piątek, 23 grudnia 2022

18 - Obietnica (cz.1)

 

Rozdział 18

Obietnica (cz.1)

 

 

 

Fin i ja przeszliśmy przez podwórko Mike’a do jego tylnych drzwi, kiedy Fin niósł torbę z książkami na ramieniu.

Kukurydza musiała wzejść, więc ją zasialiśmy. Tata i ja pracowaliśmy na traktorach przez cały dzień, Fin i Kirb pracowali z nami w weekendy.

Kiedy Fin wracał ze szkoły do domu, aż do zapadającego zmierzchu, siedział na traktorze. Tata powiedział mu, że to było niepotrzebne, ale Fin był nieugięty, że zrobi, co do niego należało. Oznaczało to, że jego praca domowa czekała do kolacji. Oznaczało to również, że praca domowa Rees czekała do kolacji. Ale jedli z książkami wokół siebie, rozmawiając cicho i ucząc się. Potem koczowali przed telewizorem. Wieczór kończył się, gdy Clarisse szła z Finem do tylnej bramy, oboje znikali za nią na około dwadzieścia minut, a Clarisse wracała bez Fina.

Przez to często spoglądałam w stronę Fina, żałując, że nie miałam znowu siedemnastu lat.

To dlatego, że byłam względnie wysportowana, ale praca w polu oznaczała, że byłam wyczerpana, zanim zaparkowałam tyłek przed telewizorem z rodziną. Ale chodzenie do szkoły, powrót do domu, praca na farmie, jedzenie i nauka najwyraźniej wcale nie przeszkadzały Finowi.

Była środa po tym, jak się wprowadziłam. Dzieci przyjęły mnie z marszu. Mimo że Mike powiedział, że to był ich pomysł, a ich SMS-y wskazywały, że byli na to gotowi, nie mogłam nic na to poradzić. Byłam trochę zdenerwowana. Ale gdy tylko wrócili w niedzielę, zobaczyłam, że to dla nich nie było nic wielkiego. Z drugiej strony, dwa tygodnie przed moją przeprowadzką spędzałam większość wieczorów z Finem i trzymaliśmy się tego samego harmonogramu. Praca w polu, mycie się, wyjście do Mike’a, Mike lub Rees zrobili kolację, dzieci się uczyły, parkowałam tyłek z No i Mike’m na kanapie i odlatywałam przed telewizorem.

Więc to było dobre.

Rhonda nie była.

Poświęciłam tego dnia czas na kolejną pogawędkę z nią. Od kiedy mama pomagała w pracach domowych, nie wspominając już o pracy przy skrzynkach okiennych i doniczkach rozsianych po dużej trawiastej przestrzeni na podwórku, przygotowując je do kwiatów, Rhonda miała jeszcze mniej skupienia. Nie spędzała już całego czasu w swoim pokoju. Teraz oglądała telewizję w ciągu dnia. Nadal nie jadła dużo. I nadal była zdecydowanie zamglona.

Byłam osobą cierpliwą, ale zaczynałam ją tracić. Podjęłam kilka prób, zbliżając się do niej z różnych kierunków, próbując różnych taktyk. Pokazałam jej ogłoszenia i wyniki moich wyszukiwań w Internecie. Próbowałam zainteresować ją moimi końmi. Powiedziałam jej, że potrzebuję pomocy z moją ceramiką, spakowałam ją w skrzynie i przygotowałam do wysłania do mojej galerii. Potem powiedziałam jej, że bardzo potrzebuję pomocy przy garncarstwie, ponieważ przez większość czasu mój tyłek siedział na traktorze.

Nie była zainteresowana albo próbowała przez dzień lub dwa, a potem odpuszczała.

Wiedziałem, że mama rozmawiała z nią więcej niż raz. Tata nawet zaprosił ją na rozmowę z tatą.

Nie zadziałało.

Nie mogłam jej zrozumieć. Nigdy nie straciłam męża, którego wcześniej uwielbiałam. Wiedziałam tylko, że straciłam brata, moi rodzice stracili syna, a moi siostrzeńcy stracili ojca i wydawało się, że wszyscy byliśmy w stanie sobie z tym poradzić.

Nie chciałam o tym myśleć, z pewnością nie powiedziałabym tego, ale musiałam przyznać, że robiło się to śmieszne.

Coś musiało ją obudzić. Po prostu nie wiedziałam co.

Westchnęłam ciężko.

Fin i ja zbliżaliśmy się do tylnych drzwi, kiedy to usłyszeliśmy.

Rees krzyczała - „To głupie!”

A potem No krzyczał - „To nie jest głupie!”

Spojrzałam na Fina, on na mnie i oboje przyspieszyliśmy kroku.

Przeszliśmy przez drzwi i zobaczyliśmy ich kłócących się w salonie. Layla wymruczała nam powitanie, ale nie podeszła. Stało się tak, bo tańczyła między No i Rees, wzburzona, nie podobała jej się atmosfera i ponieważ była psem, była bezsilna, by cokolwiek z tym zrobić. Mimo to trzymała się blisko na wypadek, gdyby jej potrzebowali.

No spojrzał na nas i powiedział - „Świetnie, jesteście. Teraz Rees i ja możemy przestać gadać. Albo, co ważniejsze, Rees może się zamknąć”.

Nie zamknę się” - krzyknęła Rees.

„Reesee” - powiedział Fin cicho, cicho, jego ton był rozkazem dla niej, by się uspokoiła, a jej oczy skierowały się na niego.

„Nie zamknę się, Fin” - oświadczyła.

Nie wiedziałam, czy krzyczeć: „Tak trzymaj, dziewczyno”, zadowolona, że trzymała się swojego (niezależnie od tego, co to było), mimo że jej przystojny chłopak wydał niewątpliwy, ale delikatny rozkaz. Albo czy być pod wrażeniem, czy Fin był w stanie przybrać taki ton w wieku siedemnastu lat. Albo wdać się w spór. Więc nie zrobiłam niczego z tego.

Z drugiej strony nie miałam okazji wkroczyć.

No odwrócił się natychmiast z powrotem do siostry – „To moje urodziny, Rees”.

„Zawsze wychodzimy. Zawsze. Nie możesz pominąć czasu rodzinnego, aby być ze swoją załogą. To jest walnięte. Jeśli nie wyjdziemy, tata będzie zdenerwowany” – sprzeciwiła się Rees.

Spojrzałam na Fina. Spojrzał na mnie, a potem z powrotem na brata i siostrę, krzyżując ręce na piersi. Osiedlił się. Uznałam, że to rozsądne, więc poszłam za jego przykładem.

„Cóż, nie wychodzimy w tym roku. To moje urodziny i jeśli chcę spędzić je z moimi kumplami, spędzę je z moimi kumplami”.

„Możesz wyjść z nimi na weekend czy coś” – odpowiedziała.

„Nie chcę wychodzić z nimi w weekend. Będę miał siedemnaście lat, Rees, i powinienem móc robić, co do cholery zechcę” – odparował No.

„Cóż, nie zrobisz tego” – odpaliła Rees.

„Zrobię” - stwierdził No.

Rees wyciągnęła wielkie działa, innymi słowy, najbardziej śmiercionośną broń w kobiecym arsenale.

Manipulacja emocjonalna.

„Nie zrobisz. Dusty jest teraz tutaj. Co powie tata, jak złamiesz tradycję w pierwszym roku obecności Dusty? Pomyśli, że nie chcesz spędzać czasu z Dusty!”

I wtedy No stracił opanowanie.

„To jest to! Mama zadzwoniła i powiedziała, że chce iść z nami na kolację. A my nie możemy wszyscy usiąść do kolacji. Więc wcale tego nie zrobię. Wychodzę z moją ekipą”.

Audrey. Fantastycznie.

Zagryzłam wargę. Wszyscy usłyszeliśmy, jak otworzyły się drzwi garażu zwiastujące powrót Mike’a do domu, ale No i Rees nie przejmowali się tym. Wiedziałam o tym, kiedy Rees nie straciła rytmu.

„To niesamowite” – powiedziała z sarkazmem - „Cała mama. Nie przychodzi na żadną z twoich urodzinowych kolacji od jakichś czterech lat i nawet nie zadaje sobie trudu, żeby zabrać cię na którąś z nich i nagle, jak Dusty tu jest, jest nakręcona, żeby z nią wyjść. Cała mamo. Pokręcona. Całkowicie”.

„Być może, Rees, ale myślę, że rozumiesz, że to nie byłoby zabawne dla nikogo” - stwierdził No i miał w tym rację.

„Nie, rozumiem, że mama jest mamą, a ponieważ będziesz mieć siedemnaście lat i tak dalej, możesz jej powiedzieć, żeby spadała na drzewo” – odpowiedziała Rees.

„Co się dzieje?” - Mike zapytał, a ja spojrzałam na korytarz i zobaczyłam, jak kroczył nim.

Layla zboczyła mu z drogi.

Rees odwróciła się do swojego taty i natychmiast go wprowadziła.

„No postanowił, że w swoje urodziny w przyszłym tygodniu wyjdzie gdzieś ze swoją ekipą. To dlatego, że mama zdecydowała, że odkąd Dusty tu jest, będzie wtykać nos i powiedziała No, że chce iść z nami na kolację”.

Patrzyłam z fascynacją, jak szczęka Mike’a się zacisnęła, a mięsień podskoczył na jego policzku. Jego oczy były nieszczęśliwe. Całość była gorąca. To też było przerażające.

Podeszłam do Fina i złapałam go za przedramię, zaczynając – „My po prostu…”

Mike spojrzał na mnie – „Nie ruszaj się” – warknął.

Zatrzymałam się i puściłam ramię Fina, mrucząc - „Dobrze-bobrze”.

Nie zrobiłam tego, bo byłam mięczakiem czy coś. Zrobiłam to, bo żądanie Mike’a, żebyśmy zostali tam, gdzie byliśmy, miało znaczenie. Podejrzewałam, że to oznaczało, że Fin i ja byliśmy rodziną, a przynajmniej ja byłam i podczas rodzinnych dyskusji nie mogłam być nieobecna.

Mike spojrzał na swoje dzieci - „No, urodziny to czas dla rodziny”.

To było. Miałam rację.

Mike mówił dalej.

„Robimy to, co zawsze. Wychodzimy całą rodziną. To znaczy ty, twoja siostra, jej chłopak, moja kobieta, jej przyjaciele, którzy odwiedzają nas w przyszłym tygodniu, i ja. Jak masz dziewczynę, którą chcesz przyprowadzić, przyprowadź ją. Rozumiem, że byłbyś skonfliktowany. Kochasz swoją mamę, starasz się postępować dobrze wobec Dusty. Ale twoja matka podjęła decyzję cztery lata temu. Została zaproszona na twoje urodzinowe kolacje i odmówiła przyjścia. Nie może teraz zmienić zdania. Wszyscy poszliśmy dalej. Jak chcesz być ze swoją ekipą, zrobisz to w weekend. Jak twoja mama chce zrobić z tobą coś wyjątkowego, znajdzie na to czas. Kiedy skończysz szkołę średnią i ruszysz dalej, możesz robić, co zechcesz. Mamy półtora roku na bycie rodziną. Weźmiemy to”.

To była kolej No, żeby jego szczęka się zacisnęła, a mięsień podskoczył na jego policzku, a widząc to jeszcze bardziej wkurzyłam się na Audrey. No był łatwym dzieciakiem. Dużo żartował, dużo się uśmiechał, dużo dokuczał, dużo się śmiał. Ale było jasne, że nie chciał powiedzieć mamie, że nie została zaproszona na jego urodzinową kolację i to nie była jego wina. To była wina Audrey.

Była taką krową.

Mike zobaczył twarz swojego syna i natychmiast ją odczytał – „Porozmawiam z nią” – oświadczył, po czym omiótł wzrokiem pokój, stwierdzając – „No, Rees, w kuchni. Dusty, Fin i ja mieliśmy długi dzień i potrzebujemy kolacji. Gotujecie razem”.

Widząc, że nieszczęśliwe wibracje nie zniknęły, zastanawiałam się nad tą decyzją, ale nic nie powiedziałam, bo to nie były moje dzieci.

Natomiast poszłam za Mike’m po tym, jak wymamrotał - „Idę na górę się przebrać”.

Layla deptała mu po piętach, ja nie byłam daleko w tyle.

Poszłam do sypialni i zobaczyłam, jak Mike rzucił swoją kurtkę na łóżko i trzymał telefon w dłoni. Jego uwaga była skupiona na tym, a moja uwaga skupiona była na moich ubraniach rozrzuconych po całej podłodze. Zanotowałam sobie w pamięci, żeby je odebrać (w końcu), kiedy usłyszałam, jak pikał przyciskami na swoim telefonie.

Zamknęłam go, Laylę i mnie, zamykając podwójne drzwi, kiedy Mike odwrócił się do mnie i przyłożył telefon do ucha.

Jedno spojrzenie w jego oczy i wiedziałam, że wcale nie był szczęśliwy.

„Audrey? Tak, Mike” – powiedział do telefonu – „Dzwonię w sprawie urodzin No”.

O rany, warczał.

Mike dalej warczał.

„No wyjaśnił, że wyraziłaś chęć pójścia z nami. Nie umknęło mojej uwadze, że ostatnio bardzo się starasz z dziećmi. No mówił mi, że ich weekendy lepiej im z tobą i doceniam twoje zainteresowanie sytuacją Rees, skoro wysyłasz mi e-maile co do szkół, które sprawdziłaś. Pewnie dostałaś to od dzieci, ale to ode mnie powinnaś usłyszeć, że Dusty wprowadziła się w piątek. Rozumiesz, że poszedłem dalej, sama to powiedziałaś. Oboje dzieciaki są bliskie Dusty, budujemy coś tutaj, jest dobrze, a Dusty i ja jesteśmy zobowiązani do utrzymania tego dobrego i ulepszenia. Jeśli chciałaś, żebyśmy mieli inny rodzaj separacji i rozwodu, mogłaś podjąć taką decyzję w dowolnym momencie w ciągu ostatnich czterech lat. Nie zrobiłaś tego. Jest już za późno. Nie pójdziesz z nami na kolację z okazji urodzin No”.

Mike zatrzymał się. Mogła coś powiedzieć, ale cokolwiek to było, nie trwało długo albo Mike jej przerwał, bo mówił dalej.

„Jeśli uczysz się o sobie i próbujesz być lepszą mamą, sugeruję, żebyś następnym razem wzięła No i Reesee i zrobiła z nimi coś specjalnego. Skorzystam również z okazji, aby wyjaśnić, że cokolwiek próbujesz zrobić, nie może dotyczyć to mnie, mojego czasu ani życia, które dzielę z naszymi dziećmi. Jestem pewien, że nie zapomniałaś, że w ciągu ostatnich czterech lat dawałem ci tę szansę więcej niż raz, a ty nie chciałaś z niej skorzystać. Wolałbym, żebyśmy się dogadali i zaoferowali naszym dzieciom spójność rodzinną, ale ty wielokrotnie odmawiałaś. Ta oferta nie jest już dla ciebie dostępna. Więc chcę ci powiedzieć, że wróciłem do domu, a Rees i No kłócili się i byli zdenerwowani z powodu tego gówna. I mówię ci, że cokolwiek robisz, musisz pomyśleć o tym, jak wpłynie to na nasze dzieci, ponieważ są dobrymi dziećmi. Troszczą się o wszystkich w tej sytuacji i nie chcą, aby ktokolwiek ucierpiał. Aby dostać się tam, gdzie chcesz być w swoim życiu i z nimi, nie denerwuj ich, nie rozstrajaj, nie zmuszaj do grania w gry lub podejmowania trudnych decyzji, w których ktoś będzie musiał jeść gówno. Ponieważ w takim scenariuszu ludzie jedzący gówno będą naszymi dziećmi. A ja nie będę tego przyjmował. Wszystko jasne?”

Pomyślałem, że to było fajne, że warczał, wyraźnie był wkurzony i stanowczy, ale wciąż nie brzydki, kiedy patrzyłam, jak kończył.

Potem powiedział - „Dobrze. Dbaj o siebie”.

Nacisnął przycisk na swoim telefonie, skręcił tułów i rzucił go na łóżko.

„W porządku?” - Zapytałam.

Patrzył na mnie.

Potem powiedział - „Będzie, jak przyniesiesz tu swój tyłek i pocałujesz mnie”.

Uśmiechnęłam się, zaniosłam tam swój tyłek i pocałowałam go.

Nie trwało to długo, ale to nie znaczyło, że nie było dobrze, zanim zerwał, odsunął mnie delikatnie, pochylił się, by położyć swoje długie palce na głowie Layli i spóźniony pogłaskać ją na powitanie. Najwyraźniej nie miała pretensji, że jej tacie zajęło to trochę czasu i wiedziałam o tym, kiedy jej ciało zaczęło wibrować od siły machania ogonem.

Mike przestał zwracać uwagę na swojego psa i poszedł do garderoby. Do pracy nosił dżinsy, ale zakładał do nich ładne paski, zabójcze koszule z guzikami i atrakcyjne blezery, więc wciąż wyglądał autorytatywnie i profesjonalnie, ale czuł się komfortowo. Kiedy wracał do domu, marynarka i pasek znikały, a koszula była zmieniana na t-shirt lub sweter, w zależności od jego nastroju.

Poznałam jego nastrój tamtego wieczoru, kiedy mruknął - „Sięgnij mi koszulkę, dobrze, Aniołku?”

Podeszłam do komody, żeby wziąć mu koszulkę, a potem podeszłam do drzwi garderoby i zobaczyłam, jak zdjął koszulę i wrzucił ją do kosza na pranie.

Zbliżyłam się z koszulką, kiedy odwrócił się do mnie.

„Nie ma góry ani nic” – stwierdził dziwacznie.

Przekrzywiłam głowę na bok, gdy podałam mu jego koszulkę, starając się ignorować jego klatkę piersiową, do której gorąca jeszcze się nie przyzwyczaiłam.

Zgniótł koszulkę, przygotowując się do założenia jej, kiedy wyjaśnił - „Kosz. Jest otwarty. Nie musisz podnosić góry ani nic. Po prostu wrzuć tam swoje ubrania”.

Zrozumiałam wtedy, uśmiechnęłam się i mruknęłam - „Mądrala”.

Odwzajemnił uśmiech. Potem naciągnął koszulkę przez głowę i w dół tułowia, zakrywając klatkę piersiową, co było oczywiście rozczarowaniem.

Usłyszeliśmy, jak Rees krzyknęła - „Mamy hamburgery!”

Oczy Mike’a przesunęły się ponad moim ramieniem i wymamrotał - „Kurwa, ona jest w nastroju” - Potem zaczął iść w moją stronę.

„Nastroju?” – zapytałam, odwracając się i wychodząc z garderoby. Mike podążał za mną.

„Tak” - Wciąż mamrotał - „Nastrój raz w miesiącu”.

„O-o” – wymamrotałam.

„Tak” – zgodził się Mike.

Wyszliśmy z korytarza schodami w dół, Layla szła za nami, podczas gdy słuchaliśmy szalejącej walki.

„Jedliśmy hamburgery jakieś dwa dni temu” – odpowiedział głośno No.

„Nie!” - gwałtownie odpowiedziała Rees.

„W porządku, więc w zeszłym tygodniu. To jednak nie było tak dawno temu, a ja nie chcę hamburgerów” – sprzeciwił się No.

„Cóż, ja chcę, Fin też” - odparowała Rees.

„Świat nie kręci się wokół Fina dla nikogo poza tobą, Rees” – niemądrze stwierdził No.

Zagryzłam wargę, gdy dotarłam do holu i weszłam do kuchni. Walczący prowadzili teraz pojedynek przy kuchennym blacie. Fin siedział przy stole, a jego książki były już wyjęte. Jego oczy spoczęły na mnie i potrząsnął głową.

Mike wszedł za mną.

Zanim którekolwiek z nas zdążyło coś powiedzieć, Rees kontynuowała - „To była szalona rzecz do powiedzenia! Pięć osób musi jeść, a dwie z tych pięciu osób chcą hamburgerów!” – wrzasnęła ostatnie słowo, pochylając się w stronę brata. Wiedziałam, że to miesięczny nastrój, biorąc pod uwagę siłę jej deklaracji i fakt, że nie chodziło o prawo kobiety do wyboru, ale o hamburgery.

Dowiedziałabym się, że No też wiedział o tym, skoro powiedział bardzo niemądrze - „Boże! Dlaczego musisz być takim upierdliwym wrzodem na dupie, kiedy masz okres?” - a wszyscy w pomieszczeniu zamarli.

Z płonącą twarzą i wyraźnie pokazującą, że była bliska łez, Rees unikając wzroku wszystkich, wybiegła z kuchni, odpychając Mike’a i mnie na bok, aby to zrobić.

„No, stary, to nie było fajne” – warknął Fin, wpatrując się w drzwi, za którymi zniknęła Rees, a jego twarz była maską gniewu.

„Fin ma rację” – uciął Mike, nie spuszczając oczu z syna – „Absolutnie nie było”.

Ze swojej strony No już doszedł do wniosku, że posunął się za daleko i wyglądał, jakby chciał się kopnąć. To było dobre, bo kochałam tego dzieciaka, ale w tamtym momencie też miałam ochotę go kopnąć.

Zamiast tego wymamrotałem – „Pójdę z nią porozmawiać”.

Moje oczy prześlizgnęły się po wściekłych oczach Mike’a, chociaż jego oczy były utkwione w jego synu, i poszłam za Rees.

Drzwi pokoju były zamknięte, ale słyszałam stłumiony szloch dochodzący z wnętrza.

Zapukałam, nie było odpowiedzi. Zapukałam więc ponownie i ponownie nie otrzymałam odpowiedzi.

Otworzyłam lekko drzwi, wsunęłam głowę do środka i zobaczyłam, że leżała zwinięta w kłębek na łóżku, plecami do drzwi.

„Hej, Reesee, Słonko, możemy porozmawiać?” - zapytałam cicho.

„Nie” – jęknęła.

Przemyślałam to i podjęłam decyzję.

Otworzyłam drzwi szerzej, weszłam do środka i zamknęłam je za sobą. Podeszłam do jej łóżka, usiadłam po przeciwnej stronie i słuchałam jej cichego płaczu.

Boże, nawet ładnie płakała.

Dałam jej minutę, po czym powiedziałam cicho - „To, co powiedział No, było niefajne i wszyscy tam na dole o tym wiedzieli, nawet jeśli powiedział to w ferworze chwili”.

Nie odpowiedziała.

Dałam jej jeszcze chwilę, po czym kontynuowałam - „Po tym, jak to powiedział, było wypisane na jego twarzy, że było mu przykro”.

To dało mi odpowiedź - „Nie obchodzi mnie to”.

Gdybym była w jej wieku, byłabym z moim chłopakiem i z tym, co powiedział No, też by mnie to nie obchodziło.

Więc powiedziałam jej delikatnie - „Rozumiem”.

Nagle się odwróciła, poduszka, którą przytulała, wyleciała w powietrze, usiadła na łóżku i jej mokre oczy spoczęły na mnie.

Tak, ładnie płakała.

„Boże! To… to… to było upokarzające” – wyszeptała - „Nie mogę… Fin…” - Zakryła twarz dłońmi i przez kolejne łzy szeptała, tym razem dramatycznie - „Nigdy więcej nie będę mogła na niego spojrzeć”.

„Myślę, że to bardzo zdenerwowałoby Fina, biorąc pod uwagę, że myśli wyłącznie o tobie, a gdy tylko wybiegłaś z kuchni, rzucił się na No w twoim imieniu”.

Jej ręce zsunęły się z jej twarzy, a jej oczy spoczęły na mnie. Teraz były nie tylko mokre, ale i wielkie.

„Zrobił to?” - Wciąż szeptała.

Kiwnęłam głową - „Nie ruszył się z miejsca, ale jego intencje były jasne, kiedy powiedział No, że to, co powiedział, nie było fajne, a twój tata się zgodził”.

Jej oczy przesunęły się na drzwi i straciły ostrość.

Obróciłam się na łóżku, aż znalazłam się twarzą do niej i usiadłam po turecku.

Potem oparłam przedramiona na nogach i uśmiechnęłam się do niej.

„Czujemy ból, skurcze, nastroje i niepokój i musimy nauczyć się z tym żyć” - Jej wzrok powrócił do mnie - „Ci faceci tam na dole też muszą nauczyć się żyć z takimi rzeczami. W tym No i Fin. Masz okres. To się zdarza, skoro jesteś dziewczyną. To naturalne. Każdej dziewczynie to się zdarza. To nie jest upokarzające, krępujące ani nic do ukrycia”.

„Jest” – powiedziała swoim miękkim głosem.

Potrząsnęłam głową i ponownie się uśmiechnęłam - „Nie jest i kiedy mówię, że nie jest, absolutnie nie jest. To jest piękne. Oznacza, że twoje ciało się zmienia, bo dojrzewasz. Co to znaczy, że możesz mieć dzieci. To oznacza, że jesteś teraz kobietą. I nie ma w tym absolutnie nic wstydliwego. A jeśli chodzi o ciebie, kobieta, którą się stajesz, jest oszałamiająca”.

Jej twarz złagodniała, a podniosła rękę i potarła oba policzki, aby odpędzić łzy.

Wzięłam oddech.

Potem kontynuowałam.

„To, co się tam wydarzyło, No powinien być zawstydzony i jest. Mało tego, wszyscy w kuchni się z tym zgadzali. Fin ma siedemnaście lat, ale nie jest głupi i wie, że to się zdarza i że tobie też się to zdarza. Nie rozmawiałam z nim o tym, ale mój bratanek ma dużo zdrowego rozsądku. Myślę więc, że nie uważa tego za krępujące, nie uważa tego za obrzydliwe, myśli, że to po prostu jest życie”.

Rees podciągnęła kolana do piersi i objęła je ramionami, siedziała cicha, nieruchoma, nieśmiała, ale myśląc i przygryzając wargę.

Przyglądałam się jej, zastanawiając się, czy powinnam to zrobić.

Potem poszłam z tym.

„On to rozumie, a ty musisz zrozumieć, że pod każdym względem jesteś teraz kobietą. Czy ktoś z tobą o tym rozmawiał?”

Jej oczy odsunęły się.

„Reesee, Słonko, to jest ważne. Możesz na mnie spojrzeć?” – zapytałam, a jej oczy cofnęły się – „Czy ktoś z tobą o tym rozmawiał?” - Powtórzyłam.

Zagryzła jeszcze trochę wargę, po czym potrząsnęła głową.

„Nie… ja… moje…” – zaczęła i skończyła – „Nie”.

„Gadałaś o tym ze swoimi dziewczynami” – domyśliłam się.

Znów przygryzła wargę, a to oznaczało, że tak.

„Czy nadal mają edukację seksualną w szkołach?” – zapytałam, a ona skinęła głową.

Ale dodała - „To trochę kiepskie”.

Za moich czasów też było trochę kiepskie.

„Jasne” – skinęłam głową - „Teraz chodzi o to, że jeśli masz jakieś pytania, możesz ze mną porozmawiać. Od jakiegoś czasu dostaję okres, więc jestem prawie ekspertem”.

Jej usta wykrzywiły się w uroczym mini-uśmiechu.

„Masz skurcze?” - Zapytałam.

Ponownie skinęła głową.

„Czy bierzesz coś na nie?” - Zapytałam.

„Moja… jedna z moich dziewczyn kupiła mi Midol” – powiedziała.

„To działa?” - Zapytałam.

Potrząsnęła głową.

„Ibuprofen działa na mnie” - powiedziałam jej - „Jak nie zadziała dla ciebie, spróbuj Aleve. To nie zadziała, spróbuj jeden ibuprofen, jeden Aleve. Jak to nie zadziała, zamień to na jedno lub drugie i Midol. To, co zadziała, nie jest takie samo dla wszystkich i znajdziesz to, co działa dla ciebie. Ale też gorąca kąpiel jest super i kupimy ci termofor”.

Jej głowa przechyliła się na bok - „Termofor?”

Uśmiechnąłem się. „Kładziesz go na brzuchu i czujesz się świetnie. Rozluźnia mięśnie. Niesamowite."

Posłała mi kolejny mini-uśmiech.

Szłam dalej.

„Dam ci trochę dziurawca. To zioło, ale w formie tabletek. Pomaga na nastroje. Bierzesz jedną rano, jedną wieczorem. Nie sprawi, że staniesz się sobą, ale jeśli zadziała, sprawi, że będziesz mniej drażliwa lub płaczliwa. Tak?”

Skinęła głową.

Gówno. Teraz trudne sprawy.

Ale bez Audrey, która pomagała jej i tylko z jej dziewczynami, musiało się to stać.

Tak miało się stać.

„A teraz trudne sprawy” – powiedziałem cicho, a jej oczy spotkały się z moimi.

„Teraz poproszę cię o złożenie mi obietnicy”.

„Jakiej obietnicy?” – wyszeptała, słysząc mój ton i prawdopodobnie czytając wyraz mojej twarzy, a zdecydowanie będąc ostrożną.

„Taką obietnicę, że jeśli ty i Fin będziecie wciąż blisko siebie i sprawy… przejdą od, powiedzmy, pocałunków i tym podobnych rzeczy do czegoś więcej, porozmawiaj ze mną, zanim pójdziesz na całość”.

Jej twarz ponownie stanęła w płomieniach, a oczy odpłynęły. Jej ciało było napięte i wiedziałam, że nie chciała iść tam, gdzie ją zabierałam, ale musiała.

„Rees, Słonko, proszę, zwróć na mnie uwagę” - zawołałam delikatnie, a jej oczy wróciły, ale jej ciało nadal było napięte - „Jeśli nie jesteście blisko zrobienia tego, to świetnie i mam na myśli to. Bez urazy, kochanie, ale jesteś o wiele za młoda, żeby tam jechać”.

Zszokowała mnie, kiedy szybko powiedziała - „Fin nie posuwa się zbyt daleko”.

Boże, kochałam mojego bratanka.

„My tylko… całujemy się” – wyszeptała.

„Dobrze” – odszepnęłam.

„Lubię to” – przyznała, wciąż szepcząc, a ja się uśmiechnęłam.

„Całowanie jest niesamowite. Jest w tym wiele rzeczy do lubienia” – powiedziałam.

„Tak” – powiedziała cicho.

„I fajnie, że to lubisz. I to normalne, że ty i Fin to robicie. Wspaniałe. To sposób na bycie blisko. To sposób na lepsze poznanie się. Ale jak zacznie chcieć więcej, wiem, że będzie cię szanował, jeśli odmówisz. I masz pełne prawo powiedzieć nie i oczekiwać, że przestanie. Proszę więc, abyś mi obiecała, że powiesz nie, a potem przyjdziesz do mnie, zanim zrobisz kolejny krok. Nawet jeśli w danym momencie poczujesz się z tym dobrze i naprawdę zechcesz”.

Spojrzała mi w oczy i zapytała - „Powiesz tacie?”

Wzięłam głęboki oddech i odpowiedziałam - „Nie. Ale skoro o tym mówimy, musisz wiedzieć, że poprowadzę cię tak, jak on by tego chciał, a mianowicie, że pójdziesz tam tylko wtedy, gdy będziesz gotowa, kiedy będziesz dużo starsza i kiedy będziesz pewna bardzo ci zależy na osobie, z którą jesteś”.

„Bardzo zależy mi na Finie” - powiedziała mi.

„Wiem, że tak” – powiedziałam łagodnie - „Ale szczerze mówiąc, Słonko, teraz nie jest czas na robienie takich rzeczy. Teraz jest czas, abyś dobrze się bawiła ze swoim chłopakiem, cieszyła się całowaniem i obściskiwaniem, a inne rzeczy mogą mieć miejsce później. To zagmatwane i mogę powiedzieć, że tak jest nawet teraz, w moim wieku. Więc w twoim wieku to o wiele za dużo”.

Przyglądała mi się przez dłuższą chwilę, zanim skinęła głową.

„Czy to twoja obietnica?” - Zapytałam.

Znów mnie studiowała. Potem znowu skinęła głową i powiedziała cicho: „Tak, Dusty. To moja obietnica.

Dzięki Ci, Boże.

„Dobrze” – szepnąłam.

Spojrzała na drzwi, a potem na mnie.

„Naprawdę, Fin rzucił się dla mnie na No?”

To była moja kolej, by skinąć głową.

Jej usta znów wykrzywił ten mini-uśmiech.

„Więc możesz zejść na dół i zrobić hamburgery” – powiedziałam cicho.

Jej mini-uśmiech stał się pełny.

„Najpierw muszę dostać ibuprofen” - powiedziała.

„Racja” – szepnęłam. Potem sięgnęłam, zacisnęłam palce na jej dłoni, która była owinięta wokół jej łydek i ścisnęłam ją.

„Kocham cię, Reesee, to nie żart. Tak jest. Kocham cię, dziewczyno, a kiedy kochasz jedną ze swoich dziewczyn, zawsze jesteś przy niej. Więc wiedz, że to fakt, że zawsze jestem tu dla ciebie. Tak?”

Jej oczy rozbłysły, ale zacisnęła usta i skinęła głową.

Ścisnąłem ją jeszcze raz i skinąłem głową.

Wtedy powiedziałem - „Weź tabletkę. Do zobaczenia na dole”.

„W porządku, Dusty”.

Uśmiechnęłam się do niej, wstałam z łóżka i wyszłam z jej pokoju.

Właśnie tak było. To zostało zrobione. Nie poszło tak źle. Myślałam, że zrobiłam dobrze.

I miałam nadzieję w Bogu, że dotrzyma obietnicy.

Właśnie o tym myślałam, kiedy weszłam do kuchni i zobaczyłam, że No formował hamburgery. Widząc to, zrobiłam coś, czego nigdy nie robiłam z No. Nie miałam pojęcia, jak zareaguje i czy to będzie właściwe. Ale i tak to zrobiłam.

Podeszłam do niego od tyłu, pochyliłam się i pocałowałam go w policzek. Podskoczył, a jego oczy spojrzały na mnie pełne zaskoczenia.

„Nic jej nie jest” – powiedziałam cicho – „Możesz chcieć przeprosić, ale nic jej nie jest”.

Spojrzał na mięso hamburgera i wymamrotał - „Jestem kutasem”.

„Zachowujesz się jak taki, ale nim nie jesteś. Rzeczy się dzieją, Słonko, kiedy jesteśmy źli. Wyciągnij z tego wnioski, napraw, zajmij się tym i nie rób tego więcej. Tak?”

„Tak” – wymamrotał do hamburgera.

Podniosłam rękę, owinęłam palce wokół jego nadgarstka i ścisnęłam No. Nie zawarłam z tym dalszej umowy. Puściłam go i poszłam szukać mojego mężczyzny i bratanka.

Mike siedział na kanapie, jedną ręką obejmując piwo, a palcami drugiej gładził głowę Layli, która opierała pysk o jego udo. Fin siedział naprzeciw niego na sofie. Żadnego piwa, pochylał się do stolika do kawy z otwartą książką i dłonią owiniętą wokół ołówka i bazgrzącą w zeszycie.

Ich oczy spoczęły na mnie.

„Jest okej” – wymamrotałam.

Fin przyjrzał mi się uważnie, a potem wrócił do swoich książek. Mike przyjrzał mi się uważnie, po czym wskazał głową na kanapę obok siebie, niewerbalnie nakazując mi zdjąć miejsce.

Okrążyłam kanapę i zdjęłam miejsce.

Potem wzięłam od Mike’a piwo i wypiłam łyk, pochylając się do jego boku.

Mike otoczył mnie ramieniem i krzyknął - „No! Kiedy oczyścisz ręce z tego mięsa, przynieś Dusty piwo, tak?”

„Tak, tato!” - No odkrzyknął.

„Ja wezmę!” – krzyknęła Rees z czegoś, co brzmiało jak z korytarza.

Uśmiechnęłam się do telewizora.

Mike przestał masować Laylę, wziął skonfiskowane przeze mnie piwo i pociągnął.

Oddał mi je i wrócił do masowania Layli, która poprzez wszystkie jego ruchy śledziła go mrugającymi oczami, ale nie odrywała szczęki od jego uda.

Skierowałam wzrok z powrotem na telewizor i nie poruszyłam go nawet wtedy, gdy usłyszałam, jak Mike zamruczał - „Dzięki, Aniołku” z towarzyszącym temu ściśnięciem ramienia.

„Nie ma za co” – mruknęłam w odpowiedzi.

„Oto twoje piwo, Dusty” – powiedziała Rees.

Odwróciłam się do niej i zobaczyłam, że podawała mi butelkę.

„Dzięki, Reesee” - odpowiedziałem, wręczyłam Mike’owi jego i wzięłam ją.

Jej oczy powędrowały do Fina i zawahała się, ale była zdeterminowana.

Wiedziałam o tym, kiedy odważnie pokonała swoje zakłopotanie, postanowiła udawać, że cały incydent się nie wydarzył i oznajmiła - „Fin, wezmę książki po tym, jak pomogę No”.

Fin uśmiechnął się do niej i mruknął - „Jak chcesz, kochanie”.

Odwzajemniła uśmiech.

Potem odwróciła się na pięcie, jej gęste, lśniące włosy rozwiały się i pobiegła korytarzem.

W nastoletnim świecie wszystko było dobrze.

Spojrzałam na Fina i zobaczyłam, jak wpatrywał się w korytarz, a jego usta drżały.

Po chwili jego wzrok wrócił do stolika do kawy.

Boże, kochałam mojego bratanka.

Mike ścisnął mnie ponownie ramieniem.

Layla jęknęła i położyła się na brzuchu na podłodze.

Podwinęłam stopy pod siebie, pochyliłam się głębiej do mojego mężczyzny, zaciągnęłam się świeżym piwem i skupiłam się na oglądaniu telewizora, czekając na hamburgery.

*****

CDN.

Moje kochane, ten rozdział mnie przerósł, bo miałam nadzieję na danie Wam całego przed Świętami, a nie dam rady. To, co macie dzisiaj, to zaledwie połowa. A muszę Was opuścić na trzy dni. Życząc Wam zdrowych, pogodnych i wesołych Świąt

Monika

 A Very Merry Christmas😘

 

 

3 komentarze: