu w jej oczach.

Chciała kochać swoją siostrę i nie rozumiała goryczy. Poradziła sobie z życiem. Do diabła, była nawet molestowana przez Denny’ego Lowe’a, przeżyła, poradziła sobie z tym i zostawiła to za sobą. Nie rozumiała Debbie. Ale za każdym razem, gdy działo się to gówno, czuła ból utraty siostry.

„Czy ona ma siedemnaście czy czterdzieści lat, Mike, jesteś typem faceta, którego dziewczyna nie chce stracić. Ani nawet pamięci o tym, co było. Zszargaliśmy to, co przez lata uważała za złote”.

„Gdyby nie była taką suką, Słonko, miałaby coś więcej niż pieniądze, aby wypełnić dziurę, którą zostawiłem, której najwyraźniej nigdy nie wypełniła. To na nią. Nie bierz na siebie tego gówna. Miała pieprzone siedemnaście lat, kiedy z nią zerwałem. Trzyma się tego, mnie, myśląc, że może zgłosić roszczenia, kiedy miną dekady, a ona nawet nie żyje w tym samym cholernym stanie, musisz pojąc, że to… jest… rąbnięte”.

Patrzył, jak jej oczy pracują, potem jej usta się poruszyły i dostał częściowy uśmiech, zanim usłyszał miękkie - „Tak”.

„Tak” – wyszeptał.

Westchnęła ponownie, a on patrzył, jak jej brwi unoszą się, gdy powiedziała – „Twoja… eee… Violet jest żoną Joe Callahana?”

„Tak” – powtórzył.

„Czy on nie ożenił się ze swoją dziewczyną ze szkoły średniej, a ona…?”

Mike przerwał jej kolejnym - „Tak”.

„Wow” – westchnęła- „Takie gówno łamie mężczyznę”.

„Był złamany. Vi go naprawiła”.

„Najwyraźniej całkiem niezła kobieta” – mruknęła.

„Miałem piętnaście lat lekcji, żeby nie zadowalać się niczym mniej” - mruknął Mike.

Jej twarz nagle złagodniała, a w oczach błysnęło coś słodkiego.

I ból zniknął.

Mike uśmiechnął się.

Kontynuowała - „Darrin powiedział mi, że Alec Colton i February Owens w końcu wyciągnęli palce z tyłków”.

„To byłby Alec i February Colton, którzy mają syna o imieniu Jack, więc też tak”.

„To fajnie” – szepnęła - „Wreszcie”.

Nie myliła się co do tego. Mimo to nie znał szczegółów, więc nie mógł tego policzyć, ale myślał, że czekał na Dusty dłużej niż Colt na Feb.

„Uh, przedstawisz mnie swoim chłopakom?” - namawiała.

„To wymagałoby ode mnie zakończenia naszej narady. A powód, dla którego dostałem szansę na to zgromadzenie, jest do bani, ale to nie znaczy, że nie podoba mi się to teraz, kiedy to mam” – odpowiedział i uśmiechnął się.

„To prawda” – wymamrotała, obejmując go coraz mocniej, mówiąc mu, że chce go wypuścić tak samo jak on ją. Co znaczyło, że wcale.

„Wszystko okej?” - zapytał.

„Przetrwam”.

„Zadzwoń do taty, jak tylko wyjdę. później potrzebujemy narady”.

Skinęła głową.

„Wyprowadzę dzieci, a ty wrócisz na kolację”.

Ponownie skinęła głową, po czym zapytała - „Lubisz kanapki na lunch?”

Poczuł, jak jego brwi się ściągnęły, kiedy odpowiedział - „Tak”.

„Co myślisz o jedzeniu ich w swoim łóżku? To dla mnie krótki spacer. Spotkamy się tam i przyniosę kanapki”.

W tym momencie jego ramiona stały się mocniejsze.

„Będę uważać na okruchy” – szepnęła.

„Kochanie, zanim dotrę z komisariatu do domu, a potem będę musiał wrócić do pracy, będziemy mieli pół godziny”.

„Zapakuję twoje kanapki. Możesz je zabrać ze sobą”.

Szybki lunch.

Mógł to zrobić. Kurwa, tak, mógł to zrobić.

„Dla mnie okej”.

To dało mu jej uśmiech.

Uśmiech zbladł, a jej oczy, które już wpatrywały się w jego, zacisnęły się mocno.

„Rzuciłeś wszystko, wystrzeliłeś tutaj, żeby się mną zaopiekować. To nie mówi niegrzeczne, to mówi słodkie. Ale to twoja rewanż, więc możesz wybrać”.

Kurwa, to było tak, jakby chciała sprawić, by stwardniał mu penis.

„Zdecyduję podczas lunchu” – powiedział i odzyskał jej uśmiech.

„Jeśli nie pozwolę ci odejść, mogą zostać zmuszeni do wezwania Szczęk Życia, aby nas rozerwały” – powiedziała mu.

Zaśmiał się cicho, zanim odpowiedział - „W takim razie przedstawię cię moim chłopcom”.

„Tak” – szepnęła.

Pochylił się i wziął jej usta. Za krótko, ale kiedy jego usta opuściły jej usta, czuł na nich jej smak.

Zadziałało to w mgnieniu oka.

Oddzielił się od niej i poszedł z nią przez podwórko, aby przedstawić ją swoim chłopcom.

I kiedy to robił, Mike Haines doświadczył czegoś głębokiego.

Oglądając Dusty z włosami związanymi w niechlujny kok, kowbojkami na nogach, rozcięciem na kolanie dżinsów i cudownym uśmiechem na twarzy, jego ramieniem wokół niej, robił to z dumą.

Audrey była ładna. Kiedy ją poznał, była zabawna. Kiedy uczynił ją swoją, myślał, że był szczęśliwy. Ale nawet wtedy, kiedy stała u jego boku, nie czuł szczęścia.

Widząc, jak Dusty oczarowuje jego chłopców z naturalną łatwością, która była jej cechą charakterystyczną, czuł jedno i drugie.

Dumę i szczęście.

*****
CDN

3 komentarze: