Rozdział 11
Z sąsiedztwa (cz.1)
We
wtorek rano Mike siedział za biurkiem na komisariacie, z telefonem przy uchu,
kiedy zobaczył, jak Joe „Cal” Callahan wchodzi po schodach do sali głównej,
ubrany w zimowy mundur składający się z wyblakłych dżinsów, obcisłej czarnej
koszulki i czarnych butów motocyklowych i czarnej skórzanej kurtki.
Nawiasem
mówiąc, był on taki sam jak jego letni mundur, z wyjątkiem tego, że latem gubił
kurtkę.
Odkąd
się związali, Violet Callahan i jej córki dokonały wielu cudów dotyczących
Cala. Ale nawet w domu pełnym kobiet, które lubiły robić zakupy, nakłonienie go
do odejścia od munduru nie było jednym z tych cudów.
Jego
wzrok padł na Mike’a, gdy tylko jego buty dotknęły najwyższego stopnia.
Mike
utrzymywał kontakt wzrokowy, gdy Cal przechodził przez salę główną i utrzymywał
go, gdy Cal usadowił się na krześle obok biurka Mike’a.
Cal,
będąc Calem, przez cały ten czas nic mu nie dawał.
Obecność
Cala oznaczała, że Mike był czujny.
Cal
kręcił się w pobliżu. Gdyby byli tam w tym samym czasie, Mike siedziałby z nim
i pił piwo w salonie J&J’s. Cal był blisko z Coltem. A pasierbica Cala była
związana z synem Tannera Layne’a, więc z konieczności zbliżyli się do siebie, bo
bez wątpienia Layne’owie i Callahan’owie pewnego dnia mieli być rodziną.
Tanner, jako lokalny prywatny detektyw, często bywał na komisariacie. Ale
wizyta Cala w sali głównej była niezwykła.
„Mamy
to samo” – powiedział Mike do telefonu detektywowi pracującemu nad tą samą co
on sprawą włamań dla Indianapolis PD. A kiedy to powiedział, miał na myśli to,
że nie mieli absolutnie nic - „Jak coś wyskoczy, informuj mnie na bieżąco”.
„Przyjąłem.
Spodziewam się tego samego. Później”.
„Później”
– mruknął Mike i odłożył telefon na podstawę.
Uniósł
brwi, patrząc na Cala i obserwował powolny, szeroki uśmiech na twarzy Joe
Callahana.
Zaledwie
kilka lat temu Joe Callahan miał limit półtora uśmiechu co pięć lat.
Teraz,
kiedy Violet leżała w jego łóżku, uśmiechy Cala pojawiały się cholernie znacznie
częściej.
„Zechcesz
wyjaśnić ten uśmiech?” - Mike zaprosił, kiedy Cal po prostu siedział,
uśmiechając się do niego i nie mówiąc ani słowa.
Chociaż,
widząc ten uśmiech, nie chciał wiedzieć.
„Dziewczyna
z sąsiedztwa” - wymamrotał Cal przez swój uśmiech i rozumiejąc to, nie
wspominając o tym, że był tym cholernie zirytowany, Mike usiadł głębiej na
fotelu - „Co ja powiedziałem?” - pociągnął pytaniem.
„Czy
my to serio robimy?” – zapytał Mike.
„Co
ja powiedziałem?” - powtórzył Cal.
Kurwa,
oni to robili.
„Moja
wprowadził się tuż obok, człowieku. Wygląda na to, że twoja też” – stwierdził
Cal.
„Pieprzyć
mnie, Samotny Wilk plotkuje” – wymamrotał Mike, a uśmiech Cala jeszcze się
poszerzył.
„Musisz
wiedzieć, chyba że trzymasz to dobrze ukryte tak, jak miałeś wszystkie inne
tyłki, które opukiwałeś, to małe miasteczko, wieści uciekają. Moja kobieta jest
blisko z Cheryl. Cheryl pracuje w J&J’s. Cheryl zauważyła ciebie i twoją
kobietę w piątek wieczorem i rozmawiała przez telefon szybciej niż błyskawica,
dzieląc się tym gównem. Potem wtrąciła się Mimi, dostarczając informacji, że ty
i twoja kobieta siedzieliście u niej w przytulnej kawie. Oznacza to, że Vi,
Cheryl, Feb, Mimi i Jessie omawiali ciebie i twoją kobietę przez cały weekend.
Jessie nawet odwiedziła twój dom i tak, to liczba mnoga. Podobno nie wytknąłeś
nosa za drzwi przez cały weekend”.
„Jezu”
- wymamrotał Mike, wyczuwając, że już i tak irytująca sytuacja pogarszała się,
kiedy z biurek naprzeciwko wąskiego przejścia uwaga Colta skupiła się na
rozmowie, a Sully, siedzący naprzeciw Mike’a, właściwie obrócił swój fotel w
ich stronę. Było gorzej, bo Merry wracał z miejsca, w jakimkolwiek wcześniej
zniknął.
„Vi
jest w rozsypce” – ciągnął Cal, a Mike spojrzał na niego - „Feb, Jessie i Mimi
zgłosiły, że twoja dziewczyna w liceum poszła w kierunku suki. Jest przekonana,
że historia się powtarza. Musisz mi coś dać, człowieku, żeby nie polowała na
swój tyłek i nie prosiła o przedstawienie jej twoich zamiarów”.
Mike
zmrużył oczy i odpowiedział: „Dusty właśnie straciła brata. Wiem, że Vi to
rozumie i mam nadzieję, że nie zrobi czegoś głupiego, co mnie wkurzy, bo,
uczciwie ostrzegam, robi, dam jej znać.
„Dusty
Holliday?” – zapytał Colt, a Mike spojrzał na niego.
Colt
był mężem Feb. Colt przeżywał to przez cały weekend, tak jak Cal. Ale Colt był
człowiekiem, który pozwalał ci dzielić się, kiedy i jeśli byłeś gotowy, zamiast
zmuszać cię do tego. To powiedziawszy, gdyby to było tam, Colt nie zawahałby
się od razu wskoczyć, a jego następne słowa to potwierdziły.
„W
końcu zahaczyłeś siostrę Darrina?” - skończył wiedząc, że tak bo jego żona
mówiła o tym przez cały weekend i część tej rozmowy była niewątpliwie
skierowana w stronę Colta.
To
było tam, śluzy się otworzyły. A spośród wszystkich ludzi właśnie Colt je
otworzył.
Pieprzyć
go.
Mike
był gliną przez długi czas i mężczyzną przez całe swoje życie. Widział to już
wcześniej. Często. Więc trzymał buzię zamkniętą, jego ciało odchyliło się na fotelu
i pozwoliło temu płynąć.
„Jasna
cholera” – mruknął Sully, nie spuszczając oczu z Mike’a - „Podłączenie z pogrzebu.
Nie wiedziałem, że masz to w sobie. Pod wrażeniem”.
Mike
zamknął oczy. Otworzył je ponownie, kiedy odezwał się Merry.
„Co
to znaczy wreszcie?” – zapytał Colta,
siedząc z tyłkiem na biurku.
„Jackie
wielokrotnie powtarzała, że Mike był niecierpliwy” - Colt wyjaśnił - „Umawiał
się z niewłaściwą siostrą. W tamtym czasie Dusty była za młoda. Jakby poczekał
kilka lat, według Jackie, miałby swoją bratnią duszę”.
Jackie
była teściową Colta. Jackie była jednym z J w salonie J&J. Jackie spędzała
teraz trochę czasu na Florydzie, większość w miasteczku, rozpieszczając syna
Colta i Feb oraz dwójkę jej pozostałych wnucząt. A Jackie Owens od lat była
mędrcem mieszkającym w miasteczku.
„Bratnia
dusza” – mruknął Merry, nie ukrywając faktu, że uznał to za zabawne. Poza tym
wyraźnie nie pamiętał, że mniej niż trzy
pieprzone miesiące wcześniej, narąbany, z Mike’m u boku, czekającym na moment,
kiedy będzie mógł wepchnąć Merry’ego do swojego pickupa, a potem zabrać go do
domu i wepchnąć go do jego mieszkania, nazwał swoją byłą Mię w ten sam
pieprzony sposób.
„Jezu,
stary, miałeś też jej siostrę?” – zapytał Sully, teraz szeroko otwierając oczy,
wyraźnie będąc pod wrażeniem.
„Nie
myśl, że powiem Vi takie gówno” – mruknął Cal.
„Ona
już wie” – powiedział mu Mike - „Jeśli Feb, Mimi i Jessie się nie podzieliły, a
prawdopodobnie wie, od kiedy po raz pierwszy miałem ją w swojej sypialni,
pokazałem jej farmę Dusty i opowiedziałem jej o Debbie”.
Uśmiech
Cala zgasł, a jego oczy stwardniały.
Punkt
dla Mike’a. Calowi nie podobało się przypomnienie, że jego żona była w sypialni
Mike’a nieco ponad raz.
Zasłużył
sobie na to, wchodząc do sali głównej, doskonale wiedząc, że wywoła to gówno
tylko z uśmiechem.
Dla
przypomnienia, po graniu w serce, Mike miał niespokojne odprężenie z Joe Callahan’em.
Cal zdobył Vi, cieszył się z łupów, a jego zapłodnienie i wokalne zamiary
zrobienia tego wkrótce ponownie, były tego dowodem. Jednak w tamtym czasie Cal spieprzył
sprawy i zrobił to niesamowicie, dając Mike’owi realną szansę i Cal o tym
wiedział. Również tego nie lubił.
„Jedyne,
co pamiętam z Dusty Holliday z tamtych czasów, to to, że umiała śpiewać” -
zauważył Merry – „Tata powiedział, że jedyną częścią kościoła, za którą tęsknił,
kiedy przestaliśmy tam chodzić, była ta dziewczyna Holliday i jej złote przyśpiewki”.
„Wciąż
śpiewa?” – zapytał Sully.
Mike
nie miał szansy odpowiedzieć, nie żeby chciał. Merry wtrącił się.
„Nie
wiem, czy Dusty wciąż śpiewa, ale Mike gwizdał melodię, kiedy wczoraj rano
wbiegał po schodach, rozpoczynając tydzień” - powiedział, uśmiechając się do
Mike’a jak dupek, którym mógł być.
„Nigdy
nie słyszałem, jak gwiżdżesz” - powiedział Sully do Mike'a.
„Miałem
na myśli w przenośni, Sul” - mruknął Merry, ale Sully go zignorował.
„Myślisz,
że może któregoś dnia w tej lub następnej dekadzie przedstawisz ją swoim
dzieciom?” – zapytał Sully.
„Praktycznie
zorganizowała przyjęcie urodzinowe Rees” - Merry podzielił się czymś, co miał
do wykorzystania we właściwym momencie, a mianowicie w tym.
Mike
ponownie zamknął oczy, gdy usłyszał, jak mężczyźni wspólnie westchnęli.
Wiedzieli,
co to oznacza.
„Nie
pieprzysz?” – zapytał Colt, a Mike ponownie otworzył oczy.
„Nie
pieprzę” – powiedział Coltowi.
Sully
gwizdnął, po czym powiedział - „Muszę to natychmiast powiedzieć Raine. Jak poczekam
na powrót do domu dziś wieczorem, opali mi tyłek. Będzie chciała więcej światła
dziennego, by łamiąca serce wiadomość o śmierci kolejnego singla rozeszła się
po całym mieście. Ona kocha to gówno. Niszczenie nadziei zabijając marzenia”.
Sully
nie żartował. Skoro dokonał tego wyboru – za który on lub jego żona Lorraine
rozwaliłaby mu jaja – całe miasteczko dowie się o nim i Dusty przed zachodem
słońca.
„Pieprz
mnie” – mruknął Mike.
„To
mi brzmi jakbyś miał taki weekend, człowieku. Powinieneś być wyładowany” –
zauważył Cal, wywołując chichoty dookoła.
Mike
nawet się nie uśmiechnął.
Wbił
wzrok w Cala - „Doceniam poświęcenie, jakiego dokonujesz dla swojej żony, Cal.
Ale jeśli tego nie rozumiesz, jak Dusty była na imprezie Reesee, to nie jest to
dupa, którą pukam. To nie jest połączenie pogrzebowe. To Dusty. Dlatego radzę
uważać na słowa”.
„Wiem,
że doceniasz moje poświęcenie, Haines” – odpalił Cal – „Więc wiem, że wiesz, że
Vi troszczy się o ciebie. Jessie jest pieprzonym świrem. Powiedziała coś, co podkręciło
Vi. Ona nie zapomniała. Wiem, że nie zapomniałeś. I ja cholernie na pewno nie
zapomniałem. Więc jak ty warczysz na mnie, że gadam na twoją Dusty, to oznacza,
że ta kobieta coś dla ciebie znaczy. Kontynuując to, możesz zechcieć zrobić
coś, co sprawi, że moja kobieta poczuje się lepiej, a skończyłoby się to na
czymś, co sprawi, że będzie mogła odpocząć”.
Jezu,
kurwa. Violet. Mike nie rozumiał, jak dobra kobieta może cię wystawić, a
rezultaty były trwalsze niż wtedy, gdy robiła to suka.
„Ona
może spać spokojnie” – powiedział Mike Calowi.
„Więc
przypuszczam, że kiedy zadzwoni do ciebie i zaprosi twoją kobietę na kolację,
powiesz tak, bo zamierza to zrobić kiedyś dzisiaj” – odpowiedział Cal.
Jezu,
kurwa. Violet.
„Możesz
zechcieć uniknąć tego, biorąc pod uwagę, że Dusty wie o Vi i nie ma ochoty
siadać do kotletów schabowych przy jej stole” - Mike odpowiedział.
Cal
patrzył mu w oczy i czytał, co w nich było.
Więc
mruknął - „Zobaczę, co da się zrobić”.
„Sprytny
wybór” – mruknął Mike.
Jego
komórka na biurku zadzwoniła, spojrzał na nią i zobaczył Dusty Dzwoni.
„Oto
ona” – oznajmił Merry, który też to zauważył - „Kobieta godziny”.
Przerażające.
Kilka
godzin po pogrzebie jakoś katapultował się z powrotem do liceum.
Dusty
się to podobało, kochała każdą minutę.
Mike
nie mógł powiedzieć, że ich czas przy wodopoju był gównem, ale reszta była dla
niego wrzodem na dupie.
Mike
złapał telefon, wcisnął przycisk i przyłożył go do ucha.
„Hej,
Aniołku” – powiedział, a czterech mężczyzn go słuchało.
„Wiem,
że pracujesz, przystojniaku, ale jeśli nie chcesz, żeby któryś z twoich kolegów
prowadził śledztwo w sprawie samobójstwa siostry, może zechciej pojechać na
farmę”.
Mike
natychmiast wyprostował się na krześle, rozkazując - „Mów do mnie”.
„Ona
tu jest. Z bandą mężczyzn. Mają jakiś sprzęt, dzięki któremu mogą badać ziemię.
Poinformowała mnie, że jeśli Fin, Kirb i ja nie chcemy sprzedawać naszych
części, ona nadal sprzedaje swoją część i ma kupców” - Zatrzymała się,
przygotowując się, o czym wiedział, kiedy skończyła prawie wrzaskiem - „I łap to! Mini-pieprzone centrum handlowe!”
Mike
szedł już w stronę tylnych schodów.
„Zachowaj
spokój” – powiedział jej.
„Spokój
to historia” – odparowała.
Mike
zatrzymał się na szczycie schodów - „Dusty, Słonko, posłuchaj mnie. Słuchasz
mnie?”
„Och,
słucham” – warknęła, a on wiedział, że tak nie było. Była wściekła i traciła
opanowanie.
„Głęboki
oddech, Aniołku, i skup się tylko na mnie”.
Zapadła
cisza, a potem usłyszał oddech i „Słucham”.
„Załatwimy
to”.
„Mike...”
„Załatwimy
to”.
Potem
usłyszał kolejny oddech - „Okej”.
„Będę
za dziesięć minut”.
„Okej”.
„Zachowaj
spokój”.
„Okej”.
„Pozwolę
ci teraz odejść”.
„Okej,
Słonko” – szepnęła.
„Później”
– powiedział.
„Później”.
Dotknął
przycisku i jego głos nie był już pełen humoru, ale całkowicie poważny, kiedy
Mike usłyszał ofertę Merry’ego - „Chcesz towarzystwa?”
Oczy
Mike’a przeniosły się na jego partnera, a jego umysł wyczarował obraz Debbie.
Potem wyczarował obraz Dusty duszącej Debbie.
Potem
odpowiedział - „Tak”.
Merry
chwycił swoją kurtkę.
Mike
zbiegł po schodach.
Dlatego
nie widział, jak trzej inni mężczyźni w pomieszczenia podążali za Merry’m.
*****
„Powolny
dzień dla policji w miasteczku?” – zawołała sarkastycznie Debbie, jej
pozbawiona makijażu twarz wykrzywiła się z niesmakiem, gdy Mike i Merry, z
Coltem, Sully’m i Calem prowadzącymi z tyłu, podeszli do skupiska przed domem
Holliday’ów.
„Nie
wiem, jaka była kiedyś, bracie, ale poważnie, w końcu wybrałeś właściwą siostrę”
– mruknął Merry pod nosem.
Po
drodze opowiedział Merry’emu o wszystkim. A Merry miał tylko jedno popołudnie z
Dusty, ale Dusty stała na frontowym ganku, jakby blokowała drzwi, twarzą do
Debbie i czterech mężczyzn, a dowody, że Merry miał rację, były przed nimi.
Debbie
miała na sobie obcisłe spodnie, solidne czółenka i wełniany płaszcz, który był
dobrej jakości, ale niewiele wskazywało na to, żeby był stworzony dla kobiety.
Dusty
miała na sobie niesamowicie wyblakłe dżinsy z rozcięciem na jednym kolanie i
dopasowane do niej w taki sposób, że chociaż był wkurzony i zaniepokojony, Mike
musiał walczyć, by jego kutas nie twardniał. Miała też na sobie ciemnoróżowy
sweter, który opadał z jednego ramienia, tak że było widać ramiączka jej
stanika, który również był różowy. Sweter był luźny u góry, ale dopasowany w
talii i przylegał aż do bioder. Masy jej włosów były związane w niedbały kok na
czubku głowy z wystającymi lokami, kosmyki opadały na jej szyję i klatkę
piersiową.
Był
koniec lutego, dzień był stosunkowo ciepły, ale wciąż był pieprzony luty, a
stopy jej kobiety były bose. Widział, że jej lakier do paznokci u nóg znów
pasował do tego u jej rąk. W jakiś sposób znalazła czas, żeby to zmienić, odkąd
wczoraj wieczorem była na kolacji z nim i jego dziećmi. Z zielonego tak
ciemnego, że prawie czarnego, przeszedł w liliowy, tak blady, że prawie
przezroczysty.
Wymaszerowała
na konfrontację i nie czuła się bezpiecznie, by zostawić siostrę i czterech
mężczyzn stojących obok niej, żeby wrócić i włożyć buty.
Nie
miała kurtki i miała bose stopy.
Bez
kurtki i bose cholerne stopy.
„Aniołku,
wejdź do środka i załóż buty i kurtkę” — rozkazał Mike, sunąc po chodniku.
Następnie
w pełni obejrzał mężczyzn, którzy byli z Debbie, a jego złość wzrosła wraz z
troską.
Bernie
McGrath.
W
ciągu ostatnich dwudziestu lat człowiek ten był odpowiedzialny za dodanie do
miasteczka dwóch centrów handlowych i trzech ogromnych osiedli mieszkaniowych.
A
to było tylko miasteczko. Budował obficie w całym hrabstwie Hendricks i był
odpowiedzialny za upadek wielu farm. Niektórym z nich, jeśli rodziny nie
chciały sprzedawać, albo rzucał w nich pieniędzmi, żeby uniemożliwić odmowę,
albo, niepotwierdzone plotki, znajdował inne, kurewsko o wiele mniej przyjemne
sposoby robienia tego samego.
Jego
uwaga została odwrócona od McGrath’a, kiedy przemówiła Debbie.
„Aniołku”
– syknęła Debbie w jego stronę - „Nie słyszałam tego od jakiegoś czasu i
żałuję, że nie mogłam nadal tego nie słyszeć”.
Mike
zatrzymał się cztery kroki od Debbie - „Jak długo twoja siostra jest na
zewnątrz z bosymi stopami?” - zażądał wiedzieć.
„Wyszła
tu sama, Mike. Nie zmuszaliśmy jej. Mogła po prostu zostawić to w spokoju,
pozwolić nam robić nasze interesy, a potem byśmy zniknęli”.
Mike
spojrzał na nią spode łba, po czym zauważył, że Dusty się nie poruszyła i
spojrzał na nią.
„Do
środka” – warknął - „Buty. Kurtka. Już”.
Spojrzała
na niego gniewnie i od razu zobaczył, że była poważnie wkurzona. Nie na niego.
Na jej siostrę. W końcu odwróciła się i weszła do domu.
„Widzę
teraz, gdzie wdepnęłam. Nie było mowy, żebym pozwoliła ci mówić do mnie w ten
sposób, kiedy byliśmy razem” - poinformowała go Debbie, a jego wzrok przeniósł
się z drzwi, które zamykały się na tyłku Dusty, który, nawiasem mówiąc,
wyglądał tak dobrze w tych dżinsach, że naprawdę miał problem z powstrzymaniem
się od robienia się twardym, do Debbie.
Nagle
nie miał żadnych problemów.
„Byłaś
moją dziewczyną w liceum. Skończyłaś właśnie piętnaście lat. Znosiłem wtedy
mnóstwo gówna, którego nie zniósłbym teraz. Patrzyłaś na swoją siostrę
przynajmniej przez ostatnie piętnaście minut. Myślę, że rozumiesz, dlaczego
jestem cholernie zadowolony, że dostałem szansę na zmianę dwadzieścia pięć lat
później”.
„Szorstkie”
- Usłyszał za sobą mamrotanie Sully’ego - „Prawdziwe, ale szorstkie” - dodał.
„Nie
powiedziałeś mi właśnie tego” – warknęła.
„Ty
to zaczęłaś, ja pociągnąłem. Jak dowiem się, że ciągniesz tę całą rzecz z
Dusty, Rhondą i chłopakami, bo jesteś wkurzona, że twoja siostra jest w moim
łóżku” - pochylił się - „dwadzieścia pięć
lat później” - odchylił się do tyłu - „to mnie nie uszczęśliwi”.
Zobaczył
to wtedy.
Pieprzyć
go, widział to.
Próbowała
to ukryć i nie udało jej się.
Ta
cała pieprzona rzecz polegała na tym, że była wkurzona, że był z Dusty.
„Jaja
sobie robisz” – wyszeptał, wpatrując się w nią twardo.
„Ta
ziemia jest warta fortunę” – odpowiedziała na obronę – „Rhonda byłaby głupia,
gdyby jej nie sprzedała. Ci chłopcy byliby ustawieni. Uczelnia opłacona. Reszty
w funduszach, wypłaty odsetek znacznie zwiększyłyby zyski. Życie byłoby dobre”.
„Fin
chce uprawiać tę ziemię” - poinformował ją Mike.
„Fin
ma siedemnaście lat” – stwierdziła lekceważąco - „Nie ma pojęcia, czego chce”.
„Nie
znasz zbyt dobrze swojego siostrzeńca” – odparł Mike.
„Wiem,
że Darrin wypełnił jego głowę tymi samymi śmieciami, którymi tata wypełnił
głowę Darrina. Jak sprzedalibyśmy w dniu, w którym deweloperzy zaczęli
przyglądać się miasteczku, nie miałabym kredytu za studia do spłacenia”.
„Praca
na tej ziemi uszczęśliwiała twojego brata. Zbudował rodzinę na tej ziemi” –
przypomniał jej Mike, a ona pochyliła się.
„Tak
i to go zabiło”.
„Jesteś
rąbnięta” – mruknął Mike, wciąż wpatrując się w nią i po raz pierwszy w życiu
widząc prawdziwą Debbie Holliday. Było to wypisane na całej jej twarzy, ta gorycz,
która wykrzywiała jej usta, błyszczała z głębi jej oczu. Uczyniła z tego swoją
religię i nie była w niej tylko pobożna, była fanatyczką.
„Myślisz,
że się mylę?” - wyrzuciła - „Jak to możliwe? Umarł w wieku czterdziestu
czterech lat”.
„Rhonda
zatwierdziła sekcję zwłok, Debbie, i okazało się, że od urodzenia miał chorobę
serca. Niewykrywalną, chyba że wiesz, czego szukasz, ale zwykle zanim to
rozgryziesz, jest już za późno. Był martwy w chwili, gdy uderzył w śnieg” –
stwierdził Mike – „Jestem prawie pewien, że po jego śmierci wtykałaś nos we
wszystko, więc tego się dowiedziałaś”.
„Trudno
dostać zawału serca, jeśli twoje stopy są na plaży lub pracujesz za biurkiem” –
odparowała.
„Możesz
rzucić wyzwanie swojemu sercu, odgarniając śnieg i możesz rzucić mu wyzwanie,
stresując się pracą, której cholernie nienawidzisz. Przynajmniej miał mało
czasu na robienie czegoś, co kochał, dzieląc się tym z rodziną, zamiast
długiego robienia czegoś, czego by nienawidził, bo jego siostra jest chciwą
krową, która chciała iść do szkoły prawniczej, ale nie chciała tego wystarczająco,
by sama za to zapłacić, ale przepieprzyć spuściznę swojej rodziny” -
odpowiedział Mike.
„O
mój Boże, czy byłeś takim dupkiem, kiedy się z tobą spotykałam?” – zapytała,
podnosząc głos do pisku.
Jezu,
czy ona mówiła poważnie?
„Kurwa,
Debbie, chodziłem z tobą, kiedy miałem siedemnaście
lat. To więcej niż połowa mojego życia temu. Nie byłem kutasem, ale biorąc pod
uwagę, że byłaś manipulującą suką, nawet wtedy powinienem być” – odpalił Mike.
„Racja,
to donikąd nas nie zaprowadzi” - wtrącił się Sully, wchodząc między Debbie i
Mike’a - „Ktoś zechce mi powiedzieć, co się dzieje?”
„Widzę
odznakę na czterech pasach. Chciałabym, żeby wyjaśniono, dlaczego on tu jest” -
– zażądała Debbie, spoglądając na Cala.
„Głównie
dlatego, że nie ma nic w telewizji” – odparł Cal. Debbie zmrużyła oczy, a Merry
zachichotał.
„Biorąc
pod uwagę, że nie jesteś stróżem prawa, chciałabym, żebyś natychmiast opuścił
teren” – poleciła Debbie.
„Przyjmę
rozkazy od tej ładnej, która naprawdę wygląda jakby tutaj należała” – odparł
Cal, wskazując brodą na werandę, a wzrok Mike’a powędrował tam, by zobaczyć
Dusty w kowbojskich butach i kurtce, uśmiechającą się do Joe Callahana.
Jezu,
kurwa.
„Nie
wiem, kim jesteś, ale możesz zostać tak długo, jak chcesz” - zaprosiła Dusty.
Cal
uśmiechnął się do niej.
Jezu,
kurwa.
„To
mąż Vi, Dusty. Joe Callahan” – wyjaśnił Mike, Dusty zamrugała i jej uśmiech
zniknął.
„Tak,
powiedziałbym, że wie wszystko o Vi” – mruknął Merry pod nosem.
„Nadal
jesteś tu mile widziany” - oznajmiła Dusty, tak to jak Dusty, przebijając się
przez to i prostując ramiona – „I twoja żona jest tu mile widziana. Właściwie
całe miasteczko jest tu mile widziane” – dodała wielkodusznie, choć
dramatycznie. Spojrzała na Berniego McGrath’a i jego chłopców – „Z wyjątkiem,
nie chcę być suką ani nic takiego, was. Ta ziemia nie jest na sprzedaż. Ani
kawałeczek”.
„Będę
się różnić, bp jedna czwarta należy do mnie, a moja czwarta jest na sprzedaż” -
odpowiedziała Debbie.
„Okej”
- wtrącił się Colt - „Przeczytawszy tę sytuację, Darrin pozostawił rodzinną
ziemię rodzinie. Pokłóciliście się co do tego, co zrobić z tą ziemią. Nie możecie
tego załatwić wśród rodziny, załatwicie to przed sędzią”.
Colt
spojrzał na McGrath’a i jego ludzi, a Mike zobaczył, że Colt ma te same obawy
co on. Wszyscy gliniarze znali McGrath’a. Szybko się wzbogacił, nikt nie
wiedział, skąd pochodziły początkowe pieniądze, skoro McGrath, czego byli
cholernie pewni, ich nie miał. Ale był tak sprytny, że aż śliski, i chociaż
plotki o jego głównych inwestorach, którzy nadal mogli być zaangażowani w jego
biznes i jego taktykę, były niepokojące, nigdy nie mieli skargi ani niczego, co
mogłoby spowodować ich wkroczenie.
„Dopóki
to się nie stanie” – ciągnął Colt – „nic nie możecie zrobić. Dlatego poprosimy
was, abyście zaczekali, aż nadejdzie ten czas, zabrali swój sprzęt i odeszli.
Poprosimy was również, abyś nie wracali i nie przeszkadzali tej rodzinie,
dopóki nie zostanie to rozwiązane przez nich lub przez sądy”.
„Trzeba
czterech policjantów w cywilu, żeby wyprosić dwóch deweloperów i dwóch
geodetów?” - Debbie zapytała Colta uszczypliwie, a Colt spojrzał na nią.
„Panno
Holliday, może nie zwracała pani na to uwagi minutę temu, ale ta sytuacja jest
nieprzyjazna. Ci ludzie nie mogą tu dziś nic zrobić, tylko zmarnować swój czas.
Nie mogą mierzyć tego, czego nie wiedzą, że mogą kupić. A siedzący na tej ziemi
nie chce ich tutaj. Widzę, że szykuje się rodzinna kłótnia, ale dzwonek już
dzwoni. Musi być pani sprytna i zająć swój róg”.
Debbie
spojrzała na Colta.
McGrath
poruszył się i powiedział cicho - „Wygląda na to, że porucznik Colton ma rację.
Dlaczego pani nie skontaktuje się z nami, pani Holliday, kiedy plany dotyczące
tej ziemi będą bardziej zdecydowane?”
Debbie
przeniosła swoje spojrzenie na McGrath’a, a Mike wiedział, że nie miała
pojęcia, z kim wczołgała się do łóżka, jakiego kłopotu narobiła swojej
rodzinie. Ale McGrath przegapił jej spojrzenie, gdy szarpał brodą na innych, by
się wycofali.
Ruszyli
się. Nikt inny tego nie zrobił.
Gdy
drzwi samochodów trzaskały, Dusty przemówiła.
„Wiedziałaś,
że to kompletna strata czasu i przyprowadziłaś ich tutaj, mając nadzieję, że
będą pieprzyć się ze mną i prawdopodobnie z Rhondą. Upadłaś nisko, Deb, ale nie
aż tak nisko. Nawet ja jestem zaskoczona, że twój brzuch jest tak blisko ziemi.
Mam ochotę poprosić cię, żebyś wystawiła język tylko po to, żeby zobaczyć, czy
jest rozwidlony”.
To
było rzucenie rękawicy, jeśli kiedykolwiek to usłyszał, więc Mike natychmiast
przesunął się do podnóża schodów na werandę, aby stanąć między dwiema siostrami
i zrobił to, stwierdzając - „Nie robimy tego”.
„Pieprz
się, Mike. Powiedziała swoje, ja powiem swoje” – warknęła Debbie.
Mike
zajął swoje miejsce, zwrócił się do Debbie i odpowiedział - „Powtórzę,
nie
robimy tego”.
„A
ja powtórzę, pieprz się, Mike…” – zaczęła.
Mike
przerwał jej, gdy samochody toczyły się po drodze dojazdowej - „To jest Bernie
McGrath”.
Skrzyżowała
ręce na piersi - „Wiem, kto to jest”.
„Rzadko
byłaś w mieście, ale to nie jest człowiek, z którym robisz interesy” –
poinformował ją Mike.
Wyciągnęła
rękę w stronę drogi, a potem schowała ją z powrotem, mówiąc kwaśno - „Och,
rozumiem. Pan McGrath jest zainteresowany tą ziemią, jest gotów zapłacić więcej
niż uczciwa wartość rynkowa, aby zobaczyć, jak jego wizja ożywa i co? Czy on
jest gangsterem, Mike? Czy po małym miasteczku w stanie Indiana pełza tłum
gangsterów?”
„Jak
jesteś tak podekscytowana, by rozbić tę ziemię, są inni, którzy daliby ci
uczciwy układ i zrozumieją, że reszta farmy jest niedostępna. Deweloperzy
wiedzieli w tych stronach, że Holliday’owie zostają, więc już dawno odpuścili
rodzinę. Rozpoczynając negocjacje w celu zawarcia układu z diabłem, otworzyłeś
to przed McGrath’em i naraziłeś swoją rodzinę na niebezpieczeństwo” –
odpowiedział Mike, a Debbie przewróciła oczami, po czym przewróciła nimi z
powrotem.
„Gówniany
dramat” – warknęła – „Widzę, że Dusty cię tym nakarmiła”.
„Nie
jest” – wtrącił Colt, a oczy Debbie spoczęły na nim - „McGrath nie zamierza
budować na jednej czwartej tej ziemi. Nie robi małych przedsięwzięć. Ta działka
to dla niego parking. Jakiekolwiek są intencje McGrath’a, jego wizja obejmuje
całą farmę”.
„Cóż,
dobrze” - odpaliła Debbie - „biorąc pod uwagę, że pieniądze, które oferuje,
sprawią, że mojej rodzinie będzie bardzo wygodnie”.
„Możesz
tak myśleć, ale nie wyświadczasz im żadnej przysługi” - cicho wtrącił Sully, a
Debbie przeniosła na niego spojrzenie.
„Wyjaśnij
mi, dlaczego wizyta siostry w jej domu rodzinnym wymaga czterech policjantów i”
– jej zjadliwe spojrzenie przesunęło się po Calu – „kimkolwiek on jest”.
Potem
jej oczy zwęziły się na Cala i jej pamięć się otworzyła - „O mój Boże. Joe
Callahan. To niespodzianka, biorąc pod uwagę, że ty i twoja dziewczyna
zrobiliby wszystko, by trzymać się z dala od glin. Nie jeźdź na przejażdżki we
wtorkowe poranki, kiedy pracują prawdziwi mężczyźni”.
„Dobrze,
że dostała interes od Mike’a, kiedy byli nastolatkami, bo widzę, że nie daje
się już bzykać zbyt często” - mruknął Cal do nikogo, nie spuszczając wzroku z
Debbie. Potem zwrócił się do niej - „Rada. Może zechcesz zobaczyć, jak zdobyć sobie
trochę. To może poprawić twoje usposobienie”.
Twarz
Debbie zrobiła się czerwona.
„Cal,
nie pomagasz” – mruknął Colt.
„Jak
Haines odebrał telefon od swojej kobiety i wystrzelił z komisariatu, jakby ktoś
krzyczał ogień” – odpowiedział Cal – „Gdybyś
nie zauważył, Colt, w tym mieście spada się gówno, a kiedy już się dzieje,
próbuje pociągnąć za sobą dobre kobiety. Tak się dzieje, wszystkie ręce na
pokład”.
Przerażające.
Cal rzucał rękawicę dla Dusty.
„Mogę
z całą pewnością stwierdzić, że nie jest pan zapraszany do udziału w interesach
mojej rodziny, panie Callahan” - stwierdziła złośliwie Debbie.
„Znałem
twojego brata niezbyt dobrze, ale znałem go i szanowałem” – odpowiedział cicho
Cal, a czerwona twarz Debbie natychmiast pobladła – „Nieważne, jak dobrze go
znałam, ale odkąd umarł, dużo się o nim mówi w mieście. Wiem, że ma dwójkę
dobrych dzieci. Wiem, że teraz muszą uważać na swoją mamę. I wiem, że nie
potrzebują tego gówna. Jak czujesz, że to naprawdę dobry pomysł i leży ci na
sercu ich dobro, to nie podchodzisz do nich, gdy ich tata jest świeżo w ziemi. Jak
robisz to, bo jesteś samotna, zgorzkniała z tego powodu, a twój były chłopak
związał się z twoją siostrą, to musisz trochę poszukać duszy, kobieto, zanim naznaczysz
ją tak głęboko, że wyśle cię prosto do piekła”.
I
o było to. Violet Callahan i jej córki, Kate i Keira, być może nie zdołały
zmodyfikować garderoby Joe Callahan, ale mężczyzna, którym sprawiły, że Cal był,
był bezpieczny, więc nie potrzebował dalszych modyfikacji.
Wtedy
Mike postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
„Debbie”
– zawołał, a jej oczy spoczęły na nim - „Nie wiem, jak długo zostaniesz w
mieście, ale może pójdziesz gdzieś, ochłoniesz, a ty, Dusty i ja usiądziemy
wieczorem i porozmawiamy. Uporządkujemy niektóre sprawy”.
Jej
kolor wrócił, a jej oczy stały się bystre, kiedy oświadczyła - „Mam już posortowane
to, co chciałam, Mike, i nie muszę siadać z tobą
i Dusty, aby to uporządkować lub wyjaśnić. Myślę, że jasno wyraziłam
swoje intencje”.
„To,
o czym musimy porozmawiać, to nie rozmowa z Dusty i mną. To Rhonda, Finley i
Kirby” - wyjaśnił Mike, modląc się o cierpliwość.
„Racja,
a Dusty tka wokół ciebie swoją złotą sieć, śpiewając jej anielską piosenkę,
tańcząc swój gówniany taniec, aż staniesz się głuchy i ślepy na wszystko oprócz
tego, w co Dusty chce cię
zmanipulować, żebyś uwierzył” – zripostowała, a Mike stracił cierpliwość, więc
postanowił to zakończyć.
„Racja,
jeśli chcesz w to wierzyć, najwyraźniej będziesz się tego trzymała. Więc wierz
w to."
„Nie
potrzebuję twojego pozwolenia, Mike’u Haines’ie” – odparła.
„Cóż,
i tak je masz” - mruknął Mike – „A teraz masz coś przeciwko, żebyśmy zakończyli
tę scenę?”
Spojrzała
na niego gniewnie, po czym oznajmiła - „Będę chciała porozmawiać z Rhondą,
zanim wrócę do Waszyngtonu”.
„Nie
ma mowy, do diabła” - syknęła Dusty zza pleców Mike’a.
„To
się nie stanie” – stwierdził Mike.
„Na
to też nie potrzebuję twojej zgody” – warknęła Debbie.
„Właściwie
to potrzebujesz” – odparł Dusty.
„Co
zamierzasz zrobić? Związać ją w piwnicy i stać na straży z jedną ze strzelb
Darrina?” - Debbie rzuciła się na Dusty.
„Jeśli
będę musiała” - odrzuciła Dusty, mając na myśli dosłownie wszystkie trzy słowa.
Chryste.
„Dlaczego
musisz wszystko robić tak upierdliwym?” - spytała Debbie.
„Dlaczego
musisz myśleć, że wszystko jest upierdliwe tylko dlatego, że nie idzie po twojemu?”
– zapytała Dusty.
Oczy
Debbie zwęziły się, usta wykrzywiły, a wyraz jej twarzy sprawił, że Mike się
spiął.
„Darrin
nie żyje, Dusty. Nie możesz opiekować się jego słabą żoną i dwoma chłopcami,
żeby wpełznąć mu w tyłek i przekonać go, że jesteś słodkim cukiereczkiem”.
To
było. Przelała się czara goryczy.
Dusty
zleciała po schodach. Mike złapał ją w talii i przyciągnął z tyłem do siebie,
trzymając jedną rękę mocno w talii, a drugą owijając wokół jej klatki
piersiowej.
„Idź”
– warknął Mike na Debbie.
„Nie
możesz mi nakazać opuszczania własnego domu” – odgryzła się Debbie.
„Właśnie
to zrobił” - zauważyła Dusty - „A tak przy okazji, to przestało być twoim własnym domem w chwili, gdy
przyprowadziłaś deweloperów do drzwi wejściowych, aby go sprzedać”.
Debbie
przyjrzała im się z zaciśniętymi ustami, gorycz nie była nawet bliska ukrycia
na jej twarzy. Potem jej wzrok skupił się na Mike’u.
„Boże,
to chore” – wyszeptała – „Wykorzystałeś mnie, żeby się do niej dostać, bo coś
do niej czułeś, kiedy miała dwanaście lat?”
Ciało
Mike’a napięło się. Dusty próbowała wyrwać się z jego uścisku.
Colt
ruszył naprzód, oświadczając - „Myśl, że to już koniec”.
Jej
oczy spoczęły na nim - „Nawet nie zaczęłam”.
„Twój
wybór, ale w tej chwili, niezależnie od tego, jaką masz prawną kontrolę nad jedną
czwartą tej ziemi, twoje zachowanie może być interpretowane jako zastraszanie,
groźby i nękanie” – odpowiedział Colt - „Jak chcesz, żebym zaczął to
interpretować w ten sposób, do tego stopnia, że jako stróż prawa poczuję, że będę
musiał coś z tym zrobić, to stój tam i kop swoją dziurę. Jak chcesz teraz
zmniejszyć swoje straty, aby móc walczyć innego dnia, wsiadaj do wypożyczonego
samochodu i zostaw ich w spokoju”.
Debbie
spojrzała Coltowi w oczy, potem jej oczy przesunęły się po mężczyznach
stojących na podwórku jej domu z dzieciństwa, aż w końcu zdecydowały się na
Mike’a i Dusty. Zostały tam, podczas gdy jej twarz pracowała.
Najwyraźniej
wypluwszy swój jad, odwróciła się i odeszła.
Pięciu
mężczyzn i Dusty bez ruchu patrzyli, jak odchodziła.
Kiedy
jej samochód był w połowie drogi dojazdowej, Mike zawołał mężczyzn - „Dajcie mi
chwilę”.
Dostał
kilka szarpnięć brodą i mężczyźni odpłynęli.
Obrócił
Dusty w swoich ramionach i opuścił brodę, by zobaczyć, że jej wzrok już na nim
spoczywał.
„Gdzie
jest Rhonda?” - zapytał.
„Sklep
spożywczy” – odpowiedziała.
„Jak
wróci do domu, usiądziesz z nią. Żadnych telefonów. Żadnych odwiedzin. Od nikogo” – rozkazał.
Przyglądała
mu się uważnie przez chwilę, po czym skinęła głową.
„Okej.
A teraz, gdzie jesteśmy z twoim tatą?” - Jej oczy odsunęły się. Gówno.
„Zwlekanie”
– mruknął.
„Mike...”
„Zadzwoń
do swojego taty”.
„Kochanie...”
Uścisnął
ją – „Zadzwoń…” – Ścisnął mocniej – „Do…” – Zbliżył swoją twarz do jej - „Taty”.
„Och,
w porządku” – wymamrotała.
Patrzył,
jak coś przecina jej twarz, coś, czego trudno było być świadkiem, zanim
opuściła brodę i uderzyła twarzą w jego klatkę piersiową.
„Tu
chodzi o mnie” – wyszeptała.
Miała
rację w połowie.
Mike
pochylił szyję i przycisnął policzek do włosów z boku jej głowy.
„Tu
chodzi o ciebie i o mnie” – ciągnęła.
Złapała
to.
„Wiedziałam
to, kiedy zobaczyła nas po pogrzebie, straciłam to, tak jak ona to straciła.
Wiedziałam. I wiedziałam o tym, bo było o wiele gorzej niż kiedykolwiek
wcześniej”.
Westchnęła
ciężko - „Zawsze mnie nienawidziła. Teraz uczepiła się prawdziwego powodu i
nigdy go nie odpuści. I nie dba o to, jakie dodatkowe szkody wyrządzi”.
„Ten
powód nie jest prawdziwy, Dusty”.
Obróciła
lekko głowę, a Mike nie uniósł swojej, więc jej twarz znajdowała się mniej niż
cal od jej. Jego wnętrzności zacisnęły się na widok bólu w jej oczach.
Chciała
kochać swoją siostrę i nie rozumiała goryczy. Poradziła sobie z życiem. Do
diabła, była nawet molestowana przez Denny’ego Lowe’a, przeżyła, poradziła
sobie z tym i zostawiła to za sobą. Nie rozumiała Debbie. Ale za każdym razem,
gdy działo się to gówno, czuła ból utraty siostry.
„Czy
ona ma siedemnaście czy czterdzieści lat, Mike, jesteś typem faceta, którego
dziewczyna nie chce stracić. Ani nawet pamięci o tym, co było. Zszargaliśmy to,
co przez lata uważała za złote”.
„Gdyby
nie była taką suką, Słonko, miałaby coś więcej niż pieniądze, aby wypełnić
dziurę, którą zostawiłem, której najwyraźniej nigdy nie wypełniła. To na nią.
Nie bierz na siebie tego gówna. Miała pieprzone siedemnaście lat, kiedy z nią zerwałem. Trzyma się tego, mnie,
myśląc, że może zgłosić roszczenia, kiedy miną dekady, a ona nawet nie żyje w
tym samym cholernym stanie, musisz pojąc, że to… jest… rąbnięte”.
Patrzył,
jak jej oczy pracują, potem jej usta się poruszyły i dostał częściowy uśmiech,
zanim usłyszał miękkie - „Tak”.
„Tak”
– wyszeptał.
Westchnęła
ponownie, a on patrzył, jak jej brwi unoszą się, gdy powiedziała – „Twoja… eee…
Violet jest żoną Joe Callahana?”
„Tak”
– powtórzył.
„Czy
on nie ożenił się ze swoją dziewczyną ze szkoły średniej, a ona…?”
Mike
przerwał jej kolejnym - „Tak”.
„Wow”
– westchnęła- „Takie gówno łamie mężczyznę”.
„Był
złamany. Vi go naprawiła”.
„Najwyraźniej
całkiem niezła kobieta” – mruknęła.
„Miałem
piętnaście lat lekcji, żeby nie zadowalać się niczym mniej” - mruknął Mike.
Jej
twarz nagle złagodniała, a w oczach błysnęło coś słodkiego.
I
ból zniknął.
Mike
uśmiechnął się.
Kontynuowała
- „Darrin powiedział mi, że Alec Colton i February Owens w końcu wyciągnęli
palce z tyłków”.
„To
byłby Alec i February Colton, którzy mają syna o imieniu Jack, więc też tak”.
„To
fajnie” – szepnęła - „Wreszcie”.
Nie
myliła się co do tego. Mimo to nie znał szczegółów, więc nie mógł tego
policzyć, ale myślał, że czekał na Dusty dłużej niż Colt na Feb.
„Uh,
przedstawisz mnie swoim chłopakom?” - namawiała.
„To
wymagałoby ode mnie zakończenia naszej narady. A powód, dla którego dostałem
szansę na to zgromadzenie, jest do bani, ale to nie znaczy, że nie podoba mi
się to teraz, kiedy to mam” – odpowiedział i uśmiechnął się.
„To
prawda” – wymamrotała, obejmując go coraz mocniej, mówiąc mu, że chce go wypuścić
tak samo jak on ją. Co znaczyło, że wcale.
„Wszystko
okej?” - zapytał.
„Przetrwam”.
„Zadzwoń
do taty, jak tylko wyjdę. później potrzebujemy narady”.
Skinęła
głową.
„Wyprowadzę
dzieci, a ty wrócisz na kolację”.
Ponownie
skinęła głową, po czym zapytała - „Lubisz kanapki na lunch?”
Poczuł,
jak jego brwi się ściągnęły, kiedy odpowiedział - „Tak”.
„Co
myślisz o jedzeniu ich w swoim łóżku? To dla mnie krótki spacer. Spotkamy się
tam i przyniosę kanapki”.
W
tym momencie jego ramiona stały się mocniejsze.
„Będę
uważać na okruchy” – szepnęła.
„Kochanie,
zanim dotrę z komisariatu do domu, a potem będę musiał wrócić do pracy,
będziemy mieli pół godziny”.
„Zapakuję
twoje kanapki. Możesz je zabrać ze sobą”.
Szybki
lunch.
Mógł
to zrobić. Kurwa, tak, mógł to zrobić.
„Dla
mnie okej”.
To
dało mu jej uśmiech.
Uśmiech
zbladł, a jej oczy, które już wpatrywały się w jego, zacisnęły się mocno.
„Rzuciłeś
wszystko, wystrzeliłeś tutaj, żeby się mną zaopiekować. To nie mówi niegrzeczne,
to mówi słodkie. Ale to twoja rewanż, więc możesz wybrać”.
Kurwa,
to było tak, jakby chciała sprawić,
by stwardniał mu penis.
„Zdecyduję
podczas lunchu” – powiedział i odzyskał jej uśmiech.
„Jeśli
nie pozwolę ci odejść, mogą zostać zmuszeni do wezwania Szczęk Życia, aby nas
rozerwały” – powiedziała mu.
Zaśmiał
się cicho, zanim odpowiedział - „W takim razie przedstawię cię moim chłopcom”.
„Tak”
– szepnęła.
Pochylił
się i wziął jej usta. Za krótko, ale kiedy jego usta opuściły jej usta, czuł na
nich jej smak.
Zadziałało
to w mgnieniu oka.
Oddzielił
się od niej i poszedł z nią przez podwórko, aby przedstawić ją swoim chłopcom.
I
kiedy to robił, Mike Haines doświadczył czegoś głębokiego.
Oglądając
Dusty z włosami związanymi w niechlujny kok, kowbojkami na nogach, rozcięciem
na kolanie dżinsów i cudownym uśmiechem na twarzy, jego ramieniem wokół niej,
robił to z dumą.
Audrey
była ładna. Kiedy ją poznał, była zabawna. Kiedy uczynił ją swoją, myślał, że był
szczęśliwy. Ale nawet wtedy, kiedy stała u jego boku, nie czuł szczęścia.
Widząc,
jak Dusty oczarowuje jego chłopców z naturalną łatwością, która była jej cechą
charakterystyczną, czuł jedno i drugie.
Dumę
i szczęście.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń