Rozdział 15
Niespokojny
Mike stał w kuchni Dusty w
Teksasie, oparty biodrem o blat, z butelką piwa w dłoni.
Dusty była w jej sypialni i
przygotowywała się do zabrania go do Schuba. To był piątkowy wieczór. Spotykali
się tam z Hunterem i Jerrą. Teksański grill, piwo i Mike spotykający się z jej
najlepszymi przyjaciółmi w pobliżu baru piwnego, o którym Dusty ostrzegała go,
że ma trociny na podłodze, był tam mechaniczny byk i taniec w linii.
Nie miał zamiaru tańczyć w
linii.
Ale czuł się niespokojny.
Działo się tak, bo, jak okiem
sięgnąć, było piękno.
A ona rezygnowała z tego dla
siostrzeńców, rodzinnej farmy…
I niego.
Jej
parterowy dom był atrakcyjny i rozległy, wszystkie sypialnie i dwie łazienki przylegały
do długiego korytarza. Ogromny salon wystawał z przodu i obejmował otwartą, dużą,
dobrze wyposażoną kuchnię. Wszędzie były okna z widokami ziemi i zarośli na równie
głębokiego południowego Teksasu, małej stodoły i dużej szopy. Wszystko ładne,
zadbane, z ogromną ilością doniczek, półbeczek, skrzynek okiennych i wiszących
donic, które w tym marcowym klimacie były istną feerią barw.
Dom,
jak mu powiedziała Dusty, stał pośrodku dwudziestu akrów, których była
właścicielką.
Dwudziestu.
Mnóstwo
miejsca, by mogła wędrować i ćwiczyć swoje konie. Samotność dla niej, aby
tworzyła swoje dzieło. Ani jednego osiedla mieszkaniowego w zasięgu wzroku.
Piękno
jak okiem sięgnąć.
Farma
Holliday’ów była ponad pięćdziesiąt razy większa, ale od kwietnia do listopada
ogromną większość tej ziemi zajmowała kukurydza.
Nie
można było jeździć konno przez kukurydzę.
Mike
upił łyk piwa, po czym opuścił rękę i położył ją zwiniętą wokół butelki na
blacie, a jego umysł nadal przeglądał rzeczy, których nauczył się tego dnia.
Galeria
Dusty znajdowała się niecałą godzinę jazdy stąd, a przybyli późnym rankiem. Pojechali
tam wczesnym popołudniem, bo Dusty musiała się spotkać z kierownikiem galerii.
Powiedziała
mu to, a on zobaczył po przyjeździe, że nie sprzedawała tylko swoich własnych
prac, ale w galerii prezentowane były tylko wyroby lokalnych rzemieślników.
Więcej ceramiki oraz obrazy, biżuteria, wyroby ze szkła, rzeźby, figurki, sztuka
rdzennych Amerykanów i meksykańska we wszystkich formach. Nie była duża, ale
była atrakcyjna i zrobiła to sprytnie. Było to coś, co pasowało do szerokiej
gamy gustów i dochodów, od pocztówek, ręcznie robionych kartek, atrakcyjnych,
ale niedrogich, jedynych w swoim rodzaju kolczyków na sztyftach, po jedno z
dużych dzieł sztuki kosztujących ponad dwa tysiące dolarów. Kiedy dotarli do
galerii, która znajdowała się tuż przy popularnym River Walk w San Antonio,
niezależnie od tego, że było piątkowe popołudnie, było kilku klientów. Nie było
zapakowane, ale nie było wyludnione.
I
to był pierwszy raz, kiedy Mike widział jej pracę. Biorąc pod uwagę cenę, jaką
mu powiedziała, że za to dostawała, chociaż Mike nie interesował się
garncarstwem, spodziewał się, że jej sztuka będzie imponująca.
Miał
rację. Była. Ale to było coś więcej. Niezwykłe, płynne, niemal kapryśne
kształty, ale zaskakująco oszklone subtelnymi, stonowanymi odcieniami kremów,
beżów, szarości i głębokich bzów. Przyciągało wzrok, było niezwykłe. To nie
były kawałki, które można zabrać do domu i użyć do włożenia kwiatów lub podania
puree ziemniaczanego. Miało być wystawione, a każdy element był tym, który
wniósłby elegancję do pokoju.
Kiedy
obserwował jej interakcje, zauważył, że Dusty miała bliskie, pełne zaufania
relacje ze sprzedawcami i kierowniczką. Wybierała sztukę i dostarczała własną; oni
wystawiali to i sprzedawali. Powiedziała Mike’owi, że dwa razy w miesiącu
spotykała się z kierowniczką, a potem pozwala kobiecie robić swoje. Dusty
robiła ceramikę i wystawiała czeki. Kierowniczka galerii zarządzała nawet
dostarczaniem dzieł Dusty do innych sklepów i galerii na całym zachodzie.
Dusty
miała księgowego, człowieka, który zajmował się jej ziemią, gospodynię i
kierowniczkę. Dusty chodziła na zajęcia ze swoją przyjaciółką Jerrą. Robiła
swoją ceramikę. Wystawiała w całym Teksasie, spotykając innych artystów i
uczestnicząc w wydarzeniach, podczas których prezentowano i sprzedawano jej
prace. Często organizowała kolacje, chodziła na nie, jadała poza domem lub
chodziła na drinki z przyjaciółmi.
Miała
dobre życie w Teksasie.
Doskonałe.
Bez
kłopotów, bez bólu głowy (z wyjątkiem LeBrec’a), nawet nie prała swoich
cholernych ubrań.
Wszystko
dobre.
Mike
nie miał gospodyni i nigdy nie będzie miał, skoro szukał prywatnych szkół dla
Reesee. Prawdę mówiąc, gdyby jego córka nie kwalifikowała się do stypendium, za
nic w świecie nie byłby w stanie opłacić czesnego, a mimo to nie mógł zatrudnić
gospodyni.
Nawet
bez żałoby, gierek Debbie i McGrath’a Mike nie mógł zapewnić Dusty życia bez
kłopotów i bólu głowy, bo jego było pełen nastolatków i byłej, która lubiła pogrywać.
Usłyszał
głęboki łomot obcasów kowbojskich butów uderzających o płytki i jego ciało drgnęło,
wyrywając go z zamyślenia. Jego oczy przeniosły się na Dusty, by zobaczyć, jak
okrążała wyspę oddzielającą kuchnię od salonu, kiedy jej wzrok spoczywał na
nim.
Wciągnął
powietrze.
Jej
włosy były gładkie, gęste opadające na ramiona i klatkę piersiową. Miała na
sobie obcisłą koszulkę, która rozciągała się ciasno na jej piersiach, ale miała
trochę miejsca, choć minimalne, w jej brzuchu. Była jaskrawofioletowa, w
szarościach i jaśniejszych odcieniach fioletu widać było po niej kowbojkę w
spodniach, w kowbojskim kapeluszu, w połowie rzutu lassem. Grafitowo szary
zamszowy pasek z dużą, srebrną sprzączką był przewieszony przez wyblakłe dżinsy
Dusty. Czarne kowbojki. Cienki pasek szarego zamszu owinięty kilka razy jako choker
wokół szyi, a z przodu wisiały z niego małe, okrągłe srebrne medaliony. Przy
uszach i nadgarstkach miała więcej srebra. I chociaż jechali do miejsca, które
nazywało się „Saloon and Potańcówka”, jej makijaż był głębszy i wyraźnie mówił
„pieprz mnie”.
