Rozdział 12
Pierwszy pocałunek
„O mój Boże” - westchnęłam,
po czym doszłam.
Mike wycofał się i nie
klęczałam już. Leżałam na plecach, ręce Mike’a pod moimi kolanami unosiły je
wysoko. Potem był na mnie i we mnie, pchając mocno.
Wciąż dochodząc, podwinęłam
nogi i otoczyłam ramionami jego ramiona.
Ukrył twarz w mojej szyi i
słuchałam jego odgłosów, trzymając się mocno.
Oparł się i poczułam, jak
jego zęby zatapiały się w mojej szyi.
Miłe.
Trzymałam go. Czułam go. Wąchałam
jego zapach. Przyjmowałam go w siebie. Słuchałam jego oddechu.
Jego głowa podniosła się i
jego gorące, ciemne oczy spojrzały w moje.
„Uwielbiam lunch” –
wyszeptałam.
Mike uśmiechnął się.
Potem opuścił głowę i mnie
pocałował.
*****
Siedziałam
za kołem, z włączoną muzyką, drzwi do stodoły były otwarte, więc widziałam
drogę i każdego, kto mógł nią jechać.
Było
czwartkowe popołudnie.
O
ile mi wiadomo, Debbie nie było.
Na
pewno wiedziałam, że tata był wkurzony.
Zadzwoniłam
do niego, a tata zadzwonił do Debbie, próbując uporządkować jej gówno. Sprzedała
mu ten sam tekst o opiekowaniu się chłopcami. Przejrzawszy to na wylot, tata
się wściekł.
Nie
trzeba dodawać, że on i mama zamykali sprawy i podjeżdżali. Mieli tu być w
poniedziałek. Poniedziałkowy wieczór, rodzinne spotkanie z Mike’m i jego
dziećmi przy stole.
Kiedy
zadzwoniłam do taty, wyraziłam się jasno, dlatego tata otrzymał podsumowanie.
Mike był obecny w moim życiu. Pomogłam jego córce upiec tort urodzinowy. Mike
chronił mnie przed Debbie.
Przekazując
te wiadomości byłam przygotowana na wszystko. Tata był tatą. Innymi słowy, takim
tatą, który bez względu na mój wiek i bez względu na faceta, ten facet musiałby
udowodnić, że był wystarczająco dobry dla mnie.
To
się nigdy nie zdarzyło, a tata poznał któregoś z moich byłych chłopaków.
Skoro
opowiadałam mu o jednym, którego już znał i po powodach, dla których go znał,
to mogło pójść w obie strony.
To,
co usłyszałam, to wymamrotane - „Och, dzięki Chryste”.
Chociaż
byłam przygotowana na to, że mogło to potoczyć się w obie strony, jednak mnie
to zaskoczyło.
„Co?”
- Zapytałam.
„Dobra
rodzina. Przyzwoici rodzice. Przyzwoita praca. Przyzwoity dom. Z tego co słyszałem,
dobry ojciec. Dobry przyjaciel twojego brata. Najgłupszą rzeczą z długiej listy
głupich rzeczy, które zrobiła twoja siostra, było to, że pozwoliła temu chłopcu
wyśliznąć się jej przez palce. Cieszę się, że jedna z moich córek jest na tyle
mądra, że nie pozwoli dobremu mężczyźnie uciec”.
„Nie
sądzisz, że to dziwne?” - zapytałam cicho.
„Boża
szczera prawda jest taka, że wkurzała mnie więcej niż raz w życiu, to gówno, złościła
bardziej niż cokolwiek innego” – odpowiedział tata - „Ale ją kocham. Jest moją
córką. Ale i tak nie miałem pojęcia, co Mike z nią robił. Nie trzeba było być
jasnowidzem, żeby zobaczyć, że ten chłopiec był szczęśliwy, jedząc naleśniki u
Franka, kiedy miał siedem, siedemnaście lat, i będzie robił to samo, kiedy
będzie miał siedemdziesiąt lat. Twoja siostra bardziej lubi croissanty niż pączki
z Hilligoss. Ta dwójka nie pasowała do siebie. A ty? Teraz to widzę”.
Jeśli
tata nie miał pojęcia, wypierał to. Z drugiej strony, gdyby wiedział, że Mike puknął
Debbie, kiedy miała piętnaście lat, może nie byłby dla mnie taki szczodry. I
tak nie podzieliłabym się tą informacją, ale była to dodatkowa zachęta, aby
tego nie robić.
Zamiast
tego wyszeptałam tylko - „Dzięki, tato”.
„Mimo
to, jeśli cię wystawi, skopię mu tyłek”.
Uśmiechnęłam
się i na tym najtrudniejsza część została wykonana.
Nie
chciałam dzwonić do taty, ale kiedy już to zrobiłam, zdałam sobie sprawę, że
Mike miał rację. Powinnam była to zrobić wcześniej. Dobrze było wiedzieć, że on
i mama przyjeżdżali tylko dlatego, że podobał mi się pomysł ich obecności.
Podobało mi się to bardziej, bo oboje byli dobrzy z chłopcami. Ale najbardziej
podobało mi się to, że po tej scenie z Debbie miałam więcej tego, co Mike
nazwał „siłą ognia”.
Uznałam,
że będzie mi to potrzebne.
Mike
i moje specjały w porze lunchu przez ostatnie trzy dni dotyczyły szybkiego
seksu, fantastycznych orgazmów, szybkiego przytulania, ale niewiele rozmów. Z
jego pracą, jego harmonogramem i jego dziećmi, a ja chciałam być z chłopcami
wieczorami, żeby nie byli sami ze swoimi myślami i z wyobcowaną mamą, takie
okazje nie pojawiały się często. Szeptaliśmy sobie dobranoc przez telefon, ale
to też nie trwało długo.
On
musiał wstawać i polować na złoczyńców. Ja musiałam wstawać, ćwiczyć konie i
robić garnki. I on mógł mieć długi korytarz oddzielający jego pokój od pokoju
jego dzieci, ale ja siedziałam obok pokoju Kirby’ego, naprzeciwko pokoju
Finleya, i wiedziałam, skoro tam dorastałam, że ściany były cienkie.
Ale
miałam wrażenie, że coś go trapiło, coś go dotykało, coś, czym się nie dzielił.
I musiałbym zrezygnować z seksu, żeby to osiągnąć.
Byłam
przygotowana, aby to zrobić. Ale przez ostatnie trzy dni, kiedy przechodziłam
przez jego tylną bramę i docierałam do jego tylnych drzwi, Mike był
przygotowany na coś innego. Wiedziałam o tym, kiedy chwytał mnie za rękę i
bezzwłocznie ciągnął przez dom do swojego łóżka.
Byłabym
w porządku, gdybym poświęciła trzydzieści sekund, które zajmowało dotarcie do
jego łóżka i mądrze wykorzystała to na jego kanapie.
Mike
był łóżkowym mężczyzną. Nie wiedziałam, czy zapłacił za to tak dużo, że chciał
jak najlepiej z niego skorzystać, czy też nie chciał siedzieć na kanapie ze
swoimi dziećmi, myśląc o robieniu mnie tam.
Wiedziałam,
że jest żądnym przygód kochankiem. Aby dokończyć mnie i jego w ciągu
trzydziestu minut, był pomysłowy.
Nie
trzeba dodawać, że z Mike’m, jego ciałem, ustami, rękoma i pomysłowością, które
kończyły się jego uśmiechami i powolnymi pocałunkami, nie protestowałam i nie
zażądałam, żebyśmy pogadali przy kanapkach zamiast przejść do interesów.
Choć
był zajęty, tak krótkie, jak były nasze szybkie numerki i rozmowy, Mike upewniał
się, że wiedziałam, że myślał o mnie. I zrobił to wczoraj po południu, kiedy
przybył kolejny dostawca z kwiaciarni Janet. Tym razem bujna, zwarta wiązka
jaskraworóżowych i tak głębokich fioletów, że przypominały prawie niebieskie
hiacynty.
Kartka
mówiła,
Aniołku,
Nie
wspomniałaś o tym, ale ja o tym nie zapomniałem. Ominęły mnie Walentynki.
Ale
ten dzień jest ważniejszy, nasza rocznica.
Mike
Na
początku nie zrozumiałam. Wtedy przypomniałam sobie, że była środa. Wróciłam do
domu w środę. Wybaczyłam mu w środę i pogodziliśmy się w tę środę.
Nasza
rocznica.
Dostając
te kwiaty i list, nie pisnęłam w środku. Roztopiłam się.
Nigdy
nie znałam mężczyzny, który pamiętałby takie rzeczy, więc nigdy nie miałam
mężczyzny, który pamiętałby takie rzeczy. Zdarzało się, że mężczyźni dawali mi
kwiaty i nie wiedziałam, czy Janet była po prostu super utalentowana, czy też
Mike miał fantastyczny gust, bo mogłam mieć kwiaty, ale nigdy tak uderzająco
piękne, jak te, które przysyłał Mike. Nigdy nie mając mężczyzny, który zrobił
coś takiego, pamiętał rzeczy, które były ważne i starał się dać ci to znać, nie
wiedziałam, że będzie to tak cholernie dobre.
Ale
tak było.
To
też była niespodzianka. Mike był troskliwy, zdecydowanie, ale nie wydawał mi
się typem faceta z kwiatami. Było to więc zaskoczenie, ale przyjemne, bo jak we
wszystkim, co robił, robił to naprawdę dobrze.
Nawet
gdy skupiał się na mnie w dobry sposób, nadal wiedziałam, że był zajęty i
musiałam sprawdzić, co mu było, a im więcej czasu mijało, kiedy nie znalazłam
okazji, aby to zrobić, tym bardziej rosła moja troska. Ale przy naszym życiu
takim, jakim było, nie widziałam, żeby ta okazja się nadarzyła w najbliższym
czasie.
To
miał być długi tydzień i dzień (a ja je odliczałam), zanim dostanę niezmącony
czas z Mike’m.
Przy
drzwiach do stodoły coś się poruszyło, mój wzrok oderwał się od wazonu, który
robiłam, do nich i zobaczyłam stojącą tam z wahaniem Rees.
Niespodzianka.
„Hej,
Słonko” – zawołałam.
„Uch…
hej, Dusty. Przepraszam” - Poruszyła się, jakby chciała się odsunąć - „Jesteś
zajęta”.
„Wejdź,
Rees” – zaprosiłam - „Jeśli mogę pracować i słuchać rock and rolla, mogę pracować
i rozmawiać z moją dziewczyną”.
„Pewna?”
„Zdecydowanie.
Przycisz muzykę i przynieś belę siana”.
Skupiłam
się z powrotem na tym, co robiłam, podczas gdy Rees krążyła wokół mnie. Muzyka
nie ucichła, ale ją ściszyła. Potem złapała belę siana, przyciągnęła ją blisko
miejsca, w którym pracowałam i usiadła na niej. Moje spojrzenie ześlizgnęło się
po niej kilka razy, gdy to robiła, i nadal przesuwało się na nią, gdy
siedziała, obserwując, jak pracowały moje ręce.
Zdecydowałam,
że, skoro mnie szukała, musiałam jej pozwoliłem zacząć.
Zajęło
jej to kilka chwil, ale w końcu zaczęła.
„To
jest ładne” – powiedziała cicho.
Spojrzałam
na nią i zobaczyłam, że wciąż patrzyła na moje dłonie.
„Dzięki”
– odpowiedziałam - „Będzie ładniejszy, kiedy będzie wypalony i szkliwiony”.
„Fajne”
– szepnęła.
„Chcesz
się tego nauczyć?”
„Nie”.
To
przyszło tak szybko, że spojrzałam na nią ponownie i zobaczyłam, że odchyliła
się nieco do tyłu i miała zabawny wyraz twarzy.
„Nie?”
- zapytałam cicho.
Jej
wzrok powędrował do mojej twarzy, a potem z powrotem do moich dłoni i
wymamrotała - „Nie jestem dobra w tego typu rzeczach. Gdybyś pokazała No, po
pół godziny zrobiłby coś niesamowitego. Nie jestem taka”.
To
było wymowne.
No
był dobrym koszykarzem, najlepszym w szkole. I wszyscy mówili o jego zespole,
mówili, że inni chłopcy w nim są w porządku, ale No był niesamowity. Dostałam
tę informację od Kirby’ego, który uważał, że gówno No nie śmierdzi. Nie miał
powodu, żeby wychwalać No, po prostu się dzielił. Odniosłam wrażenie, że Fin
był najgorętszym facetem w Brownsburg High School, a Jonas Haines był spoko
facetem. Dziewczyny mdlały, gdy Fin był w pobliżu, potajemnie mając nadzieję,
że obróci swoją ponurą intensywność w ich stronę i będą mogły ukoić jego dziką
duszę. Dziewczyny mdlały, gdy No był w pobliżu, potajemnie mając nadzieję, że
błyśnie w nie swoim swobodnym, leniwym uśmiechem i będą mogły pławić się w jego
chwale.
Ale
Kirby nie czuł się przyćmiony przez swojego brata. Darrin, nawet Rhonda, a w
końcu Fin o to zadbał. Miał swoje miejsce w rodzinie, jego mocne strony były
dostrzegane i chwalone. Fin i Kirb nie dogadywali się w każdej sekundzie
każdego dnia, ale byli blisko. Kirby patrzył na swojego brata, a Fin prowadził
go delikatną ręką, sprawiając, że kult starszego brata był tego wart.
Po
reakcji Clarisse dostrzegłam, że w domu Haines’ów panowała inna dynamika. Rees
czuła się przytłoczona liczbą wyraźnych talentów swojego brata. Kłóciła się ze
swoim bratem, ale dobrodusznie, więc nie czułam, że to była dysfunkcja, którą ja
miałam z Debbie. To nie No wcierał jej w twarz swoje umiejętności i
popularność.
To
było coś innego.
I
pomyślałam, że wiedziałam, co to było.
Sprawy
stawały się bardziej klarowne z Rees. Miała tatę, który ją uwielbiał, brata, z
którym była blisko, ale żadnej matki, która by ją rozpoznawała i chwaliła. Mała
córeczka tatusia i młodsza siostra starszego brata, były darem, gdybyś miała je
przez całe życie. Ale mama może poprowadzić cię na drodze do zrozumienia, kim
jesteś i pomóc ci umocnić swoją wartość jako kobiety.
Audrey
Haines tego nie robiła i Clarisse była zagubiona.
Ostrożnie
stąpając, powiedziałam - „Okej, Słonko. Jak ci się nie podoba, to nie „.
Zapadłyśmy
w ciszę.
Potem
powiedziała - „No powiedział, że nauczysz nas jeździć konno”.
„Pewnie”
- Spojrzałem na nią - „Chcesz tego?”
Skinęła
głową.
Spojrzałem
na glinę - „Chcesz zacząć w sobotę?”
„To
byłoby fajne”.
Uśmiechnęłam
się do niej - „W takim razie zaczynamy sobotę”.
Odwzajemniła
uśmiech.
Spojrzałam
z powrotem na moje koło - „Wyświadczycie mi przysługę. Moje córeczki lubią
towarzystwo. Pokochają was”.
„Cudownie”
– szepnęła.
Więcej
ciszy.
Potem
- „Um… Dusty?”
„Tak?”
„Mam
parę dżinsów do oddania. A moi dziadkowie przysłali trochę pieniędzy. Naprawdę
podoba mi się ta bransoletka, którą mi kupiłeś i nie chcę wiedzieć, ile to
kosztuje ani nic, ale chciałabym wiedzieć, skąd ją masz. Czy ty, umm… może
chciałabyś, uh… pójść ze mną na zakupy?”
Tym
razem posłałam jej uśmiech - „Fan… cholernie… tastycznie. Uwielbiam to. Moja dziewczyna Jerra jest w Teksasie i
nie mam tu nikogo, kto mógłby ze mną iść na zakupy. Przelecimy kilka sklepów w
centrum handlowym, a potem zrobimy coś dziewczęcego, na przykład wypijemy
siedem tysięcy kalorii i popatrzymy na ludzi. Po lekcji jazdy konnej w sobotę.
Czy to plan?”
Uśmiechnęła
się szczerze, bez wahania, jej piękne brązowe oczy zabłyszczały -
„Zdecydowanie”.
Spojrzałam
z powrotem na swoje koło, mrucząc - „Jest na co czekać”.
„Fajnie”
- wyszeptała, po czym dodała - „Uh… no wiesz, nauczysz mnie jeździć na koniach
i zabierzesz mnie na zakupy i w ogóle, a może…” - urwała, a ja ustawiłam się
moje ręce tak, że, chociaż glina wciąż się poruszała, kształt się nie zmieniał,
i podniosłam na nią wzrok.
Delikatnie
powiedziałam - „Clarisse, Słonko, nauczysz się, jak mnie poznasz, że nie ma niczego,
o czym nie mogłabyś ze mną porozmawiać, niczego, o co nie możesz zapytać. Nie
mogę powiedzieć „tak” na wszystko i musisz wiedzieć, bez względu na to, o czym
rozmawiamy, będę szczera, prosto. I będzie trochę mojej szczerości, której
możesz nie zechcieć usłyszeć. Ale będę w tym miła. Zawsze. Więc jeśli masz coś
do powiedzenia lub pytania, powiedz to. Mam dla ciebie cały czas na świecie, Słonko,
dają słowo. Więc weź to. To jest twoje”.
Wpatrywała
się we mnie z rozchylonymi ustami, po czym wyrzuciła z siebie - „Chcę, żebyś nauczyła
mnie robić makijaż, tak jak zrobiłaś go na moje przyjęcie urodzinowe. Nikt
nigdy…” - Przerwała, po czym dokończyła w pośpiechu - „Nauczyłam się i nie
jestem w tym zbyt dobra. Ale ty jesteś. Pomyślałam więc, że jeśli nie masz nic
przeciwko, mogłabyś mnie nauczyć”.
Poczułam,
jak coś uderzyło mnie w gardło i paliło, a jednocześnie potrzebowałam
wszystkiego, by trzymać ręce tam, gdzie były na wazonie i nie wstać, dopaść
pieprzonej Audrey Haines, by skopać jej cholerny tyłek.
Przede
mną siedziała piętnastolatka, która nie miała pojęcia o sile swojego piękna i
dryfowała bez celu.
Nie
chodziło o makijaż.
Chodziło
o wszystko.
Wzdrygnęłam
się na myśl, co się działo, kiedy Rees zaczęła mieć okres. Jej przyjaciółki
prawdopodobnie dawali jej rady i sama myśl przerażała mnie jak diabli. Mike nie
mógł tam iść. Po pierwsze nie chciał. Po drugie, znał działanie kobiecego
ciała, ale wątpiłam, czy byłby w stanie wychwalać zalety tamponów w porównaniu
z podpaskami lub różnych tamponów w porównaniu z innymi tamponami i odwrotnie z
podpaskami. Nie mógł współodczuwać, edukować i tym samym pomagać w łagodzeniu
skurczów. Nie mógł rozmawiać o wahaniach nastroju, jak je wyczuwać i jak
próbować je kontrolować.
Pieprzona
Audrey Pieprzona Haines.
Suka.
„Nowy
plan. Przyjdziesz w sobotę rano, nauczę cię jeździć konno. Potem umyjemy się, a
ja podpowiadam, jak uczynić piękno jeszcze piękniejszym. Po osiągnieciu tego
cudu idziemy do centrum handlowego, przymierzamy różne rzeczy, wymieniamy
dżinsy na lepszy model, pijemy kawę i obserwujemy ludzi. Jesteśmy umówione?”
Uśmiechnęła
się do mnie i szepnęła - „Tak”.
„Wspaniale”
- mruknęłam, po czym spojrzałam z powrotem na wazon.
Było
więcej ciszy. Trwało to dłużej.
Trwało
to tak długo, że już miałam ją zapełnić, kiedy Rees zapiszczała - „Dusty?”
„Kochanie”
– wyszeptałam, uśmiechając się do mojego wazonu - „Nie ruszyłam się”.
Zachichotała.
Podobało
mi się to. Był delikatny i piękny, tak jak jej głos.
Potem
zapytała - „Mówiłeś, że mogę z tobą rozmawiać o wszystkim?”.
„Tak”.
„Um…
Fin zaprosił mnie na randkę”.
Moje
ręce ześlizgnęły się po glinie, niszcząc wazon i Clarisse podskoczyła.
„O
nie!” - krzyknęła, a jej oczy wypełniły się przerażeniem - „Sprawiłam, że to
zrujnowałaś!”
„Finley
zaprosił cię na randkę?” - spytałam.
Jej
oczy strzeliły do mnie – „Ja… eee, przepraszam! Wykrzyknęła - „On jest twoim
bratankiem i…”
Wyrzuciłam
upaprane ręce w powietrze i krzyknęłam - „Tak jest!” - opuściłam je i
uśmiechnęłam się do niej - Kiedy idziecie? Gdzie idziecie? O mój Boże! To jest
takie fajne!”
Uśmiechnęła
się do mnie niepewnie, ale jej uśmiech zamilkł – „Cóż, hm… Tata mówi, że nie
mogę umawiać się na randki, dopóki nie skończę szesnastu lat”.
Gówno.
Pod wpływem chwili zupełnie o tym zapomniałam.
Gówno!
„Choroba”
– mruknęłam - „Wspomniał o tym”.
Jej
głowa przechyliła się na bok, a idealnie wygięte ciemne brwi ściągnęły się -
„Tak?”.
Spojrzałam
jej w oczy i potwierdziłam - „Tak”.
„Więc,
umm… kiedy to zrobił, czy wydawał
się, hm… stanowczy?”
„Tak”
- powiedziałam jej szczerze i uśmiechnęłam się - „Ale wiesz, randka w
samochodzie to jedno” - stwierdziłam, myśląc, że dla Fina nie byłaby to randka
w samochodzie, ale randka w pickupie z przebywaniem na siedzeniu z tyłu, której
za diabła Mike by nie zaakceptował - „Ale czy odrobiłaś pracę domową?”
Zamrugała,
zanim jej twarz się zamknęła.
„Nie,
powinnam to robić teraz, ale…” - przerwałam jej - „Cóż, biorąc pod uwagę, że
Fin jest kilka lat starszy od ciebie, jeśli przyniosłabyś swoje książki, miałabyś
jakieś pytania, może będzie w stanie ci pomóc”.
Jej
oczy spotkały się z moimi i obserwowałam świt.
To
była piękna rzecz.
Na
jej pięknej twarzy pojawił się powolny uśmiech.
To
było wspaniałe.
„I”
– ciągnęłam – „oboje musicie jeść i mieszkacie prawie obok siebie. Rhonda jest
dobrą kucharką. Ja też. Twój tata też dobrze gotuje. Założę się, że spodobałaby
ci się nasza kuchnia, a Finowi twojego taty”.
Patrzyłam,
jak jej przepiękny uśmiech staje się jeszcze piękniejszy.
„I”
– kontynuowałam – „oboje macie telewizory i założę się, że oboje je oglądacie.
Nie ma powodu, dla którego nie moglibyście oglądać ich razem”.
„Tak,
muszę jeść i cały czas oglądam telewizję” – potwierdziła.
„No
widzisz” - odpowiedziałam, natychmiast wstałam i zaprosiłam - „Chodźmy
zobaczyć, co robi Fin. Może mieć czas, żeby pomóc ci w odrabianiu lekcji”.
Jej
uśmiech stał się ogromny. Zwróciłam go, schyliłam się, wyłączyłam koło,
zanurzyłam ręce w wiadrze z wodą, które trzymałam blisko, a potem złapałam
ręcznik. Bez dalszej zwłoki posłałam Rees kolejny uśmiech, skinęłam głową, żeby
poszła za mną i popędziłam do domu.
Byłyśmy
w kuchni, kiedy odwróciłam się i powiedziałam - „Poczekaj tutaj, daj mi
chwilę”.
Skinęła
głową.
Pobiegłam
korytarzem, wołając - „Fin! Jesteś tu?"
„Tak,
ciociu Dusty!” - usłyszałam z góry.
Obróciłam
się u podnóża schodów i pobiegłam w górę. Fin spotkał mnie na szczycie.
Spojrzałam
na niego - „Odrobiłeś pracę domową?” – zapytałam i patrzyłam, jak jego twarz
nieco stwardniała.
Od
powrotu do domu dowiedziałam się, że Fin już dawno przestał potrzebować mamy.
Raz spróbowałam, a on mnie zamknął.
Wkrótce
potem stwierdziłam, że nie było mu to potrzebne. Odrabiał swoją pracę domową i
nie tylko, namawiał swojego brata, aby odrabiał swoją. Zajmował się gównem,
którym trzeba było się zająć, na przykład zamykaniem domu na noc, wyłączaniem
świateł, upewnianiem się, że drzwi są zamknięte, mamrotaniem cichych słów do
brata, żeby poszedł do łóżka. Bez wysiłku wczuł się w rolę Darrina w domu Holliday’ów.
Co zaskakujące, w wieku siedemnastu lat i wkrótce po śmierci ojca zobaczył, co
musi być zrobione i już wiedział, czego chce w życiu. Przyjął więc rolę pana
domu bez nastawienia i narzekania.
Więc
wskazówka ode mnie, że jest jeszcze dzieckiem, nie była mile widziana.
„Ja…”
– zaczął, ale mu przerwałam.
„Widzisz,
Clarisse przyszła porozmawiać o nauce jazdy konnej i pójściu do centrum
handlowego” - Twardość zniknęła z twarzy Fina, a jego oczy stały się czujne,
gdy kontynuowałam - „Potem powiedziała, że nie odrobiła jeszcze pracy domowej.
Minęło trochę czasu, odkąd byłam w liceum, ale pamiętam, że fajniej było robić
to z partnerem do nauki. Nie wspominając o tym, że jeśli masz kogoś starszego
od siebie, może ci pomóc, jeśli będziesz mieć z czymś kłopoty. Myślisz, że
mógłbyś pomóc Rees w odrabianiu lekcji?”
Jego
oczy były teraz nie tylko czujne, ale i płonęły.
„Tak”
– powiedział cicho, a ja ukryłam uśmiech.
Potem
powiedziałam - „Cóż, prawdopodobnie nie potrzebuje pomocy w pójściu do domu po
książki, żebyście mogli się uczyć przy kuchennym stole. Ale założę się, że nie
miałaby nic przeciwko towarzystwu, a teraz jest na dole w kuchni”.
Fin
spojrzał mi w oczy. Potem szarpnął brodą i natychmiast ruszył w stronę schodów.
Tak,
mój Finley lubił Rees Haines.
Szybko
złapałam go za ramię, zanim zdążył zniknąć.
„Dwie
rzeczy, Słonko” – powiedziałam, kiedy zwrócił na mnie wzrok.
Dostałam
kolejne szarpnięcie brodą.
Boże,
tak samo jak Darrin.
Wzięłam
oddech i przypomniałam mu cichym głosem - „Ona ma piętnaście lat, a jej tata
jest gliną”.
„Rozumiem
to” - wyszeptał Fin.
Moje
palce zacisnęły się głębiej w jego bicepsie i kontynuowałam - „Założę się, że tak.
Ale tylko powtórzę, jest młoda, lubi cię, nie zna w swoim życiu niczego poza
dobrymi mężczyznami, więc ci zaufa i musisz to chronić. A jeśli tego nie
zrobisz, będziesz odpowiadać przed jej ojcem, a on nie jest człowiekiem,
którego szacunek odrzucasz. Rozumiemy się?”
Fin
patrzył w moje oczy, ale mięsień podskoczył na jego policzku. To dlatego, że
mnie kochał, ale wtedy miał rację, że był na mnie wkurzony. A to dlatego, że przejmował
się Rees, a ja przypominałam mu o tych rzeczach, zrozumiał, że ja pomyślałam,
że jest pewnym typem faceta, którym może być, ale nie ma zamiaru być z Rees.
Podeszłam
bliżej i powiedziałam jeszcze ciszej - „Mam wrażenie, że jej mama nie jest
najlepsza. Ktoś musi się nią opiekować. Lubię ją. Więc zdecydowałem, że to ja
nią będę. I właśnie dlatego z tym wychodzę”.
Trzymał
kontakt wzrokowy, mięsień przestał drżeć w jego policzku i wymamrotał -
„Dobrze. Bo ona tego potrzebuje, bo jej mama to cholerna suka”.
To
było. Dalsze potwierdzenie.
Zabrałam
rękę z jego ramienia i zachęciłam - „Idź, bawcie się dobrze i, wiesz, jeśli ona
ma mnóstwo pracy do odrobienia i to doprowadzi was do kolacji, szkoda by było, by
musiała biec przez pole, żeby coś zjeść. Powinna po prostu tu zostać. Z
przyjemnością zadzwonię do jej taty, jeśli do tego dojdzie”.
To
sprawiło, że się uśmiechnął.
„Mógłbym
zapytać, ale myślę, że Reesee ma mnóstwo pracy” – poinformował mnie Fin – „Na
pewno będzie musiała zostać na kolacji”.
Reesee.
Miłe.
Jeśli
tak ją nazywa, prawdopodobnie jej się to podoba.
„W
takim razie lepiej zadzwonię do Mike’a” – mruknęłam.
„Tak”.
Uśmiechnąłem
się do niego.
Uśmiechnął
się do mnie.
Potem
zbiegł po schodach.
Słuchałam
jak każda wścibska ciocia zajmująca się swataniem, gdy słyszałam pomruki z dołu
i otwierające się i zamykające tylne drzwi. I tak jak zrobiłaby to każda
wścibska ciocia zajmująca się swataniem, pobiegłam na koniec korytarza i
wyjrzałam przez okno, by zobaczyć dwoje nastolatków idących przez pole. Nie
miałam żadnych skrupułów, żeby to robić i byłam zachwycona, kiedy po jednej
trzeciej drogi przez pole Fin zmęczył się nieśmiałością Rees i, żartując z nią,
uderzył ja bokiem i zrobił to mocno. Odleciała na bok, co oznaczało, że Fin
musiał ją złapać, a zrobił to, chwytając ją za rękę i przyciągając do siebie.
Potem
nie puścił jej ręki.
Patrzyłam,
jak odchyliła głowę do tyłu i przekręciła ją na bok, żeby się do niego
uśmiechnąć.
Fin
zrobił to samo, ale jednocześnie spojrzał w dół, przyciągając ją bliżej.
Poważnie,
miał siedemnaście lat, ale mój siostrzeniec wiedział, jak to robić.
Uśmiechnęłam
się, odwróciłam od okna i przypomniałam sobie, że moje ręce wciąż są lekko
zabłocone. Poszłam więc do łazienki, umyłam je, wytarłam ręcznikiem, złapałam
zabłocony ręcznik i wyszłam.
Zatrzymałam
się.
Fin
kazał zostawać Kirbowi w jego pokoju, by odrabiał lekcje. Tak to się działo
odkąd wróciłam do domu, więc wiedziałam, że Kirby nie zejdzie na dół i nie
zaparkuje tyłka przed telewizorem, dopóki nie skończy.
Jednak
nie miałam pojęcia, gdzie się podziała Rhonda. Miałam do wyboru dwie opcje:
kuchnia lub jej sypialnia. I nie było jej w kuchni.
Poszłam
więc do jej sypialni.
Drzwi
były lekko uchylone, więc zapukałam i wsadziłam głowę.
„Ronda?”
Leżała
na boku w łóżku, tyłem do mnie. Również nie odpowiedziała. Robiła to bardzo
często, że leżała w łóżku, które dzieliła z moim bratem, nie czytając, nie
oglądając telewizji, po prostu tam leżąc.
Niedobrze.
„Rhonda,
Słonko, drzemiesz?” - zawołałam cicho.
Przeturlała
się, usiadła, jej nogi zsunęły się na bok i spojrzała na mnie.
Znałam
mojego brata. Wiedziałam, że Rhonda pociągała mojego brata, bo była wrażliwą
duszą, która, jak czuł, potrzebowała ochrony. Ale był także przystojnym
mężczyzną, który znalazł sobie bardzo ładną kobietę.
Dwadzieścia
lat i dwoje dzieci później była nie mniej ładna. Mnóstwo ciemnych włosów, które
obcięła do ramion, stylizacja niezbyt modna, ale zdecydowanie do niej pasująca.
Duże niebieskie oczy. Skóra bez skazy.
Teraz,
jej włosy nie były ułożone, a nawet trochę potargane, te oczy były puste, a
skóra blada i to nie z powodu późnego lutego w Indianie. W sposób, który mówił,
że nie je wystarczająco dużo, nie ma wystarczającej ilości ćwiczeń, że oddycha,
ale nie żyje.
„Hej”
– przywitała się, jakbym była niespodziewanym gościem w drzwiach wejściowych.
Gapiłam
się na nią. Wtedy Fin szukający pocieszenia i uzyskujący go od słodkiej,
nieśmiałej nastolatki, a nie od swojej matki, uderzył mnie i zdecydowałam, że
nadszedł czas, aby spróbować jeszcze raz.
Weszłam
więc do pokoju i poinformowałam ją - „Clarisse Haines przyjdzie się uczyć z
Finem i zostanie na kolację”.
Rhonda
przekrzywiła głowę na bok, wyglądając na lekko zakłopotaną.
„Mam
dwa opakowania piersi z kurczaka” – stwierdziła - „Chłopcy jedzą po dwie. Jeśli
ty i ja mamy po jednej, będę miała dość”.
Właśnie
jej powiedziałam, że Fin zaczyna widywać się z córką mojego nowego chłopaka,
która mieszka po drugiej stronie pola, a ona mi tylko mówi, że ma piersi z
kurczaka?
Poszłam
dalej wgłąb pokoju i poinformowałam ją z uśmiechem - „On ją bardzo lubi”.
„Oczywiście”
– odparła Rhonda - „Jest ładna”.
„Jest”
– zgodziłam się - „I myślę, że to jest dla niego dobre, bo jest słodka. Wiesz, warto
mieć coś takiego miłego, kiedy Darrin odszedł”.
Jej
oczy natychmiast powędrowały po pokoju.
„Rhonda”
– zawołałem i nie było to ostre, ale przyciągające uwagę, więc znów na mnie
spojrzała. Kiedy jej oczy napotkały moje, zmieniłam temat.
„Zadzwoniłaś
do Mimi w sprawie powrotu do pracy, o którym rozmawiałyśmy?” - zapytałam.
„Tak.
Powiedziała, że bardzo jej przykro, ale musi zatrudnić kogoś innego na moje
zmiany”.
Cholera.
Rhonda potrzebowała skupienia uwagi, czegoś, co mogłaby zrobić ze swoimi
dniami. Musiała być wśród ludzi. Potrzebowała przypomnienia, że istnieje życie
poza utraconym mężem i tej farmą.
„Chcesz,
żebym z nią porozmawiała? Zobaczyła, czy przyjmie cię z powrotem? Może w
kawiarni jest częsta rotacja. Może być tak, że mogłabyś odebrać więcej godzin.
Może idź na pełny etat. Jesteś świetna w pieczeniu, może mogłabyś pomóc jej też
w kuchni” – zasugerowałam, a oczy Rhondy się rozszerzyły.
„Nie
mogę pracować w pełnym wymiarze godzin” - powiedziała mi.
„Dlaczego
nie?” - Zapytałam.
„Cóż,
bo mam dom. Mam coś do zrobienia”.
„Rhonda,
Słonko” - podeszłam do łóżka i usiadłam obok niej - „Sprzątasz dom raz w
tygodniu. Ci chłopcy dużo jedzą, przyznaję, ale ty robisz cotygodniowe ogromne
zakupy spożywcze. Kobiety pracujące na pełen etat przez cały czas zajmują się
domem i dziećmi” - Uśmiechnęłam się - „I chyba zauważyłeś, że to dobre
dzieciaki, odpowiedzialne. Robią dobrze. Kontynuują prace. Nie wspominając o
tym, że jestem tutaj, aby pomóc”.
Wpatrywała
się we mnie i odpowiedziała - „Darrin nie sądził, żebym musiała pracować na
pełen etat. Lubił mnie w domu”.
Wyciągnęłam
rękę, złapałam ją za rękę i mocno ją przytrzymałam, kiedy delikatnie jej
przypomniałam - „Darrina już tu nie ma, Słonko”.
Jej
oczy powędrowały w bok.
Ścisnęłam
jej dłoń, ale nie odzyskałam jej wzroku. Mimo to trzymałam ją.
„Musisz
zrobić coś, co nie obejmuje leżenia w tym łóżku, Rhonda. Potrzebujesz czegoś,
co wypełni twój czas, czegoś do przemyślenia. Potrzebujesz tego dla swoich
chłopców i potrzebujesz tego…” – ponownie ścisnąłem jej dłoń – „dla ciebie”.
Westchnęła,
jej dłoń zwiotczała w mojej.
„Rhonda,
czy mogłabyś na mnie spojrzeć?” - Zapytałam. Nie spuszczała wzroku z pokoju.
Przysunęłam się bliżej i powtórzyłam - „Rhonda, Słonko, proszę. Spójrz na
mnie”.
Dała
mi swoje oczy. Były puste. Wyłączone. Całkowicie.
Trzymałam
się niej - „Pomyśl o tym. Porozmawiam z Mimi. Dostanę gazetę. Znajdziemy ci
coś, co lubisz robić. Obiecuję, że nie będziesz musiała robić niczego, czego
nie lubisz. Ale nadszedł czas, abyś przestała spędzać cały swój czas w tym
łóżku i zaczęła się ponownie udzielać w życiu” - Ścisnęłam ją jeszcze raz i
powiedziałam - „Pomyśl o tym. Obiecaj mi”.
Wpatrywała
się we mnie wtedy, bardziej po to, żebym ruszyła dalej niż po to, by dać mi
odpowiedź, skinęła głową.
„Dzięki”
- wyszeptałam, wiedząc, że moje starania o nakłonienie szwagierki do
otrząśnięcia się z tego nie posunęły się dalej.
Opuściłam
ją i wyszłam się z pokoju, z domu i poszłam z powrotem do mojego koła, żeby
uratować wazon, który pewnego dnia uczyni mnie bogatszą o dwieście dolarów, co
znacznie pomogłoby mi utrzymać moje córeczki przy owsie.
Kiedy
usiadłam, zanim ponownie włożyłam ręce w glinę, wyjęłam swoją komórkę,
przewinęłam do Mike’a i wcisnęłam Dzwoń.
Zadzwoniła
dwa razy, zanim usłyszałam - „Hej, Aniołku. Na spotkaniu."
To
było to. Nigdy nie było czasu na komunikację.
„Racja,
czy mogę ci szybko powiedzieć kilka rzeczy?” - Zapytałam.
„Tak”
– odpowiedział Mike.
„Trzymaj
się mocno” – poradziłam.
„Cholera”
– mruknął Mike, a ja się uśmiechnęłam.
„Dobre
wieści, nie ma Debbie”.
„Racja”
- ponaglił, wypowiadając to słowo powoli, kiedy nie powiedziałam nic więcej.
„Wspaniałą
wiadomością dla dwojga ludzi, na których nam zależy, ale może nie dla ciebie,
jest to, że Fin zaprosił Rees na randkę. Więc zwróciła się do mnie z prośbą o
umożliwienie jej pójścia na prawdziwą randkę. Przekazałam jej złe wieści, że
masz limit na randki od szesnastego roku życia. Ale też trochę poprowadziłam ją
do uświadomienia, że randki samochodowe nie są jedyną opcją. Uczy się teraz z
Finem, a ponieważ ma dużo pracy, poprosiliśmy ją, żeby została na kolacji”.
To
sprawiło, że zapadła cisza.
Omówiłam
to - „Och, będę uczyć ją jeździć konno w sobotę, po czym jedziemy do centrum
handlowego”.
„Dobrze,
że kupiłaś sobie obowiązek zabrania mojej dziewczyny do centrum handlowego po
tym, jak uświadomiłaś ją, że randki w samochodzie nie są jedyną opcją”.
Brzmiał
na zirytowanego.
Zacisnęłam
usta, ale zrobiłam to, żeby się nie uśmiechnąć.
„Jezu”
– wymamrotał.
„To
się dzieje, już wiedziałeś, że tak się stanie, musisz się z tym pogodzić” –
poradziłam.
„Racja.
Żadnego uczenia się w jego pokoju” – oświadczył Mike.
„Ta
jest, poinformowałam już Fina, że mają stół kuchenny”.
„A
w sobotę, ona ma pieniądze, które ma od swoich urodzin i chce wymienić dżinsy.
Nic więcej, kochanie, da ci wielkie oczy i słodkie dąsy, ale nawet jeśli zobaczy
rzeczy, które naprawdę dobrze może potrafiła przekonać cię, że musi mieć, nie musi. Prezenty to jedno.
Nadal nie dostanie jej kieszonkowego jeszcze przez trzy tygodnie, a ja nie chcę
tego, co zaczynało się robić jej nawykiem żebrania i pożyczania na kupno gówna,
którego tak naprawdę nie potrzebuje. Rozumiesz mnie?”
Rozumiałam
go. Tak bardzo go rozumiałam.
Potrzebowałam
jednak szczegółów.
„Mogę
postawić jej kawę?”
„Tak”.
„Jeśli
zechce kolejną biżuterię z miejsca, w którym kupiłam jej prezent, mogę jej to
kupić, żeby bardziej mnie polubiła, chciała mnie mieć w pobliżu i może pewnego
dnia będzie otwarta, że spędzę więcej niż cztery noce w miesiącu w łóżku jej
taty, w niektóre z tych nocy, kiedy ona będzie w swoim?”
„Przekupstwo?”
- zapytał.
„Absolutnie”
– odpowiedziałam.
Słyszałam,
jak chichotał, zanim powiedział cichym głosem - „Powiedz jasno, że to jest
wyjątkowe, Dusty. Nie łapówka. Nie coś, co będzie się działo za każdym razem,
gdy wyjdziesz. Nie jesteś nową osobą do wkręcania przez Reesee, kiedy jest
przekonana, że potrzebuje jakiegoś gówna, żeby wypełnić jakąś dziurę, którą
muszę pomyśleć, czego tak naprawdę
potrzebuje, żeby ją wypełnić”.
Poważnie,
Mike i ja musieliśmy porozmawiać. Jeśli on tego nie rozgryzł, to prawdopodobnie
ja byłam bliżej zrozumienia, czym to było, niż on.
A
Rees była bliżej zdobycia go.
Wyjrzałam
ze stodoły i zobaczyłam, jak Fin przytrzymywał otwarte tylne drzwi, żeby Rees mogła
przez nie przejść. Jej torba z książkami wisiała na jego ramieniu. Nie wyglądał
na ciężki, ale i tak ją dla niej niósł.
Poważnie,
Fin umiał to toczyć.
Patrzyłam,
jak przechodzili i patrzyłam, jak zamykały się tylne drzwi.
Zdecydowanie
bliżej do zdobycia.
„Aniołku?”
- Mike zawołał.
„Specjalne.
To nie łapówka” – potwierdziłam – „I… Mike?”
„Tak”.
„Słonko,
musimy znaleźć czas na połączenie i nie mam na myśli ciał”.
Brzmiał
na czujnego, gdy zapytał szybko - „Wszystko w porządku?”
„Dla
mnie, co zaskakujące, tak. Dla ciebie, wyczuwam, nie. Powiedziałeś mi, że zgadzasz
się, żeby omawiać sprawy. To działa w obie strony”.
Spotkało
się to z większą ciszą.
Potem
usłyszałam, cicho i słodko - „Mam spotkanie, kochanie”.
„Racja”.
„Rozumiesz
mnie?” - zapytał, a ja nie rozumiałam.
„Rozumiem
cię?”
„Jestem
na spotkaniu” – oznajmił.
Wpatrywałem
się w zrujnowaną glinę i zaświtało.
Miał
coś, co chciał powiedzieć, ale nie mógł, bo wokół byli ludzie.
„Rozumiem
cię” – szepnęłam.
„Racja.
Połączymy się. Obiecuję”.
„Okej”.
„Chcę,
żeby moja córka była w domu o dziewiątej” – zadekretował.
Był
takim dobrym tatą. Był czas na naukę, czas na kolację i czas na telewizję.
„Okej”
- powtórzyłam, po czym dodałam - „I żebyś wiedział, jesteś dobrym tatą i dajesz
to Rees i Finowi, więc chcę cię teraz wszędzie pocałować”.
Więcej
ciszy przed - „Jezu” - Uśmiechnęłam się i usłyszałam - „Później, kochanie”.
Więc
powiedziałam - „Później, przystojniaku”.
Nacisnęłam
przycisk rozłączenia na telefonie, odrzuciłam go na bok i zanurzyłam ręce w
wodzie, aby kapnąć na wysychającą glinę.
I
zakręciłam swoim kołem.
*****
„Czy
w życiu będę używała geometrii?” - Clarisse zapytała Fina.
Przeniósł
wzrok z jej gazety na nią i uśmiechnął się.
„Nie
mam pojęcia” – odpowiedział.
„Więc
czy ma sens?” - zapytała.
Jego
uśmiech zgasł i spojrzał jej w oczy.
Jego
były bardzo niebieskie.
„Wiesz,
co chcesz zrobić?” - zapytał.
„Robić?”
- zapytała z powrotem.
„Po
szkole średniej”.
Nie
miała o tym pojęcia, więc wzruszyła ramionami.
„Racja”
– odpowiedział - „Nie wiesz, a dopóki nie wiesz, musisz położyć podwaliny”.
„Jestem
prawie pewna, że to, co zechcę robić, nie będzie miało nic wspólnego z
geometrią” - powiedziała, a on znów się uśmiechnął.
Potem
powiedział cicho – „Nie o to mi chodzi, Reesee”.
Boże,
nigdy nie myślała, że pokochałaby to, żeby ktokolwiek oprócz jej taty i No tak
ją nazywał.
Ale
uwielbiała, kiedy Fin ją tak nazywał.
„Co
masz na myśli?” - zapytała miękko.
„Możesz
iść do szkoły, college. Jeśli tak, musisz mieć dobre oceny. Jak spieprzysz to,
dostaniesz gównianą ocenę, to spieprzysz swoją średnią. Jak nie nauczysz się
tego, nie będziesz mogła odpowiedzieć na pytania na SAT. Tak więc, dopóki nie
masz pomysłu, dokąd chcesz się udać, musisz wykonać pracę, aby kryć swoje bazy”.
Serio,
był taki mądry. Nie znała nikogo takiego jak on. Nie w szkole. Był prawie
dorosły, taki mądry.
„Racja”
– szepnęła.
Byli
pod kątem prostym do siebie przy kuchennym stole, ale kiedy wypowiedziała to
słowo, przesunął swoje krzesło tak, że był bardzo blisko.
„Przeanalizuj
to dla mnie, wykonaj pracę na głos. Spróbujemy dowiedzieć się, gdzie tego nie rozumiesz”.
O
Boże! Nie mogła tego zrobić! Uznałby ją za głupią.
Wpatrywała
się w jego profil, podczas gdy on wpatrywał się w jej notatki, czekając, aż
wykona pracę. Kiedy to robiła, zastanawiała się, czy jest dziwna, myśląc, że miał
naprawdę piękne usta. Dolna warga była pełna i obie miały takie wypukłości…
Kiedy
się nie poruszała ani nie mówiła, jego szyja była wykręcona, a głowa wciąż
pochylona, tylko jego oczy spoglądały na nią.
Z
tak bliska były jeszcze ładniejsze.
Jej
brzuch zatrzepotał.
„Rees?”
- odezwał się.
Zdenerwowana,
wypaliła wprost - „Nie chcę, żebyś pomyślał, że jestem głupia”.
Zamrugał,
po czym wyprostował się, nie odrywając od niej wzroku.
„Dlaczego
miałbym myśleć, że jesteś głupia?” - zapytał.
„Ja
nie… to znaczy…” – Spojrzała na kartkę, a potem znowu na niego.
„Jesteś
w tym dobry. Opracowałeś trzy pytania, pokazując mi, jak to zrobić w czasie, w
którym ja zrobiłam jedno, i odpowiedziałam źle, kiedy to sprawdziłeś”.
„Kochanie,
nie rozumiesz geometrii, to nie znaczy, że jesteś głupia. Oznacza to po prostu,
że nie łapiesz geometrii. Wielu ludzi nie rozumie geometrii”.
To
była miła rzecz do powiedzenia. Ale nadal.
Jej
oczy opadły na stół – „Nie łapię wielu rzeczy” – mruknęła do notatek.
„Reesee”
– zawołał ponownie, a ona spojrzała na niego.
Właśnie
wtedy to zrobił. Pochylił się i znalazł bardzo blisko. Super blisko. Tak blisko, że
widziała tylko jego oczy!
„Ty
łapiesz gówno, które ma znaczenie” – wyszeptał.
„Co?”
- oddychała.
„Mówiłaś,
że twój tata był szczęśliwy. Ciocia Dusty była blisko z moim tatą. Cały czas
rozmawiali. A ona śpiewa, tańczy, śmieje się i szaleje, i to jest bardziej
szalone niż zwykle. Ty jej to dałaś”.
Clarisse
zamrugała, zanim powiedziała cicho – „Pomogłeś”.
„To
był twój pomysł” – przypomniał jej i kontynuował – „Czytałaś te pamiętniki i
wiedziałaś. Więc coś z tym zrobiłaś. Jeśli robisz to dla swojego taty, bo jest
dobrym facetem i troszczy się o ciebie, kogo to obchodzi, jeśli nie złapiesz
geometrii?”
Musiała
przyznać, że miał rację.
Uśmiechnęła
się więc do niego.
Jego
oczy zmieniły się, kiedy to zrobiła. Wyglądało na to, że zaglądał głębiej w jej
oczy. Jego wzrok opadł do jej ust, a jej brzuch znów zatrzepotał.
Cofnął
się o kilka cali i wymamrotał - „Ale doprowadźmy cię do punktu, w którym możesz
złapać to na tyle, by zaliczyć te zajęcia”.
I
musiała przyznać, że gdyby zdała te zajęcia, to uszczęśliwiłoby to jej tatę.
„Okej”
– zgodziła się.
„A
teraz przeanalizuj to na głos” – powtórzył.
Clarisse
zrobiła, co kazał.
Fin
zauważył, gdzie popełniała błąd. Musiał tłumaczyć to trzy razy przez kolejne
trzy zadania, ale w końcu zrozumiała.
Przeszedł
do jej pracy domowej ze składni z angielskiego, ale kiedy sprawdził jej pracę,
zrobiła tylko jeden błąd. I poradziła sobie z czternastoma pytaniami.
Clarisse
uważała, że wszystko, co dotyczyło Fina Holliday’a, było niesamowite.
Teraz
wiedziała, że był bardziej niesamowity niż niesamowity.
Nie
wiedziała, co to było.
Po
prostu wiedziała, że to był Fin.
*****
Mike
wcisnął przycisk, aby rozłączyć telefon od Dusty i spojrzał ponad biurkiem na
Tannera Layne’a, ale pytanie padło z jego boku.
„Pantoflarz?”
Mike
odwrócił się i jego wzrok padł na ogromnego, łysego, umięśnionego,
wytatuowanego, w podkoszulku w lutym, przerażająco uśmiechniętego Ryker’a
siedzącego u jego boku.
„Absolutnie”.
Przerażający
uśmieszek zmienił się w paskudny uśmiech.
Potem
Ryker oznajmił ruchem głowy w stronę Tannera – „Jego kobieta mówiła mojej
kobiecie, że piecze wspaniałe torty”.
Mike
nie chciał tego robić z Calem.
Zdecydowanie
nie chciał tego robić z Ryker’em.
Dlatego
powiedział cicho i stanowczo - „Nie robimy tego”.
Uśmiech
Ryker’a stał się szatański.
Jezu.
„Ryker,
trochę skupienia?” - Tanner na szczęście zawołał zza biurka w jego biurze, w
którym siedzieli, a oczy Ryker’a spoczęły na nim.
„McGrath?”
- zachęcił Tanner.
„Jak
gadam, dostaję tort” – oświadczył Ryker, wskazując głową na Mike’a - „Wykonany
przez jego kobietę”.
„Gotowe”
– odparł Mike - „Teraz, McGrath”.
Ryker
spojrzał na niego i wyłożył - „Jak on zechce tej farmy, mają przejebane. Idź do
swojej kobiety, powiedz jej i jej rodzinie, żeby się spakowali. Przepadli”.
Kurwa,
kurwa, kurwa.
„Wyjaśnij”
- warknął Mike.
„Ma
swoje sposoby. Ma środki. Jego interesy nie krzyżują się z moimi, więc mam to w
dupie. Idę własną drogą. To nie znaczy, że nie słyszę gówna” – wyjaśnił Ryker.
„I
co słyszysz?” - zapytał Mike.
„Że
McGrath ma sposoby i środki” – odpowiedział Ryker.
Mike
wciągnął powietrze, tracąc cierpliwość. Szukał jej i z wysiłkiem znalazł.
Potem
zapytał - „To on jest frontmanem?”
„Nie
wiem. Nie zależy mi na tym, żeby wiedzieć”.
Tanner
wkroczył w tym momencie - „Myślę, że kiedy proszę cię, żebyś usiadł tutaj z
Mikiem, wiesz, jaka jest umowa, rozumiesz, że Mike’owi zależy na tym, by
wiedzieć”.
Ryker
spojrzał na Tannera – „Jak mówiłem, bracie, nie znam tego gościa. Jak będę wtykał
nos, Nie wiem, jak on się z tym poczuje. Jak wetknę nos, a on stanie się
nieszczęśliwy w sposób, który nie jest wart tortu, ja jestem nieszczęśliwy”.
„Mówienie
mi, że ma sposoby i środki, nie da tortu, Ryker” – powiedział mu Mike, a oczy Ryker’a
wróciły do niego.
„Więc
osłodź umowę”.
„Nazwij
to” – zaproponował Mike, a spojrzenie Ryker’a stało się intensywne.
„Pantoflarz”
– mruknął.
„Dwóch
chłopców ze zmarłym ojcem, wycofaną mamą i dziedzictwem, którego nie są w
stanie ochronić” - odpowiedział Mike - „Chcesz tort, chcesz dziesięć
pieprzonych tortów, Dusty je upiecze. Tam dorastała, tam dorastał jej tata,
tata jej taty, i ona chce, żeby jej siostrzeniec pracował na tej ziemi przede
wszystkim dlatego, że on tego chce.
Już ustaliliśmy, że jestem pod pantoflem. Nie mam z tym problemu, biorąc pod
uwagę, że to, jak do tego doszło, wprawia mnie to w dobry nastrój. Co nie jest pieprzeniem.
Możesz pomóc, wskakuj. Chcesz otrzymać przysługę, masz to. Chcesz rewanż,
nazwij to. Nie możesz pomóc, nie marnuj mojego pieprzonego czasu”.
Ryker
nadal wpatrywał się w niego intensywnie.
Potem
mamrotał, mówiąc - „Myślę, że cię nie doceniłem”.
„Bracie,
nie doceniasz nikogo, kto nie nosi podkoszulka i nie nosi noża. Jezu” – uciął
Tanner - „Przestań szarpać łańcuchem Mike’a. Wchodzisz czy wychodzisz?”
Ryker
przyjrzał się Tannerowi, a potem jego łysa głowa obróciła się w stronę Mike’a i
mu się przyjrzał.
W
końcu powiedział - „Dwóch chłopców ze zmarłym ojcem, z których jeden jest zajebisty
w grze w piłkę, a to sprawia, że czuję się wspaniałomyślny. Ale dostaję tort. I
jak potrzebuję cię, wzywam cię. Siła ognia bez odznaki. Jesteś ze mną?”
Kurwa,
kurwa, kurwa.
Mike
wziął głęboki oddech, skupiając się na kanapkach w łóżku, które nigdy nie
zawierały kanapek.
„Jesteś
ze mną?” – zachęcił Ryker.
Mike
nie spuszczał wzroku i odpowiedział cicho - „Jak wezwiesz swoją przysługę i
spalisz mnie, ja spalę ciebie”.
„Wystarczająco
fair” – mruknął Ryker.
„W
takim razie zawarliśmy umowę” - oświadczył Mike.
Ryker
uśmiechnął się. Znowu to było szatańskie.
Kurwa,
kurwa, kurwa.
*****
Było
za dziesięć dziewiąta. Było ciemno. Było zimno. Zima umierała, wiosna deptała
jej po piętach, temperatura rosła, ale mróz wciąż był ostry.
A
Fin nie powinien robić tego, co zamierzał. Nie powinien tego robić. Jej tata
był policjantem. Jej tata będzie się rozglądał. Gdyby jej tata ich przyłapał,
bardzo by się wkurzył.
Ale
zamierzał to zrobić.
Wpuściła
go, jego Reesee. Trochę, potem więcej i jeszcze więcej od jej przyjęcia
urodzinowego. Ale dzisiaj to oddała.
Nie
wiedziała, jak to zrobić. Była nieśmiała.
Podobało
mu się to. Podobało mu się, że ktoś tak piękny jak ona mógł być nieśmiały.
Mogła sprawić, że każdy chłopak jadłby jej z ręki, a nie miała o tym pojęcia.
Żadnej
pieprzonej wskazówki.
Tak,
lubił to.
Więc
zamierzał to zrobić.
I
zrobił.
Byli
pod jej tylną bramą i odwróciła się do niego, prawdopodobnie żeby się pożegnać.
Nie
pozwolił jej. Zrobił duży krok do tyłu, jego dłoń była już w jej dłoni,
pociągając ją. Nie spodziewała się tego i straciła równowagę, wpadła na niego.
To
też mu się podobało. Nie spodziewała się tego.
Kurwa,
on miał być tym, który ją pierwszy pocałował.
Boże,
to też mu się podobało.
Nigdy
tego nie zrobił, nawet nie wiedząc, dlaczego to zrobił, uniósł dłoń, by ująć
jej szczękę, używając jej, by pochylić jej twarz do swojej.
Dostrzegł
zdziwienie w jej oczach nawet w świetle księżyca.
Tak.
Miał być tym, który ją pierwszy pocałował.
Opuścił
usta do jej warg.
Zesztywniała,
on to wyczuł i przeszedł przez to.
Nigdy
tego nie robił, nawet nie wiedząc, dlaczego to zrobił, zsunął rękę z jej
szczęki w jej włosy.
Jezu,
były miękkie i tak cholernie grube.
Dotknął
językiem jej warg.
Prawdopodobnie
zaskoczona, rozchyliła je.
Wsunął
język do środka.
Wydała
cichy dźwięk w gardle.
Serio,
to też mu się podobało.
Pozostała
sztywna, a potem jej ciało zdawało się lubić, topić się, czy coś w tym rodzaju,
w jego.
Jezu,
Boże, to też mu się podobało.
Zanim
zrobił coś głupiego, zakończył pocałunek. Podnosząc głowę, ale nie puszczając
jej, spojrzał na nią z góry.
Jej
twarz była miękka, a oczy miała nieco zamglone w uroczy sposób i Fin pomyślał,
że nigdy nie wyglądała ładniej.
„Zapytaj
tatę” – mruknął. „Chcę jutro wpaść na kolację”.
„Okej”
- powiedziała i to było zdyszane.
Tak,
niewiarygodnie słodkie.
Jego
ręka wysunęła się z jej włosów i nie spieszył się, jego skóra lubiła czuć, jak
się przez nie prześlizgiwała. Potem delikatnie pociągnął ją za rękę i
poprowadził z powrotem do bramy. Otworzył ją i poprowadził ją przez podwórko.
Słyszał, jak jej pies, Layla, radośnie pohukiwała i widział, jak trzęsła się
przy drzwiach.
Lubił
psa Rees. Jego rodzina miała sukę od lat, ale zmarła kilka miesięcy przed jego
tatą. Jego tata powiedział, że kupią jeszcze jedną, może dwie. Po prostu nigdy
nie miał ochoty tego robić. Może powinni kupić. Coś do myślenia dla jego mamy.
Pan
Haines leżał na kanapie z szeroko rozstawionymi ramionami opartymi o oparcie, z
przekrzywioną głową i oczami utkwionymi w Finie i Reesee. Fin czuł ich ostrość
nawet w zimnej ciemności.
Kiwnął
brodą. Pan Haines w odpowiedzi uniósł swoją, ale nie odrywał oczu od Fina ze jego
dziewczyną.
Część
z tego była do bani, oczywiste, ale przynajmniej Reesee miała tatę, którego
obchodziło, skoro jej mamy nie.
Zaprowadził
ją na tylny taras do tylnych drzwi i zatrzymał się. Ścisnął jej dłoń, patrząc
na nią z góry. Podniosła wzrok, wciąż zamglona. Chryste. Zajebiście słodkie.
„Kolacja
jutro wieczorem” – powiedział stanowczo, ponownie ściskając jej dłoń.
„Racja,
Fin”.
„Podobało
mi się dzisiaj, że byłaś w moim domu” – powiedział jej wprost. Żadnych gierek.
Ona nim nie pogrywała. Ona tego nie robiła. Była nieśmiała. łapał to teraz.
Nadszedł czas, aby wyrzucić to inne gówno.
Jej
usta rozchyliły się, jakby była zszokowana czy coś. Potem się uśmiechnęła - „Ja
też to lubiłam”.
Miał
rację. Nadszedł czas, aby wyrzucić to inne gówno. Żadnych gierek. Głównie
dlatego, że ona nie wiedziała, jak w nie grać, a coś Finowi mówiło, że nie chciał,
żeby kiedykolwiek się nauczyła.
Jeszcze
raz ścisnął jej dłoń - „Do zobaczenia jutro w szkole”.
„Racja”
– szepnęła.
„Siedzisz
ze mną podczas lunchu” – rozkazał, a ona zamrugała – „Przez cały czas” –
dokończył.
„Uh…okej”
- Wciąż szeptała.
„Przez
cały czas, Rees. Jeśli chcesz, spotkamy się po twoich ostatnich zajęciach przed
lunchem i odprowadzę cię do stołówki”.
„Mam
panią Layne”.
Chciała,
żeby się tam z nią spotkał.
Dobrze.
„Jestem
na końcu korytarza. Spotkamy się przed drzwiami sali pani Layne”.
Skinęła
głową.
Ponownie
ścisnął jej dłoń i tym razem nie zwolnił nacisku.
Trzymała
go równie mocno.
Potem
wyszeptał - „Noc, mała”.
„Dobranoc,
Fin”.
Puścił
ją, spojrzał na pana Hainesa, który wciąż na nich patrzył, a Fin ponownie kiwnął
mu brodą. Posłał Reesee uśmiech. Odwzajemniła go.
Skinął
głową w stronę drzwi, dając jej do zrozumienia, że powinna przez nie przejść.
Nie zaczął odchodzić, dopóki nie przeszła, drzwi były zamknięte, a ją zaatakowała
Layla.
Potem
wrócił do domu, myśląc, że dał Clarisse Haines jej pierwszy pocałunek i myśląc,
że nie byłoby do niczego, gdyby był także facetem, który dał jej ostatni, bez
nikogo pomiędzy.
Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuje
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :) relacja dzieciaków super mam nadzieje że się rozwinie.
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń