Obietnica (cz.2)
*****
Obudziłam
się gwałtownie, gdy poczułam, jak ciało Mike’a opuszczało krzywiznę mojego.
Mając więcej możliwości, eksperymentowaliśmy z nowymi pozycjami do spania i
byliśmy na łyżeczki. Osobiście nie obchodziło mnie, jak spaliśmy, tak długo,
jak długo się przytulaliśmy. Ponieważ każda pozycja, którą wymyślaliśmy,
obejmowała przytulanie, było oczywiste, że Mike czuł to samo.
Często
wyczuwałam, jak Mike budził się w nocy i budziło mnie to, bo jego ciało zawsze
było przyciśnięte do mojego, a moje do jego w taki czy inny sposób. I podobnie
do tego, jak zrobił to po raz pierwszy, Mike zostawiał mnie raz w nocy, żeby
zrobić oględziny domu. To była niedzielna noc, pierwsza noc, kiedy spałam pod
jego dachem, kiedy jego dzieci robiły to samo. Było zrozumiałe, biorąc pod
uwagę, że kochał nas wszystkich, że nasza zmiana okoliczności postawiła go na
krawędzi.
Ale
teraz wyczułam, że coś było nie tak.
Wiedziałam,
że miałam rację, kiedy Mike przetoczył się z powrotem na mnie, złapał mnie za
rękę i zacisnął moje palce na czymś, co wydawało się jego telefonem.
„Dzwoń
na 911, teraz” – wyszeptał mi do ucha, jego cichy głos nalegał i poczułam, że
moje ciało napięło się, ale Mike błyskawicznie wstał z łóżka.
Przeturlałam
się, patrząc na jego cień w ciemności i czując, jak łóżko się poruszyło, gdy
Layla podniosła się i zeskoczyła.
Słyszałam
dźwięki wydawane przez broń, jak w telewizji lub w filmach, gdy ktoś nią przeładowywał.
O,
Boże.
„Mike?”
- Wyszeptałam.
„911”
– odparł cicho - „Teraz, Dusty”.
Przypadkowo
nacisnęłam przycisk na jego telefonie i ekran na szczęście się zaświecił.
Drżącą
ręką przesunęłam po nim kciukiem, wykonując polecenie Mike’a.
„Zostań
tu, dziewczyno” - Usłyszałam szept Mike’a, a mój wzrok powędrował do drzwi, bym
zobaczyła cień jednych otwierających się i zamykających i wiedziałam, że Mike
zostawił Laylę.
Przyłożyłam
telefon do ucha i usłyszałam - „…jeden, jaki jest nagły wypadek?”
„Tu
Dusty Holliday. Jestem na trzy-trzy-dwa-jeden-siedem Crescent w Creekview. Mój
chłopak kazał mi do was zadzwonić. To porucznik Mike Haines z policji w
Brownsburgu. Właśnie wyszedł z pokoju ze swoją bronią. Nie wyjaśnił dlaczego,
ale myślę, że powinniście kogoś wysłać”.
„Proszę
powtórzyć swoje nazwisko i adres” – poprosiła.
„Dusty
Holliday. Jestem w domu porucznika Mike’a Hainesa, trzy-trzy-dwa-jeden-siedem
Crescent”.
„Proszę,
zostań ze mną w kontakcie, Dusty. Wysyłam jednostkę. Słyszysz coś?”
Siedziałam
na łóżku trzęsąc się i jedyne, co słyszałam, to brzęczenie nieśmiertelników
Layli. Widziałam, jak jej cień przechadzał się w stronę łóżka Mike’a i z
powrotem do drzwi, a potem znowu i znowu. Chciała wyjść. Była zdenerwowana.
Chciała, żebym podniosła tyłek i otworzyła drzwi, żeby mogła znaleźć swojego
tatę za nimi.
Cholera!
„Nie”
– odpowiedziałam operatorce - „Ale nie jestem sama w domu. Dwójka dzieci Mike’a
jest tutaj”.
„Racja.
Pozostań na linii, Dusty. Wezwanie zostało wysłane do dyspozytorni. Wyślą radiowóz”.
„Okej”.
„Gdzie
jesteś?”
„W
sypialni”.
„Zostań
tam, okej?”
„Okej”
- wyszeptałam, wpatrując się w drzwi, chcąc iść do dzieci, słuchając uważnie,
oddychając ciężej.
Musiałam
to robić długo, bo operatorka zawołała - „Jesteś ze mną, Dusty?”
„Tak”.
„Mam
potwierdzenie, że radiowóz jest w drodze”.
„Jak
długo?” - Zapytałam.
„Będą…”
Usłyszałam
otwieranie drzwi frontowych i ruch na dole. Było to odległe, niewyraźne, ale
rozległ się głuchy pomruk.
Instynktownie
odrzuciłam kołdrę i wyślizgnęłam się z łóżka, serce waliło mi jak młotem,
szepcząc - „Ktoś jest w domu”.
„Zostań
tam, gdzie jesteś, Dusty, radiowóz jest w drodze”.
„Mam
dwoje dzieci w tym domu!” – warknęłam, pędząc w stronę drzwi, a Layla deptała
mi po piętach.
„Dusty,
zostań tam, gdzie jesteś”.
„Oni
śpią”.
„Dusty…”
„Nie
wiedzą, że coś się dzieje” – syknęłam, słysząc pomruki dochodzące z dołu, z
salonu, tuż pod pokojem Mike’a.
Głębokie
głosy, męskie, niskie. Zacisnęłam usta.
„Dusty,
zostań tam, gdzie jesteś. Radiowóz będzie tam za dwie minuty”.
O
Boże. O Boże. Wejście po pieprzonych schodach i dotarcie do jednego z
dzieciaków zajęłoby mniej niż dwie minuty!
Trzymając
telefon przy uchu, używając nogi, by powstrzymać Laylę, otworzyłam drzwi i
wyślizgnęłam się, zamykając je szybko za sobą i zamykając Laylę w środku.
Pobiegłam korytarzem, przeszukując w myślach to, co wiedziałam o piętrze. Z
wyjątkiem kilku długopisów i ołówków w biurze Mike’a, które mógłabym wbić komuś
w szyję czy coś, nie miałam żadnej broni.
Cholera.
Kurwa. Cholera!
Pobiegłam
korytarzem i zrobiłam jedyną rzecz, jaką mogłam zrobić. Ustawiłam się po
drugiej stronie schodów, więc jeśli by podeszli, musieliby przejść przeze mnie,
aby dostać się do drzwi pokoi dziecięcych.
„Dusty,
gdzie jesteś? Czy jesteś tam?”
„Jestem
w korytarzu” – wyszeptałam, ale wyraźnie słychać było odgłosy, które wydawałam.
„Dusty!”
Podskoczyłam
głównie dlatego, że to był krzyk Mike’a.
„To
Mike” - powiedziałam operatorowi.
„Czy
brzmi okej?” - zapytała mnie.
„Dusty,
zejdź tutaj!”
Tak,
brzmiał okej. Wkurzony, ale oczywiście oddychający, więc uznałam to za okej.
„Tak”
– odpowiedziałam, po czym zbiegłam po schodach.
Mówiła
więcej, ale nie zwracałam na to uwagi. Okrążałam schody i biegłam korytarzem.
Salon
był oświetlony górnymi światłami i zatrzymałam się z poślizgiem, kiedy tam
wbiegłam i zobaczyłam trzech nastoletnich chłopców siedzących na kanapie,
wpatrujących się w Mike’a. Mike miał na sobie spodnie od piżamy i podkoszulek, kiedy
stał nad nimi, trzymając pistolet luźno w dłoni, wycelowany w podłogę. I od
razu zauważyłam, że ci trzej chłopcy to byli ci, którzy skoczyli na Fina kilka tygodni
temu.
Mike
skierował na mnie wzrok - „Jesteś z operatorem na linii?”
Skinęłam
głową.
„Rozłącz
się. Użyj mojej książki telefonicznej, zadzwoń do Colta. Powiedz mu, że mam
jego wandali w moim salonie”.
Moje
oczy powędrowały do dzieci, ale Mike mówił dalej i znów na niego spojrzałam.
„Zrób
to, wracając na górę. Moje kajdanki są na pasku. W górnej szufladzie z tyłu
jest jeszcze jedna para. Znieś obie. Teraz”.
Kiwnęłam
głową i odwróciłam się szybko, pędząc z powrotem korytarzem.
„Słyszałaś
to?” - zapytałam operatorkę.
„Tak.
Radiowóz jest nadal w drodze i powinien tam być wkrótce. Pozwolę ci odejść”.
„Racja”
- powiedziałam, biegnąc korytarzem na piętrze do naszego pokoju. Zrobiłam to, o
co prosił Mike, idąc szybko, z wysiłkiem powstrzymując wzburzoną, teraz jęczącą
Laylę, i dostałam przez telefon zaspanego-już-czujnego Colta, gdy pędziłam z
powrotem korytarzem, niosąc dwa zestawy kajdanek.
Widziałam
też No wychodzącego z jego pokoju i patrzył na mnie, też zaspany-już-czujny.
Potrząsnęłam
głową, szepnęłam - „Zostań tutaj” - a potem dalej rozmawiałam z Coltem, gdy
zbiegałam po schodach. Zanim dotarłam do salonu, Colt powiedział mi, że będzie
tu „za dziesięć” i rozłączył się.
Mike
spojrzał na mnie i zadzwonił dzwonek do drzwi.
„Do
mnie, kajdanki, potem drzwi” – rozkazał.
Podbiegłam
do niego, wręczyłam mu kajdanki i pobiegłam do drzwi, mówiąc mu - „No wstał”.
Byłam
w korytarzu, kiedy usłyszałam, jak Mike krzyknął - „No, tu na dół!”
Otworzyłam
drzwi i zobaczyłam tam umundurowanego policjanta. Otworzył usta, żeby coś
powiedzieć, ale zdążyłam przed nim.
„Mike
jest w salonie. Myślę, że cię potrzebuje”.
Natychmiast
ruszył, a ja zeszłam mu z drogi. No prawie na niego wpadł, gdy okrążał schody,
jego twarz była blada, a wzrok utkwiony we mnie. Oficer przeszedł bezpośrednio
do salonu, z dłonią i ustami skierowanymi w stronę radia przy ramieniu.
Przeniosłam się do No.
„Twój
tata złapał jakieś dzieciaki, wandale. Są w salonie. Idź do niego, on cię chce”.
No
skinął głową, po czym ruszył korytarzem.
Zamykałam
drzwi, nie patrząc na to, co robiłam, gdy w połowie napotkałam opór. Odwróciłam
wzrok i zobaczyłam stojącego tam innego oficera.
„Robiłem
przeszukanie terenu” – mruknął - „Mike okej?”
Kiwnęłam
głową, ponownie otwierając drzwi - „Salon”.
Minął
mnie i szybko ruszył korytarzem.
Podążyłam
za nim.
Przez
następne pięć minut skupiłam się na uspokojeniu się i pozostaniu na uboczu.
Musiałam poświęcić trochę czasu na zrobienie tego, kiedy Rees z wahaniem
włączyła się do postępowania. Stała blisko mnie, trzymając mnie za rękę i patrzyła
jak ja, nie łącząc się z nimi. Chłopcy siedzieli teraz wszyscy na kanapie z
rękami skutymi za plecami. Jeden z funkcjonariuszy wyszedł do swojego
samochodu. Nie spuszczałam wzroku z Mike’a, który wciąż luźno trzymał broń,
wlepiając wzrok w chłopców, i mogłam stwierdzić, że był bardziej niż wkurzony.
Był wściekły.
Zastanawiałam
się nad zasadnością podejścia do Mike’a i delikatnego odebrania mu broni,
ponieważ kanapa Mike’a była niesamowita, duża, wygięta, wygodna, a plamy krwi
prawdopodobnie by to spieprzyły, kiedy funkcjonariusz, który przeprowadził
przeszukanie terenu, przemówił i zrobił to do chłopców na kanapie.
„Widziałem
to na zewnątrz, gówno jest popieprzone” – zauważył dudniącym głosem. On też był
wkurzony. Jeden z jego braci był celem i było jasne, że nie bardzo mu się to
podobało. Potem zapytał - „Co za popieprzone gówno wpadło wam do głowy, że
myśleliście, że to jest okej?”
Żaden
z chłopców się nie odezwał.
Mike
to zrobił.
„Znam
was” – powiedział cicho. Cisza nie była dobrą ciszą i widziałam, jak wszyscy
trzej chłopcy na niego patrzyli. Nie wyglądali już na wojowniczych. Zwrócili na
siebie uwagę wściekłego taty, policjanta trzymającego broń, a teraz byli czujni
z opóźnieniem - „Wiem, że pokłóciliście się z Finem. Wiem, co powiedzieliście
mojej dziewczynie. Wiem, że jeden z was próbował jej dotknąć”.
O
Boże.
Moja
dłoń w dłoni Rees zacisnęła się mocniej.
„Teraz
pojawiacie się w moim domu, jej domu, domu mojej rodziny i robicie to gówno” –
kontynuował Mike - „Bzdury, które powtarzacie od miesięcy, nie są w żaden sposób
w porządku. To gówno na zewnątrz jest naprawdę
nie w porządku”.
Zastanawiałam
się, co było na zewnątrz, jednocześnie nie chcąc wiedzieć, kiedy Mike mówił dalej.
„Ale
jestem zmuszony wyświadczyć wam przysługę. Widzicie, moją misją będzie
upewnienie się, że jakakolwiek kara was spotka, będzie najgorsza z możliwych.
Ale i tak usiądę z Finleyem Holliday’em i zobaczę, czy uda mi się go odwieść od
szukania każdego z was z osobna i urywania wam waszych nic nie znaczących głów”.
O
kurwa.
Dłoń
Rees zacisnęła się naprawdę mocno w mojej.
Zadzwonił
dzwonek do drzwi.
„Zostańcie
tutaj oboje” – wyszeptałam do dzieci i ruszyłam korytarzem.
Otworzyłam
drzwi Coltowi, spojrzałam w jego poważne oczy i poinformowałam go - „Salon”.
Kiwnął
głową, minął mnie i ruszył korytarzem. Wyszłam na chłodną, ale wciąż dziwnie
ciepłą kwietniową noc w Indianie.
Nie
miałam pojęcia, jakim cudem tego nie widziałam przy poprzednim otwarciu drzwi.
Zobaczyłam
to wtedy.
Na
całym dolnym końcu podwórka, chodniku i ulicy leżały śmieci. Następnego dnia mieli
wybierać dzień śmieci i No wystawił nasze kosze wcześniej. Były na bokach,
torby były otwarte, a wszystkie nasze śmieci były wszędzie porozrzucane.
Ale
to nie było wszystko. Wszędzie leżały otwarte i rozwinięte prezerwatywy.
Dziesiątki z nich. Dziesiątki i dziesiątki.
Wyszłam,
przeskanowałam teren i zatrzymałam się jak wryta.
Moje
auto i SUV Mike’a były zaparkowane w garażu. Na podjeździe stał poobijany złom
No. A w świetle ulicznych latarni widziałam namalowane sprejem prymitywne
penisy i słowa: Kumpela do pieprzenia Farmera
Fina jeździ tą bryczką.
Zauważyłam
inny radiowóz zmierzający w stronę naszego domu, ale sztywno, bo mój mózg
wydawał się dziwny, rozgrzany, puchnący, jakby moja czaszka nie chciała go
pomieścić, moje oczy czuły to samo w oczodołach, odwróciłam się i wróciłam do
domu. Podeszłam do drzwi do garażu, otworzyłam je, wskoczyłam do środka i zdjęłam
klucze z wieszaka na klucze, który wisiał na ścianie. Wyszłam, zamknęłam drzwi
i weszłam do salonu prosto do No, który stał blisko swojej siostry.
Wręczyłam
mu klucze i powiedziałam mu - „Idź na górę. Ubierz się. Mamy długą noc przed
sobą. W chwili, gdy twój tata lub Colt powie ci, że to jest w porządku, wyciągniesz
moje auto i wstawisz swój. Tak?”
Widziałam,
jak ciekawość pomieszana z czujnością pojawiła się na jego twarzy, skinął
głową, spojrzał na tatę, który szarpnął na niego brodą, po czym wystartował.
Poszłam
w mojej krótkiej koszuli nocnej do miejsca, gdzie mogłam stanąć twarzą w twarz
z chłopcami.
„Dusty,
ty też się ubierz” – rozkazał Mike, ale spojrzałam na chłopców z góry.
„Znam
waszą trójkę. Wiem dokładnie, kim jesteście, chłopcy tacy jak wy” – powiedziałam
do nich cicho - „I wiem, że jeśli nie podejmiecie teraz decyzji, nigdy się nie
zmienicie. Jesteście wrednymi, bezużytecznymi, słabymi, żałosnymi gryzoniami i
dopóki nie wyrwiecie głów z tyłków, nigdy nie będziecie niczym więcej niż
wrednymi, bezużytecznymi, słabymi, żałosnymi gryzoniami. W waszym życiu nie
wydarzy się ani jedna dobra rzecz, bo na nią nie zasługujecie. Będziecie
obwiniać innych, ale to wy sprawicie, że stanie się to waszą rzeczywistością. W
tej chwili nie jest za późno, aby przestać być dupkami. Za rok, dwa, zostaniecie
w tej roli na całe życie i zaufajcie mi, nikt, kogo znacie, nie pomyśli o was
inaczej. Będziecie znani w każdej minucie waszego oddechu na tej ziemi, każdej
duszy, która będzie miała pecha wejść w waszą atmosferę, jako dupki, którymi
jesteście. Obudźcie się, zanim będzie za późno”.
Zaczęłam
się oddalać, ale zatrzymałam się i spojrzałam na nich.
„Osobiście
mam nadzieję, że Mike zawiedzie w swoich staraniach i Fin znajdzie każdego z
was i da wam lekcję, na którą zasługujecie” - Nie patrząc na nich ponownie, odeszłam,
moje oczy powędrowały do Rees i zawołałam - „Chodź tu, Słonko, chodźmy na
górę”.
Spojrzała
na mnie, skinęła głową, połączyłyśmy się przy wejściu na korytarz i odprowadziłam
ją do drzwi jej pokoju, gdzie ją zatrzymałam.
„Zdemolowali
podwórko, a ty nie pomagasz w sprzątaniu” - Powiedziałam jej - „A kiedy
wejdziesz do swojego pokoju, proszę, nie dzwoń do Fina. Może się o tym
dowiedzieć jutro. Teraz czytasz, słuchasz muzyki, robisz wszystko, żeby się uspokoić
i zasnąć, ale nie dzwoń do Fina i nie wyglądaj na zewnątrz. Proszę”.
„To
jest złe?” - wyszeptała.
„Tak”
– odpowiedziałam szczerze.
„Mogę
pomóc” – powiedziała mi.
„Możesz,
ale nie pomożesz” – powiedziałam jej – „Twój brat i ja załatwimy to”.
„Ja…”
„Idź
do swojego pokoju, Rees, proszę. Załatwimy to”.
„Chodzi
o mnie?” - szepnęła drżącym głosem, a ja podeszłam bliżej i wzięłam ją za rękę.
„Słonko,
dobra wiadomość jest taka, że chłopcy wyrastają z takich rzeczy. Zła wiadomość
jest taka, że jesteś taka ładna, że zostały ci jeszcze jakieś trzy lata. Nie
mają do ciebie szansy. Nie mają szansy na bycie tak fajnym jak Fin. To ich
wkurza, a są za młodzi i za głupi, żeby wiedzieć, jak sobie z tym radzić. Więc
chcą, żebyś zapłaciła za to, że jesteś sobą. Jasne, takie rzeczy zdarzają się
wśród dorosłych. Ale do tego czasu będziesz na tyle dorosła i na tyle mądra, że
będziesz w stanie sobie z tym poradzić. Teraz pozwól swojemu tacie, bratu i
mnie się tym zająć. I tutaj masz szczęście, bo przypuszczam, że te dzieciaki
tam na dole nie mają nikogo, kto troszczyłby się o nie na tyle, by uchronić je
przed czymkolwiek. Ty masz. Skorzystaj z tego”.
Jej
zęby dotykały jej wargi i robiły to przez jakiś czas.
Potem
skinęła głową i powiedziała - „Dobrze, Dusty”.
Kiwnęłam
głową, ścisnęłam jej dłoń i puściłam ją.
No
wyszedł ze swojego pokoju ubrany i z tenisówkami na nogach. Rzucił mi
spojrzenie, które powiedziało mi, że poświęcił swój czas na przygotowanie się
na to, co zobaczy, zanim zbiegnie po schodach.
Odwróciłam
się do sypialni Mike’a i mojej, żeby się ubrać.
*****
Mike
dotarł do szczytu schodów i zobaczył światło dochodzące z sypialni jego i Dusty
na końcu korytarza. Drzwi były lekko uchylone i Layla już przez nie węszyła,
żeby się do niego dostać.
Powitał
ją w połowie drogi głaskaniem, a ona truchtała u jego boku, gdy szedł przez
resztę drogi.
Ledwo
zdążył otworzyć drzwi, kiedy usłyszał - „Boże, proszę, powiedz mi, że rzuciłeś
w nich książką”.
Nie
sądził, że uśmiechnie się tak szybko po tym, co wydarzyło się tej nocy i po
fakcie, że ostatnie dwie godziny spędził na komisariacie, obserwując, jak Colt wyjaśniał
trzem grupom wściekłych rodziców, że ich dzieci nie zostaną zwolnione pod ich
opiekę. Postawiono im zarzuty i następnego dnia spotkają się w sądzie dla
nieletnich. Z wyjątkiem Brandona Wannamakera, który miał osiemnaście lat.
Stanie przed sądem jako dorosły.
Ale
Mike się uśmiechnął i to nie było tylko na jej słowa, ale też na to, że wrócił
do domu o czwartej nad ranem, po uporaniu się z tym gównem, żeby zobaczyć ją w
swoim łóżku wyglądającą tak, jakby czuła się tam dobrze, wyglądającą, jakby tam
należała. Leżała na środku, z plecami opartymi o wezgłowie łóżka, zgiętymi
kolanami i wyglądała, jakby coś czytała.
Czekał
cholernie długo, żeby wrócić do domu po gównianej nocy, kiedy miał do czynienia
z gównianymi ludźmi i znaleźć w swoim łóżku dobrą kobietę czekającą na jego
powrót do domu, i piękno tej chwili nie umknęło mu.
W
najmniejszym stopniu.
Mike
zamknął za sobą drzwi, wyciągnął odznakę zza paska i rzucił ją na komodę,
mówiąc - „Wszyscy mieli w przeszłości starcia z glinami, istnieją mocne dowody na
to, że popełnili inne zgłoszone przypadki i zostali złapani na gorącym uczynku
przeze mnie. W ich samochodzie znaleziono farbę w sprayu i kolejne trzy pudełka
prezerwatyw, a także dowody łączące ich z innymi aktami wandalizmu. Zostali
zatrzymani i oskarżeni. Ich tyłki siedzą w więzieniu na noc, a Wannamaker
osiągnął pełnoletność. Będzie odpowiadał jako dorosły” - Ręce Mike’a
powędrowały do guzików jego koszuli, gdy wyjaśnił - „To głupie gówno,
wandalizm, zniszczenie mienia, ale możemy ich przygwoździć na miesiące za to
gówno. Sędzia nie będzie pobłażliwy. Mimo to prawdopodobnie będzie to praca
społeczna. Wszyscy mają akta w poprawczaku, ale Wannamaker właśnie otworzył sobie
kartotekę, bo miesiąc temu miał osiemnaste urodziny”.
„Prace
społeczne to nie wyrok śmierci, ale chyba będę musiała znaleźć sposób, żeby z
tym żyć”.
Wciąż
uśmiechając się, Mike ściągnął tę koszulę z ramion, zerknął na podłogę
zaśmieconą ubraniami Dusty, pomyślał o tym przez pół sekundy, po czym pomyślał
„pieprzyć to” i upuścił ją na podłogę.
Jego
ręce powędrowały do paska i powiedział cicho - „Podwórko wygląda dobrze.
Dzięki, że to zrobiłaś”.
Skinęła
głową i sięgnęła do szafki nocnej, by odłożyć książkę.
Kiedy
się usadziła z powrotem, odpowiedziała - „No pomógł, jak wiesz. Nie wiesz jednak,
że musisz z nim porozmawiać. Jak ci chłopcy pójdą do szkoły, on i jego banda
zaczną działać. Fin nie jest jedyną osobą, która oszaleje z tego powodu. No
stracił już swoje nerwy. I nie mówię o mało przyjemnym zadaniu polegającym na
podniesieniu siedemdziesięciu dwóch prezerwatyw, a tak przy okazji,
policzyliśmy. Mówię o tym gównie na jego samochodzie. I także nie o tym, że
jego samochód jest nieczynny i dlaczego tak jest, ale o to, co napisali o jego
siostrze”.
Odpiąwszy
pasek, Mike skinął głową, po czym usiadł na łóżku i sięgnął, by zdjąć buty,
wiedząc, że tak się stanie. Jego dzieci mogły walczyć, ale No kochał Reesee, a
on był synem swojego ojca. Gówno miało stać się brzydkie.
Upuścił
but, mrucząc - „Porozmawiam”.
Skończył
się rozbierać, podciągnął na siebie spodnie od piżamy, które porzucił dwie
godziny temu i położył się do łóżka. Tam zwrócił się do swojej kobiety.
„Jak
się ma Rees?” - zapytał.
„Przerażona,
zdenerwowana tym, że jej brat i ja byliśmy na podwórku o drugiej trzydzieści
rano, sprzątając to, co, mam nadzieję, że nadal nie wie, sprzątaliśmy. Kiedy
sprawdzałam jakieś pół godziny temu, oboje odlecieli”.
Mike
wziął oddech, po czym przekręcił się na plecy i wbił wzrok w sufit.
Dusty
wtoczyła się w niego, przyciskając swoje miękkie ciało do jego boku i kładąc
ciepłą dłoń na jego klatce piersiowej, więc skierował na nią wzrok.
„To
dupkowate dzieciaki, Mike” – powiedziała cicho - „Posprzątanie zajęło nam mniej
niż godzinę. Najważniejszą rzeczą jest samochód No, ale może korzystać z mojego
auta. Rzadko w nim bywam, a jeśli zajdzie taka potrzeba, mogę skorzystać z
samochodu Rhondy. Ona nigdzie nie jeździ”.
„Wojna
nastolatków” - odpowiedział Mike i zobaczył, że zamrugała.
„Co?”
„Czy
przez chwilę myślisz, że cokolwiek, co ja powiem, a nawet ty, powstrzyma Fina przed szukaniem zemsty?”
Zmarszczyła
nos.
To
oznaczało, że nie.
„I
myślisz, że, nawet jeśli mi uda się przekonać mojego syna, Fin nie zachęci No,
nie zmieni zdania i nie pójdzie w to na całość?”
Zacisnęła
usta.
To
oznaczało również nie.
„Te
dzieciaki nie są dobrymi dziećmi” - powiedział jej Mike - „Wiele widziałem, Aniołku,
i są tacy, którym możesz spojrzeć w oczy i zobaczyć, że mogą szukać odkupienia.
Zobaczyć, że mogą mieć w sobie coś, co poprowadzi ich do dostrzeżenia błędu ich
postępowania. Tych dwóch sługusów tego nie ma. Zawsze korzystam z wątpliwości.
Może kiedyś zrobią porządek ze swoim bałaganem. Ale synapsa przyzwoitego
człowieka nie funkcjonuje u nich. Wannamaker to inna historia. Spotkałem dziś
jego ojca i jest dupkiem. Co za kutas, przysięgam na Boga, przez sekundę
chciałem wziąć tego gównianego dzieciaka pod swoje skrzydła, żeby miał trochę
doświadczenia przyzwoitego dorosłego w swoim życiu. Co w nim pękło, zepsuł jego
tata. Poza tym jest chudy, ma trądzik i gdyby nie stał się łobuzem, byłby
prześladowany. Patrzy w lustro i z różnych powodów nie podoba mu się to, co
widzi. Porządkowanie jego gówna będzie wymagało działania Boga. To nie oznacza
dobrych rzeczy. Te dzieciaki lubią się pieprzyć z ludźmi. Fin i No bez
wątpienia, zwłaszcza jeśli wspierają ich ekipy, mogą wytrzeć podłogę tymi
dupkami. Ale to dopiero początek złej krwi, która już się gotuje. Nie znajduję
teraz sposobu, by zdusić to gówno w zarodku, jak jesteśmy na to gotowi. I
niezależnie od tego, czy się z tym zgadzasz, czy nie, normalnie pozwolę Finowi
i No na układ. Radziłbym, ale oboje dorośleją i muszą nauczyć się podejmować
decyzje, które doprowadzą ich do bycia mężczyznami, którymi będą. Nie podoba mi
się to, że Rees jest celem ich jadu. To sprawia, że jestem roztrzęsiony”.
„Porozmawiaj
z Finem, ja porozmawiam z Finem z tobą i na wszelki wypadek zaprosimy tam tatę.
I nie wiem, czy zgodzisz się na to, czy nie, ale sugeruję, żeby Rees tam była. To,
że on na nią patrzy, to go uspokaja. Dba o to, co ona myśli. Szczerze mówiąc,
myślę, że z nas wszystkich najbardziej słuchałby jej”.
Mike
ponownie spojrzał w sufit, ale zrobił to, przytakując głową. Bez wątpienia
Finley Holliday związał się z córką Mike’a i myślał o niej przez całym czas.
Ale to mogło zmienić się na dwa sposoby. Mogła go przekonać albo te dzieciaki
byłyby uparte, a Fin zrobiłby to, co czuł, że musi zrobić, by ją chronić.
Dusty
milczała przez chwilę, zanim zapytała cicho - „Jak złapałeś ich wszystkich
trzech naraz?”
Oczy
Mike’a wróciły do jego kobiety - „Te dzieciaki to dupki, ale nie głupie. Nie
wyszedłem przodem, podszedłem do nich z boku. Nie spodziewali się mnie, a nawet
jeśli, to nie spodziewali się, że przyjdę z boku. Kiedy mnie zobaczyli,
zobaczyli, że jestem wkurzony. Wycelowałem w nich swoją broń i powiedziałem,
żeby nie ruszali nawet pieprzonym mięśniem. Nie zrobili tego. Potem kazałem im
paść na kolana. Oni to zrobili. Przeszukałem ich w poszukiwaniu broni i kazałem
im wmaszerować do mojego domu. Oni też to zrobili”.
Jej
oczy błądziły i mruknęła - „Ja bym uciekała”.
„Jakbyś
zrobiła to gówno na moim podwórku, zostałabyś postrzelona”.
Jej
oczy spotkały się z jego i zapytała - „Zastrzeliłbyś ich?”
„Nie,
strzeliłbym do nich i wystraszył ich na śmierć. Mogliby uciec, ale biegliby w
brudnych dżinsach”.
Uśmiechnęła
się do niego, jej ręka przesunęła się w górę, by owinąć się wokół jego szyi, a
jej twarz się zbliżyła, gdy wyszeptała - „Mój przystojny, opiekuńczy alfa”.
„Nie
zadzieraj z podwórkiem mężczyzny”.
Jej
uśmiech stał się większy.
„Albo
z samochodem jego syna, nieważne, że to kupa gówna”.
Jej
uśmiech pogłębił się.
„Albo
z jego córką”.
Jej
uśmiech zgasł, jej twarz złagodniała, a palce zacisnęły się na jego szyi.
Mike
uniósł dłoń, owinął ją wokół jej głowy, przyciągając ją do siebie i czując, jak
jej miękkie włosy przesuwały się po jego skórze. Dotknął jej ust swoimi, po
czym zwolnił nacisk i pochwycił jej wzrok.
„Zamknij
oczy teraz, kochanie. Jestem padnięty”.
„Ja
też” – wyszeptała, po czym odsunęła się i potoczyła w stronę swojej lampki.
Mike sięgnął do swojego i zobaczył, że Layla leżała na podłodze obok jego strony
łóżka. Nie była już psem do spania, teraz była psem stróżującym.
Cholera,
kochał swojego psa.
Zamiast
sięgnąć do światła, sięgnął w dół i poklepał ją po zadzie. Obróciła głowę, by
spojrzeć na niego z uznaniem, ale położyła się z powrotem, wpatrując się w
drzwi, kiedy sięgnął po światło, pogrążając pokój w ciemności.
Natychmiast
Dusty znów się do niego przytuliła, a Mike wsunął rękę pod nią, by owinąć ramię
wokół jej talii.
„Mam
nadzieję, że wszystko się wyjaśni, zanim Hunter, Jerra i dzieciaki przyjadą na
ferie wiosenne w przyszłym tygodniu. Byłoby do bani, wandale, bójki dzieci,
szalejące siostry i tak dalej, kiedy powinniśmy się bawić i odwiedzać” –
zauważyła Dusty.
„Mam
przeczucie, że jak to nie będzie załatwione, poradzą sobie” – odpowiedział.
„To
prawda” – mruknęła, kładąc głowę na jego ramieniu.
„Śpij
teraz, Słonko”.
„Okej”.
„Noc,
Aniołku”.
„Noc,
przystojniaku”.
Dusty
przycisnęła się bliżej, a jej ramię wokół jego brzucha zacisnęło się na
sekundę, po czym puściło.
Mike
wpatrywał się w ciemny sufit i kiedy ciało Dusty rozluźniło się, a jej ciężar
opadł na niego, gdy znalazła sen, w cichej ciemności, nie mógł już dłużej tego
trzymać na dystans.
Coś
się zbliżało i to nie było dobre. Jego przeczucie było napięte od tego przez
cały dzień. A to gówno dzisiejszej nocy to nie było to.
A
będąc policjantem przez dwadzieścia lat, nauczył się słuchać swojego przeczucia.
Cicho
wyszeptał w ciemność - „Cholera”.
Layla
wydała cichy pomruk zgody.
Racja.
To
było.
Nawet
pies to wyczuł.
Gówno.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuń