Rozdział 18
Obietnica (cz.1)
Fin i ja przeszliśmy przez
podwórko Mike’a do jego tylnych drzwi, kiedy Fin niósł torbę z książkami na
ramieniu.
Kukurydza musiała wzejść,
więc ją zasialiśmy. Tata i ja pracowaliśmy na traktorach przez cały dzień, Fin
i Kirb pracowali z nami w weekendy.
Kiedy Fin wracał ze szkoły do
domu, aż do zapadającego zmierzchu, siedział na traktorze. Tata powiedział mu,
że to było niepotrzebne, ale Fin był nieugięty, że zrobi, co do niego należało.
Oznaczało to, że jego praca domowa czekała do kolacji. Oznaczało to również, że
praca domowa Rees czekała do kolacji. Ale jedli z książkami wokół siebie,
rozmawiając cicho i ucząc się. Potem koczowali przed telewizorem. Wieczór kończył
się, gdy Clarisse szła z Finem do tylnej bramy, oboje znikali za nią na około
dwadzieścia minut, a Clarisse wracała bez Fina.
Przez
to często spoglądałam w stronę Fina, żałując, że nie miałam znowu siedemnastu
lat.
To
dlatego, że byłam względnie wysportowana, ale praca w polu oznaczała, że byłam
wyczerpana, zanim zaparkowałam tyłek przed telewizorem z rodziną. Ale chodzenie
do szkoły, powrót do domu, praca na farmie, jedzenie i nauka najwyraźniej wcale
nie przeszkadzały Finowi.
Była
środa po tym, jak się wprowadziłam. Dzieci przyjęły mnie z marszu. Mimo że Mike
powiedział, że to był ich pomysł, a ich SMS-y wskazywały, że byli na to gotowi,
nie mogłam nic na to poradzić. Byłam trochę zdenerwowana. Ale gdy tylko wrócili
w niedzielę, zobaczyłam, że to dla nich nie było nic wielkiego. Z drugiej
strony, dwa tygodnie przed moją przeprowadzką spędzałam większość wieczorów z
Finem i trzymaliśmy się tego samego harmonogramu. Praca w polu, mycie się, wyjście
do Mike’a, Mike lub Rees zrobili kolację, dzieci się uczyły, parkowałam tyłek z
No i Mike’m na kanapie i odlatywałam przed telewizorem.
Więc
to było dobre.
Rhonda
nie była.
Poświęciłam
tego dnia czas na kolejną pogawędkę z nią. Od kiedy mama pomagała w pracach
domowych, nie wspominając już o pracy przy skrzynkach okiennych i doniczkach
rozsianych po dużej trawiastej przestrzeni na podwórku, przygotowując je do
kwiatów, Rhonda miała jeszcze mniej skupienia. Nie spędzała już całego czasu w
swoim pokoju. Teraz oglądała telewizję w ciągu dnia. Nadal nie jadła dużo. I
nadal była zdecydowanie zamglona.
Byłam
osobą cierpliwą, ale zaczynałam ją tracić. Podjęłam kilka prób, zbliżając się
do niej z różnych kierunków, próbując różnych taktyk. Pokazałam jej ogłoszenia
i wyniki moich wyszukiwań w Internecie. Próbowałam zainteresować ją moimi
końmi. Powiedziałam jej, że potrzebuję pomocy z moją ceramiką, spakowałam ją w
skrzynie i przygotowałam do wysłania do mojej galerii. Potem powiedziałam jej,
że bardzo potrzebuję pomocy przy
garncarstwie, ponieważ przez większość czasu mój tyłek siedział na traktorze.
Nie
była zainteresowana albo próbowała przez dzień lub dwa, a potem odpuszczała.
Wiedziałem,
że mama rozmawiała z nią więcej niż raz. Tata nawet zaprosił ją na rozmowę z
tatą.
Nie
zadziałało.
Nie
mogłam jej zrozumieć. Nigdy nie straciłam męża, którego wcześniej uwielbiałam.
Wiedziałam tylko, że straciłam brata, moi rodzice stracili syna, a moi
siostrzeńcy stracili ojca i wydawało się, że wszyscy byliśmy w stanie sobie z
tym poradzić.
Nie
chciałam o tym myśleć, z pewnością nie powiedziałabym tego, ale musiałam
przyznać, że robiło się to śmieszne.
Coś
musiało ją obudzić. Po prostu nie wiedziałam co.
Westchnęłam
ciężko.
Fin
i ja zbliżaliśmy się do tylnych drzwi, kiedy to usłyszeliśmy.
Rees
krzyczała - „To głupie!”
A
potem No krzyczał - „To nie jest głupie!”
Spojrzałam
na Fina, on na mnie i oboje przyspieszyliśmy kroku.
Przeszliśmy
przez drzwi i zobaczyliśmy ich kłócących się w salonie. Layla wymruczała nam
powitanie, ale nie podeszła. Stało się tak, bo tańczyła między No i Rees,
wzburzona, nie podobała jej się atmosfera i ponieważ była psem, była bezsilna,
by cokolwiek z tym zrobić. Mimo to trzymała się blisko na wypadek, gdyby jej
potrzebowali.
No
spojrzał na nas i powiedział - „Świetnie, jesteście. Teraz Rees i ja możemy
przestać gadać. Albo, co ważniejsze, Rees może się zamknąć”.
„Nie zamknę się” - krzyknęła Rees.
„Reesee”
- powiedział Fin cicho, cicho, jego ton był rozkazem dla niej, by się
uspokoiła, a jej oczy skierowały się na niego.
„Nie
zamknę się, Fin” - oświadczyła.
Nie
wiedziałam, czy krzyczeć: „Tak trzymaj, dziewczyno”, zadowolona, że trzymała
się swojego (niezależnie od tego, co to było), mimo że jej przystojny chłopak
wydał niewątpliwy, ale delikatny rozkaz. Albo czy być pod wrażeniem, czy Fin był
w stanie przybrać taki ton w wieku siedemnastu lat. Albo wdać się w spór. Więc
nie zrobiłam niczego z tego.
Z
drugiej strony nie miałam okazji wkroczyć.
No
odwrócił się natychmiast z powrotem do siostry – „To moje urodziny, Rees”.
„Zawsze
wychodzimy. Zawsze. Nie możesz pominąć czasu rodzinnego, aby być ze swoją
załogą. To jest walnięte. Jeśli nie wyjdziemy, tata będzie zdenerwowany” –
sprzeciwiła się Rees.
Spojrzałam
na Fina. Spojrzał na mnie, a potem z powrotem na brata i siostrę, krzyżując
ręce na piersi. Osiedlił się. Uznałam, że to rozsądne, więc poszłam za jego
przykładem.
„Cóż,
nie wychodzimy w tym roku. To moje urodziny i jeśli chcę spędzić je z moimi
kumplami, spędzę je z moimi kumplami”.
„Możesz
wyjść z nimi na weekend czy coś” – odpowiedziała.
„Nie
chcę wychodzić z nimi w weekend. Będę miał siedemnaście
lat, Rees, i powinienem móc robić, co do cholery zechcę” – odparował No.
„Cóż,
nie zrobisz tego” – odpaliła Rees.
„Zrobię”
- stwierdził No.
Rees
wyciągnęła wielkie działa, innymi słowy, najbardziej śmiercionośną broń w
kobiecym arsenale.
Manipulacja
emocjonalna.
„Nie
zrobisz. Dusty jest teraz tutaj. Co powie tata, jak złamiesz tradycję w
pierwszym roku obecności Dusty? Pomyśli, że nie chcesz spędzać czasu z Dusty!”
I
wtedy No stracił opanowanie.
„To
jest to! Mama zadzwoniła i powiedziała, że chce iść z nami na kolację. A my nie
możemy wszyscy usiąść do kolacji. Więc wcale tego nie zrobię. Wychodzę z moją
ekipą”.
Audrey.
Fantastycznie.
Zagryzłam
wargę. Wszyscy usłyszeliśmy, jak otworzyły się drzwi garażu zwiastujące powrót
Mike’a do domu, ale No i Rees nie przejmowali się tym. Wiedziałam o tym, kiedy
Rees nie straciła rytmu.
„To
niesamowite” – powiedziała z sarkazmem - „Cała mama. Nie przychodzi na żadną z
twoich urodzinowych kolacji od jakichś czterech lat i nawet nie zadaje sobie
trudu, żeby zabrać cię na którąś z nich i nagle, jak Dusty tu jest, jest
nakręcona, żeby z nią wyjść. Cała mamo. Pokręcona. Całkowicie”.
„Być
może, Rees, ale myślę, że rozumiesz, że to nie byłoby zabawne dla nikogo” -
stwierdził No i miał w tym rację.
„Nie,
rozumiem, że mama jest mamą, a ponieważ będziesz mieć siedemnaście lat i tak
dalej, możesz jej powiedzieć, żeby spadała na drzewo” – odpowiedziała Rees.
„Co
się dzieje?” - Mike zapytał, a ja spojrzałam na korytarz i zobaczyłam, jak
kroczył nim.
Layla
zboczyła mu z drogi.
Rees
odwróciła się do swojego taty i natychmiast go wprowadziła.
„No
postanowił, że w swoje urodziny w przyszłym tygodniu wyjdzie gdzieś ze swoją
ekipą. To dlatego, że mama zdecydowała, że odkąd Dusty tu jest, będzie wtykać
nos i powiedziała No, że chce iść z nami na kolację”.
Patrzyłam
z fascynacją, jak szczęka Mike’a się zacisnęła, a mięsień podskoczył na jego
policzku. Jego oczy były nieszczęśliwe. Całość była gorąca. To też było
przerażające.
Podeszłam
do Fina i złapałam go za przedramię, zaczynając – „My po prostu…”
Mike
spojrzał na mnie – „Nie ruszaj się” – warknął.
Zatrzymałam
się i puściłam ramię Fina, mrucząc - „Dobrze-bobrze”.
Nie
zrobiłam tego, bo byłam mięczakiem czy coś. Zrobiłam to, bo żądanie Mike’a,
żebyśmy zostali tam, gdzie byliśmy, miało znaczenie. Podejrzewałam, że to
oznaczało, że Fin i ja byliśmy rodziną, a przynajmniej ja byłam i podczas
rodzinnych dyskusji nie mogłam być nieobecna.
Mike
spojrzał na swoje dzieci - „No, urodziny to czas dla rodziny”.
To
było. Miałam rację.
Mike
mówił dalej.
„Robimy
to, co zawsze. Wychodzimy całą rodziną. To znaczy ty, twoja siostra, jej
chłopak, moja kobieta, jej przyjaciele, którzy odwiedzają nas w przyszłym tygodniu,
i ja. Jak masz dziewczynę, którą chcesz przyprowadzić, przyprowadź ją.
Rozumiem, że byłbyś skonfliktowany. Kochasz swoją mamę, starasz się postępować
dobrze wobec Dusty. Ale twoja matka podjęła decyzję cztery lata temu. Została
zaproszona na twoje urodzinowe kolacje i odmówiła przyjścia. Nie może teraz
zmienić zdania. Wszyscy poszliśmy dalej. Jak chcesz być ze swoją ekipą, zrobisz
to w weekend. Jak twoja mama chce zrobić z tobą coś wyjątkowego, znajdzie na to
czas. Kiedy skończysz szkołę średnią i ruszysz dalej, możesz robić, co zechcesz.
Mamy półtora roku na bycie rodziną. Weźmiemy to”.
To
była kolej No, żeby jego szczęka się zacisnęła, a mięsień podskoczył na jego policzku,
a widząc to jeszcze bardziej wkurzyłam się na Audrey. No był łatwym dzieciakiem.
Dużo żartował, dużo się uśmiechał, dużo dokuczał, dużo się śmiał. Ale było
jasne, że nie chciał powiedzieć mamie, że nie została zaproszona na jego
urodzinową kolację i to nie była jego wina. To była wina Audrey.
Była
taką krową.
Mike
zobaczył twarz swojego syna i natychmiast ją odczytał – „Porozmawiam z nią” –
oświadczył, po czym omiótł wzrokiem pokój, stwierdzając – „No, Rees, w kuchni.
Dusty, Fin i ja mieliśmy długi dzień i potrzebujemy kolacji. Gotujecie razem”.
Widząc,
że nieszczęśliwe wibracje nie zniknęły, zastanawiałam się nad tą decyzją, ale
nic nie powiedziałam, bo to nie były moje dzieci.
Natomiast
poszłam za Mike’m po tym, jak wymamrotał - „Idę na górę się przebrać”.
Layla
deptała mu po piętach, ja nie byłam daleko w tyle.
Poszłam
do sypialni i zobaczyłam, jak Mike rzucił swoją kurtkę na łóżko i trzymał
telefon w dłoni. Jego uwaga była skupiona na tym, a moja uwaga skupiona była na
moich ubraniach rozrzuconych po całej podłodze. Zanotowałam sobie w pamięci,
żeby je odebrać (w końcu), kiedy usłyszałam, jak pikał przyciskami na swoim
telefonie.
Zamknęłam
go, Laylę i mnie, zamykając podwójne drzwi, kiedy Mike odwrócił się do mnie i
przyłożył telefon do ucha.
Jedno
spojrzenie w jego oczy i wiedziałam, że wcale nie był szczęśliwy.
„Audrey?
Tak, Mike” – powiedział do telefonu – „Dzwonię w sprawie urodzin No”.
O
rany, warczał.
Mike
dalej warczał.
„No
wyjaśnił, że wyraziłaś chęć pójścia z nami. Nie umknęło mojej uwadze, że
ostatnio bardzo się starasz z dziećmi. No mówił mi, że ich weekendy lepiej im z
tobą i doceniam twoje zainteresowanie sytuacją Rees, skoro wysyłasz mi e-maile co
do szkół, które sprawdziłaś. Pewnie dostałaś to od dzieci, ale to ode mnie
powinnaś usłyszeć, że Dusty wprowadziła się w piątek. Rozumiesz, że poszedłem
dalej, sama to powiedziałaś. Oboje dzieciaki są bliskie Dusty, budujemy coś
tutaj, jest dobrze, a Dusty i ja jesteśmy zobowiązani do utrzymania tego
dobrego i ulepszenia. Jeśli chciałaś, żebyśmy mieli inny rodzaj separacji i
rozwodu, mogłaś podjąć taką decyzję w dowolnym momencie w ciągu ostatnich
czterech lat. Nie zrobiłaś tego. Jest już za późno. Nie pójdziesz z nami na
kolację z okazji urodzin No”.
Mike
zatrzymał się. Mogła coś powiedzieć, ale cokolwiek to było, nie trwało długo
albo Mike jej przerwał, bo mówił dalej.
„Jeśli
uczysz się o sobie i próbujesz być lepszą mamą, sugeruję, żebyś następnym razem
wzięła No i Reesee i zrobiła z nimi coś specjalnego. Skorzystam również z
okazji, aby wyjaśnić, że cokolwiek próbujesz zrobić, nie może dotyczyć to mnie,
mojego czasu ani życia, które dzielę z naszymi dziećmi. Jestem pewien, że nie
zapomniałaś, że w ciągu ostatnich czterech lat dawałem ci tę szansę więcej niż
raz, a ty nie chciałaś z niej skorzystać. Wolałbym, żebyśmy się dogadali i
zaoferowali naszym dzieciom spójność rodzinną, ale ty wielokrotnie odmawiałaś.
Ta oferta nie jest już dla ciebie dostępna. Więc chcę ci powiedzieć, że
wróciłem do domu, a Rees i No kłócili się i byli zdenerwowani z powodu tego
gówna. I mówię ci, że cokolwiek robisz, musisz pomyśleć o tym, jak wpłynie to
na nasze dzieci, ponieważ są dobrymi dziećmi. Troszczą się o wszystkich w tej
sytuacji i nie chcą, aby ktokolwiek ucierpiał. Aby dostać się tam, gdzie chcesz
być w swoim życiu i z nimi, nie denerwuj ich, nie rozstrajaj, nie zmuszaj do
grania w gry lub podejmowania trudnych decyzji, w których ktoś będzie musiał
jeść gówno. Ponieważ w takim scenariuszu ludzie jedzący gówno będą naszymi
dziećmi. A ja nie będę tego przyjmował. Wszystko jasne?”
Pomyślałem,
że to było fajne, że warczał, wyraźnie był wkurzony i stanowczy, ale wciąż nie
brzydki, kiedy patrzyłam, jak kończył.
Potem
powiedział - „Dobrze. Dbaj o siebie”.
Nacisnął
przycisk na swoim telefonie, skręcił tułów i rzucił go na łóżko.
„W
porządku?” - Zapytałam.
Patrzył
na mnie.
Potem
powiedział - „Będzie, jak przyniesiesz tu swój tyłek i pocałujesz mnie”.
Uśmiechnęłam
się, zaniosłam tam swój tyłek i pocałowałam go.
Nie
trwało to długo, ale to nie znaczyło, że nie było dobrze, zanim zerwał, odsunął
mnie delikatnie, pochylił się, by położyć swoje długie palce na głowie Layli i spóźniony
pogłaskać ją na powitanie. Najwyraźniej nie miała pretensji, że jej tacie
zajęło to trochę czasu i wiedziałam o tym, kiedy jej ciało zaczęło wibrować od
siły machania ogonem.
Mike
przestał zwracać uwagę na swojego psa i poszedł do garderoby. Do pracy nosił
dżinsy, ale zakładał do nich ładne paski, zabójcze koszule z guzikami i
atrakcyjne blezery, więc wciąż wyglądał autorytatywnie i profesjonalnie, ale
czuł się komfortowo. Kiedy wracał do domu, marynarka i pasek znikały, a koszula
była zmieniana na t-shirt lub sweter, w zależności od jego nastroju.
Poznałam
jego nastrój tamtego wieczoru, kiedy mruknął - „Sięgnij mi koszulkę, dobrze,
Aniołku?”
Podeszłam
do komody, żeby wziąć mu koszulkę, a potem podeszłam do drzwi garderoby i
zobaczyłam, jak zdjął koszulę i wrzucił ją do kosza na pranie.
Zbliżyłam
się z koszulką, kiedy odwrócił się do mnie.
„Nie
ma góry ani nic” – stwierdził dziwacznie.
Przekrzywiłam
głowę na bok, gdy podałam mu jego koszulkę, starając się ignorować jego klatkę
piersiową, do której gorąca jeszcze się nie przyzwyczaiłam.
Zgniótł
koszulkę, przygotowując się do założenia jej, kiedy wyjaśnił - „Kosz. Jest
otwarty. Nie musisz podnosić góry ani nic. Po prostu wrzuć tam swoje ubrania”.
Zrozumiałam
wtedy, uśmiechnęłam się i mruknęłam - „Mądrala”.
Odwzajemnił
uśmiech. Potem naciągnął koszulkę przez głowę i w dół tułowia, zakrywając
klatkę piersiową, co było oczywiście rozczarowaniem.
Usłyszeliśmy,
jak Rees krzyknęła - „Mamy hamburgery!”
Oczy
Mike’a przesunęły się ponad moim ramieniem i wymamrotał - „Kurwa, ona jest w
nastroju” - Potem zaczął iść w moją stronę.
„Nastroju?”
– zapytałam, odwracając się i wychodząc z garderoby. Mike podążał za mną.
„Tak”
- Wciąż mamrotał - „Nastrój raz w miesiącu”.
„O-o”
– wymamrotałam.
„Tak”
– zgodził się Mike.
Wyszliśmy
z korytarza schodami w dół, Layla szła za nami, podczas gdy słuchaliśmy
szalejącej walki.
„Jedliśmy
hamburgery jakieś dwa dni temu” – odpowiedział głośno No.
„Nie!”
- gwałtownie odpowiedziała Rees.
„W
porządku, więc w zeszłym tygodniu. To jednak nie było tak dawno temu, a ja nie
chcę hamburgerów” – sprzeciwił się No.
„Cóż,
ja chcę, Fin też” - odparowała Rees.
„Świat
nie kręci się wokół Fina dla nikogo poza tobą, Rees” – niemądrze stwierdził No.
Zagryzłam
wargę, gdy dotarłam do holu i weszłam do kuchni. Walczący prowadzili teraz
pojedynek przy kuchennym blacie. Fin siedział przy stole, a jego książki były
już wyjęte. Jego oczy spoczęły na mnie i potrząsnął głową.
Mike
wszedł za mną.
Zanim
którekolwiek z nas zdążyło coś powiedzieć, Rees kontynuowała - „To była szalona
rzecz do powiedzenia! Pięć osób musi jeść, a dwie z tych pięciu osób chcą hamburgerów!” – wrzasnęła ostatnie
słowo, pochylając się w stronę brata. Wiedziałam, że to miesięczny nastrój,
biorąc pod uwagę siłę jej deklaracji i fakt, że nie chodziło o prawo kobiety do
wyboru, ale o hamburgery.
Dowiedziałabym
się, że No też wiedział o tym, skoro powiedział bardzo niemądrze - „Boże! Dlaczego musisz być takim upierdliwym
wrzodem na dupie, kiedy masz okres?” - a wszyscy w pomieszczeniu zamarli.
Z
płonącą twarzą i wyraźnie pokazującą, że była bliska łez, Rees unikając wzroku
wszystkich, wybiegła z kuchni, odpychając Mike’a i mnie na bok, aby to zrobić.
„No,
stary, to nie było fajne” – warknął
Fin, wpatrując się w drzwi, za którymi zniknęła Rees, a jego twarz była maską
gniewu.
„Fin
ma rację” – uciął Mike, nie spuszczając oczu z syna – „Absolutnie nie było”.
Ze
swojej strony No już doszedł do wniosku, że posunął się za daleko i wyglądał,
jakby chciał się kopnąć. To było dobre, bo kochałam tego dzieciaka, ale w
tamtym momencie też miałam ochotę go kopnąć.
Zamiast
tego wymamrotałem – „Pójdę z nią porozmawiać”.
Moje
oczy prześlizgnęły się po wściekłych oczach Mike’a, chociaż jego oczy były
utkwione w jego synu, i poszłam za Rees.
Drzwi
pokoju były zamknięte, ale słyszałam stłumiony szloch dochodzący z wnętrza.
Zapukałam,
nie było odpowiedzi. Zapukałam więc ponownie i ponownie nie otrzymałam
odpowiedzi.
Otworzyłam
lekko drzwi, wsunęłam głowę do środka i zobaczyłam, że leżała zwinięta w kłębek
na łóżku, plecami do drzwi.
„Hej,
Reesee, Słonko, możemy porozmawiać?” - zapytałam cicho.
„Nie”
– jęknęła.
Przemyślałam
to i podjęłam decyzję.
Otworzyłam
drzwi szerzej, weszłam do środka i zamknęłam je za sobą. Podeszłam do jej
łóżka, usiadłam po przeciwnej stronie i słuchałam jej cichego płaczu.
Boże,
nawet ładnie płakała.
Dałam
jej minutę, po czym powiedziałam cicho - „To, co powiedział No, było niefajne i
wszyscy tam na dole o tym wiedzieli, nawet jeśli powiedział to w ferworze
chwili”.
Nie
odpowiedziała.
Dałam
jej jeszcze chwilę, po czym kontynuowałam - „Po tym, jak to powiedział, było
wypisane na jego twarzy, że było mu przykro”.
To
dało mi odpowiedź - „Nie obchodzi mnie to”.
Gdybym
była w jej wieku, byłabym z moim chłopakiem i z tym, co powiedział No, też by
mnie to nie obchodziło.
Więc
powiedziałam jej delikatnie - „Rozumiem”.
Nagle
się odwróciła, poduszka, którą przytulała, wyleciała w powietrze, usiadła na
łóżku i jej mokre oczy spoczęły na mnie.
Tak,
ładnie płakała.
„Boże!
To… to… to było upokarzające” –
wyszeptała - „Nie mogę… Fin…” - Zakryła twarz dłońmi i przez kolejne łzy
szeptała, tym razem dramatycznie - „Nigdy więcej nie będę mogła na niego
spojrzeć”.
„Myślę,
że to bardzo zdenerwowałoby Fina, biorąc pod uwagę, że myśli wyłącznie o tobie,
a gdy tylko wybiegłaś z kuchni, rzucił się na No w twoim imieniu”.
Jej
ręce zsunęły się z jej twarzy, a jej oczy spoczęły na mnie. Teraz były nie
tylko mokre, ale i wielkie.
„Zrobił
to?” - Wciąż szeptała.
Kiwnęłam
głową - „Nie ruszył się z miejsca, ale jego intencje były jasne, kiedy
powiedział No, że to, co powiedział, nie było fajne, a twój tata się zgodził”.
Jej
oczy przesunęły się na drzwi i straciły ostrość.
Obróciłam
się na łóżku, aż znalazłam się twarzą do niej i usiadłam po turecku.
Potem
oparłam przedramiona na nogach i uśmiechnęłam się do niej.
„Czujemy
ból, skurcze, nastroje i niepokój i musimy nauczyć się z tym żyć” - Jej wzrok
powrócił do mnie - „Ci faceci tam na dole też muszą nauczyć się żyć z takimi
rzeczami. W tym No i Fin. Masz okres. To się zdarza, skoro jesteś dziewczyną.
To naturalne. Każdej dziewczynie to się zdarza. To nie jest upokarzające,
krępujące ani nic do ukrycia”.
„Jest”
– powiedziała swoim miękkim głosem.
Potrząsnęłam
głową i ponownie się uśmiechnęłam - „Nie jest i kiedy mówię, że nie jest, absolutnie nie jest. To jest piękne.
Oznacza, że twoje ciało się zmienia, bo dojrzewasz. Co to znaczy, że możesz mieć
dzieci. To oznacza, że jesteś teraz kobietą. I nie ma w tym absolutnie nic
wstydliwego. A jeśli chodzi o ciebie, kobieta, którą się stajesz, jest
oszałamiająca”.
Jej
twarz złagodniała, a podniosła rękę i potarła oba policzki, aby odpędzić łzy.
Wzięłam
oddech.
Potem
kontynuowałam.
„To,
co się tam wydarzyło, No powinien być zawstydzony i jest. Mało tego, wszyscy w kuchni
się z tym zgadzali. Fin ma siedemnaście lat, ale nie jest głupi i wie, że to
się zdarza i że tobie też się to zdarza. Nie rozmawiałam z nim o tym, ale mój bratanek
ma dużo zdrowego rozsądku. Myślę więc, że nie uważa tego za krępujące, nie
uważa tego za obrzydliwe, myśli, że to po prostu jest życie”.
Rees
podciągnęła kolana do piersi i objęła je ramionami, siedziała cicha, nieruchoma,
nieśmiała, ale myśląc i przygryzając wargę.
Przyglądałam
się jej, zastanawiając się, czy powinnam to zrobić.
Potem
poszłam z tym.
„On
to rozumie, a ty musisz zrozumieć, że pod każdym względem jesteś teraz kobietą.
Czy ktoś z tobą o tym rozmawiał?”
Jej
oczy odsunęły się.
„Reesee,
Słonko, to jest ważne. Możesz na mnie spojrzeć?” – zapytałam, a jej oczy
cofnęły się – „Czy ktoś z tobą o tym rozmawiał?” - Powtórzyłam.
Zagryzła
jeszcze trochę wargę, po czym potrząsnęła głową.
„Nie…
ja… moje…” – zaczęła i skończyła – „Nie”.
„Gadałaś
o tym ze swoimi dziewczynami” – domyśliłam się.
Znów
przygryzła wargę, a to oznaczało, że tak.
„Czy
nadal mają edukację seksualną w szkołach?” – zapytałam, a ona skinęła głową.
Ale
dodała - „To trochę kiepskie”.
Za
moich czasów też było trochę kiepskie.
„Jasne”
– skinęłam głową - „Teraz chodzi o to, że jeśli masz jakieś pytania, możesz ze
mną porozmawiać. Od jakiegoś czasu dostaję okres, więc jestem prawie
ekspertem”.
Jej
usta wykrzywiły się w uroczym mini-uśmiechu.
„Masz
skurcze?” - Zapytałam.
Ponownie
skinęła głową.
„Czy
bierzesz coś na nie?” - Zapytałam.
„Moja…
jedna z moich dziewczyn kupiła mi Midol” – powiedziała.
„To
działa?” - Zapytałam.
Potrząsnęła
głową.
„Ibuprofen
działa na mnie” - powiedziałam jej - „Jak nie zadziała dla ciebie, spróbuj Aleve.
To nie zadziała, spróbuj jeden ibuprofen, jeden Aleve. Jak to nie zadziała,
zamień to na jedno lub drugie i Midol. To, co zadziała, nie jest takie samo dla
wszystkich i znajdziesz to, co działa dla ciebie. Ale też gorąca kąpiel jest super i kupimy ci termofor”.
Jej
głowa przechyliła się na bok - „Termofor?”
Uśmiechnąłem
się. „Kładziesz go na brzuchu i czujesz się świetnie. Rozluźnia mięśnie.
Niesamowite."
Posłała
mi kolejny mini-uśmiech.
Szłam
dalej.
„Dam
ci trochę dziurawca. To zioło, ale w formie tabletek. Pomaga na nastroje.
Bierzesz jedną rano, jedną wieczorem. Nie sprawi, że staniesz się sobą, ale
jeśli zadziała, sprawi, że będziesz mniej drażliwa lub płaczliwa. Tak?”
Skinęła
głową.
Gówno.
Teraz trudne sprawy.
Ale
bez Audrey, która pomagała jej i tylko z jej dziewczynami, musiało się to stać.
Tak
miało się stać.
„A
teraz trudne sprawy” – powiedziałem cicho, a jej oczy spotkały się z moimi.
„Teraz
poproszę cię o złożenie mi obietnicy”.
„Jakiej
obietnicy?” – wyszeptała, słysząc mój ton i prawdopodobnie czytając wyraz mojej
twarzy, a zdecydowanie będąc ostrożną.
„Taką
obietnicę, że jeśli ty i Fin będziecie wciąż blisko siebie i sprawy… przejdą od, powiedzmy, pocałunków i tym
podobnych rzeczy do czegoś więcej, porozmawiaj ze mną, zanim pójdziesz na
całość”.
Jej
twarz ponownie stanęła w płomieniach, a oczy odpłynęły. Jej ciało było napięte
i wiedziałam, że nie chciała iść tam, gdzie ją zabierałam, ale musiała.
„Rees,
Słonko, proszę, zwróć na mnie uwagę” - zawołałam delikatnie, a jej oczy
wróciły, ale jej ciało nadal było napięte - „Jeśli nie jesteście blisko
zrobienia tego, to świetnie i mam na myśli to. Bez urazy, kochanie, ale jesteś
o wiele za młoda, żeby tam jechać”.
Zszokowała
mnie, kiedy szybko powiedziała - „Fin nie posuwa się zbyt daleko”.
Boże,
kochałam mojego bratanka.
„My
tylko… całujemy się” – wyszeptała.
„Dobrze”
– odszepnęłam.
„Lubię
to” – przyznała, wciąż szepcząc, a ja się uśmiechnęłam.
„Całowanie
jest niesamowite. Jest w tym wiele rzeczy do lubienia” – powiedziałam.
„Tak”
– powiedziała cicho.
„I
fajnie, że to lubisz. I to normalne, że ty i Fin to robicie. Wspaniałe. To
sposób na bycie blisko. To sposób na lepsze poznanie się. Ale jak zacznie
chcieć więcej, wiem, że będzie cię szanował, jeśli odmówisz. I masz pełne prawo
powiedzieć nie i oczekiwać, że przestanie. Proszę więc, abyś mi obiecała, że
powiesz nie, a potem przyjdziesz do mnie, zanim zrobisz kolejny krok. Nawet
jeśli w danym momencie poczujesz się z tym dobrze i naprawdę zechcesz”.
Spojrzała
mi w oczy i zapytała - „Powiesz tacie?”
Wzięłam
głęboki oddech i odpowiedziałam - „Nie. Ale skoro o tym mówimy, musisz
wiedzieć, że poprowadzę cię tak, jak on by tego chciał, a mianowicie, że
pójdziesz tam tylko wtedy, gdy będziesz gotowa, kiedy będziesz dużo starsza i
kiedy będziesz pewna bardzo ci zależy na osobie, z którą jesteś”.
„Bardzo
zależy mi na Finie” - powiedziała mi.
„Wiem,
że tak” – powiedziałam łagodnie - „Ale szczerze mówiąc, Słonko, teraz nie jest
czas na robienie takich rzeczy. Teraz jest czas, abyś dobrze się bawiła ze
swoim chłopakiem, cieszyła się całowaniem i obściskiwaniem, a inne rzeczy mogą mieć
miejsce później. To zagmatwane i mogę powiedzieć, że tak jest nawet teraz, w
moim wieku. Więc w twoim wieku to o wiele za dużo”.
Przyglądała
mi się przez dłuższą chwilę, zanim skinęła głową.
„Czy
to twoja obietnica?” - Zapytałam.
Znów
mnie studiowała. Potem znowu skinęła głową i powiedziała cicho: „Tak, Dusty. To
moja obietnica.
Dzięki
Ci, Boże.
„Dobrze”
– szepnąłam.
Spojrzała
na drzwi, a potem na mnie.
„Naprawdę,
Fin rzucił się dla mnie na No?”
To
była moja kolej, by skinąć głową.
Jej
usta znów wykrzywił ten mini-uśmiech.
„Więc
możesz zejść na dół i zrobić hamburgery” – powiedziałam cicho.
Jej
mini-uśmiech stał się pełny.
„Najpierw
muszę dostać ibuprofen” - powiedziała.
„Racja”
– szepnęłam. Potem sięgnęłam, zacisnęłam palce na jej dłoni, która była
owinięta wokół jej łydek i ścisnęłam ją.
„Kocham
cię, Reesee, to nie żart. Tak jest. Kocham cię, dziewczyno, a kiedy kochasz
jedną ze swoich dziewczyn, zawsze jesteś przy niej. Więc wiedz, że to fakt, że zawsze
jestem tu dla ciebie. Tak?”
Jej
oczy rozbłysły, ale zacisnęła usta i skinęła głową.
Ścisnąłem
ją jeszcze raz i skinąłem głową.
Wtedy
powiedziałem - „Weź tabletkę. Do zobaczenia na dole”.
„W
porządku, Dusty”.
Uśmiechnęłam
się do niej, wstałam z łóżka i wyszłam z jej pokoju.
Właśnie
tak było. To zostało zrobione. Nie poszło tak źle. Myślałam, że zrobiłam
dobrze.
I
miałam nadzieję w Bogu, że dotrzyma obietnicy.
Właśnie
o tym myślałam, kiedy weszłam do kuchni i zobaczyłam, że No formował
hamburgery. Widząc to, zrobiłam coś, czego nigdy nie robiłam z No. Nie miałam
pojęcia, jak zareaguje i czy to będzie właściwe. Ale i tak to zrobiłam.
Podeszłam
do niego od tyłu, pochyliłam się i pocałowałam go w policzek. Podskoczył, a
jego oczy spojrzały na mnie pełne zaskoczenia.
„Nic
jej nie jest” – powiedziałam cicho – „Możesz chcieć przeprosić, ale nic jej nie
jest”.
Spojrzał
na mięso hamburgera i wymamrotał - „Jestem kutasem”.
„Zachowujesz
się jak taki, ale nim nie jesteś. Rzeczy się dzieją, Słonko, kiedy jesteśmy
źli. Wyciągnij z tego wnioski, napraw, zajmij się tym i nie rób tego więcej.
Tak?”
„Tak”
– wymamrotał do hamburgera.
Podniosłam
rękę, owinęłam palce wokół jego nadgarstka i ścisnęłam No. Nie zawarłam z tym
dalszej umowy. Puściłam go i poszłam szukać mojego mężczyzny i bratanka.
Mike
siedział na kanapie, jedną ręką obejmując piwo, a palcami drugiej gładził głowę
Layli, która opierała pysk o jego udo. Fin siedział naprzeciw niego na sofie.
Żadnego piwa, pochylał się do stolika do kawy z otwartą książką i dłonią
owiniętą wokół ołówka i bazgrzącą w zeszycie.
Ich
oczy spoczęły na mnie.
„Jest
okej” – wymamrotałam.
Fin
przyjrzał mi się uważnie, a potem wrócił do swoich książek. Mike przyjrzał mi
się uważnie, po czym wskazał głową na kanapę obok siebie, niewerbalnie
nakazując mi zdjąć miejsce.
Okrążyłam
kanapę i zdjęłam miejsce.
Potem
wzięłam od Mike’a piwo i wypiłam łyk, pochylając się do jego boku.
Mike
otoczył mnie ramieniem i krzyknął - „No! Kiedy oczyścisz ręce z tego mięsa,
przynieś Dusty piwo, tak?”
„Tak,
tato!” - No odkrzyknął.
„Ja
wezmę!” – krzyknęła Rees z czegoś, co brzmiało jak z korytarza.
Uśmiechnęłam
się do telewizora.
Mike
przestał masować Laylę, wziął skonfiskowane przeze mnie piwo i pociągnął.
Oddał
mi je i wrócił do masowania Layli, która poprzez wszystkie jego ruchy śledziła
go mrugającymi oczami, ale nie odrywała szczęki od jego uda.
Skierowałam
wzrok z powrotem na telewizor i nie poruszyłam go nawet wtedy, gdy usłyszałam,
jak Mike zamruczał - „Dzięki, Aniołku” z towarzyszącym temu ściśnięciem
ramienia.
„Nie
ma za co” – mruknęłam w odpowiedzi.
„Oto
twoje piwo, Dusty” – powiedziała Rees.
Odwróciłam
się do niej i zobaczyłam, że podawała mi butelkę.
„Dzięki,
Reesee” - odpowiedziałem, wręczyłam Mike’owi jego i wzięłam ją.
Jej
oczy powędrowały do Fina i zawahała się, ale była zdeterminowana.
Wiedziałam
o tym, kiedy odważnie pokonała swoje zakłopotanie, postanowiła udawać, że cały
incydent się nie wydarzył i oznajmiła - „Fin, wezmę książki po tym, jak pomogę
No”.
Fin
uśmiechnął się do niej i mruknął - „Jak chcesz, kochanie”.
Odwzajemniła
uśmiech.
Potem
odwróciła się na pięcie, jej gęste, lśniące włosy rozwiały się i pobiegła
korytarzem.
W
nastoletnim świecie wszystko było dobrze.
Spojrzałam
na Fina i zobaczyłam, jak wpatrywał się w korytarz, a jego usta drżały.
Po
chwili jego wzrok wrócił do stolika do kawy.
Boże,
kochałam mojego bratanka.
Mike
ścisnął mnie ponownie ramieniem.
Layla
jęknęła i położyła się na brzuchu na podłodze.
Podwinęłam
stopy pod siebie, pochyliłam się głębiej do mojego mężczyzny, zaciągnęłam się
świeżym piwem i skupiłam się na oglądaniu telewizora, czekając na hamburgery.
*****
CDN.
Moje kochane, ten rozdział mnie przerósł, bo miałam nadzieję na danie Wam całego przed Świętami, a nie dam rady. To, co macie dzisiaj, to zaledwie połowa. A muszę Was opuścić na trzy dni. Życząc Wam zdrowych, pogodnych i wesołych Świąt
Monika
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję, jesteś najlepsza. Wesołych świąt 😘😘😘
OdpowiedzUsuńDziękuję, Wesołych świat 😄
OdpowiedzUsuń