Przyglądając
się temu, jak wyglądała i jak wywierała na niego wpływ na wiele sposobów, nie
poruszył się, gdy do niego podeszła. Od razu zauważył, że jej zwykły piżmowy,
kwiatowy zapach był głębszy niż zwykle, a zauważył to, gdy objęła go ramionami
w talii i przycisnęła się.
Jej
plecy były wygięte w łuk, głowa odchylona do tyłu, żeby nie mogła spuszczać z
niego wzroku, i powiedziała cicho - „Będą okej. Jeśli nie, wrócimy wcześniej do
domu”.
Mówiła
o dzieciakach spędzających dodatkową noc z Audrey. Podobało mu się, że się
troszczyła i myślała o jego dzieciach.
Ale
myliła się co do toku jego myśli.
„Wiem,
że będą okej. To dobre dzieci. Chociaż nie jestem pewien, czy Reesee wytrzyma
cały weekend bez oddychania powietrzem Fina”.
Dusty
uśmiechnęła się do niego i przycisnęła się bliżej.
Kurwa,
kurwa, była piękna.
Tym
bardziej tutaj, w swoim domu, w swoim żywiole.
Nie
trzymał jej, ale podniósł rękę, by otulić jej szczękę.
Kiedy
to zrobił, jego oczy przesunęły się po jej twarzy, wyszeptał - „Myślę, że teraz
i może na zawsze jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem i
kiedykolwiek zobaczę”.
Poczuł,
jak jej ciało wcisnęło się głębiej w niego, gdy jej powieki zrobiły się
miękkie, a usta rozchylone.
Potem
szepnęła - „Czasami, Jonathanie Michaelu Haines’ie, zabijasz mnie”.
Ostatniej
nocy, kiedy Dusty (i Fin) byli razem, No podzielił się pełnym imieniem i
nazwiskiem Mike’a i od tego czasu Dusty użyła go pięćdziesiąt razy.
Przesunął
dłonią po jej szyi i zapytał - „O co chodzi z całym moim imieniem i nazwiskiem,
Aniołku?”
Uśmiechnęła
się ponownie i ścisnęła go ramionami.
„Tego
o tobie nie wiedziałam” – odpowiedziała - „To był dla mnie szok”.
Rozszerzyła
oczy i stanęła na palcach – „To był prawdziwy szok, że było coś, czego o tobie
nie wiedziałam”.
Opadła
z powrotem na płaskie stopy, uśmiechając się i mówiąc:
„To
takie łatwe. Czasami wydaje mi się, że jesteśmy od zawsze. Więc mówię to, bo
lubię przypominać sobie, że jesteśmy nowi i mam mnóstwo rzeczy do odkrycia na
temat Jonathana” – potrząsnęła jego środkiem - „Michael’a” - potrząsnęła nim
ponownie - „Haines’a”.
Skończyła
uściskiem i uśmiechem.
Była
tak kurewsko urocza, że nie mógł się powstrzymać, ale też nie próbował. Mike
wsunął rękę w jej włosy, zgiął szyję i wpił się w jej usta. Jej usta otworzyły
się, jego język wsunął się do środka i pocałował ją, kiedy ona obejmowała go
obiema rękami, a on jedną ręką owijał piwo na kuchennym blacie, a drugą
zanurzył w jej włosach. Gdy ona mocno się do niego przyciskała, nie spieszył
się, zbudował to dla nich obojga i przerwał to dopiero wtedy, gdy przycisnęła
się głęboko i usłyszał ten seksowny cichy odgłos wydobywający się z jej gardła.
„Dzięki
Bogu, że nie nałożyłam jeszcze błyszczyka” – wyszeptała z westchnieniem sekundę
po tym, jak uniósł głowę o pół cala.
Uśmiechnął
się jej prosto w oczy, ale nawet kiedy to zrobił, powiedział jej - „Musimy później
o czymś porozmawiać”.
Jej
oczy zatańczyły i odpowiedziała - „Mam nadzieję, że zawsze będziemy mieć o czym
gadać”.
Uniósł
głowę jeszcze o cal, czując, jak jego uśmiech blednie - „Ważne gówno,
kochanie”.
Przeniosła
spojrzenie na jego usta i z powrotem na jego oczy.
Potem
zauważyła - „Nie podoba mi się wyraz twojej twarzy”.
Mike
nie był naprawdę podekscytowany tym, co czuł.
„Mike?”
- zawołała Dusty i skupił się na niej.
„Jutro.
A teraz chodźmy spotkać się z twoimi przyjaciółmi”.
„Mhm”
- Potrząsnęła głową i objęła go ramionami.
„Nie
ma mowy. Nie mam zamiaru zacząć pić z Jerrą, kiedy zaczynam się martwić o to,
co masz na myśli. Gadaj”.
„Dusty…”
Jej
oczy zwęziły się, stanęła na palcach i mocno ścisnęła - „Gadaj”.
Chryste,
potrafiła być urocza.
Mike
uśmiechnął się i mruknął - „Wygląda na to, że ty też potrafisz być apodyktyczna”.
„Nie
bądź seksowny, uroczo gorący, kiedy ja jestem apodyktyczna” – rozkazała, a Mike
zaczął chichotać.
„Mike”
- to było ostrzeżenie - „gadaj”.
Mike
się wygadał.
„Masz
dobre życie”.
Tym
razem Dusty się uśmiechnęła - „Zauważyłeś to, czyż nie?”
Oderwał
oczy od jej uśmiechu i spojrzał na słońce zachodzące nad równinami południowego
Teksasu. Kiedy spojrzał na nią, dziwnie, wyglądała na zmieszaną.
Mimo
to odpowiedział - „Tak, zrobiłem to. Z drugiej strony, trudno przeoczyć”.
Odsunęła
się o cal, ale nie zdjęła z niego ramion i zapytała - „Masz na myśli to?”
Mike
zamrugał do niej i zrobił to powoli.
„To?”
- zapytał.
Rozejrzała
się wokół, a potem z powrotem na niego - „Tak. To. Czy to masz na myśli?”
„Kochanie,
masz wspaniały dom, kupę ziemi, fantastyczny biznes i bezproblemowe życie. Więc
tak. Mam na myśli to. Wszystko”.
Przyjrzała
mu się i zrobiła to z bliska.
Potem
oznajmiła - „Beau jest tutaj. Jest wrzodem na mojej dupie i jeśli pamiętasz,
jak lecieliśmy tutaj samolotem, ostrzegałam cię, że jest stałym gościem Schuba,
zwłaszcza w piątkowy wieczór. Prawdopodobnie go zobaczysz. Prawdopodobnie zrobi
coś, by udowodnić, że jest dupkiem, a będąc gorącym facetem, samcem alfa, twardzielem,
prawdopodobnie będziesz zmuszony zrobić coś, co udowodni wszystkim, że on jest
tym, kim już wiedzą, że jest. Dupkiem”.
