wtorek, 20 grudnia 2022

15 - Niespokojny

 

Rozdział 15

Niespokojny

 

  

Mike stał w kuchni Dusty w Teksasie, oparty biodrem o blat, z butelką piwa w dłoni.

Dusty była w jej sypialni i przygotowywała się do zabrania go do Schuba. To był piątkowy wieczór. Spotykali się tam z Hunterem i Jerrą. Teksański grill, piwo i Mike spotykający się z jej najlepszymi przyjaciółmi w pobliżu baru piwnego, o którym Dusty ostrzegała go, że ma trociny na podłodze, był tam mechaniczny byk i taniec w linii.

Nie miał zamiaru tańczyć w linii.

Ale czuł się niespokojny.

Działo się tak, bo, jak okiem sięgnąć, było piękno.

A ona rezygnowała z tego dla siostrzeńców, rodzinnej farmy…

I niego.

Jej parterowy dom był atrakcyjny i rozległy, wszystkie sypialnie i dwie łazienki przylegały do długiego korytarza. Ogromny salon wystawał z przodu i obejmował otwartą, dużą, dobrze wyposażoną kuchnię. Wszędzie były okna z widokami ziemi i zarośli na równie głębokiego południowego Teksasu, małej stodoły i dużej szopy. Wszystko ładne, zadbane, z ogromną ilością doniczek, półbeczek, skrzynek okiennych i wiszących donic, które w tym marcowym klimacie były istną feerią barw.

Dom, jak mu powiedziała Dusty, stał pośrodku dwudziestu akrów, których była właścicielką.

Dwudziestu.

Mnóstwo miejsca, by mogła wędrować i ćwiczyć swoje konie. Samotność dla niej, aby tworzyła swoje dzieło. Ani jednego osiedla mieszkaniowego w zasięgu wzroku.

Piękno jak okiem sięgnąć.

Farma Holliday’ów była ponad pięćdziesiąt razy większa, ale od kwietnia do listopada ogromną większość tej ziemi zajmowała kukurydza.

Nie można było jeździć konno przez kukurydzę.

Mike upił łyk piwa, po czym opuścił rękę i położył ją zwiniętą wokół butelki na blacie, a jego umysł nadal przeglądał rzeczy, których nauczył się tego dnia.

Galeria Dusty znajdowała się niecałą godzinę jazdy stąd, a przybyli późnym rankiem. Pojechali tam wczesnym popołudniem, bo Dusty musiała się spotkać z kierownikiem galerii.

Powiedziała mu to, a on zobaczył po przyjeździe, że nie sprzedawała tylko swoich własnych prac, ale w galerii prezentowane były tylko wyroby lokalnych rzemieślników. Więcej ceramiki oraz obrazy, biżuteria, wyroby ze szkła, rzeźby, figurki, sztuka rdzennych Amerykanów i meksykańska we wszystkich formach. Nie była duża, ale była atrakcyjna i zrobiła to sprytnie. Było to coś, co pasowało do szerokiej gamy gustów i dochodów, od pocztówek, ręcznie robionych kartek, atrakcyjnych, ale niedrogich, jedynych w swoim rodzaju kolczyków na sztyftach, po jedno z dużych dzieł sztuki kosztujących ponad dwa tysiące dolarów. Kiedy dotarli do galerii, która znajdowała się tuż przy popularnym River Walk w San Antonio, niezależnie od tego, że było piątkowe popołudnie, było kilku klientów. Nie było zapakowane, ale nie było wyludnione.

I to był pierwszy raz, kiedy Mike widział jej pracę. Biorąc pod uwagę cenę, jaką mu powiedziała, że za to dostawała, chociaż Mike nie interesował się garncarstwem, spodziewał się, że jej sztuka będzie imponująca.

Miał rację. Była. Ale to było coś więcej. Niezwykłe, płynne, niemal kapryśne kształty, ale zaskakująco oszklone subtelnymi, stonowanymi odcieniami kremów, beżów, szarości i głębokich bzów. Przyciągało wzrok, było niezwykłe. To nie były kawałki, które można zabrać do domu i użyć do włożenia kwiatów lub podania puree ziemniaczanego. Miało być wystawione, a każdy element był tym, który wniósłby elegancję do pokoju.

Kiedy obserwował jej interakcje, zauważył, że Dusty miała bliskie, pełne zaufania relacje ze sprzedawcami i kierowniczką. Wybierała sztukę i dostarczała własną; oni wystawiali to i sprzedawali. Powiedziała Mike’owi, że dwa razy w miesiącu spotykała się z kierowniczką, a potem pozwala kobiecie robić swoje. Dusty robiła ceramikę i wystawiała czeki. Kierowniczka galerii zarządzała nawet dostarczaniem dzieł Dusty do innych sklepów i galerii na całym zachodzie.

Dusty miała księgowego, człowieka, który zajmował się jej ziemią, gospodynię i kierowniczkę. Dusty chodziła na zajęcia ze swoją przyjaciółką Jerrą. Robiła swoją ceramikę. Wystawiała w całym Teksasie, spotykając innych artystów i uczestnicząc w wydarzeniach, podczas których prezentowano i sprzedawano jej prace. Często organizowała kolacje, chodziła na nie, jadała poza domem lub chodziła na drinki z przyjaciółmi.

Miała dobre życie w Teksasie.

Doskonałe.

Bez kłopotów, bez bólu głowy (z wyjątkiem LeBrec’a), nawet nie prała swoich cholernych ubrań.

Wszystko dobre.

Mike nie miał gospodyni i nigdy nie będzie miał, skoro szukał prywatnych szkół dla Reesee. Prawdę mówiąc, gdyby jego córka nie kwalifikowała się do stypendium, za nic w świecie nie byłby w stanie opłacić czesnego, a mimo to nie mógł zatrudnić gospodyni.

Nawet bez żałoby, gierek Debbie i McGrath’a Mike nie mógł zapewnić Dusty życia bez kłopotów i bólu głowy, bo jego było pełen nastolatków i byłej, która lubiła pogrywać.

Usłyszał głęboki łomot obcasów kowbojskich butów uderzających o płytki i jego ciało drgnęło, wyrywając go z zamyślenia. Jego oczy przeniosły się na Dusty, by zobaczyć, jak okrążała wyspę oddzielającą kuchnię od salonu, kiedy jej wzrok spoczywał na nim.

Wciągnął powietrze.

Jej włosy były gładkie, gęste opadające na ramiona i klatkę piersiową. Miała na sobie obcisłą koszulkę, która rozciągała się ciasno na jej piersiach, ale miała trochę miejsca, choć minimalne, w jej brzuchu. Była jaskrawofioletowa, w szarościach i jaśniejszych odcieniach fioletu widać było po niej kowbojkę w spodniach, w kowbojskim kapeluszu, w połowie rzutu lassem. Grafitowo szary zamszowy pasek z dużą, srebrną sprzączką był przewieszony przez wyblakłe dżinsy Dusty. Czarne kowbojki. Cienki pasek szarego zamszu owinięty kilka razy jako choker wokół szyi, a z przodu wisiały z niego małe, okrągłe srebrne medaliony. Przy uszach i nadgarstkach miała więcej srebra. I chociaż jechali do miejsca, które nazywało się „Saloon and Potańcówka”, jej makijaż był głębszy i wyraźnie mówił „pieprz mnie”.

Przyglądając się temu, jak wyglądała i jak wywierała na niego wpływ na wiele sposobów, nie poruszył się, gdy do niego podeszła. Od razu zauważył, że jej zwykły piżmowy, kwiatowy zapach był głębszy niż zwykle, a zauważył to, gdy objęła go ramionami w talii i przycisnęła się.

Jej plecy były wygięte w łuk, głowa odchylona do tyłu, żeby nie mogła spuszczać z niego wzroku, i powiedziała cicho - „Będą okej. Jeśli nie, wrócimy wcześniej do domu”.

Mówiła o dzieciakach spędzających dodatkową noc z Audrey. Podobało mu się, że się troszczyła i myślała o jego dzieciach.

Ale myliła się co do toku jego myśli.

„Wiem, że będą okej. To dobre dzieci. Chociaż nie jestem pewien, czy Reesee wytrzyma cały weekend bez oddychania powietrzem Fina”.

Dusty uśmiechnęła się do niego i przycisnęła się bliżej.

Kurwa, kurwa, była piękna.

Tym bardziej tutaj, w swoim domu, w swoim żywiole.

Nie trzymał jej, ale podniósł rękę, by otulić jej szczękę.

Kiedy to zrobił, jego oczy przesunęły się po jej twarzy, wyszeptał - „Myślę, że teraz i może na zawsze jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem i kiedykolwiek zobaczę”.

Poczuł, jak jej ciało wcisnęło się głębiej w niego, gdy jej powieki zrobiły się miękkie, a usta rozchylone.

Potem szepnęła - „Czasami, Jonathanie Michaelu Haines’ie, zabijasz mnie”.

Ostatniej nocy, kiedy Dusty (i Fin) byli razem, No podzielił się pełnym imieniem i nazwiskiem Mike’a i od tego czasu Dusty użyła go pięćdziesiąt razy.

Przesunął dłonią po jej szyi i zapytał - „O co chodzi z całym moim imieniem i nazwiskiem, Aniołku?”

Uśmiechnęła się ponownie i ścisnęła go ramionami.

„Tego o tobie nie wiedziałam” – odpowiedziała - „To był dla mnie szok”.

Rozszerzyła oczy i stanęła na palcach – „To był prawdziwy szok, że było coś, czego o tobie nie wiedziałam”.

Opadła z powrotem na płaskie stopy, uśmiechając się i mówiąc:

„To takie łatwe. Czasami wydaje mi się, że jesteśmy od zawsze. Więc mówię to, bo lubię przypominać sobie, że jesteśmy nowi i mam mnóstwo rzeczy do odkrycia na temat Jonathana” – potrząsnęła jego środkiem - „Michael’a” - potrząsnęła nim ponownie - „Haines’a”.

Skończyła uściskiem i uśmiechem.

Była tak kurewsko urocza, że nie mógł się powstrzymać, ale też nie próbował. Mike wsunął rękę w jej włosy, zgiął szyję i wpił się w jej usta. Jej usta otworzyły się, jego język wsunął się do środka i pocałował ją, kiedy ona obejmowała go obiema rękami, a on jedną ręką owijał piwo na kuchennym blacie, a drugą zanurzył w jej włosach. Gdy ona mocno się do niego przyciskała, nie spieszył się, zbudował to dla nich obojga i przerwał to dopiero wtedy, gdy przycisnęła się głęboko i usłyszał ten seksowny cichy odgłos wydobywający się z jej gardła.

„Dzięki Bogu, że nie nałożyłam jeszcze błyszczyka” – wyszeptała z westchnieniem sekundę po tym, jak uniósł głowę o pół cala.

Uśmiechnął się jej prosto w oczy, ale nawet kiedy to zrobił, powiedział jej - „Musimy później o czymś porozmawiać”.

Jej oczy zatańczyły i odpowiedziała - „Mam nadzieję, że zawsze będziemy mieć o czym gadać”.

Uniósł głowę jeszcze o cal, czując, jak jego uśmiech blednie - „Ważne gówno, kochanie”.

Przeniosła spojrzenie na jego usta i z powrotem na jego oczy.

Potem zauważyła - „Nie podoba mi się wyraz twojej twarzy”.

Mike nie był naprawdę podekscytowany tym, co czuł.

„Mike?” - zawołała Dusty i skupił się na niej.

„Jutro. A teraz chodźmy spotkać się z twoimi przyjaciółmi”.

„Mhm” - Potrząsnęła głową i objęła go ramionami.

„Nie ma mowy. Nie mam zamiaru zacząć pić z Jerrą, kiedy zaczynam się martwić o to, co masz na myśli. Gadaj”.

„Dusty…”

Jej oczy zwęziły się, stanęła na palcach i mocno ścisnęła - „Gadaj”.

Chryste, potrafiła być urocza.

Mike uśmiechnął się i mruknął - „Wygląda na to, że ty też potrafisz być apodyktyczna”.

„Nie bądź seksowny, uroczo gorący, kiedy ja jestem apodyktyczna” – rozkazała, a Mike zaczął chichotać.

„Mike” - to było ostrzeżenie - „gadaj”.

Mike się wygadał.

„Masz dobre życie”.

Tym razem Dusty się uśmiechnęła - „Zauważyłeś to, czyż nie?”

Oderwał oczy od jej uśmiechu i spojrzał na słońce zachodzące nad równinami południowego Teksasu. Kiedy spojrzał na nią, dziwnie, wyglądała na zmieszaną.

Mimo to odpowiedział - „Tak, zrobiłem to. Z drugiej strony, trudno przeoczyć”.

Odsunęła się o cal, ale nie zdjęła z niego ramion i zapytała - „Masz na myśli to?”

Mike zamrugał do niej i zrobił to powoli.

„To?” - zapytał.

Rozejrzała się wokół, a potem z powrotem na niego - „Tak. To. Czy to masz na myśli?”

„Kochanie, masz wspaniały dom, kupę ziemi, fantastyczny biznes i bezproblemowe życie. Więc tak. Mam na myśli to. Wszystko”.

Przyjrzała mu się i zrobiła to z bliska.

Potem oznajmiła - „Beau jest tutaj. Jest wrzodem na mojej dupie i jeśli pamiętasz, jak lecieliśmy tutaj samolotem, ostrzegałam cię, że jest stałym gościem Schuba, zwłaszcza w piątkowy wieczór. Prawdopodobnie go zobaczysz. Prawdopodobnie zrobi coś, by udowodnić, że jest dupkiem, a będąc gorącym facetem, samcem alfa, twardzielem, prawdopodobnie będziesz zmuszony zrobić coś, co udowodni wszystkim, że on jest tym, kim już wiedzą, że jest. Dupkiem”.

„Dusty…”

„Następnie jest Ryder, który złamał mi serce. Złamał na pół. Wyprowadził się, ale wrócił i widuję go od czasu do czasu. To nie jest dużo, ale za każdym razem boli. Nie jest pamiętanie tego, co mieliśmy, ale pamiętanie, że zakochałam się w jego gównie”.

„Dus…”

„I tu nie pada śnieg. Nawet w Boże Narodzenie. Brązowe Święta Bożego Narodzenia są do niczego, kochanie”.

Mike poczuł, jak kąciki jego ust się unoszą, ale mimo to spróbował jeszcze raz - „Dusty...”

Ponownie poniósł porażkę.

„Nie ma Hilligoss. Nie ma Reggie. Nie ma Franka. Powtórzę, że nie ma Hilligoss. A jedyny bar w mieście to Schub, a jeśli nie masz ochoty na awantury, masz przerąbane”.

Przybliżył twarz i zaczął - „Słonko, ja...”

Znów go przerwała - „Jeśli nie wrócę, przegapię nastoletni romans Finleya Holliday’a i Clarisse Haines, a już na pewno nie będę w stanie grać super fajnej, noszącej kowbojskie buty, garncarskiej wróżki chrzestnej, ciotki Dusty”.

Mike postanowił się zamknąć.

To była dobra decyzja, bo Dusty jeszcze nie skończyła.

„No chce, żebym zaśpiewała z jego zespołem, kiedy następnym razem będę w domu i będą ćwiczyć. Rocky była fajna i polubiłam ją. Merry był przezabawny i naprawdę go polubiłam. Zarówno No, jak i Rees nie są nawet w przybliżeniu gotowi do samodzielnej jazdy konnej, więc jestem w trakcie nauki, a to moralny imperatyw, że muszę to skończyć. A jeśli Audrey zacznie chrzanić twoje życie, kto się z nią wda w bójkę?”

Przestała mówić.

Mike uznał więc, że można bezpiecznie zapytać - „Skończyłaś?”.

„Nie” - odpowiedziała, po czym skończyła - „Co najważniejsze, tutaj nie ma ciebie”.

Kurwa.

Kurwa.

„Aniołku” - wyszeptał, ale nie miał więcej. Jego klatka piersiowa płonęła i stwierdził, że nie może mówić przez intensywność gorąca.

„Teksas nie wpadnie do oceanu, Mike” – powiedziała cicho – „Wiesz, że zdecydowałam, że nie sprzedam rancza. Wynajmę je. Żadne drzwi się nie zamykają. Ale jedne zostały otwarte jakiś czas temu i chyba pamiętasz, jak przez nie przeszłam”.

„Nie chcę, żebyś żałowała” – powiedział cicho Mike.

Potrząsnęła głową i ponownie się przycisnęła – „Brałam udział w wielu grach serca, przystojniaku. Rzucałam kostką raz po raz, wiele ryzykowałam, wiele razy przegrałam. Wreszcie wydaje się, że wygrywam. Nie zamierzam teraz grać bezpiecznie”.

Kurwa.

Kurwa.

„Jak bardzo chcesz, żebym poznał Jerrę i Huntera?” - zapytał Mike.

Patrzył, jak zamrugała, zanim zapytała - „Przepraszam?”

„Jak bardzo chcesz, żebym poznał twoich przyjaciół?”

„Uch… bardzo. Tak bardzo, jak bardzo oni chcą poznać ciebie”.

„Więc, jak bardzo byliby wkurzeni, jak spóźniliśmy się godzinę lub dwie?”

Zaświtało, jej oczy zabłysły, musiał walczyć ze twardnieniem penisa, ale nawet gdy jej twarz złagodniała, wyszczerzyła się.

„Mają opiekunkę. Od kiedy zadzwoniłam do niej w środę i powiedziałam jej, że jedziemy, Jerra jest tak oszalała z radości, że można by pomyśleć, że powiedziałem jej, że przywiozę ze sobą do domu Charliego Hunnam’a. Dzwoniła siedem razy. Jeśli spóźnimy się choćby o dziesięć minut, straci rozum”.

„Charlie kto?”

„Charlie Hunnam, Jax z Synów Anarchii[1]. Ogląda ten program z religijną regularnością. Ma kubek do kawy Synów Anarchii. Popielniczkę z Synów Anarchii, mimo że nie pali. Koszulkę Synowie Anarchii. I ma portfel Synów Anarchii, którego faktycznie używa, a który mówi: „Co zrobiłaby Gemma?” Powiedziała Hunterowi, że jeśli Charlie Hunnam pojawi się w drzwiach i powie jej, że jest kobietą jego marzeń, ona zostawi go i ich dzieci. Hunter jest zwykle wyluzowany w większości spraw, ale biorąc pod uwagę, że jest w połowie Amerykaninem meksykańskiego pochodzenia, w połowie WASP, ciemnoskórym, czarnowłosym i zupełnie nie przypomina Charliego Hunnam’a, nie wspominając o tym, że jest dziesięć lat starszy od Charliego, z jakiegoś powodu nie uważa tego za zabawne. Więc uważaj, kochanie. Nie wspominaj o Synach Anarchii i absolutnie nie wspominaj o Charliem Hunnam’ie, bo polecą iskry i obiecuję, że się sparzysz”.

„Więc, podsumowując to wszystko, mówisz, że nie mogę zabrać cię do łóżka i pieprzyć, co byłoby moim sposobem na podziękowanie za sprawienie, że czuję się spokojny”.

Wtopiła się w niego, ale odpowiedziała cicho - „Niestety tak”.

Miała rację. To było niefortunne.

„W takim razie powinniśmy już iść”.

Nie poruszyła się ani nie pozwoliła mu odejść.

Zamiast tego zawołała - „Mike?”.

Przesunął rękę z powrotem do jej szczęki i odpowiedział - „Tak?”

„Na pewno jesteś spokojny?”

Spojrzał jej w oczy i wyszeptał - „Tak”.

„Widzisz, jak wiele oddaję. Ale myślę, że nie rozumiesz tego, co zyskuję”.

„Rozumiem”.

„W takim razie nie jestem pewna, czy rozumiesz, ile to dla mnie znaczy”.

Wciągnął powietrze i pieczenie w klatce piersiowej powróciło.

„Cóż, wcześniej nie” - jego oczy wychyliły się przez okno na ciemniejący horyzont, a potem wróciły do niej - „teraz tak”.

Wytrzymała jego spojrzenie.

Potem się uśmiechnęła.

Potem wyszeptała, ściskając ramię - „Dobrze”.

Potem stanęła na palcach, szybko go pocałowała, puściła, po czym wsiedli do wynajętego SUV-a i pojechali do Schuba.

*****

„Jeśli chcesz, mogę ci znaleźć skórzany pasek i możesz go zagryźć. Nie złagodzi bólu, ale sprawi, że nie będziesz krzyczeć”.

To Rivera dawał teksańską poradę, jak siedzieć w Saloon i Potańcówka i patrzeć, jak twoja kobieta jest zrzucana przez mechanicznego byka po raz trzeci.

Tak, trzeci raz.

Najwyraźniej robiła to często, ale nie była w tym lepsza. Mike wiedział o tym, ponieważ dwie sekundy po ofercie Rivery Dusty poleciała, by wylądować w dole z gumy piankowej pokrytej trocinami.

Skoczyła na równe nogi, jej włosy rozwiały się, trociny unosiły się w powietrzu, ciało chwiało się, gdy próbowała utrzymać równowagę na piankowej gumie. Kiedy już się ustabilizowała, wyrzuciła ręce w powietrze i wrzasnęła - „Jupi-lu!

Tłum oszalał.

Tak, po raz trzeci.

„Jezu” – wymamrotał Mike.

„Zemsta” - wymamrotał Rivera, a Mike oderwał wzrok od swojej kobiety strzepującej płatki trocin na przystojnego, pół meksykańsko-amerykańskiego, pół-WASP-a siedzącego z nim przy stole i uśmiechającego się szerokim, białym uśmiechem.

„Słucham?”

„Wystawiłeś ją” – przypomniał mu Rivera - „Mogłem zadzwonić i ostrzec cię, że Schub nie jest odpowiednim miejscem…” - zawahał się – „nigdy na wyjście z Jerrą i Dusty. Mogliśmy pojechać do Del Rio Cantina. Najlepsze meksykańskie jedzenie poza Meksykiem. Cicho, dopóki zespół mariachi nie zacznie wędrować. I chociaż tequila i sok z limonki płyną strumieniami, a te dwie kobiety stają się głośne, nie ma mechanicznego byka, na którym można by się wspiąć, ani DJ-a, którego można błagać, by zagrał Achy-Breaky Heart”.

„Kurwa” – mruknął Mike, nie mogąc się doczekać tej części wieczoru.

„Tak. Kochają tę piosenkę, chociaż zaczynają ją tańczyć, a kończą wisząc na sobie i chichocząc. Potem siedzą przy stole i przez godzinę rozmawiają o tym, że cefal jest niedocenianą męską fryzurą”.

„Chryste” - Mike wciąż mamrotał.

„Nie martw się, myślę, że żartują” – zapewnił go Rivera.

Kurwa, miał taką nadzieję.

„Podsumowując” – ciągnął Hunter - „Jesteś tutaj w ramach zemsty. Myślę, że to wystarczająco bolesnej, żebyś już nigdy nie zrobił tego świństwa Dusty”.

Wzrok Mike’a powędrował do mechanicznego byka i zobaczył, jak Jerra wspina się na niego, a Dusty na uboczu podskakuje w górę i w dół, klaszcząc, krzycząc i rozrzucając więcej trocin, których nie zmiotła z ubrania i włosów.

Wzrok Mike’a wróciły do Rivery – „Nie jestem pewien, czy kara jest adekwatna do przestępstwa”.

Rivera odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się.

Mike się nie zaśmiał. Patrzył, jak Jerra i byk podrywają się, a dziesięć sekund później obserwował, jak byk rzucił szeroko chichoczącą, chorą Jerrę.

Wciąż chichocząc i wyraźnie odporny na ten koszmar z powodu ciągłego narażenia, Rivera z opóźnieniem odpowiedział - „Bracie, myślę, że muszę się zgodzić”.

Mike przesunął wzrok na swoją kobietę i zobaczył dwóch kowbojów zachęcających ją, by spróbowała jeszcze raz. Wiedział też, dlaczego. Koszulka była ciasna na jej piersiach, a jej tyłek wyglądał zbyt dobrze w tych dżinsach.

Dlatego stracił cierpliwość.

Włożył więc palce do ust, zagwizdał głośno i ostro, po czym wyjął je i natychmiast krzyknął - „Yo, Dusty!

Jej oczy strzeliły do niego.

Potrząsnął głową, po czym uniósł rękę i kiwnął na nią palcem.

Jeśli natychmiast nie zaciągnęłaby swojego tyłka z powrotem do ich stołu, Mike był gotów podkraść się w jej stronę, wyciągnąć ją ze szponu kowbojów, z którymi zabawiała się przez ostatnie piętnaście minut, przerzucić ją sobie przez ramię i zabrać z powrotem. Na szczęście trochę potrząsnęła głową, trochę „przepraszam”, uśmiechając się, chwyciła Jerrę za rękę i ruszyła w ich stronę.

Jeśli chodziło o noc, dobrą wiadomością było to, że grill Schuba był najlepszy, jaki kiedykolwiek jadł, bez dwóch zdań. Piwo było schłodzone tak zimno, że było prawie lodowate i wchodziło gładko. Rivera był tak samo sympatyczny osobiście, jak przez telefon. Jerra była drobną brunetką i miała na sobie trochę ciała we wszystkich właściwych miejscach. Była też pieprzoną wariatką.

Ona i Dusty szybko przeszli od popijania piwa do strzelanek tequili… potem noc się pogorszyła.

„Poważnie, Mike, to nie żart. Wy, chłopcy z Indiany, dajecie radę” – stwierdził Rivera z uśmiechem w głosie, a Mike ledwo był w stanie oderwać wzrok od Dusty przedzierającej się przez kowbojów i kowbojki w bardzo zatłoczonym salonie-restauracji z „potańcówką” do ich stolika, żeby na niego spojrzeć - „Jakbym zagwizdał i wycelował palcem w Jerrę, jej głowa pękłaby i buchnął ogień. Jak to robicie?”

„Utrzymujemy ten sekret w Indianie. Zostałbym zlinczowany, gdybym się podzielił” – odpowiedział Mike.

Rivera uśmiechnął się. Jego oczy przesunęły się ponad ramieniem Mike’a, a uśmiech zgasł bardzo szybko.

Mike obejrzał się przez ramię, zobaczył tylko kowbojów, kowbojki, boazerię z surowego drewna, stoły i liny, siodła, uzdy i różne sprzęty dla bydła na ścianach, ale usłyszał, jak Rivera zamruczał - „Kurwa. Beau”.

Skanowanie Mike’a nabrało ostrości i znalazł go. Mike rozpoznał go od chwili, gdy zobaczył ze zdjęcia na wyświetlaczu telefonu Dusty. Znów miał na sobie to, co najwyraźniej było jego mundurem, dżinsową koszulę z perłowymi zatrzaskami i wyblakłe dżinsy. Ciemne włosy. Wysoka. Szczupły. Przystojny. Oczy zmrużona, kiedy wgapiał się w Dusty.

Mike poruszył się natychmiast. Stało się tak, ponieważ LeBrec był bliżej Dusty niż Dusty do stołu. Stało się tak również dlatego, że intencje LeBrec’a były jasne, co było widać w jego zmrużonych oczach.

Oderwał się od krzesła, poczuł i usłyszał ruch Rivery i ruszył w stronę LeBrec’a, gdy tylko LeBrec zaczął skradać się w stronę Dusty.

Niestety, miejsce było zatłoczone, a Mike nie mógł zrzucać ludzi ze swojej drogi. Również niestety, Dusty i Jerra chichotały z czegoś, przez co nie zauważyły zbliżającego się zagrożenia. LeBrec dotarł do nich, zanim Mike i Rivera byli choćby blisko.

Ale wtedy LeBrec popełnił jeszcze większy błąd, niż ten, który już popełnił, po prostu podchodząc do Dusty.

Jerra zobaczyła go pierwsza i, chociaż była co najmniej o pięć centymetrów niższa od Dusty, a więc o piętnaście od LeBrec’a, ustawiła się między nim a Dusty. Gdy tylko to zrobiła, położył na niej rękę i odepchnął z drogi.

I nie zrobił tego delikatnie.

Wleciała w tył kowboja, który najwyraźniej miał lepsze maniery niż LeBrec, bo szybko się skręcił i złapał Jerrę, zanim wylądowała na tyłku.

Ale Mike dowiedział się w tej chwili, że absolutnie, w żadnych okolicznościach, nie należy popychać żony niefrasobliwego, wyluzowanego, szybko wybuchającego pół-meksykańskiego Amerykanina, a zwłaszcza kiedy ta żona też była też matką jego dzieci.

Yo! Co do cholery?” - Mike usłyszał grzmot za sobą.

Rivera minął Mike’a i oczyszczał przejście, mijając ludzi, którzy szybko poczuli atmosferę, więc nagle Rivera stwierdził, że ma wolną drogę.

To wtedy Mike zauważył, że ma inną sytuację na głowie, a mianowicie powstrzymanie dobrego człowieka i kochającego męża, który również był policjantem, od zrobienia czegoś, za co mógłby otrzymać naganę lub, sądząc z wyrazu twarzy Rivery, utratę odznaki.

Mike miał metr osiemdziesiąt sześć. Rivera nie mógł mieć więcej niż metr siedemdziesiąt osiem wzrostu. Dlatego Mike użył swoich dłuższych nóg, aby doprowadziły go do LeBrec’a, który był tak skupiony na Dusty, że nie czuł zagrożenia zbliżającego się z jego flanki.

Mike dopadł go pierwszy, złapał za nadgarstek, uderzył kolanem w tył nogi, a nie spodziewający się tego LeBrec, natychmiast upadł na oba kolana, podczas gdy Mike wykręcił nadgarstek za plecami. Poruszał się tak szybko, że LeBrec nie miał szansy zacząć się bronić, więc Mike chwycił go za drugi nadgarstek i szarpnął za plecami, ciągnąc oba w górę, tak że tors LeBrec’a został wciśnięty w podłogę. Potem Mike zgiął się w talii i pochylił niżej.

„Rada, dupku, trzymaj swoje gówno” - Mike warknął mu do ucha - „Nie jestem zadowolony, że nie masz pojęcia o tym, co czuje Dusty, ale właśnie położyłeś rękę na kobiecie Rivery, a teraz masz do czynienia z mężczyzną, który naprawdę nie jest szczęśliwy”.

LeBrec skręcił kark, napotkał wzrok Mike’a, zmrużył oczy, gdy jego twarz stwardniała, ale Rivera tam był.

Spójrz na mnie!” - warknął, a kiedy LeBrec tego nie zrobił, Rivera zgiął się w pasie i ryknął mu do ucha - „Dupku! Spójrz na mnie!

Mike trzymał go przygwożdżonego na kolanach, ale głowa LeBrec’a obróciła się.

„Daj mi powód” - warknął Rivera.

„Hunter, weź oddech i odsuń się” - poradził Mike.

Nie odrywając wzroku od LeBrec’a, Rivera rozkazał - „Puść go, Mike”.

Uścisk Mike’a zacieśnił się, ponieważ ciało LeBrec’a szarpnęło, a jego głowa szybko się obróciła, by mógł spojrzeć na Mike’a spode łba.

„Mike. Kurwa. Kurwa!” - warknął w stronę Mike’a.

Mógł chcieć powiedzieć coś więcej, ale nie miał okazji. Rivera wyciągnął rękę i chwycił go za szczękę, zmuszając jego twarz do odwrócenia.

Mike zacisnął zęby.

„Nie powiedziałem ci, że możesz przestać się na mnie gapić” – wycedził Rivera, nos w nos z LeBrec’iem.

„Hunter, on nie jest wart gówna, które złapiesz” – ostrzegł Mike.

Rivera zignorował Mike’a i szepnął do LeBrec’a - „Położyłeś rękę na mojej kobiecie”.

Jerra przysunęła się bliżej, mówiąc cicho - „Hunter, Słonko...”

Rivera mówił dalej, nie spuszczając wzroku z LeBrec’a - „Nigdy nie powinieneś podnosić ręki na żadną kobietę w ten sposób, a już na pewno nie na moją pieprzoną kobietę”.

„Próbowałem dostać się do Dusty” - warknął LeBrec, wyszarpując szczękę z uścisku, w którym wciąż miał go Rivera.

„I to jest równie popieprzone” - odparował Rivera, wciąż patrząc mu w twarz i nie ruszając się - „Ona cię nie chce. Wykopała ci tyłek miesiące temu. Sam powiedziałeś powód całemu miastu, jak zadzwoniłeś do niej, kiedy była ruchana przez swojego nowego faceta, a potem rozsiewałeś to gówno dookoła jak skurwiel, którym jesteś. Teraz dokładniej wyjaśniłeś ten powód, wchodząc tutaj, nie myśląc mądrze, zachowując się jak dupek, a on rzucił się na ciebie i rzucił cię na kolana, a ty nie miałeś czasu ruszyć palcem. Która kobieta chce takiego mężczyzny jak ty, który nie jest nawet w połowie mężczyzną, kiedy może mieć takiego, który jest całym mężczyzną?”

LeBrec z opóźnieniem walczył z uściskiem Mike’a, ale Mike trzymał mocno i szarpnął, więc LeBrec został zmuszony do zatrzymania się, aby ograniczyć ból.

LeBrec rzucił Mike’owi spojrzenie przez ramię, po czym odwrócił głowę z powrotem do Rivery.

„Pieprz się, Hunter” – syknął.

„Jeśli ty chcesz być pieprzony w następnej dekadzie, przestaniesz zachowywać się jak wyposzczony, dupku, i przypominać ludziom, że zostałeś porzucony, i dawać im powód, by zrozumieli, dlaczego, więc lepiej zmądrzej i idź dalej” - Rivera odpalił - „Nie zachowujesz się tak, jak dziś wieczorem, kładąc rękę na mojej kobiecie, bo kupiłeś sobie świat bólu. Jestem twoim cieniem, dupku. Jeśli podrapiesz się po dupie, będę o tym wiedział. Odsikasz się, będę o tym wiedział. Jeśli namówisz jakąś idiotkę, żeby wzięła twojego fiuta, będę o tym wiedział” - Jego twarz zbliżyła się do twarzy LeBrec’a - „Nawet jeśli kurwa kichniesz, będę o tym wiedział. A jeśli nie podoba mi się gówno, znajdę sposób, by uczynić twoje życie nieszczęśliwym. Jeśli chociaż źle przejdziesz przez ulicę w tym mieście, zostaniesz aresztowany. Jeśli usłyszę, że przejeżdżałeś obok domu Dusty albo zadzwoniłeś do niej, gdy będzie o stan dalej, aresztuję cię za nękanie. Nie próbuj mnie i nie kuś mnie. Żaden mężczyzna nie położy ręki na mojej kobiecie i prawie popchnie ją na tyłek bez kary. Byłem człowiekiem, który myślał, że jesteś dupkiem. Teraz jestem człowiekiem, którego możesz uważać za wroga”.

Rivera mówił poważnie i Mike widział, że LeBrec tego nie przegapił. Chociaż nadal patrzył groźnie, jego twarz zbladła i przestał napierać na uścisk Mike’a.

„Teraz, jak przyciągnęliśmy twoją uwagę” - ciągnął Rivera, cofając się o trzy cale - „uporządkujmy pewne sprawy. Czy jeszcze kiedykolwiek się odezwiesz do Dusty Holliday lub ją zobaczysz?”

Oczy LeBrec’a powędrowały do zamrożonej i wpatrującej się Dusty, a potem z powrotem do Rivery.

„Nie” – wykrztusił.

„Dobrze” – odpowiedział Rivera, brzmiąc, jakby mówił do psa, którego szkolił - „Teraz, czy kiedykolwiek, kiedykolwiek położysz rękę na jakiejkolwiek kobiecie, gdy nie będzie to pożądane lub wymagane?”

„Nie” – uciął LeBrec.

„Racja” – ciągnął Rivera - „Teraz, kiedy Mike cię puści, masz zamiar wstać, wyjść stąd i przemyśleć swoje zachowanie? A może zrobisz coś głupiego, co oznacza, że będę musiał cię aresztować?”

„Wyjdę” – warknął LeBrec.

„Dobrze” – stwierdził Rivera - „Teraz Mike pozwoli ci odejść wolno, a ty to zrobisz. Rozumiesz?”

„Rozumiem, dupku” – wymamrotał LeBrec, patrząc Riverze w oczy.

„Dobrze, niech będzie” - powiedział Rivera, teraz mówiąc tak, jakby rozmawiał z dzieckiem. Wyprostował się, spojrzał na Mike’a i kiwając głową, cofnął się o krok.

Mike puścił go i również się cofnął.

Szybko LeBrec stanął na nogi.

Potem znalazł swoją buńczutność.

Patrząc na Dusty, wykrztusił - „Nie wiem, o czym myślałem. Nie byłaś warta tego wysiłku”.

Dusty skrzyżowała ręce na piersi i przewróciła oczami, będąc obrazem kobiety, która była warta każdego wysiłku.

Mike uśmiechnął się.

Tak, to była jego kobieta.

LeBrec spojrzał na Mike’a i zaoferował złośliwie - „Możesz ją mieć”.

„To dobrze, bo już mam” – odparł uprzejmie Mike, wciąż się uśmiechając.

LeBrec spojrzał na niego, zanim jego oczy objęły otaczających go kowbojów i kowbojki, i uderzyło go, że był w centrum uwagi w głównym akcie. Zdając sobie z tego sprawę, jego wzrok zatrzymał się na jego butach, które przesunęły się po podłodze.

Mike patrzył, jak odchodził, i odwrócił się, żeby to zrobić. Niewielu ludzi mogło znieść takie upokorzenie i nie wyciągnąć z tego lekcji. Z drugiej strony byli tacy, że takie wydarzenie podsyciłoby ich ogień. Nie zamierzał temu dupkowi pokazywać swoich pleców.

LeBrec został pochłonięty przez morze kowbojów i kowbojek, kiedy Mike wyczuł zapach perfum Dusty, a potem poczuł bliżej jej ciało. Czuł je, bo była przyciśnięta do jego boku.

Odwrócił głowę i spojrzał w dół na nią.

Stanęła na palcach i położyła jedną rękę na jego brzuchu, a kciukiem drugiej zahaczyła o tylną szlufkę jego dżinsów.

I tuż przy jego uchu szepnęła - „To było tak gorące, że właśnie kupiłeś sobie niegrzecznie” - Jego szyja wykręciła się jeszcze bardziej, by złapać jej wzrok, a kiedy to zrobił, mocno przycisnęła swoje cycki do jego ramienia i szeptała - „Brudno”.

Patrząc jej w oczy, czując, jak jest blisko, czytając jej twarz, Mike zdecydował, że czas zakończyć tę noc.

*****

„Kanapa, rozłóż się” - warknął Mike, obserwując, jak oczy Dusty zapłonęły, a potem odsunęła się od niego i zrobiła, co kazał.

Była wierna swojej obietnicy. Wrócili chwilę temu od Schuba, a ona rzuciła się na to. Teraz, na jego żądanie, on nadal był w pełni ubrany, a ona kompletnie naga. Trzymał ją stojącą obok, nie pozwalając jej nic robić, tylko się trzymać, gdy on bawił się nią.

Teraz był gotów ruszyć dalej.

Nie marnowała czasu na wykonanie rozkazu, wchodząc na kanapę i robiąc to, o co prosił, plecami do podłokietnika, wpatrując się w niego, jedną nogę przerzuciła przez oparcie kanapy, a drugą postawiła na podłodze.

Nie zwlekała. Widząc, jak rozkłada się dla niego na kanapie, Mike też tego nie zrobił. Dołączył do niej z ustami między jej nogami.

Jego kobieta lubiła jego usta. Wiedział o tym, bo tego nie ukrywała. Była też tak daleko w tym momencie, że ledwie dotknął językiem, a już zaczęła wydawać odgłosy, które wydawała, zanim dochodziła. To była po części tequila, po części to, co stało się z LeBrec’em, a po części jego apodyktyczność, kiedy wrócili do domu. Narzekała na jego apodyktyczność, ale uwielbiała ją.

Wiedział o tym, bo mógł tego posmakować.

Była tak gorąca, tak wzburzona, tak blisko, że w mgnieniu oka zabrała Mike’a w to samo miejsce, kiedy słyszał jej dźwięki i czuł jej ruch. Ale chciał tego wokół swojego penisa. Nie było mowy, żeby Dusty mogła udawać z nim orgazm, nie żeby dawał jej powód. Ale wiedział, kiedy dochodziła, bo jej cipka zaciskała się i spazmowała wokół jego penisa. Dałby jej to ustami i zrobił to.

Po prostu nie zamierzał teraz.

Uniósł się i chwycił ją za biodra, wciągając ją pod siebie.

Jego ręce powędrowały do paska. Jej ręce powędrowały do guzików jego koszuli.

„Chcę twojej skóry” – wydyszała.

Pozwolił jej robić, co chciała. Był zajęty.

Zanim się uwolnił, rozpięła mu guziki i rozłożyła na boki koszulę. Przykrył ją swoim ciałem i wjechał do środka. Patrzył, jak jej szyja wygięła się w łuk, jej usta rozchyliły się i kurwa, kurwa, mylił się wcześniej. Nigdy nie była piękniejsza niż w pierwszym momencie, gdy zabrała go do środka. Ona to uwielbiała; spływało to po jej twarzy i za każdym razem, gdy to widział, był pewien, że dojdzie wcześniej. Nie robił tego, bo wiedział, że reszta pokazu była prawie tak samo spektakularna.

Wjeżdżał i wyciągał, ujeżdżając ją mocno, a jej ramiona otoczyły jego ramiona.

„Kolana wysoko” – mruknął, a ona natychmiast się zgodziła, opuszczając brodę i patrząc mu w oczy.

„Nic nie jest lepsze od ciebie” – wyszeptała.

Kurwa. Podobało mu się to.

Mike patrzył w jej oczy i pchał dalej, ale robił to mocniej.

„Nic, kochanie” - wyszeptała, jej uda mocno zacisnęły się na jego bokach, jej ramiona były napięte i dała mu to. Jej cipka zacisnęła się i dygotała wokół jego penisa.

Mike wjechał szybciej, mocniej. Jej ciało się trzęsło, wsunął rękę pod nią, owijając ramieniem górną część jej bioder i ciągnąc ją w dół, kiedy się włączał.

Podniosła głowę, wtuliła twarz w jego szyję i wciąż dochodziła, kiedy sapnęła - „To jest to, kochanie, pieprz mnie”.

Zrobił, o co prosiła.

Potem zanurzył palce w jej włosach, zacisnął pięści, pochylił jej głowę by wziąć jej usta, by mogła wziąć jego, a jego jęk przeniknął przez jej gardło, gdy zakopał w niej swojego penisa i doszedł.

Za każdym razem było fenomenalnie. Za każdym razem wiedział, że następny raz nigdy tego nie przebije.

Za każdym razem się mylił.

Wygasało to w nim, a ona go całowała, jej język ślizgał się słodko po jego języku. Mike przejął kontrolę, najpierw delikatnie, budując ją, a potem doprowadzając ją do jęku. Kiedy go dostał, zakończył pocałunek, przesunął ustami po jej policzku do szyi i zaczął tam pracować.

To było inne niż z jakąkolwiek inną kobietą. Nawet z Audrey szybko się wycofał. Nie miał nic przeciwko bliskości, przytulaniu, ale cokolwiek to o nim mówiło, kiedy skończył, kończył. Z każdą kobietą, którą miał, z każdym spotkaniem, w ciągu kilku chwil wyrywał się i odtaczał. Mógł w końcu wtoczyć je na siebie, ale nigdy nie został zagrzebany, nie całował, nie delektował się dotykiem otaczających go kończyn kobiety, zapachem jej perfum w jego nozdrzach, smakiem jej na języku, czuciem jej owiniętej wokół jego penisa.

Z Dusty robił to za każdym razem. Nie mógł się nią nacieszyć, jej zapachem, dotykiem, ich połączeniem.

Poczuł, jak jej nogi owijały się mocno wokół niego, a jej palce przesuwały się po skórze jego pleców, lekkie, słodkie, a jej druga ręka wsunęła się w jego włosy i bawiła się tam. Wysłało to ciarki na jego czaszkę i szyję, ale nie te złe.

Już miał podnieść głowę, kiedy jej ciało wygięło się w dziwny sposób, a jej gardło wydało niski dźwięk, jakby ją zabolało.

Poderwał głowę i spojrzał na nią z góry, by zobaczyć, jak jej ciepłe, brązowe oczy wypełniły się łzami. Wypełniły tak mocno, że łzy rozlały się, ślizgając się po jej skroniach we włosy.

„Kochanie, co do cholery?” - wyszeptał, a kiedy to zrobił, podniosła głowę i wcisnęła mu ją w szyję, jej ręce i nogi zacisnęły się i zaczęła szlochać. Szlochać rozdzierająco, zapierająco dech w piersiach, kiedy jej jęki rozdzierały jej gardło.

Jezu.

Wysunął się. Wymagało to wysiłku i niemałej ilości czasu, bo wydawało się, że Dusty swoimi działaniami chciała się w nim zakopać, żeby wchłonął ją w swoją skórę, ale poprawił dżinsy i zdjął koszulę. Wcisnął jej ręce w rękawy i zapiął dwa guziki na jej piersiach, zanim przywarła do niego, z twarzą ukrytą w jego szyi, tyłkiem na jego kolanach, ramionami wokół niego w śmiertelnym uścisku.

Kojąco przesuwał palcami jednej ręki w górę iw dół jej kręgosłupa, palce drugiej przesuwały się po jej włosach, skręcając szyję i szepcząc jej do ucha: „Aniele, weź to na tyle długo, żeby ze mną porozmawiać. Powiedz mi, co się stało?

„Da-da-Darrin” – wyszlochała mu w szyję, a jej ciało uniosło się z kolejnym urywanym oddechem - „Byłby taki... taki... sz-sz-szczęśliwy!”

Nie tego oczekiwał od niej. Z drugiej strony, nie miał, kurwa, pojęcia, co zamierzała powiedzieć.

Ręce Mike’a przestały się poruszać, więc mógł otoczyć ją ramionami i wyszeptał - „Dusty”.

„On… on… tak b-b-bardzo chciał, żebyśmy byli razem” – kontynuowała bełkocząc – „I on… nie… nie dożył, by to zobaczyć. W… właściwie to jego śmierć była powodem, dla którego to się stało”.

Jezu.

Ramiona Mike’a zacisnęły się mocniej i szeptał jej do ucha, kiedy powiedział - „Słonko”.

Odskoczyła, spojrzała na niego z góry, jej twarz była czerwona, oczy mokre, a po jej policzkach wciąż spływały ślady łez.

„Wiem, że jestem dziwna!” - zapłakała - „Mówię o moim b-b-bracie po seksie, ale on by był, Mike. Byłby szczęśliwy” - Wyciągnęła rękę z jego objęć i przejechała dłonią po policzku tak niezdarnie, że bał się, że zrobi sobie krzywdę. Ale na szczęście zatrzymała się, wzięła długi, drżący oddech i mówiła dalej - „Nie część seksu, bo był trochę konserwatywny, ale część ty i ja”.

„Chciał nas razem?” - Mike zapytał, a ona żarliwie pokiwała głową - „Dlaczego?”

„Czytał moje pamiętniki, Mike!” - wykrzyknęła, po czym ponownie opadła na niego - „I wiedział, że jesteś dobrym facetem”.

Cóż, to zdecydowanie by to wyjaśniało, przynajmniej pamiętniki.

Zredukowała to do pociągania nosem, więc Mike ponownie położył na niej ręce uspokajająco, dając jej trochę czasu, zanim wymamrotał - „Moja dziewczyna, biorąc wszystko na siebie, nie miała czasu zająć się swoimi sprawami”.

„Nie” – wymamrotała Dusty, po czym pociągnęła nosem.

„Musisz dać sobie czas na żałobę, Aniołku” – poradził Mike.

„Kiedy?” - odpowiedziała - „Nie mam na to czasu, z moją sukowatą siostrą, rozwijającym się nastoletnim romansem, czającym się tajemniczym, nikczemnym biznesmenem i Rhondą wprawiającą w zakłopotanie naukę, będąc pierwszym pacjentem w śpiączce, który chodzi, mówi, gotuje i robi zakupy spożywcze”.

Nie powinien. Wiedział, że nie powinien. Ale jego ciało i tak zaczęło się kołysać ze śmiechu.

Trwało to chwilę, zanim Dusty wymamrotała - „To nie jest zabawne”.

Wiedział, że nie była wkurzona, bo jej słowa zawierały uśmiech, ale Mike uspokoił swój śmiech i przyciągnął ją do siebie, zanim powiedział łagodnie - „Nie, kochanie, nie jest. Ale ty jesteś”.

Wtuliła się głęboko i zamilkła.

Po kilku chwilach wyszeptała - „Tęsknię za nim, Mike. Dzwonił raz w tygodniu, czasem dwa razy. A ja… cóż, po prostu za nim tęsknię”.

„Tak” - odszepnął Mike, żałując, że nie miał do powiedzenia więcej magicznych słów. Ale po prostu takich nie było.

Wzięła drżący wdech.

Mike trzymał ją blisko, a Dusty trzymała go blisko.

Po chwili pochylił brodę i cicho zapytał ją do ucha - „Chcesz, żebym cię umył i położył do łóżka?”

Nie odpowiedziała ustnie, tylko skinęła, kiedy jej głowa poruszała się na jego ramieniu i szyi.

Na jej odpowiedź Mike podniósł ją. Prostując się z kanapy, zaniósł ją do łazienki. Oparła się o niego ciężko, gdy przeciągnął ciepły ręcznik między jej nogami.

To było kolejne coś, czego Mike nigdy nie robił z żadną kobietą. Z Dusty nie robił tego za każdym razem, nawet nie często, ale robił to. I za każdym razem, gdy to robił, uważał to za głębokie. To dlatego, że kobieta, którą tam trzymał, była kobietą, która potrafiła o siebie zadbać, ale kiedy była z nim, powierzała to jego opiece. To był prezent, ale ten akt, tak intymny, to było coś więcej. To był skarb, drogocenny dar i zawsze go poruszał.

Kiedy skończył, zaniósł ją do łóżka. Zdjął dżinsy. Zostawił ją w swojej koszuli.

W chwili, gdy dołączył do niej w łóżku, przyciągnął ją blisko, nawet gdy zakopała się głęboko.

W ciemności, wpatrując się w sufit, zaplątany w Dusty, Mike zapytał - „Chcesz porozmawiać?”

Potrząsnęła głową o jego pierś.

„Myślę, że piwo, tequila, mechaniczny byk, bycie świadkiem twardziela alfy w akcji dwa razy, gorący seks i płaczący jęk odebrały mi wszystko” - odpowiedziała, a Mike uśmiechnął się.

„To gówno się zdarza”.

W jej głosie pojawił się uśmiech, kiedy wymamrotała - „Tak”.

„Więc później” – szepnął - „Jestem w każdej chwili”.

Pomyślał, że w końcu zaakceptuje jego ofertę, ale wtedy tylko westchnęła.

„Śpij, Aniołku” – rozkazał łagodnie.

Westchnęła ponownie.

Potem wyszeptała - „Tak”.

Zamilkł.

Ona też milczała, ale potem - „Mike?”

„Jestem tutaj, kochanie”.

„Kocham cię, kochanie”.

Klatka piersiowa Mike’a rozgrzała się, a jego ramię wokół kobiety zacisnęło się.

Potem wyszeptał - „Też cię kocham”.

Przycisnęła się bliżej i po kilku minutach zasnęła.

Kilka sekund później Mike podążył za nią.

*****

Był poniedziałek rano. Torby były spakowane. Pudełka zaklejone taśmą. Agentka przejrzała dom, żeby dodać go do swoich ofert wynajmu. Było ogrom roboty do zrobienia, ale kierowniczka Dusty miała się zająć wszystkim, co miało związek z ceramiką, Jerra wszystkim, co miało związek z osobistymi sprawami Dusty, a Javier wszystkim, co miało związek z końmi lub ziemią.

Dobrzy pracownicy, dobrzy przyjaciele. Zabezpieczali ją.

Zjedli śniadanie z Riverą, Jerrą i dwójką ich głośnych, zwariowanych dzieciaków, które zdecydowanie dużo odziedziczyły po mamie i tacie i miały być w szkole, ale poszły pożegnać się z ciocią Dusty. Teraz dzieciaki ganiały się po chodniku, Jerra i Dusty wisiały na sobie, cicho rozmawiając i ledwo powstrzymując łzy.

Mike i Rivera byli pięć kroków dalej, dając im czas.

Mike wyciągnął rękę do Rivery i mruknął - „Cieszę się, że mieliśmy taką okazję”.

Rivera wziął go za rękę, chwycił i wpatrzył się przez okulary z okularami Mike’a, mrucząc w odpowiedzi - „Tak”.

Opuścili ręce i spojrzeli na kobiety.

„Jezu, powinienem był przynieść mój skalpel” – wymamrotał Rivera, a Mike uśmiechnął się.

Spojrzał na zegarek i powiedział - „Musimy ruszać w drogę”.

„Dobrze, ja wezmę Jerrę, ty weź Dusty. Plan?”

Mike spojrzał na Riverę i skinął głową.

Mike zaczął podchodzić do kobiet, ale zatrzymał się, gdy Rivera zawołał - „Mike?”

Uniósł brodę.

„Dbaj o nią” - szepnął Rivera.

Dobrzy przyjaciele.

Zabezpieczali ją.

Mike ponownie wpatrzył się z niego przez okulary przeciwsłoneczne.

Następnie odpowiedział - „Absolutnie”.


 



[1] Synowie Anarchii – amerykański serial sensacyjny nadawany przez stację FX w latach 2008–2014

4 komentarze: