wtorek, 27 grudnia 2022

18 - Obietnica (cz.2)

 

 Rozdział 18

Obietnica (cz.2)

*****

Obudziłam się gwałtownie, gdy poczułam, jak ciało Mike’a opuszczało krzywiznę mojego. Mając więcej możliwości, eksperymentowaliśmy z nowymi pozycjami do spania i byliśmy na łyżeczki. Osobiście nie obchodziło mnie, jak spaliśmy, tak długo, jak długo się przytulaliśmy. Ponieważ każda pozycja, którą wymyślaliśmy, obejmowała przytulanie, było oczywiste, że Mike czuł to samo.

Często wyczuwałam, jak Mike budził się w nocy i budziło mnie to, bo jego ciało zawsze było przyciśnięte do mojego, a moje do jego w taki czy inny sposób. I podobnie do tego, jak zrobił to po raz pierwszy, Mike zostawiał mnie raz w nocy, żeby zrobić oględziny domu. To była niedzielna noc, pierwsza noc, kiedy spałam pod jego dachem, kiedy jego dzieci robiły to samo. Było zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że kochał nas wszystkich, że nasza zmiana okoliczności postawiła go na krawędzi.

Ale teraz wyczułam, że coś było nie tak.

Wiedziałam, że miałam rację, kiedy Mike przetoczył się z powrotem na mnie, złapał mnie za rękę i zacisnął moje palce na czymś, co wydawało się jego telefonem.

„Dzwoń na 911, teraz” – wyszeptał mi do ucha, jego cichy głos nalegał i poczułam, że moje ciało napięło się, ale Mike błyskawicznie wstał z łóżka.

Przeturlałam się, patrząc na jego cień w ciemności i czując, jak łóżko się poruszyło, gdy Layla podniosła się i zeskoczyła.

Słyszałam dźwięki wydawane przez broń, jak w telewizji lub w filmach, gdy ktoś nią przeładowywał.

O, Boże.

„Mike?” - Wyszeptałam.

„911” – odparł cicho - „Teraz, Dusty”.

Przypadkowo nacisnęłam przycisk na jego telefonie i ekran na szczęście się zaświecił.

Drżącą ręką przesunęłam po nim kciukiem, wykonując polecenie Mike’a.

„Zostań tu, dziewczyno” - Usłyszałam szept Mike’a, a mój wzrok powędrował do drzwi, bym zobaczyła cień jednych otwierających się i zamykających i wiedziałam, że Mike zostawił Laylę.

Przyłożyłam telefon do ucha i usłyszałam - „…jeden, jaki jest nagły wypadek?”

„Tu Dusty Holliday. Jestem na trzy-trzy-dwa-jeden-siedem Crescent w Creekview. Mój chłopak kazał mi do was zadzwonić. To porucznik Mike Haines z policji w Brownsburgu. Właśnie wyszedł z pokoju ze swoją bronią. Nie wyjaśnił dlaczego, ale myślę, że powinniście kogoś wysłać”.

„Proszę powtórzyć swoje nazwisko i adres” – poprosiła.

„Dusty Holliday. Jestem w domu porucznika Mike’a Hainesa, trzy-trzy-dwa-jeden-siedem Crescent”.

„Proszę, zostań ze mną w kontakcie, Dusty. Wysyłam jednostkę. Słyszysz coś?”

Siedziałam na łóżku trzęsąc się i jedyne, co słyszałam, to brzęczenie nieśmiertelników Layli. Widziałam, jak jej cień przechadzał się w stronę łóżka Mike’a i z powrotem do drzwi, a potem znowu i znowu. Chciała wyjść. Była zdenerwowana. Chciała, żebym podniosła tyłek i otworzyła drzwi, żeby mogła znaleźć swojego tatę za nimi.

Cholera!

„Nie” – odpowiedziałam operatorce - „Ale nie jestem sama w domu. Dwójka dzieci Mike’a jest tutaj”.

„Racja. Pozostań na linii, Dusty. Wezwanie zostało wysłane do dyspozytorni. Wyślą radiowóz”.

„Okej”.

„Gdzie jesteś?”

„W sypialni”.

„Zostań tam, okej?”

„Okej” - wyszeptałam, wpatrując się w drzwi, chcąc iść do dzieci, słuchając uważnie, oddychając ciężej.

Musiałam to robić długo, bo operatorka zawołała - „Jesteś ze mną, Dusty?”

„Tak”.

„Mam potwierdzenie, że radiowóz jest w drodze”.

„Jak długo?” - Zapytałam.

„Będą…”

Usłyszałam otwieranie drzwi frontowych i ruch na dole. Było to odległe, niewyraźne, ale rozległ się głuchy pomruk.

Instynktownie odrzuciłam kołdrę i wyślizgnęłam się z łóżka, serce waliło mi jak młotem, szepcząc - „Ktoś jest w domu”.

„Zostań tam, gdzie jesteś, Dusty, radiowóz jest w drodze”.

„Mam dwoje dzieci w tym domu!” – warknęłam, pędząc w stronę drzwi, a Layla deptała mi po piętach.

„Dusty, zostań tam, gdzie jesteś”.

„Oni śpią”.

„Dusty…”

„Nie wiedzą, że coś się dzieje” – syknęłam, słysząc pomruki dochodzące z dołu, z salonu, tuż pod pokojem Mike’a.

Głębokie głosy, męskie, niskie. Zacisnęłam usta.

„Dusty, zostań tam, gdzie jesteś. Radiowóz będzie tam za dwie minuty”.

O Boże. O Boże. Wejście po pieprzonych schodach i dotarcie do jednego z dzieciaków zajęłoby mniej niż dwie minuty!

Trzymając telefon przy uchu, używając nogi, by powstrzymać Laylę, otworzyłam drzwi i wyślizgnęłam się, zamykając je szybko za sobą i zamykając Laylę w środku. Pobiegłam korytarzem, przeszukując w myślach to, co wiedziałam o piętrze. Z wyjątkiem kilku długopisów i ołówków w biurze Mike’a, które mógłabym wbić komuś w szyję czy coś, nie miałam żadnej broni.

Cholera. Kurwa. Cholera!

Pobiegłam korytarzem i zrobiłam jedyną rzecz, jaką mogłam zrobić. Ustawiłam się po drugiej stronie schodów, więc jeśli by podeszli, musieliby przejść przeze mnie, aby dostać się do drzwi pokoi dziecięcych.

„Dusty, gdzie jesteś? Czy jesteś tam?”

„Jestem w korytarzu” – wyszeptałam, ale wyraźnie słychać było odgłosy, które wydawałam.

„Dusty!”

Podskoczyłam głównie dlatego, że to był krzyk Mike’a.

„To Mike” - powiedziałam operatorowi.

„Czy brzmi okej?” - zapytała mnie.

„Dusty, zejdź tutaj!”

Tak, brzmiał okej. Wkurzony, ale oczywiście oddychający, więc uznałam to za okej.

„Tak” – odpowiedziałam, po czym zbiegłam po schodach.

Mówiła więcej, ale nie zwracałam na to uwagi. Okrążałam schody i biegłam korytarzem.

Salon był oświetlony górnymi światłami i zatrzymałam się z poślizgiem, kiedy tam wbiegłam i zobaczyłam trzech nastoletnich chłopców siedzących na kanapie, wpatrujących się w Mike’a. Mike miał na sobie spodnie od piżamy i podkoszulek, kiedy stał nad nimi, trzymając pistolet luźno w dłoni, wycelowany w podłogę. I od razu zauważyłam, że ci trzej chłopcy to byli ci, którzy skoczyli na Fina kilka tygodni temu.

Mike skierował na mnie wzrok - „Jesteś z operatorem na linii?”

Skinęłam głową.

„Rozłącz się. Użyj mojej książki telefonicznej, zadzwoń do Colta. Powiedz mu, że mam jego wandali w moim salonie”.

Moje oczy powędrowały do dzieci, ale Mike mówił dalej i znów na niego spojrzałam.

„Zrób to, wracając na górę. Moje kajdanki są na pasku. W górnej szufladzie z tyłu jest jeszcze jedna para. Znieś obie. Teraz”.

Kiwnęłam głową i odwróciłam się szybko, pędząc z powrotem korytarzem.

„Słyszałaś to?” - zapytałam operatorkę.

„Tak. Radiowóz jest nadal w drodze i powinien tam być wkrótce. Pozwolę ci odejść”.