„Dusty…”
„Następnie
jest Ryder, który złamał mi serce. Złamał na pół. Wyprowadził się, ale wrócił i
widuję go od czasu do czasu. To nie jest dużo, ale za każdym razem boli. Nie
jest pamiętanie tego, co mieliśmy, ale pamiętanie, że zakochałam się w jego
gównie”.
„Dus…”
„I
tu nie pada śnieg. Nawet w Boże Narodzenie. Brązowe Święta Bożego Narodzenia są
do niczego, kochanie”.
Mike
poczuł, jak kąciki jego ust się unoszą, ale mimo to spróbował jeszcze raz -
„Dusty...”
Ponownie
poniósł porażkę.
„Nie
ma Hilligoss. Nie ma Reggie. Nie ma Franka. Powtórzę, że nie ma Hilligoss. A
jedyny bar w mieście to Schub, a jeśli nie masz ochoty na awantury, masz przerąbane”.
Przybliżył
twarz i zaczął - „Słonko, ja...”
Znów
go przerwała - „Jeśli nie wrócę, przegapię nastoletni romans Finleya Holliday’a
i Clarisse Haines, a już na pewno nie
będę w stanie grać super fajnej, noszącej kowbojskie buty, garncarskiej wróżki
chrzestnej, ciotki Dusty”.
Mike
postanowił się zamknąć.
To
była dobra decyzja, bo Dusty jeszcze nie skończyła.
„No
chce, żebym zaśpiewała z jego zespołem, kiedy następnym razem będę w domu i
będą ćwiczyć. Rocky była fajna i polubiłam ją. Merry był przezabawny i naprawdę
go polubiłam. Zarówno No, jak i Rees nie są nawet w przybliżeniu gotowi do
samodzielnej jazdy konnej, więc jestem w trakcie nauki, a to moralny imperatyw,
że muszę to skończyć. A jeśli Audrey zacznie chrzanić twoje życie, kto się z
nią wda w bójkę?”
Przestała
mówić.
Mike
uznał więc, że można bezpiecznie zapytać - „Skończyłaś?”.
„Nie”
- odpowiedziała, po czym skończyła - „Co najważniejsze, tutaj nie ma ciebie”.
Kurwa.
Kurwa.
„Aniołku”
- wyszeptał, ale nie miał więcej. Jego klatka piersiowa płonęła i stwierdził,
że nie może mówić przez intensywność gorąca.
„Teksas
nie wpadnie do oceanu, Mike” – powiedziała cicho – „Wiesz, że zdecydowałam, że
nie sprzedam rancza. Wynajmę je. Żadne drzwi się nie zamykają. Ale jedne zostały
otwarte jakiś czas temu i chyba pamiętasz, jak przez nie przeszłam”.
„Nie
chcę, żebyś żałowała” – powiedział cicho Mike.
Potrząsnęła
głową i ponownie się przycisnęła – „Brałam udział w wielu grach serca, przystojniaku.
Rzucałam kostką raz po raz, wiele ryzykowałam, wiele razy przegrałam. Wreszcie
wydaje się, że wygrywam. Nie zamierzam teraz grać bezpiecznie”.
Kurwa.
Kurwa.
„Jak
bardzo chcesz, żebym poznał Jerrę i Huntera?” - zapytał Mike.
Patrzył,
jak zamrugała, zanim zapytała - „Przepraszam?”
„Jak
bardzo chcesz, żebym poznał twoich przyjaciół?”
„Uch…
bardzo. Tak bardzo, jak bardzo oni chcą poznać ciebie”.
„Więc,
jak bardzo byliby wkurzeni, jak spóźniliśmy się godzinę lub dwie?”
Zaświtało,
jej oczy zabłysły, musiał walczyć ze twardnieniem penisa, ale nawet gdy jej
twarz złagodniała, wyszczerzyła się.
„Mają
opiekunkę. Od kiedy zadzwoniłam do niej w środę i powiedziałam jej, że
jedziemy, Jerra jest tak oszalała z radości, że można by pomyśleć, że
powiedziałem jej, że przywiozę ze sobą do domu Charliego Hunnam’a. Dzwoniła
siedem razy. Jeśli spóźnimy się choćby o dziesięć minut, straci rozum”.
„Charlie
kto?”
„Charlie
Hunnam, Jax z Synów Anarchii[1].
Ogląda ten program z religijną regularnością. Ma kubek do kawy Synów Anarchii. Popielniczkę z Synów Anarchii, mimo że nie pali.
Koszulkę Synowie Anarchii. I ma
portfel Synów Anarchii, którego
faktycznie używa, a który mówi: „Co zrobiłaby Gemma?” Powiedziała Hunterowi, że
jeśli Charlie Hunnam pojawi się w drzwiach i powie jej, że jest kobietą jego marzeń,
ona zostawi go i ich dzieci. Hunter jest zwykle wyluzowany w większości spraw,
ale biorąc pod uwagę, że jest w połowie Amerykaninem meksykańskiego pochodzenia,
w połowie WASP, ciemnoskórym, czarnowłosym i zupełnie nie przypomina Charliego Hunnam’a,
nie wspominając o tym, że jest dziesięć lat starszy od Charliego, z jakiegoś
powodu nie uważa tego za zabawne. Więc uważaj, kochanie. Nie wspominaj o Synach Anarchii i absolutnie nie wspominaj o Charliem Hunnam’ie, bo polecą iskry i
obiecuję, że się sparzysz”.
„Więc,
podsumowując to wszystko, mówisz, że nie mogę zabrać cię do łóżka i pieprzyć,
co byłoby moim sposobem na podziękowanie za sprawienie, że czuję się spokojny”.
Wtopiła
się w niego, ale odpowiedziała cicho - „Niestety tak”.
Miała
rację. To było niefortunne.
„W
takim razie powinniśmy już iść”.
Nie
poruszyła się ani nie pozwoliła mu odejść.
Zamiast
tego zawołała - „Mike?”.
Przesunął
rękę z powrotem do jej szczęki i odpowiedział - „Tak?”
„Na
pewno jesteś spokojny?”
Spojrzał
jej w oczy i wyszeptał - „Tak”.
„Widzisz,
jak wiele oddaję. Ale myślę, że nie rozumiesz tego, co zyskuję”.
„Rozumiem”.
„W
takim razie nie jestem pewna, czy rozumiesz, ile to dla mnie znaczy”.
Wciągnął
powietrze i pieczenie w klatce piersiowej powróciło.
„Cóż,
wcześniej nie” - jego oczy wychyliły się przez okno na ciemniejący horyzont, a
potem wróciły do niej - „teraz tak”.
Wytrzymała
jego spojrzenie.
Potem
się uśmiechnęła.
Potem
wyszeptała, ściskając ramię - „Dobrze”.
Potem
stanęła na palcach, szybko go pocałowała, puściła, po czym wsiedli do
wynajętego SUV-a i pojechali do Schuba.
*****
„Jeśli
chcesz, mogę ci znaleźć skórzany pasek i możesz go zagryźć. Nie złagodzi bólu,
ale sprawi, że nie będziesz krzyczeć”.
To
Rivera dawał teksańską poradę, jak siedzieć w Saloon i Potańcówka i patrzeć,
jak twoja kobieta jest zrzucana przez mechanicznego byka po raz trzeci.
Tak,
trzeci raz.
Najwyraźniej
robiła to często, ale nie była w tym lepsza. Mike wiedział o tym, ponieważ dwie
sekundy po ofercie Rivery Dusty poleciała, by wylądować w dole z gumy piankowej
pokrytej trocinami.
Skoczyła
na równe nogi, jej włosy rozwiały się, trociny unosiły się w powietrzu, ciało
chwiało się, gdy próbowała utrzymać równowagę na piankowej gumie. Kiedy już się
ustabilizowała, wyrzuciła ręce w powietrze i wrzasnęła - „Jupi-lu!”
Tłum
oszalał.
Tak,
po raz trzeci.
„Jezu”
– wymamrotał Mike.
„Zemsta”
- wymamrotał Rivera, a Mike oderwał wzrok od swojej kobiety strzepującej płatki
trocin na przystojnego, pół meksykańsko-amerykańskiego, pół-WASP-a siedzącego z
nim przy stole i uśmiechającego się szerokim, białym uśmiechem.
„Słucham?”
„Wystawiłeś
ją” – przypomniał mu Rivera - „Mogłem zadzwonić i ostrzec cię, że Schub nie
jest odpowiednim miejscem…” - zawahał się – „nigdy na wyjście z Jerrą i Dusty.
Mogliśmy pojechać do Del Rio Cantina. Najlepsze meksykańskie jedzenie poza
Meksykiem. Cicho, dopóki zespół mariachi nie zacznie wędrować. I chociaż
tequila i sok z limonki płyną strumieniami, a te dwie kobiety stają się głośne,
nie ma mechanicznego byka, na którym można by się wspiąć, ani DJ-a, którego
można błagać, by zagrał Achy-Breaky Heart”.
„Kurwa”
– mruknął Mike, nie mogąc się doczekać tej części wieczoru.
„Tak.
Kochają tę piosenkę, chociaż zaczynają ją tańczyć, a kończą wisząc na sobie i chichocząc.
Potem siedzą przy stole i przez godzinę rozmawiają o tym, że cefal jest
niedocenianą męską fryzurą”.
„Chryste”
- Mike wciąż mamrotał.
„Nie
martw się, myślę, że żartują” – zapewnił go Rivera.
Kurwa,
miał taką nadzieję.
„Podsumowując”
– ciągnął Hunter - „Jesteś tutaj w ramach zemsty. Myślę, że to wystarczająco
bolesnej, żebyś już nigdy nie zrobił tego świństwa Dusty”.
Wzrok
Mike’a powędrował do mechanicznego byka i zobaczył, jak Jerra wspina się na
niego, a Dusty na uboczu podskakuje w górę i w dół, klaszcząc, krzycząc i rozrzucając
więcej trocin, których nie zmiotła z ubrania i włosów.
Wzrok
Mike’a wróciły do Rivery – „Nie jestem pewien, czy kara jest adekwatna do
przestępstwa”.
Rivera
odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się.
Mike
się nie zaśmiał. Patrzył, jak Jerra i byk podrywają się, a dziesięć sekund
później obserwował, jak byk rzucił szeroko chichoczącą, chorą Jerrę.
Wciąż
chichocząc i wyraźnie odporny na ten koszmar z powodu ciągłego narażenia, Rivera
z opóźnieniem odpowiedział - „Bracie, myślę, że muszę się zgodzić”.
Mike
przesunął wzrok na swoją kobietę i zobaczył dwóch kowbojów zachęcających ją, by
spróbowała jeszcze raz. Wiedział też, dlaczego. Koszulka była ciasna na jej
piersiach, a jej tyłek wyglądał zbyt dobrze w tych dżinsach.
Dlatego
stracił cierpliwość.
Włożył
więc palce do ust, zagwizdał głośno i ostro, po czym wyjął je i natychmiast
krzyknął - „Yo, Dusty!”
Jej
oczy strzeliły do niego.
Potrząsnął
głową, po czym uniósł rękę i kiwnął na nią palcem.
Jeśli
natychmiast nie zaciągnęłaby swojego tyłka z powrotem do ich stołu, Mike był
gotów podkraść się w jej stronę, wyciągnąć ją ze szponu kowbojów, z którymi zabawiała
się przez ostatnie piętnaście minut, przerzucić ją sobie przez ramię i zabrać z
powrotem. Na szczęście trochę potrząsnęła głową, trochę „przepraszam”,
uśmiechając się, chwyciła Jerrę za rękę i ruszyła w ich stronę.
Jeśli
chodziło o noc, dobrą wiadomością było to, że grill Schuba był najlepszy, jaki
kiedykolwiek jadł, bez dwóch zdań. Piwo było schłodzone tak zimno, że było
prawie lodowate i wchodziło gładko. Rivera był tak samo sympatyczny osobiście,
jak przez telefon. Jerra była drobną brunetką i miała na sobie trochę ciała we
wszystkich właściwych miejscach. Była też pieprzoną wariatką.
Ona
i Dusty szybko przeszli od popijania piwa do strzelanek tequili… potem noc się
pogorszyła.
„Poważnie,
Mike, to nie żart. Wy, chłopcy z Indiany, dajecie radę” – stwierdził Rivera z
uśmiechem w głosie, a Mike ledwo był w stanie oderwać wzrok od Dusty
przedzierającej się przez kowbojów i kowbojki w bardzo zatłoczonym
salonie-restauracji z „potańcówką” do ich stolika, żeby na niego spojrzeć -
„Jakbym zagwizdał i wycelował palcem w Jerrę, jej głowa pękłaby i buchnął
ogień. Jak to robicie?”
„Utrzymujemy
ten sekret w Indianie. Zostałbym zlinczowany, gdybym się podzielił” –
odpowiedział Mike.
Rivera
uśmiechnął się. Jego oczy przesunęły się ponad ramieniem Mike’a, a uśmiech
zgasł bardzo szybko.
Mike
obejrzał się przez ramię, zobaczył tylko kowbojów, kowbojki, boazerię z
surowego drewna, stoły i liny, siodła, uzdy i różne sprzęty dla bydła na
ścianach, ale usłyszał, jak Rivera zamruczał - „Kurwa. Beau”.
Skanowanie
Mike’a nabrało ostrości i znalazł go. Mike rozpoznał go od chwili, gdy zobaczył
ze zdjęcia na wyświetlaczu telefonu Dusty. Znów miał na sobie to, co
najwyraźniej było jego mundurem, dżinsową koszulę z perłowymi zatrzaskami i
wyblakłe dżinsy. Ciemne włosy. Wysoka. Szczupły. Przystojny. Oczy zmrużona,
kiedy wgapiał się w Dusty.
Mike
poruszył się natychmiast. Stało się tak, ponieważ LeBrec był bliżej Dusty niż
Dusty do stołu. Stało się tak również dlatego, że intencje LeBrec’a były jasne,
co było widać w jego zmrużonych oczach.
Oderwał
się od krzesła, poczuł i usłyszał ruch Rivery i ruszył w stronę LeBrec’a, gdy
tylko LeBrec zaczął skradać się w stronę Dusty.
Niestety,
miejsce było zatłoczone, a Mike nie mógł zrzucać ludzi ze swojej drogi. Również
niestety, Dusty i Jerra chichotały z czegoś, przez co nie zauważyły
zbliżającego się zagrożenia. LeBrec dotarł do nich, zanim Mike i Rivera byli choćby
blisko.
Ale
wtedy LeBrec popełnił jeszcze większy błąd, niż ten, który już popełnił, po
prostu podchodząc do Dusty.
Jerra
zobaczyła go pierwsza i, chociaż była co najmniej o pięć centymetrów niższa od
Dusty, a więc o piętnaście od LeBrec’a, ustawiła się między nim a Dusty. Gdy
tylko to zrobiła, położył na niej rękę i odepchnął z drogi.
I
nie zrobił tego delikatnie.
Wleciała
w tył kowboja, który najwyraźniej miał lepsze maniery niż LeBrec, bo szybko się
skręcił i złapał Jerrę, zanim wylądowała na tyłku.
Ale
Mike dowiedział się w tej chwili, że absolutnie, w żadnych okolicznościach, nie
należy popychać żony niefrasobliwego, wyluzowanego, szybko wybuchającego
pół-meksykańskiego Amerykanina, a zwłaszcza kiedy ta żona też była też matką
jego dzieci.
„Yo! Co do cholery?” - Mike usłyszał
grzmot za sobą.
Rivera
minął Mike’a i oczyszczał przejście, mijając ludzi, którzy szybko poczuli
atmosferę, więc nagle Rivera stwierdził, że ma wolną drogę.
To
wtedy Mike zauważył, że ma inną sytuację na głowie, a mianowicie powstrzymanie
dobrego człowieka i kochającego męża, który również był policjantem, od
zrobienia czegoś, za co mógłby otrzymać naganę lub, sądząc z wyrazu twarzy
Rivery, utratę odznaki.
Mike
miał metr osiemdziesiąt sześć. Rivera nie mógł mieć więcej niż metr
siedemdziesiąt osiem wzrostu. Dlatego Mike użył swoich dłuższych nóg, aby
doprowadziły go do LeBrec’a, który był tak skupiony na Dusty, że nie czuł
zagrożenia zbliżającego się z jego flanki.
Mike
dopadł go pierwszy, złapał za nadgarstek, uderzył kolanem w tył nogi, a nie
spodziewający się tego LeBrec, natychmiast upadł na oba kolana, podczas gdy
Mike wykręcił nadgarstek za plecami. Poruszał się tak szybko, że LeBrec nie
miał szansy zacząć się bronić, więc Mike chwycił go za drugi nadgarstek i
szarpnął za plecami, ciągnąc oba w górę, tak że tors LeBrec’a został wciśnięty
w podłogę. Potem Mike zgiął się w talii i pochylił niżej.
„Rada,
dupku, trzymaj swoje gówno” - Mike warknął mu do ucha - „Nie jestem zadowolony,
że nie masz pojęcia o tym, co czuje Dusty, ale właśnie położyłeś rękę na
kobiecie Rivery, a teraz masz do czynienia z mężczyzną, który naprawdę nie jest
szczęśliwy”.
LeBrec
skręcił kark, napotkał wzrok Mike’a, zmrużył oczy, gdy jego twarz stwardniała,
ale Rivera tam był.
„Spójrz na mnie!” - warknął, a kiedy
LeBrec tego nie zrobił, Rivera zgiął się w pasie i ryknął mu do ucha - „Dupku! Spójrz na mnie!”
Mike
trzymał go przygwożdżonego na kolanach, ale głowa LeBrec’a obróciła się.
„Daj
mi powód” - warknął Rivera.
„Hunter,
weź oddech i odsuń się” - poradził Mike.
Nie
odrywając wzroku od LeBrec’a, Rivera rozkazał - „Puść go, Mike”.
Uścisk
Mike’a zacieśnił się, ponieważ ciało LeBrec’a szarpnęło, a jego głowa szybko
się obróciła, by mógł spojrzeć na Mike’a spode łba.
„Mike.
Kurwa. Kurwa!” - warknął w stronę
Mike’a.
Mógł
chcieć powiedzieć coś więcej, ale nie miał okazji. Rivera wyciągnął rękę i
chwycił go za szczękę, zmuszając jego twarz do odwrócenia.
Mike
zacisnął zęby.
„Nie
powiedziałem ci, że możesz przestać się na mnie gapić” – wycedził Rivera, nos w
nos z LeBrec’iem.
„Hunter,
on nie jest wart gówna, które złapiesz” – ostrzegł Mike.
Rivera
zignorował Mike’a i szepnął do LeBrec’a - „Położyłeś rękę na mojej kobiecie”.
Jerra
przysunęła się bliżej, mówiąc cicho - „Hunter, Słonko...”
Rivera
mówił dalej, nie spuszczając wzroku z LeBrec’a - „Nigdy nie powinieneś podnosić
ręki na żadną kobietę w ten sposób, a już na pewno nie na moją pieprzoną kobietę”.
„Próbowałem
dostać się do Dusty” - warknął LeBrec, wyszarpując szczękę z uścisku, w którym
wciąż miał go Rivera.
„I
to jest równie popieprzone” - odparował Rivera, wciąż patrząc mu w twarz i nie
ruszając się - „Ona cię nie chce. Wykopała ci tyłek miesiące temu. Sam powiedziałeś powód całemu miastu, jak
zadzwoniłeś do niej, kiedy była ruchana przez swojego nowego faceta, a potem
rozsiewałeś to gówno dookoła jak skurwiel, którym jesteś. Teraz dokładniej
wyjaśniłeś ten powód, wchodząc tutaj, nie myśląc mądrze, zachowując się jak
dupek, a on rzucił się na ciebie i rzucił cię na kolana, a ty nie miałeś czasu
ruszyć palcem. Która kobieta chce takiego mężczyzny jak ty, który nie jest
nawet w połowie mężczyzną, kiedy może mieć takiego, który jest całym mężczyzną?”
LeBrec
z opóźnieniem walczył z uściskiem Mike’a, ale Mike trzymał mocno i szarpnął,
więc LeBrec został zmuszony do zatrzymania się, aby ograniczyć ból.
LeBrec
rzucił Mike’owi spojrzenie przez ramię, po czym odwrócił głowę z powrotem do
Rivery.
„Pieprz
się, Hunter” – syknął.
„Jeśli
ty chcesz być pieprzony w następnej
dekadzie, przestaniesz zachowywać się jak wyposzczony, dupku, i przypominać
ludziom, że zostałeś porzucony, i dawać im powód, by zrozumieli, dlaczego, więc
lepiej zmądrzej i idź dalej” - Rivera odpalił - „Nie zachowujesz się tak, jak dziś
wieczorem, kładąc rękę na mojej kobiecie, bo kupiłeś sobie świat bólu. Jestem
twoim cieniem, dupku. Jeśli podrapiesz się po dupie, będę o tym wiedział.
Odsikasz się, będę o tym wiedział. Jeśli namówisz jakąś idiotkę, żeby wzięła
twojego fiuta, będę o tym wiedział” - Jego twarz zbliżyła się do twarzy LeBrec’a
- „Nawet jeśli kurwa kichniesz, będę
o tym wiedział. A jeśli nie podoba mi się gówno, znajdę sposób, by uczynić
twoje życie nieszczęśliwym. Jeśli chociaż źle przejdziesz przez ulicę w tym
mieście, zostaniesz aresztowany. Jeśli usłyszę, że przejeżdżałeś obok domu
Dusty albo zadzwoniłeś do niej, gdy będzie o stan dalej, aresztuję cię za
nękanie. Nie próbuj mnie i nie kuś mnie. Żaden mężczyzna nie położy ręki na
mojej kobiecie i prawie popchnie ją na tyłek bez kary. Byłem człowiekiem, który
myślał, że jesteś dupkiem. Teraz jestem człowiekiem, którego możesz uważać za
wroga”.
Rivera
mówił poważnie i Mike widział, że LeBrec tego nie przegapił. Chociaż nadal
patrzył groźnie, jego twarz zbladła i przestał napierać na uścisk Mike’a.
„Teraz,
jak przyciągnęliśmy twoją uwagę” - ciągnął Rivera, cofając się o trzy cale -
„uporządkujmy pewne sprawy. Czy jeszcze kiedykolwiek się odezwiesz do Dusty
Holliday lub ją zobaczysz?”
Oczy
LeBrec’a powędrowały do zamrożonej i wpatrującej się Dusty, a potem z powrotem
do Rivery.
„Nie”
– wykrztusił.
„Dobrze”
– odpowiedział Rivera, brzmiąc, jakby mówił do psa, którego szkolił - „Teraz,
czy kiedykolwiek, kiedykolwiek
położysz rękę na jakiejkolwiek kobiecie, gdy nie będzie to pożądane lub
wymagane?”
„Nie”
– uciął LeBrec.
„Racja”
– ciągnął Rivera - „Teraz, kiedy Mike cię puści, masz zamiar wstać, wyjść stąd
i przemyśleć swoje zachowanie? A może zrobisz coś głupiego, co oznacza, że będę
musiał cię aresztować?”
„Wyjdę”
– warknął LeBrec.
„Dobrze”
– stwierdził Rivera - „Teraz Mike pozwoli ci odejść wolno, a ty to zrobisz. Rozumiesz?”
„Rozumiem,
dupku” – wymamrotał LeBrec, patrząc Riverze w oczy.
„Dobrze,
niech będzie” - powiedział Rivera, teraz mówiąc tak, jakby rozmawiał z
dzieckiem. Wyprostował się, spojrzał na Mike’a i kiwając głową, cofnął się o
krok.
Mike
puścił go i również się cofnął.
Szybko
LeBrec stanął na nogi.
Potem
znalazł swoją buńczutność.
Patrząc
na Dusty, wykrztusił - „Nie wiem, o czym myślałem. Nie byłaś warta tego wysiłku”.
Dusty
skrzyżowała ręce na piersi i przewróciła oczami, będąc obrazem kobiety, która
była warta każdego wysiłku.
Mike
uśmiechnął się.
Tak,
to była jego kobieta.
LeBrec
spojrzał na Mike’a i zaoferował złośliwie - „Możesz ją mieć”.
„To
dobrze, bo już mam” – odparł uprzejmie Mike, wciąż się uśmiechając.
LeBrec
spojrzał na niego, zanim jego oczy objęły otaczających go kowbojów i kowbojki,
i uderzyło go, że był w centrum uwagi w głównym akcie. Zdając sobie z tego
sprawę, jego wzrok zatrzymał się na jego butach, które przesunęły się po
podłodze.
Mike
patrzył, jak odchodził, i odwrócił się, żeby to zrobić. Niewielu ludzi mogło
znieść takie upokorzenie i nie wyciągnąć z tego lekcji. Z drugiej strony byli
tacy, że takie wydarzenie podsyciłoby ich ogień. Nie zamierzał temu dupkowi pokazywać
swoich pleców.
LeBrec
został pochłonięty przez morze kowbojów i kowbojek, kiedy Mike wyczuł zapach
perfum Dusty, a potem poczuł bliżej jej ciało. Czuł je, bo była przyciśnięta do
jego boku.
Odwrócił
głowę i spojrzał w dół na nią.
Stanęła
na palcach i położyła jedną rękę na jego brzuchu, a kciukiem drugiej zahaczyła
o tylną szlufkę jego dżinsów.
I
tuż przy jego uchu szepnęła - „To było tak gorące, że właśnie kupiłeś sobie
niegrzecznie” - Jego szyja wykręciła się jeszcze bardziej, by złapać jej wzrok,
a kiedy to zrobił, mocno przycisnęła swoje cycki do jego ramienia i szeptała -
„Brudno”.
Patrząc
jej w oczy, czując, jak jest blisko, czytając jej twarz, Mike zdecydował, że
czas zakończyć tę noc.
*****
„Kanapa,
rozłóż się” - warknął Mike, obserwując, jak oczy Dusty zapłonęły, a potem
odsunęła się od niego i zrobiła, co kazał.
Była
wierna swojej obietnicy. Wrócili chwilę temu od Schuba, a ona rzuciła się na to.
Teraz, na jego żądanie, on nadal był w pełni ubrany, a ona kompletnie naga.
Trzymał ją stojącą obok, nie pozwalając jej nic robić, tylko się trzymać, gdy
on bawił się nią.
Teraz
był gotów ruszyć dalej.
Nie
marnowała czasu na wykonanie rozkazu, wchodząc na kanapę i robiąc to, o co
prosił, plecami do podłokietnika, wpatrując się w niego, jedną nogę przerzuciła
przez oparcie kanapy, a drugą postawiła na podłodze.
Nie
zwlekała. Widząc, jak rozkłada się dla niego na kanapie, Mike też tego nie
zrobił. Dołączył do niej z ustami między jej nogami.
Jego
kobieta lubiła jego usta. Wiedział o tym, bo tego nie ukrywała. Była też tak
daleko w tym momencie, że ledwie dotknął językiem, a już zaczęła wydawać
odgłosy, które wydawała, zanim dochodziła. To była po części tequila, po części
to, co stało się z LeBrec’em, a po części jego apodyktyczność, kiedy wrócili do
domu. Narzekała na jego apodyktyczność, ale uwielbiała ją.
Wiedział
o tym, bo mógł tego posmakować.
Była
tak gorąca, tak wzburzona, tak blisko, że w mgnieniu oka zabrała Mike’a w to
samo miejsce, kiedy słyszał jej dźwięki i czuł jej ruch. Ale chciał tego wokół
swojego penisa. Nie było mowy, żeby Dusty mogła udawać z nim orgazm, nie żeby
dawał jej powód. Ale wiedział, kiedy dochodziła, bo jej cipka zaciskała się i
spazmowała wokół jego penisa. Dałby jej to ustami i zrobił to.
Po
prostu nie zamierzał teraz.
Uniósł
się i chwycił ją za biodra, wciągając ją pod siebie.
Jego
ręce powędrowały do paska. Jej ręce powędrowały do guzików jego koszuli.
„Chcę
twojej skóry” – wydyszała.
Pozwolił
jej robić, co chciała. Był zajęty.
Zanim
się uwolnił, rozpięła mu guziki i rozłożyła na boki koszulę. Przykrył ją swoim
ciałem i wjechał do środka. Patrzył, jak jej szyja wygięła się w łuk, jej usta
rozchyliły się i kurwa, kurwa, mylił
się wcześniej. Nigdy nie była piękniejsza niż w pierwszym momencie, gdy zabrała
go do środka. Ona to uwielbiała; spływało to po jej twarzy i za każdym razem,
gdy to widział, był pewien, że dojdzie wcześniej. Nie robił tego, bo wiedział,
że reszta pokazu była prawie tak samo spektakularna.
Wjeżdżał
i wyciągał, ujeżdżając ją mocno, a jej ramiona otoczyły jego ramiona.
„Kolana
wysoko” – mruknął, a ona natychmiast się zgodziła, opuszczając brodę i patrząc
mu w oczy.
„Nic
nie jest lepsze od ciebie” – wyszeptała.
Kurwa.
Podobało mu się to.
Mike
patrzył w jej oczy i pchał dalej, ale robił to mocniej.
„Nic,
kochanie” - wyszeptała, jej uda mocno zacisnęły się na jego bokach, jej ramiona
były napięte i dała mu to. Jej cipka zacisnęła się i dygotała wokół jego
penisa.
Mike
wjechał szybciej, mocniej. Jej ciało się trzęsło, wsunął rękę pod nią, owijając
ramieniem górną część jej bioder i ciągnąc ją w dół, kiedy się włączał.
Podniosła
głowę, wtuliła twarz w jego szyję i wciąż dochodziła, kiedy sapnęła - „To jest
to, kochanie, pieprz mnie”.
Zrobił,
o co prosiła.
Potem
zanurzył palce w jej włosach, zacisnął pięści, pochylił jej głowę by wziąć jej
usta, by mogła wziąć jego, a jego jęk przeniknął przez jej gardło, gdy zakopał
w niej swojego penisa i doszedł.
Za
każdym razem było fenomenalnie. Za każdym razem wiedział, że następny raz nigdy
tego nie przebije.
Za
każdym razem się mylił.
Wygasało
to w nim, a ona go całowała, jej język ślizgał się słodko po jego języku. Mike
przejął kontrolę, najpierw delikatnie, budując ją, a potem doprowadzając ją do
jęku. Kiedy go dostał, zakończył pocałunek, przesunął ustami po jej policzku do
szyi i zaczął tam pracować.
To
było inne niż z jakąkolwiek inną kobietą. Nawet z Audrey szybko się wycofał.
Nie miał nic przeciwko bliskości, przytulaniu, ale cokolwiek to o nim mówiło,
kiedy skończył, kończył. Z każdą kobietą, którą miał, z każdym spotkaniem, w ciągu
kilku chwil wyrywał się i odtaczał. Mógł w końcu wtoczyć je na siebie, ale
nigdy nie został zagrzebany, nie całował, nie delektował się dotykiem
otaczających go kończyn kobiety, zapachem jej perfum w jego nozdrzach, smakiem
jej na języku, czuciem jej owiniętej wokół jego penisa.
Z
Dusty robił to za każdym razem. Nie mógł się nią nacieszyć, jej zapachem,
dotykiem, ich połączeniem.
Poczuł,
jak jej nogi owijały się mocno wokół niego, a jej palce przesuwały się po
skórze jego pleców, lekkie, słodkie, a jej druga ręka wsunęła się w jego włosy
i bawiła się tam. Wysłało to ciarki na jego czaszkę i szyję, ale nie te złe.
Już
miał podnieść głowę, kiedy jej ciało wygięło się w dziwny sposób, a jej gardło
wydało niski dźwięk, jakby ją zabolało.
Poderwał
głowę i spojrzał na nią z góry, by zobaczyć, jak jej ciepłe, brązowe oczy
wypełniły się łzami. Wypełniły tak mocno, że łzy rozlały się, ślizgając się po
jej skroniach we włosy.
„Kochanie,
co do cholery?” - wyszeptał, a kiedy to zrobił, podniosła głowę i wcisnęła mu
ją w szyję, jej ręce i nogi zacisnęły się i zaczęła szlochać. Szlochać
rozdzierająco, zapierająco dech w piersiach, kiedy jej jęki rozdzierały jej
gardło.
Jezu.
Wysunął
się. Wymagało to wysiłku i niemałej ilości czasu, bo wydawało się, że Dusty swoimi
działaniami chciała się w nim zakopać, żeby wchłonął ją w swoją skórę, ale
poprawił dżinsy i zdjął koszulę. Wcisnął jej ręce w rękawy i zapiął dwa guziki
na jej piersiach, zanim przywarła do niego, z twarzą ukrytą w jego szyi,
tyłkiem na jego kolanach, ramionami wokół niego w śmiertelnym uścisku.
Kojąco
przesuwał palcami jednej ręki w górę iw dół jej kręgosłupa, palce drugiej
przesuwały się po jej włosach, skręcając szyję i szepcząc jej do ucha: „Aniele,
weź to na tyle długo, żeby ze mną porozmawiać. Powiedz mi, co się stało?
„Da-da-Darrin” – wyszlochała mu w szyję, a jej
ciało uniosło się z kolejnym urywanym oddechem - „Byłby taki... taki... sz-sz-szczęśliwy!”
Nie
tego oczekiwał od niej. Z drugiej strony, nie miał, kurwa, pojęcia, co
zamierzała powiedzieć.
Ręce
Mike’a przestały się poruszać, więc mógł otoczyć ją ramionami i wyszeptał -
„Dusty”.
„On…
on… tak b-b-bardzo chciał, żebyśmy byli razem” – kontynuowała bełkocząc – „I
on… nie… nie dożył, by to zobaczyć. W… właściwie to jego śmierć była powodem,
dla którego to się stało”.
Jezu.
Ramiona
Mike’a zacisnęły się mocniej i szeptał jej do ucha, kiedy powiedział - „Słonko”.
Odskoczyła,
spojrzała na niego z góry, jej twarz była czerwona, oczy mokre, a po jej
policzkach wciąż spływały ślady łez.
„Wiem,
że jestem dziwna!” - zapłakała - „Mówię o moim b-b-bracie po seksie, ale on by był, Mike. Byłby szczęśliwy” - Wyciągnęła rękę z jego objęć i przejechała
dłonią po policzku tak niezdarnie, że bał się, że zrobi sobie krzywdę. Ale na
szczęście zatrzymała się, wzięła długi, drżący oddech i mówiła dalej - „Nie
część seksu, bo był trochę konserwatywny, ale część ty i ja”.
„Chciał
nas razem?” - Mike zapytał, a ona żarliwie pokiwała głową - „Dlaczego?”
„Czytał
moje pamiętniki, Mike!” - wykrzyknęła, po czym ponownie opadła na niego - „I
wiedział, że jesteś dobrym facetem”.
Cóż,
to zdecydowanie by to wyjaśniało, przynajmniej pamiętniki.
Zredukowała
to do pociągania nosem, więc Mike ponownie położył na niej ręce uspokajająco,
dając jej trochę czasu, zanim wymamrotał - „Moja dziewczyna, biorąc wszystko na
siebie, nie miała czasu zająć się swoimi sprawami”.
„Nie”
– wymamrotała Dusty, po czym pociągnęła nosem.
„Musisz
dać sobie czas na żałobę, Aniołku” – poradził Mike.
„Kiedy?”
- odpowiedziała - „Nie mam na to czasu, z moją sukowatą siostrą, rozwijającym
się nastoletnim romansem, czającym się tajemniczym, nikczemnym biznesmenem i
Rhondą wprawiającą w zakłopotanie naukę, będąc pierwszym pacjentem w śpiączce,
który chodzi, mówi, gotuje i robi zakupy spożywcze”.
Nie
powinien. Wiedział, że nie powinien. Ale jego ciało i tak zaczęło się kołysać
ze śmiechu.
Trwało
to chwilę, zanim Dusty wymamrotała - „To nie jest zabawne”.
Wiedział,
że nie była wkurzona, bo jej słowa zawierały uśmiech, ale Mike uspokoił swój
śmiech i przyciągnął ją do siebie, zanim powiedział łagodnie - „Nie, kochanie,
nie jest. Ale ty jesteś”.
Wtuliła
się głęboko i zamilkła.
Po
kilku chwilach wyszeptała - „Tęsknię za nim, Mike. Dzwonił raz w tygodniu,
czasem dwa razy. A ja… cóż, po prostu za nim tęsknię”.
„Tak”
- odszepnął Mike, żałując, że nie miał do powiedzenia więcej magicznych słów.
Ale po prostu takich nie było.
Wzięła
drżący wdech.
Mike
trzymał ją blisko, a Dusty trzymała go blisko.
Po
chwili pochylił brodę i cicho zapytał ją do ucha - „Chcesz, żebym cię umył i
położył do łóżka?”
Nie
odpowiedziała ustnie, tylko skinęła, kiedy jej głowa poruszała się na jego
ramieniu i szyi.
Na
jej odpowiedź Mike podniósł ją. Prostując się z kanapy, zaniósł ją do łazienki.
Oparła się o niego ciężko, gdy przeciągnął ciepły ręcznik między jej nogami.
To
było kolejne coś, czego Mike nigdy nie robił z żadną kobietą. Z Dusty nie robił
tego za każdym razem, nawet nie często, ale robił to. I za każdym razem, gdy to
robił, uważał to za głębokie. To dlatego, że kobieta, którą tam trzymał, była
kobietą, która potrafiła o siebie zadbać, ale kiedy była z nim, powierzała to
jego opiece. To był prezent, ale ten akt, tak intymny, to było coś więcej. To
był skarb, drogocenny dar i zawsze go poruszał.
Kiedy
skończył, zaniósł ją do łóżka. Zdjął dżinsy. Zostawił ją w swojej koszuli.
W
chwili, gdy dołączył do niej w łóżku, przyciągnął ją blisko, nawet gdy zakopała
się głęboko.
W
ciemności, wpatrując się w sufit, zaplątany w Dusty, Mike zapytał - „Chcesz
porozmawiać?”
Potrząsnęła
głową o jego pierś.
„Myślę,
że piwo, tequila, mechaniczny byk, bycie świadkiem twardziela alfy w akcji dwa
razy, gorący seks i płaczący jęk odebrały mi wszystko” - odpowiedziała, a Mike
uśmiechnął się.
„To
gówno się zdarza”.
W
jej głosie pojawił się uśmiech, kiedy wymamrotała - „Tak”.
„Więc
później” – szepnął - „Jestem w każdej chwili”.
Pomyślał,
że w końcu zaakceptuje jego ofertę, ale wtedy tylko westchnęła.
„Śpij,
Aniołku” – rozkazał łagodnie.
Westchnęła
ponownie.
Potem
wyszeptała - „Tak”.
Zamilkł.
Ona
też milczała, ale potem - „Mike?”
„Jestem
tutaj, kochanie”.
„Kocham
cię, kochanie”.
Klatka
piersiowa Mike’a rozgrzała się, a jego ramię wokół kobiety zacisnęło się.
Potem
wyszeptał - „Też cię kocham”.
Przycisnęła
się bliżej i po kilku minutach zasnęła.
Kilka
sekund później Mike podążył za nią.
*****
Był
poniedziałek rano. Torby były spakowane. Pudełka zaklejone taśmą. Agentka
przejrzała dom, żeby dodać go do swoich ofert wynajmu. Było ogrom roboty do
zrobienia, ale kierowniczka Dusty miała się zająć wszystkim, co miało związek z
ceramiką, Jerra wszystkim, co miało związek z osobistymi sprawami Dusty, a
Javier wszystkim, co miało związek z końmi lub ziemią.
Dobrzy
pracownicy, dobrzy przyjaciele. Zabezpieczali ją.
Zjedli
śniadanie z Riverą, Jerrą i dwójką ich głośnych, zwariowanych dzieciaków, które
zdecydowanie dużo odziedziczyły po mamie i tacie i miały być w szkole, ale
poszły pożegnać się z ciocią Dusty. Teraz dzieciaki ganiały się po chodniku,
Jerra i Dusty wisiały na sobie, cicho rozmawiając i ledwo powstrzymując łzy.
Mike
i Rivera byli pięć kroków dalej, dając im czas.
Mike
wyciągnął rękę do Rivery i mruknął - „Cieszę się, że mieliśmy taką okazję”.
Rivera
wziął go za rękę, chwycił i wpatrzył się przez okulary z okularami Mike’a,
mrucząc w odpowiedzi - „Tak”.
Opuścili
ręce i spojrzeli na kobiety.
„Jezu,
powinienem był przynieść mój skalpel” – wymamrotał Rivera, a Mike uśmiechnął
się.
Spojrzał
na zegarek i powiedział - „Musimy ruszać w drogę”.
„Dobrze,
ja wezmę Jerrę, ty weź Dusty. Plan?”
Mike
spojrzał na Riverę i skinął głową.
Mike
zaczął podchodzić do kobiet, ale zatrzymał się, gdy Rivera zawołał - „Mike?”
Uniósł
brodę.
„Dbaj
o nią” - szepnął Rivera.
Dobrzy
przyjaciele.
Zabezpieczali
ją.
Mike
ponownie wpatrzył się z niego przez okulary przeciwsłoneczne.
Następnie
odpowiedział - „Absolutnie”.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńAbsolutnie fajny rozdział :) Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń