Rozdział 21
Pieczenie tortów (cz.1)
Środa rano…
Mike wyłączył prysznic,
otworzył drzwi, chwycił ręcznik i zobaczył Dusty stojącą przy umywalce i myjącą
zęby.
Wyszedł i zaczął wycierać
swoje ciało, patrząc na nią w lustrze, kiedy obserwowała, jak jego ręce
przesuwały ręcznik po jego ciele.
Poczuł, jak jego usta się
wykrzywiły.
„Kochanie, nie dalej niż
dwadzieścia minut temu zapamiętałaś każdy fragment ustami” – przypomniał jej, a
jej oczy podskoczyły na jego uśmiechnięte w lustrze.
Uśmiechnęła się jak pasta do
zębów, wyłączając się, a następnie wyciągając szczoteczkę elektryczną z ust i
mówiąc przez pianę - „Nie każdy fragment”.
„Te
właściwe” – wymamrotał i zobaczył, jak jej ramiona się zatrzęsły, a oczy rozbłysły,
kiedy wpychała szczoteczkę do ust i z powrotem ją włączała.
Owinął
ręcznik wokół talii, zawiązał go i poszedł do umywalki.
„Co
masz na dzisiaj?” - zapytał, otwierając lustro i sięgając po żel i maszynkę do
golenia.
Pochyliła
się, splunęła, wypłukała usta, wytarła ręcznikiem i właśnie płukała szczoteczkę,
kiedy odpowiedziała - „Garncarstwo, rano. Hunter mówi, że ma coś z tobą dziś po
południu. Bierze mój samochód. Ja pojadę samochodem Rhondy z Jerrą i dzieciakami
do centrum handlowego po prezenty urodzinowe dla No. Wrócimy na czas, żeby się
przebrać i wyjść na kolację. Wszyscy się spotykamy tutaj”.
„Racja”
- mruknął, wyciskając żel w dłoń, a następnie wcierał go w twarz.
„Powiedz
mi dokładnie” – zaczęła – „jak u licha możesz być gorący, wcierając żel do
golenia w twarz”.
Jego
oczy ześlizgnęły się na bok, widząc ją opartą biodrem o blat, jego usta znów
się wykrzywiły i odpowiedział - „Bóg mnie lubi”.
I
to była prawda. Dowód był oddalony o umywalkę dalej.
„Mhm”
– mruknęła, podchodząc do niego, wchodząc w jego przestrzeń.
Odwrócił
się, kiedy była już w nim, a ona przywarła swoim ciałem do jego. Otoczyła go
jednym ramieniem, a drugą przesunęła po jego łopatce i w górę w jego mokre
włosy.
Naciskała,
ale nie zmuszał jej do zbyt ciężkiej pracy. Wspięła się na palce i przycisnęła
swoje usta do jego, a on też nie zmuszał jej do zbyt ciężkiej pracy nad tym.
Zajął się językiem, po chwili jęknęła w jego usta i, Chryste, jego kutas
zadrżał, a miał ją zaledwie dwadzieścia minut temu.
Przerwał
pocałunek, podniósł głowę o kilka cali i zobaczył swoją kobietę z kremem do
golenia na całej twarzy.
Trzymał
ją, trzymając swoją rękę z żelem z dala od jej koszuli nocnej, a czystą zaczął
delikatnie przesuwać po jej twarzy, mrucząc - „Żadnych pieprzonych żartów,
skończyliśmy się pieprzyć, a ja jestem gotowy do ponownego startu. Czuję się,
jakbym miał siedemnaście lat”.
Wtuliła
się w niego głębiej i szepnęła – „Wiem. Czy to nie wspaniałe?”
Nie
myliła się.
Spojrzał
jej głęboko w oczy, sprawdzając, czy widać było coś z niepokoju, jaki miała
zeszłej nocy i nie mógł go zobaczyć.
Więc
uśmiechnął się do niej i szepnął zgodę - „Tak, Słonko”.
Pochyliła
głowę, pocałowała go w klatkę piersiową i jej ramiona zsunęły się z niego.
Puścił ją i patrzył, jak złapała ręcznik, wytarła z twarzy resztki żelu do
golenia i wyszła z łazienki.
Jego
oczy wróciły do lustra i kontynuował nakładanie żelu na twarz.
*****
Środa po południu…
Jego
komórka na biurku zadzwoniła, Mike zobaczył, co było na wyświetlaczu i zacisnął
usta.
Ale
podniósł ją, nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył ją do ucha.
„Mam
spotkanie o piętnaście, więc nie mam dużo czasu” – brzmiało jego powitanie.
„W
porządku” – odparła Audrey - „Pospieszę się”.
Mike
wziął wdech, pragnąc, żeby wróciła do tego, by z nim nie rozmawiać.
„Zastanawiałam
się, czy miałbyś czas jutro wieczorem po pracy na szybką kawę”.
Tak.
Zdecydowanie wolałby, żeby wróciła do nie rozmawiania z nim.
„W
tym tygodniu mam dużo pracy” – powiedział jej - „Nie mogę tego zrobić”.
„W
takim razie ja wezmę kawę, a ty możesz po prostu wpaść. To nie zajmie pięciu
minut” – odpowiedziała.
„Audrey…”
– zaczął. Wyczuwając ruch, jego oczy powędrowały przez niezwykle pustą salę
główną na górę schodów, na których właśnie pojawił się Rivera.
Mike
podniósł brodę do Rivery.
Audrey
szepnęła mu do ucha - „Pięć minut, Mike. Obiecuję i to jest ważne”.
„Możesz
mi powiedzieć, o co chodzi?” - zapytał Mike.
„Szkoła
Clarisse”.
Mike
przestał patrzeć, jak Rivera szedł do jego biurka, spojrzał na nie i zamrugał.
„Słucham?”
„Szkoła
Clarisse. Rozmawiałam z panią Layne w zeszłym tygodniu i wiem, że są dwie, do
których ty i ona składacie podania przyjęcie i stypendium. Chcę się z tobą
szybko zobaczyć w tej sprawie”.
„Czy
nie możemy tego zrobić przez telefon?” - poprosił Mike.
„Nie,
bo coś chcę ci dać”.
Chryste
Nie podobał mu się ten dźwięk. Audrey rzadko mu coś dawała, chyba że zmuszała
ją do tego jakaś okazja, a wtedy cokolwiek mu dawała, to on faktycznie za to
płacił i było to więcej, niż mogli sobie pozwolić. Jej wspaniałomyślność nie
wprawiała go w dobry nastrój.
„Audrey…”
– zaczął.
„Mike”
– przerwała mu - „Mimi. Po pracy. To dwie przecznice od ciebie. Po prostu
napisz do mnie, kiedy już prawie skończysz, a spotkamy się na miejscu. Obiecuję,
to nie potrwa długo”.
„Możesz
obiecać, że to mnie nie wkurzy?” - spytał Mike.
„Tak”
- odpowiedziała stanowczo i natychmiast, a Mike ponownie zamrugał w stronę
swojego biurka.
Potem
mruknął - „Pięć minut. Napiszę do ciebie."
„Dziękuję,
Mike” – powiedziała cicho.
„Później”.
Wyłączył
telefon i jego wzrok powędrował do Rivery, aby zobaczyć, że Rivera patrzy na
niego.
„Domyślam
się, że to nie był telefon od twojej najlepszej przyjaciółki zapraszającej cię
na martini” – zauważył Rivera, a usta Mike’a wykrzywiły się, ale potrząsnął
głową.
„Była
żona, a gdyby moja najlepsza przyjaciółka zaprosiła mnie na martini, nie byłaby
już moją najlepszą przyjaciółką”.
„Słyszę
cię, bracie” - mruknął Rivera, po czym stwierdził - „Mam u ciebie jeszcze
siedem tuzinów tych pączków, które jesteś mi winien, ale odpuszczam ci dwa, skoro
wyciągnąłeś mnie z wyprawy do centrum handlowego z Jerrą i Dusty”.
Mike
usiadł, a jego uśmiech pogłębił się - „Nigdy nie robiłem zakupów z Dusty, ale
wszystko z Dusty jest rozsądne i wyluzowane. Jerra, nie w tę stronę?”
„Jerra
może iść do centrum handlowego lub je opuścić. Odpali komputer, zrobi zakupy
online, ale centrum handlowe…” – wzruszył ramionami - „Natomiast Adriana, która przypominam, że ma sześć lat, żyje, by chodzić do centrum
handlowego. Ona nawet nie chce kupować tego gówna. Chce tylko spróbować. Nawet
Jerra mówi, że to walnięte”.
„Moja
rada: zduś to w zarodku. Teraz” – powiedział mu Mike, a Rivera przyjrzał mu się
uważnie.
„Twoja
dziewczyna uwielbia centrum handlowe?” - zapytał.
„Praktycznie
mieszkała tam, dopóki nie znalazła chłopaka. A jej matka była taka sama”.
Rivera
uśmiechnął się - „Więc dlatego pozwalasz swojej dziewczynie, która wygląda jak
twoja dziewczyna i zachowuje się tak słodko jak twoja dziewczyna, wychodzić z
dzieciakiem, który prawdopodobnie ma więcej nacięć w słupku łóżka niż ja”.
Rivera,
jak Mike już wielokrotnie zauważył, niewiele przegapiał.
„To
i jest dobrym dzieciakiem, który uspokoił jej tyłek, sprawił, że się nauczyła
uczyć i zboczyła ze ścieżki, której tak bardzo nie lubiłem. Jej zainteresowanie
centrum handlowym zniknęło, jej oceny się poprawiły, a on rozumie, że zastrzelę
go, jeśli pójdzie tam z moją Reesee”.
Rivera
nie spuszczał wzroku i powiedział cicho – „On to rozumie. Gdybym powiedział
temu dzieciakowi, że jego dziewczyna nie jest z najlepszej porcelany, nazwałby
mnie kłamcą, ale zrobiłby to po tym, jak uderzyłby mnie w twarz i splunął na
mnie. Słońce wschodzi i zachodzi dla niego w niej, Mike. Rozumiesz to?”
Mike
skinął głową. On to rozumiał. Nie można było tego przegapić. I nie mógł
powiedzieć, że nie miał zastrzeżeń, ale mimo wszystko podobało mu się to.
Rivera
pochylił się lekko do przodu i mówił dalej cicho - „Nie. Mam na myśli to, że w
pewnym sensie to gówno nie umiera. Ona jest dla niego tą Jedyną. Znalazł ją w
wieku siedemnastu lat. A bracie, opanuj się, bo po sposobie, w jaki ona na
niego patrzy, zachowuje się przy nim, wiem, że ona ma piętnaście lat, ale czuje
to samo”.
„Rozumiem,
Rivera” – odparł Mike - „I nie mogę powiedzieć, że nie mam obaw. Mogę tylko
powiedzieć, że nie mam się czym denerwować”.
Rivera
usiadł z powrotem - „Tak. Gdyby moja dziewczyna miała piętnaście lat i znalazła
dzieciaka, który poszedłby za nią w ogień i zrobił to z uśmiechem, byłbym tam,
gdzie ty jesteś teraz, bracie”.
Mike
widział sposób, w jaki Rivera był z jego własnymi dziećmi, więc nie miał
wątpliwości.
Mike
wstał, zdjął kurtkę z oparcia krzesła i powiedział - „Mamy wystarczająco dużo
czasu, żeby odebrać Mimi's przed spotkaniem. Kawy są dobre. Ale jej ciasteczka,
ciastka, cokolwiek w tej sprawie jest tylko o jeden stopień niżej od Hilligoss
i jest to niski stopień”.
Rivera
wstał i odpowiedział - „Nie byłem pewien wakacji w Hoosierland, ale wy,
mieszkańcy Indiany, wiecie, jak jeść. Po pewnym czasie zatęskniłbym za moim
grillem i Tex-Mex, ale to by potrwało”.
Wzruszył
ramionami, wkładając kurtkę, gdy razem wychodzili i schodzili po schodach, a
Mike odpowiadał - „Jak wrócisz do domu, nie mów nikomu, bo będziemy musieli
wysłać ekipę, żeby ucięła ci język. Większość ludzi uważa, że Indiana to stan,
przez który można przejechać. Poświęcili minutę, aby zjeść nasze jedzenie,
doświadczyć naszej gościnności, zrozumieć głębię naszej lojalności, a jak zrobią
to jesienią, kiedy drzewa są kolorowe, nikt nigdy nie odejdzie”.
„Wyczuwam
to” – mruknął Rivera.
Mijając
Kath w recepcji, kiwnęli jej brodami i otrzymali w zamian machnięcie palcem, co
wywołało jego uśmiech, Mike mruknął w odpowiedzi - „Czuję, że to wszystko ci
się podoba. To Boża szczera prawda”.
Rivera
pchnął drzwi, uśmiechając się do niego. Mike przeszedł obok, uśmiechając się do
swoich butów.
Wpadli
do Mimi i kupili kawę. Tam Rivera niezbicie udowodnił, że jest dobrym mężem i
ojcem, kiedy kupił kupę ciastek i ciasteczek dla swojej żony i dzieci. Obaj
niosąc białe, papierowe kubki do kawy z tekturowymi rękawami i Rivera z dużą
białą torbą, wyszli z Mimi, poszli jedne drzwi dalej i weszli przez drzwi,
które prowadziły do biura Tannera.
Weszli
po schodach i Mike nie zawracał sobie głowy pukaniem ani ogłaszaniem ich, kiedy
otworzył drzwi u góry, przeszedł przez nie i przytrzymał je dla Rivery. Stało
się tak, bo Tanner miał kamery i już wiedział, że tam byli.
I
Mike dowiedział się, dlaczego sala główna komisariatu była pusta, kiedy
przechodzili przez recepcję Tannera. Zrobił to, uśmiechając się do mamy
Tannera, Very, która rozmawiała przez telefon za biurkiem recepcjonistki. Ale w
jego biurze byli Colt, Sully i Merry wraz z Ryker’em, Tannerem i, pieprzyć go,
Calem i facetem Tannera, byłym agentem CIA i obecnie certyfikowanym Devin’em
Gloverem.
„Jezu,
jasna cholera” – mruknął Rivera, zatrzymując się szybko i patrząc na wysokiego,
masywnego Ryker’a z wytatuowanymi rękoma - „Chłopcze, czym mama cię karmiła, jak
dorastałeś?” - zapytał.
„Noworodki”
– odpowiedział Ryker, patrząc spode łba na Riverę.
„Widzę
to. Całkowicie” – odpowiedział Rivera.
Ryker
zmarszczył brwi.
Potem
zapytał Mike’a, wciąż marszcząc brwi na widok Rivery - „Kto jest tym nowym
facetem?”
Mike
wkroczył i przedstawił go nie tylko Ryker’owi, ale wszystkim dookoła.
Spojrzał
na Tannera i zauważył - „Nie wiedziałem, że to impreza”.
„Wykonałem
kilka telefonów” – Tanner zwrócił uwagę na oczywiste.
„Wygląda
na to, że nowy facet przyniósł smakołyki na przyjęcie” – zauważył Ryker,
wpatrując się w białą torbę Mimi Rivery.
„Jeśli
się do nich zbliżysz, odetnę ci rękę. To dla mojej kobiety i dzieciaków” –
odparł Rivera, a oczy Ryker’a przeniosły się z torby na Riverę.
Potem
uśmiechnął się swoim przerażającym uśmiechem Ryker’a.
„Chce
się ze mną bić, by mógł dać swojej kobiecie i dzieciom ciasteczka. Nie wiem,
czy to głupie, czy szalone” – zastanawiał się głośno Ryker.
„Mam
w dupie to, co myślisz, że to jest” – odparował Rivera.
„Sprzątanie
krwi to udręka, a nikt tutaj nie ma na to czasu. Czy możecie odstąpić, żebyśmy
mogli odbyć to zebranie informacyjne i naradę i żyć dalej?” - wtrącił się Merry.
„Tak,
i nagle zatęskniłem za Mimi” - mruknął Sully, po czym spojrzał na Colta -
„Dlaczego nie wpadliśmy tam, zanim weszliśmy?”
„Bo
gdybyśmy to zrobili, Ryker byłby wściekły z tego powodu, a jeśli zrobimy to
później, nie będzie go w pobliżu, więc nie będzie” – odpowiedział Colt.
„Racja”
- powiedział Sully z uśmiechem.
„Przypomnienie”
- wtrącił Mike - „Mam sytuację, którą muszę się zająć, więc może moglibyśmy
zacząć” - Jego wzrok przeszedł przez Colta, Sully’ego, Merry’ego, Cala i Devina
– „Zechcecie mi powiedzieć, co wszyscy tutaj robicie?”
„Cóż,
na przykład ja nie dźwigałem tyłka po tych schodach, żeby obejrzeć Show Ryker i
Nowy Facet” - zauważył zrzędliwie Devin.
„Więc
dlaczego wciągnąłeś swój tyłek po schodach?” - Mike zapytał, a Devin spojrzał
na niego bystrym wzrokiem.
„Zanim
będę gadał, słyszałem, że Ryker dostaje tort. Ja też chcę” – zażądał Devin.
Jezu.
„Dusty
zrobi ci tort” – zgodził się Mike - „Teraz mów”.
Devin
otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Ryker zdążył go wyprzedzić.
„Mój
ma dwanaście warstw” – oświadczył, a Mike spojrzał na niego.
„Słucham?”
„Pracuję
już nad tym od jakiegoś czasu. Mój tort ma dwanaście warstw. Ten dupek właśnie
się wtrącił. Nie dostanie takiego, co ma dwanaście warstw. Najwyżej sześć”.
Oczy
Devina zwęziły się - „Połowa? Srasz mnie? Dostałem więcej niż ty w ciągu
tygodnia, bo trzymałeś kciuk w dupie”.
Ryker
skrzyżował ręce na piersi i spojrzał z góry na Devina, gdy zaprzeczył -
„Węszyłem”.
„Trudno”
– odpowiedział Devin i spojrzał na Mike’a – „Ja też chcę dwunastowarstwowy”.
Mike
nigdy tego nie robił, ale zastanawiał się, czy liczenie do dziesięciu
rzeczywiście działa.
Nie
dostał szansy na rozpoczęcie.
„Pieprzyć
mnie, zamknijcie się, kurwa” - Cal włączył się do rozmowy, wpatrując się
zarówno w Ryker’a, jak i Devina - „Torty. Jezu. Poważnie? Mówimy o tortach?”
„Łatwo
ci mówić, masz kobietę, która je robi” – odparował Devin.
„Słyszałam to!” - Vera krzyknęła z
drugiego pokoju, a Mike patrzył, jak Tanner powoli zamykał oczy.
Tanner
pozwolił na coś, o czym wszyscy wiedzieli, że nigdy nie powinien, pozwolił
swojemu partnerowi na romans z członkiem rodziny. Zwykle chroniłeś przed tym
gównem swoją siostrę. Skoro Vera spotykała się z Devin’em, była to matka
Tannera.
„Tak,
więc od czasu do czasu upiecz mi tort” - zawołał Devin przez drzwi.
„Um…
przepraszam?” - zapytała z warknięciem.
„Racje.
Skupcie się” – uciął Mike - „Mam chłopca, który kończy dziś siedemnaście lat i
chciałbym świętować to z nim dziś wieczorem. Nie być w areszcie za napaść”.
„Jonas
kończy siedemnaście lat?” – zapytał Sully - „Jak to przegapiłem? Powiedz mu, że
wujek Sul życzy wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, a ja namówię Raine,
żeby wysłała mu kartkę z odrobiną zieleni”.
Mike
spojrzał w sufit, ale wciąż słyszał mamrotanie Rivery - „Brownsburg. Każdego
roku. Przerwa wiosenna. Cholernie kocham to miejsce”.
„A
może ja zacznę?” - zapytał Cal, nawet nie próbując ukryć zniecierpliwienia, a
Mike przestał patrzeć w sufit i spojrzał na niego - „Mam kumpla, który ma
kumpla, który pracuje dla McGrath’a. Ten jego kumpel głośno wypowiadał się na
temat gówna, które trafia po stronie McGrath’a. Rozumiem przez to fakt, że
McGrath nie martwi się, że jego budynki są zgodne z regulaminem. Problem polega
na tym, że jak facet gadał, gdy był nawalony, a skoro McGrath podpisuje jego
wypłatę, nie zrobi tego oficjalnie. Więc odkryłem to gówno i przekazałem je
Coltowi”.
Wtedy
odezwał się Colt - „Cal mi to powiedział, zacząłem kopać i wszystkie jego
konstrukcje przeszły każdą kontrolę. Więc albo ten facet jest jedynym mężczyzną
na tej planecie, który kłamie, kiedy jest nawalony, albo McGrath ma kogoś w
kieszeni. Nie trzeba było szukać zbyt daleko, aby dowiedzieć się, że mąż kuzynki
żony McGrath’a kładł swój podpis na wszystkich dokumentach. Po pierwsze, jako
członek rodziny, bez względu na to, jak bardzo jest luźny, nie powinien
sprawdzać konstrukcji McGrath’a. Ale on jest inspektorem budowlanym, jego żona
zajmuje się pielęgnacją pudli i mieszkają w domu za trzysta pięćdziesiąt
tysięcy dolarów z basenem w ziemi, który stoi na pięciu akrach”.
„Opłacony”
- powiedział Mike.
„Zgaduję,
że tak” – odparł Colt - „Ale nie ma dowodów”.
„Jeszcze”
- dodał Sully.
Mike
spojrzał na Ryker’a i stwierdził - „To jest warte dwunastu warstw. Masz coś w
ogóle?”
Ryker
otworzył usta, ale Devin się odezwał.
„Mam
do czynienia z intercyzą” – oznajmił - „Ale dostałem też więcej. Widzisz,
ojciec pani McGrath jest kaznodzieją, a pani McGrath straciła mamę, gdy miała
dziewięć lat. Mama pani McGrath była dziana i to przez duże „D”. Wszystko było trzymane
na funduszu, dopóki nie skończyła dwudziestu jeden lat. McGrath poślubił ją,
gdy miała dwadzieścia jeden lat. Widziałem kobietę. Wiem czemu. I nie chodzi o
to, że ładnie wygląda w letnich sukienkach. Jest Świrem Jezusa, który mógłby
grać w defensywie dla Coltów. To jej pieniądze sfinansowały biznes. Ale ona nie
jest głupia. Mogła skorzystać z szansy na miłość, widząc, że nie dostanie wielu
ofert, ale jak to małżeństwo się popsuje, a ona odchodzi z siedemdziesięcioma
pięcioma procentami wszystkiego”.
„Jezu”
- szepnął Mike.
„Bez
kitu, Jezu, Maryjo i Józefie” - zgodził się Devin - „Dość powiedzieć, że będzie
krzywo patrzeć, że jej ukochany mąż robił jakąś dziwkę na jego biurku. Świętość
małżeństwa jest Wolą Bożą. Nie wiem, czy jak ona się dowie, odstrzeli mu dupę,
albo będzie go ujeżdżała, aż nadejdzie Królestwo, skoro usłyszałem, że Bóg nie
jest zbyt napalony na rozwody. Wiem, że ona ma reputację jako zgniatacz kulek,
co oznacza, że McGrath ma swój typ, skoro siostra
twojej kobiety jest taka sama. Więc kiedy ona dowie się, że on posuwa siostrę,
jest szansa, że straci rozum i znajdzie
jakiś sposób, by zmusić go do zapłaty. Aha, a tak przy
okazji” – zaczął podsumowywać – „to McGrath rozpuścił te plotki, że jego pierwsze pieniądze mają przerażające powiązania. Na początku nie miał siły, tylko ambicję.
Potrzebował ziemi i chciał po swojej stronie strachu, żeby ją zdobyć, więc
wymyślił to gówno. Zdobył je później, kiedy było go stać na mięśnie, ale
utrzymywał te plotki w ruchu, bo wykonywały robotę”.
„Mamy
więc dwa tropy” - zauważył Mike.
„Albo
mógłbyś podejść do tego z innej strony” - wtrącił Merry, a Mike spojrzał na
niego - „Byłem w Akademii z facetem, który przeprowadził się do Baltimore.
Wyciągnąłem rękę, widząc, że ma przyjaciół w policji w Waszyngtonie. Poprosiłem
go, żeby się rozejrzał, a on to zrobił. Widząc, że Debbie Holliday jest
obrońcą, już nie jest ich ulubioną osobą. Widząc, że odnosi duże sukcesy, lubią
ją jeszcze mniej. Ale ona odnosi bardzo
duże sukcesy. Odniosła tak duży sukces, że krążą plotki o tym, że ona radzi
sobie tak dobrze, jak sobie radzi”.
„A
te plotki to są?” - zapytał Mike.
„Mówi
się, że sędziowie są w jej kieszeni, ale przyjaciel mojej przyjaciółki uważa,
że to
coś innego”.
„A
to by było?” - Tanner wtrącił się, żeby zapytać.
„Nie
łapówki. Ona ma na nich gówno” – odpowiedział Merry - „Co najmniej na dwóch z nich. A on tak myśli, bo
widział ją w obecności prywatnego detektywa. Nie detektywa pracującego dla jej
firmy. Cokolwiek to jest, dzieje się poza firmą, a ten PI nie ma dobrej
reputacji. Reputacja Debbie obejmuje również bycie przerażająco ambitną i nikt
nie byłby zaskoczony, że zrobiłaby wszystko, co było w jej mocy, aby zwiększyć
wskaźnik wygranych, co podniosłoby jej stawkę godzinową. Została partnerem w
najmłodszym wieku ze wszystkich w tej firmie. Ta firma istnieje od czterdziestu
pięciu lat i kiedy mówię „każdy”, mam na myśli każdego, mężczyznę lub kobietę. A ta firma, tak długo odkąd
istniała, była znana jako klub dla chłopców. Teraz tak nie jest”.
„To
wszystko dzieje się w Waszyngtonie, Merry. Skąd zdobędziemy to gówno, które
Debbie ma na tych sędziów?” - zapytał Mike.
„Jeśli
każesz swojej kobiecie upiec mi dwunastowarstwowy tort, wykorzystam swoje mile
lotnicze i pokręcę się po Waszyngtonie. W ten sposób to zdobędziemy” – odpowiedział
Devin, a oczy Mike’a powędrowały do niego.
„Jeśli
załatwisz mi trochę brudu na Debbie, Dusty zrobi ci dwunastowarstwowy tort, a
ja kupię ci butelkę dwudziestoletniej szkockiej” – stwierdził Mike.
„W
takim razie lepiej poproszę moją kobietę, żeby przeszukała linie lotnicze w
Internecie i wsadziła mnie w samolot” – mruknął Devin, wychodząc za drzwi, a
kiedy Mike stracił go z oczu, usłyszał - „A ja lubię tort czekoladowy!”
Gdyby
mieli coś, co zamknęłoby Debbie teraz i na zawsze, Dusty wyhodowałaby pieprzone
ziarna kakaowe.
Mike
nie podzielił się tym.
Zamiast
tego rozejrzał się po pokoju i powiedział - „Potrzebujemy dowodu na naruszenie
kodeksu, a potem idę z tym do McGrath’a, a także dostarczę mu wiedzy, że nie
wycofuje się z farmy, jego żona dostaje ostrzeżenie o jego działalności
pozamałżeńskiej. Potrzebujemy, żeby powęszył ktoś z ochrony przeciwpożarowej i
budowlanej”.
„Ja
na tym” – powiedział Colt - „Znam kilku facetów. Już dzwoniłem”.
„Wygląda
na to, że Dusty będzie zajęta pieczeniem” - mruknął Mike.
„Nie
słyszałeś, co ja mam” - wtrącił Ryker, a Mike spojrzał na niego.
„Masz
coś, podziel się tym”.
„Starsza
pani Molder” – oznajmił Ryker, a spojrzenie Mike’a przeszyło Merry’ego, Colta i
Sully’ego.
Starsza
pani Molder przez dziesięć lat siedziała na odłogach, czekając, aż jej wnuk
podrośnie i będzie mógł na nich pracować. Jej syn zginął w wypadku samochodowym
po pijanemu, a on był tym, który był pijany. Był do niczego, znalazł
bezwartościową kobietę, która odeszła, gdy jej dziecko miało dwa lata i nigdy
nie oglądała się za siebie, a potem znalazł się owinięty wokół słupa
telefonicznego. Dzieciak miał pięć lat.
Ziemia
starszej pani Molder była w jej rodzinie od sześciu pokoleń. Było to jedno z
pierwszych gospodarstw działających w miasteczku. Miała członków swojej rodziny
maszerujących na Paradzie Stulecia miasta, Paradzie Stupięćdziesięciolecia
miasteczka i Paradzie Dwustulecia. Była królewską farmerką z miasta, korzeniami
tak głębokimi, że nikt nie pomyślał, że zostaną wykopane.
Teraz
na jej farmie znajdowała się restauracja Station, jej parking i okoliczne
sklepy. Kiedy to się stało, miasto zatrzęsło się. Nikt nie sądził, że starsza
pani Molder sprzeda swoją ziemię. Poświęciłaby się temu przed opuszczeniem go.
I właśnie wtedy, gdy starsza pani Molder sprzedała, gliny zainteresowały się,
ale bez skarg i oczywistych naruszeń nic nie mogły zrobić.
„Jezu,
Ryker, pewnie ją wystraszyłeś jak diabli” – powiedział Merry.
„Starej
kobiety niełatwo przestraszyć” – odpowiedział Ryker - „Ale miała dużo do
powiedzenia o McGrath’ie. Powiedziała też, że powiedziała o tym policji, ale
niestety policja, której powiedziała, to był Harrison Rutledge, on nie zrobił ni
chuja, bo jest chujem, więc została wypieprzona”.
Harrison
Rutledge był brudnym gliną, a sposób, w jaki był brudny, oznaczał, że nie bawił
się dobrze w więzieniu i to nie tylko dlatego, że był gliną. Jego dni były
policzone i wszyscy spodziewali się, że wkrótce dostaną wiadomość, że został
uderzony w serce lub żyłę szyjną i umarł, zanim upadł na cementową podłogę
więzienia.
„Pieprzone
piekło” – mruknął Colt.
„Tak”
– zgodził się Ryker - „I po tym, co opowiada, Rutledge powiedział jej, że
McGrath nie robił nic nielegalnego i nie ma wyjścia, ale jeśli coś się zmieni, on
będzie jej oficerem prowadzącym i nie powinna rozmawiać z nikim oprócz niego.
Domyślam się, że Rutledge brał w łapę, zanim wziął coś innego. Problem polegał
na tym, że Rutledge zostawił ją na lodzie, a McGrath wysłał chłopców, którzy
przestraszyli kobietę, która nie daje się tak łatwo nastraszyć. Nie ma problemu
z gadaniem o tym teraz. Minęły już lata. Jest stara jak ziemia. A jej wnuk
okazał się gejem i mieszka w San Francisco. Potem trzymała buzię na kłódkę ze
względów zdrowotnych. I nie była specjalnie otwarta, kiedy pokazałem się u jej
drzwi, chociaż nietrudno było wyczytać, że jest samotna, skoro otworzyła drzwi,
żeby mnie opieprzyć i zajęło jej ułamek sekundy, by zaprosiła mnie na
lemoniadę. Siadając z zimną szklanką, powiedziałem jej, że farma Holliday jest
w zasięgu wzroku McGrath’a, a ona szeroko się wygadała”.
„Pieprzone
piekło” – mruknął ponownie Colt.
„Zagrożenia
i intymność?” – zapytał Sully.
„Kurwa,
tak, i więcej. Wysłali ekipę, rozwalili jej dom, pobili ją, pobili dzieciaka i
powiedzieli jej, że dadzą jej coś więcej, a to jest to, skąd to się wzięło, że
nie tylko zamilkła, rozmawiając z policją, ale też musiała sprzedać” – dodał
Ryker.
„Farma
została sprzedana lata temu. Przedawnienie napaści wynosi dwa lata. Mamy w tym
przejebane” – stwierdził Merry.
„W
przypadku Dusty i jej rodziny to jest nie do zrobienia” - stwierdził Mike.
„Oczywiście,
że nie, ale, jeśli będziemy mieli gówno, zdobędziemy dowód na kodeks, wejdziemy
ostro” - odpowiedział Sully.
„Nie
można na to czekać w przypadku rodziny Dusty ani żadnej rodziny, która ma
ziemię” - powiedział im Mike - „Przez dziesięciolecia bezlitośnie rządził w tym
hrabstwie. Budynki niezgodne z regulaminami, łapówki, groźby, zastraszanie,
napaść. Ktoś musi odwiedzić Rutledge’a i zobaczyć, czy będzie mówił. Musimy
podejść do każdego, kto został w pobliżu po tym, jak sprzedał swoją farmę i
zobaczyć, czy zastosowano wobec nich tę taktykę. Musimy polegać na kontrolach ochrony
przeciwpożarowej i budowlanej, żeby sprawdzić jego gówno. Używamy tego gówna
Debbie, żeby zmusić go do wycofania się z farmy Holliday’ów. Ale trzymamy się
go, aby zamknąć go na dobre. To gówno dzieje się pod naszymi nosami od lat.
Wcześniej nie mogliśmy nic zrobić. Mamy teraz gówno i czas to skończyć”.
Otrzymał
wiele spojrzeń, kilka uniesień brody i kilka skinień.
Mike
spojrzał na Sully’ego - „Idź do Rutledge’a. Zobacz, co możesz zyskać”.
Sully
skrzywił się, bo wszyscy lubili Rutledge’a tylko trochę bardziej niż Hitlera,
ale skinął głową.
Mike
spojrzał na Colta - „Przyspiesz to gówno z bezpieczeństwem przeciwpożarowym i
budowlanym”.
Colt
podniósł brodę.
Mike
spojrzał na Tannera - „Pod radarem, jeśli Ryker’owi się to udało, zaczynasz
odwiedzać rodziny”.
Tanner
również podniósł brodę.
„Odwiedzę
McGrath’a, żeby dać mu znać, co wiem o Debbie” – powiedział Mike, nie
spuszczając wzroku z Merry’ego - „Jesteś ze mną”.
Merry
skinął głową.
Mike
spojrzał przez wokoło i dokończył - „A potem Dusty zaczyna piec torty”.
To
sprawiło, że się uśmiechnęli.
Narada
była zakończona, wszyscy byli zajęci, wyjście nie zajęło im dużo czasu. Na
zewnątrz Colt i Sully weszli do Mimi. Cal przeszedł się do swojego pickupa.
Ryker
został w biurze Tannera.
Merry,
Rivera i Mike wrócili na komisariat.
Kiedy
szli, Rivera zapytał pod nosem - „Płacisz któremuś z tych facetów czymś innym
niż tortami?”
Mike
spojrzał w lewo i lekko w dół.
„Nie”.
Nawet
gdy szli, Rivera nie spuszczał z niego wzroku.
Potem
spojrzał do przodu.
Mike
też.
Potem
usłyszał, jak szepnął - „Głębia waszej lojalności”.
Mike
znów poczuł, jak wykrzywiły mu się usta.
Rozumiał
to.
*****
CDN
Cóż, nie udało mi się skończyć tej książki w tym roku.
Życzę Wam wszystkim (i sobie), by kolejny rok był bardziej spokojny i szczęśliwy.
Monika
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDla Ciebie ode mnie życzę Ci wszelkich wspaniałości w życiu osobistym i zawodowym. Caluje i pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na dalsze efekty twojej pracy😘😘😘
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego w nowym roku 🥰
Dziękuję za twoje poświęcenie w tłumaczeniach :) Oby nowy rok obfitował w kolejne tłumaczenia. Bądź zdrowa, szczęśliwa i bogata w nowym roku.
OdpowiedzUsuń