„Racja” - powiedziałam, biegnąc korytarzem na piętrze do naszego pokoju. Zrobiłam to, o co prosił Mike, idąc szybko, z wysiłkiem powstrzymując wzburzoną, teraz jęczącą Laylę, i dostałam przez telefon zaspanego-już-czujnego Colta, gdy pędziłam z powrotem korytarzem, niosąc dwa zestawy kajdanek.

Widziałam też No wychodzącego z jego pokoju i patrzył na mnie, też zaspany-już-czujny.

Potrząsnęłam głową, szepnęłam - „Zostań tutaj” - a potem dalej rozmawiałam z Coltem, gdy zbiegałam po schodach. Zanim dotarłam do salonu, Colt powiedział mi, że będzie tu „za dziesięć” i rozłączył się.

Mike spojrzał na mnie i zadzwonił dzwonek do drzwi.

„Do mnie, kajdanki, potem drzwi” – rozkazał.

Podbiegłam do niego, wręczyłam mu kajdanki i pobiegłam do drzwi, mówiąc mu - „No wstał”.

Byłam w korytarzu, kiedy usłyszałam, jak Mike krzyknął - „No, tu na dół!”

Otworzyłam drzwi i zobaczyłam tam umundurowanego policjanta. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zdążyłam przed nim.

„Mike jest w salonie. Myślę, że cię potrzebuje”.

Natychmiast ruszył, a ja zeszłam mu z drogi. No prawie na niego wpadł, gdy okrążał schody, jego twarz była blada, a wzrok utkwiony we mnie. Oficer przeszedł bezpośrednio do salonu, z dłonią i ustami skierowanymi w stronę radia przy ramieniu. Przeniosłam się do No.

„Twój tata złapał jakieś dzieciaki, wandale. Są w salonie. Idź do niego, on cię chce”.

No skinął głową, po czym ruszył korytarzem.

Zamykałam drzwi, nie patrząc na to, co robiłam, gdy w połowie napotkałam opór. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam stojącego tam innego oficera.

„Robiłem przeszukanie terenu” – mruknął - „Mike okej?”

Kiwnęłam głową, ponownie otwierając drzwi - „Salon”.

Minął mnie i szybko ruszył korytarzem.

Podążyłam za nim.

Przez następne pięć minut skupiłam się na uspokojeniu się i pozostaniu na uboczu. Musiałam poświęcić trochę czasu na zrobienie tego, kiedy Rees z wahaniem włączyła się do postępowania. Stała blisko mnie, trzymając mnie za rękę i patrzyła jak ja, nie łącząc się z nimi. Chłopcy siedzieli teraz wszyscy na kanapie z rękami skutymi za plecami. Jeden z funkcjonariuszy wyszedł do swojego samochodu. Nie spuszczałam wzroku z Mike’a, który wciąż luźno trzymał broń, wlepiając wzrok w chłopców, i mogłam stwierdzić, że był bardziej niż wkurzony. Był wściekły.

Zastanawiałam się nad zasadnością podejścia do Mike’a i delikatnego odebrania mu broni, ponieważ kanapa Mike’a była niesamowita, duża, wygięta, wygodna, a plamy krwi prawdopodobnie by to spieprzyły, kiedy funkcjonariusz, który przeprowadził przeszukanie terenu, przemówił i zrobił to do chłopców na kanapie.

„Widziałem to na zewnątrz, gówno jest popieprzone” – zauważył dudniącym głosem. On też był wkurzony. Jeden z jego braci był celem i było jasne, że nie bardzo mu się to podobało. Potem zapytał - „Co za popieprzone gówno wpadło wam do głowy, że myśleliście, że to jest okej?”

Żaden z chłopców się nie odezwał.

Mike to zrobił.

„Znam was” – powiedział cicho. Cisza nie była dobrą ciszą i widziałam, jak wszyscy trzej chłopcy na niego patrzyli. Nie wyglądali już na wojowniczych. Zwrócili na siebie uwagę wściekłego taty, policjanta trzymającego broń, a teraz byli czujni z opóźnieniem - „Wiem, że pokłóciliście się z Finem. Wiem, co powiedzieliście mojej dziewczynie. Wiem, że jeden z was próbował jej dotknąć”.

O Boże.

Moja dłoń w dłoni Rees zacisnęła się mocniej.

„Teraz pojawiacie się w moim domu, jej domu, domu mojej rodziny i robicie to gówno” – kontynuował Mike - „Bzdury, które powtarzacie od miesięcy, nie są w żaden sposób w porządku. To gówno na zewnątrz jest naprawdę nie w porządku”.

Zastanawiałam się, co było na zewnątrz, jednocześnie nie chcąc wiedzieć, kiedy Mike mówił dalej.

„Ale jestem zmuszony wyświadczyć wam przysługę. Widzicie, moją misją będzie upewnienie się, że jakakolwiek kara was spotka, będzie najgorsza z możliwych. Ale i tak usiądę z Finleyem Holliday’em i zobaczę, czy uda mi się go odwieść od szukania każdego z was z osobna i urywania wam waszych nic nie znaczących głów”.

O kurwa.

Dłoń Rees zacisnęła się naprawdę mocno w mojej.

Zadzwonił dzwonek do drzwi.

„Zostańcie tutaj oboje” – wyszeptałam do dzieci i ruszyłam korytarzem.

Otworzyłam drzwi Coltowi, spojrzałam w jego poważne oczy i poinformowałam go - „Salon”.

Kiwnął głową, minął mnie i ruszył korytarzem. Wyszłam na chłodną, ale wciąż dziwnie ciepłą kwietniową noc w Indianie.

Nie miałam pojęcia, jakim cudem tego nie widziałam przy poprzednim otwarciu drzwi.

Zobaczyłam to wtedy.

Na całym dolnym końcu podwórka, chodniku i ulicy leżały śmieci. Następnego dnia mieli wybierać dzień śmieci i No wystawił nasze kosze wcześniej. Były na bokach, torby były otwarte, a wszystkie nasze śmieci były wszędzie porozrzucane.

Ale to nie było wszystko. Wszędzie leżały otwarte i rozwinięte prezerwatywy. Dziesiątki z nich. Dziesiątki i dziesiątki.

Wyszłam, przeskanowałam teren i zatrzymałam się jak wryta.

Moje auto i SUV Mike’a były zaparkowane w garażu. Na podjeździe stał poobijany złom No. A w świetle ulicznych latarni widziałam namalowane sprejem prymitywne penisy i słowa: Kumpela do pieprzenia Farmera Fina jeździ tą bryczką.

Zauważyłam inny radiowóz zmierzający w stronę naszego domu, ale sztywno, bo mój mózg wydawał się dziwny, rozgrzany, puchnący, jakby moja czaszka nie chciała go pomieścić, moje oczy czuły to samo w oczodołach, odwróciłam się i wróciłam do domu. Podeszłam do drzwi do garażu, otworzyłam je, wskoczyłam do środka i zdjęłam klucze z wieszaka na klucze, który wisiał na ścianie. Wyszłam, zamknęłam drzwi i weszłam do salonu prosto do No, który stał blisko swojej siostry.

Wręczyłam mu klucze i powiedziałam mu - „Idź na górę. Ubierz się. Mamy długą noc przed sobą. W chwili, gdy twój tata lub Colt powie ci, że to jest w porządku, wyciągniesz moje auto i wstawisz swój. Tak?”

Widziałam, jak ciekawość pomieszana z czujnością pojawiła się na jego twarzy, skinął głową, spojrzał na tatę, który szarpnął na niego brodą, po czym wystartował.

Poszłam w mojej krótkiej koszuli nocnej do miejsca, gdzie mogłam stanąć twarzą w twarz z chłopcami.

„Dusty, ty też się ubierz” – rozkazał Mike, ale spojrzałam na chłopców z góry.

„Znam waszą trójkę. Wiem dokładnie, kim jesteście, chłopcy tacy jak wy” – powiedziałam do nich cicho - „I wiem, że jeśli nie podejmiecie teraz decyzji, nigdy się nie zmienicie. Jesteście wrednymi, bezużytecznymi, słabymi, żałosnymi gryzoniami i dopóki nie wyrwiecie głów z tyłków, nigdy nie będziecie niczym więcej niż wrednymi, bezużytecznymi, słabymi, żałosnymi gryzoniami. W waszym życiu nie wydarzy się ani jedna dobra rzecz, bo na nią nie zasługujecie. Będziecie obwiniać innych, ale to wy sprawicie, że stanie się to waszą rzeczywistością. W tej chwili nie jest za późno, aby przestać być dupkami. Za rok, dwa, zostaniecie w tej roli na całe życie i zaufajcie mi, nikt, kogo znacie, nie pomyśli o was inaczej. Będziecie znani w każdej minucie waszego oddechu na tej ziemi, każdej duszy, która będzie miała pecha wejść w waszą atmosferę, jako dupki, którymi jesteście. Obudźcie się, zanim będzie za późno”.

Zaczęłam się oddalać, ale zatrzymałam się i spojrzałam na nich.

„Osobiście mam nadzieję, że Mike zawiedzie w swoich staraniach i Fin znajdzie każdego z was i da wam lekcję, na którą zasługujecie” - Nie patrząc na nich ponownie, odeszłam, moje oczy powędrowały do Rees i zawołałam - „Chodź tu, Słonko, chodźmy na górę”.

Spojrzała na mnie, skinęła głową, połączyłyśmy się przy wejściu na korytarz i odprowadziłam ją do drzwi jej pokoju, gdzie ją zatrzymałam.

„Zdemolowali podwórko, a ty nie pomagasz w sprzątaniu” - Powiedziałam jej - „A kiedy wejdziesz do swojego pokoju, proszę, nie dzwoń do Fina. Może się o tym dowiedzieć jutro. Teraz czytasz, słuchasz muzyki, robisz wszystko, żeby się uspokoić i zasnąć, ale nie dzwoń do Fina i nie wyglądaj na zewnątrz. Proszę”.

„To jest złe?” - wyszeptała.

„Tak” – odpowiedziałam szczerze.

„Mogę pomóc” – powiedziała mi.

„Możesz, ale nie pomożesz” – powiedziałam jej – „Twój brat i ja załatwimy to”.

„Ja…”

„Idź do swojego pokoju, Rees, proszę. Załatwimy to”.

„Chodzi o mnie?” - szepnęła drżącym głosem, a ja podeszłam bliżej i wzięłam ją za rękę.

„Słonko, dobra wiadomość jest taka, że chłopcy wyrastają z takich rzeczy. Zła wiadomość jest taka, że jesteś taka ładna, że zostały ci jeszcze jakieś trzy lata. Nie mają do ciebie szansy. Nie mają szansy na bycie tak fajnym jak Fin. To ich wkurza, a są za młodzi i za głupi, żeby wiedzieć, jak sobie z tym radzić. Więc chcą, żebyś zapłaciła za to, że jesteś sobą. Jasne, takie rzeczy zdarzają się wśród dorosłych. Ale do tego czasu będziesz na tyle dorosła i na tyle mądra, że będziesz w stanie sobie z tym poradzić. Teraz pozwól swojemu tacie, bratu i mnie się tym zająć. I tutaj masz szczęście, bo przypuszczam, że te dzieciaki tam na dole nie mają nikogo, kto troszczyłby się o nie na tyle, by uchronić je przed czymkolwiek. Ty masz. Skorzystaj z tego”.

Jej zęby dotykały jej wargi i robiły to przez jakiś czas.

Potem skinęła głową i powiedziała - „Dobrze, Dusty”.

Kiwnęłam głową, ścisnęłam jej dłoń i puściłam ją.

No wyszedł ze swojego pokoju ubrany i z tenisówkami na nogach. Rzucił mi spojrzenie, które powiedziało mi, że poświęcił swój czas na przygotowanie się na to, co zobaczy, zanim zbiegnie po schodach.

Odwróciłam się do sypialni Mike’a i mojej, żeby się ubrać.

*****

Mike dotarł do szczytu schodów i zobaczył światło dochodzące z sypialni jego i Dusty na końcu korytarza. Drzwi były lekko uchylone i Layla już przez nie węszyła, żeby się do niego dostać.

Powitał ją w połowie drogi głaskaniem, a ona truchtała u jego boku, gdy szedł przez resztę drogi.

Ledwo zdążył otworzyć drzwi, kiedy usłyszał - „Boże, proszę, powiedz mi, że rzuciłeś w nich książką”.

Nie sądził, że uśmiechnie się tak szybko po tym, co wydarzyło się tej nocy i po fakcie, że ostatnie dwie godziny spędził na komisariacie, obserwując, jak Colt wyjaśniał trzem grupom wściekłych rodziców, że ich dzieci nie zostaną zwolnione pod ich opiekę. Postawiono im zarzuty i następnego dnia spotkają się w sądzie dla nieletnich. Z wyjątkiem Brandona Wannamakera, który miał osiemnaście lat. Stanie przed sądem jako dorosły.

Ale Mike się uśmiechnął i to nie było tylko na jej słowa, ale też na to, że wrócił do domu o czwartej nad ranem, po uporaniu się z tym gównem, żeby zobaczyć ją w swoim łóżku wyglądającą tak, jakby czuła się tam dobrze, wyglądającą, jakby tam należała. Leżała na środku, z plecami opartymi o wezgłowie łóżka, zgiętymi kolanami i wyglądała, jakby coś czytała.

Czekał cholernie długo, żeby wrócić do domu po gównianej nocy, kiedy miał do czynienia z gównianymi ludźmi i znaleźć w swoim łóżku dobrą kobietę czekającą na jego powrót do domu, i piękno tej chwili nie umknęło mu.

W najmniejszym stopniu.

Mike zamknął za sobą drzwi, wyciągnął odznakę zza paska i rzucił ją na komodę, mówiąc - „Wszyscy mieli w przeszłości starcia z glinami, istnieją mocne dowody na to, że popełnili inne zgłoszone przypadki i zostali złapani na gorącym uczynku przeze mnie. W ich samochodzie znaleziono farbę w sprayu i kolejne trzy pudełka prezerwatyw, a także dowody łączące ich z innymi aktami wandalizmu. Zostali zatrzymani i oskarżeni. Ich tyłki siedzą w więzieniu na noc, a Wannamaker osiągnął pełnoletność. Będzie odpowiadał jako dorosły” - Ręce Mike’a powędrowały do guzików jego koszuli, gdy wyjaśnił - „To głupie gówno, wandalizm, zniszczenie mienia, ale możemy ich przygwoździć na miesiące za to gówno. Sędzia nie będzie pobłażliwy. Mimo to prawdopodobnie będzie to praca społeczna. Wszyscy mają akta w poprawczaku, ale Wannamaker właśnie otworzył sobie kartotekę, bo miesiąc temu miał osiemnaste urodziny”.

„Prace społeczne to nie wyrok śmierci, ale chyba będę musiała znaleźć sposób, żeby z tym żyć”.

Wciąż uśmiechając się, Mike ściągnął tę koszulę z ramion, zerknął na podłogę zaśmieconą ubraniami Dusty, pomyślał o tym przez pół sekundy, po czym pomyślał „pieprzyć to” i upuścił ją na podłogę.

Jego ręce powędrowały do paska i powiedział cicho - „Podwórko wygląda dobrze. Dzięki, że to zrobiłaś”.

Skinęła głową i sięgnęła do szafki nocnej, by odłożyć książkę.

Kiedy się usadziła z powrotem, odpowiedziała - „No pomógł, jak wiesz. Nie wiesz jednak, że musisz z nim porozmawiać. Jak ci chłopcy pójdą do szkoły, on i jego banda zaczną działać. Fin nie jest jedyną osobą, która oszaleje z tego powodu. No stracił już swoje nerwy. I nie mówię o mało przyjemnym zadaniu polegającym na podniesieniu siedemdziesięciu dwóch prezerwatyw, a tak przy okazji, policzyliśmy. Mówię o tym gównie na jego samochodzie. I także nie o tym, że jego samochód jest nieczynny i dlaczego tak jest, ale o to, co napisali o jego siostrze”.

Odpiąwszy pasek, Mike skinął głową, po czym usiadł na łóżku i sięgnął, by zdjąć buty, wiedząc, że tak się stanie. Jego dzieci mogły walczyć, ale No kochał Reesee, a on był synem swojego ojca. Gówno miało stać się brzydkie.

Upuścił but, mrucząc - „Porozmawiam”.

Skończył się rozbierać, podciągnął na siebie spodnie od piżamy, które porzucił dwie godziny temu i położył się do łóżka. Tam zwrócił się do swojej kobiety.

„Jak się ma Rees?” - zapytał.

„Przerażona, zdenerwowana tym, że jej brat i ja byliśmy na podwórku o drugiej trzydzieści rano, sprzątając to, co, mam nadzieję, że nadal nie wie, sprzątaliśmy. Kiedy sprawdzałam jakieś pół godziny temu, oboje odlecieli”.

Mike wziął oddech, po czym przekręcił się na plecy i wbił wzrok w sufit.

Dusty wtoczyła się w niego, przyciskając swoje miękkie ciało do jego boku i kładąc ciepłą dłoń na jego klatce piersiowej, więc skierował na nią wzrok.

„To dupkowate dzieciaki, Mike” – powiedziała cicho - „Posprzątanie zajęło nam mniej niż godzinę. Najważniejszą rzeczą jest samochód No, ale może korzystać z mojego auta. Rzadko w nim bywam, a jeśli zajdzie taka potrzeba, mogę skorzystać z samochodu Rhondy. Ona nigdzie nie jeździ”.

„Wojna nastolatków” - odpowiedział Mike i zobaczył, że zamrugała.

„Co?”

„Czy przez chwilę myślisz, że cokolwiek, co ja powiem, a nawet ty, powstrzyma Fina przed szukaniem zemsty?”

Zmarszczyła nos.

To oznaczało, że nie.

„I myślisz, że, nawet jeśli mi uda się przekonać mojego syna, Fin nie zachęci No, nie zmieni zdania i nie pójdzie w to na całość?”

Zacisnęła usta.

To oznaczało również nie.

„Te dzieciaki nie są dobrymi dziećmi” - powiedział jej Mike - „Wiele widziałem, Aniołku, i są tacy, którym możesz spojrzeć w oczy i zobaczyć, że mogą szukać odkupienia. Zobaczyć, że mogą mieć w sobie coś, co poprowadzi ich do dostrzeżenia błędu ich postępowania. Tych dwóch sługusów tego nie ma. Zawsze korzystam z wątpliwości. Może kiedyś zrobią porządek ze swoim bałaganem. Ale synapsa przyzwoitego człowieka nie funkcjonuje u nich. Wannamaker to inna historia. Spotkałem dziś jego ojca i jest dupkiem. Co za kutas, przysięgam na Boga, przez sekundę chciałem wziąć tego gównianego dzieciaka pod swoje skrzydła, żeby miał trochę doświadczenia przyzwoitego dorosłego w swoim życiu. Co w nim pękło, zepsuł jego tata. Poza tym jest chudy, ma trądzik i gdyby nie stał się łobuzem, byłby prześladowany. Patrzy w lustro i z różnych powodów nie podoba mu się to, co widzi. Porządkowanie jego gówna będzie wymagało działania Boga. To nie oznacza dobrych rzeczy. Te dzieciaki lubią się pieprzyć z ludźmi. Fin i No bez wątpienia, zwłaszcza jeśli wspierają ich ekipy, mogą wytrzeć podłogę tymi dupkami. Ale to dopiero początek złej krwi, która już się gotuje. Nie znajduję teraz sposobu, by zdusić to gówno w zarodku, jak jesteśmy na to gotowi. I niezależnie od tego, czy się z tym zgadzasz, czy nie, normalnie pozwolę Finowi i No na układ. Radziłbym, ale oboje dorośleją i muszą nauczyć się podejmować decyzje, które doprowadzą ich do bycia mężczyznami, którymi będą. Nie podoba mi się to, że Rees jest celem ich jadu. To sprawia, że jestem roztrzęsiony”.

„Porozmawiaj z Finem, ja porozmawiam z Finem z tobą i na wszelki wypadek zaprosimy tam tatę. I nie wiem, czy zgodzisz się na to, czy nie, ale sugeruję, żeby Rees tam była. To, że on na nią patrzy, to go uspokaja. Dba o to, co ona myśli. Szczerze mówiąc, myślę, że z nas wszystkich najbardziej słuchałby jej”.

Mike ponownie spojrzał w sufit, ale zrobił to, przytakując głową. Bez wątpienia Finley Holliday związał się z córką Mike’a i myślał o niej przez całym czas. Ale to mogło zmienić się na dwa sposoby. Mogła go przekonać albo te dzieciaki byłyby uparte, a Fin zrobiłby to, co czuł, że musi zrobić, by ją chronić.

Dusty milczała przez chwilę, zanim zapytała cicho - „Jak złapałeś ich wszystkich trzech naraz?”

Oczy Mike’a wróciły do jego kobiety - „Te dzieciaki to dupki, ale nie głupie. Nie wyszedłem przodem, podszedłem do nich z boku. Nie spodziewali się mnie, a nawet jeśli, to nie spodziewali się, że przyjdę z boku. Kiedy mnie zobaczyli, zobaczyli, że jestem wkurzony. Wycelowałem w nich swoją broń i powiedziałem, żeby nie ruszali nawet pieprzonym mięśniem. Nie zrobili tego. Potem kazałem im paść na kolana. Oni to zrobili. Przeszukałem ich w poszukiwaniu broni i kazałem im wmaszerować do mojego domu. Oni też to zrobili”.

Jej oczy błądziły i mruknęła - „Ja bym uciekała”.

„Jakbyś zrobiła to gówno na moim podwórku, zostałabyś postrzelona”.

Jej oczy spotkały się z jego i zapytała - „Zastrzeliłbyś ich?”

„Nie, strzeliłbym do nich i wystraszył ich na śmierć. Mogliby uciec, ale biegliby w brudnych dżinsach”.

Uśmiechnęła się do niego, jej ręka przesunęła się w górę, by owinąć się wokół jego szyi, a jej twarz się zbliżyła, gdy wyszeptała - „Mój przystojny, opiekuńczy alfa”.

„Nie zadzieraj z podwórkiem mężczyzny”.

Jej uśmiech stał się większy.

„Albo z samochodem jego syna, nieważne, że to kupa gówna”.

Jej uśmiech pogłębił się.

„Albo z jego córką”.

Jej uśmiech zgasł, jej twarz złagodniała, a palce zacisnęły się na jego szyi.

Mike uniósł dłoń, owinął ją wokół jej głowy, przyciągając ją do siebie i czując, jak jej miękkie włosy przesuwały się po jego skórze. Dotknął jej ust swoimi, po czym zwolnił nacisk i pochwycił jej wzrok.

„Zamknij oczy teraz, kochanie. Jestem padnięty”.

„Ja też” – wyszeptała, po czym odsunęła się i potoczyła w stronę swojej lampki. Mike sięgnął do swojego i zobaczył, że Layla leżała na podłodze obok jego strony łóżka. Nie była już psem do spania, teraz była psem stróżującym.

Cholera, kochał swojego psa.

Zamiast sięgnąć do światła, sięgnął w dół i poklepał ją po zadzie. Obróciła głowę, by spojrzeć na niego z uznaniem, ale położyła się z powrotem, wpatrując się w drzwi, kiedy sięgnął po światło, pogrążając pokój w ciemności.

Natychmiast Dusty znów się do niego przytuliła, a Mike wsunął rękę pod nią, by owinąć ramię wokół jej talii.

„Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni, zanim Hunter, Jerra i dzieciaki przyjadą na ferie wiosenne w przyszłym tygodniu. Byłoby do bani, wandale, bójki dzieci, szalejące siostry i tak dalej, kiedy powinniśmy się bawić i odwiedzać” – zauważyła Dusty.

„Mam przeczucie, że jak to nie będzie załatwione, poradzą sobie” – odpowiedział.

„To prawda” – mruknęła, kładąc głowę na jego ramieniu.

„Śpij teraz, Słonko”.

„Okej”.

„Noc, Aniołku”.

„Noc, przystojniaku”.

Dusty przycisnęła się bliżej, a jej ramię wokół jego brzucha zacisnęło się na sekundę, po czym puściło.

Mike wpatrywał się w ciemny sufit i kiedy ciało Dusty rozluźniło się, a jej ciężar opadł na niego, gdy znalazła sen, w cichej ciemności, nie mógł już dłużej tego trzymać na dystans.

Coś się zbliżało i to nie było dobre. Jego przeczucie było napięte od tego przez cały dzień. A to gówno dzisiejszej nocy to nie było to.

A będąc policjantem przez dwadzieścia lat, nauczył się słuchać swojego przeczucia.

Cicho wyszeptał w ciemność - „Cholera”.

Layla wydała cichy pomruk zgody.

Racja.

To było.

Nawet pies to wyczuł.

Gówno.


 

4 komentarze: