Rozdział 13
Strefa seksu (cz.2)
*****
Zamrugałam,
by odpędzić łzy, gdy śmiech Mike'a nagle ucichł i obrócił się w stronę drzwi
kuchennych.
Layla
była poza kuchnią, na korytarzu i, sądząc z dochodzących dźwięków, szczekała
przy frontowych drzwiach.
„Kurwa”
– mruknął Mike i odsunął się, ale zrobił to z głową odwróconą do mnie, z uniesioną
ręką i palcem wskazującym na kanapki - „Jedz. Chipsy w szafce. Napoje i piwo w
lodówce. Wrócę”.
Skinęłam
głową, ale on już się odwrócił i okrążył szafki, które stykały się z drzwiami.
Otarłam
dłonie o mokre policzki, kiedy zeskoczyłam na dół, żeby pójść do lodówki i wziąć
napoje.
Usłyszałam
wymamrotane, wyraźnie poirytowane - „Pieprz mnie” i zamarłam.
Drzwi
musiały się otworzyć, bo Layla przestała szczekać, ale słyszałem brzęczenie jej
nieśmiertelników, co oznaczało, że trzęsła się z podniecenia na myśl o gościu.
„O
Boże, czy to zły moment?” – zapytała kobieta, a ja z jakiegoś dziwnego powodu
odskoczyłam na bok, jakbym próbowała się ukryć, kiedy już mnie nie widziała.
„Myślę,
że możemy przyjąć, że każda twoja wizyta byłaby w złym momencie, Audrey. Co ty
tu, kurwa, robisz?” - Mike zapytał w zamian, a ja poczułam, jak moje oczy się
rozszerzyły.
Audrey.
Zapomniałam.
Kiedy odliczałam całe to gówno, które miało miejsce, kiedy miłość kwitła między
mną a moją sympatią z dzieciństwa, Audrey była częścią tej listy.
„Pomyślałam,
że możemy porozmawiać” – odparła.
„Myślisz,
że może mogłabyś zadzwonić do mnie, żeby umówić się na tę rozmowę, zamiast
pojawiać się nagle w niedzielne popołudnie?” - Mike odparł i poczułam, jak
zimne powietrze zaczęło sączyć się przez frontowe drzwi, więc wiedziałam, że
nie zaprosił jej do środka.
„Cóż”
– zawahała się – „Właściwie tak, ale myślałam, że mnie spławisz”.
„Myślałaś
dobrze” - odpowiedział natychmiast Mike, jego głęboki głos nie był brzydki, ale
był twardy.
„Mike,
to naprawdę ważne” - powiedziała cicho, przymilając się i miała ładny głos.
Cholera.
„Jak
to ważne, to się spotkamy. Teraz nie jest dobrze. Nie jadłem lunchu. Jest
gotowy, a Dusty jest w kuchni i czeka, aż zjem go z nią. Jutro też nie jest
dobre. W przyszłym tygodniu wybierz dowolny inny dzień, spotkamy się gdzieś po
pracy na kawie. Masz pół godziny, a potem muszę wracać do domu, bo mam dzieci i
kobietę do wykarmienia”.
„Dusty?”
- zapytała cicho.
„Tak”
- Mike odpowiedział natychmiast i równie szybko podpowiedział: „Którego wieczoru?”
„Jest
teraz tutaj?”
„Audrey,
którego wieczoru?”
„Czy
ona tu mieszka?”
„Nie,
a to jest tylko twoja sprawa jako matki moich dzieci. A teraz powiedz mi, którego
wieczoru?”
„To
nie potrwa długo, a ja nie…”
„Racja,
stoję tutaj w samych dżinsach. Nie jestem kutasem, ale poważnie, zacznij i
powiedz mi, którego pieprzonego wieczoru?”
O
Boże. Myślałam, że deklaracje Mike’a, że nie był kutasem, były bardzo podobne
do tego, kiedy powiedziałam, że nie jestem suką, bo jego znaczenie było jasne.
Zapadła
cisza i to trwało chwilę.
W
końcu Mike z wyraźnym zniecierpliwieniem podpowiedział – „Audrey…”
„Czy
ona nas słyszy?”
„Która
noc?”
„Dlaczego
nie wychodzi?”
O
Boże.
„Którego
wieczoru?”
„Ona
jest w twoim łóżku?”
O
Boże!
„Jezu,
kurwa, serio? Robimy to?”
„Jesteś
po tej stronie, Mike, idź dalej. Masz kogoś. Jestem po tej. Samotna. Daj mi
spokój”.
Wtedy
zrozumiałam, jak bardzo Mike skończył z Audrey.
I
wiedziałam o tym, kiedy odpowiedział - „Tak, ona nas słyszy. To dlatego, że
jest w kuchni. I nie wyjdzie prawdopodobnie dlatego, że ma na sobie moją koszulkę
i właściwie nic więcej, a jest na tyle miła, że chce cię uchronić przed
zobaczeniem tego. Więc, zapytałaś, i w ten sposób masz wizualizację i to zależało
od ciebie. Teraz, którego pieprzonego wieczoru?”
„We
wtorek” – wyszeptała.
„Wspaniale”
– zgodził się natychmiast Mike - „Dasz radę dotrzeć do Mimi przed szóstą?”
„Tak,
Mike”.
„Racja.
Do zobaczenia u Mimi o szóstej”.
„Okej”.
Nie
było żadnych pożegnań, tylko zdezorientowane kwilenie Layli, która niewątpliwie
podczas tej intensywnej wymiany zdań nie zwróciła na siebie uwagi i nie była do
końca pewna, co z tym zrobić. Usłyszałam, jak drzwi się zamknęły, a potem
zobaczyłam Mike’a za szafką, a jego pies deptał mu po piętach.
Więc
nazwij mnie dziwaczką i nie będzie mnie to obchodziło, bo był wkurzony, nie
ukrywał tego, miał na sobie tylko dżinsy i był gorący.
Nie
miałam szansy poinformować go o tym fakcie, aby być może pomóc mu uporać się z
tą złością.
A
ja nie miałam takiej szansy, bo podniósł rękę, wycelował we mnie palcem i rozkazał
surowym, dudniącym głosem - „Nie bierz tego gówna”.
Gapiłam
się na jego palec, myśląc, że gdyby jakikolwiek inny mężczyzna wycelował mi
palec w twarz, prawdopodobnie złapałbym go i wykręcił, kopiąc go w goleń, lub
na przemian powiedziała mu, żeby się pieprzył i tupała, kiedy odpowiedziałam -
„Oh, co?”
Zatrzymał
się o krok ode mnie, opuścił rękę i głównie powtórzył - „Nie bierz tego gówna”.
„Mike,
Słonko” – powiedziałam łagodnym, kojącym głosem – „Wyczuwam, że jesteś
wkurzony, ale nie nadążam”.
„Masz
wystarczająco dużo na swoim talerzu. Cokolwiek planuje Audrey, to nie twoje
gówno. To moje gówno i nie bierz tego na siebie. Martwisz się o tę farmę, rodzinę
w niej i swoją ceramikę. Ja będę się martwić o Audrey”.
„Uh…
czy zaledwie pięć minut temu nie dzieliliśmy się tym, że bardzo troszczymy się
o siebie?” - zapytałam ostrożnie.
„Nie,
prawie nic nie zrobiliśmy i na pewno, kurwa, nie dzieliliśmy się, że bardzo
troszczymy się o siebie nawzajem. Powiedzieliśmy sobie, że jesteśmy w sobie zakochani”
– poprawił mnie, a mój brzuch ścisnął się, gdy moje serce przestało bić.
„Nie”
- zaprzeczyłam głupio, ale właściwie, a moje serce teraz waliło, zakłócając
moją zdolność myślenia - „Myślę, że to ty powiedziałeś mi, że jesteśmy
zakochani”.
Jego
brwi zbiegły się razem i to też było gorące.
„A
ty się nie zgadzasz?” - oddał strzał.
„Eee…
nie” – odpowiedziałam.
Jego
brwi wystrzeliły w górę i cholera, to też było gorące.
„Twój
punkt widzenia?”
Ponownie
głupio, ale nadal słusznie, powiedziałam - „To jest, technicznie rzecz biorąc,
głęboka troska o siebie nawzajem”.
Skrzyżował
ręce na piersi (tak, też gorąco) i zapytał - „Rozumiesz, że jestem wkurzony?”
Skinęłam
głową.
„Więc
może zechcesz to pociągnąć dalej, zanim ta głupia rozmowa o czymś, co wcale nie
jest głupie, bardziej mnie wkurzy?”
Pomyślałam,
że to był dobry pomysł, więc postanowiłam to zrobić.
„Próbuję
powiedzieć, że nie mam swojego gówna, ty bierzesz moje gówno, a potem radzisz
sobie też ze swoim gównem bez mojego wsparcia”.
„Dusty…”
Podeszłam
do niego, podniosłam rękę i zacisnęłam palce na jego przedramieniu, mówiąc -
„Kochanie, nie jestem słaba. Nie jestem uzależniona od wydawania pieniędzy.
Jestem tylko Dusty. Dużo się u nas dzieje i to wrzód na dupie, ale nie załamuję
się pod ciężarem. Długo opiekowałeś się wieloma ludźmi, urabiając swój tyłek.
Przyzwyczaiłeś się do tego, ale ze mną, to już nie jest twoje życie”.
„Jasne,
rozumiem, Dusty, ale ty musisz zrozumieć, że nie mam nic przeciwko urabianiu
sobie tyłka dla tych, których kocham. To moja praca i to nie taka, którą
wykonujesz, bo musisz, ale dlatego, że kochasz to robić. Mam na myśli to, kiedy
w zamian dostaję gówno. Ale jeśli tego nie rozumiem, jest zupełnie inaczej.
Więc wiem, że nie jesteś słaba i przyzwyczajasz się do bycia ze mną, ale już
nie zawsze musisz być silna”.
Wpatrywałam
się w niego oszołomiona.
Nie
skończył. Wiedziałam o tym, kiedy mówił dalej, a raczej wyduszał z siebie każde
słowo.
„I
przyzwyczajasz się do bycia moją kobietą, a ja ci wyjaśnię, co to znaczy. Ja znoszę
gówno, a moja kobieta nie” - Pochylił się i dokończył - „Nigdy. Ani ludzi, którzy karmią ją tym bezpośrednio, ani pośrednio
przeze mnie”.
Nie
powiedziałam ani słowa.
Ale
mój umysł wirował.
Nigdy.
Nigdy
w życiu, poza moim ojcem i bratem, żaden mężczyzna nie stanął w obronie mnie.
Nie tak.
Nigdy.
W
końcu znalazłam swój głos i zapytałam: - „Czy trochę się kłócimy o to, jak
bardzo jesteśmy zakochani, a ty się mną zaopiekujesz?”
„Ostrzeżenie,
Dusty, jestem wkurzony, że Audrey, na swój sposób, rzuciła się na wstęp do
jakiejkolwiek gry, którą ze mnie zaczyna, aby zmusić mnie do tego, kiedy nie
potrzebujemy jej gówna. Nie jestem w nastroju, żebyś była dowcipna”.
Zacisnęłam
usta.
Potem,
głupio, ale zgodnie z prawdą, wypaliłam - „Tylko po to, żeby wyjaśnić coś z
wcześniejszego. Myślę, że to się raczej nie wydarzy, żebym miała szalony pomysł
i uprawiała hazard na statkach rzecznych z Rhondą. Ledwo mogę ją wyciągnąć z
jej sypialni. Wątpię, czy udałoby mi się sprowadzić ją nad rzekę Ohio”.
Mike
spojrzał na mnie.
„Chociaż
ona jest praktycznie w stanie katatonii” – ciągnęłam niemądrze w obliczu jego
groźnej miny - „Mógłabym ją podeprzeć na jednym z tych rzeczy na kółkach i
postawić przed automatem do wideo pokera, ale nie wiem, po co miałabym
poświęcać temu tyle wysiłku. Jeśli zechcę uprawiać hazard, wejdę do Internetu,
kupię tanie bilety, a ty i ja spędzimy weekend w Vegas”.
Mike
nie powiedział ani słowa.
Szłam
dalej.
„Chociaż
nigdy nie pływałam na takiej łodzi, a lubię hazard. Może powinniśmy to
zaplanować”.
Mike
przemówił.
„Myślę,
że może już dla ciebie czas się zamknąć”.
Zacisnęłam
usta.
Trwało
to sekundę.
Potem
wyszło - „Do twojej wiadomości, jesteś gorący, kiedy jesteś wkurzony. Tak, poza
listami przebojów gorący. Myślę, że to nie wróży mi dobrze, jeśli pewnego dnia
ja stanę się wkurzona”.
Mike
nadal patrzył na mnie groźnie.
Zabrałam
rękę z jego ramienia i owinęłam ramiona wokół jego talii, przyciskając się do
niego, nawet gdy trzymał ręce skrzyżowane na piersi.
Odchylając
głowę do tyłu, szepnęłam - „Porozmawiaj ze mną”.
„Rozmawianie
z tobą oznaczałoby, że zabierasz się za moje gówno”.
Uścisnęłam
go i powtórzyłam szept - „Porozmawiaj ze mną”.
Patrzył
w moje oczy. To trwało chwilę.
Na
szczęście byłam cierpliwa.
W
końcu przemówił do mnie.
„Jak
ona pierdoli się ze mną, pierdoli się z moimi dziećmi. Mogę spróbować to ukryć,
ale oni wchłaniają to gówno jak gąbki. Mieliśmy odprężenie. Było pojebane, ale
działało. No ustatkował się, przestał koncentrować się na swojej mamie i na
mnie i zaczął być tym, kim jest. Dzieciak w liceum, odrabiający lekcje, grający
w piłkę, ćwiczący ze swoim zespołem. Jego uśmiechy pojawiły się szybko.
Dokuczanie, które rzucał swojej siostrze, było łatwe. Cokolwiek było z Reesee,
nie dotyczyło mnie ani jej mamy. Chodziło o Reesee. Nie chcę tego tam z
powrotem. Czujnych, ostrożnych, przygotowujących się, bezsilnych, by się mną
opiekować, ale mimo to chcących to robić. Nie chcę, żeby za dziesięć,
dwadzieścia lat patrzyli wstecz na czas, który powinien być złoty i myśleli o
swojej mamie i moim gównie. Chcę, żeby byli dziećmi”.
Boże,
był takim dobrym tatą.
Ale
nadszedł czas, aby go poinformować. Więc to zrobiłam.
„To,
co było z Rees, dotyczyło jej mamy, Słonko”.
Zamrugał
i lekko się poruszył.
„Słucham?”
„Nadal
tak jest” – kontynuowałam.
Rozłożył
ramiona, a jego dłonie spoczęły na mojej talii, ale jego wzrok nigdy mnie nie
opuścił.
„Wyjaśnij”
– rozkazał.
„Wczoraj
były konie, makijaż i centrum handlowe, ale ona dała mi wskazówkę, kochanie,
gdzie jest i dlaczego tam jest. Talenty No są bardzo widoczne, oczywiste,
widzisz je, słyszysz. Koszykówka, muzyka. Rees jeszcze nie odkryto. Czuje się
przez niego przyćmiona, ale No nie robi tego celowo. Domyślam się, że nie
zwraca na siebie uwagi swojej matki i przyswaja to sobie. Myśli, że zrobiła
coś, żeby to jej odebrano lub jest kimś, kto na to nie zasługuje. Jest
nieśmiała, absolutnie nie ma pojęcia o swojej urodzie i to jest szalone. I
mówię to na podstawie tego, co widziałam, jak dostała to w tym domu od ciebie i
jej brata. Jest kochana. Jest bezpieczna. Ona może być tym, kim jest tutaj.
Więc coś ją powstrzymuje, stopuje. A jedyną negatywną siłą w jej życiu jest jej
mama. Wiem to, ponieważ jej mama nie pomogła jej nauczyć się, jak się malować”.
„Malować?”
- zapytał
Mike, a ja skinęłam głową.
Ostrożnie
zapytałam - „Rozmawiałeś z nią o jej okresie?”
Oczy
Mike’a zabłysły, a jego usta zacisnęły się, ale nie odpowiedział, więc
zdecydowałam, że uznam to za nie.
Nadal
ostrożnie kontynuowałam - „A jej mama?”
„Nie
mam pojęcia” – wydusił.
„To
niedobrze” – szepnęłam - „Kiedy zaczęła?”
Mike
przez chwilę patrzył mi w oczy, zanim powiedział - „Około czterech miesięcy
temu”.
„A
wiesz o tym, ponieważ…?”
„No
znalazł jakieś gówno w łazience i mi powiedział”.
To
oznaczało, że o tym też nie miał pojęcia. To „gówno” mogło tam być kilka
miesięcy wcześniej, a Rees je ukryła.
„Kto
jej to kupił?” - nacisnęłam.
„Nie
mam pojęcia” – powtórzył Mike.
„Kto
ją teraz zaopatruje?” - drążyłam dalej, a oczy Mike’a znów błysnęły.
Nie
wiedział. Gówno!
Przycisnęłam
się bliżej i delikatnie powiedziałam - „Moja mama nauczyła mnie, jak się
malować, Słonko. Wiem, że nie wszystkie mamy to robią, bo siostra mojej
przyjaciółki Gretchen robiła to razem z nią, a ja miałam inną koleżankę, która nauczyła
się sama i wyniki nie były rewelacyjne. Nie miała siostry, a jej mama pracowała
na pełen etat. W końcu Gretchen i ja wzięliśmy ją w swoje ręce. Ale mnie
nauczyła mama. I rozmawialiśmy o tym okresie w życiu dziewczyny, kilka razy.
Była ze mną otwarta, sprawiała, że można było z nią bezpiecznie rozmawiać, więc
kiedy czegoś potrzebowałam, miałam pytania lub czułam, że mam skurcze, mogłam z
nią porozmawiać. Zdecydowaną większość swojego czasu Rees mieszka z dwoma
mężczyznami, a jeśli jej mama normalnie zachowuje się tak, jak na przyjęciu u
Rees, to nie jest to dla niej bezpieczne miejsce. Oznacza to, że może, ale nie
musi, otrzymywać informacje od swoich przyjaciółek, które mogły, ale nie koniecznie,
rozpocząć swoje miesiączki. W tym wieku nastolatki nie są dobrym źródłem
informacji”.
Przysunąłem
się jeszcze bliżej i skończyłem.
„I
to jest początek. Ma teraz chłopaka, który się nią interesuje i naprawdę nie
potrzebuje tego, by dla niej jedynym źródłem informacji o ważnych sprawach
życiowych były czternastoletnie i piętnastoletnie dziewczyny, które nie mają o
tym pojęcia”.
„Kurwa”
– wyszeptał Mike, a w tym jednym słowie było całe mnóstwo uczucia.
Delikatnie
poszłam dalej - „Tak więc w życiu dziewczyny teraz jest czas, kiedy naprawdę
potrzebuje mamy, więc teraz byłby
czas, kiedy najbardziej by to odczuła, gdyby tak naprawdę jej nie miała. I to
tylko przypuszczenie, ale zgaduję, że teraz
to czuje i dlatego chodziła taka pochmurna”.
„I
dlatego to zniknęło, bo ty tu jesteś” - domyślił się natychmiast Mike.
„Mam
nadzieję” – odpowiedziałam - „Wyraziłam się jasno, że jestem tu, aby z nią
porozmawiać i mieć dla niej cały czas na świecie. Otworzyła się przede mną i
mogłam powiedzieć, że nie było to łatwe, ale mogłam też powiedzieć, że była
zadowolona, że to zrobiła. Wczoraj wydawała się jeszcze mniej spięta. Jestem
kobietą, mam tę część opanowaną. Jak znajdę czas, wybadam ją i jeśli tego potrzebuje,
uporządkuję ją. Tam, gdzie robi się niepewne, potrzebuję, żeby mi zaufała, a
także muszę cię naprowadzić. Jeśli myślałaby, że pobiegnę do ciebie, aby
powiedzieć ci wszystko, co mówi, zamknie się. Ale musisz też wiedzieć, gdzie
ona jest. Więc będziesz musiał udzielić mi wskazówek, gdzie chcesz, abym ją
poprowadził, zrozum, że trochę gówna będzie między mną a Rees, zaufaj, że
postąpię dobrze, ale podzielę się z tobą tym, co musisz wiedzieć i pozwól robię
co w mojej mocy z tą równowagą”.
„Ufam
ci”.
Ta
odpowiedź znów była natychmiastowa. To było satysfakcjonujące, ale nie byłam
pewna, czy właściwe.
Uścisnęłam
go i powiedziałam cicho - „Mike, to jest twoja córka, a ja nie znam...”
Przesunął
ręce, by zamknąć mnie w ramionach i ścisnął mnie, przerywając mi - „Dusty, ona
jest moją córką i ufam ci. Domyślam się, że od jakiegoś czasu dostajesz okres,
więc najwyraźniej jesteś większym autorytetem w tej kwestii niż ja. Kocham moją
dziewczynę, jesteśmy blisko, ale ona nigdy nie przyjdzie do mnie z tym gównem i
możesz pomyśleć, że to popieprzone, ale nie tylko się z tego cieszę, ale
odczuwam ulgę. Resztą, Słonko, tym, jak to rozegrasz, nie stresuję. Jak poprowadzisz
ją, by stała się jej wersją kobiety takiej jak ty, inteligentnej, zabawnej,
samodzielnej, silnej, słodkiej, ciepłej, kochającej, całkowicie się z tym
zgadzam”.
Spojrzałam
na niego, czując mrowienie w nosie i ostrzegłam - „Znowu doprowadzasz mnie do
płaczu”.
Uśmiechnął
się, jeszcze raz ścisnął mnie za ramię i opuścił głowę, by dotknąć ustami moich.
Kiedy
go podniósł, rozkazał - „Nie rób tego. Mamy kanapki do zjedzenia. Potem musimy
się ubrać, iść do DQ, wziąć tort, wrócić do domu i musisz dotrzymać obietnicy,
że pocałujesz mnie całego. Nie mamy czasu, żebyś znowu zaczęła się wydzierać.
Mamy ważne sprawy do załatwienia”.
Miał
rację. Powiedziałam mu to.
Jego
uśmiech pogłębił się, a jego ramiona opuściły mnie, gdy wydał kolejne polecenie
- „Przyniosę talerze, a ty przynieś mi Dr Pepper”.
„Zrobione”
– zgodziłam się, odwracając się do lodówki - „Ale ja nie potrzebuję talerza.
Możemy jeść przy blacie”.
„Czysta
Dusty” - mruknął.
„Co?”
- Zapytałam do otwartej lodówki.
„Nic,
kochanie” – mruknął.
Odpuściłam,
bo cokolwiek mamrotał, robił to z uśmiechem w głosie. Wzięłam mu Dr Pepper, sobie
taką samą dietetyczną i spotkałam się z nim przy blacie. Mike wziął paczkę
Chili Cheese Fritos i rozerwał ją.
Napiłam
się napoju i złapałam kanapkę. Po kęsie stało się jasne, że Mike robił kanapki
na najwyższym poziomie. Dużo przypraw, ale nie tyle chrzanu, żeby łzawiły mi
oczy. Dwie pajdki sera, po jednej na każdym kawałku chleba. I ogromny kopiec
ogolonej pieczeni wołowej. Ledwo mogłam go objąć ustami i byłoby lepsze z
roztopionym serem z grilla, ale i tak było niesamowite.
„Dzięki,
Aniołku”.
To
przyszło miękko i podczas żucia, moje oczy powędrowały, by zobaczyć jego wyraz
twarzy tak samo miękki jak jego głos.
„Co?”
- Szepnęłam przez pieczeń wołową, chleb żytni i ser szwajcarski.
„Wzięłaś
się za moje gówno i sprawiłaś, że poczułem się lepiej z Reesee” - wyjaśnił, po
czym powtórzył - „Dzięki”.
Połknęłam
- „W każdej chwili, kochanie”.
Jego
ręka podniosła się, owinęła mnie wokół szyi, przyciągając do siebie i do góry,
i dał mi buziaka z chrzanem i pieczoną wołowiną.
To
było miłe.
Zjedliśmy.
Ubraliśmy się. Poszliśmy do DQ i kupiliśmy największy tort lodowy, jaki mieli.
Wróciliśmy. Rozebraliśmy się do naga. Całowałam Mike’a po całym ciele, potem
Mike przejął kontrolę i całował mnie w najlepsze miejsca. Dał mi kolejny
orgazm, a ja odwzajemniłam przysługę. Wzięliśmy prysznic, ubraliśmy się i
byliśmy w kuchni, gotując kolację, kiedy Rees wróciła do domu.
Ucieszyła
się, że mnie zobaczyła.
Była
szczęśliwsza, kiedy tata powiedział jej, że może zadzwonić do Fina i zaprosić
go na kolację.
Chociaż
Fin był tam, a Mike nie kłamał, że mógł zmarnować tort DQ, a Fin był jego
partnerem w tej konkretnej zbrodni, Rees i mnie udało nam się zachować kawałek
dla No.
Ale
ledwo.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję 💕
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuń